Czas na czytanie: „Mechaniczny Książę” Cassandra Clare

O drugiej części „Diabelskich Maszyn” można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jest przejściowa.

Mortmain uciekł i w spokoju przygotowuje się do realizacji planu eksterminacji Nocnych Łowców. Tymczasem nad Charlotte i Henrym wisi widmo utraty kierownictwa nad Instytutem. Mają tylko dwa tygodnie, by dopaść Mistrza, nim zostanie im odebrana cała władza. Podczas gorączkowego śledztwa poznają nie tylko historię i motywy złoczyńcy, ale również jego niezwykłą zdolność przewidywania ich ruchów. A ta nie mogłaby mieć miejsca, gdyby nie kolejny szpieg wśród ich niewielkiej przecież, rodzinnej grupy…

Poznamy też historię samych Łowców od raczej mrocznej strony, jeszcze sprzed porozumień – jako organizację nie stroniąca od błędów w osądach, zbierającą łupy i trofea i nie przejmującą się konsekwencjami swoich działań.

Dowiemy się też jaki właściwie ma ze sobą problem William Herondale i będziemy my dzielnie kibicować w jego ogarnianiu. Będzie też całkiem sporo Magnusa w jego najkochańszym wydaniu. Poznamy też słynnego Woolsey’a Scotta.

Mimo to wciąż sporo tajemnic zostaje nierozwiązanych – wciąż nie wiadomo gdzie ukrywa się Mortmain i do czego jest mu potrzebna Tessa. Sama czarownica również nie za wiele dowiedziała się o swoim pochodzeniu i wyjątkowych mocach. Ale w jej życiu bynajmniej nie jest nudno, bo poza walką o utrzymanie Instytutu, ściganiem przestępcy i śledzeniem brata wraz z nową przyszywaną rodziną Nocnych Łowców, wikła się w spory ambaras emocjonalny. Jeśli w „Darach Anioła” mieliśmy zalążek miłosnego trójkąta między Clary, Jacem i Simonem, bo obaj kochali się w tej samej dziewczynie a ona ceniła ich obydwu, to tutaj mamy trójkątną dramę pełną gębą. Bo właściwie każdy kocha każdego i aż żal, że XIX wiek to niekoniecznie czas na życie w trójkącie długo i szczęśliwie, nawet wśród nieco luźniejszych konwenansów Nocnych Łowców. Ale pomarzyć zawsze można, prawda?

Jak myślicie, któremu z chłopców Tessa ostatecznie odda serce? I czy przyjaźń parabatai to przetrwa?

Cassandra Clare, Mechaniczny książę, Warszawa: Wydawnictwo MAG, 2012, 496 s.

~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~

Czas na czytanie: „Mechaniczny anioł” Cassanda Clare

Nie macie jeszcze dość Nocnych Łowców? Bo ja ani trochę! A tak naprawdę dopiero zaczynam się wspinać na ten lodowiec, bo po serii „Dary Anioła” czekają mnie jeszcze dwie inne trylogie i dwie kolejne są w trakcie wydawania. Nie mówiąc już o dodatkach.

Do „Diabelskich Maszyn” na początku nie mogłam się przełamać, bo to jednak właściwie zupełnie nowi bohaterowie – Tessa pojawiła się w DA zaledwie na mgnienie oka – i klimat zupełnie inny, więc swoje przeleżały na nocnej szafce wstydu. Wreszcie skusiły mnie pozytywne recenzje i obietnica rzucenia okiem do przeszłości Magnusa Bane’a. A jak już otworzyłam, to przepadłam.

Seria „Diabelskich Maszyn” to prequel do „Darów Anioła”, historia czarownicy Tessy Gray, Willa Herondale’a i Jema Carstairsa (co do którego mam podejrzenie graniczące z pewnością, że w ostatnich częściach DA miał już znaczącą rolę, choć pod innym przydomkiem).

Wraz z nastoletnią Tessą, przybyłą zza oceanu w poszukiwaniu starszego brata, zagłębimy się w deszczowy i niegościnny, steampunkowy, wiktoriański Londyn. I oczywiście wpadniemy w sam środek nadnaturalnej intrygi. Nie obędzie się bez porwania, pościgów, infiltracji wampirzych imprez, przyzywania demonów i krwawych bitew. W końcu z jakiegoś powodu życia Nefilim należą do tych raczej krótkich. Za to intensywnych.

Tajemniczy Klub Pandemonium gromadzi dżentelmenów o raczej wysublimowanych gustach – lubujących się w zgłębianiu okultystycznych i spirytystycznych tajemnic. Na jego czele stoi Mistrz zamieszany w eksperymenty z tworzeniem mechanicznych humanoidów. Jeśli uda się znaleźć sposób, by zasilić jego maszyny demoniczną energią, stworzy armię, której nikt nie zdoła stawić oporu. Z jakiegoś powodu niezbędna jest mu Tessa i jej wyjątkowe zdolności. Zdolności, których posiadania sama dziewczyna nie jest świadoma. I których wydobywanie nie będzie należało do przyjemnych.

Jak to u Clare, mamy tu cały wachlarz wyrazistych osobowości – od zagubionej dziewczyny, przez młodego gniewnego (jeśli Jace was wkurzał, to poczekajcie na Willa Herondale’a), sympatycznego i rozważnego Nocnego Łowcę zmagającego się ze śmiertelną chorobą, aż po szalonego ale dobrotliwego naukowca i kobietę z całych sił trzymającą to wszystko w kupie w świecie rządzonym przez mężczyzn. Zmienia się natomiast świat wokół nich, w końcu cofamy się w czasie aż do 1878 roku – choć Nefilim jak zwykle są raczej zamkniętą enklawą ignorującą świat zewnętrzny, czytelnik i tak liźnie nieco „klimatu epoki” – od gorsetów, loków i koronek, aż po niepokojący wydźwięk galopującego postępu technologicznego. A motocykle i taksówki zastępują konne pościgi i stateczne powozy.

No i dowiemy się skąd wziął się ekscentryczny kot Church!

Cassandra Clare, Mechaniczny anioł, Warszawa: Wydawnictwo MAG, 2010, 480 s.

~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~