Okołoksiążkowy miszmasz: Wielka Wymiana Książkowa #przeczytajipodajdalej5

Kolejna edycja Wielkiej książkowej wymiany, ale się cieszę – druga tak wyczekiwana okazja, zarea po wioścnie! Ostatnim razem, dzięki zdobytej w ten sposób książce odkryłam twórczość Magdaleny Knedler, ciekawe jakie zdobycze czekają na mnie tym razem.

Wydarzenie organizowane jest przez Magdę z bloga SAVE THE MAGIC MOMENTS i Dagę SOCJOPATKĘ, za co jak zwykle jestem niesamowicie wdzięczna i bardzo podziwiam, bo sama jestem organizacyjną gułą i totalnym beztalenciem w ogarnianiu czegokolwiek poza własnym życiem (i samego życia też…). Akcja toczy się przede wszystkim na powyższych blogach, gdzie znajdziecie linki do ofert wszystkich biorących udział blogerów i spisy książek od osób nieblogujących (szukajcie ich w komentarzach) oraz na facebookowym wydarzeniu i instagramie (fotki z hasztagiem #przeczytajipodajdalej5).

To świetny sposób na zdobycie fantastycznych pozycji praktycznie za bezcen, bo jedynym kosztem jest wysyłka (chyba, że któryś z amatorów pozycji z mojej biblioteczki ma przy okazji ochotę na kawę i ploty na terenie Gdańska, wtedy już zupełna darmoszka). No i jak wiadomo, ofiarowanie książkom drugiego (a później zapewne i kolejnych) życia to super sprawa – nie ma co ukrywać, nie do wszystkich książek będziemy jeszcze wracać a na nowe pozycje trzeba zrobić miejsce.

Cała akcja trwa od dziś do 22.04, ale kto pierwszy, ten lepszy ;)

Tym razem sukcesywnie zbierałam egzemplarze na wymianę w Wymianowym Kartonie. Potem w pękającym w szwach Wymianowym Kartonie, a na koniec jeszcze na stosie na Wymianowym Kartonie. Oto one:

 

Egzemplarze pełnowartościowe:

  1. Małgorzata Łukowiak „Projekt Matka” – stan idealny. -> wymienione z Socjopatka
  2. Anna Klejzerowicz „Sąd Ostateczny” – stan idealny.
  3. Bruce Cameron „Psiego najlepszego” – stan idealny.
  4. Sylwia Trojanowska „Szkoła latania” – stan idealny, nigdy nie czytana.
  5. Leigh Bardugo „Ruina i rewolta” – stan idealny, nigdy nie czytana (posiadam 3 sztuki).
  6. Terry Pratchett „Niewidoczni akademicy” – stan idealny. -> wymienione z Paweł Maj
  7. Michael Breus „Potęga kiedy” – stad dobry -> wymienione z Nie Tylko Różowo
  8. Janina Lesiak „Wspomnienie o Cecylii smutnej królowej” – stan idealny.
  9. Adina Grigore „Szczęśliwa skóra” – stan idealny.

 

Egzemplarze recenzenckie:

  1. Michał R. Wiśniewski „Hello world” – stan dobry, pieczątka sztukareta i wgniecenie grzbietu.
  2. Robin Cook „Szarlatani” – stan idealny, pieczątka Sztukatera.
  3. Małgorzata Falkowska „Poszukiwani, poszukiwany” – stan idealny, pieczątka Sztukatera.
  4. Michael Hastings „Wszyscy ludzie generała” – stan idealny, egzemplarz przed ostateczną korektą.
  5. Tetuya Honda „Przeczucie” – stan idealny, egzemplarz przed ostateczną korektą.
  6. Lauren Blakely „Pan Wyposażony” – stan idealny, pieczątka Sztukatera.

 

Dla dzieci:

  1. Marta Galewska- Kustra „Pucio i ćwiczenia z mówienia” – zdublowany prezent. -> wymieniona z mama_socjolog
  2. Daniel Napp „Pan Brumm obchodzi Boże Narodzenie” – stan idealny.
  3. „Wielkie problemy ze snem małej słonicy Eli” – stan dobry.
  4. „O króliku, który chce zasnąć” – stan idealny.
  5. Brandon Mull „Baśniobór. Księga wyobraźni” – nowa, stan idealny. -> wymieniona z retromoderna

 

Jeśli coś wpadło Ci w oko, zostaw swój wymianowy stosik w komentarzu. Bez problemu mogę też zrobić więcej zdjęć, daj znać ;)

Okołoksiażkowy miszmasz: Zaczytane Maluchy w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Gdańsku.

Czy Wasze dzieci chodzą do biblioteki? Ja osobiście swoją przygodę z tą instytucją rozpoczęłam dopiero w szkole podstawowej, ale czasy trochę się zmieniły, a biblioteki zmieniły się bardzo i moja Majka została pełnoprawną czytelniczką już w pierwszym roku życia.

Jeśli ten krok jeszcze przed Wami, to zbliża się świetna okazja, by go wykonać. Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Gdańsku przyszykowała wyjątkowy projekt skierowany do dzieci w wieku od 0 do 6 lat. Każdy zaczytany maluszek, który po raz pierwszy zgłosi się do biblioteki (wraz z opiekunem! Ktoś musi wypełnić kartę z danymi osobowymi i mieć dowód osobisty ;)) otrzyma tzw. pakiet startowy, czyli pierwszą kartę do kultury respektowaną we wszystkich filiach WiMBP, paszport małego czytelnika oraz gustowną torbę na książeczki. A wszystko to z wizerunkiem sympatycznego Szopa Gustawa.

 

Uwaga! Pakiet malucha będzie można odebrać w każdej filii poza Filią Naukową na Przymorzu i Biblioteką pod Żółwiem! Warto również przypomnieć, że karta do kultury to nie tylko zwykła karta biblioteczna, ale również źródło zniżek u wielu partnerów związanych z kulturą. Więcej informacji TUTAJ.

Sam paszport pełen jest zwierzątek (moim faworytem jest Zając Pasztet, Majka natomiast zapałała miłością do Jamnika Wolumina), którzy z humorem pomogą maluszkowi w stawianiu pierwszych bibliotecznych kroków. Do paszportu można wpisać datę pierwszej wizyty i zbierać pieczątki przy okazji każdych odwiedzin . Po zebraniu pięciu pieczątek na książkowego molika czeka nagroda – książeczka napisana przez bibliotekarzy, a przy 10 wizycie maluch może odebrać order czytelnika. Czyż nie brzmi zachęcająco? Nie wspominając już o kolorowankach, łamigłówkach i grze do samodzielnego wykonania.

Na wszystkie moliki, które zostaną uhonorowane orderem czeka zaproszenie na galę zaczytanych maluchów, która odbędzie się w styczniu 2019 i stanie się coroczną imprezą dla najmłodszych użytkowników biblioteki.

Akcja rusza w poniedziałek 9go kwietnia, ale inauguracja odbędzie się już w najbliższą sobotę w Bibliotece Manhattan. Z okazji Światowego Dnia Książki Dziecięcej czeka na najmłodszych mnóstwo atrakcji. Poza możliwością zapisania maluszka do biblioteki i odebrania pakietu startowego będzie można wziąć udział w turnieju gry „Mistrz bajek” i warsztatach plastycznych, a także obejrzeć pokaz iluzji i spektakl „Mała Syrenka” Teatru Qfer. Więcej informacji o wydarzeniu wraz z jego szczegółowym planem znajdziecie TUTAJ.

A jeśli nie możecie wpaść w sobotę i z jakiegoś powodu boicie się odwiedzić bibliotekę sami, to:

  1. Nie ma się czego bać.
  2. Zawsze możecie wziąć znajomych.
  3. Albo przyjść na zorganizowane zajęcia, gdzie spotkacie innych małych czytelników. My z Majką co jakiś czas uczestniczymy w spotkaniach Klubu ToTu odbywających się mniej więcej co dwa tygodnie w filii dziecięcej nr 25. Poza świetną zabawą, wymianą doświadczeń, ploteczkami i książkowymi poleceniami zawsze czeka prosta, ale efektywna praca plastyczna dla maluszków. Polecamy bardzo!

Wasze maluszki są już zapisane do biblioteki? Nic straconego. Jeśli chcecie, problemu wymienicie ich karty na te z dziecięcą szatą graficzną. Bez problemu weźmiecie też udział we wszystkich pozostałych elementach akcji.

To co? Do zobaczenia w bibliotece!

Okołoksiązkowy miszmasz: Pierwsze Gdańskie Targi Książki 16-18.03.2018

Trudno o miasto bardziej handlowe niż Gdańsk. Co jak co, ale targ książki naprawdę były tu potrzebne i to marzenie nareszcie się spełniło. Zapraszam na moje wrażenia z wizyty na pierwszych Gdańskich Targach Książki!

Choć cała impreza rozplanowana została na trzy dni, udało mi się wziąć udział wyłącznie w sobotniej części. I może całe szczęście, bo z moim książkowym zakupoholizmem, trzydniowe szaleństwo mogłoby skończyć się tragicznie dla stanu finansów mojej rodziny. Bo oczywiście poszłam „tylko pooglądać”, a wyszło jak zwykle

Pierwsza edycja Gdańskich Targów odbyła się w historycznym budynku Filharmonii Bałtyckiej – dawnej hali turbin miejskiej elektrowni. Wybór tak ciekawego budynku, a także udział przede wszystkim mniejszych, trudniej rozpoznawalnych wydawnictw przesądził o kameralnym klimacie wydarzenia. Przyznaję jednak, że z punktu widzenia matki z dzieckiem w wózku, lub osoby z niepełnosprawnością ruchową wybór miejsca mógł wydawać się znacznie mniej czarowny – spora część stoisk była dla nich nie dostępna ze względu na dużą ilość schodów.

Zapewne ze względu na ograniczoną ilość miejsca, część wydarzeń towarzyszących imprezie zaplanowano w innych instytucjach kultury rozsianych po głównym i starym mieście – w obu siedzibach Nadbałtyckiego Centrum Kultury, Instytucie Kultury Miejskiej, jednej z filii Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej, a nawet we wrzeszczańskiej Sztuce Wyboru. Przyznaję, że lodowaty wiatr bardzo szybko rozwiał moje plany dotyczące udziału w jednym ze spotkań autorskich poza samą Filharmonią, ale gdybym nie miała Gdańska na co dzień i przyjechała na targi z daleka, połączenie książkowej imprezy ze zwiedzaniem zabytkowego centrum miasta byłoby dla mnie dużym plusem. Moim zdaniem to super pomysł – szczególnie, że przejrzysty plan wydarzeń zawiera również całkiem czytelną mapkę (choć może warto byłoby poświęcić więcej uwagi dojazdowi do Wrzeszcza, na przykład poprzez podanie alternatywnych środków komunikacji miejskiej).

Drugą wielką siłą targów, poza niebanalnym, nastrojowym miejscem, był udział niewielkich, mniej znanych wydawnictw, które zazwyczaj giną gdzieś w natłoki gigantów. Jestem również bardzo pozytywnie zaskoczona silną reprezentacją instytucji kultury – swoje stoiska miały między innymi gdańska i gdyńska biblioteka publiczna, Nadbałtyckie Centrum Kultury, Gdańska Galeria Miejska, czy Europejskiej Centrum Solidarności. Mam wrażenie, że ta impreza dała możliwość poznania czegoś zupełnie nowego.

Podobnie literatura dziecięca miała wielu ciekawych reprezentantów, co było super – przynajmniej z mojej perspektywy. Naprawdę było w czym wybierać!

Pod względem organizacyjno-komunikacyjnym widać było, że jest to pierwsza edycja imprezy – plan wydarzeń pojawił się późno, a i o wiele szczegółów trzeba było dodatkowo dopytywać, najczęściej z apośrednictwem facebooka. Osobiście bardzo zabolała mnie… cena torby z logo targów. Nie mogłam nie skusić się na torbę z lwem, zwłaszcza, że samo logo uważam za bardzo udane, ale łamałam się baaardzo długo – za te fundusze spokojnie mogłabym kupić dobrą książkę na większości stoisk. Opłata za wstęp była raczej symboliczna – 5 zł za dwa dni, ale nie ukrywam, że bezpłatna wejściówka byłaby miłym gestem. Jednak, jak się później okazało, o taki gest trzeba było się długo i intensywnie dopominać ;) Są to jednak szczegóły, które z pewnością można poprawić w kolejnych edycjach.

Moim zdaniem nieszczególnie trafiony był sam termin – pokrywał się między innymi z dwoma dużymi warszawskimi imprezami literackimi – Targami Fantastyki i targami literatury dziecięcej Przecinek i Kropka.

Prawdę mówiąc liczyłam również na bardziej atrakcyjne ceny. Chociaż udało mi się „upolować kilka okazji”, większość wydawnictw zdecydowała się na rabaty wysokości 10-20%, co przy ofertach księgarni internetowych nie wystarczy, by skusić kupującego. Szczególnie, kiedy przekłada się na zniżkę 5-7 złotych od ceny okładkowej.

Spotkań autorskich nie było wiele, ale brzmiały całkiem zachęcająco. Podobał mi się ich szeroki przekrój tematyczny – były spotkania między innymi z dziedziny podróży, reportażu, muzyki i sztuki, czy – najbardziej chyba popularne – z popularnymi autorkami kryminałów. Na żadne z nich nie dotarłam, ale udało mi się zdobyć kilka autografów. W tym przypadku po raz kolejny dużym plusem okazała się kameralność imprezy – zaczęłam swoje „zwiedzenie” w sobotę około 10:30 i bez najmniejszego problemu mogłam podejść do każdego ze stoisk, podotykać, pooglądać i porozmawiać. Później podobno zrobił się większy tłum, ale nie ma żadnego porównania z kilkugodzinnymi kolejkami, które pamiętam z warszawskich targów.

DSC_1059a

Osobiście poświęciłabym trochę więcej miejsca na gastronomię i „strefę chillout” – targi okazały się świetnym miejscem spotkań i z przyjemnością poświęciłabym więcej czasu na książkowe ploty przy kawie. Ewa, Aleksandra, Dominika, Zuza, Dorota – wielkie dzięki za świetnie spędzone przedpołudnie, dałybyśmy radę nawet z ciastkiem na parapecie!

Uwielbiam próbować nowości i miałam ku temu wiele świetnych okazji. Chętnie podzielę się z Wami moimi największymi targowymi odkryciami:

Wydawnictwo Wolno – o którym nie słyszałam wcześniej ani słowa, przyciągnęło mnie z daleka ilustracjami Gosi Herby. Okazali się być skarbnicą przepięknych pozycji – zarówno pod względem literackim, jak i wizualnym. Wydają książki dla małych i dużych czytelników zręcznie łączące teks z obrazem. Z bólem serca odeszłam od ich stoiska tylko z książką „Lodorosty i bluszczary”, bo ofertę mieli fantastyczną – niewielką, ale dopieszczona w każdym szczególe – i przy tym chyba najlepsze promocje na całych targach. Na pewno będę do niech wracać!

DSC_1050

Wydawnictwo Literatura – na które nie trafiłam wcześniej chyba dlatego, że swoją ofertę kierują do nieco starszych odbiorców niż moja Maja. Ale i tak zakupiłam co nieco „na wyrost” i zachowam ich w pamięci.

„Niedobry kotek” Adam Stower, Wydawnictwo Łajka – na kotka wymiękłam totalnie, a odejście od stoiska Jacobsonów tylko z tą jedną pozycją wcale nie było łatwe, bo mieli piękną ofertę książeczek dla dzieci i gier edukacyjnych.

DSC_1048

Podsumowując: To prawda, trochę czepiam się szczegółów, ale moje wrażenia z Gdańskich Targów są bardzo pozytywne. Atmosfera była super, trochę zbankrutowałam (prawie wszędzie można było płacić kartą i to własnie mnie zgubiło!), ale wyszłam obładowana jak wielbłąd i spędziłam fantastyczny dzień. Już nie mogę doczekać się kolejnych!

 

Okołoksiążkowy miszmasz: 2018 – rok wyzwań

Dotychczas nigdy nie poświęcałam zbyt wiele uwagi akcjom mającym na celu liczenie albo porządkowanie przeczytanych książek – zawsze wydawało mi się, że jestem na to za mało obowiązkowa. Bardzo ładnie widać po moich stosach wstydu i miesięcznych planach czytelniczych, których nigdy nie potrafię dotrzymać, że wybór lektury to u mnie bardzo spontaniczna kwestia. A dwa czynniki – czytanie przede wszystkim dla przyjemności i fatalne wyniki z matematyki – demotywują mnie do liczenia, chociaż pod koniec roku zerkam zwykle na statystyki.

Nie wiem, czy tak było zawsze i ja po prostu przegapiłam tą część internetu, czy to jakaś nowa moda, ale zauważyłam ostatnio prawdziwy wysyp czytelniczych wyzwań – jedno ciekawsze od drugiego – i powiem szczerze, że obok niektórych z nich nie potrafię przejść obojętnie.

Wybrałam kilka najciekawszych, na które po prostu muszę się skusić, i na ich przykładzie przetestuję ten rodzaj motywacji.

Przeczytam 52 książki w 2018 – dotychczas to wyzwanie wychodziło mi samo z siebie i okazywało się miłą niespodzianką pod koniec roku – w 2017 również się udało, bo naliczyłam 58 książek. Ale liczyć na bieżąco naprawdę nie potrafię, więc pewnie jak zwykle wszystko okaże się dopiero po fakcie.

WyPożyczone 2018, czyli wyzwanie czytelnicze Marty z Rudym Spojrzeniem – wszystko co trzeba zrobić, to pożyczać książki! Z bibliotek (zarówno stacjonarnych, jak i internetowych) albo od znajomych. Z biblioteki korzystamy często, szczególnie jeśli chodzi o lektury Majki. Ja bardzo chętnie wypożyczam literaturę młodzieżową, po prostu nie mam już miejsca na te wszystkie serie, z którymi chciałabym się zapoznać. Nie miałam pojęcia jaką liczbę książek zadeklarować, więc podejmując z Bobasą to wyzwanie idziemy na żywioł!

WyPożyczone

22 minuty dziennie wraz z Tak Czytam – to trochę wyzwanie dla komfortu psychicznego, bo czytam dużo więcej niż te 22 minuty każdego dnia, chociażby samej Majce. Ale nie zawsze trzeba przecież dążyć do nie wiadomo jak wygórowanych celów. A taka chwila z książką powinna być zawsze w zasięgu.

Czytelnicze Podróże w Nieznane – bookchallenge Uwaga Czytam – to chyba najfajniejsza lista literackich tematów na jaką trafiłam, aż od razu chce się zabrać za czytanie. Co ważne, nie jest za bardzo rozbudowana, a jednego wyzwania miesięcznie spokojnie mogę się podjąć. Szczególnie, że hasła pozostawiają dużą swobodę interpretacji.

Book challange 2018 v2

Olimpiada Czytelnicza u Pośredniczki Książek – co do tego wyzwania mam najwięcej wątpliwości, bo jednak dużo większą wagę przykładam do przyjemności czytania, niż do ilości. W tym wyzwaniu liczą się przeczytane strony, a ja mam w planie nadrobić parę konkretnych cegłówek, które zbyt długo już kurzą się na regale, więc każda dodatkowa motywacja jest mile widziana.

OP2018

I jeszcze dwa moje prywatne wymysły:

Przede wszystkim postaram się wytrwać w postanowieniu nie zabierania się za nową książkę dopóki nie napiszę chociaż krótkiej notatki o poprzedniej – w przeciwnym razie byłabym stale w czytelniczym ciągu i nigdy nie napisałabym żadnej recenzji (w zeszłym roku prawie się udało – odpuściłam jedną recenzję w święta i po dziś dzień przeczytana książka czeka na recenzję zerkając na mnie z wyrzutem).
A zauważyłam, ze spisywanie wrażeń z lektury sprawia, że zwracam uwagę na więcej szczegółów i lepiej zapamiętuję samą treść. Gimnastyka dla mózgu + fun to idealne połączenie. Warto w tym celu zmusić się do odrobiny samodyscypliny.

Ponadto mam silne postanowienie przeczytać przynajmniej 20 pozycji z moich licznych stosów i półek wstydu. Podobno jak się o czymś napisze (i to publicznie!) to łatwiej potem dotrzymać obietnicy. Liczę na to!

Okołoksiążkowy miszmasz: Spotkajmy się w Gdyni IV – 21.10.2017

Czy można zorganizować spotkanie dla blogerek, które przebiegnie w przesympatycznej atmosferze, będzie w 100% przyjazne mamom z dziećmi i jednocześnie zapewni dużą dawkę wiedzy? Jak widać tak!

Marta z Rudym Spojrzeniem i Żaneta z Mother and Son zadbały o imprezę idealną – w niesamowicie eleganckich wnętrzach Hotelu Faltom, (którego nigdy nie spodziewałabym się w niekoniecznie atrakcyjnej wizualnie okolicy, jaką jest granica Gdyni i Rumii), z pysznym tortem od Cake by Me i mnóstwem atrakcji.

Na „Spotkajmy się w Gdyni” byłam po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni!

Większość zdjęć, które wykorzystałam w swojej relacji wykonała Małgorzata Jonczyk Fotografia Rodzinna – w końcu ktoś cyknął mi fotę z książką! A ja nawet nie zauważyłam kiedy :D

4Q9A1197

A co podobało mi się najbardziej?

Prelekcje

Pod względem merytorycznym było to najbardziej wartościowe blogerskie spotkanie, na którym byłam (nie, żebym była jakimś doświadczonym bywalcem). Szczególnie zapadło mi w pamięć wystąpienie Asi z Made by Gigi, która wprowadziła nas w tajniki instagramowania, dzięki której nareszcie wiem dlaczego tak często znika mi opis pod zdjęciem. Dorota Platzer przekonała mnie do ściągnięcia twittera, przed którym tak długo się broniłam (chyba jednak nie chwycę tego bakcyla, ale dam mu szansę), a Elwira Piwowarska z Wirtualnej Polski podrzuciła słuchaczkom kilka sposobów na zwiększenie poczytności pisanych przez nas tekstów. Choć żałuję trochę, że w swej prezentacji nie odniosła się bezpośrednio do mojego bloga, jej uwagi byłyby bardzo pomocne. Swoją drogą to bardzo fajny pomysł na warsztaty w kolejnej edycji – grupowa burza mózgów nad stronami uczestniczek przy wsparciu eksperta.

No i wielkie dzięki dla Leny Murawskiej, która mimo braku fizycznej możliwości uczestnictwa połączyła się z nami przez komunikator. Jej koncepcja hierarchii wartości daje do myślenia, chociaż jak na razie blog nie jest dla mnie jakoś super wysoko ;)

Kids friendly

Wsród uczestniczek przodowały blogerki parentingowe i lifestylowe, które przybyły do Gdyni obwieszone swoimi latoroślami. A organizatorki były na to świetnie przygotowane! Hotel Faltom dysponuje fantastyczną salą zabaw, a pieczę nad maluchami pełniła przesympatyczna animatorka z radoCHA. Maj jest jeszcze trochę za mała, żeby hasać bez mamy, ale na kolejne spotkanie wybierzemy się wspólnie. I jeszcze zabierzemy Tatę na doczepkę.

Ponadto widok blogujących mam słuchających prelekcji przy jednoczesnym zabawianiu bobasów na kocyku, bujaniu wózkiem czy karmieniu niezwykle stymulował działanie jajników – ten widok praktycznie namówił mnie na drugie dziecko. Na całe szczęście wzmożona intensywność myśli prokreacyjnych minęła mi natychmiast po powrocie do domu.

Rodzinna atmosfera

Chcesz zabrać ze sobą dzieci? No problem, zabawimy. Męża? Pewnie, zapraszamy! I chociaż bogaty i całkiem napięty plan spotkania nie pozwolił na tak zaawansowaną integrację między uczestniczkami jak „A może nad morze? Z książką!”, na którym byłam w lipcu, tak ciepła, przyjazna atmosfera to jeden z największych uroków „Spotkajmy się w Gdyni”. A uchwycony moment, w którym przygotowująca się do prelekcji Elwira przytrzymuje przebierane maleństwo jest tego najwspanialszą ilustracją.

4Q9A1230.jpg

Licytacja charytatywna

Dzięki uprzejmości licznych sponsorów miałyśmy szansę wylicytować prawdziwe skarby. Nie byłabym sobą, gdybym nie wyszła z książkami dla Bobasy („Billy i potwór” oraz „Ernest”), a jako pierwszy i naczelny łakomczuch skusiłam się również na sosy balsamiczne, które uświetnią moje sałatki (wiecie, że nigdy nie używałam sosu balsamicznego?!) i eko słoiczki dla Mai, które teraz fantastycznie mnie ratują kiedy mam kulinarnego lenia podczas mężowej delegacji. Za to po dziś dzień żałuję, że nie zawalczyłam o boski różowy fotel, w końcu gdzies bym go w domu upchnęła!

Ale najważniejsze, że cały dochód z licytacji został przeznaczony dla Hospicjum Bursztynowa Przystań w Gdyni – udało nam się uzbierać prawie 1500 zł!

A poza tym każda z uczestniczek została obdarowana fantastyczną paczuchą – Wydawnictwo EneDueRabe podrzuciło mi dwa świetnie zapowiadające się tytuły do recenzji -„Huśtawkę” oraz „Billy i gwizdek” (recenzja TUTAJ), Ziaja Polska rozpieściła moją kobiecą stronę, a BodyMax zapewnił solidną dawkę energii na całą zimę! Nie wiem, czy skorzystam z vouchera na sesję coachingową z Próg życia, ale uroczy breloczek od Love Domowe już jest w użyciu.

Swoją drogą wiedzieliście, że Ziaja ma specjalną linię kosmetyków zapobiegającą powstawaniu zmarszczek wynikających z korzystania z urządzeń mobilnych (tzw. efektom tech neck)? Idealne dla blogerek :D

Uczestniczki

Nie zdążyłam pogadać z każdym, ale niewątpliwie mam teraz bardzo dużo nowych blogów do czytania i instagramów do podglądania – książkowych, dzieciowych i o pięknym życiu. A podczas czytania przypominam sobie świetne babki, będące „po drugiej stronie”.

~*~

A jeśli juz naprawdę miałąbym się do czegoś przyczepić, to jako osobie wiecznie nienażartej, było mi trochę mało obiadu – choć rybka była pyszna, trafił mi sie wyjątkowo niewielki kawałeczek. A po powrocie do sali było mi trochę głupio, kiedy dopełniając żołądek zjadłam ostatnie ciastka. Ale może taki był plan, bo ze spotkania bynajmniej głodna nie wyszłam – porcja pełnego owoców tortu była tak konkretna, że ledwo podołałam.

Tylko na koniec ponad 20 zł opłaty za parking trochę zabolało.

Jeszcze raz wielkie brawa dla organizatorek i prelegentek – zrobiłyście kawał dobrej roboty!
Wielkie dzięki wszystkim darczyńcom, jesteście super!

Wydawnictwo Zielona Sowa22539938_1717565451649326_6310041386430238898_n
Heyday Group
Love Domowe
JuicyColors.pl
Ziaja Polska
Smileat
poczytne.pl
Bodymax – dzień pełen energii
Novae Res – Wydawnictwo Innowacyjne
Artepoint.pl Twoje dekoracje wnętrz.
Wydawnictwo EneDueRabe
Qameleo
Małgorzata Jonczyk Fotografia Rodzinna

Przeczytajcie również wrażenia innych uczestniczek:
~ Rozkminy Tiny
~ Mix of life
~ Latorośle
~ Mama i syn zgrany team
~ Mother and son
~ Mamowato

 

Okołoksiążkowy miszmasz: Wielka Wymiana Książkowa #przeczytajipodajdalej4

To pierwszy raz, kiedy biorę udział w tej akcji, nie mam pojęcia jakim cudem przegapiłam aż trzy edycje! Wielka Wymiana książkowa ma na celu nie tylko upolowanie smakowitych literackich kąsków w zamian za przewietrzenie własnej biblioteczki, ale jest jest również świetnym sposobem na promocję czytelnictwa. I super zabawą.

Wydarzenie organizowane jest przez Magdę z bloga SAVE THE MAGIC MOMENTS i Dagę SOCJOPATKĘ, za co jestem wdzięczna  i bardzo podziwiam, bo sama jestem organizacyjną gułą i totalnym beztalenciem w ogarnianiu czegokolwiek poza własnym życiem. Akcja toczy się przede wszystkim na powyższych blogach, gdzie znajdziecie linki do ofert wszystkich biorących udział blogerów i spisy książek od osób nieblogujących (szukajcie ich w komentarzach) oraz na facebookowym wydarzeniu i instagramie (fotki z hasztagiem #przeczytajipodajdalej4).

 

To świetny sposób na zdobycie fantastycznych pozycji praktycznie za bezcen, bo jedynym kosztem jest wysyłka (chyba, że któryś z amatorów pozycji z mojej biblioteczki ma przy okazji ochotę na kawę i ploty na terenie Gdańska, wtedy już zupełna darmoszka). No i jak wiadomo, ofiarowanie książkom drugiego (a później zapewne i kolejnych) życia to super sprawa – nie ma co ukrywać, nie do wszystkich książek będziemy jeszcze wracać a na nowe pozycje trzeba zrobić miejsce.

Cała akcja trwa od dziś do 10.10, ale kto pierwszy, ten lepszy ;)

Przetrząsnęłam dom od podłogi do sufitu i uzbierałam całkiem sporą górkę książek, które chętnie znajdą nowy dom, wśród nich naprawdę opasłe tomiszcza!

Mój stosik na wymianę:

  1. Jonas Karlsson „Rachunek” – stan idealny – wymienione z Aleksandrą
  2. Jojo Moyes „We wspólnym rytmie” – stan idealny *egzemplarz recenzencki – wymienione z Delishe
  3. Michał R. Wiśniewski „Hello world” – stan dobry (niewielkie wgniecenie na grzbiecie)
  4. Dominika Smoleń „Cena naszych pragnień” – stan idealny
  5. Susan Dennard „Prawdodziejka” – stan idealny
  6. Michael Hastings „Wszyscy ludzie generała” – stan bardzo dobry (kilka cytatów delikatnie podkreślonych ołówkiem) *egzemplarz recenzencki
  7. Sylwia Kubińska „Kobieta dość doskonała” – stan dobry (niewielkie zagięcia grzbietu okładki)wymienione z Bianka – Szefowa Podwórka
  8. Andrzej Depko, Sylwia Jędrzejewska „Chciałabym, chciała…” – stan idealny

 

9. Susie Hodge „Dlaczego sztuka pełna jest golasów?” – stan idealnywymienione z Natalia Róża Świat Tomskiego
10. Robert Galbraith „Żniwa Zła” – stan bardzo dobrywymienione z Lustro Rzeczywistości
11. Jürgen Thorwald „Ginekolodzy” – stan bardzo dobrywymienione z Socjopatką
12. Kaz Cooke „Dzieciozmagania” – stan idealnywymienione z doniagie
13. Hanya Yanagihara „Małe życie”, audiobook – nowy, jeszcze w folii
14. R. A. Kulik „Mechanik Dusz. Autowiwisekcja” – stan idealny
15. Terry Pratchett „Niewidoczni akademicy” – stan idealny
16. Martin Widmark, Emilia Dziubak „Tyczka w krainie szczęścia” – stan idealny – wymienione z Bardziej lubię książki, niż ludzi

 

W razie potrzeby mogę zrobić dodatkowe zdjęcia. Informuję również, że wszystkie obiekty na fotografiach, które nie są książkami (szczególnie kot) nie podlegają wymianie. Jeśli coś z mojego stosu wpadnie Ci w oko, zostaw swoją ofertę w komentarzu.

Udanych łowów!

Okołoksiążkowy miszmasz: Nostalgiczny post z okazji ćwierćwiecza, czyli dlaczego starą bułą będąc wciąż sięgam po książki młodzieżowe + szalone urodzinowe konkursy

Jest taki dzień w roku, który uporczywie przypomina nam o nieuchronnym upływie czasu i nadchodzącej nieubłaganie starości. URODZINY – dzień radości i grozy, hucznego świętowania i melancholijnych przemyśleń. Tak się składa, że moje wypadają akurat dzisiaj i chyba dopadł mnie z tej okazji mały urodzinowy kryzys – kryzys ćwierćwiecza. To w sumie dziwne, bo przecież wciąż jestem piękna i młoda i cały czas mi się wydaje, że dorosłość jeszcze nadejdzie.

W tym wieku powinnam zapewne sięgać już po smętną, ambitną i bardzo poważną literaturę i czasem faktycznie mi się to udaje, ale nie ukrywajmy, że ostatnimi czasy wśród moich wyborów czytelniczych prym wiodą książki młodzieżowe. I świetnie, bo moim skromnym zdaniem młodzieżówki są super. Nie tylko dlatego, że dzięki nim czuję się znowu jak nastolatka, bo w sumie to praktycznie non stop czuje się jak nastolatka  ( i znając mnie będę się tak czuła do późnej starości aż w końcu zaawansowany artretyzm nie pozwoli mi dłużej upierać się przy swoim :D). Żeby nie być gołosłowną, przygotowałam pięć żelaznych argumentów na potwierdzenie tej tezy.

Dlaczego starą bułą będąc, wciąż sięgam po książki młodzieżowe:

  1. Są lekkie i przyjemne – pozwalają się zrelaksować, nie kończą się kacem, nie trzeba ich odchorowywać tygodniami. Co więcej, bywają świetnym lekiem na owego na książkowego kaca. Moja akcja „Nadrabiam młodzieżówki” zaczęła się właśnie od prób pozbycia się tej mało przyjemnej przypadłości, która dopadła mnie po „Małym życiu” i strasznie długo nie chciała mnie opuścić.
  2. Nie wymagają bezwzględnego skupienia – w każdym momencie można je szybko odłożyć, zdjąć dziecko z kaloryfera i wrócić do przerwanej lektury bez konieczności cofania się o kilka stron by na nowo odnaleźć się w akcji. Bardzo trudno zgubić w nich wątek.
  3. Zapewniają nostalgiczny powrót do przeszłości – jestem z rocznika, który miał szczęście dorastać wraz z Harrym Potterem i to właśnie ta książka zaszczepiła we mnie miłość do czytania. Na pierwszym tomie nauczyłam się płynnie składać litery w słowa i słowa w zadania, a każdy kolejny pochłaniałam już następnego dnia po premierze, nie mówiąc już o fanfikach, których przeczytałam chyba pół internetu. Po dziś dzień sięgam po ten cykl od czasu do czasu, szczególnie kiedy mi smutno i żle. I prawdę mówiąc wciąż czekam na swój list z Hogwartu :D
    Dzięki pani Rowling moje dzieciństwo było magiczne, a każda książka, która przenosi mnie do świata pełnego czarów, zdumiewających przygód i prawdziwej przyjaźni wprowadza mnie w klimat „beztroskich lat”, kiedy to największym moim zmartwieniem był szlaban na czytanie (podobno inne dzieci miały szlabany na komputer i wychodzenie na podwórko) i skonfiskowana książka schowana na podwieszanych szafkach w kuchni. Doskonale pamiętam, że pod nieobecność rodziców wchodziłam po nią po konstrukcji ze stołu i krzesła i w tej pozycji czytałam, żeby zdążyć ją szybko odłożyć na miejsce na pierwszy odgłos klucza w zamku. To były czasy!
  4. Zazwyczaj są nieskomplikowane – nie wymagają dostępu do słownika, czy encyklopedii ani specjalistycznej wiedzy, dzięki czemu można czytać je w wannie, w półśnie, pchając wózek, czy drugą ręką klepiąc babki w piaskownicy.
  5. Opowiadają świetne historie – książki młodzieżowe to przecież genialne przygody (pamiętacie „Tajemniczą Wyspę” Juliusza Verne’a?), płomienne romanse, fantastyczne stworzenia i spora dawka sprytnie wplecionej w nie wiedzy i życiowych doświadczeń. Porywają, uczą, wzruszają i przekazują uniwersalne prawdy.

Zatem już wiecie dlaczego moja miłość do tego gatunku jest „jak stąd do księżyca”. A że urodziny to dzień radosny, chciałabym się z wami moją miłością podzielić. Pamiętacie jak za starych dobrych czasów solenizant przynosił do szkoły cukierki (a tym, których wyjątkowo lubił pozwalał wziąć dwa)? Ja dla odmiany chciałabym rozdać książki, dlatego przygotowałam aż trzy konkursy – jeden na blogu, jeden na Instagramie i jeden na facebooku, jest zatem w czym wybierać. Szczególnie, że do zdobycia sią właśnie moje ukochane książki młodzieżowe, a każda z nich jest kompletnie z innej bajki.

Zatem jeśli macie ochotę na delikatnie romantyczne „Jak powietrze”, zapraszam na facebooka (świstoklik), magiczne „Zakazane życzenie” czeka na Instagramie (świstoklik), a emocjonujące „The call. Wezwanie” można upolować poniżej. Konkursy będą trwały aż do końca wakacji, więc czasu do namysłu jest więcej niż dość.

Lwi KONKURS URODZINOWY na blogu (04.08-31.08) – „The call. Wezwanie”

_20170802_134513

Zasady są super proste, wystarczy:
1. Udzielić w komentarzu krótkiej odpowiedzi na pytanie „Dlaczego książki są prostokątne?”
2. Podać swój adres email (niezbędny do kontaktu ze zwycięzcą)
3. Podpisać się lub po prostu podać nick, pod którym obserwuje się mojego bloga.

I tyle. Wyniki podam w przeciągu tygodnia od zakończenia konkursu. Nagrody wysyłam wyłącznie na terytorium Polski.

Miłej zabawy!

Okołoksiążkowy miszmasz: See Bloggers 22-23.07.2017

To było moje najpierwsiejsze See Bloggers i dopiero drugie spotkanie z ludźmi z internetów, więc były emocje, ekscytacja i morze entuzjazmu. Nastraszona wizjami niebotycznej kolejki do rejestracji, spodziewając się scen iście dantejskich niczym w poniedziałek rano przed wejściem do Lidla, stawiłam się w Gdyni jeszcze przed 9.

_20170722_090833

Z merytorycznego punktu widzenia spodziewałam się jednak czegoś więcej – brak panelu związanego z szeroko pojętą kulturą był dla mnie sporym zaskoczeniem. Niestety nie udało mi się zapisać na jedyny warsztat, na którym naprawdę mi zależało (ten chyba najbardziej rozchwytywany – o pisaniu historii z Januszem Leonem Wiśniewskim) i po dziś dzień pluję sobie w brodę, że nie poszłam wybłagać pod drzwiami, żeby mnie jednak wpuścili. Wobec tego postanowiłam podążyć za mainstreamem i spróbować tego, co proponują organizatorzy – zapisałam się więc na wszystkie te warsztaty, które choć trochę wpasowały się w moje zainteresowania, brzmiały całkiem ciekawie i były na nie miejsca. I w ten oto sposób blogerka książkowa dekorowała stół na garden party, malowała paznokcie i robiła zdjęcia :D

Z tego zestawienia najlepiej bawiłam się na warsztatach prowadzonych przez dziewczyny z Make Home Easier wraz z firmą DUKA. Przyznaję uczciwie, że mam niesamowitą słabość do wszystkich tych cudnych filiżanek, miseczek, garnuszków i kubeczków (a że do tego jestem strasznych chomikiem, to w moim mieszkaniu praktycznie nie można się ruszyć). Aranżowanie stołowej kompozycji to zawsze fajne ćwiczenie, szczególnie, że moje zdjęcia książek, to zazwyczaj właśnie martwe natury stołowe ;)

Dekorowanie paznokci pyłkami świecącymi w ciemności zorganizowane przez firmę CHIODO nieco mnie rozczarowało – najpierw pod względem organizacyjnym, bo samo spotkanie opóźniło się o ponad pół godziny i zabrakło kamery, żeby móc naśladować ruchy instruktorki „na żywo”. Również same wzory nie do końca wpisały się w moje gusta. Przyznaję, że liczyłam na jakieś ckliwe kwiatuszki i bardziej zaawansowane cieniowanie kolorów, a wzory (choć z pewnością w letnim i plażowym klimacie) były dla mnie trochę zbyt przaśne. Jedyną nowością, do której nie doszłam jako samouk metodą prób i błędów, było dla mnie faktycznie dekorowanie fluorescencyjnymi pyłkami, z którymi się wcześniej nie zetknęłam.
Całkiem przyjemna zabawa, mimo, że nie wyniosłam z warsztatów prawie żadnych nowych umiejętności. Ale jako osoba, która nie zajmuje się tym zawodowo, a jedyne paznokciowe szaleństwa popełnia na własnych dłoniach, nie miałam większych oczekiwań.

Zupełnie czegoś innego spodziewałam się za to po warsztatach fotografii mobilnej z firmą ASUS prowadzonych przez Mariusza Stachowiaka. Przyznaję, że nastawiałam się na faktycznie praktyczny warsztat, podczas którego poznam lepiej funkcje i możliwości aparatu ukrytego sprytnie w smartfonie i poćwiczę pod okiem profesjonalisty. Warsztat okazał się jednak bardziej prelekcją opartą na porównywaniu dobrych ujęć z tymi gorszymi. A przynajmniej podczas pierwszej godziny, bo po tym czasie wymknęłam się chyłkiem. Jestem za to niezwykle wdzięczna za kilka słów na temat kompozycji zdjęcia i slajd z obrazem, który uratował moje przekonanie, że sztuka jest wszędzie! <3

IMG_20170723_144410_932

Ponadto wybrałam się na kilka innych wykładów – otwartych lub z akurat wolnymi miejscami poświęconych samemu blogowaniu. Na prelekcji Jacka Kłosińskiego o organizacji pracy blogera dowiedziałam się, że w pisaniu magisterki przeszkadzał mi mój „mózg misia pandy” i że „wszystko jest projektem”, poznałam też kilka naprawdę fajnych aplikacji, które pomogą w ogarnięciu życia, koniecznie musze je wypróbować. Podczas wywiadu z Mają Sablewską posłuchałam nieco o autentyczności blogera. Całe szczęście, że z tym akurat chyba nie mam problemu (w końcu prywata wylewa się u mnie z co drugiego zdania), bo kompletnie nie mogłam się skupić przez obserwację zdumiewających możliwości plastycznych ludzkiego ciała wymaganych do wygięcia kobiecej kostki pod naprawdę zdumiewającym kątem w butach na obcasach. Prelekcja „Infliencerze! Tak widzą Cie agencje!” uświadomiła mi za to dość przerażającą prawdę o tym, jak bardzo obserwowany jest każdy mój ruch w internecie.

Trochę żałuję, że nie trafiłam na wykład Alabasterfox poświęcony instagramowi, bo podobno był naprawdę świetny, a w ramach podnoszenie kwalifikacji fotograficznych nie zdecydowałam się na prelekcję Jest Rudo, bo z niej chyba wyniosłabym więcej praktycznej wiedzy. Zdobyłam za to niezwykle cenne doświadczenia i przyszłoroczne wybory z pewnością będą jeszcze bardziej trafione.

Mam wrażenie, że tegoroczna edycja odbyła się pod hasłem dbania o urodę. Nie ukrywam, że blogerka książkowa też baba i oczy świeciły mi się do tych wszystkich mazidełek, które chętnie obejrzałam, obwąchałam i wypróbowałam, ale moim zdaniem przydałaby się do tego godna reprezentacja sektora kultury.

Wykłady wykładami, marki markami, wiedza wiedzą, ale na See Bloggers wybrałam się przede wszystkim w celu uspołecznienia i poznania nowych ludzi. I te cel udało mi się spełnić w stu procentach. Świetnie spędziłam czas z Dominiką z Book jeden wie, Zuzą Szufladopółką, Ulą z Pełen Zlew, Izą z Nie tylko różowo i Eweliną z Blair Czyta (przepraszam, że przez cały dzień zwracałam się do Ciebie imieniem twojego kota!) – przemiło było was poznać/poznać lepiej/wreszcie się spotkać, nie mogłam wymarzyć sobie lepszego towarzystwa! Wielkie dzięki za spotkanie również tym, z którymi zdążyłam wymienić tylko kilka zdań i przelotne uściski – Marcie z Rudym spojrzeniem, Dianie z Bardziej lubię książki, Pauli z Rude recenzuje, Oli z bloga Parapet literackiParapet literacki, Karolinie z The carolina’s book i Agnieszce z Alicja ma kota (Bardzo przepraszam, że na Ciebie nakrzyczałam! Ale wyobrażacie sobie, że nie dość, że nazywa się Agnieszka, to jeszcze wcale nie ma kota?! Ktoś tu chyba nie był na prelekcji Sablewskiej o autentyczności w internetach! :D) – strasznie miło było Was poznać, wierzę, że jeszcze nie raz spotkamy się w realu. A w przyszłym roku weźmiemy See Bloggers szturmem i doczekamy się panelu pełnego kultury!

Nie miałam chwili na nudę (ani na obiad swoją drogą), spotkałam świetnych  i inspirujących ludzi, wyszłam cała obładowana prezentami (od kosmetyków i lakierów do paznokci aż po tyle owsianki, że ledwo mogłam ją unieść :D) i byłam na pierwszej imprezie od ładnych kilku lat. A podobno chcąc wyjść z internetu do ludzi nie powinnam wybierać się na See Bloggers ;)

A oto moje #seeculture z przymrużeniem oka, czyli co robi blogerka książkowa na See Bloggers:

  1. degustuje wykwintne jadło
  • pierwszy raz próbuje jarmużu (ble)
    DSC_0152
  • hasztaguje – nie tak łatwo wyciągnąć blogera z internetu
    DSC_0830
  • omdlewa oszołomiony darami losuDSC_0044
  • oblega fotobudki
  • przegania nudę wraz z Szufladopółką i #głosksiążki
    DSC_0125 (1)
  • ploteczkuje
  • dyktuje Mikołajowi na uszko długaśną listę prezentów
    IMG_20170722_113344_823
  • oszałamia wdziękiem
    DSC_0222
  • spotyka cudownie inspirujących ludzi

Do zobaczenia za rok!

 

Okołoksiążkowy miszmasz: A może nad morze? Z książką – 08.07.2016

To naprawdę wstyd, żeby osoba mieszkająca w Gdańsku wybierała się na spacer po Sopocie raz na dwa lata. A jednak był mi potrzebny kopniak w postaci spotkania autorów, blogerów i innych uzależnionych od książek indywiduów, żeby wyciągnąć mnie z domu – nad morze i do ludzi.

Każdy na pewno dobrze zna to uczucie, kiedy wchodzi po raz pierwszy do zgranego, świetnie ze sobą zżytego towarzystwa, gdzie każdy każdego świetnie zna i lubi. Zapewne wyglądałam trochę jak wystraszony żuczek, kiedy weszłam cichaczem na piątą już edycję kameralnego spotkania „A może nad morze? Z książką” w sopockiej Zatoce Sztuki. Wszyscy wokół witali się serdecznymi uściskami, a ja onieśmielona twarzami znanymi z internetów, stałam na środku z butami w garści jak ostatnia sierotka. Szybko wyczaiłam kogoś równie zagubionego jak ja i czym prędzej się przykolegowałam. Wobec czego imprezę zaczęłyśmy we dwie z nowo poznaną Martą podgryzając ciasteczka, obczajając ukradkiem telefony i próbując rozkręcić kulejącą, jak to na początku, rozmowę.

I wiecie co? Ten stan rzeczy trwał jakieś pół godziny. Ani się obejrzałam, a znajdowałam się w centrum rozmów i śmiechów, a z osoby, która robiła zdjęcia wszystkim grupkom znajomych zmieniłam się w osobę przed obiektywem. W dodatku wraz ze świeżo upieczonymi znajomymi! Naprawdę nigdy nie spotkałam się z tak otwartą, ciepłą i sympatyczną grupą pozytywnych wariatów, którzy „nowego na pokładzie” witają z szeroko rozpostartymi ramionami. Po kilku godzinach czułam się jak u siebie. Nie wiem co to za magia, ale uzależniłam się od niej momentalnie.

Jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem spotkania przyłączyłam się do wspólnego czytania na lekko wilgotnym piasku sopockiej plaży w ramach akcji „Woluminy. Głos książki” organizowanej przez Szufladopółkę. To świetna inicjatywa mająca na celu promowanie czytelnictwa jako sposobu na codzienną nudę dopadającą nas w wielu zupełnie prozaicznych sytuacjach  – w kolejce do lekarza, w stojącym w korku autobusie, czy podczas niecierpliwego oczekiwania na rozpoczęcie spotkania. Cały myk polega na tym, by czytać na głos – i sobie i innym znudzonym towarzyszom niedoli. Właśnie w ten sposób po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Agnieszki Pruskiej, która również przeczytała nam kilka stron swojej książki. W „Żeglażu” zakochałam się od dziesiątej strony, czyli od pierwszego trupa, koniecznie muszę dokończyć go na własną rękę. Pierwsze lody zostały przełamane, bo powiem wam w sekrecie, że Zuzanna Szufladopółka jest ekstra!

Kolejnym sposobem na poznanie nowych ludzi, był quiz integracyjny przygotowany przez pomysłodawczynie sopockich spotkań – Beatę Bookfę (blog Lost.In.The.Library) oraz Beatę z bloga Co warto czytać?, który z daleka przypominał maturę, a okazał się być znacznie trudniejszy. Moja grupa nadała mu godny tytuł „Najbardziej znani autorzy i ich najmniej znane dzieła” a wystarczyło zaledwie dopasować nazwiska pisarzy do tytułów dzieł… Cóż, mój wynik to 1/30. Ale nic nie integruje równie skutecznie, co wspólna niewiedza i porządna burza mózgów!

19884334_1793119650715272_8309946104659628460_n

Wielka książkowa wymiana, zbiórka książek dla Szpitala Morskiego im. PCK w Gdyni w ramach akcji „Wędrujące książki”, niejedno losowanie książkowych gadżetów i czas na gadanie, gadanie, gadanie… W końcu miałam z kim się nagadać. O książkach i nie tylko. Poznałam masę fantastycznych osób, między innymi Dorotę z bloga Przeczytanki, Martę z bloga Marta wśród książek, Monikę z bloga Halmanowa, a także Ewę Formella, autorkę mojej książkowej niespodzianki z wymiany, i Agnieszkę Pruską, z którą głowiłam się nad supertrudnym quizem. Udało mi się nawet zamienić kilka słów z Agnieszką z bloga Czytam, bo lubię, którego podglądam cichaczem od samego początku mojej blogerskiej przygody.

Jestem pod wrażeniem profesjonalizmu całego wydarzenia – na każdego z uczestników czekał imienny identyfikator z pamiątkową smyczą z potwornym hasłem od Potwornie Prawdziwe „Zbieram książki, żeby kiedyś wreszcie zbudować z nich fort, odgrodzić się od świata i założyć własne państwo.” (nic dodać, nic ująć, to właśnie moje życiowe motto!) i torba z logo spotkania wypełniona po brzegi dedykowanymi niespodziankami od sponsorów. A fotobudka skutecznie uporała się z resztką mojego początkowego zagubienia. O słodkim poczęstunku i jubileuszowym torcie z kolorową posypką nawet nie wspominam, bo wszystko poszło w boczki. Ale niczego nie żałuję. Organizatorom spotkania, czyli Oli z bloga Aleksanda czyta oraz Zuzi i Alanowi z bloga Recenzjum należą się naprawdę wielka brawa. Serdeczne dzięki również wszystkim sponsorom za genialne prezenty – wyszłam obładowana jak wielbłąd, a co pozycja, to ciekawsza. Potrzebuję dodatkowych kilku godzin na dobę, żeby to wszystko przeczytać i poukładać.

19598790_1087476058084401_7855904240075623422_n

Do zobaczenia za rok, bo już na pewno się mnie nie pozbędziecie!