Bajki Majki: „Ośmiornica Zośka” Katarzyna Boni

Ciekawa świata, młodziutka ośmiornica Zosia – najmłodsza spośród pięćdziesiąt dwóch tysięcy stu trzynaściorga rodzeństwa – zaprasza nas w niezwykle malowniczy, pełen barw i fascynujących żyjątek podwodny świat Słonecznej Zatoki.

Pewnego dnia, zainspirowana opowieściami sąsiada Zosia wyrusza poza rafę koralową w podróż do miejsca, gdzie woda styka się z lądem, co stanie się początkiem niezwykłej przyjaźni. Przyjaźni równie niezwykle opisywanej – tak, jak mogłaby czuć ośmiornica – pełnej synestezji, emocji odczuwanych kolorami i dotykiem.

Jednak sielska egzystencja mieszkańców Zatoki, dla których dotychczas największą niedogodnością był brak herbaty z alg w sklepiku kolonialnym, zostanie zburzona potwornymi wydarzeniami. Tajemnicza, obezwładniająca i lodowata Głębia wyciągnie po nich swoje macki siejąc strach i beznadzieję.

Czy morskim stworzeniom uda się odkryć przyczynę nadciągającego kataklizmu i uratować swój dom? I jaką rolę w tych okropnych zdarzeniach pełni działalność człowieka?

Plastyczność opisu i wyjątkowy sposób odczuwania Zośki dopełnione charakterystycznymi ilustracjami Marcina Minora (które zawsze są bardzo piękne i nieco niepokojące jednocześnie, przez co czasami aż nie można przestać na nie patrzeć) składają się na przejmujący obraz zagrożenia katastrofą ekologiczną, który poruszy i skłoni do namysłu zarówno młodego, jak i dorosłego czytelnika.

Poza oczywistym, ekologicznym przesłaniem, przygoda Zosi niesie ze sobą znaczenie więcej wartości edukacyjnych – przede wszystkim przemyca mnóstwo fascynujących informacji o ośmiornicach (wiedzieliście, że poza wspomnianym wcześniej „dotykowym” odczuwaniem i niejako smakowaniem świata mackami, ośmiornice mają trzy serca i potrafią zmieniać kolory zgodnie z emocjami?) inspirujących do zgłębiania tematu. Ponadto fantastycznie zaciekawia również innymi mieszkańcami przekolorowej rafy kolorowej – choćby morskimi ślimakami. Gwarantuję, że podczas czytania będziecie googlować niejedną tajemniczą nazwę równie tajemniczego stworzonka. I niejedno z nich mocno was zaskoczy. A ciekawość i idący za nią zachwyt to pierwsze kroki do potrzeby ochrony tego dramatycznie zagrożonego obszaru.

Książka, która robi wrażenie.

Katarzyna Boni, Ośmiornica Zośka, Warszawa: Wydawnictwo Agora dla dzieci, 2022, 144 s.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Agora.

  • Z serii Zwierzaki wydawnictwa Agora polecamy również „Tarmosię” o borsukach.

Bajki Majki: „Atlas oceanicznych przygód” Emily Hawkins, Lucy Letherland

To już drugi z serii Ogromnych Atlasów, Które Nie Mieszczą Się Na Żadnej Półce w naszej kolekcji. W przeciwieństwie do „Atlasu Cudów Świata”, ten zabierze nas w podróż po morskich głębinach i wybrzeżach wraz z zamieszkującymi je zwierzętami. A każda kolejna rozkładówka, poświęcona innemu stworzeniu, została przedstawiona jako przygoda. Będziemy więc m.in. szukać schronienia z błazenkami na Wielkiej Rafie Koralowej, drzemać z wydrami u wybrzeży USA, tańczyć z głuptakami na wyspach Galapagos, wabić zdobycz z żabnicami w czeluściach Rowu Mariańskiego, parzyć z żeglarzem portugalskim na Wyspach Kanaryjskich, nadymać się z najeżką na Malediwach, czy zaznawać lodowej kąpieli z morsami na Svalbard.

Atlas został podzielony na 5 rozdziałów odpowiadających 5 oceanom. Zaczyna się od mapy świata i zaproszenia na morską przygodę. Do tego nie trzeba nas namawiać!

Każda rozkładówka to szczegółowo rozrysowana scena ukazująca wycinek morskich głębin. A na każdej z nich prym wiedzie inne zwierzątko – pławikonika od aż po płetwala błękitnego. Jest się czemu przyglądać, szczególnie, że to książka którą najwygodniej na świecie czytać i oglądać rozłożoną na dywanie. Samemu również będąc na nim rozłożonym.

Na samym końcu znajdziemy natomiast dwie tablice – jedną przedstawiającą zagrożenia dla oceanów i drugą ze szczegółami do znalezienia w książce oraz indeks haseł.

W porównaniu do „Atlasu Cudów” jestem bardziej zadowolona z treści, choć tekstu jest stosunkowo niewiele, jak na gabaryty książki – to wciąż zdecydowanie bardziej encyklopedia obrazkowa, z naciskiem na drugi człon. Moja wiedza z biologii nie jest szczególnie imponująca nie mogę kompetentnie ocenić przekazywanych informacji pod względem merytorycznym (byłyśmy natomiast nieco rozczarowane wyjątkowo skąpymi informacjami na temat fok – naszych najulubieńszych mieszkańców wód), podoba mi się jednak sposób ich przekazywania – po niedługim, bardziej encyklopedycznym wstępie u góry strony, reszta wiadomości przekazywana jest w formie ciekawostek rozsianych pośród ilustracji i małych tablic prezentujących np. części ciała danego zwierzęcia, czy różne gatunki. Na każdej rozkładówce znajdziemy również kulę ziemską z zaznaczonym wyraźnie obszarem występowania.

Po raz kolejny wielkim atutem tej wielkiej książki są ilustracje – kolorowe, pełne szczegółów

Nas najbardziej kręcą wodne klimaty, to też wręcz wymarzony temat na upalne letnie dni – więcej książek o wodzie znajdziecie w tym zestawieniu – ale z tej serii wydano jeszcze „Atlas Przygód Zwierząt” i „Atlas Przygód Dinozaurów”.

Emily Hawkins, Lucy Letherland, Atlas oceanicznych przygód, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 88 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

A jeśli chcielibyście poczytać o mieszkańcach najbliższego dużego akwenu – naszego Bałtyku, koniecznie sięgnijcie po „Bałtyckie zwierzaki” i zajrzyjcie do Kącika Małego Miłośnika Fok.

Grajki Majki: Chicco „Under the sea”

To jedna z dwóch gier o najniższym progu wiekowym w naszej kolekcji – producent poleca ją dla maluszków już od drugiego roku życia. Chociaż uprzedzam, że takie maluszki głównie jednak będą używać jej jako zabawki sensorycznej.

To jedna z gier-macanek, jak to (nieszczególnie poprawnie politycznie) lubię je określać. Ale co tu owijać w bawełnę – trzeba po prostu odszukać drogą macania odpowiedni przedmiot w czarnym woreczku. W pudełku znajdziemy osiem plastikowych zwierzątek morskich (żółwia, kraba, rozgwiazdę, ośmiornicę, konika morskiego, meduzę, rybkę i sercówkę), które wrzucamy do czarnego woreczka, oraz kartoniki z obrazkami będącymi przedstawieniami owych zwierzątek. W wersji podstawowej losujemy jeden odwróconych rewersem w górę kartoników i naszym zadaniem jest wyszukać w woreczku jego plastikowy odpowiednik. Oczywiście bez patrzenia. W trakcie gry można pomylić się trzykrotnie – za każdą pomyłkę dostaje się kartonik z wystawiającym język omułkiem.

Wersja zaawansowana wprowadza dodatkowe karty z cieniami zwierzątek i „mutkizwierzątkowe”, które utrudniają rozgrywkę o tyle, że wprowadzają element ćwiczący pamięć. Tym razem trzeba jak najszybciej zgromadzić wszystkie kartoniki odpowiadające wylosowanemu morskiemu stworzeniu. A kartoniki leżą rewersami do góry, jest to więc połączenie popularnej gry „memory” z macanką.

Mamy więc trening pamięci, spostrzegawczości, cierpliwości i koncentracji, a do tego świetne ćwiczenie wrażliwości małych paluszków i motoryki małej.

A jeśli chcemy pobawić się z zupełnym maluszkiem, wystarczy nie włączać do rozgrywki woreczka i pozwolić dziecku dopasowywać modele do przedstawień na kartonikach mając wszystkie elementy gry w zasięgu wzroku.

Bardzo lubię gry, książki i pomysły, które rosną wraz z dziećmi. W których wraz z wiekiem znajdujemy dodatkowe rzeczy i zauważamy szczegóły, które nam wcześniej umykały. Dlatego też polecam bardzo. Szczególnie, że wodne zwierzątka to u nas zawsze pewniak – na równi z kotami i pszczołami. Dziwne są te dziecięce upodobania.

Under the sea
Firma: Chicco
Sugerowany wiek: 2+ (wersja uproszczona), 4-99 (wersja zaawansowana)

Bajki Majki: Środa z Bajkowirem: „Gdzie jest konik morski?” Anita Bijsterbosch

Pogoda dziś prawdziwie plażowa, a na Bajkowirze można przeczytać recenzję fantastycznej pozycji w morskich klimatach. Idealnie sprawdzi się jako kompan wypadu nad wodę.

Osią fabuły tej uroczej książeczki dla najmłodszych jest sytuacja, która mogła zdarzyć się tylko ojcu – konik morski zgubił jedno ze swoich dzieci. Rozpoczyna zatem szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą przetrząsając zakamarki morskich głębin i prosząc o pomoc każde napotkane stworzenie. Towarzysząc mu w poszukiwaniach zaginionego synka, mały czytelnik poznaje różnorodne morskie zwierzątka i utrwala liczenie do dziesięciu.

Książka ma piękne ilustracje, przesympatycznych bohaterów (samych tatusiów opiekujących się swą dziatwą, cała akcja chyba dzieje się w weekend ;)), świetne kolory i genialne, różnokształtne okienka. Polecam całym sercem, nie mogę się już doczekać aż Maj do niej dorośnie!

Bajki Majki: „Nad morzem” Germano Zullo & Albertine

Nareszcie doczekałam się momentu, w którym moje dziecię zaczęło wykazywać zainteresowanie książeczkami składającymi się wyłącznie z rozbudowanych, pełnych szczegółów ilustracji. Dotychczas Majka wybierała raczej pozycje, w których każdy element został wyraźnie i czytelnie wyeksponowany, a wszystkie bardziej skomplikowane kompozycje, zamiast wzbudzać ciekawość, szybko ją nudziły.

A tu nagle niespodzianka – z okazji zmiany pogody na prawdziwie letnią (w końcu!), wyjęłam z majoregału „Nad morzem”, który wraz z drugą, zimową częścią  czeka na swój moment już prawie rok. I tym razem Bobasa chwyciła bakcyla. Szczególnie, że morskie klimaty od zawsze cieszą się u nas szczególnym powodzeniem (w końcu mieszkanie w Gdańsku zobowiązuje).

Od razu ostrzegam, że ta książka jest po prostu szalona. I jednocześnie wypełniona rewelacyjnymi ilustracjami aż po same brzegi. Składa się z się z grubych i wytrzymałych całokartonowych stron formatu A4, które autorzy podzielili ją na siedem podwójnych plansz, dzięki czemu mamy szansę przyjrzeć się praktycznie wszystkim zakamarkom typowego nadmorskiego kurortu. Do wyboru mamy kąpielisko, plażę, przekrój przez hotel, sklep z pamiątkami i muzeum morskie, lunapark oraz camping. Każde z tych miejsc jest po prostu chaotycznie przepełnione (jak to w sezonie bywa) przeróżnymi postaciami. I to nie tylko takimi, które zwykliśmy kojarzyć z nadmorskim wypoczynkiem.

Przy dłuższym oglądaniu mały czytelnik zorientuje się, że w każdym ze zilustrowanych miejsc przebywają ci sami (przesympatyczni) bohaterowie – szara myszka dzierżąca wielką walizkę, która przypłynęła na wakacje tratwą, mama szukająca zagubionego Adasia, superbohater w masce i pelerynie, syrena, fotograf wraz ze swoją modelką, którym za każdym razem jakieś natrętne zwierzę wchodzi w kadr, mól książkowy zgłębiający tajemnice w kolejnych poradnikach, poszukiwacz skarbów, muzycy, ryby, a także kosmici, kobieta uczepiona kurczowo szyi żyrafy i nawet uśmiechnięty balonik. A to tylko Ci, który najbardziej zapadli mi w pamięć. Każda z ilustracji to jeden wielki zaplątany miszmasz pełen biegających wkoło dzieci, zabawnych sytuacji, szalonych przygód i kuriozalnych połączeń. Do pełnego obrazu klasycznych wakacji nad Bałtykiem (i pewnie nad każdym innym morzem na świecie) brakuje chyba tylko parawanów i pirackich gadżetów :D

Już samo wyszukiwanie ulubionych postaci na każdym z obrazków zapewni spokojnie kilkadziesiąt minut zabawy (swoją drogą to genialny trening spostrzegawczości i skupiania uwagi), a co dopiero kiedy zaczniemy wymyślać historie do każdej scenki? Możemy oglądać każdą plansze osobno albo wybrać jednego z bohaterów i śledzić jego losy (i, co najważniejsze, wszystko dobrze sie kończy!). A że ilustracje są pełne ruchu, humorystyczne i niesamowicie zaskakujące, nie pozwolą się nudzić ani dziecku, ani dorosłemu. Szczególnie, że książka jest naprawdę nie do zdarcia i można zabrać ją ze sobą absolutnie wszędzie (jeśli tylko ma się odpowiednio dużą torebkę, ale to już chyba cecha charakterystyczna każdej matki, że chodzi objuczona jak wielbłąd) – była już z nami na plaży (i w morzu!), w jednej torbie z mokrymi ręcznikami i rozciapcianym jedzeniem, czytaliśmy ją w restauracji w trakcie obiadu, na kilku wózkowych spacerach i w aucie. Jest superwytrzymała, stosunkowo lekka (choć spora), wygodna do oglądania nawet w trudnych warunkach, a zaokrąglone rogi zapewniają bezpieczne korzystanie nawet tym najbardziej podekscytowanym dzieciom.

Zachęca do snucia historii i wspólnego zgłębiania tajemnic, intryguje, bawi i zaskakuje na każdym kroku. Co jej nie otworzę, zawsze zauważę coś nowego. A przecież jestem już zupełnie dorosła i mam pewne doświadczenie w oglądaniu obraz(k)ów.

Zakręcone, kolorowe, pełne szczegółów wakacyjne piekiełko. Któż chciałby z tego zrezygnować? My na pewno nie, więc bardzo polecamy i tym mieszkającym nad morzem, i wczasowiczom, i wszystkim tęskniącym za letnimi klimatami. Ta książka to rewelacja, wakacyjny must have małego mola książkowego.

Germano Zullo & Albertine, Nad morzem, Warszawa: Wydawnictwo BABARYBA, 2016, 14 (wypełnionych wakacyjnym szaleństwem) stron.