Bajki Majki: „W sercu lasu. Wędrówka po lasach świata”, Christiane Dorion, Jane McGuinness

Po niesławnym zakazie wstępu do lasów sprzed kliku miesięcy nauczyliśmy się nieco bardziej doceniać luksus prozaicznego leśnego spaceru. Być może docenimy go jeszcze bardziej po lekturze tego pięknie zilustrowanego albumu pełnego ciekawostek prosto z lasów świata.

W jaki sposób z nasionka powstaje drzewo? A z drzewa las? Jakie mamy lasy na świecie? Z czego składają się drzewa, jak wyglądają podczas zmieniających się pór roku, kto żyje wśród ich liści i korzeni i co drzewa dają człowiekowi i całej naszej planecie? To dopiero sam wierzchołek olbrzymiej sekwoi dziecięcych pytań, na które odpowiedzi (przynajmniej częściowe!) znajdziemy na kartach tej książki.

To zdecydowanie bardziej opowieść o lesie i jego mieszkańcach, niż encyklopedia. Porusza wiele ciekawych zagadnień, ale odnoszę wrażenie, że jej celem jest przede wszystkim rozbudzenie zainteresowania i skłonienie do dalszego poszerzania wiedzy, niż udzielanie ostatecznych odpowiedzi. Dlatego też, choć znajdziemy tu przeróżne gatunki drzew, rozmaite zwierzęce domy i sposoby kamuflażu wśród roślin, nie spodziewajcie się odnaleźć w niej definicji. „W sercu lasu”, to dopiero sam początek waszej fascynującej wędrówki, a zawarte w książce informacje są raczej podstawowe i dalekie od ścisłej wiedzy. Są jednak bardzo przystępne i podane w intrygujący, niemalże baśniowy sposób w bardzo atrakcyjnej oprawie graficznej.

Tym, czego mi zabrakło, jest wyszczególnienie owoców (kasztanów, żołędzi itp.) przy omawianiu drzew liściastych. W przypadku drzew iglastych i tropikalnych owoce już się pojawiły, a w przypadku liściastych poprzestano na samej sylwetce drzewa i jego liściu, nie wiem dlaczego. Brakowało mi też trochę dokładnego określenia w jakiej części świata żyją przedstawione zwierzątka, bo albo jest to trochę wymieszane, albo nam się pomieszało podczas czytania i, by zaspokoić ciekawość mojego dziecięcia, sporo musiałam sprawdzać w internetach.

Zachęca do większej uważności podczas leśnych spacerów i uczy bardziej świadomego obcowania z naturą. W końcu każdy listek kryje swoją tajemnicę!

Christiane Dorion, Jane McGuinness, W sercu lasu. Wędrówka po lasach świata, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 64 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Bajki Majki: „Umiem to zrobić!” Jennifer Moore-Mallinos, Annabel Spenceley

Maluchy uczą się w każdej minucie chłonąc świat całym swoim małym jestestwem – to powszechnie znany fakt, ale fajnie sobie o tym czasami przypomnieć. I pomóc dziecku nieco usystematyzować zdobywaną stale wiedzę. Jak poważnie by to nie brzmiało.

„Umiem to zrobić! 46 rzeczy, których dzieci uczą się każdego dnia” to zbiór zagadnień, z jakimi przedszkolaki mają styczność na co dzień. Czego uczą się pomagając mamie w zakupach, podczas codziennych obowiązków, bawiąc się z rówieśnikami, czy nawet obserwując wybory żywieniowe domowego pupila.

Pamiętam, jak jakiś czas temu zabrałyśmy z Mają Figla do weterynarza na rutynowy przegląd i pewna pani w poczekalni zwróciła mi uwagę, że to nie miejsce dla małego dziecka. A tu proszę, mam dowód w formie poważnej dziecięcej literatury na potwierdzenie mojego przekonania, że podczas takiej wizyty dziecko może się wiele nauczyć! A i Figiel na pewno to docenił – w końcu dostał od Majeczki naklejkę „dzielny pacjent” na kontenerek.

Żarty żartami, ale pozwalając towarzyszyć dziecku w przeróżnych sytuacjach wspomagamy jego rozwój. I ta książeczka uświadomi to i dorosłemu i dziecku (tak, sprzątanie też rozwija!).

Każda z króciutkich historyjek ma osobnego narratora, który w kilku zdaniach opowiada o danej sytuacji i jej plusach – zazwyczaj się to dzieci, ale zdarzają się również zwierzęta, a nawet dinozaury! Bo w końcu któż lepiej wie, że trzeba dbać o stan uzębienia i chodzić na kontrole do dentysty, niż taka prehistoryczna gadzina? Każda z sytuacji zakończona jest pytaniem do małego czytelnika, zachęcającym go do odniesienia przeczytanego tekstu do własnych doświadczeń.

Doceniono tu nie tylko umiejętności manualne, jak wiązanie butów, dokładne mycie zębów, czy nakrywanie do stołu, ale również umiejętności społeczne, jak na przykład proszenie o pomoc, szacunek dla innych, czy zapraszanie do zabawy, umiejętność przegrywania, czy korzystania z wyobraźni, a także odnajdywania się w różnych sytuacjach.

Bardzo fajny sposób na podniesienie samooceny i zwiększenie pewności siebie u dziecka.

Jennifer Moore-Mallinos, Annabel Spenceley, Umiem to zrobić! 46 rzeczy, których dzieci uczą się każdego dnia, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 96 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnicza Papilon.

Grajki Majki: Carotina, czyli nauka poprzez zabawę.

Na pewno znacie z autopsji taką sytuację, kiedy przychodzi co Was dawno nie widziana ciocia, albo znajomy rodziny, który wie, że macie na stanie malucha i chciałby sprawić mu jakąś drobną przyjemność, powiedzmy w granicy 20 zł, żeby nie przychodzić z pustymi rękami. Może sami jesteście czasami takim gościem i nie wiecie co by tu na wejściu dziecku sprezentować? Sytuacja wygląda podobnie w przypadku pomniejszych świąt, jak imieninki, Mikołajki, czy nadciągający Dzień Dziecka. Bardzo często wybór pada wtedy na słodycze (zazwyczaj średniej jakości, bo te wyglądają najbardziej atrakcyjnie. Dam głowę, że za moich czasów czekoladki Kidera miały lepszy skład!), na co rodzice coraz bardziej kręcą nosem, bo muszą potem dziecku cichaczem podjadać (przecież dzieci nie mogą jeść tak dużo słodyczy!), co kończy się nadprogramowymi kilogramami. Jeśli nie chcemy mieć grubych znajomych, zawsze dobrym pomysłem są bańki mydlane, naklejki, czy pomysłowe artykuły plastyczne. My bardzo chętnie przyjmujemy też puzzle, bo Majka ostatnio szczególnie ceni tą rozrywkę. A jeśli chcecie być bardziej pomysłowi, albo możecie podszepnąć swoim gościom pomysł na niewielki upominek, to przygotowałam dla Was listę gier i zestawów edukacyjnych Carotiny, które fanie sprawdzą się w roli atrakcyjnego drobiazgu dla dziecka nie będąc jednocześnie jakimś dużym, zobowiązującym prezentem.

„Piszę pierwsze słowa” to niewielki zestaw łączący dwie najbardziej chyba popularne propozycje wśród pierwszych gier maluszka – puzzle i loteryjkę – z nauką literek. Pierwszym zadaniem, które czeka na maluszka, jest ułożenie dziesięciu obrazków ze zwierzętami. Każdy z nich został podzielony na puzzle-paski, na których przedstawiono fragment ilustracji i jedną literkę. Puzzle mają różny poziom trudności – do wyboru są wyrazy trzy-, cztero- i sześcioliterowe, a poza znanymi zwierzętami, jak kot, czy pies, znajdziemy tu również bardziej „egzotycznych” delfina, czy murenę.

Tak ułożone puzzle staną się naszymi planszami do drugiej gry – loteryjki.  Kiedy gracze mają już przed sobą ułożone puzzle wraz z podpisem, naprzemiennie losują kartoniki z literkami. Jeśli wylosowana literka powtarza się z tymi na planszy gracza, może ją zatrzymać, jeśli nie, odkłada ją do pudełka. Wygrywa ten, kto jako pierwszy ułoży nazwę zwierzątka ze swojej planszy.

Proste i sprawdzone rozwiązania często są tymi skradającymi serca. Sympatyczna, edukacyjna i w cenie lepszej czekolady – dobry pomysł na drobny upominek. Dzięki niewielkiemu formatowi sprawdzi się również w podróży, czy podczas rodzinnego pikniku. Jedynym, czego mi zabrakło, jest woreczek do loteryjki – podczas losowania z pudełka moje dziecię strasznie podgląda!

Carotina. Piszę pierwsze słowa. Układanka i loteryjka „Czytam i piszę”
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat.
Grę możecie kupić TUTAJ.

Drugą bardzo trafioną propozycją dla maluchów o cenie i formacie przypominającym kartonik Ptasiego Mleczka, jest „Logika 3 w 1”. To 24 trzyelementowe puzzle, w których elementy dopasowuje się nie jako części większego obrazka, a na podstawie trzech różnych relacji logicznych.

Pierwszym z nich – oznaczonym kolorem niebieskim – jest konstrukcja ciągu przyczynowo skutkowego, czyli „przed i po”. Mamy tu do ułożenia w odpowiedniej kolejności na przykład trzy etapy palenia się świecy, albo proces wykluwania się pisklaka, gdzie na pierwszym elemencie mamy jajko, na drugim pękające jajko z wyłaniającym się dzióbkiem, a na trzecim pisklaka.

Druga zagadka –zielona – polega na dopasowywaniu narzędzi do przedstawicieli różnych zawodów, czyli „co jest czyje”. Na przykład do wędkarza należy dopasować wędkę i haczyk na ryby, do kucharza garnek i chochlę.

Trzecie zadanie – różowe – polega na grupowaniu zwierząt pod względem cech wizualnych, czyli „kogo to przypomina”. Należy połączyć ze sobą na przykład różne dzikie koty, owady, jaszczurki albo „rogate parzystokopytne”.

Pomysłowa układanka zmieniająca nieco nasze myślenie o puzzlach, jako o okładaniu podzielonego na części obrazka. Poza wspomnianej w tytule umiejętności logicznego kojarzenia faktów, ćwiczy również spostrzegawczość, zwracanie uwagi na szczegóły, skupienie i cierpliwość.

Carotina. Logika 3 w 1
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat.
Grę możecie kupić TUTAJ.

Mieliśmy już grę oswajającą z literkami i grę rozwijającą logiczne myślenie. Nadszedł czas na kolejne umiejętności – ćwiczenie pamięci i koncentracji. Nie da się ukryć, że z koncentracją i cierpliwością u maluchów raczej krucho, byłam za to zdumiona umiejętnością zapamiętywania, jaką zauważyłam u mojej przedszkolaczki – ta mała gadzina potrafi ograć mojego męża w memory, a i mnie czasami uda jej się wyprzedzić! I to bez „dawania forów”! Bardzo zależy mi na podtrzymaniu i rozwijaniu tej umiejętności, dlatego też chętnie sięgam po tego rodzaju tytuły, a i Majka lubi gry oparte na mechanizmach szukania i zapamiętywania.

„Ćwiczę pamięć” na pierwszy rzut oka przywodzi na myśl znaną grę „Bystre oczko”, jest bowiem oparta na tym samym schemacie. Zestaw składa się z 72 par kartoników z obrazkami podzielonymi na oznaczone kolorami kategorie  – zwierzęta, żywność, zawody, odzież, środki transportu i fantazja (my nazywamy je „bajkowymi) oraz planszy w kształcie kotka, na którego brzuszku przedstawiono 72 ilustracje odpowiadające tym na kartach. W pazurkach kotek trzyma spinner z ruchomą strzałką i kołem do losowania podzielonym na kolory odpowiadające kategoriom kart.

W takim przypadku pierwszym sposobem wykorzystania zestawu zawsze jest ulubiona gra mojego dziecka, czyli memory. Dopiero później możemy dowiadywać się co twórca gry miał na myśli. W tym przypadku gra pamięciowa jest urozmaicona o losowanie kategorii za pomocą spinnera, dzięki czemu w każdej rozgrywce wykorzystuje się tylko jedną talię kartoników jednocześnie, a nie wszystkich 72 za jednym zamachem, poza tym nie ma znaczących różnic podczas rozgrywki. I dobrze, bo kochamy tą grę taką, jaka jest!

Druga propozycja gry odbywa się z wykorzystaniem kociej planszy. W ty przypadku gracze naprzemiennie losują kartonik z obrazkiem, by jak najszybciej odnaleźć jego odpowiednik na planszy. Ten, kto znajdzie go jako pierwszy, zdobywa kartonik. Wygrywa osoba, która pierwsza zdobędzie 5 kartoników (albo 10, albo 15, jeśli chcemy, by gra była dłuższa). Oczywiście możemy też sami wymyślać kolejne warianty, na przykład losując kolor i starając się jak najszybciej odnaleźć i nazwać pięć przedmiotów z wylosowanej kategorii. Ogranicza nas tylko wyobraźnia.

Poza treningiem pamięci, spostrzegawczości i cierpliwości, to również dobra powtórka słownictwa i ćwiczenie refleksu. Kolejnymi atutami są atrakcyjna forma (kotki zawsze cieszą się u nas powodzeniem) i niewielka cena (zazwyczaj poniżej 20 zł).

Carotina. Ćwiczę pamięć
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat
Grę możecie kupić TUTAJ.

Jeśli natomiast szukamy nieco większego prezentu (okolice 50 zł), albo chcielibyśmy na przykład jednym upominkiem zająć na dłuższą chwilę rodzeństwo, warto zwrócić uwagę na zestawy łączące w sobie kilka z wymienionych powyżej gier i rozwijających różne kompetencje.

„Labolatorium 20 gier” to zestaw pomagający poznać alfabet, pierwsze słowa i liczby, ćwiczący pamięć i logikę oraz wprowadzający pierwsze słówka w języku angielskim. Tematem przewodnim są tutaj owady (chociaż Majka mówi raczej „robale”), dlatego też znajdziemy stonogę z alfabetem, której trzeba podoczepiać zagubione słówka, gąsienicę z cyframi, motylka, który pomoże powtórzyć kształty i kolory, połączenie motylkowych memorów z kwiatkową loteryjką, a także ślimaka do nauki angielskiego i biedronkę do odkrycia z marchewką Carotiną, czyli elektronicznym piórem, które wydaje charakterystyczne dźwięki przy wybraniu prawidłowej lub błędnej odpowiedzi. Wszystkie elementy są dwustronne, dzięki czemu można wykorzystać je na różny sposób – często kolejnym poziomem zabawy są właśnie quizy z elektronicznym piórem w kształcie marchewki.

Jedyny minus jest taki, że quizy – zarówno angielskie, jak i polskie – w zdecydowanej większości wymagają umiejętności czytania, przez co rodzice nie uciekną do swoich spraw. My zostawiamy quizy na koniec – najpierw Maja sama składa wszystkie plansze, dopasowuje literki, cyferki i obrazki, liczy kropki biedronki, a na koniec wspólnie rozwiązujemy zagadki Carotiny. Myślę, że bardzo fajnie może się to sprawdzić, kiedy zaangażujemy do zabawy nieco starsze, czytające już rodzeństwo.

Carotina. Laboratorium 20 gier
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat
Grę możecie kupić TUTAJ.

A jeśli to wciąż za mało wrażeń, jest jeszcze „50 gier” i to zdecydowany faworyt mojej córki. Podobnie, jak w przypadku powyższego zestawu, dwustronne gry i plansze rozwijają różne kompetencje – oswajają z literami i liczbami, uczą myślenia logicznego i ćwiczą pamięć. Są też zadania stanowiące powtórkę kolorów, kształtów i przeciwieństw.

Tym razem tematem przewodnim jest farma, i pod względem wizualnym ten zestaw podoba mi się najbardziej.

W opakowaniu znajdziemy między innymi memory (tym razem w formie kurczaczków), pawia z wielobarwnym ogonem, minipuzzle z wiejskimi zwierzątkami, kurkę-grę planszową, traktor wiozący całą menażerię, warzywne puzzle i wielką planszę pełną quizów z wykorzystaniem długopisu Carotiny. A instrukcja z propozycjami zabaw jest tak obszerna, że przypomina całkiem konkretną książeczkę!

Chociaż sugerowany wiek odbiorcy to 3+, moim zdaniem niektóre aktywności spokojnie można zaproponować i młodszemu dziecku – na przykład proste puzzle, czy grę w pamięć.

Carotina. 50 gier
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat
Grę możecie kupić TUTAJ.

Oczywiście seria z Carotiną to wiele więcej tytułów dla maluchów w różnym wieku. Jeśli wciąż czujecie niedosyt, przypominam o starszych recenzjach:
Carotina Baby. Mata wodna do rysowania
Carotina Preschool. Alfabet. Słowa i liczby
Carotina Preschool. Tablica fluorescencyjna LED
Carotina Preschool. Gry dla przedszkolaków. Język angielski

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Bajki Majki: „Literkowa książka” Anna Salamon, Alicja Krzanik

Oto dowód na to, że książeczka do nauki liter, i to taka zawierająca minimalną ilość tekstu, nie musi być wcale nudna!

Zacznijmy od tego, co widać na pierwszy rzut oka – jest piękna. Każda literka została wydziergana tak, by w swym kształcie zawierać rzeczownik, który się na nią zaczyna – D jest domkiem, na F pręży się smukły flaming, w I wbito igłę, a na L przyczaił się rudy lisek. Każda z nich jest bajecznie kolorowa i misternie przygotowana. Uwaga! Książkę ilustrują zdjęcia robótek, nie ma w niej żadnych elementów dotykowych, wszystko należy chłonąć oczami. A jest się czemu przyglądać, bo co cztery literki następuje przerywnik w postaci materiałowo-dzierganej ilustracji zawierającej jak najwięcej przedmiotów na poznane przed chwilą literki do wyszukania, nazwania i utrwalenia zdobytej wiedzy. Wraz z opisującym obrazek wierszykiem.

Ale to nie wszystko! Każdej z liter, poza jej fantazyjnie wydzierganą formą, towarzyszy zadanie – a te są bardzo różnorodne. Przy H trzeba zrobić hop! i podskoczyć jak najwyżej, a przy cukierkowym C należy dać rodzicowi całusa. Poza tym mały czytelnik będzie kwakał jak kaczka, liczył oczy ufoludka, wymieniał zwierzątka na f (znacie jakieś poza foką, fretką i flamingiem?) i rozważał umaszczenie lisiego futerka. Fantastyczna pozycja do aktywnego czytania – również dla maluchów, które nie do końca potrafią wysiedzieć długo w miejscu. I jeśli na początku miałam trochę obaw, że moja czterolatka będzie już na nią nieco za duża, to byłam w wielkim błędzie – bawi się świetnie. I może ten sposób przyswajania wiedzy całym ciałem przypadnie jej do gustu, bo z literami idzie nam wyjątkowo opornie.

Troszkę tylko szkoda, że nie jest dłuższa, bo aż się prosi, żeby polskie znaki wymienione na końcu dostały swoje własne pełnowymiarowe wyszywanki. Przynajmniej te, na które zaczynają się rzeczowniki. Tymczasem tylko Ł otrzymało własną stronę, reszta została przedstawiona zbiorczo na ostatnich kartach książeczki – już bez zagadek i poleceń do wykonania. Odczułyśmy przez to z córką niewielki niedosyt.

Pięknie wydana, w całości z grubszego kartonu o bezpiecznie zaokrąglonych rogach ma szansę posłużyć przez kilka lat – można już bowiem pokazywać i zupełnemu maluszkowi i przedszkolak wciąż będzie zainteresowany.

Anna Salamon, Alicja Krzanik, Literkowa książka, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2020, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Liczyświnki” Agata Matraś

Ku mojemu rozczarowaniu i nieskrywanej radości męża Majeczkę od nauki literek i czytania zdecydowanie bardziej interesują cyferki i liczenie. Ale to nie jedyny powód, dla którego „Liczyświnki” zostały przyjęte w naszym domu z wyjątkowo dużym entuzjazmem. Świnki to wciąż jedno z najulubieńszych zwierzątek (obok kotków, foczek, szopów, wilków…), a humorystyczna koncepcja i rymowana forma książeczki nie pozwalają przejść obok niej obojętnie.

Każda strona prezentuje nam świnkową ciżbę i wyszczególnione w niej persony – w ilości zależnej od omawianej aktualnie cyfry. Najpierw mamy rozkładówkę wprowadzającą (na przykład z jedną świnką i zdaniem wierszyka), kolejna natomiast wypełniona jest zagadkami związanymi z daną cyfrą (na przykład „kto zebrał najmniej malinek?” gdzie odpowiedzią jest świnka, która ma jedną malinkę). Zadania są na spostrzegawczość, kojarzenie faktów, przeciwieństwa i liczenie oczywiście. Nie brak tu labiryntów i wypatrywania szczegółów. Każdej cyferce towarzyszy określony temat – wraz ze świnkami przejedziemy się komunikacją miejską, wybierzemy się do muzeum, do restauracji, na mecz, do parku, na plac zabaw i na przyjęcie urodzinowe. A co najciekawsze, wszystko to zrobimy… wierszem, bo i każda zagadka i każde zdanie w tej książeczce wpada w ucho dzięki wszędobylskim rymowankom.

Niewielka, bardzo kolorowa i niesamowicie zatłoczona i wyjątkowo ładnie ilustrowana kartonówka dla przedszkolaków. Bo chociaż twarde strony, stosunkowo niewielki ciężar i bezpiecznie zaokrąglone rogi pozwalają czytać ją i z zupełnymi maluszkami, to jednak mnogość szczegółów i niektóre z zadań wymagają już wprawy kilkulatka.

Urocza, przesympatyczna i pomysłowa, bardzo polecamy!

Agata Matraś, Liczyświnki, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Bajki Majki: „Moja wielka wyszukiwanka. Dzień i noc; Zwierzęta świata”, Susanne Gernhäuser

Do szukania szczegółów w książkach obrazkowych moja Majka przekonała się dopiero po drugich urodzinach, za to chętnie wraca do tego rodzaju czytanio-zabawy do dziś. Dlatego też nowa seria dwóch „wielkich wyszukiwanek” zagwarantowała mi kilka godzin spokojnej pracy zdalnej i nawet chwilę na kawę z pianką w pakiecie (zazwyczaj na piankę nie mam szans, bo jak tylko moje dziecię wypatrzy, to pozostaje mi jedynie kawa z dokładnie wyjedzoną pianką).

Chociaż ani same książki, ani ilość elementów do znalezienia nie jest aż tak duża, jakby to sugerowała wielkość podkreślona w nazwie, dla przedszkolaka są w sam raz.

„Zwierzęta świata” to 11 środowisk zamieszkanych zarówno przez dobrze znane, jak i egzotyczne zwierzęta. Od swojskiej łąki z pasącymi się krowami, lasów, gór i jezior, przez sawannę, niegościnną pustynię, wilgotne lasy równikowe, odległą Australię wraz z rafą koralową u jej wybrzeży aż po mroźne bieguny.

Każdej rozkładówce towarzyszy kilka zdań krótkiego opisu, a na pasku po lewej stronie przedstawiono po 9-10 zwierzątek, które należy odszukać na ilustracji. Świetnie, że zwierzęta zostały podpisane. Sam wybór bohaterów również bardzo mi odpowiada, bo znalazłam wszystkie moje ulubione gatunki – jest tu i lew (bo jak tak bez lwa!) i koale, dziobak, leniwiec i nawet waran. Maję uszczęśliwiają ule pełne pszczół, szop, mrówkojad, niedźwiedź polarny, foki i morsy. Ilustracje są bardzo przyjemne, w miarę realistyczne i nie napakowane szczegółami na tyle, by szukanie zwierzątek mogło zniechęcić przedszkolaka poziomem trudności.

Nie jestem tylko przekonana do umieszczenia na jednej planszy obu biegunów. Chociaż niedźwiedzie polarne i pingwiny zostały przedstawione na dwóch osobnych skrawkach lądu i zostało to dodatkowo zaznaczone w tekście, to jednak wizualnie wciąż jest to sugestia, jakoby mieszkały „po sąsiedzku”.

Ten tytuł już kilkukrotnie przydał mi się podczas omawiania z córką zadanych przez przedszkole tematów w ramach zdalnej edukacji – wykorzystywałyśmy go jako pomoc naukową do zajęć związanych z zoo i dzikimi zwierzętami, a ostatnio również podczas lekcji o zwierzętach domowych i gospodarstwie. Zdecydowanie wolę sięgnąć po książkę, niż sadzać malucha przed komputerem i posiłkować się ilustracjami z ekranu. Bo do drukowania już dawno zabrakło nam kolorowego tonera.

Susanne Gernhäuser, Moja wielka wyszukiwanka. Zwierzęta świata, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 24 s.

„Dzień i noc” nieco różni się budową. Wciąż mamy 11 rozkładówek z dużymi ilustracjami, ale tym razem występują one parami – każdy zakamarek miasta oglądamy zarówno w dzień, jak i w nocy. Ostatnia strona natomiast przedstawia widok na całe miasto. W zależności od pory dnia, w różnych częściach miasta dzieją się różne rzeczy – po południu przy fontannie wracające ze szkoły dzieci kupują lody, wieczorem to miejsce zmienia się w miejsce koncertów, a pobliski teatr otwiera drzwi przed widzami spektaklu. Codzienny ruch i gwar w gospodarstwie nocą zamiera, ale kiedy rodzi się cielaczek, wizyta weterynarza jest nieodzowna nawet po północy. Noc to również czas grasowania lisów i jeży. Nocą, w uśpionym mieście, działają również apteki, a zawsze czujni policjanci przyjeżdżają na miejsce włamania. A tętniący dziecięcą energią plac zabaw, nocą staje się miejscem spotkań zakochanych i dzikich miejscem żeru dzikich stworzeń.

Podobnie, jak w przypadku poprzedniej książki, i tutaj ilustracjom towarzyszą krótkie opisy, choć tym razem nie tylko samych miejsc, ale przede wszystkim sytuacji. Do wyszukania mamy natomiast nie tylko zwierzęta, ale również ludzi wykonujących określone czynności i istotne dla sytuacji przedmioty, jak puszczaną przez dzieci łódeczkę, walizkę weterynarza, latarnię, czy niezbędne na budowie narzędzia.

Susanne Gernhäuser, Moja wielka wyszukiwanka. Dzień i noc, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 24 s.

Obie książki zostały wydane w całości z grubego kartonu, w formacie nieco mniejszym, niż A4 i z bezpiecznie zaokrąglonymi rogami, dzięki czemu można je oglądać nie tylko z przedszkolakiem, ale również z zupełnie malutkim bobasem (zębo- i ślinoodporne!).

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Grajki Majki: Zestawy kreatywne „Cupcake crafts” i „My pretty mosaic”, Alex little hands

Ta kreatywna zabawka jest od trzech dni bohaterką w moim domu. Dzięki zgromadzonym w pudełku komponentom przedszkolak jest w stanie wykonać całą masę uroczych dekoracji – trzy wróżki (w koronach, więc to chyba wróżkowe królewny!), trzy kwiatki, motylka i bardzo ozdobną koronę dla siebie. A wszystko to w odpowiedni sposób składając i doklejając do szablonów… kolorowe papilotki do babeczek. Do zabawy wystarczy użyć kleju, który (dzięki niech będą producentowi!) został dołączony do zestawu. I to nie byle jakiego kleju, a kleju magicznego! Zmieniającego kolor z fioletowego na przezroczysty, dzięki czemu maluch dokładnie widzi, gdzie już smarował, a w których miejscach trzeba się jeszcze troszkę natrudzić.

Prace wychodzą bardzo efektownie i mają szanse powstać przy nieznacznej tylko pomocy rodzica, bo do zestawu dołączono przejrzystą obrazkową instrukcję prezentującą maluchom co trzeba wykorzystać w danym momencie. A jednocześnie większa ilość papierków i mnogość naklejek pozostawia spore pole dla własnej wolności twórczej.

Każdy z czterech pomysłów na pracę plastyczną z wykorzystaniem papilotek (wróżki, korona, motylek i kwiatki) został zapakowany osobno wraz z naklejkami do dekorowania. Dzięki takiemu podziałowi zabawy wystarczyło nam aż na trzy dni, ale z drugiej strony naprodukowaliśmy dużo plastikowych odpadów, dobrym pomysłem byłaby zmiana foliowych kopert na papierowe. I to jest moje jedyne zastrzeżenie, bo ten zestaw jest świetny!

Cupcake crafts
Firma: Alex little hands
Sugerowany wiek: 3+

Zestaw możecie kupić TUTAJ.

Pomysł na wyklejane mozaiki był nam już wcześniej znany i staram się zawsze mieć kilka arkuszy w zanadrzu, na trudniejsze dni. Okazuje się, że w czasie kwarantanny moje zapasy mogą okazać się na wagę złota!

Próbowałyśmy już mozaik od firmy Janod, zaopatruję się też zawsze w Pepco, kiedy tylko pojawią się nowe wzory. W porównaniu do dwóch powyższych firm, mozaiki Alex little hands mają zauważalnie miększe arkusze – grubością porównywalne bardziej do śliskiego papieru technicznego, niż tekturki. Wyróżniają je również naklejki o różnych kształtach – od standardowych kółeczek i kwadracików, aż po gwiazdki – z błyszczącego metalicznie papieru.

Na zestaw składa się pięć arkuszy z księżniczkowymi wzorami (baletnica, korona, lusterko, kwiatek i zamek) i ponad 1400 naklejek. Nie mam najmniejszych zastrzeżeń, co do jakości – kolory są ładnie nasycone, a naklejki dobrze wycięte, dzięki czemu nie naddzierają się podczas odklejania. Również cenowo wychodzą całkiem atrakcyjnie – porównywalnie do tych z Pepco, choć tamte kupuje się pojedynczo, a tu mamy cały zestaw. Jedyny minus, to pakowanie każdego zestawu osobno w foliową kopertę, przez co naprodukowaliśmy sporo odpadów. A wystarczyłoby odpowiedni arkusz z naklejkami dokleić delikatnie do tyłu danego wzoru taśmą lub kropelką kleju.

Bardzo dobre ćwiczenie dla małych paluszków, trenujące dokładność, skupienie na szczegółach i cierpliwość dziecka.

My pretty mosaic
Firma: Alex little hands
Sugerowany wiek: 3+

Zestaw możecie kupić TUTAJ.

Oba zestawy polecam bardzo mocno, proponowane zadania nie wymagają wielkiej ingerencji rodzica i są w stanie zająć dziecko na dłuższą chwilę, dzięki której rodzic da radę trochę zdalnie popracować, przygotować obiad albo usiąść na chwilę z ciepłą kawą. Do tego rozwijają zdolności manualne, a ich efekty będą ładną ozdobą dziecięcego pokoju albo prezentem dla babci.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Grajki Majki: Mozaika Fantacolor Design „Minnie Mouse”, Quercetti

Uwielbiamy z córą mozaiki z gwoździkami od Quercetii (to już nasza trzecia! O poprzednich możecie poczytać tu: KOTEK, PINGWINEK) i co jakiś czas decydujemy się na kolejną, o wyższym poziomie trudności. Tym razem jako utrudnienie szukałam zestawu, w którym mieszają się różne wielkości elementów i trzeba dobrać nie tylko odpowiedni kolor, ale również i kształt, by ułożyć obrazek. A najnowsza fascynacja Majki myszką Minnie pomogła mi w wyborze modelu.

Poza gwoździkami w trzech rozmiarach, największą zmianą jest brak obrazka z wzorem, według którego wbijamy kołeczki w określone otwory. Tym razem zamiast podkładanego pod układankę schematu 1:1 mamy ilustracje z proponowanymi układami – pomniejszone i wszystkie na jednej kartce instrukcji. Ten zestaw jest nastawiony na samodzielne wymyślanie i układanie ilustracji. Dla urozmaicenia dołączono tekturowe wizerunki Myszki Minnie i jej przyjaciół, które można przypiąć gwoździkami do powstającego obrazka i dodatkowo ozdobić skończoną pracę, albo to wokół nich budować narrację.

Z jednej strony to rozwiązanie zdecydowanie bardziej pobudza kreatywność i zmusza do samodzielnego myślenia, niż powtarzanie danego z góry wzoru. Z drugiej strony, jako mama, wolę chyba poprzednią koncepcję, bo dużo dłużej skupiała uwagę mojej przedszkolaczki i nie nudziła się tak szybko. Możliwe, że Majka jest jeszcze trochę za mała na tą bardziej twórczą wersję.

Kolejną nowością jest bardzo dobrze przemyślana forma zabawki – tym razem przenośna walizeczka, w której możemy również przechowywać drobne elementy została zaprojektowana w kształcie ramki – z podpórką, dzięki której można eksponować ułożony obrazek (ale tylko w przypadku, gdy niewykorzystane kołeczki odłożymy w inne miejsce, w przeciwnym razie ramka będzie zbyt ciężka, by ustać) oraz możliwością ozdobienia grzybkami również boków ramki.

Mozaika Fantacolor Design „Minnie Mouse”
Firma: QUERCETTI
Sugerowany wiek: 4+ lat.

Grę znajdziecie TUTAJ.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Bajki Majki: „Tak wiele rzeczy. So many things” Maya Hanish

Zadam retoryczne pytanie – czy zdarza Wam się czasem wejść do dziecięcego pokoju i zastać tam krajobraz jak po wybuchu bomby? Że bez szufli w ogóle nie podchodź? No właśnie.

Podobne uczucie towarzyszy mi za każdym razem, gdy otwieramy z Majką tą książkę, tylko, że w tym przypadku nie trzeba sprzątać, a to ogromny plus!

Ten przepiękny polsko-angielski słownik obrazkowy podzielony jest na 17 bardzo różnorodnych działów. Każda rozkładówka jest poświęcona osobnemu tematowi (z wyjątkiem zwierząt i sprzętów domowych, którym poświęcono aż po 4 strony) i tłoczą się na niej związane z nim przedmioty. Dzięki temu zajrzymy nie tylko do ogrodu i na targ, do domu, na plażę, do supermarketu czy na wieś, ale przyjrzymy się również różnorodnym elementom garderoby, zjawiskom pogodowym, kwiatom, ptakom, a nawet sportom.

Niektóre słowa są oczywiste, znajdziemy tu kota, psa, autobus i jabłko, inne natomiast mogą stanowić zaskoczenie, jak na przykład solnisko, kryjąca się wśród zwierzęcych kuzynów impala, czy koryfena (po angielsku mahi mahi! – aż musiałam zawołać Wujka Google na pomoc). Podejrzewam, że w nikim nie wzbudzi to zdumienia, ale moja ulubiona sekcja to ta poświęcona jedzeniu, tu też znajdziemy najwięcej obco brzmiących nazw, co może być świetnym punktem wyjścia do rozmowy o różnych krajach i ich tradycyjnych potrawach. Koktajl z krewetek, bajgiel, taco, camembert, empanadas, guacamole, pierożki dom-sum, paella – zdecydowanie jestem entuzjastką poznawania świata od jego kulinarnej strony. Szczególnie, że tuż obok znajdziemy swojskie jajko sadzone, sernik, jogurt, czy naleśniki. A na stronie z supermarketowymi półkami nawet mortadelę!

Poza rozwijaniem słownictwa i ćwiczeniem angielskiego, książka z powodzeniem może pełnić funkcję wyszukiwanki – świetnego treningu spostrzegawczości i cierpliwości– jest bowiem tak kolorowa i pełna szczegółów, że czasem naprawdę niełatwo coś znaleźć. I te przepiękne wycinankowe ilustracje – przekolorowe, a jednak bez grama pstrokacizny, niebanalne i dopracowane w najmniejszych szczegółach!

Sugerowany wiek odbiorcy to 0-6 lat i jak najbardziej można oglądać ją z dziećmi od zupełnego maluszka, ale ze względu na spory format, ostre rogi i delikatne (zupełnie nie ślionoodporne!), papierowe strony polecam już bardziej zaawansowanym w czytaniu przedszkolakom. Oczywiście z rodzicem, bo można nieźle w nią wsiąknąć niezależnie od wieku.

PS. Tylko angielskie „statue” przetłumaczyłabym jako „pomnik”, nie „statuę”, bo tam ktoś na koniu siedzi.

Maya Hanish, Tak wiele rzeczy. So many things, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2019, 48 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.