Bajki Majki: „Małe Licho i lato z diabłem” Marta Kisiel

Och Alleluja, z jaką niecierpliwością zawsze wyczekuję na kolejny tom przygód Bożka i Małego Licha!

Nadchodzą wymarzone, leniwe wakacje. Jako, że dom czeka gruntowny remont, Bożydar Antoni Jekiełłek wraz ze swoim Aniołem Stróżem zostają wysłani na wczasowanie do cioci Ody mieszkającej w przytulnym domku postawionym na zgliszczach Lichotki. A że ciocia jest super i po krótkim szoku kulturowym anioł z czortem dogadują się na sto dwa (szczególnie w kwestiach plackowo-kulinarnych z dużą ilością kakałka), pierwszy tydzień mija wspaniale. Aż do momentu, kiedy w kadrze pojawia się Witek – szkolne nemezis Bożka, złośliwiec i zarozumialec zawsze gotowy wbić jakąś szpilę. No i nadchodzi zło.

Ale nie ma przecież takiego niebezpieczeństwa, z którym pół chłopiec, pół widmo, pół glut, który w stresowych sytuacjach miewa napady poezji, by sobie nie poradził. W końcu ma za swoimi plecami najsilniejszą (i najkochańszą) na świecie (i w zaświatach) drużynę dziwaków.

Cóż jest w życiu przydatniejsze – znajomość bajek i poezji, czy mędrca szkiełko i oko? Czy każdego można oswoić? Czy może każdy jest na swój sposób dziwakiem? I czy znajdzie się spoiwo zdolne połączyć największe nawet przeciwieństwa? Być może będzie to śmiertelnie groźna przygoda. Bo Morowa Panna nie odpuszcza łatwo, a po nadprzyrodzonej burzy można poczuć na karku oddech homenu.

Mam wrażenie, że ta część, choć pod koniec cudownie trupio upiorna, była nieco bardziej „dla dzieci”, niż poprzednie tomy na wskroś przesiąknięte nastrojowością. Znaczy takich normalnych dzieci, mniej siedzących po uszy w romantycznej poezji (w sumie nie wiem, są takie?). Chociaż może po prostu skupia się na problemach, które kojarzę z własnego dzieciństwa (tego pozaksiążkowego). Niemniej jednak jak zwykle było cudownie. Trochę nostalgia za beztroskimi latami ciągnących się leniwie wakacji, trochę niepokojący dreszczyk idealny na nadciągające Halloween, pełna genialnego poczucia humoru, sepleniących czortów, kichających aniołów i życiowych problemów młodszej młodzieży.

„- Tylko… no czy te całe emocje nie mogłyby być, no wiecie! Łatwiejsze?
– A tak f szumje to yle ty masz lat?
– Dziesięć.
– A! To ne. Szory”.

Jako dorosły bawiłam się przednio. I jestem pewna, że dzieciaki też będą zachwycone.

Marta Kisiel, Małe Licho i lato z diabłem, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2020, 355 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

O wcześniejszych przygodach Bożka przeczytacie w książkach „Małe Licho o tajemnica Niebożątka” oraz „Małe Licho i anioł z kamienia”. Przeczytajcie koniecznie!

Bajki Majki: PRZEDPREMIEROWO „Małe Licho i anioł z kamienia” Marta Kisiel

Moja ukochana, nadprzyrodzona hipisowska komuna powraca!

I na dzień dobry ulega rozbiciu. Ze względu na zupełnie niespodziewane okoliczności spowodowane podstępnym wirusem VZV (tak właśnie kończy się nadmierna integracja ze światem zewnętrznym…) Bożek, coraz rzadziej zwany Niebożątkiem, musi zostać ewakuowany z domu w trybie pilnym. A czy może być lepszy pomysł na pozbycie się dziecka w zimowe ferie, jak zesłanie go do zamieszkałej w ciemnej, leśnej głuszy ciotki-lekarki, z olbrzymim zapasem ocieplanych majtek w torbie i aniołem stróżem do kompletu? Nic nie zapowiada, że spokojne, leniwe wakacje bez bieżącej wody i energii elektrycznej mogą stać się prawdziwym piekłem

Druga książka Marty Kisiel dedykowana dzieciom łączy ze sobą dwa podcykle „Dożywocia”, nie ma przecież lepszego miejsca na spotkanie sił niebiańskich i piekielnych, niż zgliszcza Lichotki.

Jak na mój gust było nieco za mało Licha, ale dzięki temu Bożek – nieco na siłę wyciągnięty spod opiekuńczych skrzydeł Liszka i Konrada – nie tylko ma szansę rozwinąć relacje z innymi bohaterami, ale również nieco dorosnąć. Na tyle, na ile dorosnąć może ośmioletni pół chłopiec, pół widmo, pół glut z romantycznej krwi zrodzony.

Po raz kolejny błyskotliwa i zabawna opowieść ocieka życiową mądrością (i glutami). To chyba najfajniejszy (a na pewno najbardziej nadprzyrodzony) wykład o empatii, trosce, nie ocenianiu po pozorach, dbaniu o własną indywidualność i odpowiedzialności za drugiego człowieka (istotę?), z jakim miałam do czynienia. I przy okazji cenna nauczka, że próby zadowolenia innych nie zawsze przynoszą oczekiwane efekty. A nadopiekuńcza troska nigdy chyba nie będzie pozytywnie odbierana. Szczególnie przez przedstawicieli młodszej młodzieży. Oj tak, tego rodzaju lekcje potrzebne są nie tylko dzieciom!

Pełna indywidualności aż po same brzegi, kipiąca humorem i doprawiona do smaku klimatyczną, grobową poezją. Świetna zabawa murowana, niezależnie od wieku czytelnika.

Eh, do Czorta! To po prostu kolejna świetna książka!

Marta Kisiel, Małe Licho i anioł z kamienia, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2019,  304 s. (premiera 30.10.2019)

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.