Bajki Majki: „Literkowa książka” Anna Salamon, Alicja Krzanik

Oto dowód na to, że książeczka do nauki liter, i to taka zawierająca minimalną ilość tekstu, nie musi być wcale nudna!

Zacznijmy od tego, co widać na pierwszy rzut oka – jest piękna. Każda literka została wydziergana tak, by w swym kształcie zawierać rzeczownik, który się na nią zaczyna – D jest domkiem, na F pręży się smukły flaming, w I wbito igłę, a na L przyczaił się rudy lisek. Każda z nich jest bajecznie kolorowa i misternie przygotowana. Uwaga! Książkę ilustrują zdjęcia robótek, nie ma w niej żadnych elementów dotykowych, wszystko należy chłonąć oczami. A jest się czemu przyglądać, bo co cztery literki następuje przerywnik w postaci materiałowo-dzierganej ilustracji zawierającej jak najwięcej przedmiotów na poznane przed chwilą literki do wyszukania, nazwania i utrwalenia zdobytej wiedzy. Wraz z opisującym obrazek wierszykiem.

Ale to nie wszystko! Każdej z liter, poza jej fantazyjnie wydzierganą formą, towarzyszy zadanie – a te są bardzo różnorodne. Przy H trzeba zrobić hop! i podskoczyć jak najwyżej, a przy cukierkowym C należy dać rodzicowi całusa. Poza tym mały czytelnik będzie kwakał jak kaczka, liczył oczy ufoludka, wymieniał zwierzątka na f (znacie jakieś poza foką, fretką i flamingiem?) i rozważał umaszczenie lisiego futerka. Fantastyczna pozycja do aktywnego czytania – również dla maluchów, które nie do końca potrafią wysiedzieć długo w miejscu. I jeśli na początku miałam trochę obaw, że moja czterolatka będzie już na nią nieco za duża, to byłam w wielkim błędzie – bawi się świetnie. I może ten sposób przyswajania wiedzy całym ciałem przypadnie jej do gustu, bo z literami idzie nam wyjątkowo opornie.

Troszkę tylko szkoda, że nie jest dłuższa, bo aż się prosi, żeby polskie znaki wymienione na końcu dostały swoje własne pełnowymiarowe wyszywanki. Przynajmniej te, na które zaczynają się rzeczowniki. Tymczasem tylko Ł otrzymało własną stronę, reszta została przedstawiona zbiorczo na ostatnich kartach książeczki – już bez zagadek i poleceń do wykonania. Odczułyśmy przez to z córką niewielki niedosyt.

Pięknie wydana, w całości z grubszego kartonu o bezpiecznie zaokrąglonych rogach ma szansę posłużyć przez kilka lat – można już bowiem pokazywać i zupełnemu maluszkowi i przedszkolak wciąż będzie zainteresowany.

Anna Salamon, Alicja Krzanik, Literkowa książka, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2020, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Liczyświnki” Agata Matraś

Ku mojemu rozczarowaniu i nieskrywanej radości męża Majeczkę od nauki literek i czytania zdecydowanie bardziej interesują cyferki i liczenie. Ale to nie jedyny powód, dla którego „Liczyświnki” zostały przyjęte w naszym domu z wyjątkowo dużym entuzjazmem. Świnki to wciąż jedno z najulubieńszych zwierzątek (obok kotków, foczek, szopów, wilków…), a humorystyczna koncepcja i rymowana forma książeczki nie pozwalają przejść obok niej obojętnie.

Każda strona prezentuje nam świnkową ciżbę i wyszczególnione w niej persony – w ilości zależnej od omawianej aktualnie cyfry. Najpierw mamy rozkładówkę wprowadzającą (na przykład z jedną świnką i zdaniem wierszyka), kolejna natomiast wypełniona jest zagadkami związanymi z daną cyfrą (na przykład „kto zebrał najmniej malinek?” gdzie odpowiedzią jest świnka, która ma jedną malinkę). Zadania są na spostrzegawczość, kojarzenie faktów, przeciwieństwa i liczenie oczywiście. Nie brak tu labiryntów i wypatrywania szczegółów. Każdej cyferce towarzyszy określony temat – wraz ze świnkami przejedziemy się komunikacją miejską, wybierzemy się do muzeum, do restauracji, na mecz, do parku, na plac zabaw i na przyjęcie urodzinowe. A co najciekawsze, wszystko to zrobimy… wierszem, bo i każda zagadka i każde zdanie w tej książeczce wpada w ucho dzięki wszędobylskim rymowankom.

Niewielka, bardzo kolorowa i niesamowicie zatłoczona i wyjątkowo ładnie ilustrowana kartonówka dla przedszkolaków. Bo chociaż twarde strony, stosunkowo niewielki ciężar i bezpiecznie zaokrąglone rogi pozwalają czytać ją i z zupełnymi maluszkami, to jednak mnogość szczegółów i niektóre z zadań wymagają już wprawy kilkulatka.

Urocza, przesympatyczna i pomysłowa, bardzo polecamy!

Agata Matraś, Liczyświnki, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Bajki Majki: „Jedzie pociąg z daleka”, ilustracje Ewa Kozyra-Pawlak

A oto i nasz kolejny hicior – czytany na okrągło, aż do znudzenia (przynajmniej Mamy, bo Maja jakoś dziwnym trafem nie nudzi się nawet po –entym razie pod rząd :D ).

Znana i oklepana klasyka w pięknej odsłonie, czyli jak z 10 wersów zrobić małe dzieło sztuki. Wierszyk od lat wpada w ucho i dzięki swoim prostym, śpiewnym rymom jest dziecięcym pewniakiem, u nas recytowanym Bobasce od maleńkości. Ale tym, co popchnęło mnie do kupienia Mai kartonówki z wierszykiem, który każdy zna na pamięć była oprawa graficzna, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Ewa Kozyra-Pawlak zilustrowała ten prosty wierszyk… wyszywanką, gdzie każda strona to makatka. Wzorzyste tkaniny, guziczki, niteczki i duża dawka humoru… aż żal, że to tylko zdjęcia, bo aż chciałoby się przejechać palcami po różnorodnych fakturach materiałów. Maja jest na etapie pokazywania szczegółów paluszkiem i ta książeczka jest do tego idealna – mnóstwo kolorowych elementów przyciąga uwagę. Ja najbardziej lubię pieska i Pałac Kultury, Maj najczęściej wybiera do pokazywania krowy, okulary konduktora i guzikowe koła pociągu.

Ta książeczka to bezwzględna śpiewanka. Kilka razy nawet starałam się przeczytać ją „normalnie”, ale za każdym razem już jakoś w trzeciej linijce orientowałam się, że nawet czytając po cichu zaczynam w myślach podśpiewywać – to chyba jakiś odruch bezwarunkowy – pozostało zatem po prostu przestać z tym walczyć. Szczególnie, że Bobasa uwielbia śpiewanki – rymowanki.

W tej serii wydano jeszcze kilka znanych wierszyków, choć z mojego wstępnego rekonesansu wynika, iż są one ilustrowane w bardziej typowy sposób. Kiedyś na pewno skusimy się jeszcze na jakąś.

Kolorowa, rytmiczna, zabawna i szczegółowa. No i jest o pociągu, a wszyscy kochają pociągi (przynajmniej do czasu, kiedy nie muszą podróżować PKP).

Obie bardzo polecamy!

Jedzie pociąg z daleka, ilustrowała Ewa Kozyra-Pawlak, Wydawnictwo Muchomor: Warszawa, 2004, 8 s.