Bajki Majki: „Reksio. Dobranocka wszech czasów”

Nasza przygoda z Reksiem zaczęła się zupełnie od tyłu – bardzo mi zależało, żeby moja córka polubiła jednego z moich najukochańszych bohaterów dzieciństwa, a ją jak na złość kompletnie ta bajka nie interesowała. Chyba dlatego, że praktycznie nic nie mówią, a Majka jest wielką fanką piosenek.

Sytuacja uległa zmianie o 180 stopni, gdy włączyłam w aucie audiobook – Wielką Księgę przygód Reksia czytaną przez Jerzego Stuhra. I to była miłość od pierwszego wejrzenia. Nie tylko ze strony Bobasy, a i z mojej, bo przyłapałam się, że odstawiwszy dziecię do przedszkola wcale nie przełączam radia, tylko słucham dalej w drodze powrotnej.

Dlatego też po reksiową książkę sięgnęłam z wielką nadzieją – w przeciwieństwie do kreskówki jest w niej bardzo dużo tekstu. I miałam rację – Reksio czytany (nawet bez Stuhra, ale mama tez daje radę) znacznie bardziej przypadł córce do gustu, niż Reksio do oglądania. W sumie, to chyba powinnam się cieszyć?

Szczególnie, że w książce „Reksio. Dobranocka wszech czasów” naprawdę jest co czytać. To aż 10 bogato ilustrowanych opowiadań, idealnej długości do czytania przed snem.

Bardzo odpowiada nam stosunek tekstu do ilustracji – na każdą zapisaną stronę przypada strona z obrazkiem do oglądania, dzięki czemu nawet 2,5 letni maluch się nie nudzi przy dłuższych już partiach tekstu. Bo historyjki są całkiem rozbudowane – tak, jak zazwyczaj czytamy przed snem trzy książeczki, tak w przypadku Reksia tylko jedno opowiadanie (podobnie mamy z serią „Basia”). Z drugiej strony tekst ma na tyle duże litery, że idealnie sprawdzi się również w pierwszych czytelniczych próbach. I nawet babcia w końcu nie narzeka, że literki małe!

Ilustracje w większości zajmują całe strony i są super – to w końcu Reksio. I może nie jestem obiektywna ze względu na własne nostalgiczne wspomnienia z dzieciństwa, ale naprawdę nic im nie brakuje – są sympatyczne, duże i czytelne (idealne nawet dla zupełnych maluszków), pełne zwierzątek, dynamiczne i w nasyconych kolorach.

A treść odpręża, bawi i daje dobry przykład przyjaźni, solidarności i koleżeństwa. Bo trudno o lepszego kolegę od tego pieska z łatką na uszku.

Dopatrzyłyśmy się jednak jednego strategicznego błędu. Każda historia to nowa emocjonująca przygoda – wraz z Reksiem i jego przyjaciółmi z podwórka mały czytelnik wybiera się do lunaparku, zdobywa górskie szczyty, bawi się chowanego, chwyta wiatr w żagle i odkrywa tajemnice wodnych głębin, pomaga w jesiennych zbiorach, organizuje atrakcje dla rozbrykanej kaczej dzieciarni, a nawet staje oko w oko z groźnym dzikiem. Ale przez prawie dwa tygodnie nie było nam dane się tego dowiedzieć, bo pierwsze opowiadanie dotyczy tarzania się w kałuży, ciskania w przyjaciół pacynami lepkiego błotka i wzajemnego ochlapywania się wodą z pompy. Wobec tego Majka codziennie chciała czytać ten i tylko ten jeden rozdział wciąż i wciąż. Znam go już praktycznie na pamięć!

Małym minusem może być ciężar książki. To bardzo konkretna pozycja (ponad 220 stron!), w dużym formacie, z dobrej jakości papierem zamkniętym między twardymi okładkami – to w końcu jubileuszowa edycja na 50-te urodziny tego bohatera. Imponująca księga gotowa bawić kilka pokoleń, ale nie szczególnie praktyczna, jeśli chcemy czytać ją maluszkowi na kolankach w fotelu. Dlatego my czytamy na dywanie!

Pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów Reksia i świetna dla tych, którzy dopiero chcą rozpocząć swoją przygodę. Obie z Majką serdecznie polecamy!

Reksio. Dobranocka wszech czasów, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2018, 225 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Bajki Majki: Pogromcy samochodowej nudy, czyli nasze pierwsze spotkanie z audiobookami

Nie da się ukryć, że w wakacje zdecydowanie więcej czasu spędzamy w samochodzie – nie tylko w długich podróżach, ale również na niewielkich trasach – znacznie częściej wybieramy się do babci (można nadmuchać basenik przed domem i iść na szaber do ogródka), nad wodę, czy na bardziej oddalone od domu wypasione place zabaw. Po kilku takich wyprawach rozpaczliwie zaczęłam szukać jakiejś rozrywki dla mojej małej marudy – coś, na czym będzie mogła się skupić na tyle, żeby nie hałasować za bardzo i co jednocześnie powstrzyma ją przed zaśnięciem. Postanowiłyśmy zatem spróbować audiobooków, a fachową radą posłużyło nam niezastąpione Wydawnictwo Papilon wraz z serią audiobooków dla dzieci POSŁUCHAJKI.

Na pierwszy ogień naszych testów poszło „365 bajek na każdy dzień. Słoneczko opowiada… historyjki na dzień dobry”. Na początku trudno było mi w to uwierzyć, ale na tej płycie naprawdę jest 365 bajeczek, a całość trwa prawie 16 godzin! Bez wątpienia wystarczy nawet na najdłuższą podróż. Przez ponad dwa tygodnie nie udało nam się wysłuchać całości i chyba szybko się nie uda, bo Majka stale prosi o przewijanie do kilku swoich ulubionych utworów.

Króciutkie historyjki zostały podzielone na utwory – dzięki temu jeden utwór trwa około 6-8 minut i zawiera trzy opowiadania czytane przez dziennikarkę Katarzynę Stoparczyk. Dziecku znacznie łatwiej skupić się na krótszych formach (szczególnie, kiedy nie ma obrazków do pomocy) a rodzicowi znacznie łatwiej przewijać w poszukiwaniu konkretnych bajeczek, w czym pomaga szczegółowy spis treści umieszczony na okładce płyty (tak, wyszczególnia tytuły i autorów wszystkich 365 historii wraz z czasem trwania nagrania. Ale warto mieć okulary w zanadrzu). Ale tym, co zdumiewa mnie najbardziej, jest fakt, że nie znam ani jednej z opowiadanych przez lektorkę historii! Przynajmniej z tych, których wysłuchałyśmy dotychczas. Dlatego z uwagą słuchamy obie, a płyta uprzyjemnia podróż również kierowcy. A jest czego słuchać. Mamy tu skrzaty, smoki, elfy, chrząszcze, kogutki, rakiety, naleśniki, żaby, syrenki… i co tylko maluch może sobie wymarzyć. A wszystko to spod piór polskich autorów.

Jedyne moje zastrzeżenie jest takie, że lektorka czyta odrobinę za szybko.

Autor zbiorowy, Posłuchajki. 365 bajek na każdy dzień. Słoneczko opowiada… historyjki na dzień dobry, czyta Katarzyna Stoparczyk, Warszawa: Wydawnictwo Papilon, 2016, MP3, 15 godz. 38 min.

 

Drugim naszym towarzyszem podróży stał się Reksio. A dokładniej „Reksio. Wielka Księga przygód”. To tak naprawdę pierwsze spotkanie Majki z jednym z najważniejszych bohaterów mojego dzieciństwa, bo jakiś czas temu nie była zainteresowana kreskówką, a książki jeszcze przed nami. A audiobooka słucha w największym skupieniu. Zresztą nie oszukujmy się – przygody Reksia czytane przez Jerzego Stuhra nie potrzebują dodatkowej reklamy i obie jesteśmy zachwycone tym połączeniem. Na płycie znajduje się 26 krótkich opowiadań trwających mniej więcej po 5 minut, wobec czego całość można wysłuchać w nieco ponad dwie godziny – nam zajęło cztery dłuższe wyprawy i, podobnie jak w przypadku opisanej wyżej płyty wybieramy sobie najulubieńsze historie.

To mój maly sekret, ale Reksia słucham czasem nawet kiedy jadę sama.

Ewa Barska, Marek Głogowski, Anna Sójka, Posłuchajki. Reksio. Wielka księga przygód, czyta Jerzy Stuhr, Warszawa: Wydawnictwo Papilon, 2017, MP3, 2 godz. 20 min.

Recenzje powstały dzięki uprzejmości Wydawnictw Papilon.

 

Natomiast podczas codziennych dojazdów do przedszkola towarzyszy nam „Pora do przedszkola” – dwanaście bajek dla przedszkolaków oswajających to miejsce i udzielających odpowiedzi na najczęstsze dziecięce wątpliwości, jak niechęć do tej placówki oświatowej, przechwalanie się, brzydkie słowa, czy posiadanie młodszego rodzeństwa. Również i w tym przypadku opowiadania są króciutkie – najczęściej trwają mniej niż 3 minuty, dzięki czemu pół godziny płyty słuchamy zwykle każdego dnia w drodze do przedszkola i z powrotem. Szczególnie, że przerzucam dwie opowieści, które mi się nie podobają – o potworach pod łóżkiem (nie mamy takiego problemu, po co więc go wywoływać) i o wychodzeniu za mąż (seksistowska!). Powiem szczerze, że tej płyty mam już trochę dość, a od głosu Doroty Segdy z przyjemnością już bym trochę odpoczęła. No ale cóż, Majka prosi o przygody przedszkolaków jeszcze zanim zdążymy wsiąść do auta…

 

Anna Sójka, Posłuchajki. Pora do przedszkola, czyta Dorota Segda, Warszawa: Wydawnictwo CED, 2017,