Czas na czytanie: „Cienie Nocnego Targu” Cassandra Clare, Sarah Rees Brennan, Maureen Johnson, Kelly Link, Robin Wasserman

„Cienie Nocnego Targu” to kolejny, trzeci już zbiór opowiadań ze świata Nocnych Łowców, tym razem narratorem jest Jem Carstairs. Podobnie jak w przypadku książki pisanej z perspektywy Magnusa, i tym razem rozpiętość czasowa poszczególnych przygód jest całkiem spora – od początku XX wieku, aż po rok 2013. Ostatnie z opowiadań mają miejsce już po wydarzeniach z „Królowej Mroku i Powietrza”, dlatego żeby uniknąć spoilerów najlepiej sięgnąć po nią dopiero po skończeniu z „Mrocznymi Intrygami”.

Bardzo się cieszę, że utrzymano pomysł, który tak podobał mi się w „Opowieściach z Akademii Nocnych Łowców”, czyli poświęcanie historii różnym bohaterom (i tak samo, jak w poprzednim zbiorze, i tu każde z opowiadań rozpoczyna się ilustracją). Znajdzie się więc kilka opowieści z czasów dzieci Willa i Tessy oraz historia samej Tessy, która po śmierci męża była, wraz z Catariną, sanitariuszką podczas II wojny światowej, ale pojawią się również opowiadania poświęcone Alecowi i Magnusowi (wśród nich oczywiście moje ulubione – tym razem dowiemy się jak doszło do adopcji Rafe’a), Tiberiusowi i Kitowi, a nawet Ashowi i jego mrocznemu opiekunowi – Jace’owi z Thule. Natomiast kilka z nich to wyłącznie przygody brata Zachariasza wprowadzające nowych bohaterów, którzy dotychczas byli białymi plamami w historii Herondale’ów. Bo i łącznikiem wszystkich tych historii jest samozwańcza misja Jema dążącego przez dekady do odnalezienia zaginionej linii tej rodziny w hołdzie swojemu zmarłemu parabatai. A poszukiwania toczone były głównie na Nocnych Targach na całym świecie.

Przyjdzie nam wreszcie poznać całą zapętloną historię Herondale’ów od Wiliama aż do Kita, a przy okazji rozwiąże się kilka pobocznych wątków. Chociaż Jem nie jest tak wdzięcznym narratorem jak Simon, wciąż czyta się lekko i przyjemnie, a opowieści okraszone są sporą dawką poczucia humoru, które tak bardzo skradło mi serce.

Moim zdaniem to pozycja obowiązkowa podczas zgłębiania Kronik Nocnych Łowców, chociaż spokojnie można zostawić ją sobie nawet na sam koniec. Przynajmniej tych dotychczas wydanych części tej rozbudowanej sagi.

Cassandra Clare, Sarah Rees Brennan, Maureen Johnson, Kelly Link, Robin Wasserman, Cienie Nocnego Targu, Warszawa: Wydawnictwo MAG, 2019, 636 s.

~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2022 ~

Czas na czytanie: „Zaginiona Księga Bieli”, Cassandra Clare, Wesley Chu

Wycieczka z ukochanym i przyjaciółmi do egzotycznego Szanghaju bez wizytacji w pobliskim piekle byłaby niewątpliwie wycieczką straconą. Przynajmniej jeśli jest się Nocnym Łowcą.

„- Hej – wypalił Magnus – zawsze chciałem być niespodziewaną komplikacją.
– Kiedyś ciągle byłeś niespodziewaną komplikacją – stwierdziła Clary.
– Kiedyś?
– No wiesz, z czasem nauczyliśmy się, że należy się ciebie spodziewać”.

Kiedy po niezwykle spokojnym roku, w którym Alec i Magnus uczyli stawiali pierwsze kroki w byciu rodzicami małego czarownika (który od czasu do czasu zaczyna lewitować albo zajmuje się ogniem – zupełnie nieświadomie) znajomi z przeszłości włamują się do ich domu, rodzinna sielanka musi ulec pewnym zakłóceniom. Szczególnie, że byli przyjaciele kradną pełną złowrogich czarów Księgę Bieli i zostawiają w piersi Magnusa podejrzaną ranę, która powoli odbiera mu człowieczeństwo i kontrolę nad własną mocą.

Szykuje się kolejna wyprawa ratunkowa – jest w końcu taka drużyna Nefilim, która nie zawaha się ani chwili, gdy trzeba będzie ruszyć do piekła w poszukiwaniu ratunku zarówno dla przyjaciela, jak i dla całego świata. Ponownie. Nawet, jeśli znalezienie opiekunki do magicznego dziecka nie jest tak proste, jakby się to mogło wydawać.

Tym razem czeka jednak na nich zło, z jakim jeszcze nie przyszło im się mierzyć.

W drugim tomie „Najstarszych klątw” znalazłam zaczątek tego, co od dawna mi się marzyło – wycinka rodzinnej codzienności w wykonaniu moich ulubionych bohaterów. Jak dobrze, że rodzicielstwo potrafi przewrócić do góry nogami rzeczywistość nawet tak zakręconą, jak ta przynależna Nocnym Łowcom. I czarownikom. To bardzo pocieszające.

Nie obędzie się również bez epickiej podróży w celu pokonania Wielkiego Zła – najpierw zabytkoznawczej do malowniczego Szanghaju, a następnie przez niezliczaną mnogość chińskich piekieł aż do kolejnego zwycięstwa, nawet jeśli tylko tymczasowego. Będzie tam Piekło Wrzącej Zupy z Ludzkimi Pierożkami. Będą też walki z demonami, ucieczki, gonitwy, tortury, samobójcze skłonności i Malec w swoim najlepszym wydaniu. I jeszcze jeżdżenie na tygrysach i zrzędliwy Ragnor Fell, którego historia wypełni lukę miedzy śmiercią w „Mieście popiołów”, a owianym tajemnicą zmartwychwstaniem w „Mrocznych Intrygach”. Znajdziemy tu też co nieco o początkach powstania Kohorty, skutkach Zimnego Pokoju i pierwszych poważnych pęknięciach zwiastujące rozpad Clave.

Jak zwykle będzie mnóstwo przygody i magii, rozterki egzystencjalne, spora dawka humoru, przyjaźń i miłość ponad wszystko, puchaty epilog i zapowiedź ponurej przyszłości w gratisie.

Chociaż uwielbiam ten pairing, muszę przyznać, że ta seria nie jest tak wciągająca, jak pozostałe. Trzeba traktować ją raczej w charakterze dodatków do głównej osi tkanej przez wszystkie serie historii Nocnych Łowców, niż osobną trylogię, trzymającą w napięciu przez wszystkie tomy. Bez wątpienia spory wpływ mają na to przeskoki w czasie i „utykanie” wydarzeń „Najstarszych Klątw” pomiędzy fabuły innych serii.

Ma jednak dwa bardzo istotne plusy. Pierwszym i najważniejszym z nich jest wspomniana już wcześniej reprezentacja szczęśliwej rodziny założonej przez dwóch mężczyzn w serii dla młodzieży. Homoseksualizm coraz częściej pojawia się również w literaturze młodzieżowej, w przeciągu ostatnich 10 lat, zrobiliśmy wielki postęp w tej kwestii. Co więcej coraz częściej drama związana z odkrywaniem własnej seksualności nie jest główną tematyką główną tematyką książki i jedynym problemem bohaterów (patrz. np. „Hurt comfort”), jednak adopcja dziecka i życie rodzinne to duży krok. Bardzo ważny krok. Poza tym Alec i Magnus nareszcie mają taką samą szansę na sceny zbliżeń w poświęconych im książkach jak Emma z Julianem, czy Jace z Clary.

Drugim jest absolutnie fenomenalna postać Samaela. To jedna z najlepszych kreacji Clare, a w serii tak pełnej wybitnych osobowości, to naprawdę dużo znaczy. Ale serio, koleś wymiata. I zapowiada się, że w ostatnim tomie będzie go jeszcze więcej, na co liczę bardzo i czekam z utęsknieniem.

Cassandra Clare, Wesley Chu, Najstarsze klątwy T.2. Zaginiona Księga Bieli, Poznań: Wydawnictwo We Need YA, 2020, 472 s.
~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2022 ~

Czas na czytanie: „Czerwone Zwoje Magii” Cassandra Clare, Wesley Chu

Pierwszy tom serii „Najstarsze klątwy” nie jest chronologiczną kontynuacją Kronik Nocnych Łowców, a side story poświęconą Alecowi i Magnusowi – przygodą z samego początku ich związku, cementującą relację bohaterów.

Pamiętacie podróż po Europie, w którą bohaterowie wybrali się w połowie cyklu Darów Anioła, na początku „Miasta Niebiańskiego Ognia”? I z której swoją drogą musieli wcześniej wrócić na żądanie wampirzycy Camille?

W „Czerwonych Zwojach Magii” dowiemy się co dokładnie działo się podczas ich romantycznej wycieczki. Jak można się domyślać, Nocni Łowcy zawsze są na służbie, a beztroscy kocioocy czarownicy przyciągają kłopoty jak magnes. Ale czy można sobie wyobrazić bardziej zbliżające wakacje niż uciekanie przed demonami i tropienie mrocznych kultystów – naprzemiennie – po miastach słynących miłości?

Magnus zostaje oskarżony o założenie kultu jednego z książąt piekieł. Kultu, który pod nowym przywództwem zdecydowanie zaostrzył działalność siejąc śmierć i zniszczenie w imię przyzwania na świat Wielkiego Zła. Co gorsza czarownik ma we wspomnieniach wielką dziurę i wszystkie przesłanki wskazują na to, że faktycznie mógł kilkaset lat temu zainicjować powstanie takie zgromadzenia. Dla żartu. A teraz przyszło mu mierzyć się z konsekwencjami. Nie będąc świadomym swoich dawnych uczynków i motywacji, w samym środku wielkiej randki. Randki, która mogłaby być obiecującym początkiem tak wymarzonego, jak kontrowersyjnego związku, na który krzywo patrzą zarówno Nocni Łowcy, jak i Podziemni. A historia już nie raz pokazała, że Nefilim potrafią być równie bezwzględni dla Podziemnych, jak i dla swojego własnego gatunku. Czy związek z czarownikiem o niepewnej przeszłości może ściągnąć na Aleca kłopoty? To znaczy większe, niż zazwyczaj?

To będzie prawdziwie awanturnicza przygoda – ostrzał z pikującego ku ziemi balonu w Paryżu, walka z demonami na dachu Orient Ekspresu, wystrzałowa impreza w jednej z weneckich willi i szaleńcza jazda sportowym autem po włoskich górach to dopiero początek wrażeń.

W końcu na wakacjach lepiej się nie nudzić.

Chociaż osobiście nie mogę się doczekać już bardziej zaawansowanego, rodzinnego i pewnego etapu związku Aleca i Magnusa, fajnie było poznać dokładniej ich szalone początki. Szczególnie, że to powieść nie tylko o miłości i przygodzie, ale również o przyjaźni, życzliwości i potrzebie zmian, które miały spory wpływ na ukształtowanie poglądów Aleca i przygotowanie go do przyszłej roli Konsula – rewolucjonisty.

Cassandra Clare, Wesley Chu, Najstarsze klątwy T.1. Czerwone Zwoje Magii, Poznań: Wydawnictwo We Need YA, 2020, 472 s.
~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2022 ~

Czas na czytanie: „Tajne przez magiczne” Katarzyna Wierzbicka

Jeśli potrzebujemy zwolnić nieco tempo i szukamy spokojnej, mało stresującej pracy dla podratowania zdrowia psychicznego, posada woźnej w przedszkolu nie jest najlepszym wyborem. Agata Filipiak przekona się o tym bardzo szybko. Jeszcze zanim zacznie widzieć krasnoludki, ale nie na długo przed tragiczną śmiercią.

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że „Tajne przez magiczne” to książka szalenie trudna do sklasyfikowania, uparcie nie daje się wcisnąć na żadną półkę ani w żaden utarty schemat. Trudno też z czymkolwiek ją porównać. Takie książki pieszczotliwie nazywam tu Dziobakami.

Z pewnością jest to fantastyka – w końcu demony w przedszkolu nie są codziennym widokiem (choć z pewnością niejedna przedszkolanka by się ze mną nie zgodziła). Jest też bez wątpienia w tej książce dużo z horroru – opisy są dosadne i poza samymi zjawiskami paranormalnymi, jak krwiożercze duchy czy przypadkowe mordy z użyciem koguciego demona, znajdziemy tu też po prostu krwawe jatki i bezwzględne zabójstwa, tym straszniejsze, że najczęściej odbywające się na oczach małych dzieci i bezpośrednio ich dotyczące. Ale z drugiej strony jest tu też sporo wątków komediowych – ciapowata, nieogarnięta życiowo i wiecznie ładująca się w żenujące sytuacje Agata jest trochę naszym rodzimym odpowiednikiem Brigdet Jones, która zamiast trafić na sztywniacką imprezę przebrana za króliczka, nagle znajduje się w samym środku magiczno-demonicznej intrygi uzbrojona w mopa do podłogi i jarmarczny wisiorek. Wokół niej orbituje dwóch przystojniaków (każdy niewłaściwy), a jedyną osobą, która się o nią troszczy jest równie nieogarniający, ale poczciwy ojciec.

I w sumie wciąż nie wiem, czy ta książka była na poważnie, czy jednak śmieszkujemy i po prostu nie rozpoznałam satyry. Lubię niepoważne podejście do świata, ale tutaj odczuwam pewien dysonans, te kontrasty chyba trochę mnie przerosły no i nie wiem, co myśleć, chyba jednak jestem na nie. Ale nie wiem.

Czuję się więc pewnie trochę jak sama bohaterka, bo niewiedza jest jednym z podstawowych wątków powieści. Agata trafia do świata, którego nie zna i kompletnie nie rozumie jego zasad, a każdy, z kim rozmawia jest rozdrażniony i urażony jej niewiedzą, jednocześnie niczego nie tłumacząc. W sumie jest w tym coś z carrolowskiej króliczej nory. I zostanie właściwie przez całą książkę – nic nie wiemy, a jak już wydaje nam się, że zaczynamy co nieco ogarniać, to okazuje się, że jednak nie. No cóż, na pewno nie jest przewidywalnie, a to duży plus.

Bardzo podobała mi się sama koncepcja demonicznego przedszkola, pomysł na magię, podstępne, bardzo demoniczne demony idealnie maskujące się w świecie ludzi i nawiązania do ludowych wierzeń. Szalenie polubiłam ojca głównej bohaterki, który jest moją najulubieńszą postacią. Sama Agata też da się lubić i myślę, że mocno bym jej kibicowała w książce innego rodzaju. Tutaj jednak mimo wszystko zestawienie komediowej bohaterki z makabrycznym klimatem za bardzo mi zgrzytało, mam wrażenie, że jeden aspekt umniejszał i odbierał wyraz drugiemu. To, oraz nieco zbyt długie oczekiwanie na odpowiedzi sprawiło, że nie wkręciłam się w tą książkę tak bardzo, jak się spodziewałam i jak na razie nie mam ochoty na kontynuację. Ale jak już powstanie, to kto wie?

Katarzyna Wierzbicka, Tajne przez magiczne, Kraków: Wydawnictwo Spisek Pisarzy, 2021, 432 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Spisek Pisarzy.

Czas na czytanie: „Siostra księżyca” Marah Woolf

Podczas lektury drugiej części trylogii „Trzy czarownice” naprzemiennie byłam tą książką strasznie podekscytowana, by chwilę później mieć ochotę rzucić ją w kąt.

Zaczyna się bardzo dobrze, bo i „epicka bitwa z demonami”, na której rozpoczęciu skończył się pierwszy tom, jest pierwszym wydarzeniem w tomie drugim. Bardzo się cieszę, że autorka nie zdecydowała się na zabieg typu „tydzień później”, bo nie da się ukryć, że na magiczną potyczkę mocno czekałam, a ta okazała się całkiem satysfakcjonująca, choć nieco krótka.

Tym razem akcja przenosi się do królestwa demonów, gdzie intryga koni intrygę, a korytarze dosłownie wypełnione są potworami, a każdy spośród nich snuje swoje własne knowania, więc pod tym względem byłam bardzo usatysfakcjonowana, pałacowe spiski lubię bardzo. Nie da się ukryć, że dworskie niesnaski – od rozgrywek na najwyższym szczeblu, aż po złośliwe uszczypliwości powodowane zazdrością i złośliwością – wchodzą mi dużo lepiej niż mozolne polityczne przeciąganie liny. Siostry trafią do świata, którego zasad nie rozumieją, gdzie nie mogą zaufać nikomu, poza sobą nawzajem i z perspektywą potwornej przyszłości nadciągającą wielkimi krokami. A co za tym idzie, fabuła jest dużo bardziej dynamiczna, w porównaniu do pierwszego tomu, co jest dużym plusem.

Z drugiej strony wątek romantyczny zrobił się tak potwornie męczący, że miałam ochotę osobiście wyrządzić Vianne krzywdę. Jej naiwne, uparte, dziecięce zapatrzenie, podsycane tylko przez niepotrafiącego zostawić jej spokoju Ezrę staje się irytujące do tego stopnia, że w pewnym momencie miałam ochotę odłożyć tą historię jak najdalej. Na szczęście zakończenie wynagrodzi czytelnikowi wszelkie cierpienia podczas śledzenia tego żenującego love story.

Natomiast poza upośledzeniem w relacjach z mężczyznami, Vianne radzi sobie całkiem dobrze i gdyby nie jej romantyczne rozterki bez większego problemu mogłabym polubić ta bohaterkę, również ze względu na przygody, które ją czekają. Nie brakuje tu bowiem tak charakterystycznego dla powieści fantastycznych motywu karkołomnych wypraw w poszukiwaniu zaginionych magicznych przedmiotów zdolnych ocalić losy ludzkości, magicznych pułapek, pojedynków i hord morderczych wrogów czyhających na każdym zakręcie.

Będzie też więcej legend arturiańskich, które są dla mnie nieznanymi wodami i poznawanie ich, szczególnie z ust niezgodnych narratorów trwających uparcie przy swoich wersjach to sama przyjemność.

Będą rozpieszczone księżniczki, zielarskie eksperymenty, więcej niż jedna krwawa bitwa, zaginieni przyjaciele, paskudne i zabójczo przystojne demony, zdrady, sojusze i intrygi i dużo siostrzanej solidarności.

No i smoki, a ze smokami wszystko jest lepsze.

Marah Woolf, Siostra gwiazd. O pieczęciach i kościach, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2021, 452 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.

Czas na czytanie: „Królowa mroku i powietrza” Cassanda Clare

Były momenty, kiedy ostatnia część „Mrocznych Intryg” budziła moje wątpliwości – pojawiły się rozwiązania, za którymi nieszczególnie przepadam, jak podróże między wymiarami i mieszanie się alternatywnych rzeczywistości. Pierwszy raz znużyła mnie też nieco „ostateczna bitwa”, która ciągnęła się praktycznie przez 100 stron. I tak jak zwykle dynamiczną końcówkę po prostu połykałam nie mogąc się oderwać, tak tym razem adrenalina towarzysząca wydarzeniom nie trzymała mnie aż tak bardzo. Z drugiej strony to cegła na ponad 1000 stron, nie sposób było pewne uniknąć przerywników stopujących emocje. Choć nie sposób nie czuć przerażenia, gdy makabryczna sytuacja polityczna w książce z gatunku fantastyki młodzieżowej, pełnej magii i stworów z bajek, tak bardzo odpowiada naszej rzeczywistości.

„- Już wcześniej zdarzało się nam miewać złych ludzi we władzach (…) ale ci obecne rządzący są inni. Niszczą system, który mógłby uratować sytuację. Manipulują (…) nami wszystkimi. Tworzą złudzenie zagrożenia, by rządzić nami poprzez strach”.

Niemniej jednak nie jest przewidywanie, bohaterowie fajnie się rozwijają (nawet nie zauważyłam kiedy tak bardzo się z nimi zżyłam!) i nic nie przychodzi im zbyt łatwo. Dowiemy się wreszcie czym są tytułowe „Mroczne Intrygi”, skąd wzięła się klątwa parabatai, czego Jace i Clary szukali w Faerie, co powodowało chorobę czarowników i jak ich uleczyć. Jedne spiski ulegną rozwiązaniu, inne dodatkowo się zapętlą. Będzie dużo krwi, miłości i poświęcenia. Nie zabraknie również rozważań na temat istoty wolności, rodziny i emocji, które okazują się niezbędnym elementem człowieczeństwa.

„Nie ma radości bez smutku”.

Mimo chwilowego zniechęcenia zakończenie okazało się bardzo satysfakcjonujące, choć rozwiązanie konfliktu między dwoma frakcjami Nocnych Łowców było dla mnie sporym zaskoczeniem. Bynajmniej nie jest to koniec kłopotów, a zaledwie otwarcie furtki dla fabuły kolejnych serii. Nie mam pojęcia jak Clare to robi – w połowie czytania wiem, że muszę zrobić sobie małą przerwę od tego świata, odetchnąć i przeczytać coś innego przed sięgnięciem po kolejne tomy, a kiedy tylko w książce kończą się kartki, jedyne o czym marzę to dorwanie w swoje ręce następnego tytułu z Łowcami w roli głównej. To musi być jakaś czarna magia, jak w przypadku wampirzej pizzy…

No i nie sposób nie wspomnieć o romansach, bo mamy ich tu przecież naprawdę sporo – bardziej lub mniej oczywistych, bardziej lub mniej tragicznych i o różnych stopniach rozwoju. Ta autorka od samego początku miała słabość do trójkątów, jednak do tej pory klarowały się z nich osobne związki. Ale czy historia Marka, Kierana i Cristiny ma szansę na szczęśliwe zakończenie? Mam nadzieję, że jeszcze znajdzie swoją kontynuację w kolejnych książkach, chociaż z punktu widzenia rodzica, jak najbardziej dosłowny trójkąt w książce młodzieżowej, jednak mimo wszystko wzbudza we mnie trochę niepokoju. Na szczęście mam czas się z tym uporać zanim moje dziecko do niej dorośnie :D

Tak dużo chciałabym Wam powiedzieć, a tak bardzo groziłoby to spoilerami. Jeśli macie ochotę pogadać i podzielić się wrażeniami, napiszcie do mnie maila, albo pw na Instagramie, chętnie wspólnie poprzeżywam te emocje jeszcze raz.

Cassandra Clare, Mroczne intrygi. T.3: Królowa mroku i powietrza, Warszawa: Wydawnictwo M.A.G, 2019, 1069 s.
~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~

Czas na czytanie: „Władca cieni” Cassanda Clare

Powiedzieć, że podczas niemalże 900 stron „dużo się dzieje”, to trochę zrobić z siebie głupka, ale cóż począć? W drugim tomie „Mrocznych intryg” naprawdę dużo się dzieje, szczególnie podczas ostatnich 200 stron i finałowej potyczki, która podobnie jak w przypadku „Harry’ego Pottera”, u Clare występuje chyba w każdej książce.

Będzie wyprawa ratunkowa do sennej krainy Faerie (szkoda tylko, że ten sen to koszmar…), będzie sporo bardziej lub mniej zaskakujących romansów, walka z nieodpowiednimi uczuciami, niebezpieczny układ z Królową Jasnego Dworu, intrygi, pościgi i potyczki i poszukiwanie pewnej wyjątkowo niebezpiecznej nieumarłej. Będzie sporo Magnusa i Aleca, których tak uwielbiam, poleje się też sporo krwi i to nie tylko Blackthornów.

Jedną z głównych problemów poruszanych przez Cassandrę Clare w jej cyklach jest brak tolerancji wobec Podziemnych, czyli mówiąc wprost – rasizm. W poprzednich częściach pojawiał się również brak akceptacji dla homoseksualizmu, choć raczej marginalnie i zostało to dość szybko i bezproblemowo zaakceptowane. Tym razem zyskujemy szerszy ogląd na konserwatywność Nocnych Łowców – już w pierwszej części poznaliśmy ich zatrważający sposób traktowania osób z problemami psychicznymi, teraz dowiemy się, że właściwie wszystkie jednostki odstające od normy traktowane są jako „uszkodzone” i zyskują status „odpadów”. Szczególnie, że Clave nie tylko nie zezwala na stosowanie ludzkiej medycyny, ale nawet nie jest świadome osiągnięć Przyziemnych w takich dziedzinach jak psychologia czy psychiatria, bo i jest to wiedza, której nie wolno zgłębiać. Poza dramatem Juliana zmuszonego do ukrywania złej kondycji psychicznej wuja i chroniącego autystycznego Ty’a przed ostracyzmem społecznym, poznamy równie poruszającą historię transseksualnego Nocnego Łowcy zmuszonego ukrywać swoją tożsamość przed właściwie każdym i przez całe życie.

„Dała mi słowa, których nigdy nie znałam. To był dar. Po raz pierwszy usłyszałam słowo transgenderyzm. Wybuchnęłam płaczem. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, ile można komuś odebrać, nie pozwalając mu używać słów, których potrzebuje, żeby siebie opisać. Skąd masz wiedzieć, że są inni tacy jak ty, kiedy nie wiesz, jak samego siebie nazwać?”

W czasach Zimnego Pokoju, w już i tak zaściankowym, choć pomału dążącym ku zmianom świecie Nocnych Łowców wykształca się Kohorta – grupa ekstremistów, których faszystowskie poglądy przewyższają chyba nawet Krąg Valentina. Domagają się zerwania Porozumień i podporządkowania sobie wszystkich Podziemnych – między innymi rejestracji, ograniczenia i oznakowania czarowników, których moc uważają za zbyt potężną czy zamknięcia wilkołaków w rezerwatach. Ich pierwszym krokiem do ustanowienia nowego porządku jest przejęcie władzy nad instytutem w Los Angeles…

„- Kochałeś je i utrzymałeś przy życiu (…) Czasem to wszystko, co człowiek może zrobić”.

Czy i tym razem Julianowi, mistrzowi kłamstw i planowania uda się ochronić rodzinę?

P.S. Skoro już pochwaliłam pierwszy tom za całkiem staranna korektę, to drugi oczywiście przywitał mnie błędami. Tym razem przede wszystkim mylono imiona – Magnusa z Malcolmem, czy Julesa z Jamiem… :(

Cassandra Clare, Mroczne intrygi. T.2: Władca cieni, Warszawa: Wydawnictwo M.A.G, 2017, 864 s.
~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~

Czas na czytanie: „Pani Noc” Cassandra Clare

Nie sposób zaprzeczyć, że „Kroniki Nocnych Łowców” są o miłości. O zabijaniu demonów też, ale przede wszystkim o miłości. I to tej najciekawszej, bo zakazanej.

„Prawa są bez znaczenia (…). Nie ma rzeczy ważniejszej od miłości. I nie ma wyższego od niej prawa.”

Mieliśmy już romantyczne uczucie między wmówili-nam-że-jesteśmy-rodzeństwem i homoseksualizm w konserwatywnym środowisku w „Darach Anioła” oraz słabość do ukochanej najlepszego przyjaciela i miłość do dwóch chłopców jednocześnie (swoją drogą ten dylemat został bardzo zgrabnie rozwiązany) w „Diabelskich Maszynach”, a także związek między Nocnym Łowcą, a czarownikiem w obu seriach, choć w różnych stuleciach. Tym razem przyszła pora na złamanie jednego z najbardziej rygorystycznych praw Clave – zakochanie między towarzyszami parabatai.

Minęło pięć lat od Mrocznej Wojny i postanowienia Zimnego Pokoju wyrzuciły fearie poza nawias społeczeństwa i pozbawiły rodzeństwo Blackthornów Marka i Helen. Bez najstarszych z rodzeństwa, na barki Juliana, w wieku dwunastu lat spadła odpowiedzialność za resztę dzieciaków i utrzymania okaleczonej rodziny w całości. A żeby przypadkiem się przy ty nie nudził, odpowiedzialny za kierowanie kalifornijskim Instytutem wuj coraz bardziej niedołężnieje, w mieście zaczynają ginąć ludzie, co ma związek z podejrzanym ruchem kultystów, do drzwi puka (bardzo nielegalne) elfie poselstwo, upragniony powrót brata okazuje się nie do końca tym, co sobie wszyscy wymarzyli, a sam Jules zauważa u siebie wysoce nieodpowiednie i wprost proporcjonalnie silne uczucia względem Emmy, swojej parabatai i najlepszej przyjaciółki od wczesnego dzieciństwa. Tymczasem Emma, mimo upływu lat nie może pogodzić się z tajemniczą śmiercią rodziców i z powodu braku wsparcia Clave prowadzi prywatne śledztwo. Czy wszystkie te sprawy mogą być w jakiś sposób ze sobą związane? Serio, niby 800 stron, a nie sposób się nudzić.

To książka kipiąca miłością rozmaitą – przede wszystkim tą rodzinną, zarówno między rodzeństwem, jak i rodzicielską, związaną z opieką, troską, przywiązaniem i walką o dobrobyt bezbronnych, niewinnych maluchów już i tak porządnie doświadczonych przez los. Znajdzie się jednak również sporo miejsca na miłość romantyczną i łamiącą serce historię o uczuciu, krzywdzie i żałobie zdolnych popchnąć do potwornych czynów.

Ale żeby nie było – to nie tylko romansidło! Ze wszystkich książek tej autorki, jakie dotychczas czytałam, to ta ma najciekawiej skonstruowaną intrygę – zarówno pod względem śledztwa prowadzącego krok po kroku do ujęcia mordercy, jak i pod względem kierujących nim motywów. Nie zabraknie też potyczek z demonami przyprawionych szczyptą Dzikiego Polowania i nieodzownej „final battle”, przez którą od ostatnich 100 stron powieści nie sposób się oderwać. Pojawią się również, choć na moment bohaterowie znani nam z wcześniejszych serii – Magnus, Jace z Clary i Jem z Tessą. Dodatkowym kąskiem będzie bonusowe opowiadanie poświęcone przyjęciu zaręczynowemu Simona i Isabelle na końcu książki.  

W pierwszym momencie nie tylko „Pani Noc”, ale cała trylogia „Mroczne Intrygi” nieco mnie przeraziła swoją objętością. Każda z części ma ponad 800 stron! Nie wiem jednak po co się w ogóle martwiłam, jak już mnie wessało, to okazało się, że cztery dni i po książce. Clare w ogóle bardzo szybko się czyta, ale mam wrażenie, że w przeciwieństwie do poprzednich cykli o Nocnych Łowcach, w tym było zdecydowanie mniej błędów. Chyba to jednak była kwestia tłumaczenia, bo „Mroczne Intrygi” mają nowych tłumaczy. Mam nadzieję, że ta jakość utrzyma się przez wszystkie trzy tomy.

Cassandra Clare, Mroczne intrygi. T.1: Pani Noc, Warszawa: Wydawnictwo M.A.G, 216, 830 s.
~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~

Czas na czytanie: „Opowieści z Akademii Nocnych Łowców” Cassandra Clare, Sarah Rees Brennan, Maureen Jonson, Robin Wasserman

Jak „Kroniki Bane’a” mnie rozczarowały, tak „Opowieści z Akademii Nocnych Łowców” okazały się wyjątkowo pozytywnym zaskoczeniem. Dawno już nie bawiłam się tak dobrze czytając opowiadania, w sumie nie jestem pewna, czy kiedykolwiek.

Czy Simon ma wspomnienia ze swoich nadnaturalnych przygód, czy akurat doskwiera mu demoniczna amnezja, wciąż jest tym samym bezbłędnym Simonem. A Bezbłędnego Simona nie sposób nie kochać. I nie można odmówić mu niewątpliwego talentu w roli narratora.

Życie Simona Lewisa nigdy nie było łatwe i wygląda na to, że wcale nie zanosi się na poprawę w tej kwestii. Teraz jest bohaterem wojny, której nie pamięta, w świecie, o którego istnieniu nie ma pojęcia, a najlepsi przyjaciele są dla niego obcymi ludźmi. Szansą na odzyskanie wspomnień jest Wstąpienie – rytuał przyjmujący Przyziemnego do elitarnego grona Nocnych Łowców. Jednak by móc do niego przystąpić, śmiałek musi spędzić dwa lata pełnych znoju przygotowań w Akademii szkolącej kwiat młodzieży Nefilim. I nie zginąć. A nawet jeśli uda się przetrwać te lata morderczych treningów, samobójczych misji i przebywania z latoroślami szanowanych rodów Nocnych Łowców, to przy samym Wstąpieniu też można zginąć. Bardzo w styli filozofii YOLO.

Dużym plusem jest duża różnorodność opowiadań. Chociaż przede wszystkim dotyczą one Simona, niektóre z historii poświęcone zostały innym, mniej lub bardziej znanym nam bohaterom, a sam ex Chodzący za Dnia jest ich odbiorcą, albo pomniejszym uczestnikiem – w ten sposób poznamy opowieść o Zaginionym Herondale’u, posłuchamy o jednej z ciekawszych i bardziej medialnych misji Tessy i Williama w XIX-wiecznym Londynie, poznamy syna Tessy – Jamesa, który zdecydowanie lepiej radził sobie z książkami, niż z ludźmi (i sam nie do końca był człowiekiem), posłuchamy też o początkach Kręgu Valentina. Wraz z Simonem zagłębimy się w zrujnowane korytarze Akademii mającej czasy świetności już dawno za sobą, stawimy czoła całym zastępom szczurów i, co gorsza, zadufanych w sobie dzieci Nocnych Łowców, nawiążemy przyjaźnie i przeżyjemy nowe przygody –  spotkamy Marka Blackhorne’a podczas przypadkowej wyprawy do Faerie, będziemy świętować ślub Helen i świadkować podczas ceremonii parbatai Juliana i Emmy.

I jeszcze moje ulubione, superdługie i przekochane, opowiadanie poświęcone Alecowi, Magnusowi i pewnemu niebieskiemu znalezisku, które przyjdzie im przygarnąć pod swoje skrzydła.

Dla fanów uniwersum Cassandry Clare pozycja obowiązkowa. Szczególnie, że wiele opowiadań znajdzie swoje rozwinięcie w kolejnych Kronikach.

Cassandra Clare, Sarah Rees Brennan, Maureen Jonson, Robin Wasserman, Opowieści z Akademii Nocnych Łowców, Warszawa: Wydawnictwo MAG, 2017, 656 s.

~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~