Okołoksiążkowy miszmasz: Podsumowanie 2018

Nie jestem niestety najlepsza w pisaniu podsumowań (pewnie dlatego wszyscy ogarnęli to jeszcze w ostatnich tygodniach 2018, a ja pomyślałam dopiero teraz…) i to również zapewne by nie powstało, gdyby nie Moja Biblioteka –  świetna aplikacja na smartfona, na którą trafiłam na początku roku i która pomogła mi w zanotowaniu przeczytanych pozycji, ilości stron, autorów i tak dalej. Możliwość przyjrzenia się wszystkim przeczytanym tytułom w przeciągu roku to jednak super sprawa.

A jest ich całkiem sporo, bo aż 80. Jak to się stało, że wyszło tak dużo? Może to trochę oszukaństwo, ale zaczęłam liczyć książki dziecięce. Oczywiście nie wszystkie te, które na co dzień czytamy z Majką po kilka razy w kółko, ale te bardziej ambitne, dłuższe pozycje. Za dolne kryterium ustanowiłam minimum 100 stron normalnego druku. To prawda, że literaturę dla dzieci czyta się zazwyczaj szybciej i łatwiej, niż propozycje skierowane do dorosłego czytelnika, ale nie widzę powodu, by nie traktować na przykład „Kubusia Puchatka” albo „Piotrusia Pana” za pełnowymiarowe książki. Takich tytułów jest na mojej liście 12.

Całkiem dobrze poszło mi odkrywanie dobrodziejstw rodzimej literatury. Aż 34 przeczytane przeze mnie w zeszłym roku książki wyszły spod piór polskich autorów. Niestety znacznie gorzej poszło mi z wyczytywaniem regałów hańby – tylko 6 książek z listy czekało na przeczytanie dłużej niż 3 miesiące, reszta to same nowe nabytki.

Odkrycia roku:

Na ten tytuł w pełni zasługują dwie pisarki, które odkryłam w 2018. Co ciekawe, twórczość Magdaleny Knedler zachwyciła mnie na samym początku roku, a Marty Kisiel pod koniec.

Najlepsze książki 2018:

Najlepsze książki dziecięce:

Największe rozczarowania:

Nie da się ukryć, że Majka coraz bardziej zawłaszcza również tą część mojego życia, jaką jest blog. Oprócz cotygodniowego, czwartkowego cyklu recenzji książeczek dla dzieci, od września pojawił się również dzień opinii o grach i zabawkach dla maluchów, czyli Grajki Majki.

To również dziecięce (żeby nie powiedzieć „parentingowe”) wpisy cieszą się największą popularnością. Pierwsza piątka najczęściej czytanych prezentuje się następująco:

1. Bajki Majki: Najpiękniejsze książeczki o zimie i świętach dla maluszka i nie tylko
2. Grajki Majki: Mozaika Pixel Baby „Kotek”, QUERCETTI
3. Bajki Majki: Książeczki o tatusiach na Dzień Taty i nie tylko
4. Bajki Majki: Książeczki na dobranoc
5. Bajki Majki: „Biblia opowiedziana i objaśniona” Jean–Michel Billioud, Hélène Georges

Biorąc pod uwagę wszystkie plany i wyzwania, do jakich się zobowiązałam na początku roku, ostateczny bilans nie jest tak zły, jak myślałam.

Wyzwania, w których poległam:
– Czytelnicze Podróże w Nieznane u UwagaCzytam
– Olimpiada Czytelnicza u Pośredniczki Książek
– przeczytanie minimum 20 książek z regału wstydu.

Co się udało?
– 22 minuty czytania dziennie
– Przeczytam 52 książki
Wyzwanie WyPożyczone 2018 (tu trzeba przyznać, że Marta mnie pilnowała ze zgłaszaniem tytułów, bo sama na pewno bym o tym zapomniała)
– Nie zabieranie się za nową książkę, dopóki nie napiszę przynajmniej kilku słów o poprzedniej.

Czyli mimo wszystko więcej się udało, niż nie. W końcu w życiu trzeba szukać plusów!

Przy okazji nostalgicznych podsumowań koniecznie trzeba wspomnieć o Bobasowym Klubie Książki, którą to inicjatywę zakończyłam w czerwcu tego roku. Ten projekt pozwolił mi nie tylko dzielić się książkowymi inspiracjami i zarażać miłością do czytania od malucha (czasem nawet jeszcze przed pierwszymi krokami!), ale również poznać fantastycznych ludzi – świetne mamy, genialne dzieci i fenomenalnych założycieli Biblioteki Domu Sąsiedzkiego „Nasze Ujeścisko”. Dzięki Wam za ten wspólny rok!

Co dalej? Wciąż czerpać frajdę z czytania i blogowania. Utrzymać regularność postów (z pracą na etacie może się to okazać pewnym wyzwaniem, ale czymże byłoby życie bez wyzwań!) i jednak konkretniej wziąć się za ten nieszczęsny Regał Książek Czekających na Wyczytanie. Przeczytać kolejne 52 książki w 2019 i dalej zaglądać do biblioteki.

230783bf-f0ef-4c86-9f88-c79fc68f7b3b

A jak Wasze plany i postanowienia? Zeszłoroczne wypełnione chociaż w pewnym stopniu? Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

Okołoksiążkowy miszmasz: Rok Lwa 2017 – małe podsumowanie

Nigdy nie poświęcałam czasu na rozpamiętywanie przeszłości i magiczne podsumowania, ale w końcu musi przyjść ten pierwszy raz! A przyznam, że aż sama jestem ciekawa jak wyglądała moja aktywność w zeszłym roku.

Bardzo czytelnie widać rozwój na instagramowym profilu – wszystkie najpopularniejsze zdjęcia, które załapały się do #bestnine2017 pochodzą z ostatnich trzech miesięcy. Podobnie liczba polubień, która w porównaniu z zeszłym rokiem poszybowała w kosmos. Trudno o lepszą motywację do samorozwoju, coś czuję, że doszkolenie w fotografii znajdzie się na mojej liście noworocznych postanowień.

lew_kanapowy (1)

Wzrost aktywności na blogu nie jest tak łatwy do uchwycenia. Bardzo się cieszę, że udało mi się wypracować pewną regularność – utrzymanie rutyny minimum dwóch postów tygodniowo dla tak niezorganizowanej osoby jak ja to niezły sukces. Rzyćmy więc okiem na statystyki:

W 2017 roku:

  • przeczytałam 58 książek (wyzwanie zaliczone, jej!);
    • z których zrecenzowałam 56, a 2 wciąż na recenzje czekają i budzą wyrzuty sumienia;
    • w ramach akcji „Nadrabiam młodzieżówki” odkurzyłam swoją duszę nastolatki i znowu wiem co w trawie piszczy
  • wraz z Majką przeczytałyśmy niezliczoną ilość książeczek dla dzieci (a niektóre z nich czytałyśmy niezliczoną ilość razy…), o których powstały 64 recenzje (pojedyncze i zbiorcze);
    • część z nich powstała we współpracy z Bajkowirem
  • popełniłam również 5 recenzji książkowych pudełek-niespodzianek

 

  • opuściłam strefę komfortu mojej wysiedzianej kanapy
    • brałam udział w trzech kompletnie różnych spotkaniach blogerów (A może nad morze? Z książką, See Bloggers 2017 i Spotkajmy się w Gdyni) gdzie poznałam fantastycznych ludzi
    • założyłam Bobasowy Klub Książki w Bibliotece Domu Sąsiedzkiego „Nasze Ujeścisko”, gdzie wraz z córą dzielimy się naszymi czytelniczymi inspiracjami z innymi mamami i maluszkami

Oto trzy książki, które zrobiły na mnie największe wrażenie w zeszłym roku:

_20170118_182842

_20170220_095321

_20171022_115429

I trzy niekwestionowane hity Majki:

_20170518_120139

_20170328_115830

_20170428_092625

I jeszcze trzy moje ulubione książki dla dzieci:

_20170213_084525

22046018_1472985066119757_4304938739534656678_n

_20171017_124453

Żeby nie było tak różowo, to dorzucę jeszcze dwa największe rozczarowania – dorosłe i dziecięce:

IMG_20170705_212142_854

_20170925_143901

A pomyśleć, że jeszcze rok temu miałam wstręt straszliwy do słowa pisanego po wszystkich tych artystycznie ambitnych (choć czasami naprawdę fascynujących) lekturach czytanych przez pięć lat studiów. I dziczałam w domu z Bobasą, powoli, acz sukcesywnie tracąc umiejętność budowania w miarę logicznych zdań i zapominając słowa niezwiązane ze snem i jedzeniem.

Patrząc na te wszystkie cyferki (a matematyka nigdy nie była moją mocną stroną – 38% z matury zobowiązuje!) nie mogę się nadziwić, że całe to „blogowanie”, zamiast się wypalić, sprawia mi tylko coraz większą radochę. Co to będzie w przyszłym roku?

2018, hear me roar!

Okołoksiążkowy miszmasz: Podsumowanie BookAThonu 3-10.07.2017

Ostatni tydzień minął niczym oka mgnienie, strasznie szkoda, że to już koniec. Czas poskładać sobie wszytko do kupy i ocenić co poszło zgodnie z planem, a co zupełnie okrężną drogą. No i spróbować określić gdzie umknął cały ten czas?

Zaliczonych wyzwań: 7/8

3.07 – książka, w której ważną rolę odgrywają zwierzęta -> J. K. Rowling „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz”
4.07 – książka o przyszłości -> „Architektki”
5.07 – zła książka -> Sylwia Kubryńska „Kobieta dość doskonała”
6.07 – książka, która jest biografią -> „Architektki”
7.07 – książka, która porusza temat tabu -> Sylwia Kubryńska „Kobieta dość doskonała”
8.07 – książka zekranizowana w 2016 lub 2017 roku -> J. K. Rowling „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz”
9.07 – co najmniej 1500 stron -> ten wynik pomińmy milczeniem.

Co prawda każdą z przeczytanych książek wybrałam tak, by pasowała do dwóch kategorii i trochę zaszalałam z nadinterpretacją tematów (szczególnie przy książce o przyszłości, która u mnie de facto jest książką o przeszłości), ale prawie wszystko się udało. Nie przeczytałam 1500 stron, ale mierząc siły na zamiary nawet tego nie planowałam. Za to spełniłam swoje prywatne dodatkowe wyzwanie – w czasie maratonu nie kupiłam żadnej nowej książki i nie wypożyczyłam nic z biblioteki. Co prawda ze spotkania blogerów w Sopocie wróciłam z pełną siatą książkowych prezentów i nowych pozycji z wymiany, ale to się nie liczy!

Przeczytanych stron: 312+286+164= 762

Czyli zgodnie z mniej optymistycznym planem.

Przeczytanych książek: 3/4

Nie spodziewałam się, że utknę aż na trzy dni przy mojej „złej książce”. Cóż, okazała się naprawdę zła. W związku z tym nie zdążyłam sięgnąć po książkę Rodana, którą planowałam jako „gratis na koniec”.

Swoją drogą zupełnie przypadkowo wybrałam sobie książki bardzo różnorodne i idealnie zrównoważone, podobnie jak moje odczucia po lekturze:
Scenariusz „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” naprawdę bardzo mi się podobał, co przyjęłam z niemałym zaskoczeniem.
Czytając „Architektki” dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam.
Natomiast „Kobieta dość doskonała” kompletnie mi się nie podobała i chociaż się tego spodziewałam, i tak byłam rozczarowana.

Napisanych recenzji: 2/3

Staram się nie sięgać po nową książkę, dopóki na dobre nie rozprawię się z poprzednią. Gdybym nie to postanowienie nigdy nie udałoby mi się nic napisać, tylko rzucałabym się od książki do książki, do świata do świata aż wszystkie refleksje o poprzednich kompletnie uciekłyby mi z głowy. Na czas bookAThonu zrobiłam sobie wyjątek od tej reguły, ale recenzja środkowych „Architektek” już się grzecznie pisze.

Miejsca, w których czytałam: na kanapie (a jak!), na fotelu, w małżeńskim wyrku, przy stole w trakcie konsumpcji, na spacerze z Bobasą, w sklepowej kolejce, na ławce na placu zabaw, na plaży, po kostki w morzu.

Ponadto: podczas czytania pożarłam strasznie dużo owoców i zielonego groszku oraz wypiłam zastraszające ilości herbaty; dwa razy odkładałam książkę Kubryńskiej w kąt i oddawałam się refleksjom na temat „co ja czytam i czemu to sobie robię”; zrobiłam kilka całkiem ładnych zdjęć z książką w tle i wreszcie nauczyłam się je rozjaśniać; oddając się lekturze przypaliłam jeden obiad; oddając się lekturze nie zauważyłam, że Dzieć topi plastikowe gofry w nocniku; oddając się lekturze zachlapałam jedną z książek pomidorówką (ale że to była pozycja o pewnej bardzo niedoskonałej kobiecie, to ani trochę nie było mi szkoda); w tak zwanym międzyczasie zaliczyłam fantastyczne spotkanie A może nad morze? Z książką i wyszłam odrobinę do ludzi.

Podsumowując: Było trochę zachwytów i trochę rozczarowań, przypałętało się też sporo bólu pleców i karku od przyjmowania dziwnych pozycji przy czytaniu. Nie jest idealnie, ale jak na obecne klimaty chyba poszło mi całkiem nieźle. Najważniejsza jest w końcu zabawa i przyjemność z lektury. A w przyszłym roku na pewno będzie jeszcze lepiej!

Za to niekwestionowaną Mistrzynią BookAThonu 2017 została Maj – swój książeczkowy stosik czytała przynajmniej raz (!) każdego dnia maratonu (!!!). Czytała za pomocą mamy, taty i cioci, a także sama zabierała się za przeglądanie wybranych lektur. I powiem szczerze, że sięgając po swoje zaplanowane lektury oraz wiele niezaplanowanych znowu i znowu (naprawdę bez chwili wytchnienia, chyba wszystko znam już na pamięć!), nie jestem pewna, czy nie zawstydziła mnie z ilością przeczytanych stron.

Podsumowując część 2: To był szalenie intensywny i bardzo zaczytany tydzień. Obie jak zwykle bawiłyśmy się świetnie w wybornym towarzystwie książek. Trochę odpoczniemy i pewnie znowu rzucimy się w wir trochę bardziej spontanicznego czytania, bo tak naprawdę nasze życie to jeden wielki książkowy maraton (O, to mi się udało. Oficjalnie ogłaszam to zdanie złotą myślą naszego bookAThonu!). A tak z mniejszą ilością patosu: było super! Prosimy o więcej takich imprez!