Czas na czytanie: „The Raven King” Sora Sakavic

Po pierwszym tomie chciałam akcji, to mam!

Rico nie jest osobą, która przywykła do słuchania zniewag, a Neil nie należy do potulnych chłopaków. I na pewno nie zamierza siedzieć cicho, nawet jeśli wszystko, w co dotąd wierzył nie do końca jest zgodne z prawdą. Czy niestabilny psychicznie Andrew faktycznie zdoła ocalić go przed okrutną zemstą bezlitosnej rodziny Moriyama? Ma może razem z resztą Lisów sam padnie jej ofiarą? Jaką decyzję podejmie Neil, kiedy okaże się, ze tym razem to inni potrzebują jego pomocy, a ich los będzie leżał w jego rękach? Czy zdołał na tyle poczuć się częścią drużyny, by nie uciec, co robił przez całe życie? W końcu właśnie to rozwiązanie podpowiada mu instynkt. I suma summarum chyba tak byłoby dla niego najlepiej.

Jest brutalnie, krwawo i bezwzględnie. Jeśli czytelnik obstawiał, że któryś z bohaterów jest bezpieczny to najprawdopodobniej był w dużym błędzie. Chociaż styl powieści wciąż nie do końca mi odpowiada, to jednak jest zdecydowanie lepiej, niż w pierwszym tomie. Jeśli chodzi o fabułę, to wreszcie wszystko nabrało odpowiedniego tempa, być może faktycznie pierwszy tom był „na rozruszanie” , wczucie się w klimat i poznanie tego świata. Gangsterskie aspekty wciąż wydają mi się być nieco zbyt teatralne i przerysowane i już strasznie nie mogę się doczekać wątku romansowego, chociaż już raczej wiem co jest na rzeczy. Ale tuż po zakończeniu czytania od razu mam ochotę sięgnąć po ostatni tom, więc są emocje. I bardzo dobrze, bo emocje w książkach cenie najbardziej. Idę czytać dalej.

Nora Sakavic, The Raven King, Wydawnictwo NieZwykłe: Oświęcim 2018, 416 s.

Czas na czytanie: „The Foxhole Court” Nora Sakavic

Sporo u mnie ostatnio fantastyki, czas więc odetchnąć przy czymś kompletnie innym. Oj długo ostrzyłam sobie zęby na serię „All for the game” i nareszcie nadszedł czas na ten sportowy romans z gangsterskim wątkiem.

Neil Josten przez całe życie ucieka przed traumatyczną przeszłością. Żyje pod przybranym nazwiskiem, często zmienia miejsce zamieszkania, nie angażuje się w relacje a sztukę wtapiania się w tłum opanował do perfekcji – wszystko to by zapewnić sobie bezpieczeństwo. Jest jednak rzecz, którą kocha – Exy – brutalny sport drużynowy będący czymś w stylu połaczenia lacrosse i hokeja. Dlatego też nie do końca jest w stanie się oprzeć, kiedy trener jednej z drużyn uniwersyteckich, wraz z młodą wzrastającą gwiazdą tego sportu, proponują mu stypendium i miejsce w drużynie. I to nie byle jakiej drużynie, a w okrytych złą sławą Lisach – grupie niebezpiecznych wyrzutków społecznych, dla których sport jest rodzajem rekonwalescencji. Odnalezienie się w takim towarzystwie nie będzie łatwe, co więcej będzie kosztować Neila z trudem wywalczoną anonimowość. Czy sport i możliwość gry w profesjonalnej drużynie będą tego warte?

Mam wrażenie, że tak naprawdę cała książka była swego rodzaju rozbudowanym wstępem, wprowadzeniem do historii – poznajemy bohaterów i ich przeróżne dziwactwa, dowiadujemy się przed czym Neil ucieka i dlaczego, poznajemy zasady i historię Exy oraz samą drużynę Lisów. Poznajemy wrogów i przyjaciół, a ci ostatni wykorzystują ten czas, by się dotrzeć. Mam nadzieję, teraz już zacznie się prawdziwa akcja, bo chociaż wciąż coś się działo (a momentami działo się „grubo”), to jakoś ta historia na razie mnie nie porwała, wciąż czkałam na rozwinięcie, na właściwą akcję.

Dużym plusem są bohaterowie, to prawdziwa plejada barwnych osobowości, a łączące ich relacje nie należą do zdrowych. Sama jednak otoczka i gangsterskie porachunki wydają mi się nieco przekoloryzowane z pewną nuta naiwnego romantyzmu. Mam nadzieję, że kolejne wydarzenia dodadzą im wiarygodności.

Na ten moment jeszcze nie spełniła moich oczekiwań, ale czytało mi się na tyle dobrze, że z przyjemnością dam szansę kolejnym częściom cyklu.

Nie mogę też trochę nie wypomnieć niestarannej korekty, bardzo nie lubię kiedy w zdaniu gubi się podmiot i tak właściwie nie wiadomo kto komu i do kogo albo wyrazy są źle poodmieniane. To rzutuje na odbiór całej historii i jest dla mnie sporym minusem.

Nora Sakavic, The Foxhole Court, Oświęcim: Wydawnictwo NieZwykłe: 2018, 332 s.

Czas na czytanie: „Przejdź przez wodę, krocz przez ogień” Christian Unge

Rzadko zdarza się książka, w której nie uda mi się przewidzieć chociaż części wątków, za to w przypadku tej – poza fatalistycznym przeczuciem odnośnie kondycji głównej bohaterki – nie spełniło się żadne moje podejrzenie!

A poszlak, podsuwanych czytelnikowi wskazówek i budzących podejrzenia okoliczności jest mnóstwo (i każda z nich zostanie wyjaśniona!), bo i cała historia jest dość rozbudowana i poznajemy się jednocześnie z perspektywy kilku kompletnie różnych bohaterów, których losy splatają się mniej lub bardziej przypadkowo.

Tekla Berg jest błyskotliwą lekarką robiącą zawrotną karierę. Ciężki przypadek pracoholika, nie stroni od kontrowersyjnych metod, w każdej minucie troczy nierówną walkę z koszmarem fotograficznej pamięci (swoją drogą to pierwsze, z którym się spotykam, przedstawienie ejdetyzmu zdecydowanie jako bardziej jako przekleństwa, niż „daru”). To chyba najlepsza kreacja kobieca, o jakiej miałam o ostatnio przyjemność czytać. Nieoczywista, inteligentna, obdarzona olbrzymim powołaniem, słaba i silna jednocześnie. Gdyby doktor House i Lisbeth Salander mieli dziecko, to właśnie byłaby Tekla. Naprawdę da się lubić.

I z pewnością nie nuda jej w życiu nie grozi. Kiedy jej niefrasobliwy i przyciągający kłopoty jak magnes młodszy brat zaginie w wyjątkowo niesprzyjającym momencie, Tekla będzie operować gangsterów, zmagać się z przywódczymi sztokholmskiej mafii narkotykowej, umawiać się z antyterrorystą i ścigać niedoszłych zabójców. A wszystko to między dyżurami na OIOMie, skargami bezpośrednich przełożonych i spotkaniami z dystyngowaną dyrektorką szpitala.

W tej książce non stop coś się dzieje. Od pierwszych stron zostajemy rzuceni w samo centrum wydarzeń i staramy się ogarnąć plątaninę przyczyn i skutków otaczającego nas chaosu. Będą pożary, pościgi, śmiertelne poparzenia, aresztowania, strzelaniny, mafijne porachunki, przekręty i układy, wybuchy i walki wręcz na łodzi. I nawet, jeśli trafi się jakaś retrospekcja, to też nie pozwoli na długo odsapnąć.

Dodatkowym atutem są opisy przypadków medycznych. Szczególnie cenię sobie, kiedy autor wie o czym pisze – bardzo szanuję dobry research i wykorzystywanie własnych doświadczeń podczas kreowania świata przedstawionego, a ponadto jestem największą na świecie fanką opisów. Dlatego też lekarz piszący thriller z miejscem akcji na oddziale ratunkowym i intensywnej terapii to dla mnie jak pączek z podwójną porcją różanego dżemu. Jeśli „opis” wciąż kojarzy Wam się z liściem spadającym z drzewa przez pięć stron, to spróbujcie weekendowego wieczoru Tekli Berg na ratunkowym!

Christian Unge, Przejdź przez wodę, krocz przez ogień, Warszawa: Wydawnictwo Wielka Litera, 2020, 496 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wielka Litera.

Czas na czytanie: „Cari Mora” Thomas Harris

Pamiętacie „Potworną Księgę Potworów” z Harry’ego Pottera? Przy najnowszej książce Harrisa, ten magiczny artefakt jest łagodny jak baranek i wypełniony opisami hasających po łące jednorożców.

Bo książka Harrisa wypełniona jest prawdziwymi potworami. Potworami o ludzkich twarzach, dopuszczających się nieludzkich czynów. Wypełniona po same brzegi.

DSC_0031

Cari Mora żyje w otoczeniu potworów od wczesnego dzieciństwa – siłą wcielona do dziecięcej bojówki rebeliantów wie jak trudne może być życie. Demony przeszłości potrafią odnaleźć po latach, a nawet jeśli przed przeszłością uda się umknąć, to jakieś demony na pewno się znajdą. Szczególnie, kiedy zupełnie się ich nie szuka. Nie zdają sobie jednak sprawy jak wytrzymałej jednostce zamierzają uprzykrzyć egzystencję. I choć z pewnością nie można powiedzieć, że główna bohaterka swoją pozytywną energią od razu zjednuje sobie ludzkie serca, to nie sposób też nie poczuć do niej szacunku. I nie kibicować jej z całych sił. Jest w niej jakaś wewnętrzna potęga, samozaparcie i dążenie do upragnionego celu, tak prozaicznego i ciepłego w swojej prostocie. I w niej i w jej skromnym marzeniu jest coś dobrego i po prostu właściwego. Piękny kontrast dla brutalnego świata, w którym przyszło jej żyć. Mimo, że z pewnością nie jest niewiniątkiem.

Autor prezentuje nam najmroczniejsza stronę słonecznego, rozrywkowego Miami. Od handlu ludźmi i organami, przez porachunki mafiosów, brutalne morderstwa wraz z bezczeszczeniem zwłok, aż po rozsmakowane w ludzkim mięsie słonowodne krokodyle.

Tak chyba wygląda prawdziwe poszukiwanie mitycznych skarbów odarte z romantycznej otoczki historyczno-archeologicznej. Kiedy to skarb ów został zarobiony na potwornościach, ukryty przez potwora i potwory się na nim wzbogacą. A wszystko to zostało potwornie sugestywnie opisane w potwornej książce. Od której potwornie trudno się oderwać.

Ohydna, porażająco sugestywna, przerażająca do szpiku kości. Pomaga przewartościować sobie parę rzeczy.

Warto dodać, że książka została świetnie wydana. Duża, wygodna czcionka sprawia, że czyta się szybko i z prawdziwą przyjemnością. Ma chyba najlepszą okładkę, jaką ostatnio widziałam – zarówno pod względem motywu i kolorystyki, jak i nawiązania do treści. Nawet blurb jest dobry (zdołał zachęcić do lektury nawet mojego męża, który czyta ze cztery książki rocznie, z czego trzy to biografie – to olbrzymi sukces, gratulacje!), choć jak dla mnie jego dwa ostatnie zdania w zupełności by wystarczyły. Gdyby nie to, że nie chcę tak potwornej książki na półce, z pewnością znalazłabym dla niej miejsce na swoim potwornie przeładowanym regale podręcznej biblioteczki. Ale jednak raz wystarczy. Po takiej lepturze i tak trudno się będzie otrząsnąć.

Thomas Harris, Cari Mora, Warszawa: Wydawnictwo Agora, 2019, 360 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Agora.

Czas na czytanie: „Świt, który nie nadejdzie” Remigiusz Mróz

A oto moje pierwsze spotkanie z twórczością Pana Mroza. Już myślałam, że się nie ugnę i tym razem uda mi się nie podążyć za mainstreamem ale jednak ciekawość robi swoje i kiedy trafiłam na Book Tour z książką tak popularnego ostatnio autora nie zastanawiałam się długo. W końcu trzeba sprawdzić o co tyle hałasu ;)

Poświęciłam zatem kilka deszczowych ostatnio wieczorów na historię upartej jak diabli i niezwykle przejętej swoją rolą policjantki i zbira spod ciemnej gwiazdy, który co prawda marudzi co jakiś czas o chęci całkowitej zmiany swojego życia i podejmuje przez to głupawe decyzje na miarę filantropa, ale suma summarum wszystko wychodzi jak zwykle i zbir jednak pozostaje zbirem.

Tym, co wysuwa się na pierwszy plan wśród moich „wrażeń z lektury” jest wielki plus za konstrukcję świata przedstawionego. Co prawda nie jestem szczególnie obeznana w realiach dwudziestolecia międzywojennego, ale naprawdę udało mi się poczuć ten klimat. Słownictwo, muzyka, ubiór, zwyczaje, topografia i infrastruktura miasta, smaki i zapachy oraz przewijające się tu i ówdzie znane osobistości pozostawiają wyobraźni spore pole do popisu i tworzą naprawdę wyjątkową atmosferę kraju zrujnowanego przez rozbiory i powoli podnoszącego się z gruzów. Kraju, który nie radzi sobie z samym sobą, uczy się na popełnianych co rusz błędach i zmuszony jest budować od zera wszystkie struktury państwowości. Kraju, w którego stolicy króluje nierząd, przestępczość i korupcja.

IMG_20170829_131226_677

I wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że przez pierwsze 400 stron… książka jest po prostu nijaka.

Niby mamy porachunki gangów, pierwsze kroki stawiane przez nowoutworzoną kobiecą formację policyjną, strzelaniny, działalność pod przykrywką, chytre plany, podwójną (a momentami nawet poczwórną!) grę, masę fałszywej lojalności i sporą dawkę mordobicia, to jednak coś jest nie tak. Mimo naprawdę dobrej konstrukcji, ta książka po prostu nie wzbudziła we mnie emocji – nawet w momentach dramatycznych zwrotów akcji przyglądałam się wszystkiemu raczej beznamiętnie – nie byłam zszokowana, nie byłam wzruszona. I mimo naprawdę atrakcyjnej szansy przyglądania się ówczesnej rzeczywistości z punktu widzenia elementu przestępczego półświatka oraz z karkołomnej pozycji stróża prawa w mieście opanowanym przez bezprawie, bohaterowie i ich życiowe sytuacje nie wzbudzili we mnie ani sympatii ani współczucia. Ani ekscytacji podczas ich wzajemnej gry w uwodzenie.

Być może na moje dość znudzone odczucia miało wpływ stosowanie „zaskakujących zwrotów akcji”, które pewnie by mnie zszokowały, gdybym nie widziała siedmiu sezonów Gry o Tron – czyli skoro czytelnik zdążył się już jako tako przyzwyczaić do jakiegoś bohatera, to znak, że najwyższy czas go ukatrupić. Albo przynajmniej poudawać. I może pierwszy z nich był nawet całkiem zaskakujący, ale autor próbował skorzystać kilkukrotnie z tego samego fortelu. Za drugim razem nikt już się chyba nie dał nabrać, a trzecie próba to już naprawdę przesada…

Tak naprawdę cała opowieść wciągnęła mnie mniej więcej na ostatnie 100 stron. I gdyby cała książka tak samo trzymała w napięciu jak jej zakończenie, to byłabym naprawdę pod wrażeniem.

Bo na tle całej powieści, jej zakończenie jest trochę jak upadek z urwiska – i całe szczęście, bo czwartego dowodu na nieśmiertelność moja cierpliwość mogłaby już nie zdzierżyć. A brak sielskiego happy endu odbieram raczej pozytywnie, bardzo pasuje do klimatu.

Podsumowując jest to raczej ponura historia o szukaniu swojego miejsca na świecie, o bijatykach, walce o wpływy, mafii, zemście, specyficznej miłości, poczuciu beznadziei i braku perspektyw na lepsze jutro. W gruncie rzeczy jest to powieść feministyczna, co doceniam jako kobiet i co mnie męczyło jako czytelniczkę nieumiejącą identyfikować się z postaciami kobiecymi (ach ta dusza szowinisty!). Nie jest ani nudna, ani porywająca, ani zaskakująca, ani przewidywalna. Warto przeczytać choćby dla samego klimatu, ale moim zdaniem nie ma co nastawiać się na fajerwerki, bo to jednak chyba bardziej powieść fantastyczno-historyczna, niż sensacyjna.

Z pewnością jeszcze kiedyś dam Mrozowi szansę, jednak nie sięgam po kolejną jego książkę z poczuciem niedosytu po poprzedniej.

Remigiusz Mróz, Świt, który nie nadejdzie, Poznań: Wydawnictwo Czwarta Strona, 2016, 528 s.

Za możliwość lektury dziękuję Joannie Hilińskiej, autorce bloga Subiektywnik Literacki i organizatorce Book Touru, w którym miałam przyjemność wziąć udział.