Czas na czytanie: „Pieśń słowika” Agata Suchocka

Odczuwam potrzebę umieszczenia ostrzeżenia, że recenzowana książka jest skierowana do dorosłego czytelnika, zawiera graficzne sceny seksu, przemocy oraz tematykę, która może być odbierana jako kontrowersyjna.

„Pieśń słowika” to trzecia część wampirycznej serii Agaty Suchockiej i jednocześnie zupełnie osobna historia, dzięki czemu łatwo było czytać ją nawet po kilkuletniej przerwie od lektury poprzedniego tomu – szczegóły z dwóch pierwszych części nie są nam tu zupełnie potrzebne.

Tym razem opowieść dotyczy bohaterów, którzy w „Woła mnie ciemność” i „Twarzą w twarz” pełnili rolę poboczną – Arapaggia i Aleksandra oraz Józefiny której nie lubię, nie polubię i przez którą miałam momenty, w których myślałam, że nie doczytam tej książki. To chyba jednak z założenia nie jest postać, która ma się lubić.

Historia toczy się dwutorowo. Akcja fabuły „współczesnej”, zatytułowana „Królowa nocy”, dzieje się we Wiedniu pod koniec drugiej wojny światowej (Lothar i Armagnac szukają wówczas swojego mentora i  ten wątek pojawia się fragmentarycznie również w tej powieści) i przeplata się ze wspomnieniami początków znajomości Arapaggia i Aleksandra z Neapolu, kiedy Uccelino był początkującym śpiewakiem operowym.

Cykl „Daję Ci wieczność” z pewnością nie należy do łagodnych ani poprawnych politycznie – to książki zdecydowanie o charakterze guilty pleasure – patetyczna i egzaltowana harlequinowa fantazja na temat wampirów pełna seksu, krwi i mordowania z pewnością byłaby wodą na młyn dla Freuda. Na szczęście w dzisiejszych czasach erotyki w klimacie horroru nikogo raczej nie dziwią.

I tym razem autorka sięga po kontrowersję – dla odmiany jest nią status oraz przede wszystkim życie seksualne XVII-wiecznych kastratów i może wstyd się przyznać, ale właściwie nie wiedziałam, że takowe było w ogóle możliwe. Zawsze myślałam, że tego rodzaju obniżenie poziomu testosteronu uniemożliwia odczuwanie podniecenia seksualnego i występowania fizycznych reakcji ciała. Niestety nie trafiłam dotychczas na żadne źródła, by doczytać więcej w temacie wpływu kastracji na seksualność poza aspektem reprodukcyjnym. Nie znam się na tym i nie do końca potrafię stwierdzić, czy te wszystkie orgazmy i entuzjastyczne stosunki to jedynie fantazja literacka. Osobiście traktuję ją jako taką.

Niemniej jednak tym razem pojawia się wątek, który i mnie odrzuca – romantyzowanie przemocy. Mamy tu do czynienia z toksyczną relacją pełną zazdrości, zaborczości, potrzeby kontroli i brutalnych zachowań, od bicia aż po gwałty. I to jeszcze było dla mnie do przyjęcia, póki wierzyłam, że fabuła dąży do wyciągnięcia odpowiednich wniosków z takiego zachowania i że bohatera, po latach tęsknoty za ukochanym, czeka pewna przemiana. I tutaj UWAGA SPOILER – nie dąży i nie czeka. Wręcz przeciwnie, to ofiara (nie tak oczywiście niewinna, jak mogłaby być) poddaje pod wątpliwość swoją decyzję o ucieczce od przemocowca. I to jest już dla mnie niestety za dużo, a książka zaczyna niebezpiecznie zbliżać się do granicy bycia „szkodliwą”. Bardzo liczę, że ta historia znajdzie jednak swoje rozwinięcie w kolejnych tomach, bo mimo całej mojej sympatii do tej pary, takie wnioski po lekturze wzbudzają we mnie niesmak.

Lubię klimat tej serii i jej bohaterów oraz samą wizję wampira, ale ze wspomnianych wcześniej powodów tym razem brakowało mi magnetyzmu, tak charakterystycznego dla pierwszej części i refleksji. Patrząc całościowo ten tom podobał mi się najmniej, choć niemalże do końca czytałam go raczej z przyjemnością. Niedługo ukaże się czwarta część cyklu, jestem bardzo ciekawa w którą stronę potoczy się akcja.

Anna Suchocka, Pieśń słowika, Chorzów: Wydawnictwo Videograf, 2021, 320 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Videograf.

Czas na czytanie: „Franco” Kim Holden

Wesoły i beztroski Franco, był dotychczas dla bohaterów duchowym wsparciem i przyjacielem, na którym zawsze można polegać. Tym razem to on stanie przed możliwością napisania własnej historii. I to jemu przyda się wsparcie przyjaciół.

Jeśli miałabym podsumować książki Kim najkrócej, jak tylko się da, to „Promyczek” był o radości życia, „Gus” o życiu po stracie, „Franco” o nadawaniu swojemu życiu sensu. Czy można to zrobić w piękniejszy sposób, niż będąc sobą dla innych?

Czysty przypadek i jeden palant sprawiają, że na drodze naszego bohatera staje jego bratnia dusza – idealnie dopasowana przyjaciółka. Przyjaciółka mieszkająca na drugim końcu świata. Która potrzebuje pomocy w wyjątkowo specyficznej sprawie. Wspólne zmagania z losem bardzo ich do siebie zbliżą, ale jednocześnie całkowicie zmienią ich relację. Czy przyjaźń, która zaznała intymności, ma prawo przetrwać? Do czego człowiek jest w stanie się posunąć, by spełnić swoje marzenia? I czy jest jakaś wartość większa, niż rodzina?

I tak, jak w poprzednich częściach, tutaj również pojawia się groźba nowotworu kładąca się cieniem na marzeniach bohaterów.

Franco jest bohaterem, którego nie sposób było nie polubić już jako postać poboczną, a jako główny bohater tylko zyskuje. Pozytywny, wytrwały i przyjacielski, bywa też w swoich rozważaniach najbardziej filozoficzny, czasami aż do granicy patetycznej wzniosłości. Jest w tym jednak jakaś taka prostoduszność, wiara w ludzi i sympatyczna misiowatość. A kiedy dodamy do tego świetne poczucie humoru, sporą dawkę luzu i uwielbienie do taco, a na dodatek posadzimy go na perkusją rockowego zespołu, Franco okazuje się naprawdę fajnym facetem. Nie, żebym spodziewała się czegoś innego.

To najmniej zarażająca emocjami (co wcale nie znaczy, że ich pozbawiona!), najspokojniejsza, najbardziej przegadana i przewidywalna z książek Kim Holden. I jednocześnie stanowi najwłaściwsze zakończenie promyczkowej trylogii, jakie tylko można sobie wymarzyć. Ciepłe, rodzinne i pełne muzyki, przyjaźni i dobrych wspomnień.

Kim Holden, Franco, Poznań: Wydawnictwo Filia, 2017, 313s.

~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2019 ~

Czas na czytanie: „Gus” Kim Holden

Wydawało mi się, że bez Promyczka dalsze opowiadanie tej historii nie ma sensu, bo… no właśnie, była jej promyczkiem. Okazuje się jednak, że Gus też całkiem nieźle sobie radzi.

Nie jest łatwo towarzyszyć głównemu bohaterowi przez pierwszy rok po śmierci najlepszej przyjaciółki i jedynej miłości. Bardzo długo jest to opowieść o bólu, frustracji i nieutulonej tęsknocie, a sam Gus zdaje się staczać po równi pochyłej prosto ku samozagładzie.

To również historia radzenia sobie z żałobą, godzenia się z losem, walki o własne życie i nadawanie mu sensu na nowo. O pokonywaniu traumy. O odwadze doświadczania życia. Każdego dnia, w każdej minucie.

„(…)Masz tylko jedną szansę w tym cyrku zwanym życiem. Nie siedź na widowni, przyglądając się przedstawieniu. Wskakuj na arenę i bądź wielki.”

I przede wszystkim to fantastyczna książka o niekonwencjonalnych rodzinach i miłości, która czasami przychodzi niespodziewanie. O miłości rodzicielskiej i miłości przyjaciół. Nie wiem, jak to możliwe, ale to druga książka autorki, która podejmuje strasznie smutny temat w niesamowicie pozytywny sposób. Od samego czytania na nowo chce się żyć, a jej bohaterów nie można nie lubić. I to wszystkich – od narkomanki, przez gwiazdy rocka aż po poturbowanego kota.

„W końcu coś sobie uświadomiłam. Może brak normalności jest w porządku. Może rodzina nie musi być idealna, żeby w ogóle istniała.”

Jest też muzyka, twórczy szał i chęć zmieniania świata. Cokolwiek robimy, stwarzajmy legendę!

Przy okazji Kim Holden napisała chyba pierwsze książki z narracją pierwszoosobową, która naprawdę mi odpowiada! Jestem pod wrażeniem.

Kipiąca emocjami, podnosi na duchu i zaraża chęcią do działania.

„Jeśli postarasz się wystarczająco mocno, każdy dzień może być legendarny.”

Kim Holden, Gus, Poznań: Wydawnictwo Filia, 2016, 500 s.

~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2018 ~

Bajki Majki: „O Wilku, który został gwiazdą rocka” Orianne Lallemand, Éléonore Thuillier

O tym, że Wilk nie jest typowym przedstawicielem swojego gatunku, wszyscy już chyba wiemy. Powiedzmy sobie szczerze – trudno o bardziej wyrazistą postać – jego niebanalna osobowość zgrabnie wymyka się wszystkim standardom. Dzięki temu przeżywa najbardziej nieprawdopodobne przygody, a na jego małych czytelników zawsze czeka zaskoczenie. Z Wilkiem po prostu nie ma szans na nudę. Najmniejszych.

Znamy już wilkową niechęć do chodzenia pieszo, niesłabnący entuzjazm i ekspresję, zdolności do wynajdowania niekonwencjonalnych rozwiązań i, cóż, smykałkę do kombinowania. Towarzyszyliśmy mu podczas nieudanych urodzin, zupełnie nieplanowanej wyprawy na Marsa (!), wakacji na rajskiej wyspie i zgłębiania trudnej sztuki zdobywania względów płci pięknej. Tym razem mamy szansę poznać kolejną cechy naszego bohatera – wrażliwość na piękno i artystyczną duszę.

Poruszony wyjątkowo uroczymi okolicznościami przyrody i zmotywowany kilkoma słowami, rzuconymi niefrasobliwie przez jednego z przyjaciół, Wilk postanawia zostać artystą. Szukając uśpionego talentu próbuje swoich sił w kolejnych dziedzinach sztuk pięknych – chwyta za pędzel ustawia sztalugi przy wodospadzie, składa rymy, brudzi ręce w glinie starając się nadać jej formę przyjaciółki, próbuje swoich sił w kabarecie, a nawet wybiera się na casting do filmu o bardzo złym wilku. Jednak żadna z tych aktywności nie wydaje się być stworzona akurat dla Wilka (choć może to Wilk nie został stworzony dla nich?), a wysiłki nie przynoszą oczekiwanych rezultatów.

Talent objawia się zupełnie przez przypadek. A jest nim niesamowity głos. Wobec tego nasz bohater bez chwili zawahania decyduje się na karierę gwiazdy rocka! Choć jak wiadomo nie jest to łatwa ścieżka, to przecież dla chcącego nic trudnego, w czym bardzo pomaga zaangażowanie przyjaciół. Bo dla każdego z paczki znajomych znajduje się miejsce w zespole – od tekściarza, przez muzyków, aż po chórki. Takie przedsięwzięcie nie może się nie udać, wiadomo więc, że przygotowany ogromnym wysiłkiem koncert okazuje się bezsprzecznym sukcesem, a Wilk zyskuje jeszcze większą rzeszę fanów.

To zabawna i mądra historia o poszukiwaniu własnej drogi, odwadze niezbędnej do próbowania nowości i nie przejmowania się porażkami. Jak każda z przygód Wilka, ta również jest wielowątkowa i bardzo dynamiczna. Wilk obiera sobie cel i – metodą prób i błędów – wytrwale dąży ku jego realizacji, za każdym razem dając z siebie wszystko. Choć jego zapał bywa czasami słomiany, przez większość czasu jest zdeterminowany, skupiony na swoim celu i nie obawia się krytyki, a z każdej podejmowanej czynności oddaje się całym sobą i czerpie z tego sporo radości. Niezwykle istotne jest również wsparcie grupy przyjaciół, którzy – jak to przyjaciele – raz pomogą, raz podetną skrzydła. Ale zawsze można na nich liczyć.

Ta bardzo kolorowa książeczka wprowadzi małego czytelnika w świat rozrywki, który zwykle bywa pomijany podczas prezentowania zawodów. Tak to już jest, że częściej odnosimy się do bardziej stabilnych i „poważnych” karier, jak strażak, lekarz, czy nauczyciel. A barwna i bardzo wymagająca branża kulturalna jest przecież równie ciekawa, choć rzadko bywa gwarancją stałych dochodów w przyszłości.

Wilk jak zawsze jest gwiazdą, przyjaciele spisują się na medal, pojawiają się nowe słówka, a autorka porusza niebanalny temat. Przygody Wilka to zawsze dobry wybór. I zawsze zaskoczenie. A entuzjazm bohatera jest naprawdę zaraźliwy.

Orianne Lallemand, Éléonore Thuillier, O Wilku, który został gwiazdą rocka, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2017, 32 s.

Recenzja powstała we współpracy z portalem sztukater.pl.