Bajki Leona i Majki: „Pucio u lekarza” Marta Galewska-Kustra

Wielkimi krokami, nieubłaganie nadchodzi jesień, a wraz z nią zimne nosy, lodowate stopy, gile do pasa i przeziębienie za przeziębieniem. I chyba wszyscy chcą być na to przygotowani, bo pojawiło się ostatnio kilka bardzo fajnych pozycji dla maluchów oswajających choróbska i wizyty u lekarza. Na sam początek prezentuję prawdziwą petardę w tym temacie – oto przed Państwem „Pucio u lekarza”.

Jest to puciowa kartonówka z serii tych mniejszych, mieszczących się w dłoni książeczek dla najnajów. Tym, co bardzo w przygodach Pucia cenię, poza oczywiście wartościami edukacyjnymi, jest stosunkowo duża ilość tekstu, nawet jeśli pozycja jest skierowana do najmłodszych. Mamy tu zdecydowanie więcej treści, niż standardowe dwa zdania na stronę, dzięki czemu i czyta się dłużej i więcej wiadomości przekazują.

A wiedzy jest tu mnóstwo! Przede wszystkim pojawia się geneza choroby – Pucio łapie przeziębienie od przedszkolnego kolegi. Od samych podstaw więc uczymy dzieci, że nie można chodzić do przedszkola będąc chorym. Następnie skupiamy się dłużej na samopoczuciu naszego małego bohatera, czyli objawach przeziębienia, jak kaszel, ból gardła, gorączka, katar czy brak apetytu – a każdy z nich został krótko objaśniony. Dopiero w tym momencie wraz z Puciem i mamą wybieramy się na wzorcową wizytę lekarską do najlepszej lekarki pod słońcem, która prosi go o pomoc w zbadaniu pluszowego smoka wystraszonego nieco tym, co go czeka. Całe szczęście, że pacjent zabrał ze sobą swoją zabawkową torbę lekarską i wraz z doktor Anią może przystąpić do badania. Omawiając oczywiście rozmaite czynności lekarskie, jakie mogą czekać dziecko w przychodni.

To pierwsza książka dla dzieci, na jaką trafiłam, w której pojawia się pewna fenomenalna rzecz, z którą prędzej czy później zapozna się chyba każdy przedszkolak – inhalator. A nie jest to przecież sprzęt, z którym łatwo się oswoić! Poza tym Pucio przyjmuje leki, a mama szykuje mu zdrowy koktajl na poprawę odporności (jest nawet na niego przepis!).

Wszystkie najważniejsze chorobowe sprawy zebrane w jednym miejscu, przedstawione w łatwy do przyswojenia, sympatyczny sposób i co najważniejsze – z ulubionym bohaterem. Super sprawa, mocne polecanko! Na bank zostawię dla Leona na przyszłość.

Marta Galewska-Kustra, Joanna Kłos, Pucio u lekarza, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2022, 28 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

O innych książeczkach z Puciowersum dla starszych i młodszych czytelników pisałam Wam TU, TU i TU, TU i TU. Mieliśmy również pluszowego Pucia i puzzle dźwiękonaśladowcze, pierwsze puciowe gry maluszka – domino oraz loteryjkę, puzzle z przeciwieństwami, pierwsze układanki i odrobinkę trudniejsze puzzle świąteczne.

Grajki Majki: „Pucio. Moje pierwsze układanki”

„Moje pierwsze układanki” to najłatwiejszy zestaw puzzli z rodziną Pucia w roli głównej przeznaczony dla najmłodszych odkrywców – już od pierwszego roku życia.

W pudełku znajduje się siedem prostokątnych zestawów, a każdy z nich – przedstawiający innego członka rodziny – składa się z trzech elementów. Puzzle są duże, wygodne do operowania jeszcze niewprawionymi paluszkami, mają nieskomplikowane kształty z wycięciem zawsze z jednej strony i w tym samym miejscu. Urozmaiceniem jest ich orientacja – trzy układanki (z kotem bawiącym się piłką, psem pijącym wodę i Bobo raczkującym do klocków) są w poziomie, a cztery (Pucio z samolotem, Misia na hulajnodze, tata na rowerze i mama na rolkach) mają orientację pionową.

Swoją drogą Maja zauważyła, że to puzzle tematycznie idealne na Rowerowy Maj, bo każdy z członków rodziny przemieszcza się w inny sposób.

Postacie ukazane zostały na białym tle, dzięki czemu są łatwo rozpoznawalne nawet przez maluszka i podzielone zostały na równe części – znajdziemy więc element z głową, korpusem i nogami każdej postaci, co znacznie ułatwi układanie. Do puzzli dołączono instrukcję z propozycjami zabaw z wykorzystaniem układanek – zarówno tych wspierających pierwsze puzzlowe próby dla najmłodszych, jak i kreatywne zadanie z wykorzystaniem puzzli dla starszego rodzeństwa.

Jak zwykle w przypadku gier z Puciowej serii jestem zachwycona wysoką jakością wykonania (puzzle są z grubej tektury, idealnie podklejone i wycięte bez żadnego zadziorka), jak i ekologicznym podejściem do opakowaniem – elementy są w (intrygująco szeleszczącym!) papierowym woreczku i opakowane w tekturowy kartonik, który nie wymaga dodatkowego zaklejania taśmą ani owijania folią. Został za to wyposażony w sznureczek do wygodnego przenoszenia, co dla malucha będzie dodatkową atrakcją. No i „wyprodukowano w Polsce”, czego chcieć więcej?

Przetestowane przez starszą siostrę, będzie czekać na Leona, bo to jedna z tych zabawek, które warto zachomikować. Nawet rok wcześniej.

„Pucio. Moje pierwsze układanki”
Autor: Marta Galewska-Kustra
Ilustracje: Joanna Kłos
Ilość elementów: 7 trzyelementowych zestawów
Sugerowany wiek: 1+
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

O innych książeczkach z Puciowersum dla starszych i młodszych czytelników pisałam Wam TU, TU i TU, TU i TU. Mieliśmy również pluszowego Pucia i puzzle dźwiękonaśladowcze, pierwsze puciowe gry maluszka – domino oraz loteryjkę, puzzle z przeciwieństwami i odrobinkę trudniejsze puzzle świąteczne.

Bajki Majki: „Pucio na wsi” Marta Galewska-Kustra, Joanna Kłos

Pucio i Misia spędzają wakacje u dziadków na wsi, gdzie szybko dowiadują się, że życie na poza miastem to nie tylko mnóstwo przyjemności, ale i ciężka praca.

Babcia Zosia jest sołtyską – szefową całej wsi, która chętnie pomaga wszystkim mieszkańcom, nasi mali bohaterowie mają więc szansę poznać wiele aspektów z wiejskiego życia od podszewki. Szczególnie, że wszyscy mieszkańcy szykują swoje wyroby do nadchodzącego festynu i wszędzie wokół praca wre. Wraz z dziadkiem Pucio i Misia budują domek w ogrodzie, pomagają sąsiadom podczas pieczenia chleba, dbają o ogród, obserwują żniwa, dowiadują się w jaki sposób powstaje miód i mąka, pomagają przy gotowaniu konfitur, odwiedzają stajnię, oborę i turystyczne siedlisko wraz z warsztatem garncarskim.

Ta część przygód Pucia serwuje nam moc girl power i pokazuje, że żadna rola, umiejętność, czy pasja nie jest zależna od płci. Zaczynając od babci Zosi pełniącej najważniejszą funkcję w całej wsi, przez panią Agatę będącą budowlańcem, strażaczkę, przedsiębiorczynie aż po mamę Pucia – architektkę. A kiedy trzeba odbudować zniszczoną altanę, by mógł odbyć się festyn, wszyscy mieszkańcy – niezależnie od płci i wieku – pracują razem ramię w ramię. Dla każdego znajdzie się odpowiednie zajęcie, a każde z nich jest ważne. Nie zabrakło również różnorodności wśród mieszkańców, którzy, poza rozmaitymi zawodami i zajeciami, różnią się też wyglądem – na przykład Pani Monika ma ciemniejszy kolor skóry, a babcia Pani Grażynki porusza się na wózku inwalidzkim.

Tym razem, obecne na każdej stronie, aktywności dla małych czytelników podzielono na dwa poziomy trudności – dla dzieci młodszych 2-3 lata oraz dla dzieci starszych 3-6 lat. Zadania ćwiczą spostrzegawczość i umiejętność zapamiętywania informacji podanych w tekście, rozwijają słownictwo poprzez zachęcanie do wskazywania określonych przedmiotów na obrazkach, nazywanie ich i opisywanie, wydawanie dźwięków czy opowiadanie o rzeczach i czynnościach, co jest bardzo fajną podstawą do budowania własnej wypowiedzi.

Dwie ostatnie rozkładówki w całości poświęcone zostały zadaniom podsumowującym przeczytaną książkę – tutaj również osobno dla starszych i młodszych czytelników. Na pierwszej stronie natomiast, jak zawsze znajdziemy wskazówki dla rodziców ułatwiające pracę z książką z dziećmi w różnym wieku.

Marta Galewska-Kustra, Joanna Kłos, Pucio na wsi. Ćwiczenia rozumienia i mówienia dla dzieci, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2022, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Jeśli macie natomiast ochotę na inne klimaty, koniecznie sięgnijcie po część „Pucio w mieście”
O innych książeczkach z Puciowersum dla starszych i młodszych czytelników pisałam Wam TU, TU i TU. Mieliśmy również pluszowego Pucia i puzzle dźwiękonaśladowcze, pierwsze puciowe gry maluszka – domino oraz loteryjkę, puzzle z przeciwieństwami i odrobinkę trudniejsze puzzle świąteczne.

Bajki Majki: „Co było potem?” Tove Jasson

Nie ma takiego sformułowania, jak “za dużo Muminków”, z czym muminkowi fani z pewnością się zgodzą. A jednak muminkowy świat wciąż jeszcze potrafi zaskoczyć, nawet najwierniejszych fanów!

„Co było dalej?” to kompletnie zakręcona, interaktywna historia z dziurami do samodzielnego dopowiadania i odgadywania dalszych zwrotów akcji. A zgadnąć nie będzie łatwo, bo co tam się dzieje!

Muminek wraca rano ze sklepu z bańką pełną mleka dla mamy. Po drodze czeka go jednak niejedna przygoda

Będą poszukiwania zaginionej Małej Mi, będzie eksploracja groty, wciąganie do odkurzacza, przygoda w burzowo naelektryzowanym domku Hatifnatów, sztorm i uczta po powrocie do domu.

Kontrastowe ilustracje w intensywnych kolorach wypełniające całe strony pocięto tak, by mały czytelnik mógł przez dziurki o nieregularnych kształtach i rozmiarach, jak przez okienka, podejrzeć co się dzieje na kolejnych stronach. Dzięki temu po przeczytaniu krótkiej partii tekstu można wspólnie zgadywać co też za przygoda czeka Muminka po przewróceniu kartki. Co było potem? Dokąd zawędrują bohaterowie i z jakimi przeciwnościami losu przyjdzie im się zmierzyć?

Będzie trochę strasznie, trochę zabawnie i z pewnością intrygująco i fascynująco. Świat Muminków chyba jeszcze nigdy nie był tak zwariowany, jak w tej niepozornej, dziurawej książeczce.

W moim odczuciu mógłby jednak zostać wydana na kartonowych (albo chociaż odrobinę bardziej wzmocnionych, nieco grubszych) stronach, bo delikatny, ażurowy ze względu na dziury papier może ulec nieposkromionemu entuzjazmowi młodszego czytelnika. I bynajmniej nie mam tu na myśli zupełnych maluchów!

Tove Jasson, Co było potem?, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 28 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Grajki Majki: „Feluś i Gucio grają w literki. Gra edukacyjna”

Wiosną polecałam Wam grę wspierającą naukę czytania „Feluś i Gucio grają w sylaby”, która ostatnimi czasy przeżywa w naszym domu mały renesans. Tymczasem przychodzę z drugą odsłoną zabawy w składanie literek w wyrazy z przesympatycznymi bohaterami książek Marianny Schoett.

„Feluś i Gucio grają w literki” jest nieco trudniejsza od swojej poprzedniczki i choć na pierwszy rzut okaz przypomina troszkę scrabble, jest to tak naprawdę układanie krzyżówek.

W pudełku znajdziemy planszę z polami do układania literek, aż 100 płytek z literami (wraz z woreczkiem do ich przechowywania) oraz 60 dwustronnych płytek z wyrazami – z jednej strony przedstawionych w formie obrazka, z drugiej w formie hasła.

W zależności od stopnia zaawansowania dziecka możemy wybrać trudniejszy lub łatwiejszy wariant gry. W wariancie łatwiejszym rodzic rozmieszcza na planszy cztery płytki z obrazkami, a zadaniem dziecka jest ułożyć dany wyraz z przygotowanych wcześniej liter. Na koniec można skorzystać z podpowiedzi na rewersie płytki i sprawdzić, czy wyraz został napisany prawidłowo.

W wersji trudniejszej, bardziej przypominającej grę w scrabble, korzystamy z 14 zaproponowanych w instrukcji krzyżówek (lub wymyślamy własną). Każdy z graczy otrzymuje po 6 płytek z literami i w swojej kolejce układa je tak, by pasowały do powstającego przy płytce z obrazkiem wyrazu (nie musi natomiast układać całego wyrazu na raz, a litery nie musza być układane po kolei). Kiedy gracz zakończy układanie hasła kładąc przy nim ostatnie literki, zdobywa płytkę z obrazkiem wartą jeden punkt. Wygrywa ten, kto po ułożeniu całej krzyżówki zdobędzie najwięcej punktów.

Zasady nie są więc szczególnie skomplikowane, za to słówka mogą stanowić dla malucha nie lada wyzwanie, szczególnie te z dwuznakami. Na szczęście zawsze można podejrzeć kryjącą się po drugiej stronie obrazka podpowiedź.

Chociaż wszystkie elementy wykonano z grubej tekturki, są dopracowane, sprawiają wrażenie wytrzymałych (poprzednia gra z tej serii nie ma jak na razie, po ponad pół roku, żadnych śladów używania) i wygodnie się nimi operuje. W połączeniu z uroczymi ilustracjami po raz kolejny powstała bardzo fajna propozycja dla poczatkujących czytaczy łącząca naukę z zabawą.

Feluś i Gucio grają w literki. Gra edukacyjna
Autorzy: Magdalena Król, Marcin Dudek
Ilustracje: Marianna Schoett
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Liczba graczy: 1-4
Sugerowany wiek: 6+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Mały atlas kotów (i kociaków) Ewy i Pawła Pawlaków”

To już czwarty tom z serii przyrodniczych kartonowych atlasów dla maluszków spod rąk Ewy i Pawła Pawlaków. Kilka lat temu mieliśmy ich „Mały atlas ptaków”, wiedziałam więc czego mniej więcej się spodziewać, ale tym razem poziom uroczości przekroczył wszelkie granice.

Nie jest to jednak atlas w typowym tego słowa znaczeniu – nie znajdziecie tu podstawowych informacji o przedstawianych rasach, nie poznacie ich typowych cech charakterów, masy (chyba, że w przypadku maine coona) czy średniej długości życia. Przeczytacie natomiast najciekawsze z ciekawostek zręcznie wplecione w pełne rodzinnego ciepła, bardzo osobiste anegdotki z życia z kotami.

I to nie tylko rasowymi! Bo wśród norweskich leśnych, devon rexów, ragdolli i syjamnów na stronach atlasu spotkamy również plejadę wspaniałych dachowców (czyli zazwyczaj kotów europejskich krótkowłosych) – burego, rudego, rudo-białego a nawet szylkretowego, czy popielatego w prążki. Zabrakło nam tylko persa, cóż za niedopatrzenie! Gdyby miała kiedyś powstać druga część, Figiel poleca się w roli modela!

Każda rozkładówka poświęcona jest innej rasie kota – jedną stronę wypełnia jego materiałowy portret, na drugiej znajdziemy ciekawostkową treść, rzeczywiste zdjęcie jednego z bohaterów książki i poświęconą mu anegdotkę oraz przedstawienia kotów tej rasy w innych technikach. Poza omówieniem ras znajdziemy również dwie dodatkowe plansze poświęcone kociej mowie ciała oraz mniej znanym dzikim krewnym kotów domowych, gdzie poznamy między innymi manula, karakala czy margaja.

Tym, co wyróżnia ta pozycję na rynku książeczek z kociakami w roli głównej, poza gawędziarską formą treści, jest eklektyzm z jakim autorzy podeszli do kwestii ilustracji. Znajdziemy tu bowiem zarówno realne zdjęcia kotów prosto z domowych archiwów ich właścicieli, delikatne i dostojne akwarelowe portrety, pocieszne i przesympatyczne wyszywanki z barwnych kawałków tkanin, dziecięce rysunki, a nawet przestrzenne formy ulepione z masy papierowej. A wszystko to zestawione razem jest absolutnie przepiękne.

Wyjątkowa i inspirująca do podejmowania własnych prób artystycznych książeczka ciekawostkami, przede wszystkim do oglądania i zachwycania się. Bo i różnice między rasami poznaje się przede wszystkim poprzez samodzielną obserwację.

A wszystko to w dziecioodpornym wydaniu – książeczka jest z wytrzymałego, choć nie najgrubszego kartonu, z bezpiecznie zaokrąglonymi rogami, spokojnie można czytać już z maluszkiem i zostawić mu do samodzielnego przeglądania na dywanie.

Ewa Kozyra-Pawlak, Paweł Pawlak, Mały atlas kotów (i kociaków) Ewy i Pawła Pawlaków, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Grajki Majki: „Sen” – edycja jubileuszowa

Kiedy dwa lata temu zaczynałam przygodę z grą „Sen”, byłam absolutnie zachwycona jej grafiką. Ilustracje Marcina Minora tak mnie zauroczyły, że nie uwierzyłabym, że może być piękniej, a w przypadku kolejnych wariacji na temat tej gry – „Kruki” i „Smoki” mój zachwyt odżywał na nowo, każda kolejna senna kraina zapierała dech.

Okazuje się, że jednak może być piękniej. Może się błyszczeć.

Juliuszowa edycja „Snu” to 14 zupełnie nowych ilustracji (no, może 13 jest nowych, okładkowa rybka została tylko „odpicowana”) krain – zarówno tych bajkowych, jak i pełnych koszmarów. Opakowanie otrzymało eleganckie, granatowe tło z perłowym połyskiem, a karty złocone oznaczenia ilości kruków w danym śnie. Niby niewiele, a robi wrażenie – nie dość, że przyciąga oko takiej sroki, jak ja, to jeszcze wzmaga tak charakterystyczny dla tej gry klimat onirycznej niesamowitości.

Poza 56 kartami snów, w pudełku znajdziemy również notes i ołówek – również „złoty”. No i instrukcję, oczywiście!

Cel gry pozostaje ten sam – utkać jak najbardziej pozytywny, „uroczy i puchaty” sen z jak najmniejszą ilością kruków. Poza standardową rozgrywką, znana nam już z wersji podstawowej, w instrukcji znajdziemy również trzy inne warianty gry: „Nie takie kruki straszne”, „Idź na całość” oraz „Wiem, co mam”. W budowaniu snu pomogą nam jak zawsze zdolności strategiczne, ślepy los oraz działania nowych kart specjalnych.

Nowa edycja może być traktowana jako odrębna gra – znajomość zarówno poprzedniej wersji, jak i kruczo-smoczych wariacji nie jest nam potrzebna, spokojnie możemy zacząć przygodę właśnie od niej. Albo może stanowić dodatek do podstawowej wersji, jeśli już jesteśmy w jej posiadaniu – w wariancie „Długi sen” korzystamy z kart obu zestawów podczas jednej rozgrywki.

Przyznam, że nie mogę się na tą grę napatrzeć. Połyskujące elementy robią robotę, granat dodaje elegancji, a karty wyśnionych krain są niesamowite. Nie wiem, która z nich podoba mi się najbardziej – efemeryczny kot, morskie głębiny czy puchacz w bibliotece. Nie zabraknie też bynajmniej ani kruków, ani smoka! A jak wymiesza się karty z obu edycji to już w ogóle wrażenie jest niesamowite.

Uwielbiam takie ilustracje! Polecam szalenie.
A jaki to piękny pomysł na prezent. Efekt „wow” w pakiecie.

Sen
Autor: Gamewright
Ilustracje: Marcin Minor
Sugerowany wiek: 8+
Ilość graczy: 2-5
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Archeologia. Mumie, złoto i stare skorupy” Marta Guzowska, Joanna Czaplewska

Jeśli szukacie dla dziecka (albo dla siebie, czemu nie?) książki, która rozbudzi fascynację, obieca przygodę, skarby, zagadki i niesamowite odkrycia, książkę od której nie sposób się oderwać, to służę pomocą.

Planowałam przeczytać ten tytuł razem z córką, ślimaczym tempem, rozdział po rozdziale, ciekawostka po ciekawostce. Chciałam ją wcześniej tylko przejrzeć i zobaczyć jakie tematy porusza. I nie zamknęłam, dopóki nie przeczytałam calutkiej.

Może dlatego, że tematyka bardzo odpowiada moim zainteresowaniom, a sama archeologia była przez pewien czas kierunkiem studiów, który mocno mnie kusił, szczególnie, że jako historycy sztuki dzieliliśmy z archeologami wydział. No i starożytność w historii sztuki, tak bardzo zazębiająca się z archeologią zawsze była moją ulubioną epoką. A jednak trudno mi siebie wyobrazić, by ktoś mógł przejść obok tej książki obojętnie, bo prezentuje dziedzinę w przemyślany i bardzo atrakcyjny sposób.

Książka jest przede wszystkim zbiorem ciekawostek podzielonym na działy. Po krótkim wstępie przybliżającym czytelnikowi cele i sposób pracy archeologa znajdziemy krótki słowniczek archeologicznych pojęć, a następnie kolejno: 15 pytań, które najczęściej słyszy archeolog (od tych oczywistych, jak „Skąd wiadomo gdzie kopać?” i „Co można znaleźć?” aż po te natury praktycznej, jak „Gdzie na wykopaliskach robi się siusiu?” i „Czy szkielety są obrzydliwe?”, 17 najwspanialszych odkryć archeologii, czyli po prostu fascynujących opowieści (moja ulubiona część książki) – między innymi odkrycie grobowca Tutenchamona, odczytanie kamienia z Rosetty, odkrycie w Pompejach, czy odnalezienie najsłynniejszego szkieletu praczłowieka, 10 mitów o przeszłości, które obaliła archeologia (Czy piramidy zbudowali kosmici?), a także zagadki, które wciąż jeszcze czekają na rozwiązanie. Przeczytamy tu również o tym, czego archeolog stara się dowiedzieć o przeszłości wykonując swoją pracę oraz możemy zapoznać się z krótkim przewodnikiem co robić (i czego nie robić!) jeśli planuje się zostać archeologiem.

I jest to jednocześnie książka, która mówi prawdę (tak, ta prawdę, która kiedyś zweryfikowała moja marzenia i powstrzymała mnie przed podjęciem tych studiów) – o tym, że archeologia, choć fascynująca, to przede wszystkim ciężka, fizyczna robota (no nie ma co owijać w bawełnę – kopanie rowów), żmudna i w trudnych warunkach atmosferycznych. Nie obiecuje złotych koron i nie ukrywa, że zazwyczaj najważniejszym odkryciem są skorupy naczyń, koraliki czy kawałki starych narzędzi.

Jednak nie trzeba od razu koniecznie wiązać zawodowych planów z archeologią, żeby się nią interesować. Autorka proponuje wycieczki po najsłynniejszych muzeach polski świata i podpowiada nam jakie związane z archeologią artefakty warto w nich zobaczyć i jakie historie możemy dzięki nimi poznać.

A wszystko to w świetnej oprawie graficznej, w towarzystwie ilustracji Joanny Czaplewskiej, bardzo w moim stylu.

Arcyciekawa pozycja dla młodego odkrywcy (proponowana jest od 6 lat, ale moim zdaniem najlepiej dla samodzielnego czytacza). Koniecznie podsuńcie ją dziecku, jeśli chcecie poszerzyć jego wiedzę o historii i dawnych cywilizacjach. Ale liczcie się z tym, że wasza latorośl może zapragnąć związać swoją przyszłość z kopaniem w ziemi. I co gorsza nie wykopie przy tym ani jednego dinozaura!

Marta Guzowska, Joanna Czaplewska, Archeologia. Mumie, złoto i stare skorupy, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 160 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Grajki Majki: „Podróż w czasie” Reiner Knizia, Maciej Szymanowicz

Fascynujące połączenie gry pamięciowej i storytellingu w towarzystwie magicznych i inspirujących ilustracji Szymanowicza.

Gra składa się z dwóch części. Pierwszy etap to snucie opowieści. Rozkładamy przed graczami 5 dwustronnych plansz, na których przedstawione są po dwa światy. Każdy z graczy losuje kafelek z obrazkiem, wybiera sobie któryś z widocznych światów (taki, przy którym nie ma jeszcze żadnego kafelka!) i wymyśla historię łączącą przedmiot na obrazku z wybranym światem. Następnie umieszcza kafelek obok świata rewersem do góry. Kiedy wszystkie światy się zapełnią, przechodzimy do części drugiej – podróży w czasie, podczas których przyda nam się dobra pamięć. I opowiedziane wcześniej historie. Na scenę wchodzi pingwin Przemysław, którego umieszczamy w dowolnym świecie. Gracze naprzemiennie rzucają kością i przesuwają Przemysława między światami zgodnie z wyrzuconymi oczkami. Kiedy pingwin zatrzyma się na którymś ze światów, gracz musi odgadnąć jaki przedmiot znajduje się na leżącym obok kafelku, w czym pomoże mu przypomnienie sobie usłyszanej wcześniej historii. Jeśli zgadnie, zdobywa kafelek, następnie losuje nowy i opowiada dla opuszczanego świata nową historię. Wygrywa osoba, która zdobędzie najwięcej kafelków.

Snucie zabawnych, fantastycznych opowiastek z przedszkolakiem to świetny pomysł na nauczenie malucha metody zapamiętywania poprzez skojarzenia oraz rozwijanie wyobraźni. I chyba dobrze się sprawdziło, bo w drugim etapie mam wrażenie, że ta wersja gry w memory jest dla nas wręcz za łatwa – dzięki historiom zapamiętujemy właściwie wszystkie poukrywane obrazki.

Nie mówiąc już o ćwiczeniu formułowania i swobodnego wypowiadania myśli, układania zdań i prostych fabuł.

Jeśli to wciąż za mało, mamy do dyspozycji również nieco bardziej urozmaicony wariant, w którym wykorzystywane są żetony emocji, a nasze opowieści muszą oddawać wylosowane uczucia – co następnie jest kolejną podpowiedzią w drugim etapie rozgrywki.  

Ten wariant dodatkowo uczy młodych graczy rozpoznawania i wyrażania uczuć i stanów emocjonalnych oraz, poprzez łączenie emocji z daną historią, ćwiczy empatię.

Co ciekawe, wśród kafelków przedstawiających światy znajdziemy ilustracje znane nam już z innych gier i książek Naszej Księgarni ilustrowanych przez Szymanowicza – rozpoznaliśmy świat „Kociaków Łobuziaków”, „Ślimaków Mięczaków”, „Potwornych porządków” i chyba jeszcze krasnoludki z poświęconej im encyklopedii. Szukanie nawiązań do gier w kolejnej grze dało mojej przedszkolaczce sporo frajdy (i ochoty, by powrócić do zapomnianych już nieco tytułów), taka trochę growa incepcja.

Jak zwykle gra została pięknie i starannie wydana. Poza samymi elementami gry uwielbiam również dekorację pudełka, bo ilustracje są dokładnie wszędzie.

No i mamy coraz mniej plastiku – zarówno figurka Przemka, jak i kostka zostały wykonane z drewna, a wszystkie pozostałe elementy z solidnej, grubej tektury. Gdyby tylko zastąpić woreczki strunowe na luźne elementy na papierowe i zrezygnować z owijania pudełka folią, byłoby idealnie.

„Podróż w czasie”
Autor: Reiner Knizia
Ilustracje: Maciej Szymanowicz
Sugerowany wiek: 4+
Ilość graczy: 2-5
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.