Bajki Majki: „Tak wiele rzeczy. So many things” Maya Hanish

Zadam retoryczne pytanie – czy zdarza Wam się czasem wejść do dziecięcego pokoju i zastać tam krajobraz jak po wybuchu bomby? Że bez szufli w ogóle nie podchodź? No właśnie.

Podobne uczucie towarzyszy mi za każdym razem, gdy otwieramy z Majką tą książkę, tylko, że w tym przypadku nie trzeba sprzątać, a to ogromny plus!

Ten przepiękny polsko-angielski słownik obrazkowy podzielony jest na 17 bardzo różnorodnych działów. Każda rozkładówka jest poświęcona osobnemu tematowi (z wyjątkiem zwierząt i sprzętów domowych, którym poświęcono aż po 4 strony) i tłoczą się na niej związane z nim przedmioty. Dzięki temu zajrzymy nie tylko do ogrodu i na targ, do domu, na plażę, do supermarketu czy na wieś, ale przyjrzymy się również różnorodnym elementom garderoby, zjawiskom pogodowym, kwiatom, ptakom, a nawet sportom.

Niektóre słowa są oczywiste, znajdziemy tu kota, psa, autobus i jabłko, inne natomiast mogą stanowić zaskoczenie, jak na przykład solnisko, kryjąca się wśród zwierzęcych kuzynów impala, czy koryfena (po angielsku mahi mahi! – aż musiałam zawołać Wujka Google na pomoc). Podejrzewam, że w nikim nie wzbudzi to zdumienia, ale moja ulubiona sekcja to ta poświęcona jedzeniu, tu też znajdziemy najwięcej obco brzmiących nazw, co może być świetnym punktem wyjścia do rozmowy o różnych krajach i ich tradycyjnych potrawach. Koktajl z krewetek, bajgiel, taco, camembert, empanadas, guacamole, pierożki dom-sum, paella – zdecydowanie jestem entuzjastką poznawania świata od jego kulinarnej strony. Szczególnie, że tuż obok znajdziemy swojskie jajko sadzone, sernik, jogurt, czy naleśniki. A na stronie z supermarketowymi półkami nawet mortadelę!

Poza rozwijaniem słownictwa i ćwiczeniem angielskiego, książka z powodzeniem może pełnić funkcję wyszukiwanki – świetnego treningu spostrzegawczości i cierpliwości– jest bowiem tak kolorowa i pełna szczegółów, że czasem naprawdę niełatwo coś znaleźć. I te przepiękne wycinankowe ilustracje – przekolorowe, a jednak bez grama pstrokacizny, niebanalne i dopracowane w najmniejszych szczegółach!

Sugerowany wiek odbiorcy to 0-6 lat i jak najbardziej można oglądać ją z dziećmi od zupełnego maluszka, ale ze względu na spory format, ostre rogi i delikatne (zupełnie nie ślionoodporne!), papierowe strony polecam już bardziej zaawansowanym w czytaniu przedszkolakom. Oczywiście z rodzicem, bo można nieźle w nią wsiąknąć niezależnie od wieku.

PS. Tylko angielskie „statue” przetłumaczyłabym jako „pomnik”, nie „statuę”, bo tam ktoś na koniu siedzi.

Maya Hanish, Tak wiele rzeczy. So many things, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2019, 48 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Maluch odkrywa świat. Pierwszy słowniczek obrazkowy. Wokół nas” .

Maja wciąż uparcie nie mówi, chociaż potrafi bardzo dobrze dopiąć swego pokazując dany przedmiot i piszcząc wniebogłosy. Jednak nowe wyrazy chłonie jak gąbka i zapytana o dany przedmiot w większości przypadków potrafi go pokazać albo przynieść (jeśli oczywiście akurat ma na to ochotę). Dlatego też dbamy o rozwój słownictwa, szczególnie, że poznawanie świata to przecież świetna zabawa.

Słowniczki obrazkowe ze zdjęciami, to u nas ostatnio prawdziwy szał. Można pokazywać obrazki paluszkiem i szukać ich odpowiedników w najbliższym otoczeniu. Chyba najfajniejszą propozycją, jaką dotąd wspólnie testowałyśmy okazał się być „Maluch okrywa świat. Pierwszy słowniczek obrazkowy” wybrałam dla Majki część „Wokół nas” ze względu na jego różnorodność, ale w serii jest jeszcze siedem innych tomików o różnej tematyce.

Ta kwadratowa, całokartonowa książeczka została podzielona na pięć sekcji tematycznych – po jednej na dwie strony. Dzięki temu znajdziemy w niej zdjęcia zwierząt, roślin i przedmiotów, które spotkać można w kilku miejscach – na spacerze, w sklepie, na ulicach, w przedszkolu, i w domu. Odkąd za oknem zrobiło się naprawdę ładnie, słowniczek towarzyszy nam podczas spacerów – okazało się, że nieco większy format jest bardzo poręczny podczas oglądania w wózku – i porównujemy napotkane przedmioty z tymi sfotografowanymi w książce. I chociaż w naszej okolicy nie trafiłyśmy jeszcze na ani jeden hydrant, a wszystkie mijane koty są kolorowe zamiast czarne, to zabawa jest przednia, a spacery zmieniają się w pierwsze detektywistyczne przygody.

Ta lektura świetnie rozwija słownictwo, wzbudza zainteresowanie zupełnie nowymi przedmiotami (na przykład śmietnikami ku mojej wielkiej rozpaczy :( ), zwraca uwagę na podobieństwa i różnice oraz wspomaga ćwiczenie spostrzegawczości. Mam również nadzieję, że opisywanie obrazków i powtarzanie ich nazw wspomaga rozwój mowy u mojego leniuszka. W dodatku jest po prostu pancerna (kilka razy razy spadła nam na chodnik i raz w błoto, czego zupełnie po niej nie widać!) i naprawdę ładnie rozwiązana wizualnie, a cena jest całkiem przystępna.

Obie bardzo polecamy do oglądania w domu i poza nim!

Maluch odkrywa świat. Pierwszy słowniczek obrazkowy. Wokół nas, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2016, 10 s.