Czas na czytanie: „Znajdź mnie” André Aciman

Kiedy rok temu czytałam „Tamte dni, tamte noce”, oddałabym wszystko za takie zakończenie drogi Elia i Olivera, jakie właśnie dostałam. Minęło jednak trochę czasu, emocje okrzepły, a historia zdążyła na dobre zapisać się w  moim sercu. I nie jestem już tak entuzjastycznie nastawiona.

Przede wszystkim dlatego, że tamta historia była zamkniętą całością. Bez cukierkowego szczęśliwego zakończenia, ale była pełna, wyważona i, choć smutna, to jednak idealna. Kiedy już się z tym pogodziłam myśl o kontynuacji zaczęła wzbudzać we mnie spory niepokój. Tak łatwo przecież zburzyć tą równowagę i zepsuć to, co jest dobre. Czy tak się stało?

Nie do końca, choć książka jest zdecydowanie słabsza od swojej poprzedniczki. Tym razem mamy przed sobą trzy opowiadania – trzy urywki z codzienności trojga bohaterów. Trzy momenty graniczne ich żyć.

W przypadku pierwszej części poznawaliśmy zarówno świat przedstawiony, jak i innych bohaterów oczami Elia. I dopiero, kiedy pozwolono każdemu mówić o sobie, okazało się jak bardzo nastolatek ich idealizował. Bo i ojciec Elia – Samuel, i Oliver nagle bardzo stracili w moich oczach. Samuel szczególnie, bo coś, co wcześniej było elokwencją i życiowym doświadczeniem zmieniło się w egzaltowane i przerysowane bajdurzenie na granicy śmieszności.

Wciąż mamy tu do czynienia z łamaniem konwenansów, głównie jeśli chodzi o posiadanie starszego partnera (jeśli kogoś szokowała wcześniej różnica wieku między Eliem, a Oliverem, a podobno były takie osoby, to zdecydowanie nie polecam kontynuacji), pogonią za szczęściem i pragnieniem czerpania z życia pełnymi garściami.

Moim zdaniem ta książka nie była potrzeba, choć oczywiście pobiegłam ją kupić zaraz po premierze. Momentami mocno mnie zmęczyła, momentami mocno mnie wciągnęła (szczególnie wycinek z życia Elia i jego małe historyczne śledztwo) i nie da się ukryć, że ja jednak lubię takie zakończenia. Ale zdecydowanie nie było już tych emocji, uczuć i wzruszeń, które chwyciły mnie za serce w pierwszej części. Może jestem jeszcze za młoda, by docenić problemy dojrzałych bohaterów i znaleźć w nich odniesienia do własnego życia? Kto wie, może kiedyś jeszcze to przyjdzie.

André Aciman, Znajdź mnie, Warszawa: Wydawnictwo Poradnia K, 2019, 312 s.

Czas na czytanie: „Tamte dni, tamte noce” André Aciman

„Ludzie, którzy czytają, są schowani w sobie. Ukrywają to, jacy są. Ludzie schowani w sobie nie zawsze lubią to, jacy są.”

Przeczytałam właśnie książkę o szczęściu. Dlaczego więc nie mogę przestać płakać?

DSC_1049

Pozornie banalna historia wakacyjnego romansu pomiędzy siedemnastoletnim synem znanego profesora i kilka lat starszym letnim rezydentem jego rodziców umiejscowiona w rajskiej scenerii północnych Włoch. I nie byłoby w niej niczego odkrywczego, gdyby nie olbrzymia dawka emocji, którą ów romans ze sobą niesie.

„(…) młodośc nie ma wstydu. Wstyd przychodzi z wiekiem.”

Bardzo długo, bo przez niemalże pół książki nie mogłam przywyknąć do pierwszoosobowej narracji i koncepcji strumienia świadomości. To praktycznie autowiwisekcja wrażliwości głównego bohatera, który każde ze swoich uczuć i każdą reakcję analizuje, rozkłada na czynniki pierwsze i wielokrotnie przeżywa. I choć może być przy tym męczący, doskonale go rozumiem i jednocześnie niesamowicie imponuje mi jego nieposkromione pragnienie przeżywania i ciekawość skierowana zarówno w kierunku drugiego mężczyzny, jak i własnego wnętrza.

„- Wcale nie jestem mądry. Jak już mówiłem, o niczym nie mam pojęcia. Czytam książki i umiem układać słowa w zdania, ale to nie znaczy, że potrafię mówić o sprawach, które są dla mnie najważniejsze.”

Opowieść o stopniowo budzących się namiętnościach. O poszukiwaniu bliskości i absolutnej intymności dzielonej z drugim człowiekiem. O pokrewieństwie umysłów i nieśmiałości. O poznawaniu siebie poprzez poznawanie kogoś innego. O odkrywaniu własnej seksualności. O pragnieniu bycia jednością. O fascynacji, pasji, obsesji, pragnieniu i zakazanym owocu. O magii pierwszego zauroczenia, które potrafi zmienić całe życie. O nastoletniej huśtawce emocjonalnej. O szczęśliwej rodzinie, wsparciu i oddaniu. O absolutnym szczęściu, o tęsknocie, o goryczy straconej szansy i o poddawaniu się bez walki. O pielęgnowaniu wspomnień. O zachłyśnieciu się młodością, wolnością i emocjami.

„Chcę poznać twoje ciało, chcę wiedzieć co czujesz, chcę poznać ciebie, a za twoim pośrednictwem siebie.”

A przy tym skłaniająca do namysłu, stale stawiająca przed czytelnikiem intelektualne wyzwania i świetna literacko. Jest w niej pasja, muzyka, filozofia i plastyczne opisy. Nie raz jeszcze zatęsknię za tym włoskim kawałkiem nieba.

Czy jest szokująca, bulwersująca, czy obrzydliwa? Pewnie może być w ten sposób odbierana, chociaż osobiście nie te odczucia towarzyszyły mi podczas lektury. W moim odczuciu jest raczej bardzo prawdziwa i naturalna, wręcz naturalistyczna. I czuję się przede wszystkim potargana emocjonalnie jako jednostka o niebywale niskiej odporności na takie piękno-gorzkie zakończenia.

Wyczuwam potężnego książkowego kaca. A książki nie mogłabym nie polecić, mimo, że złamała mi serce.

„(…) jak poruszamy się w czasie, jak czas porusza się w nas. Jak się zmieniamy, a potem wracamy do pierwotnej postaci. Można się zestarzeć, nic nie wiedząc na ten temat. (…) Ja się nie zmieniłem. Świat się nie zmienił. A przecież nic nie będzie takie samo. Pozostały tylko marzenia i dziwne wspomnienia.”

André Aciman, Tamte dni, tamte noce, Warszawa: Wydawnictwo Poradnia K, 2018, 332 s.