Bajki Majki: seria „Malarze dzieciom” Agnieszka Starok

Choć książek o sztuce dla najmłodszych pojawia się na polskim rynku coraz więcej – również dla tych zupełnie malutkich maluchów, jakoś wciąż czuję w tej kwestii niedosyt. Wobec tego fakt, że po dorwaniu tej serii (a czaiłam się na nią długo, oj długo!) apetyt ten został zaspokojony na dłuższy czas, jest już recenzją samą w sobie.

To w ogóle jeden z fajniejszych pomysłów na wyjście z malarstwem do dziecka, przynajmniej z tych, z którymi miałam dotychczas do czynienia. Zestawiając ze sobą bardziej i mniej znane dzieła najsłynniejszych malarzy autorka snuje nieskomplikowane, ale naprawdę przekonujące opowieści. Opowieści wyjątkowo przystępne dla młodego czytelnika, a ilustrowane arcydziełami światowego malarstwa.

„Czyj to domek?” jest historią ciekawskiego chłopca, który na swej drodze spotyka niepozorny, ale niezwykle intrygujący… żółty dom. O miejsce zaciekawia go na tyle, że nie decyduje się na odejście, nim nie dowie się kto w nim mieszka. Analizując różne elementy wyposażenia odrzuca kolejne pomysły. A towarzyszącemu mu małemu książkowemu molikowi pozwala przyjrzeć się najbliższemu otoczeniu Vincenta van Gogha.

Agnieszka Starok, Malarze dzieciom. Czyj to domek? Zilustrował Vincent van Gogh, Lublin: Wydawnictwo Tekturka, 2017 r., 14 s.

Kosma, bohater książeczki „W sekretnym ogrodzie”, zaintrygowany majaczącą w oddali sylwetką wiatraka, niefrasobliwie oddala się od mamy i siostry, przez co gubi się wśród wszechobecnych pól. Zamiast na łąkę, trafia więc do portu, ogląda żaglówki przepływające pod mostem w Argentuil, buchające parą pociągi na dworcu Saint-Lazare, by w końcu zawędrować do przepięknego, pełnego stawów z nenufarami ogrodu w Giverny. Nie trudno zgadnąć, że tak nieprawdopodobne wyprawa musiała skończyć się pobudką. I choć sen był niesamowity, to ramiona mamy stęskniony maluch przyjmuje z prawdziwą ulgą.

Agnieszka Starok, Malarze dzieciom. W sekretnym ogrodzie. Zilustrował Claude Monet, Lublin: Wydawnictwo Tekturka, 2017 r., 14 s.

Nieco poważniejszą tematykę podejmują „Baletnice”. Pełne romantycznych tiulów i bieluśkich koronek obrazy Edgara Degas wbrew pozorom nie są jedynie pretekstem do peanów nad sztuką baletu, choć i tego tu nie brakuje. Anna nie zdołała spełnić swojego marzenia o zostaniu primabaleriną, swoją miłością do baletu próbuje więc zarazić córki. I jak jedna z nich wspaniale odnajduje się w tańcu, tak druga nieszczególnie daje się przekonać.

Poza zwiewną lekkością unoszących się w piruetach tancerek, jest tu też ogrom ciężkiej pracy, ból poobcieranych stóp i olbrzymi wysiłek podejmowany przez delikatne i młode dziewczynki, tak przejmująco wyzierające z płócien artysty. Autorka połączyła te emocje z niełatwym tematem przerzucania ambicji rodziców na dzieci i problemem braku komunikacji między dzieckiem, a rodzicem. Ta część zdecydowanie daje do myślenia.

Agnieszka Starok, Malarze dzieciom. Baletnice. Zilustrował Edgar Degas, Lublin: Wydawnictwo Tekturka, 2017 r., 14 s.

Świetny pomysł na przybliżenie maluchowi wycinka historii sztuki w sposób adekwatny do wieku. Duży format i bardzo wytrzymałe tekturowe wydanie pozwalają dokładnie przyjrzeć się reprodukcjom obrazów nawet zupełnym maluchom bez obaw o szkody wywołane potencjalnym zalśnieniem, czy zbyt entuzjastycznym przewracaniem stron. A niedługie partie tekstu pomagają oswoić nie zawsze łatwe w odbiorze płótna impresjonistów, rozwijają wyobraźnię i zachęcają do wymyślania własnych historii. Każdą z książeczek kończy króciutki biogram malarza, pozwalający wyciągnąć z lektury również nieco praktycznych informacji. Jeśli mogłabym wprowadzić jakieś modyfikacje, to chyba jedynie zdecydowałabym się na zaokrąglenie ostrych brzegów książeczki. Poza tym niewielkim niedopatrzeniem jest idealnie.

Polecam małym koneserom z głębi swojego historyczno-sztucznego serca!

Czas na czytanie: „Hans Memling. Malarz tego drugiego renesansu” Łukasz Pawlak

Panie i Panowie, przed Państwem najniezwyklejsza biografia artysty na świecie, bo zamknięta w formie komiksu. I to komiksu z dużym poczuciem (często bardzo czarnego) humoru „z jajem” i na kompletnym luzie.

Komiks ten dedykowany jest młodym pasjonatom sztuki lub osobom zupełnie nieobeznanym z tematem, jego zrozumienie bowiem nie wymaga posiadania podstawowej choćby wiedzy z zakresu sztuki, czy historii – wszystkie niezbędne fakty i pojęcia zostaną podane czytelnikowi dosłownie „na talerzu”.

Zarówno życie, jak i dzieła Hansa Memlinga zostały opisane przy użyciu przystępnych, „młodzieżowych” zwrotów, które w zestawieniu z tematem historyczno-artystycznym prezentują się nieco egzotycznie, co tylko przyciąga dodatkową uwagę. Zabieg ten ma na celu zmniejszenie dystansu między czytelnikiem z ery smartfonów i internetowych memów, a XV-wiecznym malarzem słynącym z tematów religijnych. I jest bardzo skuteczny  – Memling przestaje być odległym o ponad 500 lat nieboszczykiem, o którego istnieniu świadczą jedynie historyczne zapiski i kilka machnięć pędzlem po desce. Staje się za to dobrze znanym, zupełnie swojskim „równym gościem”, który chodzi z kolegami na piwo, wpada na szalone pomysły oraz dwoi się i troi, by spełnić oczekiwania swoich zleceniodawców zgodnie z ideą „będzie Pan zadowolony!”. To chyba najlepszy patent na biografię – opisać swojego bohatera tak, żeby po prostu dał się lubić. W przypadku twórcy, o którego życiu nie wiadomo zbyt wiele, autor ma duże pole do popisu.

I chociaż początkowo drażniła mnie „kreska” rysownika (odniosłam wrażenie, że wszystko, co przedstawia jest podejrzanie obłe i zdaje się być włochate?), szybko się do niej przyzwyczaiłam. Okazało się również, że same obrazy ukazane zostały znacznie bardziej restrykcyjnie niż chociażby szczegóły anatomiczne bohaterów komiksu. W przeciwieństwie do biało-błękitno-szarej części narracyjnej, przedstawione zostały przy użyciu pełnej gamy kolorystycznej, co jest dużym plusem i na pewno ułatwi laikowi skojarzenie wizji rysownika z oryginałem.

Ten komiks to spora dawka specjalistycznych informacji nieobarczona specjalistycznym językiem. W dynamicznie rozwijającej się historii autor ukradkiem przemyca nowe pojęcia i „trudne słówka”, dzięki czemu lektura jest zarówno przyjemna, jak i pouczająca, szczególnie dla odbiorcy nie mającego dotychczas dużego kontaktu z językiem sztuki. To naprawdę sprytny sposób przekazywania wiedzy, która najzwyczajniej w świecie „sama wchodzi do głowy”.

To świetna alternatywa dla tradycyjnego wykładu, czy zdobywania wiedzy z nudnawej książki naukowej. Z pewnością będzie odświeżającym urozmaiceniem dla wszystkich uczniów, którzy zmierzą się z tą lekturą. Niejednokrotnie miałam wrażenie, że autor konstruuje swoją wypowiedź na podobnej zasadzie, z której korzystałam sama sporządzałam swoje notatki z wykładów – prosty język i zabawne porównania pomogą zapamiętać nawet najbardziej zagmatwane fakty, to znany fakt!

Bardzo się cieszę, że gdański ołtarz Memlinga doczekał się wreszcie promocji z prawdziwego zdarzenia. Jego niesamowity potencjał marketingowy już od dawna strasznie się marnował, wspaniale, że w końcu zaczęto z niego korzystać. Ślicznie poproszę więcej takich inicjatyw!

Łukasz Pawlak, Hans Memling. Malarz tego drugiego renesansu, Gdańsk: Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Josepha Conrada-Korzeniowskiego w Gdańsku, 2017, 48