Grajki Majki: Pucio do tulenia, Puzzle „Pucio. Co słychać?”

Jeśli szukacie szybkiego pomysłu na mikołajkowy upominek dla maluszka, autorki przygód Pucia spieszą z pomocą. Niedawno ukazały się dwa gadżety ze świata tego uwielbianego bohatera, które z pewnością ucieszą każdego fana albo świetnie sprawdzą się jako dodatek do jednej z pucioksiążek.

Uroczy Pucio do tulenia to maskotka będąca odwzorowaniem głównego bohatera serii, stworzonego przez Martę Galewską-Kustrę i Joannę Kłos. Jak zaznaczono na opakowaniu pluszowy Pucio, składa się z głowy pełnej Puciowych pomysłów, oczu do wypatrywania babci, dziadka i wiewiórek, rączek wciąż zajętych zabawą i głaskaniem pieska Funia, noska szczególnie wrażliwego na zapach naleśników cioci, małych nóżek, które rzadko stoją w miejscu i mięciutkiego brzuszka do wesołych gilgotek. Moja Maja była odrobinę rozczarowana brakiem samolotu w zestawie – widzę w tym potencjał na przyszłość.

Dużym plusem są dla mnie niewielkie rozmiary maskotki – przede wszystkim dlatego, że małe rączki i nóżki będą idealne do ogarnięcia małymi dłońmi dziecka, ale również dlatego, że po prostu mam już trochę dość sporych maskotek, które wypełniają pokój i łóżko mojego dziecka po brzegi. A w tym przypadku udało się odwzorować bohatera z dużą szczegółowością i w małym rozmiarze – dla mnie super.

Drugą zaletą jest różnorodność materiałów, z których została wykonana przytulanka – inna w dotyku jest twarz, na której wyróżniają się wypukłe kropeczki oczu, inne są włosy, inne rękawki bluzeczki i inne spodenki.

I wreszcie sposób pakowania, za który należą się olbrzymie brawa. Pucio jest sprzedawany w kartoniku, w którym stoi oparty na tekturowej podstawce do której jest przyczepiony gumką recepturką. Całość jest zamknięta jedną plastikową naklejką. Żadnego zbędnego plastiku, minimum śmieci, najmniejszego problemu z rozpakowywaniem. Estetycznie, elegancko i z poszanowaniem środowiska.

Pucio do tulenia
na podstawie ilustracji Joanny Kłos
z książek Marty Galewskiej-Kustry
Sugerowany wiek: 3+
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

W równie dobry sposób zostały zapakowane nowe puzzle dla najmłodszych „Pucio. Co słychać?” – elementy zostały zawinięte w papier i spakowane do kartonika sklejonego dwoma naklejkami.

Ta 12-elementowa układanka jest kierowana do odbiorców od drugiego roku życia, a puzzle są naprawdę duże. Co nie znaczy wcale, że jej ułożenie jest banalne, bo niestandardowy kształt potrafi zmylić (należę do tych układaczy, którzy zawsze zaczynali od ramki. A ta ramka ma bardzo nieregularną linię brzegową :) ).

Na ilustracji widzimy Pucia i Misię stojących pod drzewem i przysłuchujących się odgłosom natury. A wokół nich jest mnóstwo dźwięków! Szczekający na motylka Funio obudził sowę, która komentuje to huczeniem, wiewiórka na gałęzi chrupie orzeszka, dzięcioł stuka w pień, ptaki ćwierkają, pisklęta piszczą, kukułka kuka, drzewo szumi… ułożenie obrazka to dopiero początek dźwiękonaśladowczej zabawy w opowiadanie!

Pucio. Co słychać? Puzzle
Autor: Marta Galewska-Kustra
Ilustracja: Joanna Kłos
Ilość elementów: 12
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Sugerowany wiek: 2+

Jeśli wciąż mało wam Pucia, zobaczcie również:
układankę świąteczną układankę Pucio i Misia ubierają choinkę,
puciowe gry – domino oraz loteryjkę „Gdzie to położyć?”,
i oczywiście książeczki – naszą ulubioną „Pucio umie opowiadać” i resztę serii.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Grajki Majki: Pluszowe zwierzaki, National Geographic

Jakiś czas temu pokazywałam Wam mojego pluszowego leniwca (tak tak, mojego, nie oddałam go dziecku!), który kradnie serca beznamiętnym wyrazem pyszczka i niebiańską puchatością futerka. I tak jak wtedy przewidziałam, jedno pluszowe zwierzątko to już zaczątek stada. Ani się obejrzałam, a rozmnożył się do aż czterech sztuk. I to różnych gatunków!

Ulubienica Majki – foka (a właściwie Weddelka Antarktyczna) – sypia pod wodą i potrafi wynurzać się, by zaczerpnąć oddech, przez sen. Nasz egzemplarz nazywa się Wallie Snow i śpi w łóżku. Na poduszce z Elsą, więc na pewno ma wystarczająco zimno!

Nie potrafiłam odmówić sobie lwa, chociaż Figiel nie jest z tego faktu ani trochę zadowolony (dotychczas tylko on miał grzywę w tym domu!). Myślę jednak, że w końcu się dogadają. W końcu lwy afrykańskie to jedyne dzikie koty, które żyją w stadach.

Dziobak na zdjęciach wychodzi dość groźnie, a ma niesamowicie gładką i miła w dotyku sierść, więc nie sposób go nie miętosić. I spójrzcie tylko na te łapki! Dotychczas myślałam, że dziobaki są całkiem spore, a tu okazuje się, że mierzą mniej więcej 40 cm i ważą około 1,4 kg, czyli właściwie maskotka oddaje realne wymiary zwierzęcia. To w porównaniu z moim prawie pięciokilogramowym Vincentym prawdziwe maleństwo!

Starannie wykonane, szczegółowe, mięciutkie zabawki są naprawdę realistyczne i całkiem podobne do swoich pierwowzorów na fotografiach. Wszystkie mają głęboko w środku jakiś rodzaj ziarna (właściwie trzeba być trochę księżniczką Pirlipatką, żeby odnotować ten fakt), dzięki czemu stabilnie siedzą i nie przewracają się na boki. Leniwiec na przykład na dobre już zadomowił się na oparciu mojego fotela i ani razu jeszcze nie spadł mi na głowę. Do każdego z nich dołączono ulotkę z kilkoma ciekawostkami na temat zwierzęcia, zdjęciami i informacjami na temat innych zwierząt mieszkających w danym klimacie (a w przypadku lwa – innych dużych kociaków). To trochę podstęp, bo jak już tulisz się do swojego dziobaka i czytasz o innych mieszkańcach Australii, to nagle masz ochotę drugą ręką poprzytulać koalę, trzecią kangura, a do tego owinąć się pytonem, a Majka coś przebąkuje o niedźwiedziu i zającu do swojej strefy polarnej. I tak właśnie powstaje pluszowe stado! I gniazdo Pluszakowej Matki…

Foka, Lew, Dziobak
National Geographic

Te i inne pluszaki od National Geographic możecie znaleźć TUTAJ.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Grajki Majki: Pluszowy leniwiec, National Geographic

Czy zwierzę może być dobrym prezentem na Święta? Oczywiście! O ile tylko jest pluszowe!

A wtedy już nic nie ogranicza naszej wyobraźni. Żyrafa w salonie? Nie ma problemu! Lwiątko do przytulania? Jasne! Okaz zagrożony wyginięciem? Toż to idealny moment, by „upolować” swój własny egzemplarz!

Moje serce totalnie skradł ten oto leniwiec. Ten wyraz pyszczka, te nieokiełznane emocje w spojrzeniu, te długie palce, ten spokój, kiedy wpatruje się w przestrzeń, ta chęć do życia… jest po prostu G E N I A L N Y!

To mój pierwszy pluszak z kolekcji National Geographic (tak tak, miał być dla Majki, ale mamie chyba też się coś od życia należy?) i jestem niesamowicie pozytywnie zaskoczona. Choć starannie wykonane i zaprojektowane tak, by jak najbardziej oddawać rzeczywisty wygląd zwierzęcia (zwolennicy metod Montessori, będziecie Państwo zadowoleni!), zawsze wyglądały mi na szorstkie w dotyku – zarówno kiedy oglądałam je w internecie, jak i rzucałam okiem na sklepową wystawę. A to jedna z najmiękkszych i najmilszych zabawek, jakie kiedykolwiek przytulałam. A jestem naczelnym przytulaczem, więc można uważać mnie za autorytet w tej dziedzinie.

Do pluszaka dołączono niewielką ulotkę z podstawowymi informacjami na temat zwierzęcia – otóż Leniwiec pstry (Bradypus veriegatus) zajada się roślinami, waży mniej więcej tyle, co jedna sztuka mojego kota, śpi nawet i po 20 godzin dziennie, a kiedy już naprawdę musi się ruszyć, potrafi się czołgać z szybkością 0,15 km na godzinę – oraz na temat innych mieszkańców lasów równikowych.

Jest przytulaśnie, zabawnie, uroczo, pouczająco i ciekawie. Miałam się ograniczać pod względem chomikowania rzeczy doczesnych (tzn. zacząć mieć jakiekolwiek hamulce), ale tak po prostu się nie da! Uważajcie, bo decydując się na jedno pluszowe stworzenie, musicie liczyć się z posiadaniem stada. Bo na jednym nie sposób poprzestać. Szczególnie, że w ofercie są również dzieci zwierząt, pacynki i zestawy miniturek. A i w samych gatunkach można przebierać godzinami!

Leniwiec
National Geographic

Zarówno leniwca, jak i inne zwierzęta możecie znaleźć TUTAJ.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.