Bajki Majki: „Urodziny Elmera” David McKee

Znacie Elmera? Najbardziej sympatycznego słonia na świecie? Trudno w to uwierzyć, ale słoń w kratkę bawi, ośmiela i oswaja z innością już od 30 lat! I to równiutko, bo właśnie dziś obchodzi swoje 30 urodziny. Jeśli tylko dobrze liczę, a z matematyki zawsze byłam raczej kiepska, jest to trzynasta część przygód Elmera w języku polskim. Poza tym doczekał się również czterech zbiorów opowiadań i czterech kartonowych książeczek dla najmłodszych czytelników. A mimo to wciąż potrafi zaskoczyć!

„Każdy dowcip, który kończy się tortem, jest świetnym dowcipem!”

Słonie wpadły na pomysł zrobienia Elmerowi najbardziej chyba popularnego urodzinowego dowcipu – namówiły wszystkich do udawania, że nie pamiętają o tej ważnej dacie, by pod koniec dnia urządzić przyjacielowi przycięcie-niespodziankę. Chociaż inne zwierzęta mają pewne obiekcje, przekonany o swojej racji główny pomysłodawca psikusa nie daje im dojść do słowa zbywając wszelkie wątpliwości słowami „Po prostu to zróbcie!”.

Komiczna historyjka o konsekwencjach nie słuchania innych, przyjaźni i zabawie. Zakończona tortem w kratkę o prawdziwie słoniowych rozmiarach.

Jest tu wszystko co najlepsze u Elmera – kipiące kolorami ilustracje wypełniające calutkie strony książki, sympatyczni bohaterowie, mnóstwo humoru i zakręcony pomysł gwarantujący zaskakujące zakończenie. Prawdziwa gratka nie tylko dla fanów słonia w kratkę, ale i dla każdego przedszkolaka!

DSC_0146.jpg

Z okazji elmerowych urodzin Wydawnictwo Papilon przygotowało urodzinowy pakiet z kolorowankami, grami i szablonami do aktywnego czytania. Można go ściągnąć TUTAJ.

David McKee, Urodziny Elmera, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2019, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Bajki Majki: „Ratunku! Najmilszy smok na świecie” Jonny Lambert

Wszyscy już chyba doskonale wiedzą, że KOCHAM SMOKI! Majka jest aktualnie na etapie, kiedy to zdecydowanie bardziej ceni się wyfiokowane, obsypane brokatem księżniczki, niż wielgachne, latające gadziny, ale małymi kroczkami staram się to zmienić. A ta książeczka idealnie się nadaje do ocieplania smoczego wizerunku.

Smoczyca Safi ma już dość samotnego odciskania sobie pośladków na zimnych kamieniach wysokich gór, postanawia więc poszukać nowego domu i najprawdziwszych przyjaciół. Czy łatwo jest jednak zrobić odpowiednie pierwsze wrażenie, kiedy jest się kichającym językami ognia, olbrzymim smokiem poruszającym się na ziemi z wdziękiem słonia w składzie porcelany? Są takie chwile, kiedy najlepsze nawet chęci nie wystarczą, by zaskarbić sobie czyjąś sympatię. Jednak każdy smok dobrze wie, że nie należy się poddawać!

To książeczka, która nie tylko rozczula, tak już przecież oklepaną historią zdobywania przyjaźni i podbija serca przesympatyczną bohaterką. To też opowieść o niedopasowaniu i odmienności. O trudnych początkach, nieporozumieniach i nieporadnych staraniach. O nieustawaniu w pracy nad osiągnięciem celu, o dawaniu drugiej szansy i potrzebie ochrony słabszego. O niezrozumieniu intencji drugiej osoby, nieszczęśliwych przypadkach i wyzwaniu, jakim jest komunikacja. O słuchaniu i otwartości na drugiego człowieka (albo smoka). O zwyczajnej codziennej uprzejmości. Tak mało tekstu, tak wiele treści.

Koniecznie trzeba wspomnieć o ilustracjach, bo te są prawdziwie bajeczne! Obrazy zbudowane zostały za pomocą przenikających się, tęczowych barw, wycinanek, odcisków w farbie, różnorodnych kształtów i tekstur. A wszystko to, poukładane na białym tle, przywodzi mi na myśl wycinane niegdyś pieczołowicie szkolne teatrzyki. Efekt jest rewelacyjny. Bez krztyny przesady.

Jeśli, podobnie jak ja, macie słabość do smoków, nie wahajcie się ani chwili. A jeśli jeszcze na smoki nie wymiękacie, to po tej lekturze na pewno je pokochacie!

Jonny Lambert, Ratunku! Najmilszy smok na świecie, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

 

Czas na czytanie: „Kiedy Pan Piecho gryzie” Brian Conaghan

Z wielką przyjemnością sięgam po kolejne książki dla młodzieży, które są w jakiś sposób „zaangażowane społecznie” – pokazujące świat z nieco innej perspektywy i jednocześnie dopasowane pod względem językowym i sposobem narracji do oczekiwań młodego czytelnika. Są to zatem zazwyczaj książki lekkie, zabawne i z ważnym przesłaniem.

Tego też spodziewałam się po historii Dylana – szesnastolatka z zespołem Tourette’a. I pod pewnymi względami dostałam to, czego oczekiwała, a pod innymi kompletnie mnie zaskoczyła.

DSC_1938.jpg

Przede wszystkim życie z tego rodzaju chorobą okazało się być znacznie bardziej skomplikowane, mogłam to sobie dotychczas wyobrażać. Tourette to nie tylko tiki i przekleństwa wykrzykiwane w niekontrolowany sposób, ale również mnóstwo innych uciążliwych dolegliwości – zarówno psychicznych, jak i fizycznych. Trochę wstyd się przyznać, ale jestem zszokowana swoją własną ignorancją w tym temacie. Nie da się ukryć, że tak lektura okazała się być dla mnie swego rodzaju nauczką.

Z drugiej strony Dylan, choć postrzega świat w nieco inny sposób, wciąż jest nastolatkiem. Uwielbia piłkę nożną, gra na konsoli, ogląda z mamą powtórki Milionerów, podziwia swojego ojca (który ani trochę na ów podziw nie zasługuje), ogląda się za spódniczkami i wraz z przyjacielem używa skrótów, które rozumieją tylko oni dwaj. I w pewien kompletnie nieadekwatny do swojej życiowej sytuacji sposób nigdy nie traci pogody ducha. Dlatego kiedy przez przypadek udaje mu się podsłuchać wyjątkowo mało optymistyczną lekarską diagnozę, na szczycie jego listy rzeczy do zrobienia przed śmiercią ląduje stosunek seksualny z najładniejszą dziewczyną w szkole. Co jak się domyślacie może być wyzwaniem. Szczególnie, kiedy nie sposób porozmawiać ze swoim obiektem westchnień nie obrażając go w co drugim zdaniu…

To nie jest historia, którą łatwo mi się czytało. Przede wszystkim ze względu na spoksik wkuperfranc wdechowy język, jakim posługuje się główny bohater snując swoją opowieść. I jak nie sposób nie podziwiać Dylana i jego podejścia do życia, tak szczególne pokłony należą się jednak jego mamie. Bo jak sympatyczny by nie był, nasz młody narrator jest przede wszystkim niesamowicie męczący. A jednocześnie nie sposób nie zapałać do niego sympatią.

Książka pełna sprzeczności, budząca skrajne emocje – od rozbawienia, przez zniecierpliwienie  i zażenowanie, aż po podziw i szacunek.

Brian Conaghan, Kiedy Pan Piecho gryzie, Warszawa: Wydawnictwo YA!, 2019, 383 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa YA!

Bajki Majki: „TO MY dzieci świata” Eliza Piotrowska

Po nieco złowrogich, ale jakże ciekawych sylwetkach Masajów z książki „W drogę!” posypała się cała seria pytań o ludzi żyjących w innych krajach.

Książka „TO MY dzieci świata” tylko czekała na taką okazję! Wraz z dwójką małych bohaterów – Igą i Gutkiem oraz ich psem Globusem przemierzamy kraje świata poznając elementy charakterystyczne dla odmiennych kultur i codzienności tamtejszych dzieci. Sudan, Nepal, Peru, Arktyka, Polinezja, Meksyk, Turcja, Czechy, Chorwacja, Madagaskar to tylko kilka z wielu przystanków na trasie ich wielkiej przygody.

Każda rozkładówka wypełniona jest ilustracją poświęconą innemu krajowi lub regionowi – nasi bohaterowie poznają na nich dzieci z różnych zakątków świata. Tekstu jest stosunkowo niewiele, ale dzięki komiksowej narracji „w dymkach” przekazuje on same istotne informacje. Dzięki nim możemy dowiedzieć się co nieco o przyrodzie, kulturze, strojach, językach i zwyczajach charakterystycznych dla różnych narodów. Dlaczego w Indiach należy łapać się za ucho? Jakiej witaminy dostarcza mleko wielbłąda? W jakim kraju koty nie maja ogonów? Czym różnią się Flamenco i Capoeira? W jakich butach powinno się wchodzić do dżungli, a w jakich na chorwackie plaże? I jak psy szczekają we Włoszech?

W ramach ciekawostki, mały czytelnik ma również szansę dowiedzieć się, którzy z bohaterów literackich pochodzą z danych krajów. Na kartach tej książki spotkamy bowiem między innymi Harry’ego i Hermionę, Pinokia, Pippi, Czerwonego Kapturka, a nawet samego Andersena i Braci Grimm!

Niezwykle barwna, sympatyczna książka o dzieciach dla dzieci. W niezwykle pozytywny sposób pokazuje różnorodność przy jednoczesnym podkreśleniu podobieństw między mieszkańcami różnych krajów. Choć dzieci różnią się wyglądem i zwyczajami, ich marzenia, sympatie i chęci do zabawy są bardzo podobne. A jako, że składa się z samych ciekawostek, nie sposób nudzić się nią przez chwilę!

Jednocześnie zaspokaja i pobudza ciekawość. Uczy otwartości na świat i drugiego człowieka oraz zmniejsza lęk przed odmiennością i nieznanym. A mnogość bohaterów, których należy odszukać w książeczce to dodatkowe ćwiczenie na pamięć, spostrzegawczość i koncentrację.

Pozycja obowiązkowa, tuż obok pierwszego atlasu.

Eliza Piotrowska, TO MY dzieci świata, Poznań: Wydawnictwo CED Edukacja, 2018, 64 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa CED Edukacja.

Bajki Majki: „Psierociniec. Tom 3: Niepiesek” Aneta Widzowska

Nie da się ukryć, że chociaż lubimy wszystkie futerkowe i nie futerkowe zwierzęta, to największą słabość odczuwamy do kotów –  jesteśmy rodziną kociarzy pełną gębą. Dlatego też nie od razu zwróciłam uwagę na „Psierociniec” – nową serię książek dla początkujących czytelników.

Dopiero trzeci tom psich przygód wyjątkowo skutecznie przykuł moją uwagę. Tom o Niepiesku, czyli psiaku, który przez całe życie myślał, że jest… kotem. Wychowany przez kocią rodzinę naprał wielu mruczkowatych zwyczajów, co spotkało się z drwiącą reakcją miejscowej bandy psich chuliganów.

Dlatego też za wszelką cenę stara się udowodnić sobie i innym, że potrafi być również świetnym psem. Buduje rakietę kosmiczną, chcąc zapisać się w historii psich podbojów wszechświata, próbuje łapać przestępców i kariery psa przewodnika. Niestety wszystkie jego wysiłki kończą się fiaskiem.  Czy wizyta w Psierocińcu pomoże mu uwierzyć w siebie i odnaleźć własną tożsamość?

I chociaż nie znamy wcześniejszych losów wielu bohaterów – między innymi psiego poety Remika, który stanie się mentorem Niepieska – trzeci tom serii okazał się być bardzo dobrym pretekstem dla pierwszej wizyty w Psierocińcu. Wybierając więc tytuł, nie trzeba sugerować się kolejnością tomów (choć oczywiście to zawsze najwygodniejszy sposób poznawania tematu) i spokojnie można wybierać zgodnie z dostępnością, czy tematyką.

A „Niepiesek” to zaskakująco pozytywna, zabawna i rozśpiewana (ten aspekt zaskoczył mnie chyba najbardziej – co kilka stron mamy wpadającą w ucho, rymowaną piosenkę – superowy pomysł!) opowieść o inności i akceptacji. Przyjaźń, rodzina i chęć niesienia pomocy, to kolejne wartości, jakie niesie ze sobą lektura. Fajnie sprawdzi się również jako wyjście do promowy o zjawisku adopcji. A wszystko to opakowano w dowcipną, nieprawdopodobną fabułę pełną bardzo sympatycznych bohaterów. Bo tutaj nawet czarne charaktery przyprawiają o uśmiech na twarzy. A i różnorodność gatunkowa jest imponująca.

Chociaż pod względem objętości tekstu, moja Maja jest jeszcze trochę za mała na tą pozycję, myślę, ze skusimy się na czytanie „na raty”. Mądry, przystępnie przedstawiony morał i strasznie ładne ilustracje dopełniające tekst są zbyt wielką pokusą, by móc w stanie się jej oprzeć i cierpliwie czekać te kilka lat. Za to bardziej wprawionym  (5/6 latkom) polecam lekturę jednym tchem.

Aneta Widzowska, Psierociniec. Tom 3: Niepiesek, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2018, 64 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

 

Bajki Majki: „Królik Franek” Marta Krzemińska

Nie macie jeszcze dość wszelkiej maści króliczków i zajączków po minionych świętach? Mam nadzieję, że nie, w końcu kitajce są zawsze na topie!

Przez święta testowaliśmy rodzinnie najnowszą serię Marty Krzemińskiej o Króliku Franku z ilustracjami Eweliny Jaślan-Klisik. Książeczki mają na celu przybliżenie i przygotowanie maluszka na trudne i niezrozumiałe sytuacje, które mogą spotkać go między innymi w przedszkolu, a ich treść powstała w konsultacji z psycholog dziecięcą. W końcu bycie maluchem wcale nie jest łatwe!

DSC_1286

„Królik Franek i problem krótkiego ogonka” jest opowieścią o pierwszym kontakcie z odmiennością. Do przedszkolnej grupy Franka dołącza nowa koleżanka – kotka Pusia o dziwacznie krótkim ogonku. Niestety zachowanie króliczka okazuje się być dalekie od ideału i koteczka spotyka się z odrzuceniem. W tym przypadku bardzo spodobała mi się reakcja mamy, która na wiadomość o wyczynach synka reaguje dezaprobatą i dopiero po dłuższej rozmowie z synkiem wspólnie dochodzą do porozumienia i odkrywają przyczyny takiego zachowania. Super, że rodzic nie został przedstawiony jako wszystkowiedzący i mający od razy gotową odpowiedź na wszystko. Mama Franka jest dobrym słuchaczem również posiadającym emocje. I chociaż mama pomaga zrozumieć Frankowi, że jego agresywna postawa jest spowodowana irracjonalnym strachem, dopiero bliższe poznanie Pusi staje się remedium na uprzedzenia.

Natomiast „Królik Franek i tajemnica dobrej zabawy” to historia o trudnej umiejętności przegrywania. Tym razem problem pojawia się podczas rodzinnego popołudnia nad ulubioną grą Franka – zirytowany złą passą króliczek wpada w złość i przerywa rozgrywkę. Jednak podobne zachowanie jego kolegi w przedszkolu uświadamia mu, że wcale nie jest fajnie bawić się z osobą o takim nastawieniu. Bardzo fajny przykład zmiany postrzegania wynikającej ze zmiany punktu widzenia.
Jeśli mam się do czegoś przyczepić, to nie do końca podoba mi się, że nasz bohater dostał od rodziców grę, jako nagrodę za grzeczne zachowanie, chociaż i u nas system kar i nagród powoli zaczyna się pojawiać. Jednak wydaje mi się, że dobre zachowanie nie powinno być niczym nadzwyczajnym, co należy szczególnie nagradzać.

Książeczki są już całkiem poważne – choć obrazki wciąż pełnią istotną rolę, mamy już tyle samo tekstu o głębokiej treści. Papierowe strony i okładki, podobnie jak tematyka, sugerują nieco bardziej wprawionego odbiorcę, choć konstrukcja zdań i przywoływane przykłady zostały dostosowane do możliwości poznawczych przedszkolaków.

Niestety nieszczególnie podobają mi się ilustracje. Chyba dlatego, że kojarzę króliki jako mięciutkie i puchate stworzenia, a te są strasznie gładkie, takie… wylizane (ach ta profesjonalna terminologia!) – mam wrażenie, że więcej futerka ma od Franka jego przyjaciel prosiaczek. Ponadto postacie wyjątkowo nieforemne. Ale Majka nie narzeka i podobają jej się delikatne, pastelowe kolory.

Dużym atutem książeczek są pytania pomocnicze zajmujące dwie ostatnie strony. Mogą one stanowić przyczynek do dyskusji i pomóc dojść dzieciom do odpowiednich wniosków. Warto rozmawiać – i w domu i w przedszkolu.

Obie książeczki polecam starszym przedszkolakom, którzy mają już szansę spotkać się z określonymi sytuacjami i budzą one ich sprzeciw. Moja Majka jeszcze nie zwraca uwagi na inność i nie wie, że w grach można przegrywać, dlatego Franek jeszcze trochę poczeka na półce. Nie mam jednak najmniejszych wątpliwości, że te problemy prędzej czy później staną nam na drodze. A z kłopotami najlepiej się mierzyć mając przy sobie przyjaciela. Franek świetnie sprawdzi się w tej roli.

Marta Krzemińska, Królik Franek i problem krótkiego ogonka; Królik Franek i tajemnica dobrej zabawy, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2018, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.