Bajki Majki: „Pucio w mieście” Marta Galewska-Kustra, Joanna Kłos

W najnowszej książeczce z przygodami Pucia szykuje się wielkie wydarzenie – wernisaż Cioci Igi. Z tej okazji w domu puciorodzinki odbędzie się rodzinny zjazd i uroczysty obiad. A to przecież masa przygotowań! Na szczęście Pucio i Misia zawsze są chętni do pomocy.

Miasto tętni życiem – podczas spaceru witają się sąsiedzi, pobliska budowa skutecznie odciąga uwagę Bobo od wyprawy po zakupy, który to obowiązek spada na tatę – po przyjęciu ostatniego pacjenta w swojej klinice weterynaryjnej odbierze starszaki z przedszkola i wspólnie pojadą do supermarketu.

Czas nagli, ale stłuczka spowoduje korki i dziadkowie będą musieli chwilę zaczekać, nim zostaną odebrani z dworca, na pewno jednak wszyscy zdążą do galerii na wernisaż. A potem koniecznie na lody do parku!

Mam wrażenie, że w tej części wyjątkowo dużo miejsca poświęcono zasadom bezpieczeństwa w przeróżnych sytuacjach i sposobom zachowania się w miejskiej dżungli – mali czytelnicy dowiedzą się na przykład, że przed przejazdem transportem publicznym należy kupić bilet, które miejsca w autobusie są zarezerwowane dla kogo, że nie wolno za bardzo zbliżać się do placu budowy (nawet jeśli jest się największym fanem koparek na świecie) i że kawa dla mamy to priorytet.

Bardzo lubię pomysł, dzięki któremu Pucio rośnie wraz ze swoimi czytelnikami. Chociaż moja Majka zdążyła już trochę Pucia przerosnąć i przywykła już do nieco bardziej skomplikowanych konstrukcji zdań, to tekstu jest na tyle dużo, że wciąż chętnie słucha najnowszych części, a w opowiadaniu co się wydarzyło po prostu wymiata. Aż nie do wiary, że najpierwsiejszą część przygód Pucia dostałyśmy tuż przed roczkiem i pomagał Bobasie w nauce pierwszych słów. Kiedy to zleciało, ja się pytam?

Jak zawsze jest edukacyjnie i rozwijająco – w tej części duży nacisk położono na opowiadanie, ale znajdziemy tu również przeróżne nazwy zawodów, tajemniczych przedmiotów i pojazdów oraz przyimki miejsca. Książeczka pomoże również oswoić różne, często stresujące sytuacje, jak wizyta z pupilem u weterynarza, spóźnienie wynikające z wypadku drogowego, czy osobistą kraksę na hulajnodze. Jest też rodzinnie (a rodzina Pucia stale się rozrasta), zabawnie i sympatycznie. I zaostrza apetyt na więcej, bo zapowiada kolejną część z sielską wsią w roli głównej.

Marta Galewska-Kustra, Joanna Kłos, Pucio w mieście. Zabawy językowe dla młodszych i starszych dzieci, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Muminki zebrane” Tove Jansson

„Muminki” kojarzę przede wszystkim z animacji, która za moich czasów w niedzielę leciała w telewizji w ramach dobranocnki. Na pewno czytałam też w dzieciństwie klika muminkowych książek – na pewno kojarzę „Lato Muminków” i „Pamiętniki Tatusia Muminka”, ale tak naprawdę niewiele z nich pamiętam i to od dawna mój wielki wyrzut sumienia, bo niby człowiek by chciał i ma ochotę (a w końcu wstyd nie znać!), ale jakoś nigdy nie ma kiedy. Obiecałam sobie, że to będzie jedna z tych książek, które będę poznawać razem z córką.

Od jakiegoś czasu rozglądałam się za fajnym wydaniem, bo i jest w czym wybierać. Prawie skusiłam się na wydawane w zeszłym roku pojedyncze tomy w wesołych kolorowych okładkach (też śliczne i pewnie mojej przedszkolaczce bardziej wpadłyby w oko), ale jakoś nie mogłam się zebrać. I w sumie cieszę się, że tak długo się nie mogłam się zdecydować, bo najnowsze, dwutomowe „Muminki zebrane” wydane z okazji setnych urodzin wydawnictwa Nasza Księgarnia całkowicie skradły moje serce. Są przepiękne!

Bardzo lubię serię „klasyki zebranej” nazywaną przez mnie roboczo „klasyką dla dzieci w cegłach”, bo i są to pozycje raczej konkretne. Mamy już w tym wydaniu „Kubusia Puchatka” wraz „Chatką Puchatka” i wszystkie przygody Pippi w jednym tomie. Nie są to co prawda książki, które wrzuca się do plecaka na wyjazd, ale do rodzinnego czytania w wygodnym fotelu pod kocem albo na tarasie w słoneczny letni dzień nadają się idealnie – jest w nich mnóstwo stron do przeczytania i jeszcze więcej przygód do przeżycia. A w takiej oprawie czytanie to sama przyjemność!

Pokaźne tomiszcza o dużym formacie, w twardych okładkach kryją w sobie kolejno pięć i cztery części znanych i kochanych, ponadczasowych przygód Muminków wzbogaconych niesamowicie klimatycznymi czarno-białymi ilustracjami autorki – zarówno zajmującymi całe strony książki, jak i w formie dopełniających tekst przerywników.

W pierwszym tomie znajdziemy „Małe trolle i dużą powódź”, „Kometę nad Doliną Muminków”, „W Dolinie Muminków”, „Pamiętniki Tatusia Muminka” oraz „Lato Muminków”. Na drugi składają się „Zima Muminków”, „Opowiadania z Doliny Muminków”, „Tatuś Muminka i morze” oraz „Dolina Muminków w listopadzie”. Chociaż tekst nie jest szczególnie duży, krój liter i ich rozstawienie sprawia, że czyta się bardzo wygodnie.

Zarówno pastelowe kolory okładek, jak i delikatny kwiatowy ornament obecny na okładkach i wklejce bardzo trafił w moje gusta. Dodatkowym elementem dekoracyjnym jest wypukły biały deseń na przedniej stronie okładki. Wraz z grubszym kremowym papierem całość wygląda bardzo elegancko. Jeśli szukacie idealnego prezentu, albo książki-pamiątki, to nie musicie rozglądać się dalej. „Muminki” aż proszą się o piękną dedykację. I całe godziny czytania.

Tove Jansson, Muminki zebrane. T 1 i T 2, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 464 i 464 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Horror! Czyli skąd się biorą dzieci” Grzegorz Kasdepke

To najdziwniejsza książka dla dzieci o rozmnażaniu, jaka dotąd wpadła mi w ręce – utrzymana w konwencji horroru ze zjadaniem dzieci w roli głównej, gościnną wizytą komandosów (i ich regularną bitwą z przedszkolakami) wśród budzących grozę odgłosów burzy i sporą dawką dobrych rad i całkiem rzetelnej wiedzy bez zbędnego owijania w bawełnę w roli bonusu. Niezły misz-masz!

Pani Miłka – ukochana wychowawczyni przedszkolaków ma w brzuchu dziecko! Na grupę starszaków pada strach, kto następny wyląduje na talerzu przedszkolanki? I jak się obronić przed jej głodem? Ukryć się w szafce, zbudować fort, a może chwycić za broń? Pomysłowe dzieciaki wypróbują każdy z tych pomysłów, a zupełnie przy okazji, w ciągu naprawdę zdumiewających zdarzeń, dowiedzą się skąd naprawdę biorą się dzieci, co jest do tego potrzebne i dlaczego nie grządka z kapustą i majeranek do smaku.

To niestety nie jest książka dla nas, nie pokarzę jej Majce, przynajmniej na razie. A to dlatego, że, podobnie jak jeden z rodziców przedszkolaków z „Horroru”, pozwoliłam sobie kiedyś na średnio mądry żart – wąchając zapamiętale swoje czyste dziecko prosto wyjęte z kąpieli pełnej owocowej pianki powiedziałam, że „pachnie tak apetycznie, że chyba zaraz ją zjem”. Nawet zrobiłam „mniam mniam mniam!”. A Maja… wzięła to jak najbardziej na serio, wpadła w panikę i rozpacz i przez cały kolejny dzień nie chciała się do mnie zbliżać na krok, a potem jeszcze przez długi czas, mimo zapewnień i tłumaczeń patrzyła ma mnie podejrzliwie. W związku z tym „głupie żarciki” o zjadaniu dzieci nie wchodzą u nas w grę, jeszcze odmówiłaby mi chodzenia do przedszkola…

Ale jeśli Wasze starszaki mają mocniejsze nerwy, lubią takie klimaty są już na tym etapie, że nie biorą wszystkiego do siebie i doceniają historie z dreszczykiem, to jak najbardziej, bo w książce znalazło się wiele wartościowych informacji. Poza faktem, że przedszkolaki jednak dowiadują się o tym co u dorosłych idzie gdzie, dlaczego tak i że na golasa, a także o jajeczkach i plemnikach, znajdzie się też sposobność obalenia sporej liczby mitów o bocianach, kapustach i kurierach przynoszących bobasy kupione na allegro. I oczywista oczywistość, że nie tylko dzieci czują strach i że da się go oswoić.

Książkę kończą dobre rady i wskazówki dla dzieci i dorosłych. I nawet jeśli nie przeczytam tej pozycji razem z córką, to te ostatnie strony z pewnością wykorzystam, bo dobrze tam autor prawi.

A całą resztę polecam przedszkolakom nieustraszonym, a rodzicom w szczególności.
Wartościowa, ale nie dla każdego czytelnika.

Grzegorz Kasdepke, Horror! Czyli skąd się biorą dzieci, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 64 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: PRZEDPREMIEROWO: „Opowiem Ci mamo, co robią konie” Ewa Poklewska-Koziełło, Izabela Mikrut

Najnowsza część serii „Opowiem Ci mamo” jest skierowana do najmłodszych czytelników (moim zdaniem jakoś 0-4 lata), bo też różnica poziomu np. między tą pozycją, a „Skąd się bierze miód” jest naprawdę spora.

Na każdej stronie zadania i łamigłówki mieszają się płynnie z informacjami i ciekawostkami z życia koni. I jedne i drugie dotyczą przeróżnych końskich zagadnień – od prehistorycznych koni Przewalskiego i wizerunków naskalnych prosto z Lascaux, przez prace, jakie wykonywały udomowione konie na przestrzeni wieków, aż po różne końskie krzyżówki – wyniki mezaliansów i stworzenia prosto z kart baśni. Mały czytelnik pozna budowę konia, nazwy różnych końskich maści  i chodów oraz wyposażenie stajni, zobaczy jak wygląda dzień z życia stadniny nauczy się nazywać elementy ubioru jeździeckiego zarówno dżokeja, jak i jego konia, a także dowie się co te zwierzęta jedzą i jak je pielęgnować oraz kim były tarpany.

Zdecydowaną przewagę nad słowem pisanym mają tu wypełniające całe strony, bajecznie kolorowe i bardzo szczegółowe ilustracje, a dopełniający je tekst (zarówno przekazujący informacje, jak i treść poleceń) podany jest wpadającym w ucho wierszem lub w formie krótkich podpisów do rozmaitych elementów ilustracji.

Podobnie jak w przypadku poprzednich tytułów z tej serii, jest to jedna z tych książek, które zdobytą wiedzę utrwalają nakłaniając maluchy do wykonywania zadań. Trzeba będzie odnaleźć różnice między pozornie identycznymi stronami książki, nazwać wyrwane z kontekstu fragmenty obrazków, połączyć w pary źrebaki i ich mamy, przejść przez labirynt, a nawet zagrać w wyścigową grę planszową. Na czytelnika czeka też mnóstwo wyszukiwanek, bo i na tych ilustracjach jest czego szukać i za czym sobie oczy wypatrywać – od dzieci, przez zwierzątka, aż po kwiaty czy owady. I bynajmniej nie jest to łatwe zadanie!

Przesympatyczna i bardzo atrakcyjna wizualnie kartonówka dla najmłodszych (z wytrzymałego kartonu, o bezpiecznie zaokrąglonych rogach) nie tylko przekazująca wiedzę o świecie (czasem bardzo szczegółową, bo czy wiecie czym różni się zebryna od zebruli? Ja nie miałam pojęcia!), ale również zachęcająca do aktywnego czytania. Ćwiczy cierpliwość, umiejętność skupienia się przez dłuższą chwilę, spostrzegawczość, kojarzenie faktów i pamięć.

Gorąco polecamy wszystkim małym miłośnikom koników (kucyków, jednorożców i zebryn również!).

Ewa Poklewska-Koziełło, Izabela Mikrut, Opowiem Ci mamo, co robią konie, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 28 s.
(premiera 27.01.2021)

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Grajki Majki: Pucio do tulenia, Puzzle „Pucio. Co słychać?”

Jeśli szukacie szybkiego pomysłu na mikołajkowy upominek dla maluszka, autorki przygód Pucia spieszą z pomocą. Niedawno ukazały się dwa gadżety ze świata tego uwielbianego bohatera, które z pewnością ucieszą każdego fana albo świetnie sprawdzą się jako dodatek do jednej z pucioksiążek.

Uroczy Pucio do tulenia to maskotka będąca odwzorowaniem głównego bohatera serii, stworzonego przez Martę Galewską-Kustrę i Joannę Kłos. Jak zaznaczono na opakowaniu pluszowy Pucio, składa się z głowy pełnej Puciowych pomysłów, oczu do wypatrywania babci, dziadka i wiewiórek, rączek wciąż zajętych zabawą i głaskaniem pieska Funia, noska szczególnie wrażliwego na zapach naleśników cioci, małych nóżek, które rzadko stoją w miejscu i mięciutkiego brzuszka do wesołych gilgotek. Moja Maja była odrobinę rozczarowana brakiem samolotu w zestawie – widzę w tym potencjał na przyszłość.

Dużym plusem są dla mnie niewielkie rozmiary maskotki – przede wszystkim dlatego, że małe rączki i nóżki będą idealne do ogarnięcia małymi dłońmi dziecka, ale również dlatego, że po prostu mam już trochę dość sporych maskotek, które wypełniają pokój i łóżko mojego dziecka po brzegi. A w tym przypadku udało się odwzorować bohatera z dużą szczegółowością i w małym rozmiarze – dla mnie super.

Drugą zaletą jest różnorodność materiałów, z których została wykonana przytulanka – inna w dotyku jest twarz, na której wyróżniają się wypukłe kropeczki oczu, inne są włosy, inne rękawki bluzeczki i inne spodenki.

I wreszcie sposób pakowania, za który należą się olbrzymie brawa. Pucio jest sprzedawany w kartoniku, w którym stoi oparty na tekturowej podstawce do której jest przyczepiony gumką recepturką. Całość jest zamknięta jedną plastikową naklejką. Żadnego zbędnego plastiku, minimum śmieci, najmniejszego problemu z rozpakowywaniem. Estetycznie, elegancko i z poszanowaniem środowiska.

Pucio do tulenia
na podstawie ilustracji Joanny Kłos
z książek Marty Galewskiej-Kustry
Sugerowany wiek: 3+
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

W równie dobry sposób zostały zapakowane nowe puzzle dla najmłodszych „Pucio. Co słychać?” – elementy zostały zawinięte w papier i spakowane do kartonika sklejonego dwoma naklejkami.

Ta 12-elementowa układanka jest kierowana do odbiorców od drugiego roku życia, a puzzle są naprawdę duże. Co nie znaczy wcale, że jej ułożenie jest banalne, bo niestandardowy kształt potrafi zmylić (należę do tych układaczy, którzy zawsze zaczynali od ramki. A ta ramka ma bardzo nieregularną linię brzegową :) ).

Na ilustracji widzimy Pucia i Misię stojących pod drzewem i przysłuchujących się odgłosom natury. A wokół nich jest mnóstwo dźwięków! Szczekający na motylka Funio obudził sowę, która komentuje to huczeniem, wiewiórka na gałęzi chrupie orzeszka, dzięcioł stuka w pień, ptaki ćwierkają, pisklęta piszczą, kukułka kuka, drzewo szumi… ułożenie obrazka to dopiero początek dźwiękonaśladowczej zabawy w opowiadanie!

Pucio. Co słychać? Puzzle
Autor: Marta Galewska-Kustra
Ilustracja: Joanna Kłos
Ilość elementów: 12
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Sugerowany wiek: 2+

Jeśli wciąż mało wam Pucia, zobaczcie również:
układankę świąteczną układankę Pucio i Misia ubierają choinkę,
puciowe gry – domino oraz loteryjkę „Gdzie to położyć?”,
i oczywiście książeczki – naszą ulubioną „Pucio umie opowiadać” i resztę serii.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: Najpiękniejsze książeczki dla dzieci o zimie i świętach, cz. IV

Szykowanie corocznego wpisu o świątecznych książkach dla dzieci jest dla mnie otwarciem sezonu – Święta już tuż tuż! Jeśli potrzebujecie jeszcze więcej inspiracji, rzućcie okiem na zestawienia z poprzednich lat:

Część I – Święta 2017
Część II – Święta 2018
Część III – Święta 2019
Pomysł na książkowy kalendarz adwentowy

„Przeplatanki rymowanki. Zgraja Mikołaja” z ilustracjami Małgorzaty Detner to zabawna świąteczna propozycja dla najmłodszych czytelników w wieku od roku do trzech lat. Kartonowa książeczka z bezpiecznie zaokrąglonymi rogami ma dziewięciu bohaterów – między innymi Mikołaja, Renifera Rudolfa, Misia Polarnego Śnieżynkę, Bałwana, Pierniczkowego Ludzika a nawet szefa elfowej kuchni. Każdy z nich wykonuje jakąś czynność przy pomocy określonego przedmiotu. Każda ze stron poświęconych bohaterom została podzielona na trzy części, które można przekładać niezależnie od siebie tworząc zupełnie nowe kompozycje zarówno jeśli chodzi o wygląd postaci, jak i o towarzyszący im tekst. Dzięki temu na przykład „Piernikowy Ludzik, król gwiazdkowej mody, wyjmuje ze skarpet truskawkowe lody”. Świąteczne chichotanko gwarantowane, a przy okazji to świetny trening dla małych paluszków.

Małgorzata Detner, Przeplatanki rymowanki. Zgraja Mikołaja, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 18 s.

Jeśli chodzi zaś o historię biblijną dla najmłodszych, koniecznie sięgnijcie „Opowieści biblijne do poduszki” Mercè Segarra, Rosa M. Curto – historii narodzin Jezusa poświęcono cztery rozdziały, od Zwiastowania aż do wizyty Trzech Króli, a każdemu z nich poświęcono dwie całostronicowe ilustracje i kilka nieskomplikowanych zdań tekstu przystosowanych do sposobu percepcji maluszka. To chyba najbardziej sympatyczna wariacja na temat Biblii dla najmłodszych odbiorców, jaka kiedykolwiek wpadła mi w ręce. Polecam nie tylko na tą okazję.

Mercè Segarra, Rosa M. Curto, Opowieści biblijne do poduszki, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2017, s. 54-61.

Szukającym nieco bardziej rozbudowanej opowieści o prawdziwym sensie Świąt na pewno przypadkiem do gustu „Opowieść o Bożym Narodzeniu” Stephanie Jeffs, John Haysom – ta pozycja, pełna pięknych, delikatnych ilustracji, nie kończy się w momencie narodzin Jezusa w stajence, została rozszerzona o wizytę Trzech Króli i niecne plany Heroda aż po ucieczkę do Egiptu dając małemu odbiorcy szerszy kontekst i bardziej przystając do realiów (zanim królowie z dalekich krajów przyjadą do Betlejem za gwiazdą, Dzieciątko zdąży już nieco urosnąć). Chociaż tekstu jest dużo więcej pojawiają się pojęcia, które z pewnością trzeba będzie dziecku wytłumaczyć (np. synogarlica) , autorzy opierają się na prostych, krótkich zdaniach i przedstawiają historię w jak najbardziej zrozumiały, choć niepozbawiony malowniczości sposób. Nie sposób też nie docenić siły obrazu, który zajmując całe strony pełni funkcję narracyjną na równi z tekstem pisanym. Polecam dla dzieci od mniej więcej 4 roku życia.

Stephanie Jeffs, John Haysom, Opowieść o Bożym Narodzeniu, Poznań: Wydawnictwo Święty Wojciech, 2017, 30 s.

„Gwiazdka! Nie Przeszkadzać!” Barbary Supeł z ilustracjami Beaty Żurawskiej to propozycja dla tych, którzy w przedświątecznym szale przygotowań i sprzątania (cóż, akurat w tym roku poza Jezusem faktycznie może przyjść również sanepid…) zatracili prawdziwą frajdę ze wspólnych rodzinnych przygotowań. Kiedy niesforne bliźnięta słyszą, że mają nie przeszkadzać, z entuzjastyczną pomocą w szykowaniu domu do Wigilii czekają aż zapadnie zmierzch. A potem rzucają się w wir pracy! Pierniczkom dorysują wąsy, przystrzygą choinkowe łańcuchy, wymalują okna od góry do dołu, wyjedzą cukierki z choinki, rozwieszą na kominku brudne skarpetki… w ruch pójdą również szminka mamy i pianka do golenia taty. Na szczęście w ślad za nimi ruszyła porządnicka Myszka, która dzielnie zaciera ślady tej rozróby, bo dobrze wie, że prezenty dostają tylko grzeczne dzieci. Okaże się jednak, że Mikołaj nie robi rankingu najczystszych domów, a docenia dobre chęci. A wszystko to przekazano wierszem! Ten momentami komiczny, uroczy, i bardzo prawdziwy picturebook rozbawi i skłoni do refleksji. I chociaż skierowany jest do młodziutkich odbiorców (4+), starsi, a przede wszystkim rodzice również powinni go przeczytać.

Barbara Supeł, Beata Żurawska, Gwiazdka! Nie przeszkadzać!, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 32 s.

Rodzinne przygotowania do świąt znajdziecie również w książeczce dla maluszków „Jadzia Pętelka piecze pierniczki”. Ta niewielka, urocza książeczka to kolejna już część przygód Jadzi Pętelki – ulubienicy młodszych przedszkolaków. Tym razem małą bohaterkę czeka niebagatelne zadanie – trzeba przygotować zapas świątecznych pierniczków. Trzeba zakasać rękawy i wraz z tatą zabrać się do pracy! Do wymieszania czeka mnóstwo składników – puszysta mąka, miękkie masło, lepki miód i kruche jajka. A później czeka ugniatanie, wycinanie, pieczenie, lukrowanie, zdobienie, przewlekanie, aż wreszcie chrupanie i… sprzątanie! Nie da się ukryć, że to lektura, która porusza zmysły – aż ślinka cieknie!

Barbara Supeł, Agata Łuksza, Jadzia Pętelka piecze pierniczki, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 24 s.

„Wigilia Mamy Mu i Pana Wrony” Jujja Wieslander, Sven Nordqvist
Bardzo lubimy serię o cierpliwej Mamie Mu i postrzelonym Panu Wronie. Również ich świąteczna przygoda jednocześnie bawi i chwyta za serducho. Pan Wrona uwielbia dostawać mnóstwo prezentów – tylko że wszystkie robi sobie sam, bo inaczej przecież nic by nie dostał! Nie da się ukryć, ze prawdziwy sens i radość Świąt przelatują mu przez to koło dzioba. Jakie to szczęście, że Mama Mu drobnym ciepłym gestem potrafi pokazać mu magię myślenia nie tylko o sobie, ale przede wszystkim o innych, a przecież radość z obdarowywania przewyższa nawet radość z otrzymywania upominków. A najwspanialsza jest radość z bycia razem z przyjacielem – w tym szczególnym dniu i na co dzień. Bogato ilustrowana (krowy z rogami przystrojonymi choinkowym łańcuchem, niczym w wiankach świętej Łucji są po prostu cudowne!), pełna rozkrakanej energii, krowiego spokoju, mądrości i ciepła prawdziwej przyjaźni. Nietuzinkowa propozycja.

Jujja Wieslander, Sven Nordqvist, Wigilia Mamy Mu i Pana Wrony, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2019, 28 s.

Dla fanów humorystycznego podejścia do Świąt idealna będzie „Jak schować Lwa w Święta” Helen Stephens – to już czwarty pięknie ilustrowany picturebook z przygodami Malwinki i jej nietuzinkowego przyjaciela. Po raz kolejny okazuje się, ze dziewczynka nie może gdzieś zabrać ze sobą gigantycznego Lwa. Bo czy widział ktoś kiedyś lwa jadącego pociągiem (w końcu nie zmieści się ani do walizki, ani nie da się go owinąć papierem by uchodził za świąteczny prezent)? Toż taka sytuacja mogłaby spowodować przedświąteczny kryzys kolejowy! Dlatego też Malwinka jedzie do Cioci Zosi, a Lew zostaje w domu. Ale co to za świętowanie bez jednego członka rodziny?

Lew nie zamierza jednak zostać w tyle. Sprytnie chowa się na bagażowej półce i niedostrzeżony jedzie wraz z rodziną do miasteczka cioci. Gdyby tylko turkot kół nie ukołysał go do snu, nie stałby się zupełnie zgubionym lwem! Czy nasz bohater da radę podróżować przez śnieżne zaspy? Czy odnajdzie swoją rodzinę? I jakie są konsekwencje Świąt z Lwem w domu? Przekonajcie się sami!

Helen Stephens, Jak schować Lwa w Święta, Warszawa: Wydawnictwo Amber, 2020, 40 s.

Jak co roku wydawnictwo Zakamarki wydało „książkowy kalendarz adwentowy” – okołoświąteczną historię podzieloną na 25 rozdziałów, po jednym na każdy dzień oczekiwania i jeden na same Święta. Tegoroczna książka nosi tytuł „Jak ratowaliśmy Wigilię” i poza rozdziałami adwentowymi ma również króciutki styczniowy epilog, w którym dzieci wracają do szkoły po świątecznej przerwie.

Tim chodzi do zerówki i uwielbia Święta najbardziej na świecie. Dlatego kiedy w jego 24-osobowej grupie każdemu z dzieci przypada w udziale zerwanie jednej kartki z magicznego adwentowego kalendarza, chłopiec uważa, że to on powinien trafić na tą ostatnią. Szczególnie, że wigilijna kartka jest najważniejsza – jeśli się ją zgubi, Świąt nie będzie. Jak myślicie, co się stanie z kartką? O nie, nie zgubi się, czeka ją coś znacznie gorszego!

Nie jest łatwo być odpowiedzialnym za zniszczenie wigilijnej kartki i tym trudniej będzie naprawić swój błąd. Tim zrobi jednak wszystko, by naprawić Boże Narodzenie, albo chociaż wynagrodzić innym zepsute Święta.

Jak to zazwyczaj bywa ze skandynawskimi książkami i tą charakteryzuje podejście pozbawione czołobitności i egzaltacji. Boże Narodzenie jest taktowane z humorem i dystansem, o czym świadczą na przykład porywające wersje kolęd. Dowiemy się też całkiem sporo o charakterystycznych dla Szwecji występach z okazji orszaku św. Łucji.

Ellen Karlsson, Cecilia Heikkilä, Jak ratowaliśmy Wigilię, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2020, 108 s.

Jeśli chcielibyśmy rozpocząć czytanie książki dzielonej na rozdziały przeznaczone na każdy dzień adwentu już z młodszym dzieckiem, dla przedszkolaków świetnie sprawdzi się „Elf do zadań specjalnych” Katarzyny Wierzbickiej z magicznymi ilustracjami Ulyany Nikitiny.

Już od pierwszego dnia grudnia w Wiosce Świętego Mikołaja praca wre – trzeba przeczytać każdy list, wyprodukować w fabryce zabawek prezenty dla każdego dziecka na świecie, przetestować je dokładnie, zadbać o renifery i oczywiście sprawdzić, czy wszystkie dzieci aby na pewno nie były za bardzo niegrzeczne w tym roku. A do tego, zgodnie z duchem czasu, produkcję czeka wprowadzanie reform i innowacji pod czujnymi surowym okiem elfki Lśniącej.

Tymczasem w krainie Świętego Mikołaja pojawiają się tajemnicze ślady wielkich łap na śniegu zwiastujące nieoczekiwanych gości, a elf Wiercipiętek zgubił swój szaliczek niewidzialności i za nich nie chce się do tego przyznać, w końcu jako sprytny elf na pewno siebie bez niego poradzi. Czy idealne Święta są zagrożone? I czy uda się spełnić marzenia dzieci na czas?

Chociaż książka prezentuje się ciałkiem konkretnie, to po podzieleniu na 24 dni wychodzi po 6-10 stron na rozdział, czyli na maksymalnie 10 minut czytania. Jestem strasznie ciekawa, czy moja prawie-pięciolatka z przedszkolnej grupy Elfów poskromi ciekawość i faktycznie uda nam się czytać po jednym rozdziale dziennie. Nie mogę się już doczekać!

Katarzyna Wierzbicka, Elf do zadań specjalnych. 24 opowiadania, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 192 s.

„Dobranocki na gwiazdkę” to zbiór 11 opowiadań od polskich autorów na okres świąteczny do czytania przed snem. Znajdą się tu historie długaśne i zupełnie króciutkie, o ludziach, o myszkach, o pieskach, o karpiu, Świętym Mikołaju i o Dzieciątku i nawet o niegrzecznych dziewczynkach robiących wszystko na opak – nawet dobre uczynki (to moje ulubione!). Zabawne i poważniejsze, wesołe i mające w sobie kropelkę smutku – łączy je jednak jedno – są pełne magii i niosą nadzieję. A do tego wypełnione magicznymi ilustracjami wypełniającymi całe strony. To księga, która zostanie z dzieckiem na lata, bo wracanie do tych bohaterów co roku może okazać się cudownym przedświątecznym zwyczajem dla całej rodziny.

Dobranocki na Gwiazdkę, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2019, 224 s.

W zeszłym roku pokazywałam Wam przepięknie wydaną encyklopedię bożonarodzeniowych tradycji z całego świata – „Idą święta! O Bożym Narodzeniu, Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie” Monika Utnik-Strugała. W tym roku pojawiło się nowe, rozszerzone wydanie tej książki. Poza kolorem i detalami okładki obie pozycje różnią się zawartością – w „czerwonej” wersji omówiono 37 świątecznych zwyczajów, w „niebieskiej” mamy ich aż 45, dzięki czemu nowe wydanie jest zauważalnie grubsze lepiej odżywione. Wspaniale rozbudowano na przykład rozdział poświęcony kolędom, dowiemy się również co nieco o rzece ognia we włoskim Agnone, chanukowych świecach, tradycji żywej szopki, a nawet… rodzinnym oglądaniu Kevina. Znalazło się również troszkę miejsca na zwyczaje bałkańskie i Chiński Nowy Rok.

Monika Utnik-Strugała, Idą święta! O Bożym Narodzeniu, Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2020, 176 s.

Miłośnicy ślicznie słodkich (a może słodko-ślicznych?) ilustracji Agnieszki Filipowskiej na pewno znają weterynarz Misię – ośmiolatkę, która prowadzi klinikę w domku na drzewie i potrafi rozmawiać ze zwierzętami. W tym roku pojawił się zbiór trzech opowiadań świątecznych „Misia i jej mali pacjenci. Świąteczne opowieści”. Jemiołuszka, która zwichnęła skrzydło wypchnięta z karmika przez gawrony i Myszka ze strychu znaleziona podczas szukania pudła z ozdobami na choinkę spędzą wspólnie Święta w Lipowej Klinice. Niespodziewanym gościem w wigilijny wieczór będzie… renifer z zaprzęgu samego Świętego Mikołaja, któremu metalowy kolec utknął w racicy, a osiołek z przykościelnej żywej szopki o obolałym brzuszku pozna skutki świątecznego obżarstwa. Na szczęście doktor Misia jest w pobliżu!

Aniela Cholewińska-Szkolik, Agnieszka Filipowska, Misia i jej mali pacjenci. Świąteczne opowieści, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020, 48 s.

 „Zima Toli” Anna Włodarkiewicz, Ola Krzanowska
Drugą dziewczyną, o której uwielbia czytać moja prawie-już-pięciolatka jest Tola. Kolejny już tom przygód Toli zawiera cztery przesympatyczne rodzinne opowiadania w zimowym klimacie – od wigilijnego wieczoru z ubieraniem choinki, wieczerzą i szukaniem prezentów w roli głównej, przez śnieżne szaleństwo z tatą (sanki, bałwany i bitwy na śnieżki obowiązkowe!), ślizgawkę pod domem i maminą chorobę, aż po wiosenne porządki.

Uwielbiam ilustracje Oli Krzanowskiej i każda część serii o Toli (a teraz mamy już wszystkie i często do nich wracamy) została przepięknie zilustrowana, ale ta jest chyba najpiękniejszą z nich. A już na pewno moją ulubioną! Może przez wzgląd na malownicze zimowe krajobrazy, może wpływ mają na to herbatki rozgrzewające samym widokiem dzbanka? Może atmosfera świąt? Co by nie stało za tym sukcesem, jest pięknie.

I mądrze! Bo poza niepodważalnymi walorami estetycznymi i ciepłym, bliskościowym wydźwiękiem, mały czytelnik znajdzie tu również sporo życiowych mądrości. Szczególnie wartościowe okazało się dla nas ukazanie sytuacji, w której tata Toli, mimo złożonej obietnicy, nie zdołał wyjść wcześniej z pracy i zabrać córeczki na sanki po przedszkolu. Na niektóre sytuacje czasami nawet rodzice nie mają wpływu, choćby nie wiadomo jak się starali. Ale następnego dnia wynagradza to córeczce wcześniejszą pobudką (ze śniadaniem do łóżka i kakaem nawet wczesne wstawanie może być przyjemne!) i zimowymi zabawami przed przedszkolem.

Anna Włodarkiewicz, Ola Krzanowska, Zima Toli, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019, 64 s.

Stałym punktem kalendarza adwentowego, który szykuję dla córki już 3 raz (zaczęłam jak miała 3 lata) są książeczki aktywnościowe – staram się wybierać tak, by w paczuszkach znalazła się jedna taka pozycja w tygodniu (czas na zrobienie wszystkich zadań bez pośpiechu też jest bardzo ważny) – zawsze są kolorowanki (Maja uwielbia kolorować, ostatnio generuje po kilka kolorowanek dziennie) i książeczki z prostymi zadaniami w świątecznym klimacie, a na sam koniec kalendarza zawsze umieszczam szopkę-wypychankę do samodzielnego złożenia, to bardzo dobry pretekst do przypomnienia sobie historii biblijnej Narodzin Jezusa.

Red. Barbara Supeł, Bombkowa kolorowanka, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2020.

Sylwia Kajdana, Świąteczne zabawy. Pomaluję, nakleję, rozwiążę, Kraków: Wydawnictwo Aksjomat, 2020.

Kubuś i Przyjaciele. Już święta!, Łódź: Wydawnictwo AMEET, 2019.

Red. Barbara Supeł, Szopka Bożonaodzeniowa. Kolęda, Ciekawostki. Wypychanki, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019.

O moim pomyśle na kalendarz adwentowy dla malucha przeczytacie TUTAJ.
Więcej sprawdzonych pomysłów na książeczki aktywnościowe (w tym kolędy i zimowego audiobooka dla malucha) znajdziecie TU.

Istotnym elementem oczekiwania na Święta, poza wspólnym czytaniem książeczek, są u nas świąteczne układanki i puzzle z ilustracjami książkowymi:

„Magiczne święta” Ewa Poklewska-Koziełło (30 elementów, 3+)

Ta urocza wielkoelementowa układanka trafi jako zadanie do jednego z pól kalendarza adwentowego, który będę szykować dla Majki. Ilustracja została podzielona na zaledwie 30 elementów, ale nie dajcie się zwieść pozorom! Chociaż duże puzzle są bezpieczne dla zupełnych  maluchów, ułożenie obrazka o nieregularnym kształcie wcale nie jest tak banalnie proste, jak mogłoby się wydawać. Duży wpływ ma na to niestandardowy kształt puzzli, dzięki któremu niektóre fragmenty obrazka trzeba łączyć na zasadzie przylegania gładkimi krawędziami – bez możliwości trwałego połączenia dopóki nie ułożymy większej części układanki. Zmaganiom towarzyszyć będą bardzo sympatyczni bohaterowie ilustracji – święty Mikołaj wraz z elfami, rozdający prezenty z sań ciągniętych przez renifera i rodzina psotnych myszek, która wyszła z norek, by się temu przyglądać.

„Pucio i Misia ubierają choinkę” Marta Galewska-Kustra (22 elementy, 2+)
Jest też coś dla fanów Pucia!

Choinka to bardzo wdzięczny materiał na puzzle – pilnowanie ciągu łańcucha i wyróżniające się ozdoby choinkowe wydają się bardzo ułatwiać sprawę, ale wbrew pozorom to wcale nie jest taka łatwa sprawa.

Mimo, że to układanka składająca się z zaledwie 22 elementów, ich nietypowy kształt i stosunkowo jednolita kolorystyka (to w końcu choinka, wiecznie zielona!) czynią z niej niezłe wyzwanie! Myślałam, że sama ułożę do zdjęcia w 30 sekund z zamkniętymi oczami, ale okazało się, że wymagają nieco wysiłku (jednak otwartych oczu), a już na pewno odrobiny skupienia (dobrze, że jest schemat na jednej z bocznych ścianek pudełka :D). Co ciekawe moja przedszkolaczka poradziła sobie z nimi znacznie lepiej, widać nie jest jeszcze skażona myśleniem schematami.

Poza elementami układanki, które po złożeniu dadzą kształt choinki, w pudełeczku znajdziecie również sześć okrągłych ozdób na choinkę z bohaterami kultowej serii Marty Galewskiej-Kustry.

Skoro mamy już książki, książeczki aktywnościowe i układanki, do pełni szczęści brakuje nam jeszcze świątecznej gry rodzinnej. W tym roku czas oczekiwania umili nam „Dziadek do orzechów”. Ta niewielka, ale przesympatyczna gra karciana w pierwszym momencie przypominała mi świąteczną i uproszczoną wersję „Spaceru po Burano”. Po wysłuchaniu fragmentu historii „Dziadka do orzechów” gracze wcielają się w konstruktorów zabawek. Z częściowo wylosowanych, częściowo wybranych elementów (kart głowy, kart tułowia i kart nóg) muszą złożyć jak najwięcej figurek – najlepiej punktowane są te jednakowego koloru, ale najważniejsze, żeby były kompletne. A wśród kart mogą trafić się również prezenty podnoszące punktację określonych dziadków. Gra polecana jest dla dzieci od 6 roku życia i ma dwa poziomy trudności – podstawowy oraz z wykorzystaniem kart prezentów. To dobry trening kolorów i liczenia (w podsumowaniu punktacji pomagają rysunki orzeszków na każdym elemencie, które wygodnie można sumować wskazując paluszkiem) oraz podejmowania decyzji. Bardzo sympatyczna rozrywka dla całej rodziny w formacie kieszonkowym – zmieści się i do buta (albo do skarpety, gdzie wy znajdujecie swoje prezenty 5-go grudnia?) i do plecaka, jeśli wybieramy się spędzić Święta w domu babci.

Dziadek do orzechów
Autor: Jan Madejski
Ilustracje: Agata Zarzycka
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba graczy: 2-4
Sugerowany wiek: 6+

Znajdzie się również coś do czytania dla starszaka:

W końcu „książki dla dzieci” to nie tylko „książki dla maluchów”. Wyszukałam więc również świąteczne co nieco dla zaawansowanych samodzielnych czytaczy, którzy również chętnie spędzą miły wieczór ze świąteczną książką.

„O Mikołaju, który spadł z nieba” to jedyna książka z tego zestawienia, której jeszcze nie przeczytałam. I chociaż robię to bardzo rzadko, po „Atramentowej trylogii” i „Królu złodziei” mam do Cornelii Funke tak duże zaufanie, że polecam jej książkę w ciemno. Upolowałam ją w sumie przypadkiem, za grosze z drugiej ręki, i sama planuję spędzić z tą książką kilka wieczorów w fotelu przy choince, zrobić sobie mały powrót do beztroskich czasów.

Chociaż jest to już jak najbardziej pełnowymiarowa powieść, nie brakuje w niej czarno białych, „ołówkowych” ilustracji. Pomyślano również o doborze czytelnej, całkiem sporej czcionki o dużej interlinii, dzięki czemu nawet nie do końca wprawiony jeszcze czytelnik da sobie radę z lekturą.

Czy ostatni, najostatniejszy Mikołaj na świecie, wraz ze swoją niestandardową drużyną przyniesie dzieciom radość? Z przyjemnością się o tym przekonam.

Cornelia Funke, O Mikołaju, który spadł z nieba, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2007, 176 s.

„Życie i przygody świętego Mikołaja” L. Frank Baum to baśniowa opowieść, pełna nimf, wróżek, opiekunów kwiatów i zwierząt przeniesie Was do magicznego lasu. Lasu, w którym – nieco na wzór Mowgliego – pewna znudzona doglądaniem drzew nimfa wychowuje na posłaniu z miękkiego mchu porzucone ludzkie dziecko.

Otoczony tak wielką troską od najmłodszych lat Mikołaj postanawia ofiarować choć część tej dobroci innym dzieciom. Nie trudno było mu bowiem zauważyć, że choć są pełne naiwnej nieświadomości i radości z prostych rzeczy, niewiele z nich ma naprawdę beztroskie dzieciństwo.

Ta opowieść, zupełnie nie związana z postacią starożytnego biskupa z Miry, została właściwie całkowicie pozbawiona odniesień religijnych. Nie znaczy to jednak, że nie oparto jej na uniwersalnych wartościach, takich jak chęć pomocy bliźniemu, troska o niewinnych i słabych, poszanowanie natury, czy potrzeba niesienia radości i ulgi w cierpieniu. Dlatego też myślę, że może to być ciekawy świąteczny wybór dla młodych odbiorców wychowywanych w różnych wiarach i zgodnie z różnymi wyznaniami. Owe wartości są bowiem niezmienne i  zgodne chyba z każdym światopoglądem. Dobrze pamiętać o nich nie tylko przy okazji Bożego Narodzenia, ale w tym okołoświątecznym okresie najłatwiej o chwilę zadumy i refleksji.

L. Frank Baum, Życie i przygody Świętego Mikołaja, Poznań: Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2019, 164 s.

O zimie:

„Staś Pętelka. Ferie w lesie” Barbara Supeł, Agata Łuksza
Rodzina Pętelków wybiera się na spontaniczne zimowe wakacje – wbrew pozorom wcale nie w góry, a w samo serce bielusieńkiej Puszczy Białowieskiej. To pierwsze ferie zimowe Stasia i Jadzi, którzy dotychczas „wakacje” kojarzyli wyłącznie z opalaniem się na plaży.

To propozycja dla starszych odbiorców, niż seria o młodszej siostrze Stasia – Jadzi, skierowana do przedszkolaków nieco bardziej wprawionych w słuchaniu dłuższych tekstów. Od razu bardzo spodobała mi się konstrukcja książki – chociaż to już całkiem długa historia, podzielono ją na kilka mniejszych rozdziałów po 5-6 stron, dzięki czemu możemy ją czytać „na raz”, na przykład przed spaniem, albo w przypadku mniej zaawansowanych słuchaczy, stopniować sobie lekturę po jednym albo po kilka rozdziałów.

Mimo wyższego poziomu, książeczka wciąż jest bogato ilustrowana – mamy tu zarówno bardzo ładne ilustracje całostronicowe, jak i towarzyszące tekstowi, dzięki czemu każda ze stron została w jakiś sposób ozdobiona i nawet maluch (na przykład młodsza siostra) na pewno nie będzie się nudził podczas czytania.

Nie mówiąc już o samych przygodach! Bo dla dzieci każda czynność nosi przecież znamiona przygody – od trudności z pakowaniem i dłużącą się podróż, przez lepienie bałwana, szaleństwa w śniegu, kulig i ognisko aż po tropienie zwierząt (i odwiedzanie ich w rezerwacie też!).

Bardzo fajna propozycja dla przedszkolaków –  na stronach tej książeczki śnieg jest gwarantowany! Aż zatęskniłam za sankami, zaspami i kuligiem zakończonym pieczeniem kiełbasek na ognisku! Zamawiam śnieg w tym roku!

Barbara Supeł, Agata Łuksza, Staś Pętelka. Ferie w lesie, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019, 45 s.

„Wilk, który się zgubił” Rahel Bright, Jim Field
Znacie fantastyczną serię picturebooków o zwierzątkach od Zielonej Sowy? Są na naszej półce już od kilku lat, a wciąż od czasu do czasu sięgamy z córką po „Koalę, który się trzymał”, „Wiewiórki, które nie chciały się dzielić”, i „Mysz, która chciała zostać lwem.” Czując już zimę za pasem chciałam Wam pokazać chyba najbardziej wzruszającą część z całej serii.

Mały wilczek czuje się już bardzo dorosły – jest odważny, silny i samodzielny. Całymi dniami ćwiczy polowanie i chciałby mieć już nieco więcej do powiedzenia w watasze. Kiedy jednak gubi się podczas nocnej wędrówki i zostaje zupełnie sam na lodowej połaci, czuje się zupełnie mały i bezbronny. A kiedy chwilę później wpada w tarapaty, z chęcią przyjmie wyciągniętą do niego przyjazną łapę. I róg. I skrzydło też!

Urocza opowieść o przyjaźni i bezinteresownej pomocy, która umożliwi maluchom poznanie zwierząt zamieszkujących arktyczne równiny. Jak zwykle we wpadającym w ucho rytmie i pełna fantastycznie poodmienianych, wcale nie takich łatwych wyrazów.

Przepiękne ilustracje śnieżno-gwiezdnych krajobrazów, choć bardzo ciemne, zdumiewają mnogością barw, a puchate pyszczki i złote serca całej plejady zwierzęcych bohaterów budzą sympatię od pierwszej strony.

Rahel Bright, Jim Field, Wilk, który się zgubił, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2018, 32 s.

A dla sporo starszego odbiorcy w mroźnym aż do szpiku kości zimowym klimacie proponuję „Lodowego smoka” George’a R.R. Martina.

Długo zastanawiałam się do jakiej kategorii zaliczyć tą baśń– nie mogłam zdecydować, czy to książka dziecięca, czy raczej już dla dojrzałego czytelnika. Już samo nazwisko autora zwiastuje sporą dozę brutalności – znajdziemy tu palenie żywcem, okrucieństwa wojny i mówienie dzieciom, że nie potrafią kochać. Tym bardziej są to aspekty przejmujące, bo dokładnie ukazane na ilustracjach. Zawsze jednak w takich momentach staram się sobie przypominać rzeczy, które ja czytałam będąc dzieckiem i zawsze na nowo odkrywam, jak bardzo granica wrażliwości przesunęła mi się, odkąd jestem mamą.

Mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że dostałam takiego smoka, jakiego lubię – groźną, legendarną, niezależną jaszczurę nie dającą się udomowić, a samo jej wspomnienie budzi postrach. I dla odmiany – przynoszącą zimę.

Adara urodziła się w najmroźniejszy dzień, jaki tylko pamiętają mieszkańcy jej wioski. Zimno naznaczyło ją od pierwszych chwil życia, dlatego zawsze była nieco inna, niż jej rodzeństwo i rówieśnicy. Jako zimowe dziecko nigdy nie cieszyło jej upalne lato, odżywała za to z nadejściem zimy, kiedy to całymi dniami poświęcała się budowaniu śnieżnych zamków, a lodowe jaszczurki chętnie wchodziły na jej dłonie. Dłonie, które, w przeciwieństwie do innych ludzi, nie raniły drobnych ciał jaszczurek swym ciepłem. Chłodna w dotyku i oszczędna w uczuciach, rzadko uśmiechająca się dziwna dziewczynka. I to właśnie jej trafiła się najniezwyklejsza przyjaźń na świecie.

Poruszająca opowieść o niedopasowaniu, poszukiwaniu swojego miejsca, miłości, okropnościach wojny i sile poświęcenia. Rozmalowana zarówno słowem, jak i zapierającymi dech w piersiach ilustracjami – tak pięknymi, jak przerażającymi.

George R.R. Martin, Lodowy smok, Poznań: Wydawnictwo Zysk i s-ka, 2019, 114 s.

A jak u Was? Świąteczne lektury przygotowane, czy dopiero będziecie robić zapasy?

Grajki Majki: „Z kwiatka na kwiatek”

„Z kwiatka na kwiatek” to urocza familijna gra kafelkowa, która wniesie w jesień nieco kolorów. Do wyboru mamy dwa poziomy trudności – same kafelki, lub – jeśli jesteśmy już na nieco bardziej zaawansowanym poziomie – go gry możemy włączyć tez karty akcji.

Podczas rozgrywki wcielamy się w działkowców. Każdy z graczy otrzymuje kapelusz i altankę ogrodową w tym samym kolorze (jest różowy do wyboru! W grach tak rzadko można być „różowym”!) i podczas wypadów na targ w każdej kolejce wybiera ze straganów kwiaty na swoje rabatki. Celem gry jest stworzeni jak największych rabatek z kwiatów o tym samym kolorze (ile kwiatków, tyle punktów) i przyciągnięcie na nie jak największej liczby motyli (są mnożnikiem punktów, a punkty zbieramy tylko z tych rabatek, które swoją obecnością zaszczycił choć jeden motyl).

W każdym ruchu gracz wybiera kwiaty i motyla z dostępnych na straganie, sadzi je na swojej działce i, jeśli może, sadza na nich zdobytego motylka – a wszystko to zgodnie z określonymi wytycznymi. Jeśli motyl nie pasje kolorystycznie do żadnej z rabatek, można posadzić go na swoim kapeluszu, a za uzbierane tam motylki można kupować specjalne bukiety kwiatów (w wersji podstawowej), lub karty akcji urozmaicające grę i nieźle mieszające w punktacji (w wersji rozszerzonej z kartami).

Jest sielsko, kolorowo i bardzo pozytywnie, to chyba jedna z najsympatyczniejszych gier w naszej kolekcji. I nawet mimo elementu rywalizacji, nie ma tu ani odrobiny miejsca na negatywne emocje, czysty relaks. W końcu od tego są działki!

Gra jest sugerowana dla odbiorców powyżej 10 lat i faktycznie ten wiek wydaje się być najbardziej optymalny, bo rozgrywka wymaga od użytkownika opracowania pewnej strategii i odrobiny kombinatorstwa, a do liczenia punktacji potrzebna jest umiejętność prostego mnożenia. Spokojnie można jednak włączać do gry i młodsze dzieci, bo nieskomplikowane zasady, całkiem łatwa go ogarnięcia mechanika gry i skupienie uwagi na kolorach jest bardzo przyjazne również dla malucha. Jeśli więc nie będziemy przykładać zbyt dużej wagi do punktacji, a w zamian położymy naciska na stworzenie jak najbardziej okazałych rabatek i prawidłowym rozmieszczeniu motylków, już 6-cio latek spokojnie da sobie radę z podstawowym wariantem gry (tym bez kart).

Dlatego też bardzo polecam na przykład dla rodzeństwa, kiedy szukamy tytułu, który zaangażuje dzieci w różnym wieku. A i jako dorośli całkiem przyjemnie spędziliśmy przy niej czas. To świetny tytuł dla całej rodziny.

Z kwiatka na kwiatek
Autorzy: Ekaterina Gorn, Igor Sklyuev
Ilustracje: Ekaterina Gorn
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Liczba graczy: 2-4
Sugerowany wiek: 10+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Grajki Majki: „Draftozaur”

„Co oznacza tytuł Draftozaur? Brzmi jak nazwa dinozaura, prawda? Nawiązuje ona do mechaniki (tak zwany DRAFT) gry. Gracze mają w ręku po kilka kart, spośród których wszyscy równocześnie wybierają po 1, a pozostałe przekazują graczowi siedzącemu z lewej strony. W grze Draftozaury karty zostały zastąpione pionkami dinozaurów.”

Każdy z graczy otrzymuje planszę (w zależności od wybranego stopnia trudności rozgrywki obróconą stroną lata lub zimy) oraz miseczkę. Gracze losują dinozaury i umieszczają je w swojej miseczce, a po każdym wykonanym ruchu przekazują miseczkę w lewo, w zamian otrzymując inną od gracza siedzącego z prawej strony. Nie sposób przewidzieć, jakie dinozaury trafią się w następnej kolejce.

Celem gry jest zapełnienie swojej planszy dinozaurami tak, by zdobyć jak najwięcej punktów – różne miejsca na planszy są różnie punktowane. W lesie na przykład trzeba umieszczać dinozaury tego samego rodzaju, w dżungli – dinozaura tego gatunku, którego przedstawicieli mamy na planszy najwięcej, na polu łąki każdy dinozaur powinien być inny, a na prerii punktowane są zakochane pary dinozaurów tego samego rodzaju. To tylko niektóre przykłady pól z planszy lata, a zimą jest jeszcze trudniej! Jakby tego było mało, plany może pokrzyżować nam również rzut kością, który określa na których polach albo jakie dinozaury możemy lub nie możemy stawiać w tej kolejce.

Gra wymaga umiejętności planowania, opracowania strategii i sporej dawki szczęścia, bo im więcej graczy, tym trudniej przewidzieć jakie dinozaury mają szansę trafić do nas w kolejnych kolejkach i rundach. Mimo to można spokojnie próbować z młodszymi dziećmi – na zasadzie pamiętania zasad stawiania dinozaurów i podejmowania decyzji.

Im więcej osób, tym trudniej i ciekawiej, ale i w dwie osoby jest fajnie. Jest bardzo atrakcyjna wizualnie i pod względem wykonania – 60 ciekawie odwzorowanych dinozaurów w sześciu rodzajach i kolorach jest wykonanych z drewna, a mieszkają w welurowym woreczku. Miseczki są papierowe (do składania), a wszystko wieńczy troszkę groźna, ale bardzo adekwatna grafika.

Warto również zwrócić uwagę na walor edukacyjny – każdy rodzaj dinozaurów, których przedstawicieli znajdziemy w woreczku i będziemy szukać dla nich miejsca na swoich planszach został opisany na bokach pudełka. Możemy dowiedzieć się miedzy innymi co oznaczają ich nazwy, gdzie mieszkały, jaką osiągały wysokość, co jadły i ile w związku z tym ważyły. Niestety żaden z bohaterów gry nie żył w naszej części świata. Najbliżej nas występowały roślinożerne Stegozaury w Portugalii (prawdopodobnie miły dwa mózgi!) i największe ze wszystkich mięsożerne Spinozaury w Egipcie i Maroko.

Prawdziwa gratka dla wszystkich fanów tych prehistorycznych gadów!

Draftozaur
Autorzy: Antoine Bauza, Corentin Lebrat, Ludovic Maublanc, Théo Rivière
Ilustracje: Roman Kucharski
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Liczba graczy: 2-5
Sugerowany wiek: 8+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Grajki Majki: Puzzle z książkowymi ilustracjami, Nasza Księgarnia

Jakie macie sprawdzone sposoby na jesienną niepogodę i przymusowe zamkniecie w czterech ścianach podczas coraz dłuższych i dłuższych wieczorów? Pośród czytania książek, prac plastycznych i gier planszowych w naszym rodzinnym rankingu bardzo wysoko plasuje się układanie puzzli. Spójrzcie tylko jak pięknie ilustrowane układanki dołączyły niedawno do naszych zbiorów!

„Jesień w lesie” to już drugi zestaw puzzli z ilustracją przepięknego „Roku w lesie” picturebooka Emilii Dziubak, który pojawił się nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia. W porównaniu do „Leśnej krainy” ten zestaw jest nieco trudniejszy. W pudełku znajdziemy bowiem aż 88 elementów, nieco mniejszych, niż poprzednim razem. Chociaż sugerowany wiek odbiorcy to 3+, ułożenie obrazka jest sporym wyzwaniem, nawet dla tak zakręconych na punkcie prac tej ilustratorki dziubakomaniaków.

Bo te puzzle są naprawdę trudne! Od mnogości szczegółów aż mieni się przed oczami, a jesienna kolorystyka wcale niczego nie ułatwia, dlatego bez obrazka na wzór ani rusz. Mimo to układanie jest świetną zabawą dla całej rodziny. I to jaką edukacyjną! Nie tylko ćwiczymy spostrzegawczość, cierpliwość, pamięć, umiejętność skupienia się na szczegółach i sprawność małych rączek, ale przy okazji zdobywamy wiele wiadomości ze świata natury. Jakie ptaki odlatują na zimę, a które gatunki będą wdzięczne za ziarenka w karmniku, jakie skarby można znaleźć podczas spaceru po lesie, jakie przysmaki jedzą dziki i gdzie zapasy na zimę chowają wiewiórki to tylko niektóre z tajemnic, które czekają na odkrycie podczas układania. Będziecie zaskoczeni jak wiele drobnych szczegółów umknęło Wam podczas oglądania tej samej ilustracji w książce!

„Jesień w lesie”
Ilustracja: Emilia Dzubak
Ilość elementów: 88
Sugerowany wiek: 3+
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Jeśli jesienne puzzle już za wami i macie ochotę na więcej wrażeń, baśniowy „Sen królewny” podniesie poprzeczkę. Kipiąca nasyconymi kolorami ilustracja Ewy Bieniak-Haremskiej została podzielona na 155 drobnych elementów i podczas układania naprawdę można dostać oczopląsu. To już wyszczy poziom zaawansowania, osobiście polecam już raczej dzieciom podstawówkom albo do wspólnego rodzinnego układania, bo wsparcie bardzo się przyda. Ilustracja jest przecudnie oniryczna i tak kolorowo-szczegółowa, że przyprawia o zawrót głowy. Czego tam nie ma? Są kwiaty i rumak, ptaki, pawie pióra, ukwiecone pola i pałace. A jeśli to wciąż za mało wrażeń, zwróćcie proszę uwagę na niestandardowe kształty puzzli i samego obrazka.

„Sen królewny”
Ilustracja: Ewa Bieniak-Haremska
Ilość elementów: 155
Sugerowany wiek: 7+
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Na koniec gratka dla milusińskich – rozglądacie się już pomału za świątecznymi klimatami?  Urocza wielkoelementowa układanka „Magiczne święta” trafi jako zadanie do jednego z pól kalendarza adwentowego, który będę szykować dla Majki. Ilustracja Ewy Poklewskiej-Koziełło została podzielona na zaledwie 30 elementów, ale nie dajcie się zwieść pozorom! Chociaż duże puzzle są bezpieczne dla zupełnych  maluchów, ułożenie obrazka o nieregularnym kształcie wcale nie jest tak banalnie proste, jak mogłoby się wydawać. Duży wpływ ma na to niestandardowy kształt puzzli, dzięki któremu niektóre fragmenty obrazka trzeba łączyć na zasadzie przylegania gładkimi krawędziami – bez możliwości trwałego połączenia dopóki nie ułożymy większej części układanki. Zmaganiom towarzyszyć będą bardzo sympatyczni bohaterowie ilustracji – święty Mikołaj wraz z elfami, rozdający prezenty z sań ciągniętych przez renifera i rodzina psotnych myszek, która wyszła z norek, by się temu przyglądać. Bardzo polecam jako drobny świąteczny upominek.

„Magiczne święta”
Ilustracja: Ewa Polkewska-Koziełło
Ilość elementów: 30
Sugerowany wiek: 3+
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.