Bajki Leona i Majki: „Młodzi przyrodnicy. Zima w świecie przyrody” Patrycja Zarawska

Zima w tym roku (kalendarzowym, bo grudzień był u nas na Pomorzu naprawdę piękny!) gra chyba w „pojawiam się i znikam”, a po wieczornej śnieżycy poranek potrafi zaskoczyć nas tchnieniem wiosny. Ale może jeszcze uda się w niektórych rejonach Polski prześledzić tropy zwierząt na śniegu, ulepić bałwana, przyjrzeć się dokładniej rozmaitym zimowym opadom i osadom a może nawet zaobserwować fraktale.

A nawet jeśli nie, to możemy przygotować własną miniaturkę stawu w zamrażalniku. Warto też poświęcić chwilkę na przygotowanie domowego karmnika dla ptaków i dokładniejsze przestudiowanie zasad dokarmiania naszych skrzydlatych przyjaciół.

Z kolejnego fantastycznego, pełnego zdjęć przewodnika dowiemy się również między innymi czym różnią się letnie i zimowe szaty wielu gatunków zwierząt, co zimą robią…rośliny, co jedzą zwierzęta o tej porze roku i jakich ptasich treli możemy posłuchać (a te usłyszymy po zeskanowaniu kodów QR. Ciekawostki o roślinach, zwierzętach, drzewach i owadach, pomysły na drobne prace konstruktorskie, sporo na temat dokarmiania zwierząt rzut oka na nocne niebo.

Choć mogłoby się wydawać, że zimą przyroda zapada w sen, w rzeczywistości wokół nas dzieje się mnóstwo fascynujących rzeczy czekających na odkrycie przez małych przyrodników!

Koniecznie zajrzycie też do wcześniejszych części – „Lato” i „Jesień”.

Patrycja Zarawska, Młodzi przyrodnicy. Zima w świecie przyrody, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 114 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Wilga.

Czas na czytanie: „Solitaire” Alice Oseman

Pierwszy raz od naprawdę dawna poczułam się staro czytając książkę z gatunku YA. Niby jestem świadoma, że Alice Oseman pisze dla młodszej młodzieży, niż ja (XD) ale chyba jeszcze nigdy, zamiast identyfikować się z bohaterami, nie załamywałam rąk nad ich rodzicami i tragicznymi zaniedbaniami, jakich się dopuszczają.

„Nic się nie zmieni, o ile tym sama nie zechcesz, żeby się zmieniło”.

Tori Spring, starsza siostra Charliego z „Heartstoppera” nigdy nie była najbardziej radosną i entuzjastyczną postacią na świecie ale w powieści „Solitaire” mamy możliwość poznać ją w najmroczniejszym momencie „okresu dojrzewania”. Spróbujcie przypomnieć sobie ten etap gimbazy, kiedy nosiło się włosy na twarzy, ubierało się tylko czarne ciuchy i pisało smutne, natchnione, głębokie jak kałuże na chodniku wiersze do szuflady. A potem pomnóżcie nastoletni Weltshmertz razy 100, dorzućcie oziębłych, niezainteresowanych dziećmi rodziców i garść zaniedbanych problemów natury psychicznej, a otrzymacie Tori w wieku lat 16.

„(…) łatwiej być samotną, ale każda minuta, którą spędzasz na rozmyślaniu o tym, czego nie robisz, to kolejna minuta zapominania o tym, jak być pośród innych ludzi (…). Jeżeli nie umiesz zaakceptować tego, czego nie rozumiesz, spędzisz życie kwestionując wszystko. A wtedy będziesz musiała przeżyć swoje życie wyłącznie we własnej głowie”.

Siadając do lektury warto wziąć pod uwagę, że to nie tylko debiut literacki, ale i książka pisana przez nastolatkę. Jest to dość mocno odczuwalne, a i samą książkę momentami trudno mi się czytało – nieco detektywistyczna, momentami tak dramatyczna, że aż teatralna fabuła oparta na coraz bardziej niebezpiecznych psotach nieuchwytnej szkolnej grupy anarchistów jest dość mało realistyczna i wypada szczególnie blado na tle maniakalno-depresyjnych obsesji głównej bohaterki. Bo te dla odmiany dają do myślenia.

To historia o depresji, smutku, wrażeniu wyobcowania i niedopasowania, przyjaźni, potrzebie celu i poczuciu niesprawiedliwości. O przytłaczających, obezwładniających uczuciach. O dwóch osobach nie radzących sobie z własnymi emocjami i oczekiwaniami innych, które odkrywają, że lepiej im w swoim towarzystwie, niż w samotności. O potrzebie buntu i dziecięcych marzeniach. I o tym, co uderzyło mnie najbardziej, czyli o porażkach rodzicielskich, braku zainteresowania i bierności dorosłych, którzy nie zauważają nie tylko tego, że ich dziecku wali się świat, ale nawet najprostszych faktów, jak to że przestało sypiać, czy nie wstaje z łóżka.

„Nie sądzę, by mama zbytnio mnie lubiła. To nie ma znaczenia, bo ja w gruncie rzeczy też jej nie lubię”.

Właściwie wszystkie przejawy zainteresowania pogarszającym się stanem bohaterki pochodzą od jej rówieśników, tylko jeden z nauczycieli odrobinę ratuje wizerunek dorosłych.

Brakowało mi tu trochę nazywania rzeczy po imieniu i fachowej pomocy, choć dzięki temu książka nie ma ani kropli wydźwięku dydaktyczno-moralizatorskiego, tak niestrawnego dla odbiorców w podobnym wieku.

Mimo to mam nadzieję, że wszyscy bohaterowie, w jakiejś rzeczywistości, w której książkowe historie toczą się dalej własnym życiem, otrzymają wsparcie nie tylko od przyjaciół, a dorośli nareszcie się obudzą. A czytelnicy, którzy odnajdą w Tori swoje odbicie, nie zawahają się szukać pomocy, choćby wykorzystując spis telefonów i organizacji z istotnych stron.

Alice Oseman, Solitaire, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2023, 320 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Jaguar.

Bajki Majki: „5 nocy do Gwiazdki” Jimmy Fallon

Ten pięknie ilustrowany, utrzymany w nastrojowych granatach picturebook to kwintesencja dziecięcej radości, ekscytacji i niecierpliwości związanych z oczekiwaniem na Święta.

Psotne rodzeństwo odlicza ostatnie dni i noce do Gwiazdki – robią rachunek sumienia związany z grzecznością i pilnowaniem domowych obowiązków, stroją choinkę, wyjadają słodkości, marzą o zabawkach, cieszą się z padającego śniegu, słuchają świątecznych piosenek, szykują mleko i ciasteczka…. i wypatrują, wypatrują, wypatrują. Dlaczego czas tak się wlecze? Szczególnie, kiedy z ekscytacji każdej upływającej nocy nie można zasnąć?

Bo czasami najbardziej magiczne i wyjątkowe jest samo oczekiwanie.

Cudowna pod względem wizualnym, pełna humoru, nastrojowa, wspaniale oddaje zarówno klimat oczekiwania na Boże Narodzenie, jak i dziecięce emocje. Napisana wpadającym w ucho wierszem w tłumaczeniu Michała Rusinka, bardzo prawdziwa, w dzieciach wzmagająca niecierpliwość, a w dorosłym czytelniku wzbudzająca poczucie nostalgii. Nie sposób przeczytać bez uśmiechu.

Jimmy Fallon, 5 nocy do Gwiazdki, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 34 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Wilga.

Czas na czytanie: „This Winter” Alice Oseman

Jak nowelka „Nick i Charlie” nie do końca spełniła moje oczekiwania, tak „This Winter” już jak najbardziej trzyma poziom „Heartstoppera”. Choć została napisana jeszcze przed powstaniem samego komiksu, jako dodatek do pierwszej powieści autorki – „Solitare” – poświęconej Tori. Fragment tej powieści został dołączony do nowelki, tak na zaostrzenie apetytu przed nowym wydaniem.

I to właśnie Tori jako pierwsza zabiera głos dzieląc się swoimi przemyśleniami na bieżących temat Świąt. Bo też książka została podzielona na trzy części, a każda z nich przedstawia perspektywę innego bohatera – każdego z trójki rodzeństwa Springów. I chociaż Boże Narodzenie w tym pełnym introwertyków domu zawsze wychodziło nieco niezręcznie, to jest szczególne – są to pierwsze Święta po pobycie Charliego w szpitalu psychiatrycznym. I chyba wszyscy nie bardzo wiedzą jak sobie z tym poradzić, co oczywiście skutkuje spektakularną świąteczną awanturą.

„Dogadujemy się, ale nigdy nie rozmawiamy o niczym ważnym. Nie rozmawiają nawet otwarcie o problemach Charliego, chociaż teraz się już leczy. Myślałam, że coś się zmieni, że będziemy trochę bardziej wprost mówić o naszych uczuciach”.

Jak zwykle jest to opowieść o miłości, nie najłatwiejszych relacjach rodzinnych i związanych z nimi konfliktach, o trosce i wsparciu. O chorobach psychicznych, rozmawianiu o nich i związanym z nimi tabu – o depresji i zaburzeniach odżywiania, które potrafią szczególnie dać się we znaki podczas Bożego Narodzenia. I oczywiście o uczuciach i ich wyrażaniu – tak problematycznym na co dzień i od święta. O wrażliwości i delikatności. O rodzinie i sile, jaka w niej drzemie.

„Wydaje mi się (…) że czasem tak bardzo boisz się być ciężarem, że nie potrafisz poprosić o pomoc. A przecież wokół ciebie jest mnóstwo ludzi, którzy byliby dla ciebie wsparciem, gdybyś tylko powiedział, czego potrzebujesz”.

Oczywiście nie zabrakło typowych dla stylu autorki komiksowych ilustracji urozmaicających lekturę i kilku słów na temat bohaterów na koniec – tym razem w formie ich listów do Mikołaja.

Jak zwykle urocza i pełna uniwersalnej mądrości, choć boleśnie króciutka. Warto poświęcić jej godzinkę przy choince, w ferworze przedświątecznych przygotowań. I znaleźć potem jeszcze równie drobną chwilkę na refleksję o rodzinie i wspieraniu najbliższych w codziennej walce z ich większymi i mniejszymi trudnościami.

„Wystarczy być. Pomagać, kiedy pomoc jest potrzebna. Starać się zrozumieć, nawet kiedy nie rozumie się wszystkiego”.

Alice Oseman, This winter. Heartstopper. Nowela, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 144 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Jaguar.

Czas na czytanie: „Pierścień ognia” Marah Woolf

„Berło światła” podobało mi się tak sobie – fajny pomysł na przygodę ale mocno średni wątek romansowy i męczący bohaterowie. Mimo to dałam szansę drugiemu tomowi z nadzieją, że poszukiwanie skarbów z każdym krokiem będzie coraz bardziej wciągające, a traumatyczne przeżycia bohaterów zmuszą ich do dorośnięcia. Przynajmniej Taris.

Niestety.

Całą książkę można podsumować jednym cytatem:

„Ilekroć znajduję się w pobliżu Nefretari, przychodzą mi do głowy idiotyczne myśli i zachowuję się jak jaskiniowiec”.

Po lekturze pierwszej części podejrzewałam, że autorka wykreowała swoich bożków (jakkolwiek nieudolnie) na wzór tych mitologicznych – jako bardzo ludzkich, pełnych słabostek i targanych namiętnościami. Teraz mam wrażenie, że wzorowała się raczej na grupie przedszkolaków. Tylko do ich poziomu rozwoju emocjonalnego dodała opętanie seksem.

Książka jest strasznie przegadana, mamy tu mnóstwo wielkich postanowień od których odchodzi się po upływie zaledwie pół strony, gróźb rzucanych na wiatr i wielkich słów nie mających żadnego pokrycia w czynach. A także obrażania się, stroszenia piórek, bezsensownych kłótni i przepychanek, chowania w kącie i zachowania typu „na złość mamie odmrożę sobie uszy”.

„Naburmuszona biorę wyszywaną poduszkę, siadam w kącie po turecku, przyciskam ją do brzucha i postanawiam ignorować Azraela. Jak śmiał!”.

Zraniona, okłamana i zdradzona Taris po kilku dniach „odpoczynku” od swojego anioła na nowo chodzi z nim za rączki, bo nie potrafi się powstrzymać na widok jego boskiego ciała. I uczucia te są całkowicie odwzajemnione, bo silne przyrzeczenie zaprzestania zabawy uczuciami śmiertelniczki wyparowują na jej widok.

Chociaż było parę wątków, które mi się podobały – np. związany z Platonem, czy postać Kimmy, która jako jedyna trzyma poziom – to jednak mam wrażenie, że cała część przygodowa zostaje coraz bardziej i bardziej zepchnięta na margines i staje się jedynie pretekstem do przedstawienia tego żenującego romansu.

Niestety umęczyła mnie ta książka strasznie i finałowy tom już sobie odpuszczę. Nie ukrywam, że to dla mnie spore zaskoczenie, bo trylogia „Trzy czarownice” tej samej autorki bardzo mi się podobała i reprezentowała zupełnie inny poziom.

Marah Woolf, Pierścień ognia, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 480 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Jaguar.

Grajki Leona i Majki: „Pędzące żółwie. Wyścig do choinki”

Przedświąteczna wersja hitowej gry „Pędzące żółwie” w zimowej szacie graficznej i z sałatą ukrytą pod choinką.

Zasady są takie same, jak w podstawowej wersji gry – kto pierwszy dotrze do choinki, wygrywa. Kłopot w tym, że nie wiadomo który pionek jest czyj, bo losowanie kolorów to tajna sprawa (chyba, że gramy z młodszymi żółwiolubami i chcemy sobie nieco ułatwić rozrywkę modyfikując zasady. Ale ciekawiej jest nie wiedzieć), a wszyscy gracze mogą poruszać się dowolnymi żółwiami – w granicach wyznaczonych przez karty ruchu, jakie mają w dłoni. Można też wdrapać się na skorupę innego żółwia i przebyć część trasy „na gapę”.

To jedna z gier wymagających minimalnych przygotowań i maksimum strategii urozmaiconej o element losowy. W końcu nie mamy wpływu na karty, które daje nam los, ale to już nasza sprawa, w jaki sposób je wykorzystamy. Sympatyczna i klimatyczna, fajny sposób na rodzinne urozmaicenie adwentowego oczekiwania.

„Pędzące żółwie. Wyścig do choinki”
Autor: Reiner Knizia
Czas rozgrywki: 20 minut
Liczba graczy: 2-5
Sugerowany wiek: 5+
Wydawnictwo: EGMONT

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z wydawnictwem EGMONT.

Bajki Leona i Majki: „Poznajemy balet. Opowieść muzyczna” Ginnie Hsu

Nie wiedziałam, że ten dzień kiedykolwiek nadejdzie, ale jednak! Uwaga uwaga, przed państwem pierwsza książeczka z dźwiękami…. która mnie nie wkurza! A to nie mały wyczyn, bo chyba wszystkie mamy mają dość sceptyczny stosunek do wszędobylskich grających zabawek (wprost proporcjonalnie do entuzjazmu, z jakim reagują na nie dzieci). Tutaj jednak dźwięki nie są nadmiernie głośne, piskliwe ani natrętne. I nic dziwnego, bo to chyba najbardziej znane motywy z muzyki klasycznej.

„Poznajemy balet” to opowieść muzyczna – mała encyklopedia przybliżająca młodym czytelnikom magiczny świat baletu. Każda z 10 rozkładówek została poświęcona jednemu z najsłynniejszych przedstawień baletowych w historii. Krótko przybliżono fabułę każdego z baletów oraz wybrano kilka ciekawostek na jego temat, porozmieszczanych wśród bogactwa delikatnych, lekkich jak taneczne podskoki ilustracji. Z każdego z przedstawień wybrano również kilka figur tanecznych do omówienia w różowych ramkach w towarzystwie ich tajemniczych nazw i ustawionych odpowiednio długonogich tancerzy.

No i najbardziej atrakcyjna część – na każdej stronie jest też ukryty symbol nutki, który po naciśnięciu odtwarza króciutki fragment utworu – motywu przewodniego z przedstawienia. Na ostatnich stronach każdej nutce towarzyszy dominujący w utworze instrument muzyczny wraz z ilustracją i krótkim opisem.

Książka jest wyjątkowo ładnie wydana – ma format A4, twardą oprawę ze złoconymi elementami i bardzo ładne ilustracje. Świetnie sprawdzi się jako prezent dla starszego przedszkolaka czy młodszego szkolniaka zainteresowanego muzyką i tańcem.

Ginnie Hsu, Poznajemy balet. Opowieść muzyczna, Warszwa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 22 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem HarperKids.

Czas na czytanie: „Icebraker” A. L. Graziadei

Pierwsze wrażenie, jakie zrobił na mnie „Icebreaker” nie należało do najlepszych – przez mniej więcej połowę strasznie ją męczyłam – główny bohater okazał się tak sfrustrowaną, zadufaną w sobie i trudną do polubienia postacią, że aż nie miałam ochoty o nim czytać.

Drugą trudność sprawiało mi odnalezienie się w amerykańskiej rzeczywistości. Wiele aspektów – od zasad gry w hokeja czy lacrosse, przez proces trenowania młodego zawodnika czy mechanizm rekrutacji młodzików do zawodowych drużyn aż po zwyczaje i organizację życia studenckiego w koledżu (czy spolszczenie tego słowa tylko dla mnie wygląda bardzo źle?) – było dla mnie nowe i nienaturalne, sporo musiałam doczytywać i się domyślać, przez co czytało się mniej płynnie. Z trzeciej strony lubię dowiadywać się czegoś nowego przy okazji lektury.

Ale im dalej w fabułę, tym książka bardziej się broniła.

Stopniowo poznajemy przyczyny nastawienia Mickey’ego i nagle historia sportowej rywalizacji o pierwsze miejsce w rankingach staje się historią o duszącej presji. Kiedy oczekuje się od nastolatka dorównania dokonaniom ojca i dziadka, a każdy dzień podporządkowany jest próbom sprostania oczekiwaniom hokejowego świata, mierzeniu się z mediami i byciu ocenianym przez pryzmat swojego nazwiska, trudno mu być duszą towarzystwa.  A tak wysokie wymagania potrafią zabić każdą pasję.

To też – a może przede wszystkim – pełna wzlotów i upadków historia zmagań z depresją, do czego nie jest łatwo przyznać się w przesiąkniętym toksyczną męskością świecie brutalnego sportu. Nawet przed samym sobą.

„Staram się przekonać samego siebie, że mam prawo tak się czuć pomimo przywilejów, którymi obdarzyło mnie życie, i mimo iż nigdy nie przytrafiło mi się nic naprawdę złego”.

Bardzo podobało mi się poprowadzenie wątku związanego z orientacją seksualną bohaterów i szukania miejsca dla bycia sobą w homofobicznym otoczeniu. Chociaż ta książka to w dużej mierze romans, pociąg do drugiego mężczyzny bynajmniej nie jest tu kreowany na główny problem i nie dominuje ani nad problemem choroby psychicznej ani nad wątkiem rywalizacji, co dodaje mu autentyczności. Dla chłopaków dużo większym kłopotem jest pociąg do rywala, niż pociąg do drugiego chłopaka, pod tym względem jest to jeden z najbardziej dojrzałych aspektów tego szkolnego zauroczenia będącego typowym enemies to lovers.

„Nie ma nic wstydliwego w zwracaniu się o pomoc”.

Jest to też opowieść spełniająca marzenie o większej inkluzywności świata sportu – mamy tu młodych zawodników o różnych kolorach skóry, coraz bardziej otwartych na rożne typy seksualności, sporą dawkę girl power, a nawet reprezentację związku poliamorycznego.

Podsumowując – mimo trudniejszego początku warto więc dać jej szansę, bo to całkiem mądra, wielowątkowa książka, nie tak bardzo oczywista, jak to by się mogło na początku wydawać. O dojrzewaniu i szukaniu pomysłu na życie. O konflikcie między zobowiązaniami i lojalnością wobec rodziny, a własnym szczęściem, o stawianiu czoła presji i depresji. O trudnych relacjach rodzinnych i prawdziwej przyjaźni, która nie daje się odstraszyć. O sporcie, pasji i pierwszej miłości.

A. L. Graziadei, Icebreaker, Warszawa: Wydawnictwo You&YA, 2022, 320 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem You&YA.

Grajki Leona i Majki: „Pucio. Plan dnia” Marta Galewska Kustra

Do gier i zabawek inspirowanych puciowersum dołączył właśnie świetny gadżet edukacyjny dla przedszkolaków – planer dnia.

Zestaw składa się z magnetycznej tabliczki, którą można postawić lub położyć na płasko oraz 59 magnesów z obrazkami i napisami. Znajdziemy na nich przedstawienia codziennych czynności – między innymi posiłki, mycie ząbków, ubieranie się, pomoc w gotowaniu, drogę do przedszkola, wyjście na plac zabaw, sprzątanie czy drzemkę; wyjątkowe sytuacje – jak na przykład wizytę u lekarza, branie leków, wyjście do kina czy na basen oraz specjalne okazje – otwieranie gwiazdkowych prezentów, bal przebierańców, urodziny, Dzień Babci i Dziadka. Poza czynnościami w skład zestawu wchodzą tabliczki z dniami tygodnia i porami dnia.

Układając magnesy wraz z rodzicem, maluch może wziąć udział w planowaniu dnia, co będzie pomocą w ogarnianiu codziennej rutyny, pamiętaniu o obowiązkach i oswajaniu trudniejszych sytuacji, jak choćby wizyta u lekarza czy u dentysty. Przyda się również w nauce rozumienia upływającego czasu, nauce pór dnia i dni tygodnia.

Samo korzystanie z zestawu jest bardzo proste – na górze tabliczki umieszczamy magnes z nazwą dnia tygodnia, a z jednej strony w odpowiedniej kolejności układamy pory dnia i na tak przygotowanej tabliczce planujemy wraz z dzieckiem kolejne czynności na nadchodzący dzień, które możemy później np. ściągać po ich wykonaniu lub po prostu sprawdzać czy wszystkie zadania przed porą na oglądanie bajek zostały wykonane.

Proste a pomysłowe i bardzo ułatwiające życie. I oczywiście z ulubionym bohaterem maluchów w roli głównej!

„Pucio. Plan dnia”
Autor: Marta Galewska-Kustra
Ilustracje: Joanna Kłos
Ilość elementów: 59 magnesów + tablica
Sugerowany wiek: 2+
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Nasza Księgarnia.