Czas na czytanie: „Krew i popiół” Jennifer L. Armentrout

Jako, że musiałam wstrzymać się troszkę z tą lekturą i odłożyć ją na jakiś czas na kupkę wstydu (czyt. stos wstydu „do przeczytania już zaraz” na szafce nocnej, pod którego gruzami pewnego dnia czeka mnie tragiczny zgon) zdążyłam w tak zwanym międzyczasie trafić na kilka(naście) opinii o „Krwi i popiele”. I powiem Wam, że dawno nie spotkałam się z tak skrajnymi recenzjami na temat nowej książki – od absolutnych zachwytów aż po olbrzymie rozczarowanie. Ale w końcu przeczytałam sama i chyba już wiem o co chodzi.

„Krew i popiół” to romans. Oczywiście również fantastyka ale z bardzo dużym, jeśli nie dominującym wątkiem romantycznym, ze szczegółowo opisanymi scenami erotycznymi włącznie. I z taką świadomością trzeba podchodzić do lektury.

Warto jednak zwrócić uwagę na ta pozycję nie tylko ze względu na treści charakterystyczne dla nurtu Young Adult, jak pierwsze porywy serca, chęć doświadczania, droga ku osobistej emancypacji, zmaganie się z losem i narzuconym przeznaczeniem czy szukanie swojego miejsca w społeczeństwie. Wszystko to dzieje się bowiem w otoczeniu dworskich intryg, fanatycznej religijności, nadnaturalnej arystokracji i codziennych walk z krwiożerczymi potworami. Znajdziemy tu znany i lubiany (przynajmniej przeze mnie) motyw stworów żywiących się krwią swoich ofiar opowiedziany w zupełnie nowy sposób.

Nie da się ukryć, że sporo elementów fabuły jest mocno przewidywalnych – nie trudno się domyślić kto zginie, kto jest mordercą, a kto czarnym charakterem. Znalazło się jednak i miejsce na parę zaskoczeń, szczególnie jeśli chodzi o kreację świata przedstawionego. Wyszło więc całkiem satysfakcjonująco – dobry bilans między „ha, wiedziałam!”, a niespodziewanym.

Czytało się łatwo i przyjemnie – szybko i bez problemu zaczęłam się orientować w realiach nowego świata. Nietrudno było zapamiętać kto jest kim i dlaczego, bo i bohaterowie zostali sprawnie wykreowani na postaci „z krwi i kości” i historia, religia oraz polityka świata, a także sytuacja głównej bohaterki Poppy zostały sprawnie i „mimochodem” wyłożone czytelnikowi przy czym uniknięto nudniejszych, ciągnących się przestojów w akcji.

Podsumowując – wciągająca mieszanka YA i fantastyki, ze sporą dawką girl power, słabości do przystojniaków i wszechobecnych potworów. A jak to z potworami zwykle bywa, trudno ocenić które są złe, a które dobre.

Chętnie sięgnę po drugi tom, oby pojawił się jak najszybciej.

Jennifer L. Armentrout, Krew i popiół, Warszawa: Wydawnictwo You&YA, 2022, 512 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa You&YA.

Czas na czytanie: „Zaginiona Księga Bieli”, Cassandra Clare, Wesley Chu

Wycieczka z ukochanym i przyjaciółmi do egzotycznego Szanghaju bez wizytacji w pobliskim piekle byłaby niewątpliwie wycieczką straconą. Przynajmniej jeśli jest się Nocnym Łowcą.

„- Hej – wypalił Magnus – zawsze chciałem być niespodziewaną komplikacją.
– Kiedyś ciągle byłeś niespodziewaną komplikacją – stwierdziła Clary.
– Kiedyś?
– No wiesz, z czasem nauczyliśmy się, że należy się ciebie spodziewać”.

Kiedy po niezwykle spokojnym roku, w którym Alec i Magnus uczyli stawiali pierwsze kroki w byciu rodzicami małego czarownika (który od czasu do czasu zaczyna lewitować albo zajmuje się ogniem – zupełnie nieświadomie) znajomi z przeszłości włamują się do ich domu, rodzinna sielanka musi ulec pewnym zakłóceniom. Szczególnie, że byli przyjaciele kradną pełną złowrogich czarów Księgę Bieli i zostawiają w piersi Magnusa podejrzaną ranę, która powoli odbiera mu człowieczeństwo i kontrolę nad własną mocą.

Szykuje się kolejna wyprawa ratunkowa – jest w końcu taka drużyna Nefilim, która nie zawaha się ani chwili, gdy trzeba będzie ruszyć do piekła w poszukiwaniu ratunku zarówno dla przyjaciela, jak i dla całego świata. Ponownie. Nawet, jeśli znalezienie opiekunki do magicznego dziecka nie jest tak proste, jakby się to mogło wydawać.

Tym razem czeka jednak na nich zło, z jakim jeszcze nie przyszło im się mierzyć.

W drugim tomie „Najstarszych klątw” znalazłam zaczątek tego, co od dawna mi się marzyło – wycinka rodzinnej codzienności w wykonaniu moich ulubionych bohaterów. Jak dobrze, że rodzicielstwo potrafi przewrócić do góry nogami rzeczywistość nawet tak zakręconą, jak ta przynależna Nocnym Łowcom. I czarownikom. To bardzo pocieszające.

Nie obędzie się również bez epickiej podróży w celu pokonania Wielkiego Zła – najpierw zabytkoznawczej do malowniczego Szanghaju, a następnie przez niezliczaną mnogość chińskich piekieł aż do kolejnego zwycięstwa, nawet jeśli tylko tymczasowego. Będzie tam Piekło Wrzącej Zupy z Ludzkimi Pierożkami. Będą też walki z demonami, ucieczki, gonitwy, tortury, samobójcze skłonności i Malec w swoim najlepszym wydaniu. I jeszcze jeżdżenie na tygrysach i zrzędliwy Ragnor Fell, którego historia wypełni lukę miedzy śmiercią w „Mieście popiołów”, a owianym tajemnicą zmartwychwstaniem w „Mrocznych Intrygach”. Znajdziemy tu też co nieco o początkach powstania Kohorty, skutkach Zimnego Pokoju i pierwszych poważnych pęknięciach zwiastujące rozpad Clave.

Jak zwykle będzie mnóstwo przygody i magii, rozterki egzystencjalne, spora dawka humoru, przyjaźń i miłość ponad wszystko, puchaty epilog i zapowiedź ponurej przyszłości w gratisie.

Chociaż uwielbiam ten pairing, muszę przyznać, że ta seria nie jest tak wciągająca, jak pozostałe. Trzeba traktować ją raczej w charakterze dodatków do głównej osi tkanej przez wszystkie serie historii Nocnych Łowców, niż osobną trylogię, trzymającą w napięciu przez wszystkie tomy. Bez wątpienia spory wpływ mają na to przeskoki w czasie i „utykanie” wydarzeń „Najstarszych Klątw” pomiędzy fabuły innych serii.

Ma jednak dwa bardzo istotne plusy. Pierwszym i najważniejszym z nich jest wspomniana już wcześniej reprezentacja szczęśliwej rodziny założonej przez dwóch mężczyzn w serii dla młodzieży. Homoseksualizm coraz częściej pojawia się również w literaturze młodzieżowej, w przeciągu ostatnich 10 lat, zrobiliśmy wielki postęp w tej kwestii. Co więcej coraz częściej drama związana z odkrywaniem własnej seksualności nie jest główną tematyką główną tematyką książki i jedynym problemem bohaterów (patrz. np. „Hurt comfort”), jednak adopcja dziecka i życie rodzinne to duży krok. Bardzo ważny krok. Poza tym Alec i Magnus nareszcie mają taką samą szansę na sceny zbliżeń w poświęconych im książkach jak Emma z Julianem, czy Jace z Clary.

Drugim jest absolutnie fenomenalna postać Samaela. To jedna z najlepszych kreacji Clare, a w serii tak pełnej wybitnych osobowości, to naprawdę dużo znaczy. Ale serio, koleś wymiata. I zapowiada się, że w ostatnim tomie będzie go jeszcze więcej, na co liczę bardzo i czekam z utęsknieniem.

Cassandra Clare, Wesley Chu, Najstarsze klątwy T.2. Zaginiona Księga Bieli, Poznań: Wydawnictwo We Need YA, 2020, 472 s.
~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2022 ~

Czas na czytanie: „Czerwone Zwoje Magii” Cassandra Clare, Wesley Chu

Pierwszy tom serii „Najstarsze klątwy” nie jest chronologiczną kontynuacją Kronik Nocnych Łowców, a side story poświęconą Alecowi i Magnusowi – przygodą z samego początku ich związku, cementującą relację bohaterów.

Pamiętacie podróż po Europie, w którą bohaterowie wybrali się w połowie cyklu Darów Anioła, na początku „Miasta Niebiańskiego Ognia”? I z której swoją drogą musieli wcześniej wrócić na żądanie wampirzycy Camille?

W „Czerwonych Zwojach Magii” dowiemy się co dokładnie działo się podczas ich romantycznej wycieczki. Jak można się domyślać, Nocni Łowcy zawsze są na służbie, a beztroscy kocioocy czarownicy przyciągają kłopoty jak magnes. Ale czy można sobie wyobrazić bardziej zbliżające wakacje niż uciekanie przed demonami i tropienie mrocznych kultystów – naprzemiennie – po miastach słynących miłości?

Magnus zostaje oskarżony o założenie kultu jednego z książąt piekieł. Kultu, który pod nowym przywództwem zdecydowanie zaostrzył działalność siejąc śmierć i zniszczenie w imię przyzwania na świat Wielkiego Zła. Co gorsza czarownik ma we wspomnieniach wielką dziurę i wszystkie przesłanki wskazują na to, że faktycznie mógł kilkaset lat temu zainicjować powstanie takie zgromadzenia. Dla żartu. A teraz przyszło mu mierzyć się z konsekwencjami. Nie będąc świadomym swoich dawnych uczynków i motywacji, w samym środku wielkiej randki. Randki, która mogłaby być obiecującym początkiem tak wymarzonego, jak kontrowersyjnego związku, na który krzywo patrzą zarówno Nocni Łowcy, jak i Podziemni. A historia już nie raz pokazała, że Nefilim potrafią być równie bezwzględni dla Podziemnych, jak i dla swojego własnego gatunku. Czy związek z czarownikiem o niepewnej przeszłości może ściągnąć na Aleca kłopoty? To znaczy większe, niż zazwyczaj?

To będzie prawdziwie awanturnicza przygoda – ostrzał z pikującego ku ziemi balonu w Paryżu, walka z demonami na dachu Orient Ekspresu, wystrzałowa impreza w jednej z weneckich willi i szaleńcza jazda sportowym autem po włoskich górach to dopiero początek wrażeń.

W końcu na wakacjach lepiej się nie nudzić.

Chociaż osobiście nie mogę się doczekać już bardziej zaawansowanego, rodzinnego i pewnego etapu związku Aleca i Magnusa, fajnie było poznać dokładniej ich szalone początki. Szczególnie, że to powieść nie tylko o miłości i przygodzie, ale również o przyjaźni, życzliwości i potrzebie zmian, które miały spory wpływ na ukształtowanie poglądów Aleca i przygotowanie go do przyszłej roli Konsula – rewolucjonisty.

Cassandra Clare, Wesley Chu, Najstarsze klątwy T.1. Czerwone Zwoje Magii, Poznań: Wydawnictwo We Need YA, 2020, 472 s.
~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2022 ~

Czas na czytanie: „Efekt pandy” Marta Kisiel

Z Tereską Trawną to jest w sumie tak, jak z pewnym specyficznym rodzajem przyjaciółki – bawicie się ze sobą świetnie ale spokojnie możecie nie się widzieć przez dłuższy okres czasu bez wielkiej tęsknoty i sercowych rozterek. A kiedy już spotkacie się ponownie i znów jest genialnie czas nie możecie dojść do tego, dlaczego właściwie nie widujecie się częściej. Więcej takich spotkań, poproszę!

Po wybitnie stresujących wydarzeniach związanych z joggingiem, morderstwem i dywanem Teresa daje się namówić na tydzień relaksu w luksusowym górskim ośrodku spa. W końcu odpoczynek to coś, co zdecydowanie jej się należy. Nawet, jeśli zaprasza ją na ten wypad nie kto inny, jak własna matka rodzona, niezbyt często widywana i posługująca się trzema językami jednocześnie. Nawet jeśli na babski relaksujący wypad ostatecznie wybierają się w zestawie matka, córka, babka, teściowa i pies (w końcu psica też równa babeczka!). Co może pójść nie tak?

Czy to klątwa, czy raczej paranoja, że zbrodnia depcze Trawnym po piętach? Czy mieszkający po sąsiedzku buc z włosami na żel to zwykły szowinistyczny bubek, czy może zbrodzień zdolny do morderstwa? Choć nie da się ukryć, że jak niewinna osoba się bynajmniej nie zachowuje i z pewnością knuje coś nielegalnego.

O tym, że trio Teresa-Mira-Zoja w tropieniu złoczyńców ma już i doświadczenie i sukcesy nie trzeba nikomu tłumaczyć. Czy jednak uda im się ukryć swoje podejrzenia przed nieświadomą niczego mamą Teresy – dystyngowaną starszą panią o jasno sprecyzowanych oczekiwaniach wobec świata?

Szykuje się kolejna świetna przygoda – pełna girl power, podejrzanych nocnych przechadzek po lesie, ekskluzywnych zabiegów, zapomnianych cmentarzy, międzypokoleniowych niesnasek i porozumień, głęboko skrywanych uraz z przeszłości, wpadek z laktozą w roli głównej, instynktu macierzyńskiego, ciosów prosto w szczękę, buzującego temperamentu Tereski i księgowania na żywo.

Tak samo dobra, jak pierwsza część (nie spodziewałam się, że to w ogóle możliwe!). Idealna lektura, jeśli przypadkiem planujecie wypad do górskiego resortu, choć i pod kocykiem z gorącą czekoladą zwieńczoną górką bitej śmietany też świetnie się sprawdzi.

Marta Kisiel, Efekt pandy, Warszawa: Wydawnictwo W.A.B., 2021, 352 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa W.A.B.

Czas na czytanie: „Bezdroża mroku” Agata Suchocka

Podobnie jak w przypadku „Pieśni słowika”, fabuła czwartej części cyklu „Podaruj mi wieczność” również toczy się dwutorowo, a historię poznajemy naprzemiennie z punktu widzenia dwóch różnych bohaterów. W ten sposób dowiemy się więcej o chyba najbardziej tajemniczej postaci serii – stwórcy Armagnaca – Lordzie Edgarze Huntingtonie (a przy okazji również o jego przyjaciółkach – Estelli i Salomei, a także o stworzonych przez niego krwiożerczych bliźniakach) oraz o pozostającym z nim w konflikcie, przepełnionym żalem po utracie ukochanego Lotharze Mintze. Obaj odsłaniają się przed czytelnikami całkowicie dzieląc się opowieściami jeszcze ze swoich ludzkich żyć, przez przejście na stronę mroku, nieśmiertelne romanse i przygody aż po nieuniknioną konfrontację, bez której Lotharowi nie będzie dane zaznać spokoju.

Po raz kolejny narratorami książki byli dwaj bohaterowie, do których mam zupełnie odmienny stosunek, dlatego też jak najszybciej czytałam części Huntingtona by móc już przejść do rozdziałów poświęconych Lotharowi, nie mogę więc powiedzieć, żeby książkę czytało mi się płynnie, za to na pewno zaskakująco wręcz szybko. Szczególnie, że w pewnym momencie losy obu postaci splotły się na wieczność.

Zdecydowanie lepiej odebrałam tą część, niż poprzednią, choć oczywiście nie obyło się bez mordów i seksu, stanowiących jakby nie patrzeć trzon tego gatunku. Mimo całego spaczenia i wszystkich traum charakteryzujących relacje między bohaterami, te mimo wszystko wydały mi się jakoś zdrowsze. Chyba.

Pozytywnie zaskoczyła mnie postać wnuka Armagnaca i nowego partnera Lothara – Thomasa Greenbourgha – który nakłania ukochanego do podzielenia się z nim wspomnieniami, nawet tymi najtrudniejszymi. Sama powieść skończyła się dla mnie nieco zbyt szybko, akcja urywa się (oczywiście!) w najciekawszym momencie i czuję pod tym względem spory niedosyt, bo jednak liczyłam na epicką konfrontację, final battle niemalże. Mam nadzieję, że kolejna część rozwinie ten wątek (wróćmy do tego miejsca, proszę!) i że Thomas zyska w niej nieco większą rolę.

Warto wspomnieć, że również ten tom został hojnie urozmaicony ilustracjami – zarówno spod ręki autorki, jak i autorstwa zaprzyjaźnionych z nią rysowników.

Anna Suchocka, Bezdroża mroku, Chorzów: Wydawnictwo Videograf, 2021, 352 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Videograf.

Czas na czytanie: „Łańcuch ze złota” Cassandra Clare

Miałam dłuższą przerwę od świata Nocnych Łowców (bo i przeczytałam już wszystko, co dotychczas było do przeczytania) i chociaż oczywiście tym razem nie dotrwałam, aż pierwszy tom najnowszej serii pojawi się w bibliotekach, to jednak książka musiała trochę odleżeć na mojej szafce nocnej, zanim na poważnie wzięłam się za lekturę.

„Łańcuch ze złota” otwiera nową trylogię „Ostatnie godziny” poświęconą Jamesowi i Lucie Herondale’om – dzieciom Willa i Tessy oraz Cordelii Carstairs – kuzynce Jema z „Diabelskich Maszyn”. Nie ukrywam, że chociaż jak zawsze przy książkach tej autorki i przy tych dobrze się bawiłam, to jednak DM nie jest moim ulubionym cyklem o Nocnych Łowcach, dlatego też byłą trochę zaskoczona, jak szybko wsiąkłam w tą zupełnie nową historię.

Szczególnie, że choć akcja wciąż toczy się na przełomie XIX i XX wieku, a bohaterowie żyją w klimacie ciężkich sukien, wymyślnych fryzur, literatury i sztywnych konwenansów epoki wiktoriańskiej, to jednak nie mamy tu już tak bardzo charakterystycznych dla trylogii Willa, Tessy i Jema steampunkowych klimatów, czego trochę mi brakowało. Niemniej jednak maszyny zostały zniszczone i nie wracają, młodszemu pokoleniu zostało więc mierzyć się „zaledwie” ze starymi dobrymi demonami. A dokładniej z knowaniami jednego z Książąt Piekła.

Lata spokoju rozleniwiły Londyńskich Nocnych Łowców i sprawiły, że ci wyszli nieco z wprawy w bijatyce oddając się głównie modowym nowinkom i życiu towarzyskiemu. Kiedy więc demoniczna aktywność nagle gwałtownie wzrasta i pojawia się nieznany dotąd przeciwnik – nie tylko atakujący za dnia, ale i roznoszący śmiertelną chorobę – młodsze pokolenie otrzymuje poważny chrzest bojowy.

Tak się też składa, że Lucie i James nie są najzwyklejszymi Łowcami. Poza krążącą w ich żyłach anielską krwią, mają w genach również całkiem odmienny spadek – po matce czarownicy. A przecież niespodziewany kryzys to idealny moment, by odkrywać nowe przerażające moce. Dorzućmy jeszcze do tego emocjonalny galimatias pierwszych miłości i otrzymamy to, co w książkach Clare lubimy najbardziej.

Mimo odejścia od tematu nawiedzonej mechaniki mamy tu bardzo fajny klimat – od podejrzanych spotkań nadprzyrodzonej artystycznej bohemy z czarownikami na czele, przez bardziej lub mniej planowane podróże do demonicznego wymiaru aż po ufryzowaną i wyperfumowaną ciężką wodą kolońską rzeczywistość przełomu epok. Z prawami kobiet w powijakach oraz masą przykazów i nakazów dla cnotliwej damy i eleganckiego dżentelmena. Których nie jest łatwo przestrzegać ani podczas walki ze stworami z piekła rodem, ani podczas skomplikowanych nastoletnich układów o charakterze uczuciowo-politycznym.

świetne sukienki, wyraziści bohaterowie, których nie sposób nie polubić, demoniczny dziadek, młodzież biorąca sprawy w swoje ręce, girl power, mnóstwo błyskotliwego poczucia humoru, wartka akcja, fajna przygoda i Magnus Bane w brokatowych kamizelkach.

Już wypatruję kolejnego tomu.

Cassandra Clare, Łańcuch ze złota, Warszawa: Wydawnictwo MAG, 2021, 672 s.

Czas na czytanie: Trylogia „Someone” Laura Kneidl

Trylogia „Someone” to trzy bardzo przyjemne i sympatyczne samodzielne powieści w nurcie young adult poświęcone różnym bohaterom z jednego kręgu przyjaciół. Każda para mierzy się z innymi problemami i wyzwaniami dotykającymi młodych ludzi stojących u progu dorosłości – między innymi z brakiem tolerancji, podejmowaniem własnych wyborów i mierzeniem się z ich konsekwencjami czy wyrobieniem sobie tolerancji na szkodliwe opinie innych, czasem nawet najbliższych. Oczywiście wątki romantyczne pełnią w nich bardzo istotne role.

Uwaga! Jak zwykle każda recenzja kolejnego tomu może zawierać spoilery do treści poprzednich. Recenzje są umieszczone zgodnie z kolejnością czytania. Jeśli wiec nie czytaliście tomu pierwszego, uważajcie na recenzję drugiego itp.

„Someone new” to książka o odmienności i różnych na nią reakcjach oraz o akceptacji – zarówno innych ludzi, jak i własnych potrzeb oraz pragnień.

Wychowana pod kloszem osiemnastoletnia Micah jest konformistką i dla szczęścia swojej rodziny jest gotowa znieść naprawdę wiele – znienawidzone studia prawnicze wraz z wizją przejęcia po rodzicach kancelarii adwokackiej, nadęte przyjęcia pełne zarozumiałych gości z „wyższych sfer”, czy rezygnację z marzeń o studiowaniu sztuk pięknych. Szybko okaże się jednak, że rodzice nie są skłonni do podobnych ustępstw i kiedy coś nie pasuje do ich obrazka idealnej rodziny, nie zawahają się ani chwili, by usunąć problem. Nawet jeśli wiąże się to z wyrzuceniem z domu własnego dziecka. Kiedy Adrian – brat bliźniak bohaterki zostaje wykreślony z rodziny z powodu homoseksualizmu, Micah nie ma już ochoty mieszkać dłużej z rodzicami.

Pierwszy krok w kierunku samodzielnego życia nie jest łatwy – to nie tylko konieczność obsługi pralki, czy złożenia sobie mebli, ale również nauka podążania własną drogą i powoli odkrywana świadomość, że próbując zadowolić wszystkich wokół nie sposób osiągnąć szczęścia. Tymczasem problemy uprzedzeniami i wyrywanie się ze szponów toksycznych relacji dotyczy nie tylko tej jednej rodziny. Co wcale nie znaczy, że rozczarowanie boli mniej.

Autorka zostawia czytelnikowi tak dużo wskazówek, że sam plot twist nie jest tak naprawdę wielkim zaskoczeniem i jednego z głównych, jeśli nie najważniejszej tematów tej powieści domyśliłam się jakoś w 2/3 książki. Niemniej jednak sam pomysł „podania” problemu – postawienia czytelnika nie w miejscu osoby, której dotyczy on bezpośrednio, a bohatera poznającego go niejako z zewnątrz, okazał się strzałem w dziesiątkę.

To jednocześnie lekkie, nieco naiwne, czasami głupiutkie czytadło i całkiem mądra książka o wsparciu i odrzuceniu oraz o odkrywaniu siebie. Znajdziemy tu sporo o poszukiwaniu własnej drogi, dbaniu o swój komfort psychiczny, wydostawaniu się ze szkodliwych związków i odróżnianiu naszych marzeń od wizji innych ludzi.

Laura Kneidl, Someone New, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2020, 480 s.

 „Someone else” jest historią Cassie i Auriego – sąsiadów Micah z pierwszej części trylogii. Choć pozornie wszystko ich dzieli – wysoki, dobrze zbudowany czarnoskóry chłopak i delikatna, bardzo blada rudowłosa dziewczyna, on dusza towarzystwa, ona z lekką fobią społeczną, pełen energii sportowiec i domatorka ceniąca sobie długie spanko i całe dnie spędzone na kanapie przed ulubionym serialem. Połączyło ich współdzielone mieszkanie oraz miłość do książek i filmów. Auri chętnie „dał się zarazić” pasją współlokatorki do cosplay’u i LARP i szybko stworzyli świetnie zgrany duet najlepszych przyjaciół, w którym wszyscy widzą parę idealną. Czy jednak warto ryzykować tak fantastyczną przyjaźń dla porywów serca i hormonów? Szczególnie, że otwarty i szczery przy Cassie Auri, poza bezpieczną przystanią ich mieszkania zdaje się być innym człowiekiem, poświęcając się budowaniu wizerunku sportowca-twardziela i gwiazdy futbolu.

 Ta część jest poświęcona przede wszystkim dojrzewaniu do bycia sobą i nie przejmowania się opinią innych oraz odwadze, jakiej wymaga taka postawa. Podobnie, jak w pierwszym tomie, pojawi się wątek dyskryminacji, choć tym razem z nieco innych powodów – głównie związanych z kolorem skóry i odmiennymi zainteresowaniami podszytą stereotypową wizją „męskiego mężczyzny”. Pojawi się również wątek życia z chorobą, bo główna bohaterka cierpi na cukrzycę. No i oczywiście jest to super słodki romans, bo to naprawdę urocza para jest!

Laura Kneidl, Someone Else, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2020, 392 s.

Trzecia i ostatnia część serii – „Someone to stay” – choć równie przyjemna w lekturze, przemówiła do mnie chyba najmniej. Pewnie dlatego, że z wiecznie przepracowanymi i superambitnymi bohaterami – pracoholikami zdecydowanie trudniej było mi się utożsamić, niż z przyklejoną do kanapy i książki Cassie ;)

Aliza ma jasno wyznaczony cel – chce zmienić świat. Jako wnuczka pakistańskiej emigrantki dobrze wie jak wiele niesprawiedliwości i przeciwności losu czeka na kobiety próbujące ułożyć sobie nowe życie w USA. By mieć realny wpływ na zmianę szkodliwych przepisów decyduje się na studiowanie prawa, by w przyszłości móc współpracować z jedną z fundacji wspierających kobiety w podobnych sytuacjach. Okazuje się jednak, że bardzo wymagające studia nie sprawiają jej tyle radości, co na początku, a do tego bardzo trudno pogodzić naukę z działalnością na bardzo poczytnym blogu i w social mediach oraz z ostatnimi szlifami wydawanej właśnie książki kucharskiej. Czy jednak rozsądna droga z prawem w roli głównej jest jedyną możliwością dotarcia do upragnionego celu?

Przygnieciona obowiązkami Aliza nie ma zbyt wiele czasu na przyjemności, pielęgnowanie przyjaźni, a już na pewno nie na randkowanie. To w sumie całkiem pasuje równie zaganianemu Lucienowi, który równie ambitne studia łączy z opieką nad nastoletnią siostrą, dla której dobra musiał poświęcić swoje marzenia. Czy związek między osobami mającymi tak wiele ważniejszych priorytetów ma szansę nie tylko przetrwać, ale w ogóle powstać?

Tym razem głównym tematem książki jest ciężar ambicji, umiejętność odpuszczania sobie, szukania różnych dróg do osiągnięcia celu, mądrego ustalania priorytetów, zaufaniu drugiemu człowiekowi i zwracaniu się o pomoc, kiedy brakuje już sił.

Laura Kneidl, Someone to stay, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2021, 400 s.

~ Książki przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~

Czas na czytanie: PATRONAT: „Złodziej renów” S. L. Leśna

Jakiś czas temu polecałam wam dwutomową historię „Tam, gdzie topnieje lód” (tu możecie przypomnieć sobie tom 1 i tom 2), czyli przygodowy romans LGTB osadzony w świecie inspirowanym mitologią syberyjską. Lada moment ukarze się kolejna książka, dzięki której będziemy mogli wrócić do tego niezwykłego świata.

Najnowszą jednotomówkę Sylwii Leśnej można czytać niezależnie od dylogii TGTL – to odrębna historia z zupełnie nowymi bohaterami, osadzona w tym samym uniwersum. Chociaż ja osobiście polecam sięgnąć po nią już po lekturze poprzedniej serii, która niejako wprowadzała nas w klimat i zapoznawała z prawami, zwyczajami i wierzeniami Ziem Raghów.

„Złodziej renów”, choć objętościowo znacznie mniej obszerny niż każdy z tomów TGTL, jest znacznie bardziej przesiąkniętym raghijską mitologią i tym, co tak bardzo urzekło mnie w poprzedniej serii autorki – zimnym jak wszechobecny lód, bezwzględnym i przez to tak bardzo upiornym surowym klimatem wiecznej zmarzliny.

Osławiony myśliwy Wardun zostaje wezwany do pomocy w rozwiązaniu zagadki renów, które znikają bez śladu niezależnie wysiłków pilnujących ich pasterzy. To robota zuchwałego złodziejaszka, nieznanego drapieżnika, demonów z głuszy, czy może obca magia? W poszukiwaniach winnego wspomoże go Zanga – dowódca strażników osobiście odpowiadający za bezpieczeństwo stada. Od pomyślności misji zależy jego honor, samopoczucie i pozycja w wiosce. Żaden z nich nie spodziewa się, że pozornie banalne śledztwo zmieni się w epicką wyprawę do pełnego potworów świata zmarłych w poszukiwaniu legendarnego skarbu.

Z jednej strony to dość standardowa w formie fantastyka, gdzie formuje się drużyna przypadkowych śmiałków o unikalnych umiejętnościach i wyrusza z karkołomną misją na najeżone niebezpieczeństwami dzikie ostępy. Z drugiej to magiczna, bardzo baśniowa, uniwersalna opowieść o radzeniu sobie z żałobą, pokonywaniu uprzedzeń i podejmowaniu ryzyka, by podążać w życiu własną drogą nie przejmując się opinią innych.

To też oczywiście w dużej mierze romans, choć wydaje mi się, że ten wątek został potraktowany znacznie bardziej subtelnie, niż we wspomnianej wcześniej dylogii – być może ze względu na ciekawie rozbudowany świat przedstawiony, który przyciągnął moją uwagę jeszcze skuteczniej, niż miłosne dylematy bohaterów. Ale znajdziemy tu więc prawdziwą miłość o łamiącym serce, przedwczesnym zakończeniu, odkrywanie i godzenie się z własną seksualnością oraz odwieczną walkę rozsądku z głosem serca.

Ale przede wszystkim to świetna przygoda – będą szamańskie rytuały, mniej lub bardziej przyjazne duchy, mitologiczne potwory, ratujące życie amulety, zapomniani bogowie i przedwieczne gadziny. Pojawi się też niechlubny ciężar historii i zupełnie współcześni zbrodniarze. Aż reszcie nie będzie wiadomo, który przeciwnik okaże się gorszy – ten odległy, bo nadprzyrodzony czy zupełnie bliski, najzwyklejszy w świecie łotrzyk.  

Niedługa ale bardzo nasycona, pełna treści opowieść. Nie liczcie na choćby chwilę nudy.

S. L. Leśna, Złodziej renów, 2021, 191 s.
(premiera 4.12.2021)

Recenzja powstała dzięki uprzejmości autorki.

Więcej o historiach ze świata Raghów znajdziecie na blogu autorki.
Książkę można nabyć wyłącznie w formie ebooka (pdf, mobi, epub) w księgarni bucketbook.pl.

Czas na czytanie: „Lore” Alexandra Bracken

Jeśli chodzi o fantastykę, zdecydowanie częściej sięgam po serie, niż po jednotomówki bo nie lubię za szybko żegnać się zarówno ze światem, jak i z bohaterami. A jednak „Lore” została tak dobrze zbalansowana, że jestem całkowicie usatysfakcjonowana tą historią – od początku do końca zamkniętą w jednym tomie. Bo choć bawiłam się bardzo dobrze i wiadomo, że jak zawsze troszkę żal się rozstawać, to jednak nie czuję, by cokolwiek wymagało dopowiedzenia.

Co siedem lat, w ramach kary za przedwieczne przewinienia, na ziemię trafiają greccy bogowie pozbawieni nieśmiertelności na siedem dni. Natychmiast stają się obiektem polowania dla ścigających ich bez wytchnienia starożytnych rodów wywodzących się od antycznych herosów. Gra jest warta świeczki, bo ten, kto zgładzi boga, przejmuje zarówno jego moc, dzięki której może przysłużyć się swojej ziemskiej rodzinie, jak i nieśmiertelność. Jest to jednak miecz obosieczny, bo w kolejnych igrzyskach to on staje się łowną zwierzyną.

Nastoletnia Lore, choć pochodzi z jednego z „wtajemniczonych” rodów, od dziecka była szkolona w walce i tradycyjnych wartościach, a jej odległym przodkiem był sam Perseusz, po pogromie jaki spotkał jej najbliższą rodzinę decyduje się całkowicie wycofać z morderczej rozgrywki. Nie znaczy to jednak, że jej świat również zechce o niej zapomnieć. Przekona się o tym bardzo boleśnie, kiedy jej dawno opłakany przyjaciel cudownie wstanie z martwych, a pod swoimi drzwiami znajdzie ranną boginię, która prosząc ją o pomoc ściągnie na nią śmiertelne niebezpieczeństwo.

Bardzo wciągająco napisana bohaterska historia, której heroina jedną nogą stoi we współczesności, drugą zaś w znanym z mitów świecie greckiego antyku. Opowieść o walce z nieubłaganym fatum, winie niezawinionej, potrzebie chwały i pokusie potęgi. A przy tym historia o miłości, przyjaźni, równouprawnieniu, wykluczeniu, wyrzutach sumienia i zawiedzionym zaufaniu. O popełnianiu błędów i mierzeniu się z ich konsekwencjami. O podstępach, genialnych planach i ludzkiej przyzwoitości. O poświęceniu i walce nie tylko o siebie, ale przede wszystkim o innych. Gdzie bogowie – jak to w mitologii – są tak ludzcy i pełni słabości, a ludzie tak bliscy boskiej potęgi, że czasem trudno określić kto zasługuje na które miano.

Dynamiczna, pełna zwrotów akcji fabuła, sprawnie wykreowany świat czerpiący hojnie z greckiej mitologii „zesłanej” na gwarne ulice Nowego Jorku, wyraziste, nie oczywiste, dające się lubić postacie, szczypta romansu i tak charakterystyczna dla greckich tragedii szarpanina z nieuchronnym losem, podsycana wyrzutami sumienia i umiejętnie wykorzystanymi retrospekcjami.

Kawał fajnej młodzieżowej przygodówki, naprawdę warta uwagi.

Alexandra Bracken, Lore, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2021, 576 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.