Czas na czytanie: „Icebraker” A. L. Graziadei

Pierwsze wrażenie, jakie zrobił na mnie „Icebreaker” nie należało do najlepszych – przez mniej więcej połowę strasznie ją męczyłam – główny bohater okazał się tak sfrustrowaną, zadufaną w sobie i trudną do polubienia postacią, że aż nie miałam ochoty o nim czytać.

Drugą trudność sprawiało mi odnalezienie się w amerykańskiej rzeczywistości. Wiele aspektów – od zasad gry w hokeja czy lacrosse, przez proces trenowania młodego zawodnika czy mechanizm rekrutacji młodzików do zawodowych drużyn aż po zwyczaje i organizację życia studenckiego w koledżu (czy spolszczenie tego słowa tylko dla mnie wygląda bardzo źle?) – było dla mnie nowe i nienaturalne, sporo musiałam doczytywać i się domyślać, przez co czytało się mniej płynnie. Z trzeciej strony lubię dowiadywać się czegoś nowego przy okazji lektury.

Ale im dalej w fabułę, tym książka bardziej się broniła.

Stopniowo poznajemy przyczyny nastawienia Mickey’ego i nagle historia sportowej rywalizacji o pierwsze miejsce w rankingach staje się historią o duszącej presji. Kiedy oczekuje się od nastolatka dorównania dokonaniom ojca i dziadka, a każdy dzień podporządkowany jest próbom sprostania oczekiwaniom hokejowego świata, mierzeniu się z mediami i byciu ocenianym przez pryzmat swojego nazwiska, trudno mu być duszą towarzystwa.  A tak wysokie wymagania potrafią zabić każdą pasję.

To też – a może przede wszystkim – pełna wzlotów i upadków historia zmagań z depresją, do czego nie jest łatwo przyznać się w przesiąkniętym toksyczną męskością świecie brutalnego sportu. Nawet przed samym sobą.

„Staram się przekonać samego siebie, że mam prawo tak się czuć pomimo przywilejów, którymi obdarzyło mnie życie, i mimo iż nigdy nie przytrafiło mi się nic naprawdę złego”.

Bardzo podobało mi się poprowadzenie wątku związanego z orientacją seksualną bohaterów i szukania miejsca dla bycia sobą w homofobicznym otoczeniu. Chociaż ta książka to w dużej mierze romans, pociąg do drugiego mężczyzny bynajmniej nie jest tu kreowany na główny problem i nie dominuje ani nad problemem choroby psychicznej ani nad wątkiem rywalizacji, co dodaje mu autentyczności. Dla chłopaków dużo większym kłopotem jest pociąg do rywala, niż pociąg do drugiego chłopaka, pod tym względem jest to jeden z najbardziej dojrzałych aspektów tego szkolnego zauroczenia będącego typowym enemies to lovers.

„Nie ma nic wstydliwego w zwracaniu się o pomoc”.

Jest to też opowieść spełniająca marzenie o większej inkluzywności świata sportu – mamy tu młodych zawodników o różnych kolorach skóry, coraz bardziej otwartych na rożne typy seksualności, sporą dawkę girl power, a nawet reprezentację związku poliamorycznego.

Podsumowując – mimo trudniejszego początku warto więc dać jej szansę, bo to całkiem mądra, wielowątkowa książka, nie tak bardzo oczywista, jak to by się mogło na początku wydawać. O dojrzewaniu i szukaniu pomysłu na życie. O konflikcie między zobowiązaniami i lojalnością wobec rodziny, a własnym szczęściem, o stawianiu czoła presji i depresji. O trudnych relacjach rodzinnych i prawdziwej przyjaźni, która nie daje się odstraszyć. O sporcie, pasji i pierwszej miłości.

A. L. Graziadei, Icebreaker, Warszawa: Wydawnictwo You&YA, 2022, 320 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem You&YA.

Czas na czytanie: „Heartstopper. Yearbook” Alice Oseman

“Yearbook” to bardzo ładnie wydana, pełna bonusów publikacja dla fanów Heartstoppera. Nie jest to jednak nowa historia, a pakiet bardziej lub mniej typowych odautorskich dodatków – część z nich pojawiła się wcześniej na kontach autorki, część była dostępna wyłącznie dla jej patronów, a część to zupełnie nowe treści.

Znajdziemy tu między innymi króciutkie profile bohaterów (zawsze mam po nich niedosyt!), kilka słów o samej Alice, kilka minikomiksów (nie tylko poświęconych głównym bohaterom), psychotest (jak w gazetkach z lat 90.!) oraz możliwość prześledzenia jak historia rozwijała się na przestrzeni lat i jak zmieniał się styl ilustracji – od pomysłu w 2013 roku aż po międzynarodowy sukces i serialową ekranizację w 2022.

Ale tym, co mnie przyciąga najbardziej są nowe ilustracje – w przeciwieństwie do komiksów – w kolorze. A dokładniej we wszystkich kolorach tęczy, bo Pride pełni tu przecież nadrzędną rolę. Publikacja została podzielona na pory roku, mamy więc szansę zobaczyć bohaterów spędzających czas na piknikowaniu, basenowaniu i wylegiwaniu się na plaży, w wydaniu halloweenowym, zasmarkanym, czy świątecznym. Dostaniemy zaproszenie nie tylko do pokojów chłopaków ale i do innych miejsc ważnych dla Nicka i Charliego. Poznamy nieco głębiej ich relacje rodzinne i genealogię Springów i Nelsonów, a na koniec dowiemy się kim chłopaki mogliby być w alternatywnych wszechświatach.

Jest też rozdział poświęcony rysowaniu bohaterów z instrukcjami Alice, ale dla takiego beztalencia jak ja, są to wciąż porady w stylu „narysuj kółko -> narysuj spiczasty podbródek -> a potem resztę Charliego”. Jeśli jednak ktoś choć trochę umie w rysowanie to może odbierze to inaczej!

Jest to oczywiście propozycja przede wszystkim dla nieco młodszych odbiorców (niestety nie da się ukryć, że już dawno nie zaliczam się do grupy docelowej…) ale myślę, że każdy fan z przyjemnością przejrzy ten tytuł. Nawet jeśli nie do końca jest się zainteresowanym quizem „Jesteś Nickiem czy Charliem”, czy informacją który z bohaterów najbardziej boi się burzy, ilość ciepłych, pełnych pozytywnej energii ilustracji sprawia, że jest na czym zawiesić oko. A i sama historia powstawania komiksu i momentami całkiem wyboista droga do osiągnięcia charakterystycznego stylu autorki jest fascynująca.

Alice Oseman, Heartstopper. Yearbook, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 154 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Jaguar.

Czas na czytanie: „Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie” Mackenzi Lee

„Poradnik dla dżentelmena…” to kwintesencja lekkiej, nie do końca poważnej książki, w której awanturnicza przygoda z elementami fantastycznymi (a wręcz magicznymi) odziana została w historyczną kapotkę XVIII-wiecznej podróży po Europie. A mimo to nie storni od dotykania poważniejszych tematów, jak choćby równość płci, odkrywanie tożsamości seksualnej, zmaganie się z nieuleczalną chorobą, rasizm, brak przekonania o własnej wartości czy przemocowe środowisko w jakim przyszło się wychowywać głównemu bohaterowi.

Jest tu wszystko to, co lubię – Grand Tour, wielka ucieczka przez najpiękniejsze miasta Europy, reprezentacja queer, piraci, alchemia, grzebanie w grobowcach, młodzieńczy bunt, czy girl power w postaci bohaterki z nosem schowanym w książkach. I owszem, to wszystko naraz – wstrząśnięte i wymieszane – to nieco zbyt dużo, by traktować tą książkę na serio. Ale też nie taki jest jej cel. To sympatyczna przygoda z poszukiwaniem skarbów, buntem wobec twardych społecznych konwenansów i magią pierwszej miłości w rolach głównych.

Troje bohaterów – lord Henry Montague wraz z najlepszym przyjacielem i młodszą siostrą -wyrywają się z domu by ostatni rok wolności przed podjęciem obowiązków wynikających z wejścia w dorosłe życie spędzić na Grand Tour – wielkiej wyprawie przez Europę w celu ukulturalnienia i „wyszumienia się” jednocześnie. A wszystko to pod okiem surowego opiekuna. Główny bohater nie jest jednak stworzony do podążania utartymi ścieżkami i swój Wielki Objazd szybko zmieni w Wielką Katastrofę

Osobiście wolałabym, żeby kostium historyczny, w jaki została odziana cała historia był potraktowany z nieco większą dokładnością, bo jest on raczej frywolny i niewolny od nieco absurdalnych błędów (m.in. akcja dzieje się w XVIII wieku i bohaterowie pod koniec swojej podróży trafiają na Santorini, gdzie widzą „bielutkie domy o kobaltowych dachach”, podczas gdy tradycja malowania cykladzkich domów na biało-niebiesko rozpoczęła się najprawdopodobniej od epidemii cholery w pierwszej połowie XX w.). Niemniej jednak autorka sama wspomina, że mimo fascynacji pewnymi zjawiskami historycznymi, powieść oddaje raczej jej romantyczne wyobrażenie o tamtych czasach i nie ma na celu oddania prawdy historycznej, a wręcz przyznaje się do przesuwania dat niektórych wydarzeń tak, by pasowały do obmyślonej fabuły. I super, że o tym pisze, bo tym samym wytrąca z ręki broń krytykom.

Na samym końcu książki znajdziemy kilka słów o głównych tematach poruszonych w książce i źródłach, z których korzystała Mackenzi Lee podczas kreowania świata przedstawionego, gdzie zainteresowani mogą sobie doczytać „jak było naprawdę”. Bardzo fajny pomysł, lubię to.

Fajna młodzieżówka, gdzie wątek przygodowy i romantyczny wzajemnie się dopełniają i żaden z nich nie dominuje nad tym drugim. Miło spędzony czas.

Mackenzi Lee, Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie, Białystok: Wydawnictwo Kobiece Young, 2021, 448 s.

Czas na czytanie: „A jak to się wyda” Sophie Gonzales, Cale Dietrich

„(…) wszyscy ludzie chcieliby, aby świat widział ich takimi, jakimi są naprawdę. To nie prawda jest problemem, lecz fakt, że nie zawsze bezpiecznie ją wyjawić”.

Po pierwszych stronach spodziewałam się, że to będzie jedna z tych bezbarwnych książek, przy których miło spędzić czas, ale tydzień później już się o nich nie pamięta. Nie do końca jednak trafiłam, bo choć to lekka młodzieżówka, to ma w sobie parę cech chwytających za serducho.

Okazuje się bowiem, że w słodkiej historii o chłopakach z boysbandu można zawrzeć całkiem sporo fajnych rzeczy – poza kwestią odkrywania własnej tożsamości – bo i jest to oczywiście przede wszystkim przeuroczy romans między członkami zespołu – bohaterowie bardzo dużą wagę przywiązują do uczuć drugiej osoby i to jest bardzo super. Ale oczywiście poza smakiem pierwszej poważnej miłości mamy też i masę problemów – jest tu sporo o destrukcyjnej maszynce branży rozrywkowej – narzucającej ograniczenia, traktującej swoje gwiazdy w absolutnie przedmiotowy sposób, sterującej każdym elementem kariery młodych i niedoświadczonych jeszcze piosenkarzy i – przede wszystkim, bo to główny temat – zmuszającej do udawania kogoś, kim się nie jest i do ukrywania swoich preferencji seksualnych.

 Będą więc próby dostosowania się do sytuacji, przestawienie i naginanie granic aż wreszcie próby wydostania się z patowej sytuacji i beznadziejna walka z gigantem. A poza walką o możliwość wyrażania siebie czeka i druga, wcale nie łatwiejsza – z własnym konformizmem.

„(…) wolność do bycia sobą, pokazywania światu najprawdziwszego „ja”, kiedy tylko chcemy, to najważniejsza wolność, jaka istnieje”.

Nie brak tu również emocji związanych z przygodą życia – to w końcu życie gwiazd popu i olbrzymia trasa koncertowa; prawdziwej przyjaźni, która wybojów się nie boi i skomplikowanych relacji rodzinnych. Bo jak toksyczny związek z wydawcą muzycznym może wydawać się czymś z zupełnie innej bajki, tak toksyczne relacje z rodzicami są czymś znacznie bardziej przyziemnym.

Fanfikowa fantazja na temat życia celebrytów (któż nie doszukuje się związków między piosenkarzami?) poszerzona o całkiem dojrzałe podejście do pierwszego związku, ponurą refleksję na temat rodzicielstwa i walkę o prawo do kreowania własnego wizerunku. Nie jest to książka, która zmienia życie i kształtuje pokolenia, ale daleko jej do pustego czytadełka. Jeśli lubicie takie klimaty, to jak najbardziej warto.

Sophie Gonzales, Cale Dietrich, A jak to się wyda, Warszawa: Wydawnictwo You&YA, 2022, 384 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem You&YA.

Czas na czytanie: „Wierzyliśmy jak nikt” Rebecca Makkai

Jeśli książka zostawia Cię bez słów, to jest to wyznacznik najwyższej jakości.

„Wierzyliśmy jak nikt” to opowieść o miłości – romantycznej, rodzicielskiej, przyjacielskiej, utraconej. O miłości w czasach zarazy. O kruchości życia, trosce i potrzebie opieki, walce o podstawowe prawa. O braku tolerancji i epidemii, które zbierają potworne żniwo. O beztrosce i błędach młodości, o przedwczesnym dorastaniu, o starzeniu się w samotności. O stracie, tęsknocie, strachu i traumie. O pięknym życiu i brzydkiej śmierci. O sile wspomnień, w których wciąż żyją Ci, których kochaliśmy.

Fabuła toczy się naprzemiennie w dwóch osiach czasowych – w Chicago lat 80; kiedy śmierć brata Fiony jest początkiem pogromu, którego żniwo AIDS wkrótce zbierze wśród kręgu najlepszych przyjaciół dorastającej dziewczyny oraz 30 lat później, w Paryżu, kiedy dorosła już bohaterka szuka zaginionej córki i mierzy się ze wspomnieniami z młodości. 

„Zaczynasz się czegoś bać i już po chwili boisz się wszystkiego”.

Yale Tishman ma zgraną grupę przyjaciół, ułożone życie u boku ukochanego i stoi u progu zawodowego sukcesu – jest o krok od pozyskania wyjątkowej kolekcji dla galerii w której praca jest spełnieniem jego marzeń. Pełen energii i entuzjazmu nie zdaje sobie sprawy, że wystarczy chwila, by utracić wszystko.

„Ta choroba zwielokrotniła wszystkie nasze błędy (…). To głupstwo, które człowiek zrobił, kiedy miał dziewiętnaście lat, ten jeden jedyny raz, kiedy nie był ostrożny. I teraz okazuje się nagle, że to był najważniejszy dzień w całym jego życiu”.

Przyjaciółka Yale’a – Fiona – jest obserwatorką, dobrym duchem, „młodszą siostrą” dla wszystkich przyjaciół zbyt wcześnie zmarłego Nicka. Jego śmierć, która brutalnie wpycha ją w szpony dorosłości będzie dopiero początkiem ponurej drogi przez samo serce epidemii, która zostawi w młodej dziewczynie ślad na całe życie.

Książka smutna, ciężka i przygnębiająca, bo i w końcu o przedwczesnej, okrutnej śmierci. Ale też o nadziei, pamięci i docenianiu każdej chwili. O sztuce, poszukiwaniu piękna i walce o ideały. Jedna z najpiękniejszych opowieści o przyjaźni.

Cudowna pod względem językowym – czyta się wspaniale od pierwszej do ostatniej strony, nie istotne, czy przedmiotem opisu jest życie artystycznej bohemy lat 20; kipiąca imprezami mekka chicagowskich gejów, czy proces umierania na AIDS. Czysta przyjemność z lektury, nie można się oderwać.

Jeden z tych tytułów, które – choć od pierwszych zdań szykują nas na tragedię – ostatecznie o tak złamią czytelnikowi serce.

Rebecca Makkai, Wierzyliśmy jak nikt, Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, 2020, 622 s.

Czas na czytanie: „Nick i Charlie. Heartstopper. Nowela” Alice Oseman

Nick i Charlie to bohaterowie serii komiksów Heartstopper, którzy podbili serca chyba wszystkich, którzy zdecydowali się po tą serię sięgnąć – i nic dziwnego, bo to ciepła, przekochana historia która otula jak puchaty kocyk w zimny wieczór, choć wcale nie stroni od trudniejszych tematów. Tym razem powracają w nieco odmiennej formie opowiadania. Jednak bez obaw – na szczęście nie brakuje w nim ilustracji i charakterystycznej dla autorki oprawy graficznej.

Fabuła noweli dzieje się trzy lata po wydarzeniach z pierwszego tomu komiksu – bohaterowie zdążyli poznać się jak nie zna ich nikt inny,  mogą nazywać się parą z poważnym stażem, stawili czoło niejednej przeciwności losu, wyrobili sobie własną rutynę i są pewni uczuć – zarówno swoich, jak i partnera.

Czy to jednak wystarczy, kiedy przyjdzie czas rozstania? Nick jest rok starszy – właśnie świętuje ukończenie szkoły i z ogromnym entuzjazmem szykuje się do wyjazdu na uniwersytet. Jako, że Charliego czeka jeszcze rok nauki w Truham, po latach przebywania ze sobą niemalże non stop ich drogi się rozchodzą i chłopców czeka związek na odległość. Czy są na to gotowi? Czy pierwsza miłość ma szansę przetrwać rozłąkę i czy aby na pewno jest tą na całe życie?

Klimat opowiadania odstaje nieco od puchatego i uroczego komiksu, chociaż czuć, że to wciąż ta sama historia. Pojawia się jednak ostrzejszy język, miałam też wrażenie, że dialogi między bohaterami bywają czasami „papierowe”, a oni (szczególnie Charlie) podchodzą do problemu – który jest przecież już kolejnym na ich wspólnej drodze – w zdecydowanie mniej dojrzały sposób niż dotychczas, choć są już przecież starsi i z niejednego pieca ciastka jedli. Trudno mi to precyzyjnie określić, ale bywały momenty, kiedy po prostu miałam wrażenie, że „coś mi tu nie gra”. Forma komiksu, choć uboższa w tekst, miała dodatkową formę wyrazu, jaką dawały ilustracje – choćby mimikę, czy gesty bohaterów – i teraz mocno mi tego brakowało.

Osobiście bardziej podobały mi się komiksy, niemniej jednak zawsze miło wrócić do świata Haertstoppera i nowelka była przyjemnym oderwaniem od rzeczywistości. Już nie z takim „efektem wow” i nieco uboższa w przekazywane treści dydaktyczno-moralizatorskie, ale wciąż sympatycznym, a urok tego świata został zachowany. I to dla mnie najważniejsze.

Alice Oseman, Nick i Charlie. Heartstopper. Nowela, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 178 s.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Jaguar.

Czas na czytanie: PATRONAT: „Mandragora. Tom 2” Inga

Po szoku i dyskomforcie, jaki sprawił mi pierwszy tom Mandragory, powrót do tego świata był zdecydowanie łatwiejszy, niż mogłam się spodziewać. A znając już trochę reguły i układy rządzące tą rzeczywistością czytało mi się znacznie płynniej i przyjemniej, niż w przypadku pierwszej części. W drugim tomie, bardzo przewrotnie – zahipnotyzowały mnie zupełnie inne aspekty tej powieści. Pierwszy tom przytłoczył mnie przede wszystkim klimatem klasycznej powieści grozy – pełnej niepokoju, flaków, frankentainowskich potworów i poczuciem beznadziei, a uwiódł charyzmatyczną postacią głównego bohatera. W drugim było zupełnie na odwrót.

Tym razem dużo więcej uwagi poświęcono rozkładowi sił w podziemnym świecie i mętnemu od podejrzanych powiązań międzynarodowemu wywiadowi wraz z jego specjalnymi komórkami zajmującymi się zjawiskami nadprzyrodzonymi. W związku z tym mniej więcej połowa książki to przede wszystkim powieść szpiegowska. Jakkolwiek upiorna.

To też szansa na lepsze poznanie bohaterów – dowiemy się kim tak naprawdę jest Hunter, co się stało z jego rodziną, za czyją sprawą i w jakim celu został przysłany do Warszawy i dlaczego przyjdzie mu odegrać chyba najważniejszą z ról, nie tylko w intrygach Jessiego, ale i w o wiele szerszej sprawie.

Również sam Jessie dowie się co nieco o sobie, o uczuciach, które – jak się okaże – jednej jeszcze posiada i o przewrotności losu. Razem z nim odkryjemy prawdziwy powód zaciekłej i personalnej nienawiści Hertwiga oraz jego plany na przyszłość sabatu, z którymi nasz bohater nie do końca będzie się zgadzać. I tutaj przyznam, że Jessie mocno mnie rozczarował – miałam go za genialnego stratega, mistrza podstępnych planów i tkacza intryg, który każdego jest w stanie doprowadzić do zguby. A tu wystarczy kropelka emocji i osobiste podejście do sprawy, żeby nasza femme fatale nie potrafiła choć przez moment trzymać się własnego planu by miotać się jak mucha w kisielu i pogrążyć się w beznadziei. Ta postać strasznie straciła w moich oczach okazując się „mocna tylko w gębie”. Gorąco liczę, że w trzecim tomie to jednak nadrobi!

Miłość, wolność, zemsta, uzależnienie, pęd ku potędze i władzy. Gnijące bunkry wypełnione mutantami i wiejska sielanka w chatce w środku lasu, mroczne rytuały w podziemnym pałacu i przemoc domowa w posiadłości mafiozów. Zdecydowanie nie ma nudy. A wszystko to w wyjątkowym połączeniu ponurej wizji nowoczesnego świata i pełnej romantycznej niesamowitości, makabrycznej baśni o wampirach w jednej z ich najbardziej bezwzględnej wersji. I to chyba właśnie ta dystopijna wizja przyszłości pociąga mnie w tej historii najmocniej.

Inga, Mandragora. Tom 2, 2022, 477 s.
(premiera: 15.08.2022)

Recenzja powstała dzięki uprzejmości autorki.
Książkę możecie kupić na Bucketbook.

Z kodem rabatowym MINGA w dniach 1-21.08 macie -10% na wszystkie pozycje Ingi dostępne na Bucketbook!

Bardzo polecam między innymi:

Czas na czytanie: „Pustka. Tom 2” Silencio

Fakt, że na większości książek Silencio powinna być informacja „Jeśli szukasz szczęśliwych zakończeń, to szukaj ich gdzie indziej” nie jest dla mnie niczym zaskakującym, wręcz przeciwnie. Zaskakujące natomiast okazało się to, jak bardzo właściwe i adekwatne zakończenie otrzymała „Pustka” oraz że można złamać czytelnikowi serce i usatysfakcjonować go jednocześnie.

Na drugi tom przyszło nam kilka lat poczekać, dlatego jeśli czytaliście „Pustkę” już jakiś czas temu, to polecam zrobić sobie powtórkę przed sięgnięciem po drugi tom, jest on bowiem bezpośrednią kontynuacją pierwszego. Bez chwili rozgrzewki wskakujemy w rozdział XIII i od razu musimy się orientować w akcji, nie ma miejsca na przypomnienia w stylu „w poprzednim odcinku”, żadnej taryfy ulgowej. Jesteśmy w końcu w Metrolicie. I nie zwalniamy ani na chwilę.

Próby odgadnięcia tożsamości nieuchwytnego Vaina nie posuwają się do przodu ani odrobinę, Wydział do Spraw Seryjnych Zabójców jest w rozsypce, a Departament Orłów zdaje się robić wszystko, by uprzykrzyć a wręcz udaremnić śledczym pracę. Tymczasem makabryczne morderstwa nie ustają a pozbawiona hamulców gra czerwonowłosego następcy Voida z każdą zbrodnią staje się bardziej personalna.

Sprawa okazuje się być znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłoby się to wydawać na pierwszy rzut oka. Poszukiwanie mordercy staje się nie tylko pościgiem za niebezpiecznym szaleńcem i jego pomocnikami, ale walką z samymi podwalinami funkcjonowania miasta. Niezbędne stanie się stawienie czoła nietykalnym elitom przy jednoczesnej niechęci właściwie całego społeczeństwa. W końcu zbrodnia to przede wszystkim sprawa medialna. Bez poparcia, bez środków, z coraz mniejszą nadzieją na sukces. Czy mordercę o właściwie nieograniczonym wpływie na rzeczywistość, mogącego kryć się za właściwie każdą twarzą i cieszącego się niewątpliwymi koneksjami w ogóle można pojmać?

Tym razem, podczas niezbędnego dla śledztwa grzebania w przeszłości, dowiemy się więcej o historii samego Metrolitu i zasadach działania miasta zdającego się być olbrzymią cybernetyczną maszyną i stającego się tu właściwie jednym z ważniejszych bohaterów. To będzie też wędrówka w głąb psychiki (niejednego) zbrodniarza w poszukiwaniu motywów działania i wydarzeń, które go ukształtowały. A także test dla emocji – zarówno bohaterów, jak i czytelnika – w poszukiwaniu mściwości, litości, współczucia czy potrzeby sprawiedliwości.

Czy nieustanny kontakt z pewnym zgorzkniałym śledczym będzie w stanie sprawić, że wiecznie znudzony, pozbawiony uczuć psychopata wreszcie będzie w stanie cokolwiek poczuć? Czy czytelnik będzie w stanie poczuć cokolwiek poza wstrętem i niepokojem?

Przekonajcie się sami!

Mocna, trzymająca w napięciu wędrówka w dysopijny świat postępu, korupcji i zbrodni, w którym wciąż jednak żyją jednostki poszukujące sprawiedliwości. Gotham i Sin City mogą się uczyć od Metrolitu.

Silencio, Pustka. Tom 2, 2022, 530 s.

Czas na czytanie: „Upamiętnienie” Bryan Washington

Nie każda książka jest dla każdego. Ta nie była dla mnie. Może dlatego, że brakowało mi – jako osobie z zupełnie odmiennego środowiska, z innymi doświadczeniami i problemami – kontekstu kulturowego, przez co zupełnie nie mogłam wczuć się w klimat powieści Bohaterowie przede wszystkim mnie męczyli i budzili we mnie współczucie, niż wywoływali jakiekolwiek inne emocje.

Dwóch mężczyzn „po przejściach”, z trudnym dzieciństwem, pozbawionych wyniesionego z domu wzoru „szczęśliwej rodziny” czy choćby udanego związku. Mimo kilkuletniego stażu, ich relacja zdaje się nieuchronnie zmierzać ku końcowi. Skupieni na skomplikowanych sytuacjach swoich rodzin, problemach osobistych, kompleksach i traumatycznych wspomnieniach z dzieciństwa bohaterowie sami nie są pewni, czy chcą ją ratować.

Jak niesieni nurtem, nie mają pojęcia do czego dążą, jaki mają cel w życiu ani nawet co ich uszczęśliwia.

Tym, co szczególnie mi się podobało, było przedstawienie wielokulturowego, pełnego kontrastów społeczeństwa Ameryki – tak egzotycznego dla mieszkanki jednolitego rasowo i raczej zamkniętego na świat zewnętrzny kraju – który zdaje się wręcz być tutaj trzecim głównym bohaterem.

Nie zabrakło też dość uniwersalnych tez na temat miłości, troski i rodzicielstwa.

Ja jednak niestety nie złapałam energii i klimatu tej książki. Może jeszcze nie przyszedł na nią czas.

Bryan Washington, Upamiętnienie, Warszawa: Wydawnictwo Cyranka: 2022, 344 s.