Bajki Majki: „Nieustraszeni” Elsa Punset, Rocio Bonilla

Seria „Szkoła emocji” o przygodach nieustraszonego rodzeństwa to świetne połączenie przygody i edukacji. I to nie byle jakiej, bo edukacji emocjonalnej. A jak wiadomo emocje potrafią dać się przedszkolakom we znaki.

Wszystko zaczyna się w książeczce „Nieustraszeni i wielki skok”, gdzie poznajemy Tadzia i jego starszą siostrę Alicję, którzy wraz z rodzicami i pieskiem Rocky’m mieszkają w niewielkim domku nad brzegiem morza. Pewnej nocy spotyka ich wyjątkowa przygoda – marzący o karierze kapitana Tadeusz, obudzony ze snu dostrzega za oknem ogromny statek, który…. unosi się w powietrzu. Takiej okazji nie wolno przegapić! W ten sposób Ala, Tadzio i Rocky po raz pierwszy trafiają na statek emocji, gdzie nieco zakręcona mewa Florentyna proponuje im udział w Olimpiadzie Emocji i pomaga uporać się z pierwszym zadaniem – pokonaniem strachu. Wspólnie zastanawiają się co najbardziej przeraża każdego z uczestników, w jaki sposób objawia się strach i jakie są najlepsze sposoby, by sobie z nim poradzić. A kiedy dzieci opracują swoje własne plany antystrachowe, medal mistrzowski jest już właściwie w zasięgu ręki.

Elsa Punset, Rocio Bonilla, Nieustraszeni i wielki skok, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2022, 48 s.

Nie spodziewajcie się jednak, że Olimpiada Emocji zamyka się w jednej konkurencji, co to, to nie! W książce „Nieustraszeni i poszukiwanie skarbu” zniechęcone, zasmucone i zawstydzone niewybrednymi drwinami ze strony kolegów rodzeństwo wyruszy na wyprawę ratunkową, w której niezbędne będą pewne unikalne umiejętności. Zaś w przypadku powodzenia, nagrodą będzie skrzynia z najwspanialszym skarbem świata. Najtrudniejsze okaże się jednak odgadnięcie, jaki skarb czeka w skrzyni każdego z rodzeństwa. To będzie wyprawa nie tylko w mroźne ostępy na ratunek zagubionej ekspedycji, ale przede wszystkim wewnątrz siebie w poszukiwaniu swoich silnych stron, wiary we własne możliwości i poczucia własnej wartości. Nie może się nie udać!

Elsa Punset, Rocio Bonilla, Nieustraszeni i poszukiwanie skarbu, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2022, 48 s.

Kiedy Tadzio dostaje wyjątkową pracę domową – spędzić cały dzień bez złości i zrobić kanapkę spokoju – trudno mu powstrzymać buzujące emocje. Na szczęście wkrótce po Nieustraszonych przybywa Florentyna wraz z nową próbą Olimpiady Emocji. Mistrzostwo w wygrywaniu ze złością czeka na zdobycie! Przez cała noc dzieci będą prześladować ich wkurzające cienie, czy przeciwwkurzeniowe sztuczki sympatycznej mewy wystarczą, by nie stracić dobrego humoru? Szczególnie, kiedy próba odbędzie się w Muzeum Nauki, gdzie Rocky zupełnie przypadkowo obróci szkielet dinozaura w górkę rozsypanych kości? Przekonacie się w części „Nieustraszeni i tajemnica dinozaura”!

Elsa Punset, Rocio Bonilla, Nieustraszeni i tajemnica dinozaura, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2022, 48 s.

Akcja historii „Nieustraszeni i przygoda w latarni morskiej” dzieje się podczas wizyty u dziadków, gdzie Ala i Tadzio spędzają czas ze swoją kuzynką Krewetką. Niestety, choć bardzo się lubią, nie zawsze potrafią się dogadać, a nieporozumienia i kłótnie nie pomagają we wspólnych przedsięwzięciach, jak choćby pływanie łódką. Tym razem Florentyna wysyła więc dzieci do opuszczonej latarni morskiej, gdzie by zapobiec katastrofie, uczestnicy Olimpiady Emocji będą musie nauczyć się współpracy i dbać o relacje. A w drużynie na każdego z uczestników będzie czekało super ważne zadanie, od którego będzie zależeć powodzenie misji.

Elsa Punset, Rocio Bonilla, Nieustraszeni i przygoda w latarni morskiej, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2022, 48 s.

Każda z książek, poświęcona innej emocji, poza historią narracyjną zawiera sporo wskazówek dla rodziców/nauczycieli/wychowawców pomagających opiekunowi w okiełznaniu, przepracowaniu i wspólnym oswojeniu dziecięcych emocji. Poza radami znajdziemy tu również ciekawostki dotyczące m.in. rozwoju emocjonalnego dzieci, propozycje ćwiczeń i zabaw (również plastycznych) oraz tematy do wspólnych rozmów.

A wszystko to w oprawie cudownych ilustracji Rocio Bonilli, na które nigdy nie mogę się napatrzeć.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mamania.

Bajki Majki: „Żegnaj niedźwiadku” Jane Chapman

Tematyka śmierci jest jedną z najtrudniejszych, jakie przychodzi dorosłemu poruszyć z dzieckiem, szczególnie z tym najmłodszym, które nie ogarnia jeszcze tak abstrakcyjnych pojęć.

W książce Jane Chapman poetyckie, wzruszające ujęcie tematu nie wyklucza dosłownego nazwania rzeczy po imieniu. Opowieść zaczyna się słowami:

„Niedźwiadek umarł w pewien piątek…”

A jego dwaj najlepsi przyjaciele nie potrafią poradzić sobie z tą stratą i nie do końca rozumieją co się stało.

„Bóbr i krecik stali pod domem niedźwiadka i nie mogli zrozumieć, że już go nie ma”.

Bezradnie rozglądają się po miejscach, które dotychczas przemierzali wspólnie, porządkują przestrzeń, oddają rzeczy, które pożyczyli, ale nigdy nie zdążyli ich zwrócić. Przychodzą im na myśl słowa, których już nigdy nie będą mogli powiedzieć niedźwiadkowi. Odczuwają cały wachlarz emocji, wspierają się wzajemnie i wciąż myślą o przyjacielu, a każde miejsce i sytuacja przypominają im o nim powiększając tylko poczucie pustki i braku. Płaczą, milczą, wspominają. A czas płynie i pomaga uleczyć rany, choć jest to niełatwy i długotrwały proces. Proces, który najlepiej przejść z przyjaciółmi, a jednym z pomysłów na oswojenie tej tęsknoty jest wspólna praca i szlachetny cel. W końcu niedźwiadek nie chciałby, by przyjaciele już na zawsze pogrążyli się w smutku.

„Żegnaj, niedźwiadku” to przepięknie ilustrowany picturebook o poruszającej ale i niosącej ukojenie treści. O tęsknocie, żalu, gniewie ale i o pielęgnowaniu wspomnień o utraconej osobie, wspólnym działaniu i pięknej przyjaźni. I jednocześnie chyba najbardziej przystępna dla przedszkolaków książka o śmierci, na jaką dotychczas trafiłam.

„Mieli przed oczami jasny gwiazdozbiór, który będzie tam na zawsze. Tak, jak w ich sercach na zawsze pozostanie ukochany przyjaciel niedźwiadek”.

Jane Chapman, Żegnaj niedźwiadku, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 28 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

Na ten temat warto przeczytać również:
„Ważne rzeczy”
„Wszędzie i we wszystkim”
„Dom na kurzych łapach”

Bajki Majki: „W muzeum” Susan Verde, Peter H. Reynolds

Książek o sztuce – zarówno tych naukowych dla dorosłych, jak i skierowanych do młodziutkich odbiorców – jest w naszym domu dostatek, część została mi po studiach, niektóre albumy przeglądam w ponure wieczory dla czystej przyjemności, całkiem sporo czytamy razem z Mają, a jeszcze inne wykorzystuję w pracy. Ten tytuł jest jednak w pewien sposób wyjątkowy, bo łączy w sobie aż trzy różne wątki.

Chociaż oczywiście nie brakuje tu nazwiązań do najsłynniejszych arcydzieł światowego malarstwa i rzeźby – znajdziemy tu i „Gwiaździstą noc” i jedną z baletnic Degasa i „Myśliciela” Rodina – nie jest to bynajmniej tylko i wyłącznie podróż po historii sztuki, a wyprawa w świat emocji, jakie sztuka potrafi wzbudzać w odbiorcy.

Jakie dzieła sprawiają, że zwiedzając muzeum chce nam się tańczyć i pląsać po przepastnych salach, a które wzbudzają w nas zaciekawienie? Jakie uczucia wzbudza malarstwo Picassa z okresu niebieskiego i czy przy wyjątkowo apetycznych martwych naturach może zaburczeć w brzuchu? Przerażający „Krzyk” Muncha i zakręcone, komiczne abstrakcje – sztuka ma ogromną siłę oddziaływania i na małych i na nieco większych odbiorców.

A poza pobudzaniem uczuć w widzach sztuka ma jeszcze jedną bardzo istotną funkcję – potrafi inspirować.

Po ekscytującej, pełnej emocji wizycie w muzeum bohaterka książki kipi energią i pomysłami, a w jej wyobraźni powstaje już własne, najbardziej wyjątkowe dzieło. Wychodząc z muzeum zabierze je ze sobą, głęboko w sercu, wraz z przeżytymi emocjami i zebranymi inspiracjami.  

poetycką podróż przez muzeum, świat sztuki i świat emocji dopełniają pełne lekkości, zwiewne i nieuchwytne ilustracje Petera H. Reynoldsa, który zmienił pomysł na książkę w – jakże adekwatnie – małe dzieło sztuki.

O tym, jak bardzo lubię tego ilustratora, pisałam również w recenzji innej ilustrowanej przez niego i szalenie wzruszającej książki „Kiedyś”.

Susan Verde, Peter H. Reynolds, W muzeum, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2021, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mamania.

Bajki Majki: „Kocha, lubi, szanuje… czyli jeszcze o uczuciach” Grzegorz Kasdepke

Za serię o Pani Miłce i jej dzielnych przedszkolakach zabrałyśmy się trochę od środka – tytułem i tematyką przyciągnęła mnie „Horror, czyli skąd się biorą dzieci”, która, choć nieco kontrowersyjna, zaskoczyła mnie ilością wartościowych informacji podanych w bardzo fajny sposób.

Dlatego też chętnie sięgnęłam po jeden z wcześniejszych tytułów z tej serii, tym razem poświęcony emocjom. I jak „Horror…” nie był propozycją do końca dopasowaną do wrażliwości mojej pięciolatki, tak „Kocha, lubi, szanuje…” okazała się być strzałem w dziesiątkę.

Pani Miłka – najulubieńsza wychowawczyni przedszkolaków – wraz z Pajacykiem przygotowuje dla swoich milusińskich pogadanki o najróżniejszych emocjach. Czasami są to zajęcia z góry zaplanowane, czasami wynikają z potrzeby chwili, jak na przykład z pierwszych przedszkolnych miłostek. Bywa i jednak tak, że to małe urwisy dają Pani Miłce lekcję, na przykład dotyczącą strachu, kiedy jedno z nich przypadkiem się zawieruszy…

Fabuła książeczki została podzielona na 7 rozdziałów poświęconych różnym komplikującym życie emocjom – miłości, nienawiści, pogardzie, strachowi, smutkowi, poczuciu winy i szczęściu – z dużym udziałem poczucia humoru, oczywiście! Każdy rozdział zakończony jest radami dla dzieci pomagającymi oswoić dane uczucie i zachęcającymi do rozmowy z dorosłymi oraz radami dla dorosłych do wykorzystania w domu lub przedszkolu wraz z propozycjami zabaw, prac plastycznych i tematów do rozmowy ze swoim przedszkolakiem. To takie trochę wspólne rozkładanie uczuć na czynniki pierwsze, dzięki którym mały czytelnik dowie się nie tylko co czuje, ale również dlaczego i jak sobie z tym uczuciem poradzić.

A wszystko to w towarzystwie zabawnych i sympatycznych ilustracji Pauliny Daniluk pomagających zwizualizować sobie opisaną sytuację i bardziej utożsamić się z bohaterami.

Koniecznie musimy sięgnąć po najpewniejszą część serii – „Tylko bez całowania!”, bo sympatyczna banda Pani Miłki okazała się być bardzo fajnymi przewodnikami po splątanym świecie podstępnych uczuć i emocji.

Grzegorz Kasdepke, Kocha, lubi, szanuje… czyli jeszcze o uczuciach, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 64 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Czas na czytanie: „Rozmowy z przyjaciółmi” Sally Rooney

Dwudziestojednoletnia Frances jest studentką, wrażliwą debiutującą poetką i dość zamkniętą w sobie wnikliwą obserwatorką. Pozostając w cieniu przebojowej przyjaciółki, którą podziwia tak jawnie, jak i skrycie, przygnieciona ciężarem licznych kompleksów, większość emocji zamyka głęboko w sobie nie dając ich po sobie poznać.

Kiedy wdaje się w romans z jedenaście lat starszym atrakcyjnym aktorem, mężem znanej pisarki pracującej nad artykułem o wspólnej twórczości Frances i jej przyjaciółki Bobbi, emocje zaczynają brać górę nad studentką i próbują wyrwać się spod jej żelaznej kontroli. Czy tego rodzaju związek ma szanse na przetrwanie? Szczególnie, kiedy w strachu przed byciem zranionym wolimy otoczyć się murem obojętności albo zaatakować jako pierwsi?

To opowieść o młodości, pierwszych krokach w dorosłe życie, poszukiwaniu pomysłu na siebie, trudnym dzieciństwie, braku wsparcia i dojrzewaniu emocjonalnym, ale również o ogromnej samotności, poczuciu wyobcowania nawet w gronie najbliższych, trudnościach w nawiązywaniu relacji, bezbronności wobec bólu i choroby oraz braku umiejętności poproszenia o pomoc.

„Chciałam jej wyjaśnić, że nie wiem, co mi było wolno czuć ani co z tego, co wtedy czułam wolno mi czuć, gdy teraz spoglądam wstecz”.

Znajdziemy tu obraz młodzieńczego buntu przeciwko normom społecznym i tak pociągającego pseudointelektualizmu, gdzie pod górnolotnymi i filozoficznymi deklaracjami odrzucenia opresyjnych konstruktów kulturowych – jak monogamia, czy związek – młodzi dorośli za wszelką cenę starają się uniknąć odpowiedzialności za swoje życie i ponoszenia konsekwencji podejmowanych decyzji. Wraz z trudnościami w komunikowaniu swoich potrzeb i uzewnętrznianiu uczuć otrzymamy emocjonalny mętlik będący nie tylko cechą charakterystyczną głównej bohaterki, ale również ponurą diagnozą sporej części społeczeństwa.

„Bałam się, że moja osobowość, gdyby się okazało, że ją mam, będzie z gatunku tych niedobrych. Czy martwiłam się tym jedynie dlatego, że byłam kobietą i czułam presję, by przedkładać cudze potrzeby nad własne? Czy ‚dobroć‚ była tylko innym słowem na określenie uległości w sytuacji konfliktu? Podobne rzeczy pisałam jako nastolatka w swoim pamiętniku: jestem feministką i mam prawo nie kochać nikogo”.

Niby nic nowego ani odkrywczego, jednak bez wątpienia dylematy i problemy Frances niejednemu czytelnikowi wydadzą się znajome – w końcu zarówno strach, jak i poszukiwanie to nieodłączne części młodości. Chociaż w moim przypadku ten etap miał miejsce dużo wcześniej (ale też ja urodziłam się stara duchem), raczej w wieku licealnym, niż studenckim i może dlatego chroniczne niezdecydowanie i niedojrzałość Frances mocno działało mi na nerwy. Nie sposób jej jednak nie współczuć. I nie kibicować jej poszukiwaniom szczęścia.

Nie mogę powiedzieć, że to książka, która porwała mnie od pierwszej strony, całkiem długo się do niej przekonywałam. Ale mniej więcej w połowie, kiedy już udało mi się wkręcić w całą historię, mocno mnie wciągnęła i resztę pochłonęłam jednym tchem.

Warto wspomnieć, że jest naprawdę dobrze napisana – czytałam egzemplarz recenzencki, jeszcze przed ostateczną korektą i bez choćby wyodrębnienia dialogów, a mimo to czytało się lekko, płynnie i interesująco. Pod względem literackim to była przyjemność.

No i uwielbiam tą okładkę!

Polecam, z pewnością sięgnę również po drugą pozycję tej autorki, bo nie miałam dotąd jeszcze okazji czytać „Normalnych ludzi”, a słyszałam, że robią wrażenie.

Sally Rooney, Rozmowy z przyjaciółmi, Warszawa: Wydawnictwo W.A.B, 2021, 336 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa W.A.B.

Bajki Majki: „Emomisie” Agata Matraś

To już trzecia, po „Liczyświnkach” i „Kolorysiach”, kartonowa wyszukiwanka Agaty Matraś dla najmłodszych.

Tym razem autorka wzięła na tapetę niezwykle ważny dla maluchów (i ich rodziców!) temat – emocje. Bo i będące głównymi bohaterami książeczki misie, wbrew moim pierwszym skojarzeniom, wcale nie eksponują przechodzonego właśnie buntu pasiastą odzieżą, ciężkimi butami i farbowaną grzywką na pół twarzy (ach, pamiętam te czasy!), a po prostu uczą się przeżywać, rozpoznawać i radzić sobie z emocjami. A mali czytelnicy mogą im w tym aktywnie towarzyszyć.

Podobnie jak w poprzednich częściach, książka jest podzielona na strony „wstępu” będące sytuacją przedstawiającą dane zagadnienie (w tym przypadku emocję targającą danym misiem nawiązując tekstem do popularnej dziecięcej wyliczanki) oraz stronę z dotyczącymi go zadaniami – naprzemiennie.

Wszystkie zadania rozpoczynają się od rozpoznawania i wyszukania danej emocji na pyszczkach misiów, a następnie – jak zwykle – czekają malucha labirynty, wypatrywanie różnic i szczegółów, łączenie w pary, zadania na kojarzenie faktów i układanie ciągów przyczynowo skutkowych. Poza samym poznawaniem emocji, ich przyczyn i skutków maluch dowie się również między innymi z czego nie powinno się śmiać, w jakich sytuacjach należy zachować ostrożność, czy jak najlepiej skończyć kłótnię.

W ten sposób w książeczce zostały omówione radość, smutek, strach, zdziwienie, duma, złość, zazdrość, wstyd i niechęć.

Zarówno pod względem wydania – niewielka kartonówka z grubej tektury o bezpiecznie zaokrąglonych rogach – jak i treści jest to książeczka dla młodszych przedszkolaków i dzieci przedprzedszkolnych, ale moja Lada Dzień Już Pięciolatka wciąż bardzo lubi tą serię i równie często wybiera ją do wspólnego czytania, jak i przegląda sama. Okazuje się też, że rozpoznawanie emocji po mimice wcale nie przychodzi jej tak łatwo, jak się spodziewałam – szczególnie jeśli chodzi o wstyd, zazdrość i niechęć.

Jak zwykle jest edukacyjnie, kolorowo, zabawnie i wierszem.

Agata Matraś, Emomisie, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2020, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon.

Jeśli szukacie książeczek o emocjach dla nieco starszych dzieci, koniecznie zajrzyjcie do recenzji  „12 ważnych emocji”. Za to maluchom na pewno spodoba się również „Feluś i Gucio poznają emocje”.

Bajki Majki: „Feluś i Gucio poznają emocje”, Katarzyna Kozłowska, Marianna Shoett

Dwa tygodnie temu pokazywałam Wam książkę o z opowiadaniami o emocjach dla starszaków, tym razem znani nam już i super sympatyczni Feluś i jego miś Gucio wprowadzą w świat emocji najmłodszych moli książkowych. W końcu maluchy to nie tylko wulkany energii, ale również uczuć, a jeszcze niekoniecznie potrafią okiełznać ten skomplikowany emocjonalny bałagan. Najłatwiej będzie im to zrobić poznając swoje reakcje na określone wydarzenia i ucząc się nazwać to, co się z nimi dzieje.

To już trzecia część przygód tych bohaterów – wcześniej pomagali maluchom oswoić się z przedszkolem i przypominali o zasadach dobrego wychowania. Tym razem również kierują swoje nauki do przedszkolaków.

Każda rozkładówka poświęcona została jednej z emocji. Większą część strony zajmuje ilustracja obrazująca sytuację, w której dziecko może odczuwać daną emocję (najczęściej w środowisku przedszkolnym), krótki opis tego uczucia oraz zadanie dla pluszowego Gucia, który porównuje emocje do zjawisk organoleptycznych – dowiemy się więc jak smakuje radość, jak brzmi spokój, jaką pogodą jest smutek, czy co mówi zdziwienie. W ten sposób przedstawiono radość, wstyd, przyjaźń, zniecierpliwienie, spokój, nudę, ciekawość, odwagę, smutek, szczęście, strach, dumę, złość, wdzięczność, zazdrość, współczucie, tęsknotę i zdziwienie, czyli całkiem konkretne tornado uczuć malucha – warto poznać je wszystkie! Wiemy w końcu, jak szybko uczucia dzieci przechodzą ze skrajności w skrajność.

Prym zdecydowanie wiodą tu delikatne ilustracje Marianny Schoett w stonowanych kolorach, tekst jest krótki, ale treściwy – nic dodać, nic ująć. A zakończenie wszystkiego zadaniem opisowym do wykonania razem z Guciem pomaga wyobrazić sobie, nazwać i zapamiętać dane odczucie.

Całość poprzedzona jest wstępem i wskazówkami dla rodziców, a zakończona kilkoma radami dla dziecka, które nie wie do końca co zrobić, gdy nie radzi sobie z przepełniającymi je emocjami.

Polecam ten tytuł przede wszystkim dla trzylatków, bo moja Majka (obecnie lat 4,5) szybko się nią znudziła – woli już pozycje z większą ilością tekstu. Chociaż oczywiście prostych i obrazowych definicji nigdy zbyt wiele, mam nadzieję, że co nieco z niej zapamiętała :)

„Pamiętajmy, że nie ma złych emocji, są tylko trudne. Wszystkie są równie ważne i naturalne. Nie trzeba się ich wstydzić, ani im zaprzeczać, bo zawsze czemuś służą”.

Katarzyna Kozłowska, Marianna Shoett, Feluś i Gucio poznają emocje, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2020, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „12 ważnych emocji. Polscy autorzy o tym, co czujemy”

O emocjach można mówić i mówić, a i tak nigdy chyba nie powie się wszystkiego. To trzeba poczuć. Problem w tym, że kiedy już je czujemy, okazuje się, że wcale nie tak łatwo sobie z nimi poradzić! Szczególnie, kiedy jest się dzieckiem. A i ja czasem czuję się wobec nich zupełnie bezbronna, choć według metryczki dzieckiem przestałam być już dawno temu.

Książka „12 ważnych emocji” to zbiór opowiadań, w których autorzy przybliżają młodym czytelnikom poczucie dumy, radość, wstyd, tęsknotę, strach, złość, zazdrość, bezradność, smutek, zadowolenie, zaskoczenie i współczucie.

To propozycja dla nieco starszego czytelnika – wytrwałego słuchacza, albo już nieco bardziej zaawansowanego samodzielnego czytacza. Opowiadania są całkiem rozbudowane, zajmują mniej więcej po 8-10 stron, dzięki czemu autorzy mieli szansę dokładniej zarysować daną sytuację, niemalże wyjętą z życia codziennego małolata, i stworzyć bohaterów, z którymi łatwo się identyfikować. A potem już na ich doświadczeniach odbiorca ma szansę nauczyć się, że strach ma wielkie (czasami sumie) oczy, że nie warto ciągle strzelać fochów i mieć much w nosie, a czasami satysfakcja z pomocy innym przysporzy nam więcej dumy, niż zwycięstwo, na które ciężko pracowaliśmy.

Chociaż czcionka nie jest zbyt duża, a same opowiada są raczej długie, nie szczędzono w nich również ilustracji. I chociaż styl Eluty Kidackiej nie jest moim ulubionym, ilustracje które obecne są na każdej stronie spełniają bardzo ważną rolę. Rozweselają i wspomagają wyobraźnię również w rozpoznawaniu emocji – w końcu mimika jest w tym przypadku bardzo ważna.

12 autorów połączyło siły, by udowodnić dzieciom, że nie ma czegoś takiego, jak złe emocje, trzeba tylko nauczyć się je rozpoznawać, czerpać z nich siłę i naukę oraz radzić sobie z ich konsekwencjami. Na tą lekcję nigdy nie jest za wcześnie. Ani za późno.

12 ważnych emocji. Polscy autorzy o tym, co czujemy, Poznań: Centrum Edukacji Dziecięcej, 2020, 128 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Centrum Edukacji Dziecięcej.

Bajki Majki: „Jestem przy tobie” Smriti Halls, Steve Small

Znacie to uczucie, kiedy macie najlepszego przyjaciela na świecie, uwielbiacie go ponad wszystko i wszystko robicie razem, ale nie zawsze wychodzi tak, jak to sobie zaplanowaliście i momentami chętnie byście od niego odpoczęli? Albo kiedy to Wy jesteście czyimś najlepszym przyjacielem i nie widzicie świata poza swoim towarzyszem, ale w pewnym momencie wyraźnie zaczynacie go denerwować, chociaż nie rozumiecie dlaczego?

Miś i wiewiórka również dobrze to znają.

W końcu nawet największa przyjaźń potrzebuje od czasu do czasu chwili oddechu, a potrzeba samotności nie zawsze oznacza coś złego. Wie to z pewnością każda mama małej przylepy, a i przedszkolaki szybko uczą się poznawać te uczucia.

Uroczy picturebook z niewielką ilością rymowanego tekstu przybliża i oswaja sytuację, w której czyjaś bliskość, tak na co dzień pożądana, zaczyna nas przytłaczać. Uczy też, że nawet kiedy przez chwilę jesteśmy osobno, nie oznacza to końca przyjaźni, bo prawdziwi przyjaciele są zawsze przy nas – nawet, jeśli nie oznacza to fizycznej obecności non stop. A chwile tylko dla siebie pomagają docenić wyjątkowość momentów, które spędzamy wspólnie.

Prawdziwej przyjaźni niestraszne małe codzienne nieporozumienia, bo i nie ma takiej rzeczy, z którą nie można sobie poradzić wspólnymi siłami!

Duży format, bardzo sympatyczne ilustracje, wpadający w ucho, wierszowany tekst i piękne przesłanie w małej ilości słów. Jedna z bardziej poetyckich i przy tym zrozumiałych pozycji o emocjach dla maluchów.

Smriti Halls, Steve Small, Jestem przy tobie, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2019, 40 s.

Recenzja powstałą dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zielona Sowa.