Bajki Majki: „Radość. Opowiastki dla dzieci” Leo Bormans, Sebastiaan Van Doninck

To już druga część ptasich opowiastek dla dzieci o wartościach, którą Wam pokazuję. Pierwsza z serii była „Szczęście” oparta na koncepcji dziesięciu kluczy do szczęścia, druga to „Przyjaźń”, której nie miałyśmy jeszcze z Majką przyjemności czytać, a „Radość” zamyka ten cykl. Książki można czytać niezależnie od siebie.

„Bierzesz życie w swoje ręce i działasz. W przypadku niepowodzeń, które mogą cię spotkać, nie poddajesz się. Każdy z nas popełnia błędy, ważne, by się z nich uczyć i rozwiązywać problemy”.

Na książkę składa się 10 krótkich opowiadań, których bohaterowie szukają drogi do życia pełnego radości – każdy z nich wybiera inną ścieżkę, kierując się inną wartością. Każdy z nich ma zatem dla odbiorcy dobrą radę, która z pewnością nie raz przyda się w życiu.

Koliber Oli pomoże małemu czytelnikowi odkryć swoje mocne strony, kos Kostek pokonać strach, sowa Uhu wyznaczyć sobie cel, kowalik Zyta przyjąć odpowiednią perspektywę, sójka Garu zaplanować przyszłość, pelikan Pella współpracować z innymi, słowik Lusia mobilizować innych do działania, trzmielojad Perni nie poddawać się, strzyżyk Troglo spełniać swoje marzenia, a bocian Kiko uszczęśliwiać innych.

Podobnie jak w poprzednich częściach, każde opowiadanie kończy część aktywizująca dziecko – są tam pytania do tekstu, pomagające dokładniej zrozumieć i „poukładać sobie” jego treść, tematy do dyskusji skłaniającej malucha do rozważania problemów i szukania rozwiązań, informacje i ciekawostki na temat gatunku ptaków, którego przedstawicielem jest główny bohater i inspirowane nim zadania do wykonania (plastyczne, intelektualne i ruchowe), na przykład liczenie pierścieni przewróconych drzew podczas spaceru po lesie, nasłuchiwanie w ciemności, jak sowy, czy… oglądanie świata głową w dół, zupełnie jak koliber!

Pisałam to już w przypadku poprzedniej części, ale koniecznie trzeba to zaznaczyć po raz kolejny – książki z tej serii są przepięknie wydane. W dużym formacie, z atrakcyjnymi ilustracjami ptaków zarówno w tekście, jak i wypełniających całe strony, na grubym, eleganckim papierze. Opowiadania zostały poprzedzone wstępem i wskazówkami dla rodziców.

Poza wartościami uniwersalnymi i wzorcami postępowania, znajdziemy tu również mnóstwo wiedzy na temat zwyczajów rozmaitych gatunków ptaków. Poza inspiracją do zmian w postepowaniu i zachętą do poszukiwania nowych dróg książka budzi ciekawość i mobilizuje do obserwowania przyrody i ciągłego dziwienia się otaczającą nas naturą.

Leo Bormans, Sebastiaan Van Doninck, Radość. Opowiastki dla dzieci, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 64 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Bajki Majki: „Emomisie” Agata Matraś

To już trzecia, po „Liczyświnkach” i „Kolorysiach”, kartonowa wyszukiwanka Agaty Matraś dla najmłodszych.

Tym razem autorka wzięła na tapetę niezwykle ważny dla maluchów (i ich rodziców!) temat – emocje. Bo i będące głównymi bohaterami książeczki misie, wbrew moim pierwszym skojarzeniom, wcale nie eksponują przechodzonego właśnie buntu pasiastą odzieżą, ciężkimi butami i farbowaną grzywką na pół twarzy (ach, pamiętam te czasy!), a po prostu uczą się przeżywać, rozpoznawać i radzić sobie z emocjami. A mali czytelnicy mogą im w tym aktywnie towarzyszyć.

Podobnie jak w poprzednich częściach, książka jest podzielona na strony „wstępu” będące sytuacją przedstawiającą dane zagadnienie (w tym przypadku emocję targającą danym misiem nawiązując tekstem do popularnej dziecięcej wyliczanki) oraz stronę z dotyczącymi go zadaniami – naprzemiennie.

Wszystkie zadania rozpoczynają się od rozpoznawania i wyszukania danej emocji na pyszczkach misiów, a następnie – jak zwykle – czekają malucha labirynty, wypatrywanie różnic i szczegółów, łączenie w pary, zadania na kojarzenie faktów i układanie ciągów przyczynowo skutkowych. Poza samym poznawaniem emocji, ich przyczyn i skutków maluch dowie się również między innymi z czego nie powinno się śmiać, w jakich sytuacjach należy zachować ostrożność, czy jak najlepiej skończyć kłótnię.

W ten sposób w książeczce zostały omówione radość, smutek, strach, zdziwienie, duma, złość, zazdrość, wstyd i niechęć.

Zarówno pod względem wydania – niewielka kartonówka z grubej tektury o bezpiecznie zaokrąglonych rogach – jak i treści jest to książeczka dla młodszych przedszkolaków i dzieci przedprzedszkolnych, ale moja Lada Dzień Już Pięciolatka wciąż bardzo lubi tą serię i równie często wybiera ją do wspólnego czytania, jak i przegląda sama. Okazuje się też, że rozpoznawanie emocji po mimice wcale nie przychodzi jej tak łatwo, jak się spodziewałam – szczególnie jeśli chodzi o wstyd, zazdrość i niechęć.

Jak zwykle jest edukacyjnie, kolorowo, zabawnie i wierszem.

Agata Matraś, Emomisie, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Jeśli szukacie książeczek o emocjach dla nieco starszych dzieci, koniecznie zajrzyjcie do recenzji  „12 ważnych emocji”. Za to maluchom na pewno spodoba się również „Feluś i Gucio poznają emocje”.

Bajki Majki: „Basia i chorowanie” Zofia Stanecka i Marianna Oklejak

Jak każda nowa część przygód Basi, ta również trafiła na majkową półeczkę niedługo po premierze, ale prawdę mówiąc starałam się nie sięgać po nią za często. Żeby nie zapeszyć, bo (odpukać!) od września nie przypałętało nam się nic poważniejszego niż katar i bardzo chciałabym, żeby ten stan utrzymał się chociaż do stycznia. A książeczka o chorowaniu to niemalże kuszenia losu.

Ale przed moją córką nic się nie ukryje, a już na pewno nie nowa Basia. Szybko więc stała się naszą nową ulubioną, przynajmniej na jakiś czas. Bo i temat jest super ciekawy – rodzinę Basi łapie jakiś paskudny wirus żołądkowy (a czy może być coś bardziej fascynującego dla przedszkolaka, jak wymiotowanie?) . I choć w porównaniu z innymi domownikami Basia długo trzyma się dzielnie, to kiedy przychodzi pora na nią, jest tak źle, że konieczna jest hospitalizacja.

Osobiście wolę nazywać rzeczy po imieniu i u nas w domu wymiotowanie nazywamy wymiotowaniem, a biegunkę biegunką. Ale propozycja wymyślona przez Zofię Stanecką, choć musiałam się trochę Mai natłumaczyć o co chodzi, jest całkiem zabawna – otóż osoba, która wymiotuje jest nazywana skazańcem, a osoba z biegunką wybrańcem. Poza tym dowiemy się czym są elektrolity i dlaczego należy je uzupełniać, w tej części pojawia się również dobry zwyczaj zakładania maseczki, jeśli nie jest się pewnym, czy wciąż się nie zaraża.

Książka oswaja również przebywanie w szpitalukroplówkę, kiepskie samopoczucie i poczucie osamotnienia, które można odczuwać, kiedy akurat nie mogą zostać z nami bliscy.

Jak zawsze Basia została genialnie zilustrowana, mam wielką słabość do kreski Marianny Oklejak. Jest poważny temat przedstawiony w przystępny i całkiem zabawny sposób oraz siła, która tkwi w rodzinie. A niepokorna, psotna Basia, nawet w chorobie, jest jedną z naszych naulubieńszych bohaterek.

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia i chorowanie, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2020, 24 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Bajki Majki: „Dlaczego nosimy maseczki?” Ilaria Capua

Minął już prawie rok, odkąd „koronawirus” zmienił naszą rzeczywistość, a maseczki, dezynfekcja i konieczność zachowania społecznego dystansu na stałe wpisały się w codzienność. Są maluszki, które właściwie nie pamiętają innego świata!

Maja prawie pięciolatka jest już całkiem dobrze ogarnięta w temacie, swego czasu pomógł nam tytuł dla sporo starszych dzieci „Wirus i inne drobne ustrojstwa” oraz „Zuzia w czasie pandemii”. Książeczka, którą chcę Wam dzisiaj pokazać jest skierowana do zdecydowanie młodszych odbiorców, którym wytłumaczenie tego rodzaju zjawiska jest chyba najtrudniejsze – od 2,5 do 4 lat.

„Dlaczego nosimy maseczki” to całokartonowa książeczka z okienkami uatrakcyjniającymi czytanie oswajająca covidową rzeczywistość.

To na pewno bardzo dobrze znana nam wszystkim sytuacja – kilkuletnia Kaja pyta mamę czym tak właściwie jest wirus, a mama gimnastykuje się, by jej to jakoś wyjaśnić. Kiedy dziewczynka zapada w sen, śni jej się sympatyczny (sic!) wirus, który opowiada jej o sobie – kim jest, w jaki sposób podróżuje i w jakich sytuacjach czuje się najlepiej (a co za tym idzie jak najłatwiej złapać takiego „pasażera na gapę”). Kiedy Kaja zaczyna rozumieć czym jest wirus i jakie szkody morze wyrządzić, postanawia nauczyć się go unikać.

„Nie możesz żyć z nami, bo będziemy chorować. Musimy się rozstać”

Tekstu jest całkiem sporo, ale jest on bardzo przystępny i tłumaczy dziecku sytuacje na łatwych do zwizualizowania przykładach – na przykład fakt, że wirus przenosi się na malutkich kropelkach kiedy kichamy (a także śpiewamy, czy mówimy), dlatego najlepiej zatrzymać je maseczką, a także zachować odpowiednią odległość od innych ludzi, bo kropelki nie mają skrzydełek i opadną w dół, jeśli będziemy stali odpowiednio daleko od siebie.

To pełna zrozumiałych dla maluszka informacji, atrakcyjna pod względem formy i kolorystyki książeczka, która uspokaja (wirusy istniały od zawsze), tłumaczy, przestrzega i uczy zasad minimalizujących ryzyko zachorowania, jak noszenie maseczek i rękawiczek, dezynfekcję, zachowanie bezpiecznego dystansu, unikanie imprez czy wyręczanie dziadków w robieniu zakupów. Moim osobistym faworytem jest różowy, tęczowy pojemnik na płyn do dezynfekcji – pogromca wirusów.

Aż żal, że nie miałam tej książki pół roku temu, moja rola „mamy tłumaczącej” byłaby zdecydowanie mniej stresująca, bo i ta książeczka jest bardzo dobrze napisana – niby prostymi słowami, a zawiera wszystkie niezbędne aspekty do zrozumienia sytuacji. Świetna pozycja nie tylko do domowej biblioteczki, ale również do wykorzystania podczas zajęć w przedszkolu czy żłobku.

Ilaria Capua, Dlaczego nosimy maseczki?, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2020, 18 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Bajki Majki: „Opowieści o kotach, które rządziły światem”, „Opowieści o psach, które ratowały świat”, Kimberline Hamilton

Na pewno znacie „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek”, prawda? Pokazywałam je wam w zbiorze książek o wybitnych babeczkach. To była pierwsza z książek będących zbiorem biografii inspirujących postaci kierowanych do dzieci i utrzymanych według określonego schematu – jedna strona tekstu na osobę + towarzysząca jej całostronicowa ilustracja, a same portrety zostały przygotowane przez różnych ilustratorów. Ten tytuł stał się wzorem i za czasem powstały kolejne książki tematyką i formą przypominające „buntowniczki” – o kosmonautkach, imigrantkach, wyjątkowych chłopcach itp. A teraz swoje pięć minut zyskały nawet psy i koty!

„Opowieści o kotach, które rządziły światem” to 30 sylwetek mruczących futrzaków, które zasłynęły na całym świecie. Znalazł się tu między innymi słynny Dewey – koci bibliotekarz, kot Bob – gwiazdor filmowy i Stubbs – koci burmistrz. Jednak większość to kociaki, o których, w przeciwieństwie do innych mieszkańców Ziemi, albo przynajmniej kochających takie historie Amerykanów, nigdy dotąd nie słyszałam (cóż za niedopatrzenie!) – kocia szefowa recepcji w hotelu, koci astronauta, kocia naczelniczka japońskiej stacji kolejowej, kot teatralny, pierwszy kot z bionicznymi łapkami, a nawet kot baletmistrz!

Czytanie kocich biografii urozmaicają przerywniki – zbiory ciekawostek. Dowiemy się z nich między innymi o kocich przedsiębiorcach, podróżnikach, bohaterach wojennych, zatrudnianiu kotów w nieprawdopodobnych miejscach czy co nieco o zdumiewającej budowie kociego ciała. Jest też quiz wyjaśniający… dlaczego koty są takie dziwne!

Kimberline Hamilton, Opowieści o kotach, które rządziły światem. 30 kocich bohaterów, którzy dokonali niezwykłych rzeczy, Kraków: wydawnictwo Znak Emotikon, 2020, 160 s.

Znacie pewnie powiedzenie, że psy mają właścicieli, a koty służących? W pewien sposób zostało ono wykorzystane przy dobieraniu tytułów, bo koty światem rządziły, psy go ratowały. I faktycznie coś w tym jest. Analogicznie do opisanej powyżej pozycji, „Opowieści o psach, które ratowały świat” to zbiór 30 wybitnych psich osobistości przetykanych tematycznymi ciekawostkami. Przypomnimy więc sobie słynne historie słynnych psów – Łajki, która poleciała w kosmos, wiernego Hachiko, czy sierżanta Stubby’ego. Poznamy też psy walczące na frontach, psie gwiazdy, psiego zbieracza datków, poszukiwacza skarbów, rajdowca, geniusza, ratownika, odkrywców, a nawet psią opiekunkę pingwinów! Dowiemy się też na przykład czym jest dogspotting i jakie pieski towarzyszyły prezydentom.

Kimbarline Hamilton, Opowieści o psach, które ratowały świat. 31 wiernych zwierzaków, które odcisnęły ślady swoich łap w historii, Kraków: wydawnictwo Znak Emotikon, 2020, 160 s.

To obowiązkowe pozycje na półkach młodych psiarzy i kociarzy, a i dorosły na pewno dowie się coś nowego. Mnogość ilustracji spod różnych dłoni i w rozmaitych stylach cieszy oko, a krótkie teksty i przerywniki w formie intrygujących faktów nie pozwolą nudzić się wiercipiętom i pomogą w czytaniu książek „na raty”.

Nie ma wątpliwości, że i mruczący i szczekający bohaterowie w pełni zasłużyli na powstanie takich encyklopedii. Nareszcie mają gdzie figurować. Czekam na kolejne tomy, bo wybitnych futrzaków nie brakuje!

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Emotikon.

Bajki Majki: PATRONAT „Biedronki z Kalinowej Łąki” Joanna Kalina

Przychodzę dziś do Was z najnowszym patronatem – książeczką, która nie jest może żadnym imponującym wydaniem i która nie ma wielkich szans, by stać się ozdobą biblioteczki, a lekturą podręczną i kieszonkową – idealną na wyjazd z dzieckiem, do maminej torebki albo dziecięcego plecaczka.

Choć biedronki są małe, mogą je czekać wielkie przygody! Przekonają się o tym dwie przedstawicielki tego gatunku – rezolutna Asia siedmiokropka i jej młodsza siostrzyczka, ciekawska i niepokorna dwukropka Hania. A jak to już z poszukiwaczkami przygód bywa, mała Haneczka wręcz przyciąga kłopoty. A może to kłopoty przyciągają ją? Na szczęście ma rozsądną i odpowiedzialną starsza siostrę i przyjaciół gotowych zawsze ruszyć jej na ratunek – czy to w pajęczą sieć, czy… do słoika dzieci marzących o własnym zwierzątku.

A z każdej magicznej przygody (bo zdradzę Wam w sekrecie, że nasze Biedronki mają bardzo czarodziejską babcię) i z każdej opowieści wyciągnąć można mnóstwo życiowych mądrości, między innymi przestrogę o nie oddalaniu się od domu, nie wyśmiewaniu wyglądu innych, czy poszanowanie dla najmniejszego nawet stworzonka. Znajdą się tu też wpadające w ucho rymowane fragmenty.

Bardzo lubię mieć tego rodzaju książki zawsze przy sobie – cieniutka i niepozorna broszurka jest lekka i idealnie mieści się w torebce, a nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać – w normalnych czasach może być wybawieniem podczas przedłużającego się oczekiwania w restauracji, może umielić czas kiedy rodzinnie utkniemy w korku, a wczoraj bardzo nam się przydała w przychodni, kiedy czekałyśmy z Majką na szczepienie. Dłuższa historia złożona jest z pomniejszych wydarzeń (a każde z nich niesie ze sobą jakiś morał), dzięki czemu łatwo przerwać czytanie co kilka stron, a całość starczy na długo.

Tekst urozmaicają sympatyczne ilustracje pojawiające się co cztery strony, choć dla mnie spokojnie mogłyby być jeszcze większe i wypełniać całe strony książeczki.

Mali fani biedroneczek i innych robali, szykujcie się, przygoda wzywa!

Joanna Kalina, Biedronki z Kalinowej Łąki, Poznań: Wydawnictwo Nowoczesne, 2020, 57 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nowoczesnego.

Grajki Majki: Pucio do tulenia, Puzzle „Pucio. Co słychać?”

Jeśli szukacie szybkiego pomysłu na mikołajkowy upominek dla maluszka, autorki przygód Pucia spieszą z pomocą. Niedawno ukazały się dwa gadżety ze świata tego uwielbianego bohatera, które z pewnością ucieszą każdego fana albo świetnie sprawdzą się jako dodatek do jednej z pucioksiążek.

Uroczy Pucio do tulenia to maskotka będąca odwzorowaniem głównego bohatera serii, stworzonego przez Martę Galewską-Kustrę i Joannę Kłos. Jak zaznaczono na opakowaniu pluszowy Pucio, składa się z głowy pełnej Puciowych pomysłów, oczu do wypatrywania babci, dziadka i wiewiórek, rączek wciąż zajętych zabawą i głaskaniem pieska Funia, noska szczególnie wrażliwego na zapach naleśników cioci, małych nóżek, które rzadko stoją w miejscu i mięciutkiego brzuszka do wesołych gilgotek. Moja Maja była odrobinę rozczarowana brakiem samolotu w zestawie – widzę w tym potencjał na przyszłość.

Dużym plusem są dla mnie niewielkie rozmiary maskotki – przede wszystkim dlatego, że małe rączki i nóżki będą idealne do ogarnięcia małymi dłońmi dziecka, ale również dlatego, że po prostu mam już trochę dość sporych maskotek, które wypełniają pokój i łóżko mojego dziecka po brzegi. A w tym przypadku udało się odwzorować bohatera z dużą szczegółowością i w małym rozmiarze – dla mnie super.

Drugą zaletą jest różnorodność materiałów, z których została wykonana przytulanka – inna w dotyku jest twarz, na której wyróżniają się wypukłe kropeczki oczu, inne są włosy, inne rękawki bluzeczki i inne spodenki.

I wreszcie sposób pakowania, za który należą się olbrzymie brawa. Pucio jest sprzedawany w kartoniku, w którym stoi oparty na tekturowej podstawce do której jest przyczepiony gumką recepturką. Całość jest zamknięta jedną plastikową naklejką. Żadnego zbędnego plastiku, minimum śmieci, najmniejszego problemu z rozpakowywaniem. Estetycznie, elegancko i z poszanowaniem środowiska.

Pucio do tulenia
na podstawie ilustracji Joanny Kłos
z książek Marty Galewskiej-Kustry
Sugerowany wiek: 3+
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

W równie dobry sposób zostały zapakowane nowe puzzle dla najmłodszych „Pucio. Co słychać?” – elementy zostały zawinięte w papier i spakowane do kartonika sklejonego dwoma naklejkami.

Ta 12-elementowa układanka jest kierowana do odbiorców od drugiego roku życia, a puzzle są naprawdę duże. Co nie znaczy wcale, że jej ułożenie jest banalne, bo niestandardowy kształt potrafi zmylić (należę do tych układaczy, którzy zawsze zaczynali od ramki. A ta ramka ma bardzo nieregularną linię brzegową :) ).

Na ilustracji widzimy Pucia i Misię stojących pod drzewem i przysłuchujących się odgłosom natury. A wokół nich jest mnóstwo dźwięków! Szczekający na motylka Funio obudził sowę, która komentuje to huczeniem, wiewiórka na gałęzi chrupie orzeszka, dzięcioł stuka w pień, ptaki ćwierkają, pisklęta piszczą, kukułka kuka, drzewo szumi… ułożenie obrazka to dopiero początek dźwiękonaśladowczej zabawy w opowiadanie!

Pucio. Co słychać? Puzzle
Autor: Marta Galewska-Kustra
Ilustracja: Joanna Kłos
Ilość elementów: 12
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Sugerowany wiek: 2+

Jeśli wciąż mało wam Pucia, zobaczcie również:
układankę świąteczną układankę Pucio i Misia ubierają choinkę,
puciowe gry – domino oraz loteryjkę „Gdzie to położyć?”,
i oczywiście książeczki – naszą ulubioną „Pucio umie opowiadać” i resztę serii.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: Najpiękniejsze książeczki dla dzieci o zimie i świętach, cz. IV

Szykowanie corocznego wpisu o świątecznych książkach dla dzieci jest dla mnie otwarciem sezonu – Święta już tuż tuż! Jeśli potrzebujecie jeszcze więcej inspiracji, rzućcie okiem na zestawienia z poprzednich lat:

Część I – Święta 2017
Część II – Święta 2018
Część III – Święta 2019
Pomysł na książkowy kalendarz adwentowy

„Przeplatanki rymowanki. Zgraja Mikołaja” z ilustracjami Małgorzaty Detner to zabawna świąteczna propozycja dla najmłodszych czytelników w wieku od roku do trzech lat. Kartonowa książeczka z bezpiecznie zaokrąglonymi rogami ma dziewięciu bohaterów – między innymi Mikołaja, Renifera Rudolfa, Misia Polarnego Śnieżynkę, Bałwana, Pierniczkowego Ludzika a nawet szefa elfowej kuchni. Każdy z nich wykonuje jakąś czynność przy pomocy określonego przedmiotu. Każda ze stron poświęconych bohaterom została podzielona na trzy części, które można przekładać niezależnie od siebie tworząc zupełnie nowe kompozycje zarówno jeśli chodzi o wygląd postaci, jak i o towarzyszący im tekst. Dzięki temu na przykład „Piernikowy Ludzik, król gwiazdkowej mody, wyjmuje ze skarpet truskawkowe lody”. Świąteczne chichotanko gwarantowane, a przy okazji to świetny trening dla małych paluszków.

Małgorzata Detner, Przeplatanki rymowanki. Zgraja Mikołaja, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 18 s.

Jeśli chodzi zaś o historię biblijną dla najmłodszych, koniecznie sięgnijcie „Opowieści biblijne do poduszki” Mercè Segarra, Rosa M. Curto – historii narodzin Jezusa poświęcono cztery rozdziały, od Zwiastowania aż do wizyty Trzech Króli, a każdemu z nich poświęcono dwie całostronicowe ilustracje i kilka nieskomplikowanych zdań tekstu przystosowanych do sposobu percepcji maluszka. To chyba najbardziej sympatyczna wariacja na temat Biblii dla najmłodszych odbiorców, jaka kiedykolwiek wpadła mi w ręce. Polecam nie tylko na tą okazję.

Mercè Segarra, Rosa M. Curto, Opowieści biblijne do poduszki, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2017, s. 54-61.

Szukającym nieco bardziej rozbudowanej opowieści o prawdziwym sensie Świąt na pewno przypadkiem do gustu „Opowieść o Bożym Narodzeniu” Stephanie Jeffs, John Haysom – ta pozycja, pełna pięknych, delikatnych ilustracji, nie kończy się w momencie narodzin Jezusa w stajence, została rozszerzona o wizytę Trzech Króli i niecne plany Heroda aż po ucieczkę do Egiptu dając małemu odbiorcy szerszy kontekst i bardziej przystając do realiów (zanim królowie z dalekich krajów przyjadą do Betlejem za gwiazdą, Dzieciątko zdąży już nieco urosnąć). Chociaż tekstu jest dużo więcej pojawiają się pojęcia, które z pewnością trzeba będzie dziecku wytłumaczyć (np. synogarlica) , autorzy opierają się na prostych, krótkich zdaniach i przedstawiają historię w jak najbardziej zrozumiały, choć niepozbawiony malowniczości sposób. Nie sposób też nie docenić siły obrazu, który zajmując całe strony pełni funkcję narracyjną na równi z tekstem pisanym. Polecam dla dzieci od mniej więcej 4 roku życia.

Stephanie Jeffs, John Haysom, Opowieść o Bożym Narodzeniu, Poznań: Wydawnictwo Święty Wojciech, 2017, 30 s.

„Gwiazdka! Nie Przeszkadzać!” Barbary Supeł z ilustracjami Beaty Żurawskiej to propozycja dla tych, którzy w przedświątecznym szale przygotowań i sprzątania (cóż, akurat w tym roku poza Jezusem faktycznie może przyjść również sanepid…) zatracili prawdziwą frajdę ze wspólnych rodzinnych przygotowań. Kiedy niesforne bliźnięta słyszą, że mają nie przeszkadzać, z entuzjastyczną pomocą w szykowaniu domu do Wigilii czekają aż zapadnie zmierzch. A potem rzucają się w wir pracy! Pierniczkom dorysują wąsy, przystrzygą choinkowe łańcuchy, wymalują okna od góry do dołu, wyjedzą cukierki z choinki, rozwieszą na kominku brudne skarpetki… w ruch pójdą również szminka mamy i pianka do golenia taty. Na szczęście w ślad za nimi ruszyła porządnicka Myszka, która dzielnie zaciera ślady tej rozróby, bo dobrze wie, że prezenty dostają tylko grzeczne dzieci. Okaże się jednak, że Mikołaj nie robi rankingu najczystszych domów, a docenia dobre chęci. A wszystko to przekazano wierszem! Ten momentami komiczny, uroczy, i bardzo prawdziwy picturebook rozbawi i skłoni do refleksji. I chociaż skierowany jest do młodziutkich odbiorców (4+), starsi, a przede wszystkim rodzice również powinni go przeczytać.

Barbara Supeł, Beata Żurawska, Gwiazdka! Nie przeszkadzać!, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 32 s.

Rodzinne przygotowania do świąt znajdziecie również w książeczce dla maluszków „Jadzia Pętelka piecze pierniczki”. Ta niewielka, urocza książeczka to kolejna już część przygód Jadzi Pętelki – ulubienicy młodszych przedszkolaków. Tym razem małą bohaterkę czeka niebagatelne zadanie – trzeba przygotować zapas świątecznych pierniczków. Trzeba zakasać rękawy i wraz z tatą zabrać się do pracy! Do wymieszania czeka mnóstwo składników – puszysta mąka, miękkie masło, lepki miód i kruche jajka. A później czeka ugniatanie, wycinanie, pieczenie, lukrowanie, zdobienie, przewlekanie, aż wreszcie chrupanie i… sprzątanie! Nie da się ukryć, że to lektura, która porusza zmysły – aż ślinka cieknie!

Barbara Supeł, Agata Łuksza, Jadzia Pętelka piecze pierniczki, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 24 s.

„Wigilia Mamy Mu i Pana Wrony” Jujja Wieslander, Sven Nordqvist
Bardzo lubimy serię o cierpliwej Mamie Mu i postrzelonym Panu Wronie. Również ich świąteczna przygoda jednocześnie bawi i chwyta za serducho. Pan Wrona uwielbia dostawać mnóstwo prezentów – tylko że wszystkie robi sobie sam, bo inaczej przecież nic by nie dostał! Nie da się ukryć, ze prawdziwy sens i radość Świąt przelatują mu przez to koło dzioba. Jakie to szczęście, że Mama Mu drobnym ciepłym gestem potrafi pokazać mu magię myślenia nie tylko o sobie, ale przede wszystkim o innych, a przecież radość z obdarowywania przewyższa nawet radość z otrzymywania upominków. A najwspanialsza jest radość z bycia razem z przyjacielem – w tym szczególnym dniu i na co dzień. Bogato ilustrowana (krowy z rogami przystrojonymi choinkowym łańcuchem, niczym w wiankach świętej Łucji są po prostu cudowne!), pełna rozkrakanej energii, krowiego spokoju, mądrości i ciepła prawdziwej przyjaźni. Nietuzinkowa propozycja.

Jujja Wieslander, Sven Nordqvist, Wigilia Mamy Mu i Pana Wrony, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2019, 28 s.

Dla fanów humorystycznego podejścia do Świąt idealna będzie „Jak schować Lwa w Święta” Helen Stephens – to już czwarty pięknie ilustrowany picturebook z przygodami Malwinki i jej nietuzinkowego przyjaciela. Po raz kolejny okazuje się, ze dziewczynka nie może gdzieś zabrać ze sobą gigantycznego Lwa. Bo czy widział ktoś kiedyś lwa jadącego pociągiem (w końcu nie zmieści się ani do walizki, ani nie da się go owinąć papierem by uchodził za świąteczny prezent)? Toż taka sytuacja mogłaby spowodować przedświąteczny kryzys kolejowy! Dlatego też Malwinka jedzie do Cioci Zosi, a Lew zostaje w domu. Ale co to za świętowanie bez jednego członka rodziny?

Lew nie zamierza jednak zostać w tyle. Sprytnie chowa się na bagażowej półce i niedostrzeżony jedzie wraz z rodziną do miasteczka cioci. Gdyby tylko turkot kół nie ukołysał go do snu, nie stałby się zupełnie zgubionym lwem! Czy nasz bohater da radę podróżować przez śnieżne zaspy? Czy odnajdzie swoją rodzinę? I jakie są konsekwencje Świąt z Lwem w domu? Przekonajcie się sami!

Helen Stephens, Jak schować Lwa w Święta, Warszawa: Wydawnictwo Amber, 2020, 40 s.

Jak co roku wydawnictwo Zakamarki wydało „książkowy kalendarz adwentowy” – okołoświąteczną historię podzieloną na 25 rozdziałów, po jednym na każdy dzień oczekiwania i jeden na same Święta. Tegoroczna książka nosi tytuł „Jak ratowaliśmy Wigilię” i poza rozdziałami adwentowymi ma również króciutki styczniowy epilog, w którym dzieci wracają do szkoły po świątecznej przerwie.

Tim chodzi do zerówki i uwielbia Święta najbardziej na świecie. Dlatego kiedy w jego 24-osobowej grupie każdemu z dzieci przypada w udziale zerwanie jednej kartki z magicznego adwentowego kalendarza, chłopiec uważa, że to on powinien trafić na tą ostatnią. Szczególnie, że wigilijna kartka jest najważniejsza – jeśli się ją zgubi, Świąt nie będzie. Jak myślicie, co się stanie z kartką? O nie, nie zgubi się, czeka ją coś znacznie gorszego!

Nie jest łatwo być odpowiedzialnym za zniszczenie wigilijnej kartki i tym trudniej będzie naprawić swój błąd. Tim zrobi jednak wszystko, by naprawić Boże Narodzenie, albo chociaż wynagrodzić innym zepsute Święta.

Jak to zazwyczaj bywa ze skandynawskimi książkami i tą charakteryzuje podejście pozbawione czołobitności i egzaltacji. Boże Narodzenie jest taktowane z humorem i dystansem, o czym świadczą na przykład porywające wersje kolęd. Dowiemy się też całkiem sporo o charakterystycznych dla Szwecji występach z okazji orszaku św. Łucji.

Ellen Karlsson, Cecilia Heikkilä, Jak ratowaliśmy Wigilię, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2020, 108 s.

Jeśli chcielibyśmy rozpocząć czytanie książki dzielonej na rozdziały przeznaczone na każdy dzień adwentu już z młodszym dzieckiem, dla przedszkolaków świetnie sprawdzi się „Elf do zadań specjalnych” Katarzyny Wierzbickiej z magicznymi ilustracjami Ulyany Nikitiny.

Już od pierwszego dnia grudnia w Wiosce Świętego Mikołaja praca wre – trzeba przeczytać każdy list, wyprodukować w fabryce zabawek prezenty dla każdego dziecka na świecie, przetestować je dokładnie, zadbać o renifery i oczywiście sprawdzić, czy wszystkie dzieci aby na pewno nie były za bardzo niegrzeczne w tym roku. A do tego, zgodnie z duchem czasu, produkcję czeka wprowadzanie reform i innowacji pod czujnymi surowym okiem elfki Lśniącej.

Tymczasem w krainie Świętego Mikołaja pojawiają się tajemnicze ślady wielkich łap na śniegu zwiastujące nieoczekiwanych gości, a elf Wiercipiętek zgubił swój szaliczek niewidzialności i za nich nie chce się do tego przyznać, w końcu jako sprytny elf na pewno siebie bez niego poradzi. Czy idealne Święta są zagrożone? I czy uda się spełnić marzenia dzieci na czas?

Chociaż książka prezentuje się ciałkiem konkretnie, to po podzieleniu na 24 dni wychodzi po 6-10 stron na rozdział, czyli na maksymalnie 10 minut czytania. Jestem strasznie ciekawa, czy moja prawie-pięciolatka z przedszkolnej grupy Elfów poskromi ciekawość i faktycznie uda nam się czytać po jednym rozdziale dziennie. Nie mogę się już doczekać!

Katarzyna Wierzbicka, Elf do zadań specjalnych. 24 opowiadania, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 192 s.

„Dobranocki na gwiazdkę” to zbiór 11 opowiadań od polskich autorów na okres świąteczny do czytania przed snem. Znajdą się tu historie długaśne i zupełnie króciutkie, o ludziach, o myszkach, o pieskach, o karpiu, Świętym Mikołaju i o Dzieciątku i nawet o niegrzecznych dziewczynkach robiących wszystko na opak – nawet dobre uczynki (to moje ulubione!). Zabawne i poważniejsze, wesołe i mające w sobie kropelkę smutku – łączy je jednak jedno – są pełne magii i niosą nadzieję. A do tego wypełnione magicznymi ilustracjami wypełniającymi całe strony. To księga, która zostanie z dzieckiem na lata, bo wracanie do tych bohaterów co roku może okazać się cudownym przedświątecznym zwyczajem dla całej rodziny.

Dobranocki na Gwiazdkę, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2019, 224 s.

W zeszłym roku pokazywałam Wam przepięknie wydaną encyklopedię bożonarodzeniowych tradycji z całego świata – „Idą święta! O Bożym Narodzeniu, Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie” Monika Utnik-Strugała. W tym roku pojawiło się nowe, rozszerzone wydanie tej książki. Poza kolorem i detalami okładki obie pozycje różnią się zawartością – w „czerwonej” wersji omówiono 37 świątecznych zwyczajów, w „niebieskiej” mamy ich aż 45, dzięki czemu nowe wydanie jest zauważalnie grubsze lepiej odżywione. Wspaniale rozbudowano na przykład rozdział poświęcony kolędom, dowiemy się również co nieco o rzece ognia we włoskim Agnone, chanukowych świecach, tradycji żywej szopki, a nawet… rodzinnym oglądaniu Kevina. Znalazło się również troszkę miejsca na zwyczaje bałkańskie i Chiński Nowy Rok.

Monika Utnik-Strugała, Idą święta! O Bożym Narodzeniu, Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2020, 176 s.

Miłośnicy ślicznie słodkich (a może słodko-ślicznych?) ilustracji Agnieszki Filipowskiej na pewno znają weterynarz Misię – ośmiolatkę, która prowadzi klinikę w domku na drzewie i potrafi rozmawiać ze zwierzętami. W tym roku pojawił się zbiór trzech opowiadań świątecznych „Misia i jej mali pacjenci. Świąteczne opowieści”. Jemiołuszka, która zwichnęła skrzydło wypchnięta z karmika przez gawrony i Myszka ze strychu znaleziona podczas szukania pudła z ozdobami na choinkę spędzą wspólnie Święta w Lipowej Klinice. Niespodziewanym gościem w wigilijny wieczór będzie… renifer z zaprzęgu samego Świętego Mikołaja, któremu metalowy kolec utknął w racicy, a osiołek z przykościelnej żywej szopki o obolałym brzuszku pozna skutki świątecznego obżarstwa. Na szczęście doktor Misia jest w pobliżu!

Aniela Cholewińska-Szkolik, Agnieszka Filipowska, Misia i jej mali pacjenci. Świąteczne opowieści, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 48 s.

 „Zima Toli” Anna Włodarkiewicz, Ola Krzanowska
Drugą dziewczyną, o której uwielbia czytać moja prawie-już-pięciolatka jest Tola. Kolejny już tom przygód Toli zawiera cztery przesympatyczne rodzinne opowiadania w zimowym klimacie – od wigilijnego wieczoru z ubieraniem choinki, wieczerzą i szukaniem prezentów w roli głównej, przez śnieżne szaleństwo z tatą (sanki, bałwany i bitwy na śnieżki obowiązkowe!), ślizgawkę pod domem i maminą chorobę, aż po wiosenne porządki.

Uwielbiam ilustracje Oli Krzanowskiej i każda część serii o Toli (a teraz mamy już wszystkie i często do nich wracamy) została przepięknie zilustrowana, ale ta jest chyba najpiękniejszą z nich. A już na pewno moją ulubioną! Może przez wzgląd na malownicze zimowe krajobrazy, może wpływ mają na to herbatki rozgrzewające samym widokiem dzbanka? Może atmosfera świąt? Co by nie stało za tym sukcesem, jest pięknie.

I mądrze! Bo poza niepodważalnymi walorami estetycznymi i ciepłym, bliskościowym wydźwiękiem, mały czytelnik znajdzie tu również sporo życiowych mądrości. Szczególnie wartościowe okazało się dla nas ukazanie sytuacji, w której tata Toli, mimo złożonej obietnicy, nie zdołał wyjść wcześniej z pracy i zabrać córeczki na sanki po przedszkolu. Na niektóre sytuacje czasami nawet rodzice nie mają wpływu, choćby nie wiadomo jak się starali. Ale następnego dnia wynagradza to córeczce wcześniejszą pobudką (ze śniadaniem do łóżka i kakaem nawet wczesne wstawanie może być przyjemne!) i zimowymi zabawami przed przedszkolem.

Anna Włodarkiewicz, Ola Krzanowska, Zima Toli, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019, 64 s.

Stałym punktem kalendarza adwentowego, który szykuję dla córki już 3 raz (zaczęłam jak miała 3 lata) są książeczki aktywnościowe – staram się wybierać tak, by w paczuszkach znalazła się jedna taka pozycja w tygodniu (czas na zrobienie wszystkich zadań bez pośpiechu też jest bardzo ważny) – zawsze są kolorowanki (Maja uwielbia kolorować, ostatnio generuje po kilka kolorowanek dziennie) i książeczki z prostymi zadaniami w świątecznym klimacie, a na sam koniec kalendarza zawsze umieszczam szopkę-wypychankę do samodzielnego złożenia, to bardzo dobry pretekst do przypomnienia sobie historii biblijnej Narodzin Jezusa.

Red. Barbara Supeł, Bombkowa kolorowanka, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020.

Sylwia Kajdana, Świąteczne zabawy. Pomaluję, nakleję, rozwiążę, Kraków: Wydawnictwo Aksjomat, 2020.

Kubuś i Przyjaciele. Już święta!, Łódź: Wydawnictwo AMEET, 2019.

Red. Barbara Supeł, Szopka Bożonaodzeniowa. Kolęda, Ciekawostki. Wypychanki, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019.

O moim pomyśle na kalendarz adwentowy dla malucha przeczytacie TUTAJ.
Więcej sprawdzonych pomysłów na książeczki aktywnościowe (w tym kolędy i zimowego audiobooka dla malucha) znajdziecie TU.

Istotnym elementem oczekiwania na Święta, poza wspólnym czytaniem książeczek, są u nas świąteczne układanki i puzzle z ilustracjami książkowymi:

„Magiczne święta” Ewa Poklewska-Koziełło (30 elementów, 3+)

Ta urocza wielkoelementowa układanka trafi jako zadanie do jednego z pól kalendarza adwentowego, który będę szykować dla Majki. Ilustracja została podzielona na zaledwie 30 elementów, ale nie dajcie się zwieść pozorom! Chociaż duże puzzle są bezpieczne dla zupełnych  maluchów, ułożenie obrazka o nieregularnym kształcie wcale nie jest tak banalnie proste, jak mogłoby się wydawać. Duży wpływ ma na to niestandardowy kształt puzzli, dzięki któremu niektóre fragmenty obrazka trzeba łączyć na zasadzie przylegania gładkimi krawędziami – bez możliwości trwałego połączenia dopóki nie ułożymy większej części układanki. Zmaganiom towarzyszyć będą bardzo sympatyczni bohaterowie ilustracji – święty Mikołaj wraz z elfami, rozdający prezenty z sań ciągniętych przez renifera i rodzina psotnych myszek, która wyszła z norek, by się temu przyglądać.

„Pucio i Misia ubierają choinkę” Marta Galewska-Kustra (22 elementy, 2+)
Jest też coś dla fanów Pucia!

Choinka to bardzo wdzięczny materiał na puzzle – pilnowanie ciągu łańcucha i wyróżniające się ozdoby choinkowe wydają się bardzo ułatwiać sprawę, ale wbrew pozorom to wcale nie jest taka łatwa sprawa.

Mimo, że to układanka składająca się z zaledwie 22 elementów, ich nietypowy kształt i stosunkowo jednolita kolorystyka (to w końcu choinka, wiecznie zielona!) czynią z niej niezłe wyzwanie! Myślałam, że sama ułożę do zdjęcia w 30 sekund z zamkniętymi oczami, ale okazało się, że wymagają nieco wysiłku (jednak otwartych oczu), a już na pewno odrobiny skupienia (dobrze, że jest schemat na jednej z bocznych ścianek pudełka :D). Co ciekawe moja przedszkolaczka poradziła sobie z nimi znacznie lepiej, widać nie jest jeszcze skażona myśleniem schematami.

Poza elementami układanki, które po złożeniu dadzą kształt choinki, w pudełeczku znajdziecie również sześć okrągłych ozdób na choinkę z bohaterami kultowej serii Marty Galewskiej-Kustry.

Skoro mamy już książki, książeczki aktywnościowe i układanki, do pełni szczęści brakuje nam jeszcze świątecznej gry rodzinnej. W tym roku czas oczekiwania umili nam „Dziadek do orzechów”. Ta niewielka, ale przesympatyczna gra karciana w pierwszym momencie przypominała mi świąteczną i uproszczoną wersję „Spaceru po Burano”. Po wysłuchaniu fragmentu historii „Dziadka do orzechów” gracze wcielają się w konstruktorów zabawek. Z częściowo wylosowanych, częściowo wybranych elementów (kart głowy, kart tułowia i kart nóg) muszą złożyć jak najwięcej figurek – najlepiej punktowane są te jednakowego koloru, ale najważniejsze, żeby były kompletne. A wśród kart mogą trafić się również prezenty podnoszące punktację określonych dziadków. Gra polecana jest dla dzieci od 6 roku życia i ma dwa poziomy trudności – podstawowy oraz z wykorzystaniem kart prezentów. To dobry trening kolorów i liczenia (w podsumowaniu punktacji pomagają rysunki orzeszków na każdym elemencie, które wygodnie można sumować wskazując paluszkiem) oraz podejmowania decyzji. Bardzo sympatyczna rozrywka dla całej rodziny w formacie kieszonkowym – zmieści się i do buta (albo do skarpety, gdzie wy znajdujecie swoje prezenty 5-go grudnia?) i do plecaka, jeśli wybieramy się spędzić Święta w domu babci.

Dziadek do orzechów
Autor: Jan Madejski
Ilustracje: Agata Zarzycka
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba graczy: 2-4
Sugerowany wiek: 6+

Znajdzie się również coś do czytania dla starszaka:

W końcu „książki dla dzieci” to nie tylko „książki dla maluchów”. Wyszukałam więc również świąteczne co nieco dla zaawansowanych samodzielnych czytaczy, którzy również chętnie spędzą miły wieczór ze świąteczną książką.

„O Mikołaju, który spadł z nieba” to jedyna książka z tego zestawienia, której jeszcze nie przeczytałam. I chociaż robię to bardzo rzadko, po „Atramentowej trylogii” i „Królu złodziei” mam do Cornelii Funke tak duże zaufanie, że polecam jej książkę w ciemno. Upolowałam ją w sumie przypadkiem, za grosze z drugiej ręki, i sama planuję spędzić z tą książką kilka wieczorów w fotelu przy choince, zrobić sobie mały powrót do beztroskich czasów.

Chociaż jest to już jak najbardziej pełnowymiarowa powieść, nie brakuje w niej czarno białych, „ołówkowych” ilustracji. Pomyślano również o doborze czytelnej, całkiem sporej czcionki o dużej interlinii, dzięki czemu nawet nie do końca wprawiony jeszcze czytelnik da sobie radę z lekturą.

Czy ostatni, najostatniejszy Mikołaj na świecie, wraz ze swoją niestandardową drużyną przyniesie dzieciom radość? Z przyjemnością się o tym przekonam.

Cornelia Funke, O Mikołaju, który spadł z nieba, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2007, 176 s.

„Życie i przygody świętego Mikołaja” L. Frank Baum to baśniowa opowieść, pełna nimf, wróżek, opiekunów kwiatów i zwierząt przeniesie Was do magicznego lasu. Lasu, w którym – nieco na wzór Mowgliego – pewna znudzona doglądaniem drzew nimfa wychowuje na posłaniu z miękkiego mchu porzucone ludzkie dziecko.

Otoczony tak wielką troską od najmłodszych lat Mikołaj postanawia ofiarować choć część tej dobroci innym dzieciom. Nie trudno było mu bowiem zauważyć, że choć są pełne naiwnej nieświadomości i radości z prostych rzeczy, niewiele z nich ma naprawdę beztroskie dzieciństwo.

Ta opowieść, zupełnie nie związana z postacią starożytnego biskupa z Miry, została właściwie całkowicie pozbawiona odniesień religijnych. Nie znaczy to jednak, że nie oparto jej na uniwersalnych wartościach, takich jak chęć pomocy bliźniemu, troska o niewinnych i słabych, poszanowanie natury, czy potrzeba niesienia radości i ulgi w cierpieniu. Dlatego też myślę, że może to być ciekawy świąteczny wybór dla młodych odbiorców wychowywanych w różnych wiarach i zgodnie z różnymi wyznaniami. Owe wartości są bowiem niezmienne i  zgodne chyba z każdym światopoglądem. Dobrze pamiętać o nich nie tylko przy okazji Bożego Narodzenia, ale w tym okołoświątecznym okresie najłatwiej o chwilę zadumy i refleksji.

L. Frank Baum, Życie i przygody Świętego Mikołaja, Poznań: Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2019, 164 s.

O zimie:

„Staś Pętelka. Ferie w lesie” Barbara Supeł, Agata Łuksza
Rodzina Pętelków wybiera się na spontaniczne zimowe wakacje – wbrew pozorom wcale nie w góry, a w samo serce bielusieńkiej Puszczy Białowieskiej. To pierwsze ferie zimowe Stasia i Jadzi, którzy dotychczas „wakacje” kojarzyli wyłącznie z opalaniem się na plaży.

To propozycja dla starszych odbiorców, niż seria o młodszej siostrze Stasia – Jadzi, skierowana do przedszkolaków nieco bardziej wprawionych w słuchaniu dłuższych tekstów. Od razu bardzo spodobała mi się konstrukcja książki – chociaż to już całkiem długa historia, podzielono ją na kilka mniejszych rozdziałów po 5-6 stron, dzięki czemu możemy ją czytać „na raz”, na przykład przed spaniem, albo w przypadku mniej zaawansowanych słuchaczy, stopniować sobie lekturę po jednym albo po kilka rozdziałów.

Mimo wyższego poziomu, książeczka wciąż jest bogato ilustrowana – mamy tu zarówno bardzo ładne ilustracje całostronicowe, jak i towarzyszące tekstowi, dzięki czemu każda ze stron została w jakiś sposób ozdobiona i nawet maluch (na przykład młodsza siostra) na pewno nie będzie się nudził podczas czytania.

Nie mówiąc już o samych przygodach! Bo dla dzieci każda czynność nosi przecież znamiona przygody – od trudności z pakowaniem i dłużącą się podróż, przez lepienie bałwana, szaleństwa w śniegu, kulig i ognisko aż po tropienie zwierząt (i odwiedzanie ich w rezerwacie też!).

Bardzo fajna propozycja dla przedszkolaków –  na stronach tej książeczki śnieg jest gwarantowany! Aż zatęskniłam za sankami, zaspami i kuligiem zakończonym pieczeniem kiełbasek na ognisku! Zamawiam śnieg w tym roku!

Barbara Supeł, Agata Łuksza, Staś Pętelka. Ferie w lesie, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019, 45 s.

„Wilk, który się zgubił” Rahel Bright, Jim Field
Znacie fantastyczną serię picturebooków o zwierzątkach od Zielonej Sowy? Są na naszej półce już od kilku lat, a wciąż od czasu do czasu sięgamy z córką po „Koalę, który się trzymał”, „Wiewiórki, które nie chciały się dzielić”, i „Mysz, która chciała zostać lwem.” Czując już zimę za pasem chciałam Wam pokazać chyba najbardziej wzruszającą część z całej serii.

Mały wilczek czuje się już bardzo dorosły – jest odważny, silny i samodzielny. Całymi dniami ćwiczy polowanie i chciałby mieć już nieco więcej do powiedzenia w watasze. Kiedy jednak gubi się podczas nocnej wędrówki i zostaje zupełnie sam na lodowej połaci, czuje się zupełnie mały i bezbronny. A kiedy chwilę później wpada w tarapaty, z chęcią przyjmie wyciągniętą do niego przyjazną łapę. I róg. I skrzydło też!

Urocza opowieść o przyjaźni i bezinteresownej pomocy, która umożliwi maluchom poznanie zwierząt zamieszkujących arktyczne równiny. Jak zwykle we wpadającym w ucho rytmie i pełna fantastycznie poodmienianych, wcale nie takich łatwych wyrazów.

Przepiękne ilustracje śnieżno-gwiezdnych krajobrazów, choć bardzo ciemne, zdumiewają mnogością barw, a puchate pyszczki i złote serca całej plejady zwierzęcych bohaterów budzą sympatię od pierwszej strony.

Rahel Bright, Jim Field, Wilk, który się zgubił, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2018, 32 s.

A dla sporo starszego odbiorcy w mroźnym aż do szpiku kości zimowym klimacie proponuję „Lodowego smoka” George’a R.R. Martina.

Długo zastanawiałam się do jakiej kategorii zaliczyć tą baśń– nie mogłam zdecydować, czy to książka dziecięca, czy raczej już dla dojrzałego czytelnika. Już samo nazwisko autora zwiastuje sporą dozę brutalności – znajdziemy tu palenie żywcem, okrucieństwa wojny i mówienie dzieciom, że nie potrafią kochać. Tym bardziej są to aspekty przejmujące, bo dokładnie ukazane na ilustracjach. Zawsze jednak w takich momentach staram się sobie przypominać rzeczy, które ja czytałam będąc dzieckiem i zawsze na nowo odkrywam, jak bardzo granica wrażliwości przesunęła mi się, odkąd jestem mamą.

Mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że dostałam takiego smoka, jakiego lubię – groźną, legendarną, niezależną jaszczurę nie dającą się udomowić, a samo jej wspomnienie budzi postrach. I dla odmiany – przynoszącą zimę.

Adara urodziła się w najmroźniejszy dzień, jaki tylko pamiętają mieszkańcy jej wioski. Zimno naznaczyło ją od pierwszych chwil życia, dlatego zawsze była nieco inna, niż jej rodzeństwo i rówieśnicy. Jako zimowe dziecko nigdy nie cieszyło jej upalne lato, odżywała za to z nadejściem zimy, kiedy to całymi dniami poświęcała się budowaniu śnieżnych zamków, a lodowe jaszczurki chętnie wchodziły na jej dłonie. Dłonie, które, w przeciwieństwie do innych ludzi, nie raniły drobnych ciał jaszczurek swym ciepłem. Chłodna w dotyku i oszczędna w uczuciach, rzadko uśmiechająca się dziwna dziewczynka. I to właśnie jej trafiła się najniezwyklejsza przyjaźń na świecie.

Poruszająca opowieść o niedopasowaniu, poszukiwaniu swojego miejsca, miłości, okropnościach wojny i sile poświęcenia. Rozmalowana zarówno słowem, jak i zapierającymi dech w piersiach ilustracjami – tak pięknymi, jak przerażającymi.

George R.R. Martin, Lodowy smok, Poznań: Wydawnictwo Zysk i s-ka, 2019, 114 s.

A jak u Was? Świąteczne lektury przygotowane, czy dopiero będziecie robić zapasy?

Bajki Majki: „Zielone piórko Zbigniewa. Skarpetki kontratakują!” Justyna Bednarek, Daniel de Latour

Pamiętacie detektywa Pinkertona – zieloną skarpetę, która rozwiązała zagadkę kociego złodzieja cukiernianego, a pod banderą Czarnej Frotte dzielnie stawiała czoło bandzie białych rękawiczek? (Jeśli jednak nie pamiętacie, to o wcześniejszych przygodach nieustraszonych Skarpetek przeczytacie TU i TU). Czy skarpetka o tak szerokich horyzontach długo zagrzeje miejsca jako szczęśliwy, ale uziemiony futerał na telefon Małej B? Dobrze myślicie, gdy tylko w najbliższej okolicy przydarzy się tajemnicze zaginięcie, skarpetka-detektyw rozpocznie błyskotliwe śledztwo! Przed nami kolejna niezwykła, tym razem kryminalna przygoda – pełna oszustw, zuchwałych kradzieży, przesłuchań i aresztowań, a nawet duchów. Niezapomniane wrażenia gwarantowane!

Nie myślcie jednak, że to monodramat na jedną skarpetkę, co to to nie! Podczas czytania poznamy między innymi Gniotkę, skarpetkę-kibica i skarpetkę-ornitologa, niezidentyfikowany beret latający, turbanopończoszkę i mnóstwo innych drobnych historii pobocznych. Jedna ciekawsza od drugiej.

Podobnie jak w przypadku morskiej przygody opisanej w książce „Banda Czarnej Frotte”, „Zielone piórko Zbigniewa” również jest powieścią pełnometrażową, w ośmiu rozdziałach opowiedzianą. Wymaga więc nieco więcej skupienia na tekście, niż pojedyncze opowiadania i krótsze rozdziały w poprzednich częściach, ale skoro to już czwarta księga, to i czytelnicy na pewno są już zaprawieni w boju. A sama seria rośnie wraz z dzieckiem.

Wszyscy fani Skarpetek znajdą tu to, co tak bardzo urzekło ich w tych zwariowanych opowiastkach – poczucie humoru, bardzo życiowe problemy, mądrości i sytuacje wplecione zgrabnie w fabułę, bezkompromisową szczerość i przygody nie z tej ziemi, o których nie śniło się filozofom w niebanalnej oprawie graficznej.

Uwielbiamy, polecamy, będziemy wracać nie raz i nie dwa.

Justyna Bednarek, Daniel de Latour, Zielone piórko Zbigniewa. Skarpetki kontratakują!, Warszawa: Wydawnictwo Poradnia K, 2020, 176 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Poradnia K.