Grajki Majki: Janod, Układanka „Poznaję kształty”

Układanka z kształtami w roli głównej to jedna z tych zabawek, które od czasu do czasu potrafią zaabsorbować moje dziecko na tyle, że jestem w stanie ogarnąć jakiś obiad (a przynajmniej obrać kilka ziemniaków), bo przeciwieństwie do puzzli, Majka nie wymaga przy niej mojej asysty. Chociaż od czasu do czasu układamy również razem.

Zestaw zawiera pięć dwustronnych plansz, które dają razem dziesięć kolorowych obrazków z pustymi polami do uzupełnienia oraz dwadzieścia dziewięć płaskich, drewnieanych klocków różnego kształtu, koloru i wielkości. Wszystkie elementy, z planszami włącznie zostały wykonane z drewna. I są bardzo dobrej jakości – używamy całkiem intensywnie już ponad rok i ślady zużycia są naprawdę znikome.

Zabawka świetnie sprawdzi się jako pomoc w nauce kolorów (a kolory są piękne! Bardzo nasycone i nie ograniczają się do podstawowej palety) i nazw kształtów. To również dobre ćwiczenie koncentracji, cierpliwości i motoryki małej.

Poza walorami poznawczymi i edukacyjnymi, uzupełnianie obrazków odpowiednimi kształtami to super zabawa i nie ukrywam, że to jedna z tych gier, w które z przyjemnością daję się wkręcić razem z dzieckiem. I świetny pretekst do rozwijania wyobraźni – zarówno podczas wypełniania planszy kształtami (bo kto powiedział, że drzewa mają być zielone, a bałwan biały?), jak i podczas wymyślania zabaw. Czasami więc układamy nasze obrazki na wyścigi, innym razem możemy używać kształtów tylko jednego, określonego koloru. Albo zupełnie porzucamy plansze i układamy scenki według własnego pomysłu.

Jedyny minus, jaki jestem w stanie wymyślić, to ciężar pudełka. Chociaż poszczególne części nie ważą wiele, wszystkie razem są wyzwaniem dla malucha. Dlatego lepiej trzymać pudełko gdzieś nisko, żeby nie upadło na nóżkę małemu ciekawskiemu.

Prosta koncepcja, ładna szata graficzna, staranne wykonanie i ogranicza nas tylko fantazja!

Układanka „Poznaję kształty”
Firma: Janod
Sugerowany wiek: 2-5 lat

Grajki Majki: 3 gry kooperacyjne dla najmłodszych

Nie oszukujmy się – maluchy, przynajmniej na początku swojej przygody z grami planszowymi, nieszczególnie radzą sobie z przegrywaniem. Warto więc od czasu do czasu sięgnąć po grę, w której uczestnicy, zamiast ze sobą rywalizować, pracują na wspólny sukces. Albo wspólną porażkę.

Najmłodszym gorąco polecam pokazywaną już wcześniej Little Cooperation od Djeco, której celem jest przeprowadzenie zwierzątek przez lodowy most, zanim ten się „rozpuści”. Jest to gra losowa, gdzie rodzaj ruchu gracza (wprowadzenia zwierzątka na most, zejście z mostu do igloo lub topnienie jednej z podstaw mostu) zależy od rzutu kostką. Poza banalnie prostymi zasadami, z którymi spokojnie poradzi sobie i dwulatek, niewątpliwą zaletą jest różnorodność faktur wykorzystanych materiałów w postaci połączenia elementów gumowych, tekturowych i plastikowych.

To najłatwiejsza z przedstawionych gier, tu też rozgrywka trwa najkrócej.

Little Cooperation
Firma: Djeco
Sugerowany wiek: 2,5-5 lat

Nieco trudniejsza propozycja to „Kotek Psotek” wydawnictwa Egmont – podobnie jak w przypadku Little Cooperation, polega na bezpiecznym doprowadzeniu zwierzątek (myszki, wiewiórki i ptaszka) do ich domków, tym razem jednak naszym przeciwnikiem nie jest topniejący most, a goniący nas kotek. Fakt, czy i jak szybko ruszymy się którymś z mniejszych stworzonek, czy psotnym kotkiem zależy od koloru i liczby wyrzuconych na kostkach oczek. Kiedy kot doścignie któreś z małych zwierzątek, to (jak to dyplomatycznie zostało określone w instrukcji) zostaje zdjęte z planszy. Wciąż mamy jednak szansę uciec pozostałymi pionkami, a kilka smakołyków w zanadrzu pozwala nieco kocura spowolnić. Sporym utrudnieniem jest konieczność uciekania trzema pionkami jednocześnie, a to wymaga już pewnego rodzaju strategii! Moja Majka ma też mały problem ze zrozumieniem koncepcji skrótów i zapamiętaniem które pionki mogą się nimi przemieszczać. I może to nieszczególnie gra dla tak ortodoksyjnych kociarzy, jak nasza rodzina, podejrzewam bowiem, że w głębi ducha każdy z nas kibicuje kotu.

Wielki plus za świetnie opracowaną instrukcję, niebanalny kształt planszy i drewniane pionki. Również cena jest bardzo przyjazna.

Kotek Psotek
Wydawnictwo Egmont
Sugerowany wiek: 3+

Za to najbardziej już zaawansowanym małym graczom polecamy nowość od Wydawnictwa Nasza Księgarnia – „Liska Urwiska”, czyli grę detektywistyczną!

Każdy z graczy wciela się w jedną z czterech kurek-detektywów (symbolizowanych przez kolorowe pionki – czapki detektywa), które wspólnie mają za zadanie rozwiązać zagadkę tajemniczej kradzieży chleba. Zbierają wskazówki i eliminują kolejnych podejrzanych, ale muszą się spieszyć, bo winowajca ucieka!

Mechanizm gry oparty jest o rzuty trzema kośćmi, na których należy wylosować te same symbole – łapki lub „oczka”. Wylosowanie trzech symboli oka pozwala na odkrycie dwóch kart podejrzanych, a liczba wyrzuconych łapek oznacza liczbę ruchów, które dany gracz może wykonać na planszy, na której poukrywane są poszlaki. Jeśli jednak nie uda się wyrzucić trzech takich samych symboli, uczestnik traci kolejkę i zamiast tego musi przesunąć figurkę lisa o trzy pola do przodu. Kiedy symbolizujący winowajcę lis przejdzie przez całą planszę i zdoła zbiec do norki, gra kończy się klęską.

Zebrane poszlaki gracze umieszczają w dekoderze wskazówek, dzięki któremu mogą się dowiedzieć, czy winowajca nosi określony element ubioru – i dzięki temu eliminować podejrzanych. A to świetne ćwiczenie na spostrzegawczość i kojarzenie faktów.

Lisek Urwisek
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Sugerowany wiek: 5+

Każda propozycja to świetna zabawa, która potrafi wkręcić całą rodzinę! Którą z nich wybierzecie?

Grajki Majki: Chicco „Under the sea”

To jedna z dwóch gier o najniższym progu wiekowym w naszej kolekcji – producent poleca ją dla maluszków już od drugiego roku życia. Chociaż uprzedzam, że takie maluszki głównie jednak będą używać jej jako zabawki sensorycznej.

To jedna z gier-macanek, jak to (nieszczególnie poprawnie politycznie) lubię je określać. Ale co tu owijać w bawełnę – trzeba po prostu odszukać drogą macania odpowiedni przedmiot w czarnym woreczku. W pudełku znajdziemy osiem plastikowych zwierzątek morskich (żółwia, kraba, rozgwiazdę, ośmiornicę, konika morskiego, meduzę, rybkę i sercówkę), które wrzucamy do czarnego woreczka, oraz kartoniki z obrazkami będącymi przedstawieniami owych zwierzątek. W wersji podstawowej losujemy jeden odwróconych rewersem w górę kartoników i naszym zadaniem jest wyszukać w woreczku jego plastikowy odpowiednik. Oczywiście bez patrzenia. W trakcie gry można pomylić się trzykrotnie – za każdą pomyłkę dostaje się kartonik z wystawiającym język omułkiem.

Wersja zaawansowana wprowadza dodatkowe karty z cieniami zwierzątek i „mutkizwierzątkowe”, które utrudniają rozgrywkę o tyle, że wprowadzają element ćwiczący pamięć. Tym razem trzeba jak najszybciej zgromadzić wszystkie kartoniki odpowiadające wylosowanemu morskiemu stworzeniu. A kartoniki leżą rewersami do góry, jest to więc połączenie popularnej gry „memory” z macanką.

Mamy więc trening pamięci, spostrzegawczości, cierpliwości i koncentracji, a do tego świetne ćwiczenie wrażliwości małych paluszków i motoryki małej.

A jeśli chcemy pobawić się z zupełnym maluszkiem, wystarczy nie włączać do rozgrywki woreczka i pozwolić dziecku dopasowywać modele do przedstawień na kartonikach mając wszystkie elementy gry w zasięgu wzroku.

Bardzo lubię gry, książki i pomysły, które rosną wraz z dziećmi. W których wraz z wiekiem znajdujemy dodatkowe rzeczy i zauważamy szczegóły, które nam wcześniej umykały. Dlatego też polecam bardzo. Szczególnie, że wodne zwierzątka to u nas zawsze pewniak – na równi z kotami i pszczołami. Dziwne są te dziecięce upodobania.

Under the sea
Firma: Chicco
Sugerowany wiek: 2+ (wersja uproszczona), 4-99 (wersja zaawansowana)

Grajki Majki: Smart Games „Three Little Piggies Deluxe”

To gra z gatunku tych układanek logicznych, do których osobiście nigdy nie miałam cierpliwości. I moja córka ma to po mnie. Ale powszechnie wiadomo, że takie ćwiczenia robią dobrze na mózg (czego jestem doskonałym przykładem…), więc jakoś staram się je Bobasie przemycić.

I tutaj całą robotę robi tematyka, bo Majka jest wielką fanką bajki o trzech świnkach (i własciwie świnek w ogóle) – czytamy ją na okrągło, a jak akurat nie czytamy, to leci słuchowisko z płyty. I kiedy dostała grę nawiązującą do tej właśnie historii,, nawet nie zwróciła uwagi, że trzeba przy niej nieco wysilić móżdżek.

W skład zestawu wchodzi plansza, trzy gumowe świnki i jeden wilk oraz trzy kolorowe domki na podstawach o różnym kształcie oraz książeczka z zadaniami-łamigłówkami na czterech różnych poziomach (po 24 na dwa warianty gry). Dopełnieniem jest książeczka – picturebook, która pomaga przypomnieć sobie całą historię i jest bardzo dobrym wstępem do gry. A ze względu na brak tekstu, nie ma problemu z barierą językową.

Zasady są banalnie proste. Na początku trzeba wspomnieć, że mamy do wyboru dwa warianty gry (i oba mają cztery poziomy trudności) – z wilkiem (noc) albo bez niego (dzień). Wybieramy jedną z łamigłówek i ustawiamy figurki na planszy zgodnie z instrukcją. Następnie musimy ustawić domki tak, by ustawione świnki znajdowały się na zewnątrz (dzień) lub były schowane bezpiecznie w domkach, podczas gdy wilk pozostaje na zewnątrz (noc). W zależności od poziomu w grze biorą udział jedna, dwie lub wszystkie trzy świnki.

Niektóre ustawienie są naprawdę proste i dorosły widzi rozwiązanie na pierwszy rzut oka, a i dziecko po chwili prób i błędów do niego dochodzi. Ale nad innymi i rodzic musi się chwilę zastanowić. A przynajmniej ja musiałam!

Jakość wykonania jest świetna, pomysł również. Z punktu widzenia mamy trzylatki nie jest to układanka, która jest w stanie zająć dziecko na dłuższy czas, bo jednak pomoc rodzica bywa często niezbędna, a i samo główkowanie szybko męczy. Jednak szczerze wierzę, że wyobraźnia przestrzenna, umiejętność skupienia uwagi i rozwiązywania problemów intensywnie się rozwija. Trzeba się czasami poświęcić dla rozwoju i trochę się z dzieckiem pogłowić!

Three Little Piggies Deluxe
Firma: Smart Games
Sugerowany wiek: 3-6 lat

Grajki Majki: Djeco „Little observation”

To jedna z pierwszych gier, jakie mieliśmy. Sprawiłam ją Majce jakoś w okolicach 2,5 roku życia, ale moim zdaniem spokojnie da sobie radę i w miarę ogarnięty dwulatek. Może nie za pierwszym razem, a raczej metodą prób i błędów, ale właśnie po to jest ta gra – żeby uczyć poprzez zabawę.

A mianowicie uczyć kolorów.

Zasady są banalnie proste. Trzeba rzucić dwiema kostkami i wśród dziewięciu gumowych motylków odszukać takiego, który kolorystycznie będzie odpowiadał kombinacji kolorów wyrzuconych na kostce. W nagrodę można wybrać sobie żeton z motylkiem. Wygrywa ten z graczy, który uzbiera więcej żetonów.

Nieskomplikowana i pomysłowa. Poza powtórką z kolorów trenuje również spostrzegawczość i koncentrację, a kolorowe motylki mogą posłużyć również do innych, wymyślonych zabaw.

Początkowo dezorientowało nas trochę, że na żetonach nie umieszczono odpowiedników wszystkich opcji kolorystycznych gumowych motylków – myślałam, że kolorów trzeba szukać dwukrotnie, raz wśród motylków gumowych, a potem wśród żetonów-nagród i nieco zniechęcało mnie to niedopatrzenie. Jakiś czas później domyśliłam się (po wyrzucaniu niebiesko-żółtego motylka przez całą grę), że gdyby nagrody przypisane do danego koloru po prostu w pewnym momencie się skończyły, liczenie punktów byłoby niesprawiedliwe. Dlatego zapewne kolorystyka szukanego motylka nie musi mieć związku z motylkiem na żetonie.

Jeśli miałabym szukać jakiegoś minusa, to niestety, po pół roku intensywnego używania, farba z motylich skrzydeł gumowych motylków zaczyna się nieco ścierać. Nie na tyle, żeby było to problemem, ale jednak nie wygląda to estetycznie. Z pozostałymi grami tej firmy nie mamy podobnego problemu.

Dobry i sprawdzony kandydat na pierwszą grę maluszka.

Little Observation
Firma: Djeco
Sugerowany wiek: 2,5-5 lat

Grajki Majki: Playtive Junior, układanka „ludzkie ciało”

Jakiś czas temu, w trakcie mycia rąk, Majka zapytała mnie co to jest ta fioletowa kreska, którą mam na nadgarstku. Słysząc moje kulawe tłumaczenia przedstawiające żyły jako sieć małych rurek pod skórą, w których płynie krew każdy by się uśmiał. Szczególnie, że jestem jedną z tych wrażliwych ciepłych kluch, którym robi się słabo na sam dźwięk słowa „żyła”.

Kilka miesięcy później, przy okazji choroby i prześwietlenia, Maj zapytała mnie co to są płuca i co to właściwie znaczy, że są „w środku”.

Nic więc dziwnego, że Mikołaj rychło przyniósł mojemu ciekawemu flaczków dziecku układankę, w której można rozebrać dziewczynkę… no cóż – aż do kości. I przy okazji podejrzeć mniej więcej, co też człowiek ma w środku.

Pięć warstw drewnianych puzzli daje możliwość ułożenia tej samej dziewczynki w następujących odsłonach – ubranej, rozebranej, mięśni, żył i narządów wewnętrznych aż do podstawki z układem kostnym. Wraz z coraz niższą warstwą elementy układanki stopniowo się zmniejszają, więc pomyłki i hybrydy rodem z laboratorium doktora Frankensteina raczej nie wchodzą w grę.

Niepokojąco fascynująca, porządnie wykonana i rozwijająca układanka okazała się strzałem w dziesiątkę, bo Maja chciała „układać dziewczynkę” niemalże non stop przez przynajmniej dwa miesiące, zanim obsesja związana z pierwszą miłością nieco osłabła. Od dawna wiem, że moja mała fanka Doktor Dosi, dawania kotu zastrzyków, lekarstw i owijania go bandażem (Figiel potrafi już dać sobie zajrzeć do pyszczka przy pomocy zabawkowej latarki i drewnianej szpatułki, serio! Aczkolwiek szpatułka nosi ślady lekkiego mściwego pogryzienia) ma zadatki na lekarza, ale nie spodziewałam się aż tak entuzjastycznego przyjęcia.

Dobra jakościowo, edukacyjna zabawka, która pomoże choć w niewielkim stopniu zaspokoić niezaspokojoną ciekawość dziecka i oswoi się bardziej ze swoim ciałem. A przy okazji, jak to układanka, wspomoże rozwój manualny małych paluszków, zręczność i umiejętność logicznego myślenia.

Jakieś minusy? Główki dwóch pierwszych poziomów układanki nie różnią się niczym, poza wielkością, co nieco Majkę frustrowało. Głowa ubranej dziewczynki mogłaby się różnić od rozebranej jakimś szczegółem – ot, choćby czapką. I wtedy byłoby już idealnie!

Nie ma co się łudzić – rodzic wciąż ma mnóstwo do tłumaczenia. Nie wiem nawet, czy nie więcej, niż na początku. Ale teraz przynajmniej może się wspomóc układanką!

Jeśli traficie kiedyś na nią w Lidlu, nie ma co się wahać. Aha, są dwie wersje – dziewczynka i chłopiec.

Układanka ludzkie ciało
Firma: Playtive Junior (Lidl)
Sugerowany wiek: 2+

Grajki Majki: Playtive Junior, układanka „Piramida zwierząt”

Pierwsza gra dla maluszków, którą przyniosłam do domu, w założeniu wcale nie miała spełniać swojej roli. Przyniosłam ją z Lidla jak Majka miała jakiś rok, może 18 miesięcy i chciałam dla niej po prostu w miarę duże, drewniane zwierzątka do zabawy, niekoniecznie 30 zł za sztukę. Dlatego też skonfiskowałam kostkę i kaczuszki (wtedy jeszcze zbyt małe) i dałam Bobasie resztę zwierzątek z zestawu do ślinienia, stukania, ustawiania oraz wyciągania i ponownego wkładania do kartonowej tuby.

Zestaw „Stacking” Toy Drum składa się z 18 sztuk zwierzątek sześciu rodzajów (po trzy sztuki) – kaczki, lwy, krokodyle, słonie, owce i świnki oraz kostki z kolorowymi oczkami. Wszystkie elementy wykonane są z malowanego drewna, każdy rodzaj zwierzątka jest innego koloru, odpowiadającego oczkom na kostce. Cała ta menażeria opakowana została w tubę z grubej tektury ze sznurkowym uchwytem.

Zasady są bardzo proste i intuicyjne – gracze rzucają kostką i w zależności od wyrzuconego koloru muszą ustawić zwierzątko. Stawiane jedno na drugim zwierzątka tworzą piramidę aż do jej upadku. W okolicach drugich urodzin zaczęliśmy grać z Majką w uproszczoną wersję – zamiast budować w górę ustawialiśmy figurki jedną za drugą tworząc karawanę. Nie wymagało to jeszcze aż takich zdolności motorycznych, a i tak sprawdziło się świetnie jako trening małych rączek (zarówno w ustawianiu zwierząt, jak i w rzucaniu kostką), nieoceniona pomoc w nauce kolorów i nazw zwierzątek. I oczywiście świetna zabawa, bo to jednak pierwsza gra, w którą mogliśmy zaangażować się całą rodziną, bo tak naprawdę nie ma tu limitu graczy.

Obecnie gramy już w klasyczną wersję (chyba, bo instrukcja gdzieś się zapodziała) i po praktycznie dwóch latach wciąż jeszcze nam się nie znudziło. Nie sposób nie wspomnieć tu o jakości wykonania, bo wszystkie elementy przetrwały zarówno ząbkowanie roczniaka, jak i kolejne upadki wież praktycznie bez szwanku. Gdzieniegdzie widać przetarcia na rogach, ale na pierwszy rzut oka wciąż prezentuje się bardzo dobrze. I wciąż gwarantuje dobrą zabawę.

Jeśli kiedyś przypadkowo traficie na nią w Lidlu, nie zastanawiajcie się zbyt długo. Za taką cenę naprawdę warto!

Układanka „Piramida zwierząt” („Stacking” Toy Drum)
Firma:
Playtive Junior (Lidl)
Sugerowany wiek: 3-6 lat

Grajki Majki: Djeco „Little action”

Kiedy od drugich urodzin minęło już nieco czasu i Majka zrobiła się już całkiem ogarnięta, zaczęłam rozglądać się za pierwszymi grami. No wiecie, na rynku jest mnóstwo fantastycznych propozycji i sama nie mogłam się już doczekać, mimo, że większość z tych gier przeznaczonych jest dla maluszków powyżej trzeciego roku życia i sporo z nich polega na rzucaniu kostką, a nie do końca na tym mi zależało. Bobasa miała wtedy etap demona energetycznego (w sumie ma go do dziś…) i w turlanie kostki wkładała zdecydowanie zbyt wiele entuzjazmu.

Bądźmy szczerzy – nie jest łatwo znaleźć grę dla dziecka, które roznosi energia i zamiast siedzieć i choć przez chwilę skupić się na planszy woli robić dziesięć innych rzeczy. Najczęściej jednocześnie.

„Little action” to właśnie propozycja dla takich wiercipupek – przede wszystkim najciekawszą dla dziecka rzeczą w pudełku są gumowe zwierzątka. Całkiem ładne, lekkie i miękkie, wobec czego nawet rzucone z całej siły przez pokój nie narobią szczególnie wielu szkód. A rzucanie jest jak najbardziej dozwolone! Jeśli tylko wylosujemy właśnie takie wyzwanie.

Gra składa się z sześciu gumowych dzikich zwierzątek, dwudziestu kart z wyzwaniami różnego typu oraz dwunastu medali ze zwierzątkami. Każdy z graczy losuje kartę i musi, wykorzystując do tego zwierzątka, wykonać jedno z pięciu rodzajów zadań: utrzymać jedno ze zwierzątek na głowie przez 30 sekund, wrzucić określone zwierzątko do pudełka, strącić jedno zwierzątko drugim, podrzucać je w górę i złapać (to jest chyba najtrudniejsze dla maluszka!), podawać sobie z rąk do rąk albo ustawić jedno na drugim. Zadania na kartach zostały przedstawione w sposób rysunkowy, dzięki czemu dziecko samo poradzi sobie z odczytaniem, ale wymaga to chwili skupienia. Potem zostaje już tylko ćwiczenie motoryki, koordynacji ruchowej, refleksu i cierpliwości. A na wytrwałych czekają medale!

Świetna zabawa dla całej rodziny – wbrew pozorom zadania nie są wcale tak banalnie proste, jakby się to mogło wydawać, nie tylko dla maluszka. Utrzymanie zwierzątka na głowie to mój osobisty koszmar :D

Karty i medale wykonane zostały z naprawdę grubej tektury, dzięki czemu niestraszne im ani zagniecenia, ani nadmiar śliny.

Gra jest stosunkowo droga, ale ze względu na pomysł, wytrzymałość i jakość wykonania zdecydowanie warta swojej ceny. Była jedną z naszych pierwszych nabytków i gramy już dobre pół roku, a nie widać jakichkolwiek śladów zużycia.

Little Action
Firma: Djeco
Sugerowany wiek: 2,5-5 lat

Grajki Majki: Aksjomat „Magiczny quiz. Potrzyj i sprawdź”

Magiczny quiz to coś, czego jeszcze nie widziałam, choć oczywiście farba reagująca na temperaturę ciała jest czymś, co dobrze znam również ze swojego dzieciństwa. To jedna z tych zabawek, które lubię najbardziej – prosty pomysł w niebanalnej formie.

Każdy z quizów to niewielki, bardzo lekki kołozeszyt zawierający ponad 70 pytań, którym towarzyszą trzy wersje rysunkowych odpowiedzi. Każda z nich oznaczona jest innym symbolem (u starszaków literką). Po podjęciu decyzji należy dotknąć czarny kwadracik pod adekwatnym symbolem. Jeśli odpowiedź jest poprawna, ukarze się uśmiechnięta zielona buźka. Jeśli jest błędna – smutna i czerwona.

 

Jedna książeczka z quizem gwarantuje naprawdę długą zabawę – nie tylko ze względu na dużą ilość pytań, ale również z tego prostego względu, iż jest wielorazowa. W ofercie są po dwa różne quizy z pytaniami dostosowanymi do poziomu każdej z trzech grup wiekowych: 3-,4- i 5-cio latków.

To bardzo sympatyczny pomysł na spędzenie kilku chwil razem z dzieckiem (a pomoc rodzica jest niezbędna, bo ktoś musi jednak przeczytać polecenia). Dzięki torebkowemu formatowi quizu, świetnie sprawdzi się na przykład jako rozpraszacz malucha w podróży, czy restauracji. Jest naszym stałym wyposażeniem w kolejce u lekarza. A że strony wykonano z całkiem wytrzymałej tekturki, można zabierać go wszędzie ze sobą bez najmniejszego stresu o ewentualne zniszczenia.

Ładne obrazki, kieszonkowa forma, nieskomplikowane zasady i zróżnicowany poziom trudności to tylko część zalet quizu. A przy okazji jest to produkt polski, więc jest jeszcze fajniej.

Uwaga natury praktycznej – najlepiej używać w temperaturze pokojowej. Na mrozie trudno będzie ogrzać magiczne okienko i obrazek będzie zanikał momentalnie po odsunięciu od niego palca, za to zostawiony na kaloryferze quiz bezwstydnie obnaży wszystkie swoje tajemnice ;) W przypadku zmiennych warunków pogodowych z pewnością przyda się druga wersja quizu na awersie kart – pozbawiona magicznych okienek, ale równie zagadkowa, co reszta.

Magiczny Quiz. Potrzyj i sprawdź
Firma: Wydawnictwo Aksjomat
Sugerowany wiek: 3+; 4+; 5+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Aksjomat.