Czas na czytanie: „Solitaire” Alice Oseman

Pierwszy raz od naprawdę dawna poczułam się staro czytając książkę z gatunku YA. Niby jestem świadoma, że Alice Oseman pisze dla młodszej młodzieży, niż ja (XD) ale chyba jeszcze nigdy, zamiast identyfikować się z bohaterami, nie załamywałam rąk nad ich rodzicami i tragicznymi zaniedbaniami, jakich się dopuszczają.

„Nic się nie zmieni, o ile tym sama nie zechcesz, żeby się zmieniło”.

Tori Spring, starsza siostra Charliego z „Heartstoppera” nigdy nie była najbardziej radosną i entuzjastyczną postacią na świecie ale w powieści „Solitaire” mamy możliwość poznać ją w najmroczniejszym momencie „okresu dojrzewania”. Spróbujcie przypomnieć sobie ten etap gimbazy, kiedy nosiło się włosy na twarzy, ubierało się tylko czarne ciuchy i pisało smutne, natchnione, głębokie jak kałuże na chodniku wiersze do szuflady. A potem pomnóżcie nastoletni Weltshmertz razy 100, dorzućcie oziębłych, niezainteresowanych dziećmi rodziców i garść zaniedbanych problemów natury psychicznej, a otrzymacie Tori w wieku lat 16.

„(…) łatwiej być samotną, ale każda minuta, którą spędzasz na rozmyślaniu o tym, czego nie robisz, to kolejna minuta zapominania o tym, jak być pośród innych ludzi (…). Jeżeli nie umiesz zaakceptować tego, czego nie rozumiesz, spędzisz życie kwestionując wszystko. A wtedy będziesz musiała przeżyć swoje życie wyłącznie we własnej głowie”.

Siadając do lektury warto wziąć pod uwagę, że to nie tylko debiut literacki, ale i książka pisana przez nastolatkę. Jest to dość mocno odczuwalne, a i samą książkę momentami trudno mi się czytało – nieco detektywistyczna, momentami tak dramatyczna, że aż teatralna fabuła oparta na coraz bardziej niebezpiecznych psotach nieuchwytnej szkolnej grupy anarchistów jest dość mało realistyczna i wypada szczególnie blado na tle maniakalno-depresyjnych obsesji głównej bohaterki. Bo te dla odmiany dają do myślenia.

To historia o depresji, smutku, wrażeniu wyobcowania i niedopasowania, przyjaźni, potrzebie celu i poczuciu niesprawiedliwości. O przytłaczających, obezwładniających uczuciach. O dwóch osobach nie radzących sobie z własnymi emocjami i oczekiwaniami innych, które odkrywają, że lepiej im w swoim towarzystwie, niż w samotności. O potrzebie buntu i dziecięcych marzeniach. I o tym, co uderzyło mnie najbardziej, czyli o porażkach rodzicielskich, braku zainteresowania i bierności dorosłych, którzy nie zauważają nie tylko tego, że ich dziecku wali się świat, ale nawet najprostszych faktów, jak to że przestało sypiać, czy nie wstaje z łóżka.

„Nie sądzę, by mama zbytnio mnie lubiła. To nie ma znaczenia, bo ja w gruncie rzeczy też jej nie lubię”.

Właściwie wszystkie przejawy zainteresowania pogarszającym się stanem bohaterki pochodzą od jej rówieśników, tylko jeden z nauczycieli odrobinę ratuje wizerunek dorosłych.

Brakowało mi tu trochę nazywania rzeczy po imieniu i fachowej pomocy, choć dzięki temu książka nie ma ani kropli wydźwięku dydaktyczno-moralizatorskiego, tak niestrawnego dla odbiorców w podobnym wieku.

Mimo to mam nadzieję, że wszyscy bohaterowie, w jakiejś rzeczywistości, w której książkowe historie toczą się dalej własnym życiem, otrzymają wsparcie nie tylko od przyjaciół, a dorośli nareszcie się obudzą. A czytelnicy, którzy odnajdą w Tori swoje odbicie, nie zawahają się szukać pomocy, choćby wykorzystując spis telefonów i organizacji z istotnych stron.

Alice Oseman, Solitaire, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2023, 320 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Jaguar.

Czas na czytanie: „This Winter” Alice Oseman

Jak nowelka „Nick i Charlie” nie do końca spełniła moje oczekiwania, tak „This Winter” już jak najbardziej trzyma poziom „Heartstoppera”. Choć została napisana jeszcze przed powstaniem samego komiksu, jako dodatek do pierwszej powieści autorki – „Solitare” – poświęconej Tori. Fragment tej powieści został dołączony do nowelki, tak na zaostrzenie apetytu przed nowym wydaniem.

I to właśnie Tori jako pierwsza zabiera głos dzieląc się swoimi przemyśleniami na bieżących temat Świąt. Bo też książka została podzielona na trzy części, a każda z nich przedstawia perspektywę innego bohatera – każdego z trójki rodzeństwa Springów. I chociaż Boże Narodzenie w tym pełnym introwertyków domu zawsze wychodziło nieco niezręcznie, to jest szczególne – są to pierwsze Święta po pobycie Charliego w szpitalu psychiatrycznym. I chyba wszyscy nie bardzo wiedzą jak sobie z tym poradzić, co oczywiście skutkuje spektakularną świąteczną awanturą.

„Dogadujemy się, ale nigdy nie rozmawiamy o niczym ważnym. Nie rozmawiają nawet otwarcie o problemach Charliego, chociaż teraz się już leczy. Myślałam, że coś się zmieni, że będziemy trochę bardziej wprost mówić o naszych uczuciach”.

Jak zwykle jest to opowieść o miłości, nie najłatwiejszych relacjach rodzinnych i związanych z nimi konfliktach, o trosce i wsparciu. O chorobach psychicznych, rozmawianiu o nich i związanym z nimi tabu – o depresji i zaburzeniach odżywiania, które potrafią szczególnie dać się we znaki podczas Bożego Narodzenia. I oczywiście o uczuciach i ich wyrażaniu – tak problematycznym na co dzień i od święta. O wrażliwości i delikatności. O rodzinie i sile, jaka w niej drzemie.

„Wydaje mi się (…) że czasem tak bardzo boisz się być ciężarem, że nie potrafisz poprosić o pomoc. A przecież wokół ciebie jest mnóstwo ludzi, którzy byliby dla ciebie wsparciem, gdybyś tylko powiedział, czego potrzebujesz”.

Oczywiście nie zabrakło typowych dla stylu autorki komiksowych ilustracji urozmaicających lekturę i kilku słów na temat bohaterów na koniec – tym razem w formie ich listów do Mikołaja.

Jak zwykle urocza i pełna uniwersalnej mądrości, choć boleśnie króciutka. Warto poświęcić jej godzinkę przy choince, w ferworze przedświątecznych przygotowań. I znaleźć potem jeszcze równie drobną chwilkę na refleksję o rodzinie i wspieraniu najbliższych w codziennej walce z ich większymi i mniejszymi trudnościami.

„Wystarczy być. Pomagać, kiedy pomoc jest potrzebna. Starać się zrozumieć, nawet kiedy nie rozumie się wszystkiego”.

Alice Oseman, This winter. Heartstopper. Nowela, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 144 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Jaguar.

Czas na czytanie: „Pierścień ognia” Marah Woolf

„Berło światła” podobało mi się tak sobie – fajny pomysł na przygodę ale mocno średni wątek romansowy i męczący bohaterowie. Mimo to dałam szansę drugiemu tomowi z nadzieją, że poszukiwanie skarbów z każdym krokiem będzie coraz bardziej wciągające, a traumatyczne przeżycia bohaterów zmuszą ich do dorośnięcia. Przynajmniej Taris.

Niestety.

Całą książkę można podsumować jednym cytatem:

„Ilekroć znajduję się w pobliżu Nefretari, przychodzą mi do głowy idiotyczne myśli i zachowuję się jak jaskiniowiec”.

Po lekturze pierwszej części podejrzewałam, że autorka wykreowała swoich bożków (jakkolwiek nieudolnie) na wzór tych mitologicznych – jako bardzo ludzkich, pełnych słabostek i targanych namiętnościami. Teraz mam wrażenie, że wzorowała się raczej na grupie przedszkolaków. Tylko do ich poziomu rozwoju emocjonalnego dodała opętanie seksem.

Książka jest strasznie przegadana, mamy tu mnóstwo wielkich postanowień od których odchodzi się po upływie zaledwie pół strony, gróźb rzucanych na wiatr i wielkich słów nie mających żadnego pokrycia w czynach. A także obrażania się, stroszenia piórek, bezsensownych kłótni i przepychanek, chowania w kącie i zachowania typu „na złość mamie odmrożę sobie uszy”.

„Naburmuszona biorę wyszywaną poduszkę, siadam w kącie po turecku, przyciskam ją do brzucha i postanawiam ignorować Azraela. Jak śmiał!”.

Zraniona, okłamana i zdradzona Taris po kilku dniach „odpoczynku” od swojego anioła na nowo chodzi z nim za rączki, bo nie potrafi się powstrzymać na widok jego boskiego ciała. I uczucia te są całkowicie odwzajemnione, bo silne przyrzeczenie zaprzestania zabawy uczuciami śmiertelniczki wyparowują na jej widok.

Chociaż było parę wątków, które mi się podobały – np. związany z Platonem, czy postać Kimmy, która jako jedyna trzyma poziom – to jednak mam wrażenie, że cała część przygodowa zostaje coraz bardziej i bardziej zepchnięta na margines i staje się jedynie pretekstem do przedstawienia tego żenującego romansu.

Niestety umęczyła mnie ta książka strasznie i finałowy tom już sobie odpuszczę. Nie ukrywam, że to dla mnie spore zaskoczenie, bo trylogia „Trzy czarownice” tej samej autorki bardzo mi się podobała i reprezentowała zupełnie inny poziom.

Marah Woolf, Pierścień ognia, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 480 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Jaguar.

Czas na czytanie: „Heartstopper. Yearbook” Alice Oseman

“Yearbook” to bardzo ładnie wydana, pełna bonusów publikacja dla fanów Heartstoppera. Nie jest to jednak nowa historia, a pakiet bardziej lub mniej typowych odautorskich dodatków – część z nich pojawiła się wcześniej na kontach autorki, część była dostępna wyłącznie dla jej patronów, a część to zupełnie nowe treści.

Znajdziemy tu między innymi króciutkie profile bohaterów (zawsze mam po nich niedosyt!), kilka słów o samej Alice, kilka minikomiksów (nie tylko poświęconych głównym bohaterom), psychotest (jak w gazetkach z lat 90.!) oraz możliwość prześledzenia jak historia rozwijała się na przestrzeni lat i jak zmieniał się styl ilustracji – od pomysłu w 2013 roku aż po międzynarodowy sukces i serialową ekranizację w 2022.

Ale tym, co mnie przyciąga najbardziej są nowe ilustracje – w przeciwieństwie do komiksów – w kolorze. A dokładniej we wszystkich kolorach tęczy, bo Pride pełni tu przecież nadrzędną rolę. Publikacja została podzielona na pory roku, mamy więc szansę zobaczyć bohaterów spędzających czas na piknikowaniu, basenowaniu i wylegiwaniu się na plaży, w wydaniu halloweenowym, zasmarkanym, czy świątecznym. Dostaniemy zaproszenie nie tylko do pokojów chłopaków ale i do innych miejsc ważnych dla Nicka i Charliego. Poznamy nieco głębiej ich relacje rodzinne i genealogię Springów i Nelsonów, a na koniec dowiemy się kim chłopaki mogliby być w alternatywnych wszechświatach.

Jest też rozdział poświęcony rysowaniu bohaterów z instrukcjami Alice, ale dla takiego beztalencia jak ja, są to wciąż porady w stylu „narysuj kółko -> narysuj spiczasty podbródek -> a potem resztę Charliego”. Jeśli jednak ktoś choć trochę umie w rysowanie to może odbierze to inaczej!

Jest to oczywiście propozycja przede wszystkim dla nieco młodszych odbiorców (niestety nie da się ukryć, że już dawno nie zaliczam się do grupy docelowej…) ale myślę, że każdy fan z przyjemnością przejrzy ten tytuł. Nawet jeśli nie do końca jest się zainteresowanym quizem „Jesteś Nickiem czy Charliem”, czy informacją który z bohaterów najbardziej boi się burzy, ilość ciepłych, pełnych pozytywnej energii ilustracji sprawia, że jest na czym zawiesić oko. A i sama historia powstawania komiksu i momentami całkiem wyboista droga do osiągnięcia charakterystycznego stylu autorki jest fascynująca.

Alice Oseman, Heartstopper. Yearbook, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 154 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Jaguar.

Czas na czytanie: „Let’s talk about it” Erika Moen, Matthew Nolan

Łał, ale ta książka jest super!

Bez wątpienia jedna z najlepszych, jakie czytałam w tym roku. Aż żal, że pojawiła się dopiero teraz i nie miałam na nią szansy wchodząc w wiek nastoletni, fantastycznie, że się pojawiła. Ma oznaczenie 15+, więc moim zdaniem prezent obowiązkowy na urodziny każdego piętnastolatka.

To jednocześnie poradnik, komiks i wymarzony podręcznik do edukacji seksualnej, która w szkole tak bardzo kuleje.

Jest absolutnie wyjątkowa, bo:

– w przyjaznej formie komiksu – nie tylko łatwo i przyjemnie się czyta (nawet, jeśli ktoś za książkami nie przepada), ale warstwa wizualna jest dodatkowym – fantastycznym! – środkiem przekazu pozwalającym „opatrzeć” się z różnorodnymi ludźmi, ciałami i jego częściami;

– zbudowana jako rozmowy – gdzie młodzi ludzie – znajomi, pary, siostry – przekazują sobie wiedzę na „trudne tematy” związane z seksualnością, związkami i relacjami, emocjami i zagadnieniami dotyczącymi płci poprzez dialogi i wymianę doświadczeń;

– mówi prosto o naprawdę trudnych zagadnieniach – a wszystko jest dodatkowo zilustrowane, podzielone na kategorie, rozpisane w ramkach i wykresach by w jak najbardziej przystępny sposób wytłumaczyć co i jak;

– jest na maksa inkluzywna – znajdziemy tu nie tylko bohaterów różnych orientacji, kształtów czy kolorów, ale również osoby z niepełnosprawnościami (m.in. na wózku, z protezami kończyn lub bez, posługujące się językiem migowym), czy posługujące się różnymi zaimkami;

– absolutnie bez tabu – zarówno w słowie jak i w ilustracjach – znajdziecie tu cipki i penisy, mnóstwo ciał nagich i ubranych, przepisy na masturbację, seksualne fantazje, seksy, orgazmy i wytryski. Nie ma głupich ani wstydliwych pytań;

– mówi nie tylko o seksie – zakres poruszanych tematów jest bardzo szeroki – od poznawania siebie i odkrywania własnego ciała, przez zrozumienie, że ludzie mają różnie, zagadnienia dotyczące płci i orientacji, bezpieczeństwa i przemocy, przez emocje, budowanie relacji z innymi, radzenie sobie z zazdrością i odrzuceniem, aż po bogatą bibliografię (w języku polskim!).

Dla nastolatków i nie tylko. Na sam początek i jako dopełnienie posiadanej wiedzy. Warto.

Erika Moen, Matthew Nolan, Let’s talk about it, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 240 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Jaguar.

Czas na czytanie: „Nick i Charlie. Heartstopper. Nowela” Alice Oseman

Nick i Charlie to bohaterowie serii komiksów Heartstopper, którzy podbili serca chyba wszystkich, którzy zdecydowali się po tą serię sięgnąć – i nic dziwnego, bo to ciepła, przekochana historia która otula jak puchaty kocyk w zimny wieczór, choć wcale nie stroni od trudniejszych tematów. Tym razem powracają w nieco odmiennej formie opowiadania. Jednak bez obaw – na szczęście nie brakuje w nim ilustracji i charakterystycznej dla autorki oprawy graficznej.

Fabuła noweli dzieje się trzy lata po wydarzeniach z pierwszego tomu komiksu – bohaterowie zdążyli poznać się jak nie zna ich nikt inny,  mogą nazywać się parą z poważnym stażem, stawili czoło niejednej przeciwności losu, wyrobili sobie własną rutynę i są pewni uczuć – zarówno swoich, jak i partnera.

Czy to jednak wystarczy, kiedy przyjdzie czas rozstania? Nick jest rok starszy – właśnie świętuje ukończenie szkoły i z ogromnym entuzjazmem szykuje się do wyjazdu na uniwersytet. Jako, że Charliego czeka jeszcze rok nauki w Truham, po latach przebywania ze sobą niemalże non stop ich drogi się rozchodzą i chłopców czeka związek na odległość. Czy są na to gotowi? Czy pierwsza miłość ma szansę przetrwać rozłąkę i czy aby na pewno jest tą na całe życie?

Klimat opowiadania odstaje nieco od puchatego i uroczego komiksu, chociaż czuć, że to wciąż ta sama historia. Pojawia się jednak ostrzejszy język, miałam też wrażenie, że dialogi między bohaterami bywają czasami „papierowe”, a oni (szczególnie Charlie) podchodzą do problemu – który jest przecież już kolejnym na ich wspólnej drodze – w zdecydowanie mniej dojrzały sposób niż dotychczas, choć są już przecież starsi i z niejednego pieca ciastka jedli. Trudno mi to precyzyjnie określić, ale bywały momenty, kiedy po prostu miałam wrażenie, że „coś mi tu nie gra”. Forma komiksu, choć uboższa w tekst, miała dodatkową formę wyrazu, jaką dawały ilustracje – choćby mimikę, czy gesty bohaterów – i teraz mocno mi tego brakowało.

Osobiście bardziej podobały mi się komiksy, niemniej jednak zawsze miło wrócić do świata Haertstoppera i nowelka była przyjemnym oderwaniem od rzeczywistości. Już nie z takim „efektem wow” i nieco uboższa w przekazywane treści dydaktyczno-moralizatorskie, ale wciąż sympatycznym, a urok tego świata został zachowany. I to dla mnie najważniejsze.

Alice Oseman, Nick i Charlie. Heartstopper. Nowela, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 178 s.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Jaguar.

Czas na czytanie: „Berło Światła” Marah Woolf

Cóż to się dzieje w tej książce! Żonglerska zabawa wierzeniami Islamu, Starożytnego Egiptu, Starym Testamentem, a nawet mitologią nordycką wymieszana z poszukiwaniem skarbów godnym Indiany Jonesa. A może raczej Lary Croft?

Nefertari de Vesci jest świetnie wykształconą, młodą poszukiwaczką skradzionych zabytków, które z satysfakcją oddaje muzeom. Jest dziedziczką fortuny, potomkinią wybitnych archeologów i jedną z niewielu osób, które wiedzą, że poza ludźmi na Ziemi żyją również nieśmiertelni – anioły, mitologiczni bogowie, dżiny i demony. I że najlepiej trzymać się od nich z daleka, co też skutecznie praktykuje.

Aż do momentu, kiedy w jej drzwiach staje anioł Azrael z propozycją nie do odrzucenia. Jeśli Tari uda się odnaleźć legendarne Berło Światła, anioł śmierci nie zabierze duszy jej ukochanego, śmiertelnie chorego brata w zaświaty.

Czasu jest niewiele, bucowaty zleceniodawca niechętnie dzieli się z nią wszystkimi informacjami, każdy kolejny nieśmiertelny napotkany na drodze jest jeszcze bardziej irytujący i jeszcze przystojniejszy niż poprzedni, zagadka okazuje się mieć wiele etapów, gdzie każda wskazówka prowadzi do kolejnej, a na życie Nefertari nastają paskudne demony.

No i oczywiście pojawia się zupełnie niechciana, ale jakże silna chemia między głównymi bohaterami. Ale czy związek między śmiertelniczką a aniołem ma szansę stać się czymkolwiek poza przelotnym romansem? Szczególnie, kiedy relacja od samego początku oparta jest na kłamstwie?

Bardzo podoba mi się pomysł na tą powieść – egipscy bogowie przemierzający współczesny Londyn i archeologiczna przygoda z podążaniem tropem zaginionego skarbu to drobne szaleństwo, które zdecydowanie wpisuje się w moje gusta.

Nie do końca natomiast przekonali mnie do siebie główni bohaterowie i ich relacja. Jak postacie poboczne zostały fajnie wykreowane i mają swoje charaktery, tak Azrael to straszna mamałyga moim skromnym zdaniem. Mitologiczni bogowie mają to do siebie, że są bardzo ludzcy – zawistni, mściwi, niedojrzali i targani namiętnościami, co z ich nadnaturalnymi zdolnościami zawsze stawiało pozostałych bohaterów w sytuacji raczej kiepskiej. Ale tu mamy do czynienia ze starym jak świat aniołem śmierci, który tak bardzo nie wie czego chce, że zachowuje się trochę jak dwulatek zastanawiający się nad zjedzeniem lizaka. Czemu towarzyszą adekwatnie dojrzałe rozterki emocjonalne – niby by chciał, ale nie chce i czego to on by nie zrobił dopóki nie zyskuje okazji i okazuje się, że nie robi jednak za wiele. A że te rozterki spokojnie zajmują 1/3 książki, to momentami byłam tym już nieźle znużona. Z Nefertari jest nieco lepiej, w przeciwieństwie do swojego zleceniodawcy zdradza przejawy indywidualnego charakterku ale na razie nie zyskała mojej sympatii.

Na szczęście „Kroniki Atlantydy” mają mieć jeszcze dwa tomy, więc oboje mają szansę wziąć się w garść, bo z przyjemnością wrócę do tej historii, choćby dla samej kreacji świata i nadchodzących zagadek, nawet jeśli nieco naiwnych.

Marah Woolf, Berło Światła, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 530 s.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Jaguar.

Czas na czytanie: „Loveless” Alice Oseman

Na miłości Georgia zna się jak nikt – wielka fanka teatru, musicali i komedii romantycznych, zapalona czytelniczka, która „żyła setkami żyć i przeżyła setki miłosnych historii” wraz z każdą przeczytaną książką, ma za sobą setki nieprzespanych nocy zarwanych przy fanfikach wszelakich, byle z romansem w te. I oczywiście, jak większość nastolatek, sama marzy o przeżyciu wielkiej miłości – o wspólnocie dusz, motylach w brzuchu, sercu przyspieszającym rytm na widok ukochanej osoby, trzymaniu się za ręce i nieprzytomnych pocałunkach pod gwiazdami. Dlaczego więc, kiedy ma okazję wiedzę teoretyczną przekuć w praktykę, zamiast dreszczyku ekscytacji czuje wyłącznie ogarniającą ją grozę?

Jak to możliwe, że kończąc szkołę nigdy nie była zakochana i nigdy się nawet nie całowała?

Ale od czego są studia! Trudno o lepsze środowisko do miłosnych eksperymentów. W końcu miłość, romans i zakochanie otaczają nas ze wszystkich stron – od filmów i książek, przez pary oblegające parkowe ławki (i wszystkie inne powierzchnie), aż po reklamy płatków śniadaniowych, a na kampusie nietrudno zdobyć zainteresowanie innej osoby. Co może być w tym trudnego?

Kiedy jednak wszystkie próby kończą się fiaskiem, przyjdzie jej zmierzyć się z rozważaniami na temat seksualności – i nie tylko pod tym najbardziej powszechnym i nieco już oswojonym względem jak homo- i heteroseksualność, ale również z bardziej egzotycznymi pojęciami aromantyczności i aseksualności (nawet komputer podkreśla mi te wyrazy jako nieznane…). A także nad różnymi ich wariacjami.

„Kiedyś z pewnością słyszałam o aseksualności. Widziałam jakiś ludzi rozmawiających o tym online, a niektórzy z nich mieli tę informację w bio na Twitterze lub Tumblrze. (…) Ale prawie nigdy nie słyszałam, by ludzie używali tego terminu w prawdziwym życiu, a nawet w telewizji czy filmach”.

Czy każdy z nas w końcu znajdzie kogoś dla siebie? I czy szczęście bez romantycznej miłości jest w ogóle możliwe?

„Loveless” to z jednej strony bardzo przyjemna, momentami nawet nieco naiwna młodzieżówka z nieco teatralnie przedstawionym życiem braci studenckiej z lekko „amerykańskim”, musicalowym sznytem. Z drugiej zaś podnosząca na duchu historia o sile przyjaźni, akceptacji i samoakceptacji, poznawaniu siebie, potrzebie przynależności i o miłości, która wcale nie musi łączyć się z pożądaniem czy fizyczną bliskością.

„Podaruj swoim przyjaźniom magię, jaką podarowałabyś romansowi. Bo są równie ważne. W zasadzie dla nas są dużo ważniejsze”.

To wreszcie jedno z niewielu przedstawień aromantyczności i aseksualności w literaturze młodzieżowej – pozwalające w przyjemny i angażujący sposób zapoznać się ze stosunkowo mało znanymi i tak rzadko reprezentowanymi w popkulturze wariantami tożsamości psychoseksualnej. To mój ulubiony sposób zdobywania wiedzy na tego rodzaju tematy – to wspaniałe, że teraz jest na wyciągnięcie ręki każdego nastolatka.

Warto poświęcić jej chwilę.

Alice Oseman, Loveless, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 448 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.

Czas na czytanie: „Siostra nocy” Marah Woolf

Uwaga! Recenzja zawiera spoilery poprzednich tomów.

Po „Siostrze gwiazd” i „Siostrze księżyca” przyszedł wreszcie czas na ostatni tom trylogii. I powiem uczciwie, że bez Ezry, którego śmierć tak mnie ucieszyła pod koniec poprzedniej części, czytało się zdecydowanie lepiej, a i Vianne sporo zyskuje na charakterze. Chociaż oczywiście nie oznacza to końca wzdychania do przystojniaków, to w końcu jedna z głównych osi tej serii.

Nieszczególnie przepadam za motywem podróży w czasie, był więc moment, w którym książka nieco mi się dłużyła (choć wciąż nie na tyle, żeby nie przeczytać jej w trzy dni). Bo i umiejętność przenoszenia się w czasie i majstrowania w BARDZO odległych, na wpół mitycznych wydarzeniach pełni w tej części istotne znaczenie, zarówno w rozwoju fabuły tego tomu, jak i dla ostatecznego rozwiązania całej intrygi.

Żałuję trochę, że mitologia arturiańska jest mi zupełnie obca (nie, przez rok i trzy tomy nie nadrobiłam braków na tym polu) i nie jestem wstanie wyłapać bardziej i mniej subtelnych zmian akcentów, jakich dokonuje ta powieść, poza tym, że oddaje głos i znaczenie kobietom. Myślę, że dla kogoś zaznajomionego z tematem to musi być bardzo fajna zabawa i inspiracja mitologią z czarownicami, smokami i demonami w rolach głównych.

Cenię tą serię za to, że choć ma zdecydowanie romansowy charakter, nie brak w niej ani potężnej dawki girl power, ani niesamowitej mocy siostrzeństwa, gdzie trzy kompletnie różne charaktery uzupełniają się wzajemnie tworząc wspólny front ani oczywiście fantastycznej, magicznej przygody z ratowaniem świata przed krwiożerczymi demonami na pierwszym planie. Niesamowite, że wszystkie te akcenty mogą tak harmonijnie współistnieć w serii dla nastolatek.

Mamy tu więc zupełnie nieidealną bohaterkę, która przez trzy tomy nieźle dostaje w kość, popełnia masę złych decyzji i dzięki temu stopniowo (choć irytująco powoli!) dojrzewa nie tylko do odnalezienia swojej drogi w dorosłym życiu, ale i do ratowania świata. Mamy całą plejadę przystojniaków ras wszelakich, pewnych siebie aż do bucowatości, którzy będą zawracać siostrom w głowach. Mamy krwiożerczego króla demonów, magiczny las, wycieczki przez czas i przestrzeń aż do czasów rycerzy okrągłego stołu, kapryśne boginie lubujące się w utrudnianiu życia śmiertelnikom na przestrzeni dziejów, pełen babskich duchów dom i inny świat tuż za rogiem. Mamy wreszcie i romanse, które dodają rumieńców. I zakończenie. Czy cukierkowo szczęśliwe, jakiego chcielibyśmy oczekiwać po baśniowej przygodzie? Przekonajcie się sami!

Marah Woolf, Siostra nocy. O kręgach i krwi, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 560 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.