Bajki Majki: „Mistrz kieszonkowy z placu budowy” Sherri Duskey Rinker, Ag Ford

Całkiem niedawno pokazywałam Wam fantastyczną książkę o tym, jak trudno jest być czasem małych rozmiarów i jak maluchy potrafią zaskoczyć (o „Dzielnej Małpce” przeczytacie tutaj). Dzisiaj kolejna książka dla najmłodszych z podobnym morałem – tym razem prosto z uwielbianego placu budowy.

Na placu budowy pojawia się nowa maszyna – zręczna miniładowareczka Brumka Brzdąc, zwana też ładowarką burtową. Mimo całkiem ciepłego przyjęcia, inne maszyny nie traktują jej jednak poważnie – choć cała ze stali, wydaje im się zbyt mała i delikatna do ciężkich robót na budowie. Taki maluch na poważnym i często niebezpiecznym placu budowy może przecież tylko przeszkadzać dorosłym w pracy!

Ale Brumka jeszcze ich zaskoczy! Jej szybka reakcja na kryzysową sytuację, zwrotność i szybkość, głowa pełna pomysłów oraz mnóstwo wyjątkowych umiejętności pomoże dwóm maszynom wydostać się z opresji i rozwiązać problem, z którym większe maszyny nie miałyby szans. A po tak brawurowo przeprowadzonej akcji ratunkowej nikt już nie będzie patrzył na malucha z góry!

To już czwarta część serii przygód maszyn z placu budowy (znacie już „Snów kolorowych, placu budowy”, „Wieczór Gwiazdkowy na placu budowy” i „Rety! Ktoś nowy na placu budowy”?). Antropomorficzne pojazdy budowalne powracają w nowej przygodzie – tym razem o tym, że czasami najbardziej niepozorne postacie mogą nas nieźle zaskoczyć, a wzrost i siła spokojnie mogą się mierzyć ze zręcznością i pomysłowością. To też bardzo uniwersalna przestroga, by nie oceniać po pozorach.

Jak zwykle opowiedziana lekkim, wpadającym w ucho (i w mózg!) rymem, bez strachu przed specjalistycznymi nazwami specjalistycznych maszyn (a które dziecko nie kocha maszyn budowlanych?), z dużą dawką poczucia humoru, charakterystycznymi ilustracjami, pochwałą dla pracy zespołowej i pouczającym morałem.

Rodzice wiernych fanów koparek, betoniarek i ładowarek, szykujcie portfele! Po raz kolejny czeka na Wasze dzieci świetna pozycja!

Sherri Duskey Rinker, Mistrz kieszonkowy z placu budowy, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Grajki Majki: „Puzzle. Rok w lesie. Rodzice i dzieci”, „Memo. Rok w lesie”

Mam straszliwą słabość do ilustracji Emilii Dziubak, a „Rok w lesie” to książka, którą można oglądać godzinami, co nierzadko bywa powodem zażartych i zaskakujących dyskusji, np. gdzie się podziały małe zające albo co się stało z orzechami, które zakopała wiewiórka. Już samo oglądanie, wypatrywanie, dociekanie i wymyślanie historii to świetna zabawa. Niemniej jednak strasznie się cieszę za każdym razem, kiedy pojawiają się nowe propozycje aktywności wykorzystujące ilustracje z tej książki. Mamy już w swoich zbiorach dwa komplety puzzli – jedna z nich pokazywałam Wam TUTAJ.

Tym razem jednak będzie o propozycjach dla najmłodszych:

„Puzzle. Rok w lesie. Rodzice i dzieci” to zestaw 10 dwuelementowych profilowanych układanek przedstawiających… no właśnie dorosłe osobniki i dzieci zwierząt – rozłączamy dorosłego z dzieckiem, czyli w sumie mamy 20 zwierzątek. W kartoniku znajdziemy rodzinkę szopa, borsuka, niedźwiedzia, kuropatwy, wiewiórki, jeża, ryjówki, żubra, dzika i zająca. To zapewne będzie ulgą dla niejednego rodzica, ale wszystkie nazwy zwierząt wymienione są w instrukcji wraz z podpowiedziami, na jakie szczegóły warto zwrócić uwagę opisując obrazki podczas zabawy z dzieckiem oraz propozycjami różnych sposobów układania na różnym poziomie trudności, które można dopasować do umiejętności dziecka.

Ilustracje śliczne, maluszki urocze, a i opowieści i opisy, które można snuć do układania są bardzo rozwijające. Elementy są duże (nie ma ryzyka połknięcia), z naprawdę grubej tektury i dzięki profilowemu wycięciu łatwe do chwycenia i pobudzające zmysł dotyku. Jak zawsze świetnej jakości.

„Puzzle. Rok w lesie. Rodzice i dzieci”
Ilustracja: Emilia Dziubak
Ilość elementów: 10×2
Sugerowany wiek: 2+
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

„Memo. Rok w lesie” – memory to gra, której nikomu przedstawiać nie trzeba, moja Maja zawsze ją uwielbiała i wciąż zdarza jej się mnie ograć. W tym zestawie znajdziemy 24 kafelki, czyli 12 par zwierzątek (szop, borsuk, gąsienica, żółw, wydra, dzięcioł, ryś, dzik, niedźwiedź, łoś, żubr i jeż) – każda para na tle innego koloru i otoczone odmienną roślinnością, co ułatwia zapamiętywanie. Także w tym przypadku w instrukcji znajdziemy podpowiedzi zachęcające do opisywania obrazków wraz z dzieckiem.

Podobnie jak w przypadku puzzli, do wykonania kafelków wykorzystano grubą tekturkę, dzięki czemu wydają się być ślino i ząbkoodporne i sprawiają wrażenie wytrzymałych. Wystarczy obrócić obrazkiem do dołu (a rewersy również są super śliczne!), pomieszać i szukać par. Oczywiście ilość używanych podczas gry par również można dostosować do wieku i poziomu zainteresowania maluszka.

„Memory. Rok w lesie”
Ilustracja: Emilia Dziubak
Ilość elementów: 24 (12 par)
Sugerowany wiek: 2+
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Już kilka razy zwracałam uwagę na sposób opakowania gier i puzzli od wydawnictwa Nasza Księgarnia – są fantastycznym dowodem na to, że nie ma najmniejszej potrzeby owijać wszystkiego w jednorazową folię. Zestawy elementów zostały opakowane w papierowe torebki i tekturowe kartoniki ze sznureczkami w formie uchwytu. Estetycznie, ekologicznie, atrakcyjnie dla dziecka i bez centymetra plastiku. A do tego wyprodukowane w Polsce! Tak trzymać, jestem fanką!

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Cyferkowa książka” Anna Salamon, Alicja Krzanik

Nie da się ukryć, że „Literkowa książka” okazała się hitem. Okazała się wyjątkowa nie tylko ze względu na cudną formę „wydzierganych” ilustracji, ale również dzięki wspomaganiu zapamiętywania przez różne dodatkowe aktywności do wykonania przez na maluszka.

Druga część, poświęcona cyferkom, utrzymuje ten schemat – jest równie imponująca pod względem wizualnym i nie brak jej pomysłowości. Poza samym liczeniem, na dziecko czekają dodatkowe polecenia pomagające zapamiętać zarówno kształt samych cyfr, jak i odpowiadające im ilości. Przy cyferce 1 musimy wskazać, co mamy pojedynczego, np. nos, czy głowę. Przy 2 mamy dwie nogi i dwie ręce, należy więc podskoczyć i klasnąć. Na dzieci czeka też miedzy innymi wymienianie czterech pór roku, siedmiu dni tygodnia, czy nazywanie wszystkich pięciu palców.

Poza wspomaganiem wyobraźni maluszka poprzez główkowanie nad zadaniami, pomyślano również o prostej wizualizacji. Obok każdej z cyfr widzimy regał (oczywiście włóczkowy)- na samym początku jest pusty (to strasznie super, że w książce uwzględniono również zero!), po czym najpierw pojawia się na nim jeden miś, później dwie filiżanki, trzy autka, pociąg z czterema wagonikami… i tak dalej. Dzięki temu za każdym razem maluszek może policzyć pojawiające się przedmioty podczas poznawania cyfr, a następnie wykorzystać zapełniający się regał do podstawowych działań matematycznych dodając do siebie nie tylko zabawki jednego rodzaju, ale również sumując je wszystkie po kolei.

Co dwie cyfry pojawia się włóczkowa scenka rodzajowa z życia rodziny, uzupełnione krótkim wierszykiem i kolejnymi zadaniami dla małego czytelnika – trzeba na kolejnych obrazkach (w domu, na plaży, na ulicy i w przedszkolu) odszukać przedmioty, które występują po kilka razy i policzyć je.

Nie myślcie jednak, że książką kończy się wraz z cyfrą 9, co to, to nie! Po dziewiątce czytelnicy dowiedzą się czym są liczby dwucyfrowe i poznają pierwsze cztery z nich. Następnie pojawi się strona poświęcona rzeczom nieskończonym, jak gwiazdy i bakterie oglądane przez rodziców przy pomocy teleskopu i mikroskopu, a po wszystkich stronach poświęconych dodawaniu zabawek pojawi się również czas na odejmowanie.

Najfajniejsze jest jednak to, że wszystkie te wyliczanki i stopniowe zapełnianie regału zabawkami i dekorowanie ścian gwiazdkami ułożyło się w prostą fabułę – na ostatniej stronie dowiadujemy się, że do rodzinki dołączyła malutka Hania a regał wraz z zabawkami był kompletowany do pokoju małej siostrzyczki. W połączeniu ze scenkami rodzajowymi całość układa się w całkiem rozbudowaną historię pewnej szydełkowej rodzinki.

A wszystko to po raz kolejny w wytrzymałym, ząbko- i ślinoodpownym kartonowym wydaniu z bezpiecznie zaokrąglonymi rogami. Nie „Cyferkowa książka” mam wątpliwości, że powtórzy sukces pierwszej części.

Anna Salamon, Alicja Krzanik, Cyferkowa książka, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Muminki zebrane” Tove Jansson

„Muminki” kojarzę przede wszystkim z animacji, która za moich czasów w niedzielę leciała w telewizji w ramach dobranocnki. Na pewno czytałam też w dzieciństwie klika muminkowych książek – na pewno kojarzę „Lato Muminków” i „Pamiętniki Tatusia Muminka”, ale tak naprawdę niewiele z nich pamiętam i to od dawna mój wielki wyrzut sumienia, bo niby człowiek by chciał i ma ochotę (a w końcu wstyd nie znać!), ale jakoś nigdy nie ma kiedy. Obiecałam sobie, że to będzie jedna z tych książek, które będę poznawać razem z córką.

Od jakiegoś czasu rozglądałam się za fajnym wydaniem, bo i jest w czym wybierać. Prawie skusiłam się na wydawane w zeszłym roku pojedyncze tomy w wesołych kolorowych okładkach (też śliczne i pewnie mojej przedszkolaczce bardziej wpadłyby w oko), ale jakoś nie mogłam się zebrać. I w sumie cieszę się, że tak długo się nie mogłam się zdecydować, bo najnowsze, dwutomowe „Muminki zebrane” wydane z okazji setnych urodzin wydawnictwa Nasza Księgarnia całkowicie skradły moje serce. Są przepiękne!

Bardzo lubię serię „klasyki zebranej” nazywaną przez mnie roboczo „klasyką dla dzieci w cegłach”, bo i są to pozycje raczej konkretne. Mamy już w tym wydaniu „Kubusia Puchatka” wraz „Chatką Puchatka” i wszystkie przygody Pippi w jednym tomie. Nie są to co prawda książki, które wrzuca się do plecaka na wyjazd, ale do rodzinnego czytania w wygodnym fotelu pod kocem albo na tarasie w słoneczny letni dzień nadają się idealnie – jest w nich mnóstwo stron do przeczytania i jeszcze więcej przygód do przeżycia. A w takiej oprawie czytanie to sama przyjemność!

Pokaźne tomiszcza o dużym formacie, w twardych okładkach kryją w sobie kolejno pięć i cztery części znanych i kochanych, ponadczasowych przygód Muminków wzbogaconych niesamowicie klimatycznymi czarno-białymi ilustracjami autorki – zarówno zajmującymi całe strony książki, jak i w formie dopełniających tekst przerywników.

W pierwszym tomie znajdziemy „Małe trolle i dużą powódź”, „Kometę nad Doliną Muminków”, „W Dolinie Muminków”, „Pamiętniki Tatusia Muminka” oraz „Lato Muminków”. Na drugi składają się „Zima Muminków”, „Opowiadania z Doliny Muminków”, „Tatuś Muminka i morze” oraz „Dolina Muminków w listopadzie”. Chociaż tekst nie jest szczególnie duży, krój liter i ich rozstawienie sprawia, że czyta się bardzo wygodnie.

Zarówno pastelowe kolory okładek, jak i delikatny kwiatowy ornament obecny na okładkach i wklejce bardzo trafił w moje gusta. Dodatkowym elementem dekoracyjnym jest wypukły biały deseń na przedniej stronie okładki. Wraz z grubszym kremowym papierem całość wygląda bardzo elegancko. Jeśli szukacie idealnego prezentu, albo książki-pamiątki, to nie musicie rozglądać się dalej. „Muminki” aż proszą się o piękną dedykację. I całe godziny czytania.

Tove Jansson, Muminki zebrane. T 1 i T 2, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 464 i 464 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Horror! Czyli skąd się biorą dzieci” Grzegorz Kasdepke

To najdziwniejsza książka dla dzieci o rozmnażaniu, jaka dotąd wpadła mi w ręce – utrzymana w konwencji horroru ze zjadaniem dzieci w roli głównej, gościnną wizytą komandosów (i ich regularną bitwą z przedszkolakami) wśród budzących grozę odgłosów burzy i sporą dawką dobrych rad i całkiem rzetelnej wiedzy bez zbędnego owijania w bawełnę w roli bonusu. Niezły misz-masz!

Pani Miłka – ukochana wychowawczyni przedszkolaków ma w brzuchu dziecko! Na grupę starszaków pada strach, kto następny wyląduje na talerzu przedszkolanki? I jak się obronić przed jej głodem? Ukryć się w szafce, zbudować fort, a może chwycić za broń? Pomysłowe dzieciaki wypróbują każdy z tych pomysłów, a zupełnie przy okazji, w ciągu naprawdę zdumiewających zdarzeń, dowiedzą się skąd naprawdę biorą się dzieci, co jest do tego potrzebne i dlaczego nie grządka z kapustą i majeranek do smaku.

To niestety nie jest książka dla nas, nie pokarzę jej Majce, przynajmniej na razie. A to dlatego, że, podobnie jak jeden z rodziców przedszkolaków z „Horroru”, pozwoliłam sobie kiedyś na średnio mądry żart – wąchając zapamiętale swoje czyste dziecko prosto wyjęte z kąpieli pełnej owocowej pianki powiedziałam, że „pachnie tak apetycznie, że chyba zaraz ją zjem”. Nawet zrobiłam „mniam mniam mniam!”. A Maja… wzięła to jak najbardziej na serio, wpadła w panikę i rozpacz i przez cały kolejny dzień nie chciała się do mnie zbliżać na krok, a potem jeszcze przez długi czas, mimo zapewnień i tłumaczeń patrzyła ma mnie podejrzliwie. W związku z tym „głupie żarciki” o zjadaniu dzieci nie wchodzą u nas w grę, jeszcze odmówiłaby mi chodzenia do przedszkola…

Ale jeśli Wasze starszaki mają mocniejsze nerwy, lubią takie klimaty są już na tym etapie, że nie biorą wszystkiego do siebie i doceniają historie z dreszczykiem, to jak najbardziej, bo w książce znalazło się wiele wartościowych informacji. Poza faktem, że przedszkolaki jednak dowiadują się o tym co u dorosłych idzie gdzie, dlaczego tak i że na golasa, a także o jajeczkach i plemnikach, znajdzie się też sposobność obalenia sporej liczby mitów o bocianach, kapustach i kurierach przynoszących bobasy kupione na allegro. I oczywista oczywistość, że nie tylko dzieci czują strach i że da się go oswoić.

Książkę kończą dobre rady i wskazówki dla dzieci i dorosłych. I nawet jeśli nie przeczytam tej pozycji razem z córką, to te ostatnie strony z pewnością wykorzystam, bo dobrze tam autor prawi.

A całą resztę polecam przedszkolakom nieustraszonym, a rodzicom w szczególności.
Wartościowa, ale nie dla każdego czytelnika.

Grzegorz Kasdepke, Horror! Czyli skąd się biorą dzieci, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 64 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Grajki Majki: Pucio do tulenia, Puzzle „Pucio. Co słychać?”

Jeśli szukacie szybkiego pomysłu na mikołajkowy upominek dla maluszka, autorki przygód Pucia spieszą z pomocą. Niedawno ukazały się dwa gadżety ze świata tego uwielbianego bohatera, które z pewnością ucieszą każdego fana albo świetnie sprawdzą się jako dodatek do jednej z pucioksiążek.

Uroczy Pucio do tulenia to maskotka będąca odwzorowaniem głównego bohatera serii, stworzonego przez Martę Galewską-Kustrę i Joannę Kłos. Jak zaznaczono na opakowaniu pluszowy Pucio, składa się z głowy pełnej Puciowych pomysłów, oczu do wypatrywania babci, dziadka i wiewiórek, rączek wciąż zajętych zabawą i głaskaniem pieska Funia, noska szczególnie wrażliwego na zapach naleśników cioci, małych nóżek, które rzadko stoją w miejscu i mięciutkiego brzuszka do wesołych gilgotek. Moja Maja była odrobinę rozczarowana brakiem samolotu w zestawie – widzę w tym potencjał na przyszłość.

Dużym plusem są dla mnie niewielkie rozmiary maskotki – przede wszystkim dlatego, że małe rączki i nóżki będą idealne do ogarnięcia małymi dłońmi dziecka, ale również dlatego, że po prostu mam już trochę dość sporych maskotek, które wypełniają pokój i łóżko mojego dziecka po brzegi. A w tym przypadku udało się odwzorować bohatera z dużą szczegółowością i w małym rozmiarze – dla mnie super.

Drugą zaletą jest różnorodność materiałów, z których została wykonana przytulanka – inna w dotyku jest twarz, na której wyróżniają się wypukłe kropeczki oczu, inne są włosy, inne rękawki bluzeczki i inne spodenki.

I wreszcie sposób pakowania, za który należą się olbrzymie brawa. Pucio jest sprzedawany w kartoniku, w którym stoi oparty na tekturowej podstawce do której jest przyczepiony gumką recepturką. Całość jest zamknięta jedną plastikową naklejką. Żadnego zbędnego plastiku, minimum śmieci, najmniejszego problemu z rozpakowywaniem. Estetycznie, elegancko i z poszanowaniem środowiska.

Pucio do tulenia
na podstawie ilustracji Joanny Kłos
z książek Marty Galewskiej-Kustry
Sugerowany wiek: 3+
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

W równie dobry sposób zostały zapakowane nowe puzzle dla najmłodszych „Pucio. Co słychać?” – elementy zostały zawinięte w papier i spakowane do kartonika sklejonego dwoma naklejkami.

Ta 12-elementowa układanka jest kierowana do odbiorców od drugiego roku życia, a puzzle są naprawdę duże. Co nie znaczy wcale, że jej ułożenie jest banalne, bo niestandardowy kształt potrafi zmylić (należę do tych układaczy, którzy zawsze zaczynali od ramki. A ta ramka ma bardzo nieregularną linię brzegową :) ).

Na ilustracji widzimy Pucia i Misię stojących pod drzewem i przysłuchujących się odgłosom natury. A wokół nich jest mnóstwo dźwięków! Szczekający na motylka Funio obudził sowę, która komentuje to huczeniem, wiewiórka na gałęzi chrupie orzeszka, dzięcioł stuka w pień, ptaki ćwierkają, pisklęta piszczą, kukułka kuka, drzewo szumi… ułożenie obrazka to dopiero początek dźwiękonaśladowczej zabawy w opowiadanie!

Pucio. Co słychać? Puzzle
Autor: Marta Galewska-Kustra
Ilustracja: Joanna Kłos
Ilość elementów: 12
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Sugerowany wiek: 2+

Jeśli wciąż mało wam Pucia, zobaczcie również:
układankę świąteczną układankę Pucio i Misia ubierają choinkę,
puciowe gry – domino oraz loteryjkę „Gdzie to położyć?”,
i oczywiście książeczki – naszą ulubioną „Pucio umie opowiadać” i resztę serii.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Grajki Majki: „Smoki”, Kevin Kichan Kim

Pamiętacie, jak w recenzji „Snu”, jak i „Kruków” pisałam, że to kruki są moimi ulubionymi sennymi bohaterami? Myliłam się. Oczywiście najfantastyczniejsze na świecie są smoki! Tym razem poświęcono im całą grę i mnóstwo bajecznych ilustracji.

W trzeciej części serii wracamy do pierwotnej koncepcji – naszym zadaniem jest tworzenie jak najmilszych i najbardziej pozytywnych snów, czyli zależy nam na uzbieraniu jak najniższej wartości kart (krain) przed sobą – jak w „Śnie” (w „Krukach” było zupełnie na odwrót). Ale tym razem smoki nie grają już tylko i wyłącznie roli negatywnego bohaterów – pojawiają się zarówno w mrocznych, jak i błogich snach. A niektóre z nich są tak urocze, że och!

Podczas kreowania swojego snu szyki mogą pokrzyżować nam trzy rodzaje podstępnych kruczych kart specjalnychkrainy kruków, które potrafią nieźle namieszać nie tylko w naszym śnie, ale i w śnie przeciwnika. Pewną nowością są żetony smoka pomocne w liczeniu wygranych rund, bo zwycięzca zawsze otrzymuje jeden żeton.

Jak zwykle grę można rozegrać w kilku różnych wariantach –  dłuższych wersjach, zamiast wykorzystywać żetony smoka, możemy sumować punkty lub wygrane rundy, do czego przydadzą się dołączone do zestawu notes i ołówek.

Po raz kolejny nie mogę się napatrzeć na obłędną szatę graficzną stworzoną przez Marcina Minora. Każda część gry ma boskie ilustracje, ale tu dodatkowo roi się od smoków, więc są jeszcze lepsze, niż poprzednie (tak, też nie sądziłam, ze to w ogóle możliwe).

Absolutnie przepiękna, całkiem prosta (wystarczy jedna runda, by przyswoić wszystkie zasady), a jej długość i poziom trudności możemy dowolnie modyfikować poprzez ilość rozegranych rund lub liczbę punktów. Świetna propozycja dla całej rodziny, a do tego pomaga ćwiczyć się w liczeniu i myśleniu strategicznym. Nie mówiąc już o tym, że rozwija wyobraźnię i poczucie estetyki.

Smoki
Autor: Kevin Kichan Kim
Ilustracje: Marcin Minor
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Sugerowany wiek: 6+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Feluś i Gucio poznają emocje”, Katarzyna Kozłowska, Marianna Shoett

Dwa tygodnie temu pokazywałam Wam książkę o z opowiadaniami o emocjach dla starszaków, tym razem znani nam już i super sympatyczni Feluś i jego miś Gucio wprowadzą w świat emocji najmłodszych moli książkowych. W końcu maluchy to nie tylko wulkany energii, ale również uczuć, a jeszcze niekoniecznie potrafią okiełznać ten skomplikowany emocjonalny bałagan. Najłatwiej będzie im to zrobić poznając swoje reakcje na określone wydarzenia i ucząc się nazwać to, co się z nimi dzieje.

To już trzecia część przygód tych bohaterów – wcześniej pomagali maluchom oswoić się z przedszkolem i przypominali o zasadach dobrego wychowania. Tym razem również kierują swoje nauki do przedszkolaków.

Każda rozkładówka poświęcona została jednej z emocji. Większą część strony zajmuje ilustracja obrazująca sytuację, w której dziecko może odczuwać daną emocję (najczęściej w środowisku przedszkolnym), krótki opis tego uczucia oraz zadanie dla pluszowego Gucia, który porównuje emocje do zjawisk organoleptycznych – dowiemy się więc jak smakuje radość, jak brzmi spokój, jaką pogodą jest smutek, czy co mówi zdziwienie. W ten sposób przedstawiono radość, wstyd, przyjaźń, zniecierpliwienie, spokój, nudę, ciekawość, odwagę, smutek, szczęście, strach, dumę, złość, wdzięczność, zazdrość, współczucie, tęsknotę i zdziwienie, czyli całkiem konkretne tornado uczuć malucha – warto poznać je wszystkie! Wiemy w końcu, jak szybko uczucia dzieci przechodzą ze skrajności w skrajność.

Prym zdecydowanie wiodą tu delikatne ilustracje Marianny Schoett w stonowanych kolorach, tekst jest krótki, ale treściwy – nic dodać, nic ująć. A zakończenie wszystkiego zadaniem opisowym do wykonania razem z Guciem pomaga wyobrazić sobie, nazwać i zapamiętać dane odczucie.

Całość poprzedzona jest wstępem i wskazówkami dla rodziców, a zakończona kilkoma radami dla dziecka, które nie wie do końca co zrobić, gdy nie radzi sobie z przepełniającymi je emocjami.

Polecam ten tytuł przede wszystkim dla trzylatków, bo moja Majka (obecnie lat 4,5) szybko się nią znudziła – woli już pozycje z większą ilością tekstu. Chociaż oczywiście prostych i obrazowych definicji nigdy zbyt wiele, mam nadzieję, że co nieco z niej zapamiętała :)

„Pamiętajmy, że nie ma złych emocji, są tylko trudne. Wszystkie są równie ważne i naturalne. Nie trzeba się ich wstydzić, ani im zaprzeczać, bo zawsze czemuś służą”.

Katarzyna Kozłowska, Marianna Shoett, Feluś i Gucio poznają emocje, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2020, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Grajki Majki: „Mrówki”

Początek września, szkolna mobilizacja, to i człowiek bardziej się stara, żeby wszystko, po co sięga było bardziej „edukacyjne”, niż zwykle. Wkrótce zapał do nauki oczywiście minie, ale wartościowa gra już zostanie na półce i nie znudzi się tak szybko.

Mrówki to bardzo fajny miszmasz – gra trenująca jednocześnie spostrzegawczość i refleks oraz… umiejętność dodawania i sprawnej oceny sytuacji. Pod presją czasu, bo oczywiście kto pierwszy, ten lepszy.

W pudełku znajdziemy dwie talie kart z liczbami w roli głównej– kwadratowe karty mrowiska w kolorze szarym bordowymi liczbami o wartościach od 1 do 39 oraz karty mrówek w siedmiu kolorach o wartościach od 1 do 35 (po 5 w każdym kolorze).

Zasady są bardzo proste – karty tasujemy i karty mrowiska rozkładamy losowo przed sobą tak, by wszyscy gracze dobrze je widzieli. Następnie naprzemiennie losujemy karty ze stosu mrówek i musimy jak najszybciej dotknąć tą kartę mrowiska, która odpowiada wartością wylosowanej karcie mrówki. Kto zrobi to jako pierwszy, ten zgarnia kartę mrówki dla siebie. Uwaga! Jest tylko jedna szansa, a pomyłka dyskwalifikuje w tej rundzie!

 Ale żeby nie było za łatwo, jeśli wylosujemy kartę w kolorze, który został już zdobyty we wcześniejszej rozgrywce, do wartości karty mrówki musimy dodać ilość wszystkich kart w tym samym kolorze, które już wcześniej pojawiły się na stole i dopiero tej wartości szukać wśród kart mrowiska. Wygrywa ten, kto jako pierwszy zdobędzie choć jedną kartę we wszystkich siedmiu kolorach albo pięć kart w tym samym kolorze. Nie jest to niby żadna wyższa matematyka, ale trzeba szybko ogarniać, wykazać się szybkością i spostrzegawczością jednocześnie, a rywalizacja podkręca emocje.

Ponadto gra ma fantastyczną szatę graficzną, estetyczną i zabawną – przedstawione na kartach antropomorficzne mrówki mają swoje osobowości, hobby i czasami zostały „uwiecznione” w bardzo dziwnych momentach. Moimi faworytkami są Mrówka Matka z bliźniakami i Mrówka Sedesowa uchwycona na kibelku.

Bardzo fajna zabawa dla całej rodziny – nie nadmiernie skomplikowana, a wzbudzająca wiele emocji i rozwijająca różne umiejętności. A do tego niewielka, starannie wykonana i atrakcyjna wizualnie.

Mrówki
Autor: Kim Sehee, Kang Chulku
Ilustracje: Katarzyna Bajerowicz
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Liczba graczy: 2-6
Sugerowany wiek: 7+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.