Bajki Majki: Najpiękniejsze książeczki dla dzieci o zimie i świętach, cz. IV

Szykowanie corocznego wpisu o świątecznych książkach dla dzieci jest dla mnie otwarciem sezonu – Święta już tuż tuż! Jeśli potrzebujecie jeszcze więcej inspiracji, rzućcie okiem na zestawienia z poprzednich lat:

Część I – Święta 2017
Część II – Święta 2018
Część III – Święta 2019
Pomysł na książkowy kalendarz adwentowy

„Przeplatanki rymowanki. Zgraja Mikołaja” z ilustracjami Małgorzaty Detner to zabawna świąteczna propozycja dla najmłodszych czytelników w wieku od roku do trzech lat. Kartonowa książeczka z bezpiecznie zaokrąglonymi rogami ma dziewięciu bohaterów – między innymi Mikołaja, Renifera Rudolfa, Misia Polarnego Śnieżynkę, Bałwana, Pierniczkowego Ludzika a nawet szefa elfowej kuchni. Każdy z nich wykonuje jakąś czynność przy pomocy określonego przedmiotu. Każda ze stron poświęconych bohaterom została podzielona na trzy części, które można przekładać niezależnie od siebie tworząc zupełnie nowe kompozycje zarówno jeśli chodzi o wygląd postaci, jak i o towarzyszący im tekst. Dzięki temu na przykład „Piernikowy Ludzik, król gwiazdkowej mody, wyjmuje ze skarpet truskawkowe lody”. Świąteczne chichotanko gwarantowane, a przy okazji to świetny trening dla małych paluszków.

Małgorzata Detner, Przeplatanki rymowanki. Zgraja Mikołaja, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 18 s.

Jeśli chodzi zaś o historię biblijną dla najmłodszych, koniecznie sięgnijcie „Opowieści biblijne do poduszki” Mercè Segarra, Rosa M. Curto – historii narodzin Jezusa poświęcono cztery rozdziały, od Zwiastowania aż do wizyty Trzech Króli, a każdemu z nich poświęcono dwie całostronicowe ilustracje i kilka nieskomplikowanych zdań tekstu przystosowanych do sposobu percepcji maluszka. To chyba najbardziej sympatyczna wariacja na temat Biblii dla najmłodszych odbiorców, jaka kiedykolwiek wpadła mi w ręce. Polecam nie tylko na tą okazję.

Mercè Segarra, Rosa M. Curto, Opowieści biblijne do poduszki, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2017, s. 54-61.

Szukającym nieco bardziej rozbudowanej opowieści o prawdziwym sensie Świąt na pewno przypadkiem do gustu „Opowieść o Bożym Narodzeniu” Stephanie Jeffs, John Haysom – ta pozycja, pełna pięknych, delikatnych ilustracji, nie kończy się w momencie narodzin Jezusa w stajence, została rozszerzona o wizytę Trzech Króli i niecne plany Heroda aż po ucieczkę do Egiptu dając małemu odbiorcy szerszy kontekst i bardziej przystając do realiów (zanim królowie z dalekich krajów przyjadą do Betlejem za gwiazdą, Dzieciątko zdąży już nieco urosnąć). Chociaż tekstu jest dużo więcej pojawiają się pojęcia, które z pewnością trzeba będzie dziecku wytłumaczyć (np. synogarlica) , autorzy opierają się na prostych, krótkich zdaniach i przedstawiają historię w jak najbardziej zrozumiały, choć niepozbawiony malowniczości sposób. Nie sposób też nie docenić siły obrazu, który zajmując całe strony pełni funkcję narracyjną na równi z tekstem pisanym. Polecam dla dzieci od mniej więcej 4 roku życia.

Stephanie Jeffs, John Haysom, Opowieść o Bożym Narodzeniu, Poznań: Wydawnictwo Święty Wojciech, 2017, 30 s.

„Gwiazdka! Nie Przeszkadzać!” Barbary Supeł z ilustracjami Beaty Żurawskiej to propozycja dla tych, którzy w przedświątecznym szale przygotowań i sprzątania (cóż, akurat w tym roku poza Jezusem faktycznie może przyjść również sanepid…) zatracili prawdziwą frajdę ze wspólnych rodzinnych przygotowań. Kiedy niesforne bliźnięta słyszą, że mają nie przeszkadzać, z entuzjastyczną pomocą w szykowaniu domu do Wigilii czekają aż zapadnie zmierzch. A potem rzucają się w wir pracy! Pierniczkom dorysują wąsy, przystrzygą choinkowe łańcuchy, wymalują okna od góry do dołu, wyjedzą cukierki z choinki, rozwieszą na kominku brudne skarpetki… w ruch pójdą również szminka mamy i pianka do golenia taty. Na szczęście w ślad za nimi ruszyła porządnicka Myszka, która dzielnie zaciera ślady tej rozróby, bo dobrze wie, że prezenty dostają tylko grzeczne dzieci. Okaże się jednak, że Mikołaj nie robi rankingu najczystszych domów, a docenia dobre chęci. A wszystko to przekazano wierszem! Ten momentami komiczny, uroczy, i bardzo prawdziwy picturebook rozbawi i skłoni do refleksji. I chociaż skierowany jest do młodziutkich odbiorców (4+), starsi, a przede wszystkim rodzice również powinni go przeczytać.

Barbara Supeł, Beata Żurawska, Gwiazdka! Nie przeszkadzać!, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 32 s.

Rodzinne przygotowania do świąt znajdziecie również w książeczce dla maluszków „Jadzia Pętelka piecze pierniczki”. Ta niewielka, urocza książeczka to kolejna już część przygód Jadzi Pętelki – ulubienicy młodszych przedszkolaków. Tym razem małą bohaterkę czeka niebagatelne zadanie – trzeba przygotować zapas świątecznych pierniczków. Trzeba zakasać rękawy i wraz z tatą zabrać się do pracy! Do wymieszania czeka mnóstwo składników – puszysta mąka, miękkie masło, lepki miód i kruche jajka. A później czeka ugniatanie, wycinanie, pieczenie, lukrowanie, zdobienie, przewlekanie, aż wreszcie chrupanie i… sprzątanie! Nie da się ukryć, że to lektura, która porusza zmysły – aż ślinka cieknie!

Barbara Supeł, Agata Łuksza, Jadzia Pętelka piecze pierniczki, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 24 s.

„Wigilia Mamy Mu i Pana Wrony” Jujja Wieslander, Sven Nordqvist
Bardzo lubimy serię o cierpliwej Mamie Mu i postrzelonym Panu Wronie. Również ich świąteczna przygoda jednocześnie bawi i chwyta za serducho. Pan Wrona uwielbia dostawać mnóstwo prezentów – tylko że wszystkie robi sobie sam, bo inaczej przecież nic by nie dostał! Nie da się ukryć, ze prawdziwy sens i radość Świąt przelatują mu przez to koło dzioba. Jakie to szczęście, że Mama Mu drobnym ciepłym gestem potrafi pokazać mu magię myślenia nie tylko o sobie, ale przede wszystkim o innych, a przecież radość z obdarowywania przewyższa nawet radość z otrzymywania upominków. A najwspanialsza jest radość z bycia razem z przyjacielem – w tym szczególnym dniu i na co dzień. Bogato ilustrowana (krowy z rogami przystrojonymi choinkowym łańcuchem, niczym w wiankach świętej Łucji są po prostu cudowne!), pełna rozkrakanej energii, krowiego spokoju, mądrości i ciepła prawdziwej przyjaźni. Nietuzinkowa propozycja.

Jujja Wieslander, Sven Nordqvist, Wigilia Mamy Mu i Pana Wrony, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2019, 28 s.

Dla fanów humorystycznego podejścia do Świąt idealna będzie „Jak schować Lwa w Święta” Helen Stephens – to już czwarty pięknie ilustrowany picturebook z przygodami Malwinki i jej nietuzinkowego przyjaciela. Po raz kolejny okazuje się, ze dziewczynka nie może gdzieś zabrać ze sobą gigantycznego Lwa. Bo czy widział ktoś kiedyś lwa jadącego pociągiem (w końcu nie zmieści się ani do walizki, ani nie da się go owinąć papierem by uchodził za świąteczny prezent)? Toż taka sytuacja mogłaby spowodować przedświąteczny kryzys kolejowy! Dlatego też Malwinka jedzie do Cioci Zosi, a Lew zostaje w domu. Ale co to za świętowanie bez jednego członka rodziny?

Lew nie zamierza jednak zostać w tyle. Sprytnie chowa się na bagażowej półce i niedostrzeżony jedzie wraz z rodziną do miasteczka cioci. Gdyby tylko turkot kół nie ukołysał go do snu, nie stałby się zupełnie zgubionym lwem! Czy nasz bohater da radę podróżować przez śnieżne zaspy? Czy odnajdzie swoją rodzinę? I jakie są konsekwencje Świąt z Lwem w domu? Przekonajcie się sami!

Helen Stephens, Jak schować Lwa w Święta, Warszawa: Wydawnictwo Amber, 2020, 40 s.

Jak co roku wydawnictwo Zakamarki wydało „książkowy kalendarz adwentowy” – okołoświąteczną historię podzieloną na 25 rozdziałów, po jednym na każdy dzień oczekiwania i jeden na same Święta. Tegoroczna książka nosi tytuł „Jak ratowaliśmy Wigilię” i poza rozdziałami adwentowymi ma również króciutki styczniowy epilog, w którym dzieci wracają do szkoły po świątecznej przerwie.

Tim chodzi do zerówki i uwielbia Święta najbardziej na świecie. Dlatego kiedy w jego 24-osobowej grupie każdemu z dzieci przypada w udziale zerwanie jednej kartki z magicznego adwentowego kalendarza, chłopiec uważa, że to on powinien trafić na tą ostatnią. Szczególnie, że wigilijna kartka jest najważniejsza – jeśli się ją zgubi, Świąt nie będzie. Jak myślicie, co się stanie z kartką? O nie, nie zgubi się, czeka ją coś znacznie gorszego!

Nie jest łatwo być odpowiedzialnym za zniszczenie wigilijnej kartki i tym trudniej będzie naprawić swój błąd. Tim zrobi jednak wszystko, by naprawić Boże Narodzenie, albo chociaż wynagrodzić innym zepsute Święta.

Jak to zazwyczaj bywa ze skandynawskimi książkami i tą charakteryzuje podejście pozbawione czołobitności i egzaltacji. Boże Narodzenie jest taktowane z humorem i dystansem, o czym świadczą na przykład porywające wersje kolęd. Dowiemy się też całkiem sporo o charakterystycznych dla Szwecji występach z okazji orszaku św. Łucji.

Ellen Karlsson, Cecilia Heikkilä, Jak ratowaliśmy Wigilię, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2020, 108 s.

Jeśli chcielibyśmy rozpocząć czytanie książki dzielonej na rozdziały przeznaczone na każdy dzień adwentu już z młodszym dzieckiem, dla przedszkolaków świetnie sprawdzi się „Elf do zadań specjalnych” Katarzyny Wierzbickiej z magicznymi ilustracjami Ulyany Nikitiny.

Już od pierwszego dnia grudnia w Wiosce Świętego Mikołaja praca wre – trzeba przeczytać każdy list, wyprodukować w fabryce zabawek prezenty dla każdego dziecka na świecie, przetestować je dokładnie, zadbać o renifery i oczywiście sprawdzić, czy wszystkie dzieci aby na pewno nie były za bardzo niegrzeczne w tym roku. A do tego, zgodnie z duchem czasu, produkcję czeka wprowadzanie reform i innowacji pod czujnymi surowym okiem elfki Lśniącej.

Tymczasem w krainie Świętego Mikołaja pojawiają się tajemnicze ślady wielkich łap na śniegu zwiastujące nieoczekiwanych gości, a elf Wiercipiętek zgubił swój szaliczek niewidzialności i za nich nie chce się do tego przyznać, w końcu jako sprytny elf na pewno siebie bez niego poradzi. Czy idealne Święta są zagrożone? I czy uda się spełnić marzenia dzieci na czas?

Chociaż książka prezentuje się ciałkiem konkretnie, to po podzieleniu na 24 dni wychodzi po 6-10 stron na rozdział, czyli na maksymalnie 10 minut czytania. Jestem strasznie ciekawa, czy moja prawie-pięciolatka z przedszkolnej grupy Elfów poskromi ciekawość i faktycznie uda nam się czytać po jednym rozdziale dziennie. Nie mogę się już doczekać!

Katarzyna Wierzbicka, Elf do zadań specjalnych. 24 opowiadania, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 192 s.

„Dobranocki na gwiazdkę” to zbiór 11 opowiadań od polskich autorów na okres świąteczny do czytania przed snem. Znajdą się tu historie długaśne i zupełnie króciutkie, o ludziach, o myszkach, o pieskach, o karpiu, Świętym Mikołaju i o Dzieciątku i nawet o niegrzecznych dziewczynkach robiących wszystko na opak – nawet dobre uczynki (to moje ulubione!). Zabawne i poważniejsze, wesołe i mające w sobie kropelkę smutku – łączy je jednak jedno – są pełne magii i niosą nadzieję. A do tego wypełnione magicznymi ilustracjami wypełniającymi całe strony. To księga, która zostanie z dzieckiem na lata, bo wracanie do tych bohaterów co roku może okazać się cudownym przedświątecznym zwyczajem dla całej rodziny.

Dobranocki na Gwiazdkę, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2019, 224 s.

W zeszłym roku pokazywałam Wam przepięknie wydaną encyklopedię bożonarodzeniowych tradycji z całego świata – „Idą święta! O Bożym Narodzeniu, Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie” Monika Utnik-Strugała. W tym roku pojawiło się nowe, rozszerzone wydanie tej książki. Poza kolorem i detalami okładki obie pozycje różnią się zawartością – w „czerwonej” wersji omówiono 37 świątecznych zwyczajów, w „niebieskiej” mamy ich aż 45, dzięki czemu nowe wydanie jest zauważalnie grubsze lepiej odżywione. Wspaniale rozbudowano na przykład rozdział poświęcony kolędom, dowiemy się również co nieco o rzece ognia we włoskim Agnone, chanukowych świecach, tradycji żywej szopki, a nawet… rodzinnym oglądaniu Kevina. Znalazło się również troszkę miejsca na zwyczaje bałkańskie i Chiński Nowy Rok.

Monika Utnik-Strugała, Idą święta! O Bożym Narodzeniu, Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2020, 176 s.

Miłośnicy ślicznie słodkich (a może słodko-ślicznych?) ilustracji Agnieszki Filipowskiej na pewno znają weterynarz Misię – ośmiolatkę, która prowadzi klinikę w domku na drzewie i potrafi rozmawiać ze zwierzętami. W tym roku pojawił się zbiór trzech opowiadań świątecznych „Misia i jej mali pacjenci. Świąteczne opowieści”. Jemiołuszka, która zwichnęła skrzydło wypchnięta z karmika przez gawrony i Myszka ze strychu znaleziona podczas szukania pudła z ozdobami na choinkę spędzą wspólnie Święta w Lipowej Klinice. Niespodziewanym gościem w wigilijny wieczór będzie… renifer z zaprzęgu samego Świętego Mikołaja, któremu metalowy kolec utknął w racicy, a osiołek z przykościelnej żywej szopki o obolałym brzuszku pozna skutki świątecznego obżarstwa. Na szczęście doktor Misia jest w pobliżu!

Aniela Cholewińska-Szkolik, Agnieszka Filipowska, Misia i jej mali pacjenci. Świąteczne opowieści, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 48 s.

 „Zima Toli” Anna Włodarkiewicz, Ola Krzanowska
Drugą dziewczyną, o której uwielbia czytać moja prawie-już-pięciolatka jest Tola. Kolejny już tom przygód Toli zawiera cztery przesympatyczne rodzinne opowiadania w zimowym klimacie – od wigilijnego wieczoru z ubieraniem choinki, wieczerzą i szukaniem prezentów w roli głównej, przez śnieżne szaleństwo z tatą (sanki, bałwany i bitwy na śnieżki obowiązkowe!), ślizgawkę pod domem i maminą chorobę, aż po wiosenne porządki.

Uwielbiam ilustracje Oli Krzanowskiej i każda część serii o Toli (a teraz mamy już wszystkie i często do nich wracamy) została przepięknie zilustrowana, ale ta jest chyba najpiękniejszą z nich. A już na pewno moją ulubioną! Może przez wzgląd na malownicze zimowe krajobrazy, może wpływ mają na to herbatki rozgrzewające samym widokiem dzbanka? Może atmosfera świąt? Co by nie stało za tym sukcesem, jest pięknie.

I mądrze! Bo poza niepodważalnymi walorami estetycznymi i ciepłym, bliskościowym wydźwiękiem, mały czytelnik znajdzie tu również sporo życiowych mądrości. Szczególnie wartościowe okazało się dla nas ukazanie sytuacji, w której tata Toli, mimo złożonej obietnicy, nie zdołał wyjść wcześniej z pracy i zabrać córeczki na sanki po przedszkolu. Na niektóre sytuacje czasami nawet rodzice nie mają wpływu, choćby nie wiadomo jak się starali. Ale następnego dnia wynagradza to córeczce wcześniejszą pobudką (ze śniadaniem do łóżka i kakaem nawet wczesne wstawanie może być przyjemne!) i zimowymi zabawami przed przedszkolem.

Anna Włodarkiewicz, Ola Krzanowska, Zima Toli, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019, 64 s.

Stałym punktem kalendarza adwentowego, który szykuję dla córki już 3 raz (zaczęłam jak miała 3 lata) są książeczki aktywnościowe – staram się wybierać tak, by w paczuszkach znalazła się jedna taka pozycja w tygodniu (czas na zrobienie wszystkich zadań bez pośpiechu też jest bardzo ważny) – zawsze są kolorowanki (Maja uwielbia kolorować, ostatnio generuje po kilka kolorowanek dziennie) i książeczki z prostymi zadaniami w świątecznym klimacie, a na sam koniec kalendarza zawsze umieszczam szopkę-wypychankę do samodzielnego złożenia, to bardzo dobry pretekst do przypomnienia sobie historii biblijnej Narodzin Jezusa.

Red. Barbara Supeł, Bombkowa kolorowanka, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020.

Sylwia Kajdana, Świąteczne zabawy. Pomaluję, nakleję, rozwiążę, Kraków: Wydawnictwo Aksjomat, 2020.

Kubuś i Przyjaciele. Już święta!, Łódź: Wydawnictwo AMEET, 2019.

Red. Barbara Supeł, Szopka Bożonaodzeniowa. Kolęda, Ciekawostki. Wypychanki, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019.

O moim pomyśle na kalendarz adwentowy dla malucha przeczytacie TUTAJ.
Więcej sprawdzonych pomysłów na książeczki aktywnościowe (w tym kolędy i zimowego audiobooka dla malucha) znajdziecie TU.

Istotnym elementem oczekiwania na Święta, poza wspólnym czytaniem książeczek, są u nas świąteczne układanki i puzzle z ilustracjami książkowymi:

„Magiczne święta” Ewa Poklewska-Koziełło (30 elementów, 3+)

Ta urocza wielkoelementowa układanka trafi jako zadanie do jednego z pól kalendarza adwentowego, który będę szykować dla Majki. Ilustracja została podzielona na zaledwie 30 elementów, ale nie dajcie się zwieść pozorom! Chociaż duże puzzle są bezpieczne dla zupełnych  maluchów, ułożenie obrazka o nieregularnym kształcie wcale nie jest tak banalnie proste, jak mogłoby się wydawać. Duży wpływ ma na to niestandardowy kształt puzzli, dzięki któremu niektóre fragmenty obrazka trzeba łączyć na zasadzie przylegania gładkimi krawędziami – bez możliwości trwałego połączenia dopóki nie ułożymy większej części układanki. Zmaganiom towarzyszyć będą bardzo sympatyczni bohaterowie ilustracji – święty Mikołaj wraz z elfami, rozdający prezenty z sań ciągniętych przez renifera i rodzina psotnych myszek, która wyszła z norek, by się temu przyglądać.

„Pucio i Misia ubierają choinkę” Marta Galewska-Kustra (22 elementy, 2+)
Jest też coś dla fanów Pucia!

Choinka to bardzo wdzięczny materiał na puzzle – pilnowanie ciągu łańcucha i wyróżniające się ozdoby choinkowe wydają się bardzo ułatwiać sprawę, ale wbrew pozorom to wcale nie jest taka łatwa sprawa.

Mimo, że to układanka składająca się z zaledwie 22 elementów, ich nietypowy kształt i stosunkowo jednolita kolorystyka (to w końcu choinka, wiecznie zielona!) czynią z niej niezłe wyzwanie! Myślałam, że sama ułożę do zdjęcia w 30 sekund z zamkniętymi oczami, ale okazało się, że wymagają nieco wysiłku (jednak otwartych oczu), a już na pewno odrobiny skupienia (dobrze, że jest schemat na jednej z bocznych ścianek pudełka :D). Co ciekawe moja przedszkolaczka poradziła sobie z nimi znacznie lepiej, widać nie jest jeszcze skażona myśleniem schematami.

Poza elementami układanki, które po złożeniu dadzą kształt choinki, w pudełeczku znajdziecie również sześć okrągłych ozdób na choinkę z bohaterami kultowej serii Marty Galewskiej-Kustry.

Skoro mamy już książki, książeczki aktywnościowe i układanki, do pełni szczęści brakuje nam jeszcze świątecznej gry rodzinnej. W tym roku czas oczekiwania umili nam „Dziadek do orzechów”. Ta niewielka, ale przesympatyczna gra karciana w pierwszym momencie przypominała mi świąteczną i uproszczoną wersję „Spaceru po Burano”. Po wysłuchaniu fragmentu historii „Dziadka do orzechów” gracze wcielają się w konstruktorów zabawek. Z częściowo wylosowanych, częściowo wybranych elementów (kart głowy, kart tułowia i kart nóg) muszą złożyć jak najwięcej figurek – najlepiej punktowane są te jednakowego koloru, ale najważniejsze, żeby były kompletne. A wśród kart mogą trafić się również prezenty podnoszące punktację określonych dziadków. Gra polecana jest dla dzieci od 6 roku życia i ma dwa poziomy trudności – podstawowy oraz z wykorzystaniem kart prezentów. To dobry trening kolorów i liczenia (w podsumowaniu punktacji pomagają rysunki orzeszków na każdym elemencie, które wygodnie można sumować wskazując paluszkiem) oraz podejmowania decyzji. Bardzo sympatyczna rozrywka dla całej rodziny w formacie kieszonkowym – zmieści się i do buta (albo do skarpety, gdzie wy znajdujecie swoje prezenty 5-go grudnia?) i do plecaka, jeśli wybieramy się spędzić Święta w domu babci.

Dziadek do orzechów
Autor: Jan Madejski
Ilustracje: Agata Zarzycka
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba graczy: 2-4
Sugerowany wiek: 6+

Znajdzie się również coś do czytania dla starszaka:

W końcu „książki dla dzieci” to nie tylko „książki dla maluchów”. Wyszukałam więc również świąteczne co nieco dla zaawansowanych samodzielnych czytaczy, którzy również chętnie spędzą miły wieczór ze świąteczną książką.

„O Mikołaju, który spadł z nieba” to jedyna książka z tego zestawienia, której jeszcze nie przeczytałam. I chociaż robię to bardzo rzadko, po „Atramentowej trylogii” i „Królu złodziei” mam do Cornelii Funke tak duże zaufanie, że polecam jej książkę w ciemno. Upolowałam ją w sumie przypadkiem, za grosze z drugiej ręki, i sama planuję spędzić z tą książką kilka wieczorów w fotelu przy choince, zrobić sobie mały powrót do beztroskich czasów.

Chociaż jest to już jak najbardziej pełnowymiarowa powieść, nie brakuje w niej czarno białych, „ołówkowych” ilustracji. Pomyślano również o doborze czytelnej, całkiem sporej czcionki o dużej interlinii, dzięki czemu nawet nie do końca wprawiony jeszcze czytelnik da sobie radę z lekturą.

Czy ostatni, najostatniejszy Mikołaj na świecie, wraz ze swoją niestandardową drużyną przyniesie dzieciom radość? Z przyjemnością się o tym przekonam.

Cornelia Funke, O Mikołaju, który spadł z nieba, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2007, 176 s.

„Życie i przygody świętego Mikołaja” L. Frank Baum to baśniowa opowieść, pełna nimf, wróżek, opiekunów kwiatów i zwierząt przeniesie Was do magicznego lasu. Lasu, w którym – nieco na wzór Mowgliego – pewna znudzona doglądaniem drzew nimfa wychowuje na posłaniu z miękkiego mchu porzucone ludzkie dziecko.

Otoczony tak wielką troską od najmłodszych lat Mikołaj postanawia ofiarować choć część tej dobroci innym dzieciom. Nie trudno było mu bowiem zauważyć, że choć są pełne naiwnej nieświadomości i radości z prostych rzeczy, niewiele z nich ma naprawdę beztroskie dzieciństwo.

Ta opowieść, zupełnie nie związana z postacią starożytnego biskupa z Miry, została właściwie całkowicie pozbawiona odniesień religijnych. Nie znaczy to jednak, że nie oparto jej na uniwersalnych wartościach, takich jak chęć pomocy bliźniemu, troska o niewinnych i słabych, poszanowanie natury, czy potrzeba niesienia radości i ulgi w cierpieniu. Dlatego też myślę, że może to być ciekawy świąteczny wybór dla młodych odbiorców wychowywanych w różnych wiarach i zgodnie z różnymi wyznaniami. Owe wartości są bowiem niezmienne i  zgodne chyba z każdym światopoglądem. Dobrze pamiętać o nich nie tylko przy okazji Bożego Narodzenia, ale w tym okołoświątecznym okresie najłatwiej o chwilę zadumy i refleksji.

L. Frank Baum, Życie i przygody Świętego Mikołaja, Poznań: Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2019, 164 s.

O zimie:

„Staś Pętelka. Ferie w lesie” Barbara Supeł, Agata Łuksza
Rodzina Pętelków wybiera się na spontaniczne zimowe wakacje – wbrew pozorom wcale nie w góry, a w samo serce bielusieńkiej Puszczy Białowieskiej. To pierwsze ferie zimowe Stasia i Jadzi, którzy dotychczas „wakacje” kojarzyli wyłącznie z opalaniem się na plaży.

To propozycja dla starszych odbiorców, niż seria o młodszej siostrze Stasia – Jadzi, skierowana do przedszkolaków nieco bardziej wprawionych w słuchaniu dłuższych tekstów. Od razu bardzo spodobała mi się konstrukcja książki – chociaż to już całkiem długa historia, podzielono ją na kilka mniejszych rozdziałów po 5-6 stron, dzięki czemu możemy ją czytać „na raz”, na przykład przed spaniem, albo w przypadku mniej zaawansowanych słuchaczy, stopniować sobie lekturę po jednym albo po kilka rozdziałów.

Mimo wyższego poziomu, książeczka wciąż jest bogato ilustrowana – mamy tu zarówno bardzo ładne ilustracje całostronicowe, jak i towarzyszące tekstowi, dzięki czemu każda ze stron została w jakiś sposób ozdobiona i nawet maluch (na przykład młodsza siostra) na pewno nie będzie się nudził podczas czytania.

Nie mówiąc już o samych przygodach! Bo dla dzieci każda czynność nosi przecież znamiona przygody – od trudności z pakowaniem i dłużącą się podróż, przez lepienie bałwana, szaleństwa w śniegu, kulig i ognisko aż po tropienie zwierząt (i odwiedzanie ich w rezerwacie też!).

Bardzo fajna propozycja dla przedszkolaków –  na stronach tej książeczki śnieg jest gwarantowany! Aż zatęskniłam za sankami, zaspami i kuligiem zakończonym pieczeniem kiełbasek na ognisku! Zamawiam śnieg w tym roku!

Barbara Supeł, Agata Łuksza, Staś Pętelka. Ferie w lesie, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019, 45 s.

„Wilk, który się zgubił” Rahel Bright, Jim Field
Znacie fantastyczną serię picturebooków o zwierzątkach od Zielonej Sowy? Są na naszej półce już od kilku lat, a wciąż od czasu do czasu sięgamy z córką po „Koalę, który się trzymał”, „Wiewiórki, które nie chciały się dzielić”, i „Mysz, która chciała zostać lwem.” Czując już zimę za pasem chciałam Wam pokazać chyba najbardziej wzruszającą część z całej serii.

Mały wilczek czuje się już bardzo dorosły – jest odważny, silny i samodzielny. Całymi dniami ćwiczy polowanie i chciałby mieć już nieco więcej do powiedzenia w watasze. Kiedy jednak gubi się podczas nocnej wędrówki i zostaje zupełnie sam na lodowej połaci, czuje się zupełnie mały i bezbronny. A kiedy chwilę później wpada w tarapaty, z chęcią przyjmie wyciągniętą do niego przyjazną łapę. I róg. I skrzydło też!

Urocza opowieść o przyjaźni i bezinteresownej pomocy, która umożliwi maluchom poznanie zwierząt zamieszkujących arktyczne równiny. Jak zwykle we wpadającym w ucho rytmie i pełna fantastycznie poodmienianych, wcale nie takich łatwych wyrazów.

Przepiękne ilustracje śnieżno-gwiezdnych krajobrazów, choć bardzo ciemne, zdumiewają mnogością barw, a puchate pyszczki i złote serca całej plejady zwierzęcych bohaterów budzą sympatię od pierwszej strony.

Rahel Bright, Jim Field, Wilk, który się zgubił, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2018, 32 s.

A dla sporo starszego odbiorcy w mroźnym aż do szpiku kości zimowym klimacie proponuję „Lodowego smoka” George’a R.R. Martina.

Długo zastanawiałam się do jakiej kategorii zaliczyć tą baśń– nie mogłam zdecydować, czy to książka dziecięca, czy raczej już dla dojrzałego czytelnika. Już samo nazwisko autora zwiastuje sporą dozę brutalności – znajdziemy tu palenie żywcem, okrucieństwa wojny i mówienie dzieciom, że nie potrafią kochać. Tym bardziej są to aspekty przejmujące, bo dokładnie ukazane na ilustracjach. Zawsze jednak w takich momentach staram się sobie przypominać rzeczy, które ja czytałam będąc dzieckiem i zawsze na nowo odkrywam, jak bardzo granica wrażliwości przesunęła mi się, odkąd jestem mamą.

Mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że dostałam takiego smoka, jakiego lubię – groźną, legendarną, niezależną jaszczurę nie dającą się udomowić, a samo jej wspomnienie budzi postrach. I dla odmiany – przynoszącą zimę.

Adara urodziła się w najmroźniejszy dzień, jaki tylko pamiętają mieszkańcy jej wioski. Zimno naznaczyło ją od pierwszych chwil życia, dlatego zawsze była nieco inna, niż jej rodzeństwo i rówieśnicy. Jako zimowe dziecko nigdy nie cieszyło jej upalne lato, odżywała za to z nadejściem zimy, kiedy to całymi dniami poświęcała się budowaniu śnieżnych zamków, a lodowe jaszczurki chętnie wchodziły na jej dłonie. Dłonie, które, w przeciwieństwie do innych ludzi, nie raniły drobnych ciał jaszczurek swym ciepłem. Chłodna w dotyku i oszczędna w uczuciach, rzadko uśmiechająca się dziwna dziewczynka. I to właśnie jej trafiła się najniezwyklejsza przyjaźń na świecie.

Poruszająca opowieść o niedopasowaniu, poszukiwaniu swojego miejsca, miłości, okropnościach wojny i sile poświęcenia. Rozmalowana zarówno słowem, jak i zapierającymi dech w piersiach ilustracjami – tak pięknymi, jak przerażającymi.

George R.R. Martin, Lodowy smok, Poznań: Wydawnictwo Zysk i s-ka, 2019, 114 s.

A jak u Was? Świąteczne lektury przygotowane, czy dopiero będziecie robić zapasy?

Czas na czytanie: „Pippi Pończoszanka”, Astrid Lindgren

Panie i Panowie, przed Państwem najnowsza literacka miłość mojej córy i jej niekwestionowana idolka (szczególnie w kwestii smażenia naleśników) – Pippi Pończoszanka!

Zupełnie się nie spodziewałam, że przygody Pippi zainteresują już czterolatkę (gdyby Maja wiedziała, co piszę, zawołałaby, że przecież ma już cztery i pół!). Chociaż ta psotnica była nieodłączną częścią mojego dzieciństwa, obawiałam się trochę, że będzie mało wychowawcza, a kwestia związana z brakiem rodziców bardzo moją córkę zmartwi i będzie mnie czekało dużo tłumaczenia. Cóż, jeśli chodzi o drugą kwestię, to się myliłam – Majka jakoś nie przywiązała większej uwagi do tego, gdzie też się rodzice Pippi podziali i dlaczego. A jeśli chodzi o kwestie wychowawcze, to zachowanie  wychowanej na pirackim statku łobuzicy-siłaczki moją własną latorośl strasznie bawi, natomiast na całe szczęście nie próbuje jej naśladować. A przynajmniej nie, kiedy patrzę.

Niektóre z opowiadań lubimy bardzo, inne przeszły bez echa, ale właściwie przy każdym obie się świetnie bawiłyśmy! I bawimy się wciąż, bo Pippi wraca przynajmniej kilka razy w tygodniu.

„Przygody Pippi” to zbiór wszystkich opowiadań o rudowłosej psotnicy, które pojawiły się pierwotnie w trzech tomach: „Pippi Pończoszarka”, „Pippi wchodzi na pokład” oraz „Pippi na Południowym Pacyfiku”. Zazwyczaj nie przepadam za zbieraniem kilku książek w jedno opasłe tomiszcze, ale w tym przypadku to rozwiązanie sprawdziło nam się świetnie. Nie jest to co prawda książka, którą można podrzucić do plecaka wysyłając dziecko na wakacje, ale do wspólnego czytania przed snem, albo popołudniami w wielkim fotelu nadaje się idealnie. Książka ma duży format, a co za tym idzie – duże ilustracje i tekst o sporej interlinii, który jest dzięki temu bardzo przejrzysty i fajnie nadaje się do prób samodzielnego czytania u starszaka (albo dla zmęczonego rodzica, któremu już trochę kleją się oczy). A do tego pięknie wygląda na półce, bo z tej serii „wydań zbiorczych” mamy już Kubusia Puchatka. Bardzo fajnie sprawdzi się jako prezent-pamiątka z dedykacją na jakąś większą okazję, bo i jest to książka, do której dziecko na pewno będzie wracać jeszcze nie raz.

Astrid Lindgren, Przygody Pippi, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2020, 320 s.

„Pippi w parku” to zapomniane nieco opowiadanie, które powstało na potrzeby gazetki z programem obchodów Dnia Dziecka w sztokholmskim parku Humlegården w 1949 roku i nigdy nie weszło w skład żadnej z książek poświęconych Pippi. W 2000 roku zostało wydane w Szwecji jako osobna książka, a wydawnictwo Zakamarki umożliwiło jego poznanie polskim czytelnikom z okazji 75. urodzin Pippi Pończoszanki.

Niedługa historyjka, w której Pippi wyrusza do stolicy by pomóc policji uporać się z chuliganami zakłócającymi porządek w sztokholmskim parku – oczywiście w swoim stylu. Przypomina nam nieco opowiadania o włamywaczach i zabawie w berka z policjantami. Majka bardzo ją lubi sięgać po nią samodzielnie ze względu na dużą ilość ilustracji.

Astrid Lindgren, Ingrid Vang Nyman, Pippi w parku, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2020, 20 s.

„Pippi nie chce być duża i inne komiksy”            

Przygody Pippi pojawiły się również w formie komiksowej i okazuje się, że i ten sposób narracji świetnie pasuje do klimatu opowiadań. Ale jak Majce strasznie się podobają, tak ja jakoś nie umiem czytać komiksów na głos, więc tą książkę schowam gdzieś skrzętnie „na przyszłość”, jak już będzie umiała czytać sobie sama. Może to będzie dobra zachęta do nauki? Jest to co prawda trzeci i ostatni tom komiksów o Pippi, ale znając już trochę jej przygody, nie trzeba jakoś szczególnie przywiązywać wagi do kolejności. Wcześniej ukazały się „Pippi się wprowadza i inne komiksy” oraz „Pippi zawsze sobie poradzi i inne komiksy”.

Astrid Lindgren, Ingrid Vang Nyman, Pippi nie chce być duża i inne komiksy, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2020, 60 s.

Wpis powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia i Wydawnictwa Zakamarki.

Bajki Majki: „Idą święta!” czyli najpiękniejsze książeczki dla dzieci o zimie i świętach, cz. III

Co nowego odkryliśmy w tym sezonie i co będziemy wspólnie odkrywać przez cały grudzień? Zobaczcie sami!

„Idą święta! O Bożym Narodzeniu, Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie” Monika Utnik-Strugała – najlepszy wybór na książkę wprowadzającą w świąteczny klimat. Ta pięknie wydana encyklopedia bożonarodzeniowych tradycji gwarantuje nam wycieczkę śladami świątecznych obchodów po caluteńkim świecie. Bogato ilustrowany zbiór zwyczajów porusza aż 37 tematów – od dekoracji, przez skrzaty i inne stworzenia, świąteczną loterię, wyszukane potrawy, aż po przesądy i odwieczny spór o to, kto właściwie przynosi dzieciom prezenty. I kiedy.

Komu Mikołaj podrzuca prezenty już 11 listopada? I w dodatku przybywa do nich… parostatkiem? Czy wszyscy wierzą, że św. Mikołaj mieszka we Laponii? A może wręcz przeciwnie – w słonecznej Hiszpanii? Kto ciągnie sanie świętego na szwedzkich pocztówkach? Dlaczego drzewa iglaste uważane były za magiczne, czym była podłaźniczka i kto wieszał choinkę pod sufitem – do góry nogami? W jakim kraju można zobaczyć pływającą choinkę? W jakim regionie, podczas adwentu, sadza się przy stole drewniany pieniek w czapeczce i karmi się go słodyczami? (Nie potrafię nie zdradzić Wam, że 24 grudnia pieniek wydala słodycze pod choinką). Kto w bożonarodzeniowej szopce umieszcza figurkę mężczyzny… robiącego kupę i dlaczego?! A może jesteście ciekawi w jakim kraju na święta przygotowuje się rzeźby z rzodkiewek? Albo w jakim kraju i dzieci i dorośli na pasterkę jadą na wrotkach? A to tylko niektóre z ciekawostek, wyciągnięte z tej kopalni świątecznej wiedzy na chybił trafił. Moim zdaniem pozycja obowiązkowa, będziecie się świetnie bawić całą rodziną!

Monika Utnik-Strugała, Idą święta! O Bożym Narodzeniu, Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2019, 128 s.

Co roku wydawnictwo Zakamarki wydaje „książkowy kalendarz adwentowy” – okołoświąteczną historię podzieloną na 24 rozdziały, po jednym na każdy dzień oczekiwania na Boże Narodzenie. Tegoroczna książka nosi tytuł „Grudniowy gość” i z pewnością nie jest typową historią o Mikołajach, elfach i tradycjach, choć akcja dzieje się tuż przed świętami i przygotowania do świętowania pełnią w nich pewną rolę. Świat Marty ulega sporym zmianom, gdy jej rodzina decyduje się przyjąć pod swój dach kuzyna uciekającego z ich rodzinnego kraju przed wojną. Tak duża zmiana w życiu musi budzić emocje – od zazdrości, przez poczucie niesprawiedliwości (w końcu dziewczynka musi oddać nieznajomemu swój pokój!), niepewność i współczucie. Nie spodziewa się jednak, że wkrótce połączy ich pewna niezwykła tajemnica…

Nieco mroczna, ale jednocześnie pełna nadziei i rodzinnego ciepła opowieść o oczekiwaniu. Bardzo magiczna, mocno niesamowita i momentami trochę smutna, ale z prawdziwie świątecznym zakończeniem. Nic więcej Wam nie powiem – sprawdźcie sami!

Siri Spont, Alexander Jansson, Grudniowy gość, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2019, 99 s.

„Narodzenie Jezusa” to jeden z dziesięciu rozdziałów „Historii Biblijnych” opowiedzianych przez Barbarę Supeł i to on posłuży nam w tym roku za podstawę i żródło odpowiedzi na niekończące się pytania ciekawskiej prawie czterolatki. Opowieść zaczyna się od Zwiastowania, kończy zaś na Pokłonie Trzech Króli. Przedstawiona zostałą prostymi słowami i wzbogacona w wiele codziennych, rodzinnych szczegółów ocieplających surową biblijną narrację i czyniących ją bardziej zrozumiałą dla młodego odbiorcy.

Barbara Supeł, Narodzenie Jezusa [w:] „Historie Biblijne”, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019 s. 59-73.

W zeszłym roku Majeczka znalazła pod choinką mówiące pióro Albik, wraz z pierwszym elementarzem. I choć trudno w to uwierzyć, ta jedna książeczka służyła nam przez cały rok – nie codziennie, ale z całkiem sporą częstotliwością – niejeden obiad dzięki niej udało mi się ugotować i niejedną kawę wypić. Rozglądając się za kolejnym tytułem spod szyldu Albika znalazłam fenomenalną Interaktywną szopkę 3D. To właściwie nie jest książka w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, ale długopis ją „czyta”, więc wszystko się zgadza. To jednokartkowa rozkładanka typu pop-up. Po dotknięciu priórem danej postaci lub sceny, Albik opowiada o zdarzeniach z Betlejem, polskich tradycjach i biblijnych symbolach. Dziecko ma również możliwość posłuchania kolęd i utrwalenia wiedzy dzięki grom i quizom. Nie mogę się doczekać, aż Maja znajdzie ją w kalendarzu adwentowym!

Eva Nejedlová, Czytaj z Albikiem. Betlejem. Interaktywna szopka 3D, Kraków: Albi Polska Sp. z.o.o, 2018, 2 s.

„Bardzo mały aniołek” Stephanie Jeffs przyciągnął moją uwagę wyjątkowymi ilustracjami, chociaż drażniło mnie trochę, że przedstawione anioły są tak strasznie babskie. Ale nie oceniam, skoro lubią sukienki, niech noszą!

 Pewien mały aniołek ciężko pracuje każdego dnia, by przypodobać się Bogu – pucuje anielskie instrumenty muzyczne, dokładnie ściera kurze i marzy o tym, by wreszcie dorosnąć i zająć się poważnymi sprawami. Dlatego jest bardzo rozczarowany, gdy to nie jemu przypada w udziale zaniesienie Marii dobrej nowiny. Prawdę powiedziawszy nie bardzo rozumie, dlaczego wiadomość o narodzinach małego Jezuska zmieni świat. Na szczęście znajdzie się ktoś, kto wszystko cierpliwie mu wytłumaczy, a Bóg ma wyjątkowe zadanie dla każdego, nawet najmniejszego z aniołów.

Staphanie Jeffs, Maria Cristina lo Cascio, Bardzo mały aniołek, Sandomierz: Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu, 2008, 30 s.

~ Książkę przeczytałyśmy w ramach wyzwania WyPożyczone 2019 ~

 „Małe Licho i anioł z kamienia” Marty Kisiel prosto, zabawnie i z olbrzymią dawką niesamowitości otworzy Wam oczy na prawdziwy sens Bożego Narodzenia. Z ugniataniem ciasta na pierniczki (które objawią się w kształcie pand, nietoperzy i jednorożców) mackami, pflompaniem i dużą dawką serniczka.  Bo świętować może każdy – niezależnie od tego, czy się chodzi na religię, czy nie, niezależnie nawet od kształtu, czy stanu skupienia. I to świętować jak się chce! Trzy strony, a więcej tu mądrości, niż na niejednym kazaniu.

A poza tym, jak zawsze u Dożywotników, naprawdę przegenialna historia.

„Różnie się to nazywało, ale zawsze chodziło o to samo. O najdłuższą noc i najkrótszy dzień roku, o ciemność i światłość, symboliczną śmierć i odrodzenie słońca. I właśnie to świętowano (…). Radość, nadzieję. Nowe życie, które miało wkrótce nadejść wraz z wiosną.”

Marta Kisiel, Małe Licho i anioł z kamienia, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2019,  304 s.

„Wieczór gwiazdkowy na placu budowy” Sherri Duskey Rinker i Ag Ford to kontynuacja uwielbianego przez dzieci „Snów kolorowych placu budowy. Bo skoro jesteśmy już przy tym, że święta może obchodzić każdy, to przecież maszyny budowlane również!

Jak to przed świętami zwykle bywa, wszyscy mają pełne ręce (i łopaty?) roboty. Trzeba zakończyć budowę domu przed świętowaniem! Każda z maszyn daje z siebie wszystko, by zdążyć wykonać swoje zadania. I na każdą czka upominek, gdy tylko wigilijna noc dobiegnie końca. O jakich prezentach marzą koparka, wywrotka, spychacz, dźwig, czy betoniarka? Przekonajcie się sami! I przy okazji wyciszcie się przed pójściem do łóżka, bo plac budowy nie traci wcale swojej funkcji tulenia maluszków do snu. Nawet w ten wyjątkowy, świąteczny wieczór.

Wesoła, rymowana i zaskakująca, a jednocześnie bardzo spokojna opowiastka, która skradnie serce każdego dziecka zakochanego w autach i pojazdach do zadań specjalnych.

Sherri Duskey Rinker, Wieczór gwiazdkowy na placu budowy, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2019, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

„Ekspres Polarny” Chrisa Van Allsburga to historia, którą znam głównie z ekranizacji z Tomem Hanksem, miałam 12 lat, kiedy ta weszła do kin. Historia nie tak popularna, jak Kevin, ale bez której trudno wyobrazić sobie Boże Narodzenie. W tym roku doczekaliśmy się tak wyczekiwanego dodruku, dzięki któremu wreszcie miałam szansę poznać wersję pisaną. A już za kilka dni pozna ją i Majka.

Dorastanie nie zawsze jest przyjemne. A nie jest przyjemne ani trochę, gdy wiąże się z utrata wiary w Świętego Mikołaja. Jednak kiedy pod twoim oknem pojawia się pociąg oferujący niezapomnianą podróż wprost na odległy biegun północy – wprost do wioski pełnej elfów szykujących prezenty – czy można jeszcze mieć jakiekolwiek wątpliwości?

Mocno mi się wydaje, że nigdy wcześniej nie widziałam książkowej wersji „Ekspresu”, a jednak czytając tą krótką opowieść i sycąc oczy ilustracjami poczułam się, jakbym wróciła do domu.

Chris Van Allsburg, Ekspres Polarny, Lublin: Wydawnictwo Tekturka, 2019, 34 s.

„Elfy na ratunek” Barbary Supeł zasługują na miano najzabawniejszej świątecznej historii w tym roku. Prosta rymowanka wprowadza małego czytelnika w zgiełk elfich przygotowań prosto z bieguna północnego. Kiedy pomocnicy Świętego Mikołaja przygotowali już odpowiednie prezenty dla dzieci i spakowały sanie okazało się, że… renifery zmogło przeziębienie. I co teraz? Jak Mikołaj dotrze do wyczekujących jego wizyty maluchów? Rezolutne elfy prześcigają się w pomysłach, czy uda im się uratować Święta?

Barbara Supeł, Elfy na ratunek, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019, 32 s.

Jednak czy w magii Świąt chodzi wyłącznie o prezenty? Oczywiście, że nie! „Pomocnicy Mikołaja” przypomną najmłodszym, że najważniejsza jest pomoc innym, a przyjaźń i dobre chęci mogą zdziałać równie wiele, co czary. W wyniku zamieci rodzina Niedźwiedzi została zupełnie odcięta od lasu. Święty Mikołaj mobilizuje leśnych mieszkańców do pomocy i wraz z dzielnymi zwierzętami przynoszą Niedźwiadkom w prezencie… święta. Czy wiecie, jak je przygotować? Jeśli nie, ta książeczka z pewnością Wam pomoże!

Sympatyczne ilustracje picturebooka bez problemu wprowadzą w bożonarodzeniowy klimat, zwierzęcych bohaterów nie sposób polubić, a niewielkie ilości tekstu uzupełniają rysowaną historię. Mała ściąga z przedświątecznej krzątaniny i drobna lekcja życzliwości w jednym.

Barry Timms, Ag Jatkowska, Pomocnicy Mikołaja, Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019, 32 s

„Celestynka. Gwiazda na nocnym niebie”
Tworząc tego przepięknego picturebooka wydanego tak, by formą przypominał pudełko zapałek, Gaëlle Callac i Marie Desbons dodały nowego blasku jednej z najpiękniejszych, ale i najsmutniejszych zimowych opowieści. Bo „Dziewczynka z zapałkami”, w przeciwieństwie na przykład do „Małej syrenki”, jest jedną z tych baśni Andersena, które nie doczekały się disneyowskiej adaptacji wraz ze szczęśliwym zakończeniem. I teraz też bieg tej opowieści nie zostanie zmieniony, mały jej fragment zostanie jednak opowiedziane zupełnie z innej perspektywy.

Celestynka jest jedną z wielu zapałek w pudełku. Czekając na moment, w którzy nadejdzie jej czas i ktoś w końcu po nią sięgnie, marzy o wielkich czynach i pragnie, by jej blask odmienił czyjeś życie. Chciałaby stać się prawdziwą gwiazdą. Tak też się dzieje, gdy sięga po nią Dziewczynka z Zapałkami z andersenowskiej opowieści. Dając Dziewczynce odrobinę ciepła, zapałka trafia do jej marzenia i przy okazji spełnia swoje, choć przyda jej to nieco innej sławy, niż ta, o której marzyła. Jej sława trwa tylko krótki moment, ale ta ulotna chwila będzie dla kogoś najważniejsza na świecie – chwila ciepła, radości, nadziei i pocieszenia.

Wzruszająca.

Gaëlle Callac i Marie Desbons, Celestynka. Gwiazda na nocnym niebie, Lublin: Wydawnictwo Tekturka, 2018, 28 s.

Szukając wzruszeń, magii, świątecznego pojednania i zimowej zarazy krzyżującej bohaterom plany, koniecznie sięgnijcie po pozycję dla nieco już starszych przedszkolaków – „Wróżki ratują Święta” to trzy opowiadania, które z pewnością chwycą za serce i dużych i małych.

Epidemia lodowej anginy postawiła Święta pod znakiem zapytania. Czy radość dzieci będzie ważniejsza, niż niesnaski między zimową krainą, a wiosennymi wróżkami? Kto pomoże spakować prezenty, zebrać listy i upiec pierniczki, gdy wszystkie elfy kichają i prychają?

Czy świąteczne cuda muszą być związane z elfami, wróżkami i zaprzęgami reniferów? A może czasami to tylko zbieg okoliczności, który, z odrobiną świątecznej pomocy potrafi odmienić czyjeś życie? Bartek, który znalazł pod choinką najprawdziwszych rodziców na pewno coś o tym wie!

I czy życie wypełnione zabawą aby na pewno jest spełnieniem marzeń?

Trzy piękne lekcje o miłości, pomocy innym, poszanowaniu różnic i docenianiu tego, co się ma w najpiękniejszej oprawie graficznej niezastąpionej Agnieszki Filipowskiej. Pełne wiary w magię i siłę wyobraźni.

Kasia Keller i Maciej Keller, Wróżki ratują Święta, Kraków: Wydawnictwo Skrzat, 2019, 64 s.

Nie da się ukryć, że moje dziecko, poza książkami ogląda też bajki. Nie często, ale zimą i jesienią zdecydowanie częściej, niż latem. A czy można odmawiać dzieciom animacji, do których sami mamy sentyment? Kiedy więc wypatrzyłyśmy w bibliotece „Gwiazdkę Misia Uszatka” – zbiór bajek według opowiadań Czesława Janczarskiego, nie zastanawiałyśmy się ani chwili. Na płycie znajduje się pięć zimowo-świątecznych odcinków – o ubieraniu choinki, lepieniu bałwanów, mrozie, saneczkowaniu, szykowaniu zapasów na zimę i wszechobecnym śniegu. Do płyty dołączono również książeczkę z króciutkimi uszatkowymi czytankami o podobnej tematyce, choć nie tej samej treści, dzięki czemu moja córka poznaje tego samego bohatera na dwa sposoby – i jako bajkę i jako postać literacką. A wszystko to w mroźnym, zimowym klimacie nadchodących Świąt.

Czesław Janczarski, Gwiazdka Misia Uszatka + CD, Warszawa: Wydawnictwo Bauer Sp. z.o.o, 2006, 19 s.

~ Książkę przeczytałyśmy w ramach wyzwania WyPożyczone 2019 ~

A Wy? Jakie świąteczne skarby wyszukaliście w bibliotekach i księgarniach w tym roku?

Wpis powstał w ramach świątecznej edycji akcji #KochaniePrzezCzytanie organizowanej przez niezastąpioną Magdę z Save the Magic Moments.

75250897_2566631203572594_6071593566101045248_o

Bajki Majki: „Ilustrowany inwentarz kwiatów” Virginie Aladjidi, Emmanuelle Tchoukriel

To już czwarty „Ilustrowany Inwentarz”, jaki został wydany w Polsce i drugi na naszej domowej półce, ale pierwszy, który tak dobrze wpisał się w nasze aktualne potrzeby.

Co prawda zaniżamy nieco skalę wieku – Maja ma dopiero (aż!) 3,5 roku, a sugerowany wiek odbiorcy, to 6+, ale wchodzimy właśnie pomalutku w etap pytań o wszystko. A co najskuteczniej przyciąga wzrok małego człowieka na przełomie wiosny i lata? Kolorowe, pachnące kwiaty znajdujące się akurat na wysokości przedszkolaka. Generujące 1000 pytań na sekundę. Z jakiegoś powodu, kiedy nie wiem jak dany kwiatek się nazywa, Maja każe mi go powąchać, żebym się dowiedziała. Ten sposób niestety nie działa tak dobrze, jak wspólne poszukiwania danej roślinki w przepięknie ilustrowanej encyklopedii, w której kwiaty zostały posegregowane… kolorami!

Co prawda inwentarz zawiera ryciny i opisy zaledwie 65 z około 230 000 gatunków roślin kwiatowych (nie, nie jestem taka mądra – wyczytałam to we wstępie), ale przynajmniej sześć z nich udało nam się już wspólnie odszukać w przydomowym ogródku. Bo większość z wybranych okazów to rośliny występujące w naszym klimacie i możliwe do odnalezienia poza kwiaciarnią, czy palmiarnią, a to ogromny plus.

Każda plansza przyciąga widza misterną ryciną wyrysowaną tuszem i pokolorowaną akwarelą. Towarzyszy jej krótki opis rośliny wraz z jej polską i łacińską nazwą, klasyfikacją, informacjami na temat miejsca występowania, czasu kwitnienia i zapadającymi w pamięć ciekawostkami. Bo czy wiedzieliście, że cebulka hiacynta jest trująca?! Albo, że listki nasturcji nie tylko można jeść, ale są w dodatku prawdziwą bombą witaminową? Znacie rozbudowaną symbolikę lilii i mityczną historię jej powstania? Jeśli nie, to zachęcam do zgłębiania tajemnic, które zainteresują nie tylko dziecko. Szczególnie, że opisywanym kwiatom towarzyszą różnorodne okazy owadów, a nawet niewielkie ptaki i ssaki, dzięki czemu robi się jeszcze ciekawiej.

Zbiór ukwieconych plansz poprzedza niedługi wstęp wprowadzający czytelnika w temat. Dowiemy się dzięki niemu co nieco na temat budowy, rozmnażania i wzrostu roślin kwitnących, a także poznamy podstawową terminologię.

Ta książka wyjątkowo satysfakcjonuje pod względem wizualnym nie tylko ze względu na ilustracje, ale również na sposób wydania. Elegancki papier, twarda oprawa i rozplanowanie stron pozwalają popuścić wodzy wyobraźni i dojrzeć w Inwentarzu nie książkę, a notes botanika sprzed stulecia. Piękny pomysł na przekazywanie wiedzy i zaspokajanie dziecięcej ciekawości.

Virginie Aladjidi, Emmanuelle Tchoukriel, Ilustrowany inwentarz kwiatów, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2019, 68 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zakamarki.

Bajki Majki: „Mama Mu na zjeżdżalni” Jujja Wieslander, Sven Nordqvist

Jak ten czas leci! Dopiero co radości dostarczał nam widok krowy zjeżdżającej na sankach, a już moja Majka chichra na widok Mamy Mu wpadającej z pluskiem do jeziora.

Nie ma co ukrywać – uwielbiamy tą krowę! I staramy się brać z niej przykład. Bo Mama Mu zupełnie nie przejmuje się faktem, że coś może być „nie dla krów”. Szczególnie, jeśli oznacza to dobrą zabawę, bo wtedy nawet cztery nogi, ogon i kopyta nie mogą być przecież ograniczeniem. Jak zwykle bezbłędnie radzi sobie ze zrzędliwym Panem Wroną i jego nastroszonym głosem rozsądku, który, delikatnie podpuszczony, jest świetnym kompanem psot.

Pełna energii i radości czerpanej z małych, przyziemnych przyjemności opowieść niesie nie tylko ochłodę, ale i sporą mądrego przesłania. Niezwykła bohaterka udowadnia czytelnikom, że to nic złego odczuwać niepokój stojąc na szczycie stromej zjeżdżalni (nawet, jeśli zjazd jest czymś, czego bardzo pragniemy!). I że nawet jeśli coś się nieumyślnie zepsuje, to nie ma co załamywać rąk i nadmiernie się obwiniać – lepiej spróbować naprawić szkodę. A czasami najprostsze rozwiązania bywają najskuteczniejsze.

Zawsze chętna do próbowania nowych rzeczy oaza cierpliwości z głową pełną pomysłów – Mama Mu jest super! Prawie tak super, jak wodne zjeżdżalnie w samym środku upalnego dnia na plaży.

Mam nadzieję, że w tym roku lato będzie dla nas bardziej łaskawe, niż zima i chociaż nad wodą trochę poszalejemy. Bo ta nowość otworzyła u nas sezon na książki o morzu i wodzie, a takie lektury potrafią narobić wielkiego apetytu przed wakacjami. Upały, przybywajcie!

Jujja Wieslander, Sven Nordqvist, Mama Mu na zjeżdżalni, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2019, 28 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zakamarki.

Bajki Majki: „Tańcz, Córko Księżyca!” Kouam Tawa, Fred Sochard

Jestem jednym z tych dziwaków, którzy nie lubią tańczyć. Nie czuję rytmu, nie czuję potrzeby (pewnie dlatego, że moja naturalna pozycja to ta ze wszystkimi kończynami wygodnie wyciągniętymi na kanapie) i generalnie taniec to dla mnie męczarnia. Dlatego też to nie tematyka była argumentem, który tak bardzo przyciągnął mnie do tej książki. Były nim niesamowite ilustracje.

Szybko okazało się jednak, że choć taniec nie sprawia mi najmniejszej przyjemności, tak czytanie o tańcu jak najbardziej.

Chociaż taniec kojarzy się z czymś lekkim, radosnym i szalonym, tematyka tej książki daleka jest od beztroskiej trywialności. Wręcz przeciwnie – skłania do refleksji. To opowieść o przemijaniu i nieprzemijającej młodości duszy, o sztuce, pasji i ekspresji, o przywiązaniu do natury i ludowych wierzeniach, o budowaniu legendy. O tym, że nawet niepozorna, zgarbiona staruszka, może mieć do opowiedzenia niesamowitą historię.  I o tym, że bycie świetnym w jakiejś dziedzinie nie jest wcale gwarancją spełnienia marzeń i nie chroni przed samotnością, a podziw i powszechny szacunek bywają częstym powodem wyobcowania. Jednocześnie gorzka i pełna radości życia.

Specyficzny, poetycki sposób narracji w pierwszym momencie sprawiał mi nieco trudności, a Majkę wpędził w niemałą konfuzję, ale opowieść porwała nas bardzo szybko. Równie szybko okazało się, że ta forma prowadzenia czytelnika wzmaga malowniczość i tą specyficzną niesamowitość utworu.

Równie wielkie wrażenie robią wypełniające całe strony, papuzio kolorowe ilustracje, przywodzące na myśl etniczne wycinanki pełne przykuwających wzrok wzorów i faktur. Widzę, że czasami, gdy ja czytam, moja Maja nie wie, w którym miejscu skupić wzrok, wędrując po rozbudowanych, pełnych szczegółów obrazkach niczym po wyszukiwane. I prawdę mówiąc całkowicie podzielam to uczucie, bo z każdą kolejna lekturą zauważam coś, co wcześniej mi umknęło.

Chłonięciu wzrokiem każdego szczegółu i syceniu się ilustracjami sprzyja stosunkowo duży format książki zbliżonej kształtem do kwadratu. Twarda oprawa i gruby, kredowy papier dodają wydaniu szlachetności.

To jedna z tych książek, o których lubię myśleć jako o małych gesamtkunstwerk – dziełach sztuki, gdzie słowo idealnie współgra z obrazem, zarówno z ilustracjami, jak i z samym projektem książki. Wartościowe, doskonale zilustrowane i pięknie wydane. Te książki nie mają szansy opuścić mojej biblioteczki. Znaczy biblioteczki Majki.

Kouam Tawa, Fred Sochard, Tańcz, Córko Księżyca!, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2019, 44 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zakamarki.

Bajki Majki: „Teraz będziesz kurą” Barbro Lindgren, Charlotte Ramel

Dzisiaj chciałabym pokazać Wam książkę, która jest… strasznie smutna. Mimo, że opowiada o zabawie rodzeństwa, czyli czymś, co wcale przecież nie powinno mieć negatywnych konotacji.

A przed nami bardzo popularny obrazek – młodszy braciszek domagający się uwagi starszego i starszy, który niekoniecznie ma ochotę na wspólną zabawę. Ale zapewne mama kazała i odesłanie przylepy z kwiatkiem skończy się płaczem i reprymendą, więc zabawa musi być. Zabawa, która szybko okazuje się być przyjemna tylko dla jednej, ze stron. Tej starszej i bardziej wilczej.

Przejmująca siła tej książki, poza samym pomysłem na fabułę, w moim odczuciu tkwi w ilustracjach. A te, choć pod względem estetycznym nieszczególnie trafiają w moje gusta, są naprawdę niesamowite. Przenikanie się elementów dziecięcego pokoju i leśnej polany będącej scenografią zabawy to prawdziwy majstersztyk i unikalna możliwość spojrzenia na rzeczywistość przez filtr dziecięcej wyobraźni. Wyobraźni, która co prawda ma skłonność do wyolbrzymiania, ale przy tym jasno i wyraźnie obrazuje lęki i odczucia malucha. Szczególnie wymowne jest tu łóżeczko-klatka młodszego z braci.

Ten sposób przedstawienia bezbłędnie działa na empatię i potrafi przyprawić o niezłe wyrzuty sumienia. Pod tym względem jest genialnie skonstruowana – to książka do budzenia emocji. Przede wszystkim współczucia wobec ofiary, silnego sprzeciwu wobec zachowań agresora i wstydu po szybkim rachunku sumienia. Bo nie wierzę, że znajdzie się ktokolwiek, kto nie w Wilku nie zobaczy swojego odbicia, choć w niewielkim stopniu.

Czasami wydaje mi się, że sporo już książek widziałam – zarówno tych dla dorosłych, jak i dla dzieci – i mało co może mnie zaskoczyć. A potem trafiam na taką pozycję, jak ta i olbrzymie możliwości przekazu, jakie dają niektórym ludziom kartka i kredki wciąż na nowo mnie zdumiewają.

Na ten moment to nieszczególnie trafiona lektura dla mojej córki, bo w temacie rodzeństwa raczej nic nie planujemy. Za to nie da się ukryć, że bardzo mocno zadziałała na mnie. Pomijając już zupełnie moje własne wspomnienia z bycia sporo starszą siostrą (po dziś dzień utrzymuję, że Marysia lubiła być zamykana w tamtej szafie!), ilustracja z Wilkiem siadającym przed komputerem i zbywającym Kurkę wymyślonym na szybko, bzdurnym poleceniem brzmi całkiem znajomo… W końcu ile to razy dziennie rzucam na odczepnego „pobaw się troszkę, mama jest teraz zajęta”?

Chociaż widzę, że Majka nie za bardzo jeszcze rozumie relacje między bohaterami, książka stała się u nas punktem wyjścia rozmowy o traktowaniu innych i zabawie, która powinna podobać się wszystkim jej uczestnikom.

Szczególnie polecam, jako prezent dla dzieci mających dużo młodsze rodzeństwo, męcząco pałętające się miedzy nogami. Już słabo pamiętam to uczucie zniecierpliwienia. Aż do teraz nie miałam jednak możliwości ujrzenia i ocenienia tej sytuacji od drugiej, znacznie bardziej bezbronnej strony.

Barbro Lindgren, Charlotte Ramel, Teraz będziesz kurą, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2019, 28 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zakamarki.

50647940_2020799321330563_7707831382659039232_n

Wpis powstał w ramach akcji KOCHANIE PRZEZ CZYTANIE organizowanej przez Save the Magic Moments <3

Bajki Majki: „Gili, gili. Słówka z ostatniej chwili” Corinne Dreyfuss, Benjamin Chaud

Ta książeczka jest PRZEUROCZA! Już od samej koncepcji począwszy, są to bowiem rozmówki ludzko-bobasowe.

Każda strona służy przedstawieniu jednego prostego słówka bądź onomatopei, którymi okruszki zaczynające dopiero swoją przygodę z mówieniem opisują swój świat. Znajdziemy tu zatem obiekty i osoby z najbliższego otoczenia dziecka wraz z krótkim wytłumaczeniem znaczenia:

„Bam, kiedy się przewracam”, „Fuj, brzydko pachnie”, czy „Niania, kiedy nie ma taty ani mamy”. I moje ulubione: „Mama to mama”.

Poza wypisanymi różnymi kolorami słówkami, na białym tle stron znajdują się również ilustracje przedstawiające daną czynność, przedmiot, czy osobę. Ilustracje Benjamina Chauda, co koniecznie trzeba zaznaczyć. Bajecznie kolorowe, „kredkowe” i z poczuciem humoru (mina taty na ilustracji obrazującej siusanie mówi wszystko), a jednocześnie w łatwo rozpoznawalny sposób pokazujące rzeczywistość. Osobiście ujęło mnie przedstawienie piersi karmiącej mamy wyciągniętej przez maluszka, że aż samo patrzenie niemalże sprawia ból. Prawdziwe tak bardzo! A w „Tuli, tuli” dzidziusia dopatrzyliśmy się podobieństw do imprezowego przebrania nieco starszego kolegi z książki „Feralne urodziny ze Skarpetką”. Więcej ilustracji autora znajdziecie w serii o Lalo, Babo i Bincie oraz w książeczkach o słoniku Pomelo.

Specyficzny, wąski i wysoki format sprawia, że książeczkę bardzo wygodnie się trzyma i łatwo sięgnąć paluszkami do wszystkich elementów ilustracji – nawet gdy posiada się bardzo krótkie rączki. Twarda tektura stron wydaje się być odporna na upadki i zagrożenie ze strony małych ząbków (jak dobrze, że ten etap już za nami!), a ze śliskich kartek łatwo będzie zetrzeć kapiącą z ekscytacji ślinę bez większych szkód dla ochlapanej treści. I jeszcze to, co jest dla mnie podstawą w książkach dla maluszków – bezpiecznie zaokrąglone rogi, dzięki którym bez strachu można podać dziecku książkę do samodzielnej „lektury”.

Przemyślana pod względem formalnym, słodka i zupełnie śliczna. Moim zdaniem obowiązkowa pozycja dźwiękonaśladowcza dla dzieci 6m+, tuż obok „Księgi dźwięków”. Więc jeśli szukacie prezentu dla świeżo upieczonej mamy i jej maleństwa, to polecam bardzo!

Corinne Dreyfuss, Benjamin Chaud, Gili, gili. Słówka z ostatniej chwili, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2019, 30 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zakamarki.

50647940_2020799321330563_7707831382659039232_n

Wpis powstał w ramach akcji KOCHANIE PRZEZ CZYTANIE organizowanej przez Save the Magic Moments <3

Czas na czytanie: „Kosmiczne święta” Ingelin Angerborn, Per Gustavsson

To mój pierwszy raz z książką będącą kalendarzem adwentowym, czyli świąteczną historią podzieloną na 24 części – po jednym rozdziale na każdy wieczór adwentu. I chociaż pomysł strasznie mi się podoba, to nie wiem, czy faktycznie wytrwałabym w niepewności, grzecznie czytając po tych kilka stron dziennie. Mam nadzieję, że zanim Majka dorośnie, wytrenuję większą cierpliwość. Bo tym razem „Kosmiczne święta” pochłonęłam na raz. Ale spokojnie – sugerowany wiek czytelnika to 6+, mam więc jeszcze trzy lata na trening mojej słabej silnej woli! A że książka jest bardzo porządnie wydana – w twardej oprawie kryjącej wszystkie zdumiewające ilustracje i jeszcze bardziej zaskakujący tekst – to z pewnością poczeka tych kilka lat na moją Bobasę.

„Kosmiczne święta” to opowieść o małej Rutce i jej wielkiej tęsknocie za przyjaciółką, która musiała się wyprowadzić. Dlatego też nasza bohaterka w liście do Mikołaja prosi o nowego przyjaciela. Wie jednak, że Mikołaj nie spełnia takich życzeń, podobnie jak nie może podarować jej prawdziwego psa, na którego tata ma uczulenie. A kiedy w jej domu zaczynają znikać metalowe przedmioty (przy niepokojących odgłosach chrupania), Rutka nawet się nie spodziewa, że przyjaciel dosłownie spadł jej z nieba. Z Koncypiusza dokładniej rzecz ujmując.

Znajdziemy tu sporo prawd o przyjaźni, tęsknocie i pomocy innym, subtelnie wplecione napomnienie dotyczące naśmiewania się z kolegów, ciekawość świata (i wszechświata!), akceptację inności (Tym, co uwielbiam w książkach skandynawskich autorów jest fakt, że jeśli chcą pisać o inności i odmiennej kulturze, to sięgają po postać ufoludka, bo wielokulturowość i niepełnosprawność ruchowa są traktowane jak zupełnie codzienne sprawy. I tak też zostały przedstawione w tej książce), dziecięcą fantazję i całkiem sporo bożonarodzeniowych zwyczajów – w wersji szwedzkiej oczywiście, więc mogą być bardzo fajnym wyjściem do rozmowy.

To chyba najbardziej zakręcona wersja adwentu, o jakiej czytałam – wypełniona planami budowy statków kosmicznych, włamaniami do obserwatorium, zaklęć o absurdalnym brzmieniu, chrupanych gwożdzi i nowych przyjaciół – zarówno tych widzialnych, jak i nie. A tyle, ile w tekście szaleństwa, tyle też mądrości. I dobrej zabawy.

Jedno jest pewne – ta książka jest niepowtarzalna. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że wszyscy mali fani kosmosu, magii i nie do końca dających się wytłumaczyć zjawisk będą nią zachwyceni, bo przecież ufo i święta to prawdziwie wybuchowa mieszanka. A wypatrywanie pierwszej gwiazdki, od tego roku nabierze zupełnie nowego znaczenia!

Tylko bądźcie cierpliwi i grzecznie czytajcie po jednym rozdziale na dzień!

Ingelin Angerborn, Per Gustavsson, Kosmiczne święta, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2018, 100 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zakamarki.