Okołoksiążkowy miszmasz: Podsumowanie BookAThonu 3-10.07.2017

Ostatni tydzień minął niczym oka mgnienie, strasznie szkoda, że to już koniec. Czas poskładać sobie wszytko do kupy i ocenić co poszło zgodnie z planem, a co zupełnie okrężną drogą. No i spróbować określić gdzie umknął cały ten czas?

Zaliczonych wyzwań: 7/8

3.07 – książka, w której ważną rolę odgrywają zwierzęta -> J. K. Rowling „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz”
4.07 – książka o przyszłości -> „Architektki”
5.07 – zła książka -> Sylwia Kubryńska „Kobieta dość doskonała”
6.07 – książka, która jest biografią -> „Architektki”
7.07 – książka, która porusza temat tabu -> Sylwia Kubryńska „Kobieta dość doskonała”
8.07 – książka zekranizowana w 2016 lub 2017 roku -> J. K. Rowling „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz”
9.07 – co najmniej 1500 stron -> ten wynik pomińmy milczeniem.

Co prawda każdą z przeczytanych książek wybrałam tak, by pasowała do dwóch kategorii i trochę zaszalałam z nadinterpretacją tematów (szczególnie przy książce o przyszłości, która u mnie de facto jest książką o przeszłości), ale prawie wszystko się udało. Nie przeczytałam 1500 stron, ale mierząc siły na zamiary nawet tego nie planowałam. Za to spełniłam swoje prywatne dodatkowe wyzwanie – w czasie maratonu nie kupiłam żadnej nowej książki i nie wypożyczyłam nic z biblioteki. Co prawda ze spotkania blogerów w Sopocie wróciłam z pełną siatą książkowych prezentów i nowych pozycji z wymiany, ale to się nie liczy!

Przeczytanych stron: 312+286+164= 762

Czyli zgodnie z mniej optymistycznym planem.

Przeczytanych książek: 3/4

Nie spodziewałam się, że utknę aż na trzy dni przy mojej „złej książce”. Cóż, okazała się naprawdę zła. W związku z tym nie zdążyłam sięgnąć po książkę Rodana, którą planowałam jako „gratis na koniec”.

Swoją drogą zupełnie przypadkowo wybrałam sobie książki bardzo różnorodne i idealnie zrównoważone, podobnie jak moje odczucia po lekturze:
Scenariusz „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” naprawdę bardzo mi się podobał, co przyjęłam z niemałym zaskoczeniem.
Czytając „Architektki” dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam.
Natomiast „Kobieta dość doskonała” kompletnie mi się nie podobała i chociaż się tego spodziewałam, i tak byłam rozczarowana.

Napisanych recenzji: 2/3

Staram się nie sięgać po nową książkę, dopóki na dobre nie rozprawię się z poprzednią. Gdybym nie to postanowienie nigdy nie udałoby mi się nic napisać, tylko rzucałabym się od książki do książki, do świata do świata aż wszystkie refleksje o poprzednich kompletnie uciekłyby mi z głowy. Na czas bookAThonu zrobiłam sobie wyjątek od tej reguły, ale recenzja środkowych „Architektek” już się grzecznie pisze.

Miejsca, w których czytałam: na kanapie (a jak!), na fotelu, w małżeńskim wyrku, przy stole w trakcie konsumpcji, na spacerze z Bobasą, w sklepowej kolejce, na ławce na placu zabaw, na plaży, po kostki w morzu.

Ponadto: podczas czytania pożarłam strasznie dużo owoców i zielonego groszku oraz wypiłam zastraszające ilości herbaty; dwa razy odkładałam książkę Kubryńskiej w kąt i oddawałam się refleksjom na temat „co ja czytam i czemu to sobie robię”; zrobiłam kilka całkiem ładnych zdjęć z książką w tle i wreszcie nauczyłam się je rozjaśniać; oddając się lekturze przypaliłam jeden obiad; oddając się lekturze nie zauważyłam, że Dzieć topi plastikowe gofry w nocniku; oddając się lekturze zachlapałam jedną z książek pomidorówką (ale że to była pozycja o pewnej bardzo niedoskonałej kobiecie, to ani trochę nie było mi szkoda); w tak zwanym międzyczasie zaliczyłam fantastyczne spotkanie A może nad morze? Z książką i wyszłam odrobinę do ludzi.

Podsumowując: Było trochę zachwytów i trochę rozczarowań, przypałętało się też sporo bólu pleców i karku od przyjmowania dziwnych pozycji przy czytaniu. Nie jest idealnie, ale jak na obecne klimaty chyba poszło mi całkiem nieźle. Najważniejsza jest w końcu zabawa i przyjemność z lektury. A w przyszłym roku na pewno będzie jeszcze lepiej!

Za to niekwestionowaną Mistrzynią BookAThonu 2017 została Maj – swój książeczkowy stosik czytała przynajmniej raz (!) każdego dnia maratonu (!!!). Czytała za pomocą mamy, taty i cioci, a także sama zabierała się za przeglądanie wybranych lektur. I powiem szczerze, że sięgając po swoje zaplanowane lektury oraz wiele niezaplanowanych znowu i znowu (naprawdę bez chwili wytchnienia, chyba wszystko znam już na pamięć!), nie jestem pewna, czy nie zawstydziła mnie z ilością przeczytanych stron.

Podsumowując część 2: To był szalenie intensywny i bardzo zaczytany tydzień. Obie jak zwykle bawiłyśmy się świetnie w wybornym towarzystwie książek. Trochę odpoczniemy i pewnie znowu rzucimy się w wir trochę bardziej spontanicznego czytania, bo tak naprawdę nasze życie to jeden wielki książkowy maraton (O, to mi się udało. Oficjalnie ogłaszam to zdanie złotą myślą naszego bookAThonu!). A tak z mniejszą ilością patosu: było super! Prosimy o więcej takich imprez!

Maraton czytania

Zainspirowana facebookowym wydarzeniem zorganizowanym przez Czytam bo lubię postanowiłam cały ten dzień spędzić z książką pod pachą (a także na kolanie, na ławce, na trawce i oczywiście na kanapie – jako, że w dzień tak pogodny jak ten trudno usiedzieć w jednym miejscu). Ponieważ nie przepadam za przerywaniem jednej historii inną, na towarzyszkę tej soboty wybrałam jedną pozycję – książkę Jojo Moyers „Razem będzie lepiej” – miły prezent od wydawnictwa Znak, który przyszedł pocztą dwa dni temu – oszczędzany (z trudem!) specjalnie na tą okazję.

Przedstawiam fotograficzną relację z dzisiejszego dnia pt. „Książki jednej podróże” – w rolę paparazzi wcielił się Lew Kanapowy.

DSC_1045~2

9:45 – dzbanek pełen herbaty przygotowany, poranne (tak, w sobotę godziny poranne to okolice 10.00) słońce daje z siebie wszystko, lekturę czas zacząć!

DSC_1049~2

11.15 – z takimi argumentami nie da się dyskutować! Decyzja została podjęta. Książka do torebki, kluczyki w dłoń – kierunek Sopot.

DSC_1059~2 DSC_1055~2 DSC_1056~2

12.30 – nad morzem książka smakuje najlepiej.

DSC_1077~3

14.00 – podczas wycieczki odwiedziłam dwa miejsca –  Muzeum Sopotu, gdzie niestety pocałowałam klamkę (zamknięte z powodu zmiany ekspozycji) i Zatokę Sztuki, gdzie podczas targów grafiki i fotografii zostałam szczęśliwą posiadaczką powyższego dzieła. [uwaga: lokowanie produktu!] Serdecznie polecam Agatart i Karo’s Art & Photography, które z pewnością będą wkrótce sławne, tworzą prawdziwe cuda!

19.30 – dłuuuugi spacer, dużą pizzę i dwie porcje lodów później trzeba było wrócić do domu. Pierwszy prawdziwie słoneczny dzień był zbyt absorbujący, by wpływało to dobrze na tempo lektury – dopiero 150 stron za mną. Ale na szczęście moja ukochana kanapa wiernie na mnie czekała. Przygnieciona kotami szybko się z niej nie ruszę.

DSC_1068~2 DSC_1071~2

20.00 – pojawiły się pewne problemy natury technicznej.

DSC_1073~2

23.30 – czas na regenerację sił.

DSC_1079~2

12.04, czyli Dzień Następny:

Podsumowanie:
~ 24 godziny, w tym 8 na świeżym powietrzu i 8 smacznego snu – 461 przeczytanych stron;
~ książka podróżowała: w torebce, na siedzeniu w samochodzie, bezpośrednio pod pachą;
~ była czytana: przy kuchennym stole, na dwóch białych ławkach na sopockim molo, na brązowej ławce na Monciaku, na kamiennym murku na plaży, w pizzerii, na kanapie;
~ podczas lektury wypito: dzbanek herbaty, owocowe smoothie, szklankę pepsi, sok jabłkowy;
~ podczas lektury zjedzono (pożarto?) – truskawki, pierniczki, lody (gianduia + grapefruit), pizzę z mozarellą, bazylią i pomidorkami koktajlowymi, ponownie lody (wiśnia + karmel);
~ wdychano: jod z morskiego powietrza, zapach pizzy;
~ książka została bohaterką 11 zdjęć, z czego 8 nadaje się do publikacji;
~ [edit 12.04, godz.17.45] powstała recenzja książki;

Podsumowanie lapidarne: Bardzo udany dzień.

Dzięki za wkręcenie w świetną inicjatywę. Zazwyczaj książka jest dopełnieniem dnia – po kilka stron pochłoniętych w autobusie, pod ławką na wykładzie, wieczorem na kanapie, tuż przed snem. Tym razem proporcje zostały odwrócone i cały dzień kręcił się wokół książki, a wszystkie inne zajęcia były dopełnieniem lektury. Na pewno wkrótce to powtórzę i zachęcam do organizowania sobie swoich własnych, powiedzmy co tygodniowych książkowych maratonów. Dla zdrowia!