Czas na czytanie: „Klątwa Kreatorów” Trudi Canavan

Obawiałam się, że po prawie trzech latach oczekiwania na ostatni tom Prawa Milenium nie będę mogła się wkręcić i minie przynajmniej pół książki, zanim przypomnę sobie o co chodziło w poprzednich tomach. Nic bardziej mylnego. Nie jestem pewna, czy to dlatego, że miałam na podorędziu recenzję „Obietnicy następcy”, która pomogła mi wczuć się w klimat, czy raczej to wszystko zasługa autorki, która w pierwszych rozdziałach nienachalnie naprowadziła czytelnika na właściwe tory przypominając wydarzenia z poprzednich tomów, ale właściwie od samego początku wiedziałam gdzie jestem i co się wokół mnie dzieje.

A dzieje się sporo, bo i wszyscy mają pełne ręce roboty. Tyen, wraz z uczniami, ucieka przed prześladowaniami byłych kolegów z Liftre zazdrośnie strzegących przywileju naucznia, Rielle – najpotężniejsza kreatorka – zajmuje się odnawianiem martwych światów, a przed Baluką i Odnowicielami niełatwe wyzwanie utrzymania pokoju we wszechświecie. Tymczasem magia mechaniczna rozprzestrzenia się w zastraszającym tempie i jest wykorzystywana do tworzenia coraz potworniejszych machin bojowych. Pojawia się nowy wróg, który niesie zagładę na każdy świat, który napotka na swej drodze. Rozpoczyna się wyścig z czasem – czy ktokolwiek jest w stanie pokonać stale ewoluujący postęp wojennej mechaniki? Czy można się oprzeć mocy bezwzględnego uzurpatora podbijającego świat za światem?

By mieć jakiekolwiek szanse, trzeba będzie pokonać uprzedzenia, sprzymierzyć się z byłym wrogiem, zjednoczyć się  i zaryzykować poświęcenie tego, co jest bohaterom najdroższe.

„Żuczek jest trochę podobny do mnie (…). Jest starszy, umie więcej, ale zasadniczo wciąż ma tę samą postać. Choć potrafię dużo więcej, mam nadzieję, że takie skromne zajęcia, jak zabawianie dzieci i dbanie o rodzinę nigdy nie będą mi się wydawały zbyt trywialne”.

Powrócą pradawne przepowiednie, epickie bitwy magów – tym razem z rojami maszyn, wyścig zbrojeń, pogoń za wiedzą i zapomnianymi tajemnicami wymarłych cywilizacji. Pacyfistyczne przekonania Tyena zostaną wystawione na próbę, gdy wojna zagrozi jego najbliższym, Quall będzie musiał bardzo szybko dorosnąć, a Rielle… stać się jeszcze potężniejsza, niż jest dotychczas. Przed czytelnikami wizja świata rodem z Terminatora wymieszana z dążeniem do stworzenia nadczłowieka, wypaczonymi ideami socjalizmu i nienawiścią wobec magii, jako przewagi dostępnej jedynie nielicznym. Będą pościgi, wybuchy, rozrywanie światów i magia generowana podczas tworzenia piękna. To jedna z tych książek, które nie zwalniają ani przez chwilę.

Jak zwykle nie zabraknie też ogromnej dawki girl power!, pochwały różnorodności oraz walki z dyskryminacją i uprzedzeniami.

Oj, będzie mi brakować tego fascynującego wszechświata!

Trudi Canavan, Klątwa Kreatorów (Prawo Milenium – księga czwarta), Kraków: Wydawnictwo Galeria Książki, 2020, 616 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Galeria Książki.

Czas na czytanie: „Obietnica następcy” Trudi Canavan

Nie cierpię u siebie pewnej cechy – braku cierpliwości. Po prostu jak zobaczę, że pojawiła się nowa książka jednego z moich ulubionych autorów, nie potrafię przejść obok niej obojętnie, nie ważne ile trzeba będzie czekać na kolejny tom. A z Trudi Canavan jest taki problem, że pisze jedną książkę rocznie i czytając ją bezpośrednio po premierze skazuję się na minimum rok oczekiwania na ciąg dalszy. A niestety tego rodzaju „stosunek przerywany” to jedno z najgorszych świństw, jakie czytelnik może zrobić samemu sobie.

Pamiętam swoje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki – koleżanka z liceum pożyczała mi „Trylogię Czarnego Maga” po książce dziennie – rano dostawałam w swoje łapki pierwszą część, czytałam non stop (pod ławką na lekcjach, na szkolnym korytarzu, w autobusie i w domu), po czym kolejnego dnia wymieniałam przeczytaną książkę na kolejny tom. Tym oto sposobem przez trzy dni żyłam w ciągu i właśnie tak przeżyłam jedną z najfajniejszych przygód, jakie pamiętam. Oczywiście miało to swoją cenę – kiedy nauczyciel zadawał mi pytanie uśmiechałam się i kiwałam głową udając że wszystko wiem i uważam na lekcjach ani na chwilę nie opuszczając magicznego świata. W ten sposób zapewne utrwaliłam swoje zagrożenie z matematyki i zupełnie przypadkowo zostałam klasowym gospodarzem. Ale niczego nie żałuję!

Wiadomo przecież, że jednym z najlepszych rzeczy jakie mogą się zdarzyć człowiekowi jest czytanie dobrej książki ze świadomością, że czekają na niego kolejne tomy.

Dlaczego więc nie potrafiłam zaczekać?

Na swój brak cierpliwości wkurzałam się przez całą „Trylogię Zdrajcy”, ale przy „Prawie Millenium” moje wkurzenie osiągnęło swoje apogeum. „Obietnica następcy” jest świetna, ale jak wspaniała to byłaby lektura, gdybym dokładnie pamiętała co było w trzech poprzednich tomach?

Uwielbiam Trudi Canavan za jej umiejętność kreacji światów. Bo choć w czterech cyklach jej powieści można znaleźć wspólne cechy – zawsze bohaterką jest młoda dziewczyna, fabuła obraca się wokół magii i jej poznawania (często zinstytucjonalizowanego), jest miłość, wojny i relacja uczeń-mentor, to każdy z nich jest wyjątkowy i każdy potrafi zaskoczyć. Przez pierwsze kilka stron jeszcze byłam na siebie zła za „wyrwanie z ciągu”, ale te książki mają w sobie coś tak wciągającego, że szybko o tym zapomniałam dając się pochłonąć przerwanej rok wcześniej przygodzie. A luki w pamięci powoli uzupełniały się same.

Trzecia księga „Prawa Millenium” zapewnia nam mały czasowy przeskok – czytelnik poznaje dalsze losy bohaterów pięć lat po śmierci Raena. Pragnienie odnalezienia własnego miejsca, przystosowania się i spokojnego życia na przymusowym wygnaniu oraz próby ogarnięcia chaosu powstałego po zniknięciu uzurpatora.

To także dalsze zgłębianie istoty magii i zmagania z własnymi ograniczeniami. Szalone podróże między światami, ucieczki i pościgi, szpiegowanie i wybuchy, bunty i spiski, ciche szantaże i epickie bitwy magów. Jeśli to wciąż za mało wrażeń, to smaczku z pewnością dodaje koncepcja wskrzeszenia zmarłego i eksperymenty magiczno-mechaniczne, przez co całość zyskuje bardzo niepokojący klimat, gdzie podrasowany czarami stempunk łączy się z nekromancją. A brzydzący się przemocą Tyen, podkręcony determinacją Dalego pogrążonego w rozpaczy po śmierci ukochanego, ma szansę zostać następcą Frankensteina. Oczywiście wszystko to w imię większego dobra. To książka pełna akcji, trudnych miłości i moralnych dylematów. Porywa od pierwszej strony.

„Sęk w tym, ze nie da się jednoznacznie stwierdzić, co jest tu dobre, a co złe. Nic nie jest bezsprzecznym dobrem lub czystym złem.”

Zakochałam się w tym świecie dzięki przekonaniu, że twórczość generuje magię. Teraz kocham go każdą przygodę, którą miałam okazję przeżyć podczas jego przemierzania.

A wiecie co jest najgorsze? To mi nie wygląda na koniec. Coś czuję, że znowu to sobie zrobiłam!

Trudi Canavan, Obietnica następcy (Prawo Milenium – księga trzecia), Kraków: Wydawnictwo Galeria Książki, 2017, 618 s.