Czas na czytanie: „Włoski nauczyciel” Tom Rachman

„W młodości Pinch uważał relacje między ludźmi za azyl dla tych, którzy nie potrafią tworzyć sztuki. Może sztuka jest azylem dla tych, który nie potrafią się wiązać z innymi ludźmi?

Nie dajcie się zwieść ślicznej okładce w energetycznych barwach – tuż za nią kryje się opis wyjątkowo smutnego życia. Życia chłopca, który nie potrafi definiować siebie bez wpływu swego ojca, słynnego na cały świat malarza, niestałego w uczuciach i obietnicach egotyka. Ojca nawykłego traktować dzieci jak nudzące się i wychodzące z mody przedmioty średniej wartości, od czasu do czasu łaskawie obdarzający swój stale powiększający się przychówek ochłapami uwagi. Łamacza serc i żyć.

Co wolno artyście? Czy geniusz jest usprawiedliwieniem dla arogancji, ignorancji i okrucieństwa? Czy wrażliwość artystyczna idzie w parze z wrażliwością na drugiego człowieka?

Jak łatwo zniszczyć młodego człowieka już na samym początku jego drogi? Jak to możliwe, że mijają całe lata rozczarowań, nim pewne autorytety wreszcie upadają?

Świetnie napisana opowieść obnażająca nie tylko bezwzględność wybitnych umysłów i kapryśnego świata sztuki, ale przede wszystkim ciężar odpowiedzialności, który spoczywa na rodzicach w procesie kształtowania się dziecka.

To książka o poszukiwaniu własnej tożsamości, potrzebie akceptacji, złych decyzjach, ślepym oddaniu fałszywym idolom, braku wiary we własne możliwości, niespełnieniu i oszałamiającej samotności. O zgubnych skutkach dążenia do ideału za wszelka cenę. O pragnieniu nieśmiertelności i nieodpowiednio ustawionych priorytetach. O genialnym fałszerstwie i gigantycznym przekręcie popełnionym ze szlachetnych pobudek. O prawdziwej przyjaźni, potrzebie miłości i wielkości, która nigdy nie doczeka się poklasku.

Porywająca, ekscytująca i jednocześnie strasznie smutna. Dramat, kryminał, romans i powieść psychologiczna jednocześnie. Niedefiniowalna, jak zresztą większość sztuki współczesnej.

Tom Rachman, Włoski nauczyciel, Kraków: Wydawnictwo Znak Literanova, 2019, 445 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Literanova.

Bajki Majki: PRZEDPREMIEROWO „Małe Licho i anioł z kamienia” Marta Kisiel

Moja ukochana, nadprzyrodzona hipisowska komuna powraca!

I na dzień dobry ulega rozbiciu. Ze względu na zupełnie niespodziewane okoliczności spowodowane podstępnym wirusem VZV (tak właśnie kończy się nadmierna integracja ze światem zewnętrznym…) Bożek, coraz rzadziej zwany Niebożątkiem, musi zostać ewakuowany z domu w trybie pilnym. A czy może być lepszy pomysł na pozbycie się dziecka w zimowe ferie, jak zesłanie go do zamieszkałej w ciemnej, leśnej głuszy ciotki-lekarki, z olbrzymim zapasem ocieplanych majtek w torbie i aniołem stróżem do kompletu? Nic nie zapowiada, że spokojne, leniwe wakacje bez bieżącej wody i energii elektrycznej mogą stać się prawdziwym piekłem

Druga książka Marty Kisiel dedykowana dzieciom łączy ze sobą dwa podcykle „Dożywocia”, nie ma przecież lepszego miejsca na spotkanie sił niebiańskich i piekielnych, niż zgliszcza Lichotki.

Jak na mój gust było nieco za mało Licha, ale dzięki temu Bożek – nieco na siłę wyciągnięty spod opiekuńczych skrzydeł Liszka i Konrada – nie tylko ma szansę rozwinąć relacje z innymi bohaterami, ale również nieco dorosnąć. Na tyle, na ile dorosnąć może ośmioletni pół chłopiec, pół widmo, pół glut z romantycznej krwi zrodzony.

Po raz kolejny błyskotliwa i zabawna opowieść ocieka życiową mądrością (i glutami). To chyba najfajniejszy (a na pewno najbardziej nadprzyrodzony) wykład o empatii, trosce, nie ocenianiu po pozorach, dbaniu o własną indywidualność i odpowiedzialności za drugiego człowieka (istotę?), z jakim miałam do czynienia. I przy okazji cenna nauczka, że próby zadowolenia innych nie zawsze przynoszą oczekiwane efekty. A nadopiekuńcza troska nigdy chyba nie będzie pozytywnie odbierana. Szczególnie przez przedstawicieli młodszej młodzieży. Oj tak, tego rodzaju lekcje potrzebne są nie tylko dzieciom!

Pełna indywidualności aż po same brzegi, kipiąca humorem i doprawiona do smaku klimatyczną, grobową poezją. Świetna zabawa murowana, niezależnie od wieku czytelnika.

Eh, do Czorta! To po prostu kolejna świetna książka!

Marta Kisiel, Małe Licho i anioł z kamienia, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2019,  304 s. (premiera 30.10.2019)

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

 

Czas na czytanie: PREMIEROWO „Wiara, miłość, śmierć” Peter Gellert, Jörg Reiter

Nie wiem, czy to jesienno-zimowa, ponura aura wzbudza we mnie apetyt na krwawe morderstwa, ale ostatnio wyjątkowo często sięgam po kryminały.

Tym razem głównym bohaterem jest policyjny duchowny, który kierując się powołaniem wyraźnie się z nim minął. Bo zdecydowanie lepiej czuje się w roli odkrywającego prawdę, niż pocieszyciela zbłąkanych owieczek. To ewidentnie człowiek akcji i akcja to chyba wyczuwa, bo jakimś cudem stale jest w jej centrum.

A kiedy ocalony przez niego samobójca zostaje znaleziony martwy zaledwie kilka godzin później, Martin Bauer nie potrafi zostawić tej sprawy w spokoju wściubiając nos w każdy szczegół i przez przypadek odkrywa spiralę zbrodni ciągnącą się od prawie 25 lat. A potem staje przed tragicznym wyborem ratowania własnej córki albo chłopca, którego obiecał sobie uchronić przed złem.

Podążając za podsuwanymi przez autorów wskazówkami, nie jest czytelnikowi trudno odgadnąć co tak naprawdę się wydarzyło tak samo szybko, albo nawet szybciej, niż główny bohater. Trzeba więc powiedzieć, że „Wiara, miłość, śmierć” jest w pewnym stopniu przewidywalna, ale jako kompletny laik w temacie kryminałów, osobiście lubię ten rodzaj przewidywalności. I to satysfakcjonujące uczucie „Ha! Wiedziałam, że to on!” tuż po oficjalnym rozwiązaniu zagadki.

Co wyróżnia tą książkę na tle innych kryminałów, które czytałam? Zdecydowanie sposób pracy głównych bohaterów. Tak, jak samozwańcze śledztwo osoby nie mającej uprawnień policjanta, za to przekonanej o swojej racji jest czymś popularnym, tak postać Vereny i jej związek z Bauerem już niekoniecznie. Tak naprawdę to śledcza prowadzi dochodzenie, a duchowny tylko patrzy jej przez ramię. Mimo to to jemu tutaj zależy i to on drąży dalej, nawet, kiedy sprawa jest uważana za zakończoną. Nie są partnerami, nie współpracują, a jednak wzajemnie sobie pomagają rzadko aprobując wybory drugiego, nieco się wykorzystują i chronią sobie tyłki. Ta niezależna zależność ma w sobie coś intrygującego i choćby dla niej chętnie sięgnę po kolejne tomy.

A poza tym mamy tu całe spektrum efektów specjalnych – skakanie z mostu (i ogólnie wyjątkowo dużo upadków), uzbrojonych nastolatków z burzą hormonów, pościgi samochodowe, rumuńskie prostytutki uciekające z miejsca pracy, poprzewracane tiry, małżeńskie zdrady, skorumpowanych urzędników państwowych, młodzieńcze porywy serca (zarówno w kierunku płci przeciwnej, jak i koncepcji naprawiania świata), obławy antyterrorystów, ciężar rodzicielstwa, mafijne porachunki, pacyfikowane zamieszki, zaginione dzieci i sesje buddyjskiej medytacji. A wszystko to w atmosferze nadciągającego huraganu.

Nie można nie wspomnieć również o kwestii wiary, która towarzyszy Bauerowi na każdym kroku – to duchowny „wyluzowany” – wątpiący, stale zmagający się z dogmatami Pisma, zawierający umowy z Bogiem i zawierzający intuicji, jako boskiemu natchnieniu. Fajny z niego ksiądz, pewnie dlatego, że protestancki – normalny facet zmagający się z problemami normalnych ludzi. A przy tym trochę James Bond w sutannie. To się chyba wtedy nazywa „Ojciec Mateusz”. Tylko bez sutanny, bo pastorzy w końcu nie noszą.

Chociaż nie można powiedzieć, że książka stale trzyma w napięciu, to jednak ciągle się coś dzieje, przez praktycznie nie zauważyłam, kiedy minęło 400 stron. Naprawdę dobrze się czyta.

Obszerny fragment powieści możecie przeczytać TUTAJ.

Peter Gellert, Jörg Reiter, Wiara, miłość, śmierć, Kraków: Wydawnictwo Initium, 2019, 416 s.

Bajki Majki: „Małe Licho i tajemnica Niebożątka” Marta Kisiel

Dziewięcioletni Bożydar ma niestandardowe imię, niestandardową rodzinę i mieszka w niestandardowym domu. Ma swojego prywatnego (przeuroczego!) anioła stróża i wujka, który stale struga wariata. Pradawny potwór szykuje mu wymyślne posiłki, zamiast komiksów czytuje poezję, a trzy niemieckie widma odgrywają z nim na strychu sztuki teatralne.

Aha, a jego tata jest glutem.

Oj tak, Bożek ma odjechane życie i jest z niego absolutnie zadowolony. Do czasu, aż nie pójdzie do szkoły, gdzie usłyszy, że jest „dziwakiem”. Wtedy stanie się wyjątkowo naburmuszonym Niebożątkiem.

To piękna historia o dorastaniu (a jak wszyscy doskonale wiemy, dorastanie to trauma życia) i uczeniu się funkcjonowania w społeczeństwie. O potędze wyobraźni, przyjaźni, odwadze bycia innym i tolerancji.

To fantastycznie upiorna przygoda, która wywołuje ciarki na plecach i gęsią skórkę na przedramionach. Bo wraz z bohaterami trafimy w zaświaty, gdzie tak samo łatwo o śmiertelne zagrożenie, jak o śluz na butach. Pamiętam z jaką pełną grozy fascynacją czytałam w dzieciństwie „Króla Olch”. Od tamtego czasu zdążyłam już trochę dorosnąć, a okazało się, że jakoś wcale nie jest mniej strasznie.

A jednocześnie ta książka bywa tak uroczo, puchato przekochana, że nie wiem co.

Jest fenomenalna pod względem literackim. Zabawna, prawdziwa i pełna mądrości. Zmusza do niekontrolowanych prychnięć śmiechem i poruszą ważną tematykę. Wyciąga za uszy własne wspomnienia z dzieciństwa i zmusza do mądrego (i nieco zrezygnowanego) kiwania głową nad trudami rodzicielstwa. Czyta się ją jednym tchem i pragnie się więcej.

„Nie możesz go zawsze prowadzić za rękę (…). Czasem niestety musisz się wycofać i patrzeć jako sobie radzi sam. Nawet wtedy, kiedy chciałbyś wkroczyć najbardziej.”

Polecam z całego serca i dzieciom i dzieciatym. Kocham tą książę za przypomnienie moich ulubionych lektur z dzieciństwa, za poczucie humoru, za gluty, pflompanie, za Licho i brokat wymieszany z piaskiem. „Małe Licho” pięknym telemarkiem ląduje na liście moich najukochańszych czytadeł ever. Tuż obok „Tam, gdzie spadają anioły” Terakowskiej.

Genialny klimat na nadchodzące Halloween.

Marta Kisiel, Małe Licho i tajemnica Niebożątka, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2018,  208 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

Bajki Majki: Książeczki o tatusiach na Dzień Taty i nie tylko

Mamusie mają pod tym względem trochę łatwiej, bo maj jest cały ich (no i majówki). A początek czerwca zdominowany jest przez bardzo ważne święto jakim jest Dzień Dziecka i z tego powodu o Dniu Ojca czasami trochę się zapomina. Ale nie u nas! Tata trafił nam się niezastąpiony i już od dłuższego czasu malujemy laurki, szykujemy niespodzianki i czytamy tatusiowe książeczki.

Bo tatusiów w literaturze dziecięcej jest równie dużo, co mamuś, jeśli nawet nie więcej. I są superowi! Tata Basi przysypiający na kanapie kiedy tylko nie musi stawiać czoła swojej trójce urwisów czy pełen spokoju i dystansu do siebie Tata Świnka towarzyszą nam na co dzień podczas wspólnego czytania. Dzisiaj skupimy się jednak na książkach poświęconych tatom od początku do końca. W końcu już niedługo ich święto!

„Mój tata” Anthony Browne – mądry jak sowa, czy szurnięty jak szczotka? A może i jedno i drugie? Jaki jest Wasz tata, a jaki tata waszych dzieci? Ta urocza kartonówka pozwala spojrzeć na tatusiów oczami dziecka – to chwile zdumienia ich nadzwyczajnymi umiejętnościami i mnóstwo zabawnych zwierzęcych porównań z zakończeniem chwytającym za serducho. Tatusiowie są super!

Anthony Browne, Mój tata, Warszawa: Wydawnictwo Dwie Siostry, 2016, 24 s.

„Lusia i przyjaciele. Pisklęta” Marianne Dubuc – teraz chwila na uroczość. Ta mała, całokartonowa książeczka nie ma szczególnie wiele tekstu, ale niesie za sobą piękne przesłanie. I jakby nie patrzeć, jest o adopcji. Lusia wraz z przyjaciółmi znajdują jajka. Razem ze ślimakiem Adrianem próbują je wysiedzieć, ale okazuje się, że nie ma potrzeby – maluszki już się wykluwają i… biorą Adriana za swoją mamę. Ślimak jednak nie jest w stanie ogrzać marznących kurczaczków, szukają więc jakiegoś ciepłego, przytulnego gniazdka. A kiedy okazuje się, że kępka mchu, w którym schowały się pisklęta to groźny niedźwiedź Adrian… maluszki biorą go za tatę. A ten wzruszony postanawia się nimi zaopiekować.

Marianne Dubuc, Lusia i przyjaciele. Pisklęta, Sopot: Wydawnictwo Łajka, 2017, 20 s.

„Kochany tatuś” Agnieszka Frączek, Elen Lescolat – pozycja analogiczna do „Kochanej mamusi” opisywanej we wpisie z okazji Dnia Matki. Wielkookie (i czasami trochę zezowate), miękko malowane postacie w dużymi buziami, miękka okładka, pastelowe kolory i nieskomplikowana, pisana rytmicznym wierszem treść to znaki rozpoznawcze tej pozycji. A jednak ta książeczka jakoś podobała mi się trochę bardziej, niż część o mamach – to prawda, taka jest bohaterem i zabawa z nim to wielka frajda. Ale jest też człowiekiem – czasem ma zły humor, czasem jest strasznie zapracowany, czasami nawet on potrzebuje pocieszenia i troski (a ta dziecięca działa najlepiej). I to jest wielka zaleta tej pozycji. Podobnie jak uniwersalność taty. Wbrew stereotypom tata żadnego wyzwania się nie boi – ani pieczenia ciasta, ani szycia, ani balu dla lalek. To jest dopiero Supertata. Prawie taki, jak nasz!

Agnieszka Frączek, Elen Lescoat, Kochany tatuś, Bielsko-Biała: Wydawnictwo Debit, 2010, 30 s.

~ Książeczkę przeczytałyśmy w ramach wyzwania WyPożyczone 2018 ~

„Gdzie jest konik morski” Anita Bijsterbosch – kiedy gubi się maluch winny jest najprawdopodobniej tata. Co prawda upilnowanie dziesięciorga rozpływanych maluchów to nie bułka z masłem, ale zgubę trzeba szybko odnaleźć. Tato konik morski szuka więc wszędzie – pod kamieniem, w jaskini, za i w muszlach, w rafie koralowej… znajduje jednak tylko inne dzieci morskich żyjątek pilnowane przez swoich tatusiów – jednego wielorybka, dwie małe rozdymki, trzy żółwiki…

Ta fascynująca książeczka z okienkami zabiera nas na wycieczkę w wodne odmęty pełne tak lubianych przez moją córkę morskich stworzeń. I jest to przy okazji podróż do krainy cyfr utrwalająca liczenie od 1 do 10. Okienka ćwiczą małą motorykę i nie pozwalają się nudzić, poszukiwania budują napięcie, a szczęśliwe zakończenie wywołuje uśmiech na twarzy. Absolutny must have!

Anita Bijsterbosch, Gdzie jest konik morski?, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2016, 28 s.

„Konik morski” Eric Carle – podwodni tatusiowie cieszą się powodzeniem, w tej zaskakującej książeczce z szybkami mamy ich cały przegląd. Maluszki dowiedzą się jak rybi tatusiowie pilnują złożonych przez partnerki jajeczek – inaczej ciernik, tilapia, kurtus, iglicznia i sumik. I jeszcze inaczej konik morski. Każdy z nich ma na to swój sposób, ale robią to z jednakim zaangażowaniem. Przypominają trochę pełen tatusiów plac zabaw sobotnim przedpołudniem. Sympatyczna, bardzo kolorowa i pełna niespodzianek kartonówka dla najmłodszych ćwicząca spostrzegawczość i koncentrację małego czytelnika.

Eric Carle, Konik morski, Warszawa: Wydawnictwo Tatarak, 2016, 34 s.

„Mój tato jest niedźwiedziem” Nicola Conelly, Annie White – nie zapominajmy również o niedźwiedzich tatusiach! Ta krótka historia to analiza taty okiem dziecka. Karolek zauważa, ze jego tata jest niedźwiedziem, sprawdza więc wszystkie jego „parametry” (niedźwiedzi brzuszek, łapy, puchatość) oraz umiejętności, jak spanie na drzewie i zdobywanie miodu. Mimo to wciąż nie dowierza i pyta „Tato, czy ty naprawdę jesteś niedźwiedziem?”. A kiedy tata demonstruje mu prawdziwy niedźwiedzi uścisk, nie ma już miejsca na żadne wątpliwości.

Nicola Conelly, Annie White, Mój tato jest niedźwiedziem, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2016, 36 s.

„Proszę mnie przytulić” Przemysław Wechterowicz, Emilia Dziubak – Najwyraźniej uściski i miśki chodzą parami. Bo czy jest lepszy sposób na udany dzień niż, mocno się do kogoś przytulić? Na pewno nie! I przy okazji to wspaniały sposób na poprawę humoru. I jeszcze na wiele innych rzeczy! Niedźwiadek i jego tata chcą sprawić, alby każdy mieszkaniec lasu miał tego dnia taki miły akcent, podążają więc ścieżką i rozdają mocne przytulasy każdemu, kto stanie na ich drodze. Swoją misję wykonują bardzo rzetelnie aż nie orientują się, że… zapomnieli przytulić siebie wzajemnie.
Superkochana opowieść o dobroczynnym wpływie przytulania się, otwartości na innych i uczeniu dzieci tego, co w życiu ważne. Z humorem, morałem i genialnymi ilustracjami Emilii Dziubak.

Przemysław Wechterowicz, Emilia Dziubak, Proszę mnie przytulić, Warszawa: Wydawnictwo Ezop, 2017, 36 s.

„Co mi powiedział tata” Astrid Desbordes, Pauline Martin – trzecia książka z cyklu o Archibaldzie to zbiór rad i mądrości, jakimi tata dzieli się ze swoim małym synkiem. Znajduje wyjście z każdej sytuacji i rozwiewa wszystkie lęki związane z tą wielką podróżą, jaką jest życie. Tata ma radę na poczucie osamotnienia, na grzęźnięcie w błocie, a nawet na smutek i strach. Jak zawsze w kontrastowych, pastelowych kolorach. I jak zawsze pozostawia ciepło w sercu.

Astrid Desbordes, Pauline Martin, Co mi powiedział tata, Warszawa: Wydawnictwo Entliczek, 2018, 44 s.

~ Książeczkę przeczytałyśmy w ramach wyzwania WyPożyczone 2018 ~

„Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham” Sam McBratney, Anita Jeram – ta książka pojawia się na blogu przy wielu okazjach głównie dlatego, że uwielbiamy ją całą rodziną już od mojego dzieciństwa i każdy pretekst jest dobry, by przeczytać ją razem. Piękna, ciepła i przekochana historia o rodzicielskiej miłości i próba nazwania nienazwalanego. Kto kogo kocha bardziej? Czy miłość da się zmierzyć? Zawsze warto  próbować!

Sam McBratney, Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham, Warszawa: Egmont, 2004, 32 s.

„Basia i przyjaciela. Anielka” Zofia Stanecka, Małgorzata Oklejak – co prawda miałam dać spokój tatusiom w rozbudowanych seriach, ale w przypadku tej części Basi, wcale nie chodzi o tatę głównej bohaterki, a o tatę jej najlepszej przyjaciółki. Tata Anielki jest dość beztroskim artystą performerem, którego stale nosi po świecie. Tym razem dzwonił, że przyjedzie w sobotę, wobec czego Anielka wypatruje go przez okno od samego rana. A taty nie ma i nie ma…
To poruszająca historia o oczekiwaniu na tatę. O przywiązaniu do rodzica i o tym jak duży wpływ na dzieci mają nasze obietnice. „Anielka” zdecydowanie daje do myślenia.

Zofia Stanecka, Małgorzata Oklejak, Basia i przyjaciele. Anielka, Warszawa: Egmont Polska, 2016, 26 s.

~ Książeczkę przeczytałyśmy w ramach wyzwania WyPożyczone 2018 ~

„Jak tata pokazał mi wszechświat” Ulf Stark, Eva Ericksson – książka o różnicach w postrzeganiu świata przez dziecko i przez dorosłego. O tym, że kiedy ma się dziecko, nic nigdy nie idzie zgodnie z planem i o tym, że czasami sama podróż jest równie atrakcyjna jak cel wędrówki. A podróż z tatą to już w ogóle.

Ulf Stark, Eva Ericksson, Jak tata pokazał mi wszechświat, Poznań: Wydawnictwo Zakamarki, 2008, 28 s.

Wszystkiego dobrego Tatusiowie! Kochamy Was!

Bajki Majki: Maluszkom o miłości

Miłość jest (a przynajmniej tak było w przypadku Majki) pierwszym wyższym uczuciem, z którym spotyka się dziecko w chwili narodzin. I potem już towarzyszy mu przez całe życie. Nie ważne, czy jest to miłość rodzicielska, platoniczna, romantyczna, braterska, nieszczęśliwa czy uskrzydlająca – od tej emocji nie można uciec. Dlatego lepiej oswoić się z nią już na wstępie.

Kocham Cię Mamo! – czyli o miłości rodzicielskiej

„Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham” Sam McBratney, Anita Jeram – jedna najukochańszych książek mojego dzieciństwa. Duży Brązowy Zając i Mały Zającek prześcigają się w jak najdokładniejszym opisywaniu swojej miłości. Ciepła, niesamowicie wzruszająca opowieść o emocji wymykającej się definicjom, o zrozumieniu i dziecięcym postrzeganiu świata.

Sam McBratney, Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham, Warszawa: Egmont, 2004, 32 s.

„Miłość” Astrid Desbordes, Pauline Martin – mama kocha zawsze – nie tylko kiedy Archibald jest grzeczny, czyściutki i akurat się przytulają, ale nawet wtedy, gdy czasem skrzyczy swojego małego psotnika. Ta mądra i niezwykle prawdziwa opowieść pięknie obrazuje stałość rodzicielskich uczuć i poczucie bezpieczeństwa, jakie potrafi dać tylko mama.

Astrid Desbordes, Pauline Martin, Miłość, Warszawa: Wydawnictwo Entliczek, 2016, 44 s.

„Moja Mama” i „Mój Tata” Anthony Browne – no właśnie, nikt nie kocha nas tak mocno, jak nasi rodzice. A za co my ich kochamy? Wszystkie te pozornie niewielki rzeczy, które składają się na codzienność rodziców, a w dziecięcych oczach zyskują niezwykłe znaczenie zebrane zostały w tych dwóch niewielkich kartonówkach. Autror z przymrużeniem oka zgaduje kim rodzice mogliby być, gdyby nie byli właśnie rodzicami i kim są nimi będąc. Co dla dorosłego nie jest wcale takie oczywiste.

Anthony Browne, Moja mama, Warszawa: Wydawnictwo Dwie Siostry, 2016, 24 s.
Anthony Browne, Mój tata, Warszawa: Wydawnictwo Dwie Siostry, 2016, 24 s.

„Pisklak” Dorota Gellner – krótka, humorystyczna opowieść o bezwarunkowej miłości. Pełna ciepła rodzicielskich uczuć, radości z sukcesów i komfortu, jaki daje wsparcie bliskich. Jedna z tych pozycji, które bawią i równocześnie robi się od nich po prostu ciepło na serduchu.

Dorota Gellner, Jona Jung, Pisklak, Warszawa: Wydawnictwo Bajka, 2017, 24 s.

„Kicia Kocia i Nunuś. Kochamy!” Anita Głowińska – jak zazwyczaj nie jestem wielką fanką Kici Koci, tak ta pozycja jest bardzo sympatyczna. Kocia rodzeństwo spędza wspólnie czas, jest dla siebie wyrozumiałe i wspiera sie wzajemnie. Bardzo fajna książeczka o miłości, ale i o posiadaniu braciszka lub siostrzyczki.

Anita Głowińska, Kicia Kocia i Nunuś. Kochamy!, Poznań: Wydawnictwo Media Rodzina, 2017, 16 s.

~ Książeczkę przeczytałyśmy w ramach wyzwania WyPożyczone 2018 ~

Co to za dziwne uczucie? O emocjach i pierwszych porywach serca.

„W moim sercu. Księga uczuć” Jo Witek, Christine Roussey – rodzice dobrze wiedzą, że emocje maluszków potrafią zmieniać się jak w kalejdoskopie. Ta „encyklopedia serca” pomoże zrozumieć dziecku co tak właściwie dzieje się z nim dzieje kiedy odczuwa i oswoić cały kalejdoskop uczuć.

Jo Witek, Christine Roussey, W moim sercu. Księga uczuć, Warszawa: Mamania, 2016, 48 s.

Wątek miłości pojawia się również w naszej najulubieńszej książeczce o emocjach – „Myszka” Doroty Gellner prowadzi nas przez to niezwykłe uczucie od początkowego zawstydzenia, przez zakochanie, aż do powiązanej z nim tęsknoty.

Dorota Gellner, Dobrosława Rurańska, Myszka, Warszawa: Wydawnictwo Bajka, 2016, 24 s.

„Mały Szekspir. Romeo i Julia. Moje pierwsze cyfry” Alison Oliver, Jennifer Adams – najsłynniejsza historia miłosne wszechczasów w wersji dla najmłodszych czytelników. Obrazkowa historia do opowiadania przez rodzica pozwala bobasom na liźnięcie klasyki. A ponadto jest dwujęzyczna i pomaga w nauce cyferek!

Alison Oliver, Jennifer Adams, Mały Szekspir. Romeo i Julia. Moje pierwsze cyfry, Wrocław: Wydawnictwo FORMAT, 2014, 22 s.

„O wilku, który chciał się zakochać” Orianne Lallemand, Éléonore Thuillier – bycie samotnym podczas, gdy wokół kwitnie miłość nie jest ani fajnie, ani przyjemnie. Dlatego właśnie Wilk, zgodnie z zasadą społecznej słuszności, postanawia się zakochać. Ale czy znalezienie wybranki serca jest takie łatwe, nawet przy mnogości dobrych raz od niezastąpionych przyjaciół? I czy szybsze bicie serca jest kwestią wyboru? Z Wilkiem jak zwykle nie można się nudzić – tym razem nasz bohater zderzy się z miłością. Dosłownie.

Orianne Lallemand, Éléonore Thuillier, O Wilku, który chciał się zakochać, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2016, 32 s.

Miłość różne ma oblicza – o miłości do przedmiotów.

„Peppa Loves. A touch-and-feel playbook” – chyba właśnie dzieci wiedzą najlepiej, że kochać można nie tylko drugiego człowieka, ale również przedmioty. Pluszowy miś, kocyk, ulubiona łyżeczka – maluszki bardzo przywiązują się do rzeczy. „Peppa Loves…” to właśnie taki zbiór najukochańszych gadżetów ulubionej bohaterki mojej córy. Peppa uwielbia swoją przyjaciółkę Suzy i bawić się w przebieranki, ale kocha również swoje błyszczące kalosze, gumową kaczuszkę i pluszowego misia. Książeczka dedykowana jest najmłodszym odbiorcom, którym grube kartonowe strony stawią dzielny opór. Nad tekstem dominują ilustracje, którym atrakcyjności dodają elementy zapewniające różne wrażenia dotykowe.

Peppa Loves. A touch-and-feel playbook, London: Ladybird Books, 2017, 12 s.

„O dzieciach, które kochają książki” Peter Carnavas – to książka z którą osobiście mocno się identyfikuję. Moment, w którym miłość do szeleszczących kartek ukrytych między twardymi okładkami przekracza możliwości ich przechowywania nigdy nie jest łatwy. Książki muszą zniknąć, bo zwyczajnie się nie mieszczą. Okazuje się, jednak, że bez nich nic już nie będzie takie samo. Poruszająca opowieść o tym, że czasami do szczęścia nie potrzeba wiele, a wspólne czytanie zbliża jak nic innego. I nie wiem co jeszcze jest w tej pozycji, ale jest tak wzruszająca, że za każdym razem ryczę przy niej jak bóbr.

Peter Canavas, O dzieciach, które kochają książki, Gdańsk: Wydawnctwo Adamada, 2017, 32.

„Agnes kocha jednorożce” – wszyscy fani Minionków wiedzą, że wielką miłością Agnes są jednorożce. Książeczka jest streszczeniem losów naszej tej małej bohaterki i jej sióstr znanych ze wszystkich minionkowych filmów. Towarzyszymy jej w momentach najważniejszych dla małej dziewczynki, gdzie adopcja i wygranie pluszowego jednorożca są traktowane na równi. To podróż w kierunku spełniania marzeń, opowieść o przyjaźni dziecka i przytulanki oraz o poświęceniu, jakiego Agnes jest w stanie się podjąć dla swojej rodziny. To również duża dawka wiary w baśnie i legendy, wgląd do świata widzianego oczami dziecka i podróż w poszukiwaniu mitycznego stworzenia.

Gru, Dru i minionki. Agnes kocha jednorożce, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2017, 29 s.

Całą recenzję możecie przeczytać na Bajkowirze.

„Różowa walizka” Susie Morgerstern, Serge Bloch – czasem w życiu zdarza się miłość od pierwszego wejrzenia. Miłość, która jest w stanie przetrwać wszystkie przeciwności, która opiera się dezaprobacie najbliższych, i społecznemu ostracyzmowi. Która pomyślnie przechodzi próbę czasu. Takie właśnie uczucie zdarzyło się Beniaminowi już we wczesnym dzieciństwie. Pokochał… różową walizkę.
Trudno o bardziej sympatyczną, pełną ciepłego humoru, bajkę o przyjaźni między dzieckiem i „pluszakiem”. To opowieść o samoakceptacji, posiadaniu własnego zdania i nieprzykładaniu wielkiej wagi do opinii innych. O odwadze bycia sobą nawet mimo przeciwności i dezaprobaty najbliższych. A także o wielkim znaczeniu wsparcia, jakie daje rodzina, o trudnej sztuce kompromisu i nieograniczonej dziecięcej wyobraźni.

Susie Morgenstern, Różowa walizka, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2017, 32 s.

Kochacie jeszcze jakieś książki?

Bajki Majki: „Pisklak” Dorota Gellner z ilustracjami Jony Jung

„To jest pisklak.
Bardzo miły.
Pióra mu się gdzieś zgubiły.
Siedzi goły,
piszczy, skrzeczy…
Da się lubić
w gruncie rzeczy!”

„Pisklak” to trzecia kartonówka wydawnictwa Bajka, która wraz z książeczkami „Myszka” i „Koala nie pozwala” tworzy jedną z naszych ulubionych serii dla najmłodszych. Każda część cyklu jest kompletnie inna. Tym razem historyjka została zilustrowana przez Jonę Jung, która zadbała o oprawę graficzna równie zaskakującą, co sama treść. Obrazki są szalone, chociaż osobiście nie bardzo podoba mi się przedstawienie gniazda. Za to pisklak jest ekstra!

Talent pisarski Doroty Gellner, która poruszyła nas pełną emocji „Myszką”, ukazuje się nam w zupełnie odmiennej formie. W „Pisklaku” autorka w mądry, zwięzły, błyskotliwy i przezabawny sposób podsumowuje sytuację tuż po narodzinach dziecka, kiedy to wszyscy wokół dostają „małpiego rozumu” na punkcie nowego członka rodziny – wszyscy zainteresowani (nawet smok!) chodzą na paluszkach wokół pisklaka, który okazał się być małą paskudą – łysą, różową i wrzaskliwą.  Wątpliwa prezencja maluszka nie przeszkodziła całej królewsko-ptasiej rodzinie całkowicie stracić dla niego głowy, niańczyć, skakać, nosić, rozpieszczać i rozpływać się nad jego pierwszymi osiągnięciami i zjedzonymi samodzielnie robalami.

Urocza książeczka o trudach, zaskoczeniach i emocjach związanych z macierzyństwem i sile rodzicielskiej miłości (nie mylić z tzw. odpieluszkowym zapaleniem mózgu :D). Chociaż problemu z paskudnością nie rozumiem (Wiem, że każda matka uważa swoje dziecko za najpiękniejsze na świecie, ale co ja poradzę, że akurat mi trafiło się to naprawdę najpiękniejsze? I to już od mementu narodzin?), cała reszta jak najbardziej się zgadza, szczególnie wrzaskliwość bobasa i kłótnie rodziców podczas wicia gniazda. I kończy się równie prawdziwym, cudnym mottem:

„Czy paskudne, czy też nie… Ważne, że kochacie mnie!”

Bardzo życiowa lektura, polecamy dla całej rodziny :D

Dorota Gellner, Jona Jung, Pisklak, Warszawa: Wydawnictwo Bajka, 2017,
24 s.