Bajki Majki: „Zwierzaki wierszaki”, ilustracje Agnieszka Antoniewicz

Z serii niewielkich kartonowych zbiorów wierszy dla najmłodszych od wydawnictwa Papilon znamy już „Klasykę dla smyka” i „Zasypianki” – obie cieszyły się u nas  sporym powodzeniem. Zwłaszcza, że bardzo doceniam sposób wydania tych książeczek – są ząbko- i ślinoodporne, z bezpiecznie zaokrąglonymi rogami, o niewielkim formacie i wadze – idealne dla małych paluszków, do wspólnego czytania i samodzielnego oglądania.

Jak sam tytuł wskazuje, ten tomik w całości poświęcono zwierzakom – znajdziemy tu mnóstwo kotów, świnki, myszki, zajączki, ptactwo wszelakie, niedźwiedzia… a nawet liski i kangura! I jak część wierszyków to absolutna klasyka, mamy je w wielu książeczkach, znamy na pamięć i sami z mężem pamiętamy z dzieciństwa (jak „Kaczka dziwaczka”, „Chory kotek”, czy „Na wyspach Bergamutach”), część z nich bardzo nas zaskoczyła i sami dopiero poznajemy je wraz z córką (na przykład „To ja”, „Trudny rachunek”, czy „Dookoła stonogi”). W książce znalazły się aż 22 wierszyki, na pewno więc każdy znajdzie coś dla siebie.

W przeciwieństwie do „Klasyki dla smyka”, nie ograniczono się w wyborze jedynie do wierszy Brzechwy i Tuwima. Jest też Dorota Gellner, Wanda Chotomska, Dorota Głośnicka, Irena Landau, Danuta Wawiłow, Stanisław Jachowicz i mnóstwo znanych i lubianych utworów anonimowych.

Wpadające w ucho, melodyjne rymowanki dopełniają sympatyczne i baaaardzo kolorowe ilustracje Agnieszki Antoniewicz, dalekie jednak od tandetnej jaskrawości. Miło posłuchać i miło popatrzeć.

Bardzo polecamy zarówno ten tytuł, jak i pozostałe części z serii. To świetne podwaliny maluszkowej biblioteczki i doskonałe wprowadzenie do kanonu poezji dziecięcej. A i przedszkolakowi się przydadzą, nie raz jeszcze będzie się z nich uczył wierszyków na konkursy i przedstawienia.

Zwierzaki wierszaki, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2018, 30 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Bajki Majki: „Kolorysie” Agata Matraś

Agata Matraś po raz drugi zaprasza do zatłoczonego, gwarnego świata zwierząt. Tym razem zapuścimy się do dzielnicy zamieszkanej przez rysie, a skoro, jak wkrótce się przekonamy, wielu przedstawicieli tego gatunku oddaje się malarskim pasjom, wraz z Rysiem i innymi bohaterami poznamy lub powtórzymy kolory.

W poszukiwaniu barw, wraz z rysiami odwiedzimy plażę, pole pełne maków, wiejskie gospodarstwo, targ, park, dżunglę, czy kurort narciarski. A w każdym z tych miejsc aż roi się od nawiązań do słynnych dzieł sztuki – można oglądać i oglądać, a i tak za każdym razem wypatrzy się coś nowego! Bardzo, bardzo mi się podoba!

Analogicznie do „Liczyświnek” książka jest podzielona na strony będące wstępem i przedstawieniem danego koloru oraz stronę z dotyczącymi go zadaniami – naprzemiennie.

Wśród zagadek są labirynty i wyszukiwanki i szukanie różnic trenujących skupianie uwagi i spostrzegawczość, ale też wyjątkowo dużo zadań na kojarzenie faktów – oczywiście związanych z kolorami, bo to przecież po kolorach rozpoznajemy smaki lodów, czy owoce są już dojrzałe, z którego kranu leci ciepła woda oraz deszczowe chmury. Każdej barwie towarzyszy również zadanie z mieszania kolorów – mały czytelnik dowie się, co trzeba uczynić, żeby uzyskać kolory nie należące do barw podstawowych, jak rozjaśnić farby i co nam wyjdzie z mieszania kolorów z czarnym.

Pojawią się też „trudne słówka” z dziedziny szeroko pojętego malarstwa, jak terpentyna, tusz, szkic, atrament, sprej, węgiel czy pastele – będzie więc również fajnym punktem wyjścia do rozmowy o technikach malarskich i, kto wie!, może również własnych prób.

A wszystko to wierszem, rymowanką, wyliczanką do melodyjnego czytania i zapamiętywania!

Temat kolorów jest chyba nieco łatwiejszy, niż cyferki, i trochę szybciej znudził moją czterolatkę, dlatego polecam tą książeczkę dla nieco młodszych dzieci – myślę że od 2 do 4 lat będzie idealnie. Z drugiej jednak strony nawiązania do światowego malarstwa to już trochę wyższy poziom jazdy i fajnie jest wspólnie z dzieckiem przeglądać oryginały i dopasowywać do nich rysiowe odpowiedniki. Nie mówiąc już o tym, że te przeróbki są naprawdę zabawne!

Agata Matraś, Kolorysie, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

 

Bajki Majki: „W sercu lasu. Wędrówka po lasach świata”, Christiane Dorion, Jane McGuinness

Po niesławnym zakazie wstępu do lasów sprzed kliku miesięcy nauczyliśmy się nieco bardziej doceniać luksus prozaicznego leśnego spaceru. Być może docenimy go jeszcze bardziej po lekturze tego pięknie zilustrowanego albumu pełnego ciekawostek prosto z lasów świata.

W jaki sposób z nasionka powstaje drzewo? A z drzewa las? Jakie mamy lasy na świecie? Z czego składają się drzewa, jak wyglądają podczas zmieniających się pór roku, kto żyje wśród ich liści i korzeni i co drzewa dają człowiekowi i całej naszej planecie? To dopiero sam wierzchołek olbrzymiej sekwoi dziecięcych pytań, na które odpowiedzi (przynajmniej częściowe!) znajdziemy na kartach tej książki.

To zdecydowanie bardziej opowieść o lesie i jego mieszkańcach, niż encyklopedia. Porusza wiele ciekawych zagadnień, ale odnoszę wrażenie, że jej celem jest przede wszystkim rozbudzenie zainteresowania i skłonienie do dalszego poszerzania wiedzy, niż udzielanie ostatecznych odpowiedzi. Dlatego też, choć znajdziemy tu przeróżne gatunki drzew, rozmaite zwierzęce domy i sposoby kamuflażu wśród roślin, nie spodziewajcie się odnaleźć w niej definicji. „W sercu lasu”, to dopiero sam początek waszej fascynującej wędrówki, a zawarte w książce informacje są raczej podstawowe i dalekie od ścisłej wiedzy. Są jednak bardzo przystępne i podane w intrygujący, niemalże baśniowy sposób w bardzo atrakcyjnej oprawie graficznej.

Tym, czego mi zabrakło, jest wyszczególnienie owoców (kasztanów, żołędzi itp.) przy omawianiu drzew liściastych. W przypadku drzew iglastych i tropikalnych owoce już się pojawiły, a w przypadku liściastych poprzestano na samej sylwetce drzewa i jego liściu, nie wiem dlaczego. Brakowało mi też trochę dokładnego określenia w jakiej części świata żyją przedstawione zwierzątka, bo albo jest to trochę wymieszane, albo nam się pomieszało podczas czytania i, by zaspokoić ciekawość mojego dziecięcia, sporo musiałam sprawdzać w internetach.

Zachęca do większej uważności podczas leśnych spacerów i uczy bardziej świadomego obcowania z naturą. W końcu każdy listek kryje swoją tajemnicę!

Christiane Dorion, Jane McGuinness, W sercu lasu. Wędrówka po lasach świata, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 64 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Bajki Majki: „Umiem to zrobić!” Jennifer Moore-Mallinos, Annabel Spenceley

Maluchy uczą się w każdej minucie chłonąc świat całym swoim małym jestestwem – to powszechnie znany fakt, ale fajnie sobie o tym czasami przypomnieć. I pomóc dziecku nieco usystematyzować zdobywaną stale wiedzę. Jak poważnie by to nie brzmiało.

„Umiem to zrobić! 46 rzeczy, których dzieci uczą się każdego dnia” to zbiór zagadnień, z jakimi przedszkolaki mają styczność na co dzień. Czego uczą się pomagając mamie w zakupach, podczas codziennych obowiązków, bawiąc się z rówieśnikami, czy nawet obserwując wybory żywieniowe domowego pupila.

Pamiętam, jak jakiś czas temu zabrałyśmy z Mają Figla do weterynarza na rutynowy przegląd i pewna pani w poczekalni zwróciła mi uwagę, że to nie miejsce dla małego dziecka. A tu proszę, mam dowód w formie poważnej dziecięcej literatury na potwierdzenie mojego przekonania, że podczas takiej wizyty dziecko może się wiele nauczyć! A i Figiel na pewno to docenił – w końcu dostał od Majeczki naklejkę „dzielny pacjent” na kontenerek.

Żarty żartami, ale pozwalając towarzyszyć dziecku w przeróżnych sytuacjach wspomagamy jego rozwój. I ta książeczka uświadomi to i dorosłemu i dziecku (tak, sprzątanie też rozwija!).

Każda z króciutkich historyjek ma osobnego narratora, który w kilku zdaniach opowiada o danej sytuacji i jej plusach – zazwyczaj się to dzieci, ale zdarzają się również zwierzęta, a nawet dinozaury! Bo w końcu któż lepiej wie, że trzeba dbać o stan uzębienia i chodzić na kontrole do dentysty, niż taka prehistoryczna gadzina? Każda z sytuacji zakończona jest pytaniem do małego czytelnika, zachęcającym go do odniesienia przeczytanego tekstu do własnych doświadczeń.

Doceniono tu nie tylko umiejętności manualne, jak wiązanie butów, dokładne mycie zębów, czy nakrywanie do stołu, ale również umiejętności społeczne, jak na przykład proszenie o pomoc, szacunek dla innych, czy zapraszanie do zabawy, umiejętność przegrywania, czy korzystania z wyobraźni, a także odnajdywania się w różnych sytuacjach.

Bardzo fajny sposób na podniesienie samooceny i zwiększenie pewności siebie u dziecka.

Jennifer Moore-Mallinos, Annabel Spenceley, Umiem to zrobić! 46 rzeczy, których dzieci uczą się każdego dnia, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 96 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnicza Papilon.

Bajki Majki: „Liczyświnki” Agata Matraś

Ku mojemu rozczarowaniu i nieskrywanej radości męża Majeczkę od nauki literek i czytania zdecydowanie bardziej interesują cyferki i liczenie. Ale to nie jedyny powód, dla którego „Liczyświnki” zostały przyjęte w naszym domu z wyjątkowo dużym entuzjazmem. Świnki to wciąż jedno z najulubieńszych zwierzątek (obok kotków, foczek, szopów, wilków…), a humorystyczna koncepcja i rymowana forma książeczki nie pozwalają przejść obok niej obojętnie.

Każda strona prezentuje nam świnkową ciżbę i wyszczególnione w niej persony – w ilości zależnej od omawianej aktualnie cyfry. Najpierw mamy rozkładówkę wprowadzającą (na przykład z jedną świnką i zdaniem wierszyka), kolejna natomiast wypełniona jest zagadkami związanymi z daną cyfrą (na przykład „kto zebrał najmniej malinek?” gdzie odpowiedzią jest świnka, która ma jedną malinkę). Zadania są na spostrzegawczość, kojarzenie faktów, przeciwieństwa i liczenie oczywiście. Nie brak tu labiryntów i wypatrywania szczegółów. Każdej cyferce towarzyszy określony temat – wraz ze świnkami przejedziemy się komunikacją miejską, wybierzemy się do muzeum, do restauracji, na mecz, do parku, na plac zabaw i na przyjęcie urodzinowe. A co najciekawsze, wszystko to zrobimy… wierszem, bo i każda zagadka i każde zdanie w tej książeczce wpada w ucho dzięki wszędobylskim rymowankom.

Niewielka, bardzo kolorowa i niesamowicie zatłoczona i wyjątkowo ładnie ilustrowana kartonówka dla przedszkolaków. Bo chociaż twarde strony, stosunkowo niewielki ciężar i bezpiecznie zaokrąglone rogi pozwalają czytać ją i z zupełnymi maluszkami, to jednak mnogość szczegółów i niektóre z zadań wymagają już wprawy kilkulatka.

Urocza, przesympatyczna i pomysłowa, bardzo polecamy!

Agata Matraś, Liczyświnki, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Bajki Majki: „Moja wielka wyszukiwanka. Dzień i noc; Zwierzęta świata”, Susanne Gernhäuser

Do szukania szczegółów w książkach obrazkowych moja Majka przekonała się dopiero po drugich urodzinach, za to chętnie wraca do tego rodzaju czytanio-zabawy do dziś. Dlatego też nowa seria dwóch „wielkich wyszukiwanek” zagwarantowała mi kilka godzin spokojnej pracy zdalnej i nawet chwilę na kawę z pianką w pakiecie (zazwyczaj na piankę nie mam szans, bo jak tylko moje dziecię wypatrzy, to pozostaje mi jedynie kawa z dokładnie wyjedzoną pianką).

Chociaż ani same książki, ani ilość elementów do znalezienia nie jest aż tak duża, jakby to sugerowała wielkość podkreślona w nazwie, dla przedszkolaka są w sam raz.

„Zwierzęta świata” to 11 środowisk zamieszkanych zarówno przez dobrze znane, jak i egzotyczne zwierzęta. Od swojskiej łąki z pasącymi się krowami, lasów, gór i jezior, przez sawannę, niegościnną pustynię, wilgotne lasy równikowe, odległą Australię wraz z rafą koralową u jej wybrzeży aż po mroźne bieguny.

Każdej rozkładówce towarzyszy kilka zdań krótkiego opisu, a na pasku po lewej stronie przedstawiono po 9-10 zwierzątek, które należy odszukać na ilustracji. Świetnie, że zwierzęta zostały podpisane. Sam wybór bohaterów również bardzo mi odpowiada, bo znalazłam wszystkie moje ulubione gatunki – jest tu i lew (bo jak tak bez lwa!) i koale, dziobak, leniwiec i nawet waran. Maję uszczęśliwiają ule pełne pszczół, szop, mrówkojad, niedźwiedź polarny, foki i morsy. Ilustracje są bardzo przyjemne, w miarę realistyczne i nie napakowane szczegółami na tyle, by szukanie zwierzątek mogło zniechęcić przedszkolaka poziomem trudności.

Nie jestem tylko przekonana do umieszczenia na jednej planszy obu biegunów. Chociaż niedźwiedzie polarne i pingwiny zostały przedstawione na dwóch osobnych skrawkach lądu i zostało to dodatkowo zaznaczone w tekście, to jednak wizualnie wciąż jest to sugestia, jakoby mieszkały „po sąsiedzku”.

Ten tytuł już kilkukrotnie przydał mi się podczas omawiania z córką zadanych przez przedszkole tematów w ramach zdalnej edukacji – wykorzystywałyśmy go jako pomoc naukową do zajęć związanych z zoo i dzikimi zwierzętami, a ostatnio również podczas lekcji o zwierzętach domowych i gospodarstwie. Zdecydowanie wolę sięgnąć po książkę, niż sadzać malucha przed komputerem i posiłkować się ilustracjami z ekranu. Bo do drukowania już dawno zabrakło nam kolorowego tonera.

Susanne Gernhäuser, Moja wielka wyszukiwanka. Zwierzęta świata, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 24 s.

„Dzień i noc” nieco różni się budową. Wciąż mamy 11 rozkładówek z dużymi ilustracjami, ale tym razem występują one parami – każdy zakamarek miasta oglądamy zarówno w dzień, jak i w nocy. Ostatnia strona natomiast przedstawia widok na całe miasto. W zależności od pory dnia, w różnych częściach miasta dzieją się różne rzeczy – po południu przy fontannie wracające ze szkoły dzieci kupują lody, wieczorem to miejsce zmienia się w miejsce koncertów, a pobliski teatr otwiera drzwi przed widzami spektaklu. Codzienny ruch i gwar w gospodarstwie nocą zamiera, ale kiedy rodzi się cielaczek, wizyta weterynarza jest nieodzowna nawet po północy. Noc to również czas grasowania lisów i jeży. Nocą, w uśpionym mieście, działają również apteki, a zawsze czujni policjanci przyjeżdżają na miejsce włamania. A tętniący dziecięcą energią plac zabaw, nocą staje się miejscem spotkań zakochanych i dzikich miejscem żeru dzikich stworzeń.

Podobnie, jak w przypadku poprzedniej książki, i tutaj ilustracjom towarzyszą krótkie opisy, choć tym razem nie tylko samych miejsc, ale przede wszystkim sytuacji. Do wyszukania mamy natomiast nie tylko zwierzęta, ale również ludzi wykonujących określone czynności i istotne dla sytuacji przedmioty, jak puszczaną przez dzieci łódeczkę, walizkę weterynarza, latarnię, czy niezbędne na budowie narzędzia.

Susanne Gernhäuser, Moja wielka wyszukiwanka. Dzień i noc, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 24 s.

Obie książki zostały wydane w całości z grubego kartonu, w formacie nieco mniejszym, niż A4 i z bezpiecznie zaokrąglonymi rogami, dzięki czemu można je oglądać nie tylko z przedszkolakiem, ale również z zupełnie malutkim bobasem (zębo- i ślinoodporne!).

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Bajki Majki: „Pomóż zwierzakom wrócić do domu. Lasy świata; Wody świata”, Pavla Hanáčková

Obie kwadratowe, całokartonowe książeczki z serii „Pomóż zwierzakom wrócić do domu” oparte są na tym samym schemacie. Główny bohater – Antek w przypadku „leśnej” części i Julka w „wodnej” części – trafiają na zwierzęta wydarte przez przemytników ze swoich naturalnych środowisk. Pomagając im powrócić do domów, przemierzają świat poznając jego zdumiewającą różnorodność.

Wraz z Antkiem odwiedzimy aż siedem różnych lasów – od mieszanych w umiarkowanym klimacie Europy, przez wieczną zmarzlinę tajgi, wilgotne lasy równikowe aż po… lasy wodorostów u wybrzeży Kaliforni! Trzy z tych środowisk zostały potraktowane wnikliwiej, niż pozostałe (a w każdym czekał na nas zwierzęcy przewodnik), poznamy jednak mieszkańców i rośliny żyjące w każdym z nich. Ponadto dowiemy się między innymi jak ich mieszkańcy radzą sobie z ekstremalnymi warunkami, w których przyszło im żyć, jaki wpływ mają dane gatunki na swoje środowisko i czy pożary lasów mogą być dla nich pożyteczne.

Julka zabierze nas na wyprawę w podwodne głębiny siedmiu środowisk wodnych (podobnie, jak w przypadku lasów, trzem z nich poświęcono nieco więcej uwagi) – przez oceany, rafy koralowe, wartki nurt najdłuższej rzeki świata, namorzyny i mokradła aż po najgłębsze jezioro. Wody słone, słodkie, zbiorniki podziemne i powierzchniowe, duże i małe… Kto mieszka w każdym z nich?

Do czego zwierzęta wykorzystują prądy oceaniczne? Na jakie strefy dzielą się połacie oceanicznych wód i czy wszystkie z nich są przystosowane do życia? Koralowce to rośliny, czy zwierzęta? W jaki sposób rzeki kształtują teren? Czym są lasy namorzynowe i dlaczego porastające je drzewa mają… szczudła? I skąd właściwie w jeziorach bierze się woda?  Na te i mnóstwo innych pytań rodzących się z niezaspokojonej dziecięcej ciekawości znajdziecie odpowiedzi w „Wodach świata”. Każdy przedszkolak będzie oczarowany tą niezwykłą wyprawą, a i rodzic ma szansę na zaskoczenie niektórymi ciekawostkami. Ja na przykład nie miałam pojęcia o istnieniu wodnych hiacyntów. No bo jak to tak, bez cebulki?

Wielki plus za pogrubioną okładkę i sztywne, choć nie przesadnie grube kartki oraz zaokrąglone rogi – Maja ma już cztery lata i jest naprawdę zaawansowanym czytelnikiem potrafiącym dbać o swoje książeczki (w końcu indoktrynowana od bobasa!), a jednak wciąż bardzo doceniam takie szczegóły.

Mnóstwo ciekawostek dostosowanych do możliwości poznawczych malucha, sympatyczni bohaterowie i urocze ilustracje. A do tego prawdziwa przygoda!

Pavla Hanáčková, Linh Dao, „Pomóż zwierzakom wrócić do domu. Lasy świata”, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2019, 22 s.

Pavla Hanáčková, Linh Dao, „Pomóż zwierzakom wrócić do domu. Wody świata”, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2019, 22 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

 

Bajki Majki: „Śmieciogród” Ola Woldańska-Płocińska

Czy można mówić na poważne tematy w zabawny, przystępny i jednocześnie mądry sposób, bez zbędnego moralizowania i ciągnięcia nudnych wykładów pełnych przestróg, nakazów i zakazów? I przy okazji zrobić z książki dzieło sztuki? Ola Plocińska udowodniła już te wszystkie tezy tworząc „Zwierzokrację”, poświęćcie więc chwilę, by przyjrzeć się jej kolejnemu dziełu z serii książek-monumentów mających moc zamieniania świata. Na jakże aktualny, problematyczny i kontrowersyjny temat, jakim są… zasypujące nas z każdej strony odpady. W końcu troska o Ziemię jest obowiązkiem każdego z nas: dorosłych – bo przykład idzie z góry, i dzieci – bo to, w jakim świecie przyjdzie im żyć zależy od decyzji i działań podejmowanych przez nas wszystkich każdego dnia.

Dzięki tej książce mały czytelnik prześledzić historię opakowań – od tych wymyślonych przez naturę, poprzez te wykonane z części roślin oraz wytworzone dłońmi człowieka z naturalnych materiałów, aż po produkowane masowo tworzywa sztuczne. Dowie się też gdzie lądują wszystkie te wszystkie opakowania po wypakowaniu z nich potrzebnych nam produktów. Świetnie wydana, bogato ilustrowana w charakterystycznym stylu autorki encyklopedia śmieci będzie świetnym punktem wyjścia do uświadomienia dziecku jak bardzo szkodliwe dla naszej planety są odpady, jak minimalizować ich wytwarzanie i w jaki sposób przetwarzać te już powstałe. Dowiemy się z niej jakie śmieci wrzucać do jakich śmietników, które z nich nadają się do ponownego wykorzystania, a które nie. Pomoże również w wypracowaniu dobrych nawyków nazwanych „złota piątką” są to: picie wody z kranu, wymienianie się niechcianymi przedmiotami, noszenie ze sobą bawełnianej torby i własnego prowiantu w wielorazowych pojemnikach, wielokrotnego używania tych samych rzeczy w pomysłowy sposób.

Czy w średniowieczu byli już śmieciarze? Do czego używano tektury nim wymyślono papierowe pudełka? Jaki surowiec wtórny był zbierany i przetwarzany ponownie już w X wieku? Ile czasu zajmuje przeciętnemu Amerykaninowi wytworzenie 60 kg śmieci? Czy czteroosobowa rodzina jest w stanie produkować jedynie słoik odpadów rocznie? Kim są freeganie i czy kompost i kompot to to samo? Na te i mnóstwo innych pytań znajdziecie odpowiedź w „Śmieciogrodzie”.

Nie wahajcie się, bo to nie tylko mądra i pożyteczna, ale też wspaniale wydana i świetnie zilustrowana pozycja!

Ola Woldańska-Płocińska­­, Śmieciogród, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2019, 80 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości wydawnictwa Papilon.

Bajki Majki: „Urodziny Elmera” David McKee

Znacie Elmera? Najbardziej sympatycznego słonia na świecie? Trudno w to uwierzyć, ale słoń w kratkę bawi, ośmiela i oswaja z innością już od 30 lat! I to równiutko, bo właśnie dziś obchodzi swoje 30 urodziny. Jeśli tylko dobrze liczę, a z matematyki zawsze byłam raczej kiepska, jest to trzynasta część przygód Elmera w języku polskim. Poza tym doczekał się również czterech zbiorów opowiadań i czterech kartonowych książeczek dla najmłodszych czytelników. A mimo to wciąż potrafi zaskoczyć!

„Każdy dowcip, który kończy się tortem, jest świetnym dowcipem!”

Słonie wpadły na pomysł zrobienia Elmerowi najbardziej chyba popularnego urodzinowego dowcipu – namówiły wszystkich do udawania, że nie pamiętają o tej ważnej dacie, by pod koniec dnia urządzić przyjacielowi przycięcie-niespodziankę. Chociaż inne zwierzęta mają pewne obiekcje, przekonany o swojej racji główny pomysłodawca psikusa nie daje im dojść do słowa zbywając wszelkie wątpliwości słowami „Po prostu to zróbcie!”.

Komiczna historyjka o konsekwencjach nie słuchania innych, przyjaźni i zabawie. Zakończona tortem w kratkę o prawdziwie słoniowych rozmiarach.

Jest tu wszystko co najlepsze u Elmera – kipiące kolorami ilustracje wypełniające calutkie strony książki, sympatyczni bohaterowie, mnóstwo humoru i zakręcony pomysł gwarantujący zaskakujące zakończenie. Prawdziwa gratka nie tylko dla fanów słonia w kratkę, ale i dla każdego przedszkolaka!

DSC_0146.jpg

Z okazji elmerowych urodzin Wydawnictwo Papilon przygotowało urodzinowy pakiet z kolorowankami, grami i szablonami do aktywnego czytania. Można go ściągnąć TUTAJ.

David McKee, Urodziny Elmera, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2019, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.