Czas na czytanie: „Folwark Zwierzęcy” George Orwell, ODYR

To już druga adaptacja książki z klasycznego kanonu, którą czytam jako powieść graficzną i naprawdę mogłabym się do tego przyzwyczaić. Może nie jako wersję mającą zastąpić oryginalny tekst, ale jako powtórka po latach (albo na przykład przed egzaminem) sprawdzi się bardzo dobrze.

Pamiętam, że akurat „Folwark zwierzęcy” był jedną z tych lektur, które czytało się raczej chętnie – niedługa, pozbawiona ozdobników stylistycznych, zwięzła i na temat, przemawiająca do wyobraźni, mimo, że w podstawówce mało kto traktuje taką tematykę jako aktualny problem, a nie relikt przeszłości. Wydaje mi się, że „Folwark” nie jest książką, której atrakcyjność trzeba podnosić ale i tak adaptacja graficzna wyszła jej zdecydowanie na plus, ilustracje jeszcze bardziej dodają powieści klimatu.

Bo i sposób ilustrowania został idealnie dopasowany – Odyr przedstawił rzeczywistość folwarku bardzo w stylu traktorzystek i podawania cegły. I chociaż jako realizm socjalistyczny raczej nie odnalazłaby aprobaty, bardzo dobrze działa na wyobraźnię odbiorcy i jest bardzo dobrym dopełnieniem treści utworu. A i czyta się przyjemniej, a już na pewno bardziej sprawnie, bo tekst został oczywiście odpowiednio dopasowany do nowej formy przekazu. I co za tym idzie, skrócony, chociaż nie odczułam w związku z tym jakiegoś szczególnego braku.

Jeśli mam się doszukiwać minusów tego wydania, to jedynym jest różnica formatu, między „Folwarkiem zwierzęcym”, a wydaną na początku roku drugą powieścią graficzną – „Zabić drozda”. I chociaż obie książki, poza pomysłem na komiksową adaptację, nie łączy wiele, chętnie potraktowałabym je jako serię „klasyka graficznie” i ujednoliciła format wydania. Jakoś tak wtedy zawsze łatwiej znaleźć miejsce na półce.

George Orwell, ODYR, Folwark zwierzęcy, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2020, 176 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.

Czas na czytanie: „Zabić drozda” Harper Lee, Fred Fordham

Nowe podejście do klasycznego kanonu zawsze niesie ze sobą pewne ryzyko. Czy adaptacja stanie na wysokości zadania? Czy ponownie opowiadając znaną historię i poszukując nowych środków wyrazu nie przegapimy (świadomie lub nie) jakiejś istotnej treści? Szczególnie w przypadku tekstu poruszającego tak wiele ważnych i trudnych tematów?

Tym razem naprawdę się udało. Sięgając po komiks nie spodziewałam się, że zarówno narracja z punktu widzenia kilkulatki stykającej się z rasizmem, podziałami klasowymi, wykluczeniem społecznym i ludzkim okrucieństwem, jak i sam przekaz będą równie przejmujące, co w książce Harper Lee.

Przedstawione w formie graficznej sytuacje nie straciły nic ze swojej dynamiki i dramatyzmu. Z powodzeniem udało się również pogłębienie psychologiczne postaci, zarysowanie sytuacji społeczno-politycznej Alabamy lat 30. XX wieku i skomplikowanie ludzkiej natury. Jest inaczej, ale w moim odczuciu równie dobrze.

„Zabić drozda” nie znajduje się obecnie na liście lektur, choć powinna, bo przecież większość opisywanych w niej problemów jest wciąż aktualnych, mimo że współcześnie hipokryzja nienawiść do drugiego człowieka wyrażana jest w odmienny sposób. Myślę, że forma komiksu jest dla młodego czytelnika nie tylko bardziej atrakcyjna, ale przede wszystkim łatwiejsza do przyswojenia – zarówno ze względu na krótszy czas, który trzeba spędzić by poznać treść, jak i na dodatkowy środek przekazu, jakim jest obraz. Ta wersja mogłaby się sprawdzić jako przedmiot szkolnej dyskusji równie dobrze, co oryginał. Bo i jest przecież o czym dyskutować.

Harper Lee, Fred Fordham, Zabić drozda, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2020, 278 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.