Bajki Majki: „Trzy Kropki” Asia Olejarczyk, ilustracje Diana Karpowicz

Przygody trzech kropek to zdecydowanie najbardziej interaktywna książeczka, która dotychczas wpadła mi w ręce. Bo przecież książki dla dzieci nie muszą wcale służyć do czytania! Można je również oglądać, co praktykują przecież już zupełne maluszki, albo się nimi bawić! I to jest pierwsza świetna wiadomość – pozycja Asi Olejarczyk służy właśnie DO ZABAWY. A także stanowi wspaniały dowód na to, że książka potrafi być bardziej wciągająca niż niejedna gra.

Zależy wam, żeby dziecko grzecznie siedziało na kanapie (albo najlepiej przy swoim perfekcyjnie posprzątanym stoliku) i w ciszy, spokoju i skupieniu powoli przewracało kartki sycąc umysł tekstem, a oczy ilustracjami? W takim razie bardzo mi przykro, ale ta książeczka nie jest ani dla was ani dla waszych idealnie ułożonych dzieci. Jest to natomiast genialna propozycja dla małych urwisów! Bo „Trzy kropki” służy do kartkowania, potrząsania, zamykania, otwierania, przytulania, pocierania, pokazywania, łaskotania i obracania nią na wszystkie strony. Nakłania również do klaskania, liczenia, wytężania wzroku, tańczenia i przede wszystkim UŻYWANIA WYOBRAŹNI. Zapewniam, że dziecko na pewno nie będzie siedziało cicho podczas lektury. Ani, że będzie w ogóle siedziało, bo z istnieje spore prawdopodobieństwo, że będzie raczej biegało po domu w poszukiwaniu masy niezwykle potrzebnych przedmiotów – a to czapki, a to chusteczki do nosa… ale może zacznę od początku.

Na pierwszej stronie mały czytelnik poznaje trzech wesołych bohaterów – niebieskiego Kropka, czerwoną Kropkę i żółtego Kropusia – jednego z nich wybiera sobie na kompana do wspólnej zabawy. Kropeczka staje się przewodnikiem po książce i wraz z nią dziecko przeżywa przygody, rozwiązuje zagadki i wykonuje zadania skacząc po kartach książki jak po „chłopku” do gry w klasy.

Ta książeczka to przede wszystkim mnogość możliwości – można czytać ją praktycznie od dowolnej strony, z różnymi bohaterami i na wiele odmiennych sposobów wymyślając za każdym razem inną historię ułożoną z dostępnych wydarzeń. A i samych przygód jest mnóstwo – można zostać księżniczką, odwiedzić pełną drobiazgów graciarnię, wybrać się na bal, sprzątnąć zakurzone zakamarki rycerskiego zamku, wybrać się na jesienny spacer, położyć maluszka spać, albo… zaskoczyć kogoś pod prysznicem! Można też zrobić to wszystko na raz podczas jednej zabawy.

I ani się maluch nie obejrzy, a zupełnie niespodziewanie nauczy się i płynnie czytać i sprawnie operować liczbami. To po prostu tak zwany skutek uboczny świetnej zabawy. Ponadto książeczka rozwija spostrzegawczość, wyobraźnię, umiejętność myślenia przyczynowo skutkowego i kreatywne podejście do rozwiązywanych problemów.

Poza fantastycznym i naprawdę zajmującym pomysłem, książeczkę trzeba również pochwalić za świetne ilustracje – nieskomplikowane, a sympatyczne (czy można sobie wyobrazić prostszego bohatera niż kropka? A od zawsze przecież wiadomo, że kula to kształt idealny). W wesołych, ale nie jaskrawych kolorach, zaskakujące, zabawne, momentami naprawdę zakręcone i niestroniące od artystycznych „bazgrołów”.

Jeśli miałabym możliwość wprowadzenia jakiejś zmiany w „Trzech kropkach”, zaokrągliłabym rogi twardej oprawy. Książka jest w ciągłym ruchu – zamykana, otwierana obracana i machana w różnych kierunkach – ostrożności nigdy zbyt wiele.

Przyznaję, że moja półtoraroczna córka jest jeszcze trochę (trochę bardzo) za mała, by w pełni wykorzystać potencjał tej książeczki, ale i tak świetnie się bawimy podczas wspólnego czytania. A jak już w miarę ogarnie łączenie liter (wbrew pozorom w książce wcale nie ma dużo teksu, a duże, wyraźne litery dobrze sprawdzą się podczas pierwszych zmagań z czytaniem) i pozna cyferki to już w ogóle będzie czyste szaleństwo.

Asia Olejarczyk, Trzy kropki, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2017, 56 s.

Książeczkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości portalu sztukater.pl

Środa z Bajkowirem: „Odkryj, gdzie…” Guido van Genechten

Mój zachwyt książeczkami Genechtena trwa!

Dziś na Bajkowirze pojawiła się recenzja drugiej części cyku – „Odkryj, gdzie…” skupia się wyłącznie na zwierzątkach. I to nie tylko tych domowych! Otwierając okienko, maluch dowie się między innymi gdzie miś polarny szuka jedzenia, gdzie ptaszek karmi pisklęta i gdzie tak właściwie jest głowa dżdżownicy.

Ponadto ta książeczka jest chyba jeszcze bardziej humorystyczna niż poprzednia część (wiem, że jestem już na to zdecydowanie za stara, ale zawsze mnie bawią siusiające pieski. Na szczęście dzieciaki też uwielbiają „takie kwiatki”). A Majka zaśmiewa się za każdym razem jak tylko w dziurce pojawia się główka robaczka :D

Warto zwrócić uwagę, że rozkładane strony/okienka tworzą iluzję ruchu wprowadzając małego mola książkowego w proste podstawy animacji poklatkowej.

Całą recenzję można przeczytać TUTAJ, serdecznie zapraszam!

Bajki Majki: „Odkryj, co…” Guido van Genechten

Nie będę owijać w bawełnę – ta seria jest genialna! „Odkryj…” to cykl trzech rozkładanych książeczek odpowiadających na niektóre z setek pytań, jakie potrafi wyrzucić z siebie maluch w przeciągu minuty.

„Odkryj, co…” to część, która skupia się na poszukiwaniu porównań i skojarzeń między przedmiotami, a częściami ciała przeróżnych zwierzątek. Siedem sytuacji to siedem przedmiotów, siedmioro milusińskich i siedem odpowiedzi, które choć w niewielkim stopniu mają szansę zaspokoić nienasyconą dziecięcą ciekawość. Otwierając okienko, maluch dowie się między innymi jakie zwierzątko wygląda jak muchomor, kto przypomina piłę i co wygląda jak banan. Ta lektura to świetny trening spostrzegawczości i kojarzenia faktów. Rozwija słownictwo, zwraca uwagę na pozornie nieistotne szczegóły, utrwala nazwy i zwyczaje zwierząt, pobudza ciekawość i wyobraźnię.

A rozkładane strony/okienka tworzą iluzję ruchu wprowadzając małego mola książkowego w proste podstawy animacji poklatkowej, a cała sytuacja wygląda zupełnie jak magiczna sztuczka – czary mary i zamiast sznurka widzimy kameleona z naprawdę długaśnym językiem.

Nieskomplikowane i przejrzyste a jednocześnie bardzo estetyczne i niepozbawione humoru (niektóre porównania są naprawdę zabawne i zaskakujące!) ilustracje podbiją serca zarówno dzieci, jak i rodziców. Użyte kolory są wesołe, kontrastowe i soczyste, a postacie przedstawione zostały bez zbędnej infantylizacji. Ilustracjom towarzyszy minimum tekstu sprowadzonego wyłącznie do pytania i odpowiedzi, co podkreśla oszczędną, pozbawioną zbędnych ozdobników formę książki.

Delikatnie usztywniane strony są „etapem przejściowym” między kartonówką, a klasyczną książką. Idealnie sprawdzą się u dziecka w wieku zbliżonym do dwóch lat, które rozumie już, że smakowanie literatury nie ma zbyt wiele wspólnego z jej jedzeniem, a szarpana książka ulega zniszczeniu. Okienka/rozkładanki nie są małymi elementami, dzięki czemu zdają się być nieco bardziej odporne na atak małych ciekawskich paluszków. A porządna, twarda okładka z zaokrąglonymi bezpiecznie brzegami naprostuje ewentualne zagniecenia powstałe podczas zbyt entuzjastycznej lektury.

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to małym zgrzytem są kropeczki biedronki – białe, zamiast czarne, jak natura przykazała. Jednak gdyby kurczowo trzymać się prawdy, porównanie z muchomorem nie miałoby racji bytu. Nie mogę się doczekać, aż moja córa wyłapie ten błąd – pochwalę ją za spostrzegawczość!

Oryginalny pomysł, sympatyczni bohaterowie, przemyślana forma, staranne wykonanie, a także humor i zaskoczenie malujące uśmiechy na bobasowych buźkach – właśnie to uwielbiam w pozycjach dla dzieci. Wszystkie części tej serii można kupować w ciemno, są strzałem w dziesiątkę.

Guido van Genechten, Odkryj, co…, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2016, 30 s.

Środa z Bajkowirem: „Szukaj, łącz, poznawaj. Kolorowe zwierzęta”

BookATron bookATronem, ale Środa z Bajkowirem musi być!

Dzisiaj parę słów o książeczce z ruchomymi klapkami, będącej świetną pomocą przy treningu spostrzegawczości, nauce kolorów i rozwijaniu słownictwa o tematyce zwierzęcej.  Sympatyczne pyszczki bohaterów i intrygująca forma zachęcą każdego molika książkowego do edukacyjnej zabawy w „małego detektywa”.

Recenzję można przeczytać TUTAJ, serdecznie zapraszam!