Czas na czytanie: „Królowa Salwatora” Emma Popik

Poza jednym wyczerpującym spacerem z lokalnym przewodnikiem i kilkoma informacjami zapamiętanymi jeszcze ze studiów nie mogę się pochwalić jakąś szczególną wiedzą na temat Biskupiej Górki, chociaż był taki czas, że przejeżdżałam przez nią autobusem dwa razy dziennie.

Zarówno chęć pogłębienia wiedzy na temat tego miejsca, sama tematyka ratowania i odbudowy zabytków, jak i umiejscowienie akcji w moim kochanym Gdańsku sprawiły, że nie byłam w stanie przejść obok tej książki obojętnie.

Bardzo odpowiada mi podejście do problemu, bo jużna pierwszy rzut oka widać, że dla Emmy Popik najważniejsi są ludzie. Bez nich dzielnica byłaby jedynie pusta wydmuszką. Zarówno społeczny kontekst odbudowy i oddolna potrzeba ocalenia miejsca ważnego dla lokalnej wspólnoty są wielką siłą tej książki. Nie do końca zdefiniowana wewnętrzna potrzeba oraz towarzysząca jej niemoc mieszkańców i brak umiejętności zwerbalizowania problemu to głos, który z pewnością charakteryzuje nie tylko to miejsce. Uniwersalne wołanie o ratunek ludzi, którzy możliwości ratunku nie widzą.

To zainspirowany zbyt dynamicznymi zmianami i intensywną rozbudową terenów wokół dzielnicy. Dzielnicy tak atrakcyjnej ze względu na umiejscowienie w ścisłym centrum miasta, jak i uciążliwej poprzez przepiękne historyczne zabudowania w potwornym stanie. Zmianami budzącymi opór nie tylko niewykształconej i biednej społeczności lokalnej.

Autorka dorzuca do tego tajemniczą aurę miejscowych podań tchniętych w postać półrealnego dobrego ducha Biskupiej Górki uzyskując dzięki temu klimat romantycznej niesamowitości z malowniczymi ruinami w tle.

Książka zdaje się więc składać z samych zalet – bardzo „mój” temat, poruszenie aktualnego, „gorącego” problemu, kontekst społeczno-kulturowy, a nawet świetna okładka i zaskakująco zachęcający blurb (i to piszę ja – wielka przeciwniczka blurbów!) przemawiają na jej korzyść. Ale niestety mimo wszystko nie mogę zaliczyć tej lektury do udanych.

Nie do przeskoczenia okazał się być dla mnie specyficzny styl autorki, który wyjątkowo mi nie odpowiada. Uwznioślona forma balansująca na granicy patosu nie pozwalała mi brać opisywanych wydarzeń na poważnie. Krótkie, pourywane zdania o nienaturalnej konstrukcji, z czasownikami w dziwnych miejscach były dla mnie niesamowicie uciążliwe, a nieskończona liczba krótkich podrozdziałów szatkujących powieść na miazgę uniemożliwiały mi płynne czytanie i „wczucie się” w klimat historii.

Ciężkostrawnemu stylowi towarzyszą histeryczni bohaterowie – główna bohaterka tak szybko zmienia swoje nastawienie, że już w pierwszym rozdziale zaczęłam ją podejrzewać o zaburzenia dwubiegunowe. I chociaż ten brak zdecydowania, uleganie emocjom i problemy z occeną intencji innych ludzi czynią ją bohaterką bardzo prawdziwą, to również niezwykle męczącą. Nie lubię obcować z tego rodzaju osobami w rzeczywistości, teraz już wiem, że nie lubię również o nich czytać.

Jestem pewna, że nie każdy odbierze to w ten sam sposób. Co więcej, ten typ narracji z pewnością ma swoich fanów. Dlatego też nie chciałabym Was zniechęcić, wręcz przeciwnie! – sięgnijcie po tą pozycję podczas wizyty w księgarni i poświęćcie chwilę na przeczytanie kilku stron. Przekonajcie się sami, czy dacie się porwać Emmie Popik i jej pełnej sprzeczności opowieści o jednej z bardziej zaniedbanych dzielnic Gdańska, czy odłożycie ją na półkę przekonani, że dobry pomysł został zaduszony przez grafomański bełkot. Próbujcie, doświadczajcie i koniecznie podzielcie się wrażeniami!

Emma Popik, Królowa Salwatora, Gdańsk: Wydawnictwo Marpress, 2019, 342s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Marpress.

Bajki Majki: 5 książek o Gdańsku dla małego podróżnika

Chociaż nie zaplanowaliśmy żadnego wyjazdu na tegoroczną majówkę, nie znaczy, że nie ruszymy na zwiedzanie. O ile tylko pogoda pozwoli, zamierzamy poznawać wspólnie naszą małą ojczyznę – miasto Gdańsk. I Was do tego serdecznie zapraszamy – czasami najpiękniejsze miejsca możemy znaleźć tuż za rogiem. A jeśli kiedyś będziecie wybierać się w nasze strony, skorzystajcie z tego niewielkiego zestawienia książek przybliżających to najpiękniejsze z miast najmłodszym podróżnikom.

DSC_0228

Chociaż przez przypadek urodziłam się w Gdyni, jestem mieszkanką Gdańska odkąd tylko pamiętam (rodzice utrzymują, że mniej więcej od drugiego roku życia) i moje korzenie wrosły tu wyjątkowo mocno, co zapewne można poznać już czytając wstęp. Mimo to moja znajomość miejskich legend jest praktycznie znikoma – w szkole liznęłam jedynie co nieco o kaszubskich stworach, jak olbrzymy Stolemy, psotne Kraśnięta, czy księżniczka Damroka. A i to wyłącznie za sprawą nazw ulic z osiedla, na którym kiedyś mieszkałam.

Na ratunek takiej ignorancji przychodzi najsłynniejszy chyba propagator historii naszego miasta, autor kilkunastu publikacji na temat zabytków i mieszkańców Gdańska, Andrzej Januszajtis i jego „Legendy dawnego Gdańska”. Zbiór zawiera ponad 70 opowieści uszeregowanych zgodnie z miejscami, których dotyczą. Znajdziemy tu zatem nie tylko historie dotyczące poszczególnych zabytków Kościoła Mariackiego, Dworu Artusa, czy głównomiejskich kamieniczek, ale również legendy morskie, opowieści reformacyjne, historie wywodzące się z poszczególnych dzielnic (nawet z Osowy!), a także przybyłe z terenu niedalekich Żuław i Kaszub. Dzięki nim mamy szansę choć na chwilę uczestniczyć w „bitwie na obrazy” między Hansem Vredemanem de Vries i Antonem Möllerem, poznac papugę Jana Hewelisza, czy dowiedzieć się w której gdańskiej wieży można spotkać duchy.

Chociaż poszczególne legendy są bardzo krótkie, a publikacja wzbogacona została nie tylko o przedruki historycznych rycin, ale również duże wklejki z barwnymi ilustracjami, rozmiar i układ tekstu wymagają od czytelnika pewnej wprawy i mogą zniechęcać. Świetnie sprawdzi się jako książka do wspólnego czytania, nawet z nieco już starszym dzieckiem. Osobiście traktuję ją jako materiały przygotowawcze – po lekturze będę wiedziała jakie niesamowite historie opowiadać córce podczas zwiedzania.

Andrzej Januszajtis, Legendy dawnego Gdańska, Gdańsk: Wydawnictwo Marpress, 2012, 89 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Marpress.

Nie sposób nie sięgnąć po drugą książkę z „Gdańskiej Kolekcji 1000-lecia” dedykowanej dzieciom. Jerzy Samp rozpościera przed czytelnikami „Gdańsk w baśniowej szacie”. Ozdobą tej publikacji są kolorowe wklejki z ilustracjami oraz ozdobne inicjały rozpoczynające każdą z opowieści, w przeciwieństwie do książki Januszajtisa, nie obejrzymy tu rycin. Natomiast, co jest dużym plusem i ułatwieniem dla początkujących samodzielnych czytelników – zastosowaną większą czcionkę i ułożenie tekstu w jednej kolumnie, dzięki czemu czyta się znacznie wygodniej. Te opowieści są już nieco dłuższe. Znajdziemy tu między innymi opowieść o młodym Nikodemie, który wymienił rzeźbę Madonny na ślimaku na najprawdziwszego lwa, czy o bogu wojny broniącego dostępu do Wielkiej Zbrojowni. Dowiemy się też co wspólnego mają kotwice i kocie pazurki. A jak to już z baśniami bywa, również w tych odnaleźć można ziarnka prawdy.

Idealne na wieczorne czytanie w hotelowym łóżku, przed kolejnym dniem zwiedzania.

Jerzy Samp, Gdańsk w baśniowej szacie, Gdańsk: Wydawnictwo Marpress, 2012, 148 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Marpress.

Zupełnie odmienny pod względem formy przekazu jest „7xGdańsk. Przewodnik dla młodych odkrywców” gdańskiego wydawnictwa Adamada. Jak sam tytuł wskazuje – jest to siedem propozycji tras na rodzinne zwiedzanie Gdańska i okolic. Piesze wycieczki trasą trzech wież z Muzeum Bursztynu i Kościołem Mariackim w pakiecie, albo trasą Portu nad Motławą zawierającą fantastyczną interaktywną wystawę w Muzeum Morskim i mój kościół św. Jana, kajakowa wyprawa wokół centrum miasta po Motławie i Martwej Wiśle, tramwajem wodnym na Westerplatte, czy rowerem wzdłuż plaży – w Gdańsku nie można się nudzić. Znajdziemy tu propozycje na deszcz i na słońce, dla tych bardziej wytrwałych i tych szybciej się męczących podróżników.

Atrakcyjna, komiksowa forma, sympatyczni bohaterowie, zagadki do rozwiązania i mnóstwo ciekawostek i „torebkowy format”. Można również ściągnąć aplikację na smartfona „Adamada czyta dzieciom” i posłuchać jeszcze więcej o odwiedzanych miejscach.

Tomasz Małkowski, 7xGdańsk. Przewodnik dla młodych odkrywców, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2017, 111 s.

Drugim tytułem o charakterze przewodnika, skierowanym do zupełnie młodziutkich, bo wczesnopodstawówkowych odbiorców jest „Gdańsk dla młodych podróżników”. Autorem jest Jacek Friedrich – historyk sztuki, jeden z moich wykładowców z czasów studenckich, obecnie również dyrektor Muzeum Miasta Gdyni.

Podobnie, jak w przypadku powyższego tytułu, w podróży po mieście towarzyszy nam dwoje dzieci – chłopiec i dziewczynka. W tym przypadku nie mamy jednak zaproponowanych kilku tras zwiedzania, a wędrujemy od zabytku, do zabytku. Każdemu z nich poświęcono dwie strony krótkiego wyjątkowo przystępnego opisu, będącego bardziej ciekawostką, niż notą z dziecięcej encyklopedii.

Na wyjątkowo atrakcyjną szatę graficzną przewodnika składają się nie tylko ilustracje Adama Pękalskiego, ale również naprawdę liczne zdjęcia zabytków. Ten pomysł jest świetny.

Niestety ta niewielka książeczka jest obecnie nie do kupienia. Można ją natomiast wypożyczyć aż w 25 filiach Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki w Gdańsku (łącznie biblioteka ma aż 46 sztuk! Nic dziwnego, że wyczerpał się nakład…). Warto zatem zaplanować początek zwiedzania… w bibliotece!

Jacek Friedrich, Gdańsk dla młodych podróżników, Gdańsk: Agencja Reklamowa „O2”, 2005, 138 s.

~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2019 ~

Ostatnią książkę – „Z uśmiechem przez Gdańsk” – pokazuję bardziej w ramach ciekawostki dla rodziców – przede wszystkim dlatego, że przez lata zdążyła się już znacznie zdezaktualizować. Warto jednak zwrócić na nią uwagę choćby i z ciekawości, bo różnica w podejściu do młodego czytelnika teraz i przed ponad półwieczem jest kolosalna. Przewodnik sprzed lat, choć ewidentnie skierowany do dzieci w wieku mniej więcej podstawówkowym, jest prawdziwą skarbnicą informacji. Szczegółowo, encyklopedycznie skonstruowane opisy poszczególnych zabytków poprzedzone zostały rozbudowanym rysem historycznym przedstawiającym życie w dawnym Gdańsku na wielu płaszczyznach – od sztuki, przez szkolnictwo, aż po gospodarkę. Choć książka ta prezentuje stan wiedzy z lat 60. i współcześnieobecnie jest raczej bezużyteczny dla współczesnego turysty, tak kompleksowego opracowania historycznego trudno dziś szukać w przewodnikach dla dorosłych, o dziecięcych nawet nie wspominając. Ponurą rzeczywistość heroicznego podnoszenia miasta z gruzów pozostałych po Drugiej Wojnie Światowej osładzają humorystyczne (a humor ten bywa bardzo cięty) ilustracje satyryka Zbigniewa Jujki.

Andrzej Januszajtis, Zbigniew Jujka, Z uśmiechem przez Gdańsk, Gdynia: Wydawnictwo Morskie, 1968, 290 s.

~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2019 ~

A jak już będziecie się wybierać do Gdańska, koniecznie dajcie znać! Najlepsze miejsca na kawę z dzieciakami chętnie pokarzę Wam osobiście!