Czas na czytanie: „Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie” Mackenzi Lee

„Poradnik dla dżentelmena…” to kwintesencja lekkiej, nie do końca poważnej książki, w której awanturnicza przygoda z elementami fantastycznymi (a wręcz magicznymi) odziana została w historyczną kapotkę XVIII-wiecznej podróży po Europie. A mimo to nie storni od dotykania poważniejszych tematów, jak choćby równość płci, odkrywanie tożsamości seksualnej, zmaganie się z nieuleczalną chorobą, rasizm, brak przekonania o własnej wartości czy przemocowe środowisko w jakim przyszło się wychowywać głównemu bohaterowi.

Jest tu wszystko to, co lubię – Grand Tour, wielka ucieczka przez najpiękniejsze miasta Europy, reprezentacja queer, piraci, alchemia, grzebanie w grobowcach, młodzieńczy bunt, czy girl power w postaci bohaterki z nosem schowanym w książkach. I owszem, to wszystko naraz – wstrząśnięte i wymieszane – to nieco zbyt dużo, by traktować tą książkę na serio. Ale też nie taki jest jej cel. To sympatyczna przygoda z poszukiwaniem skarbów, buntem wobec twardych społecznych konwenansów i magią pierwszej miłości w rolach głównych.

Troje bohaterów – lord Henry Montague wraz z najlepszym przyjacielem i młodszą siostrą -wyrywają się z domu by ostatni rok wolności przed podjęciem obowiązków wynikających z wejścia w dorosłe życie spędzić na Grand Tour – wielkiej wyprawie przez Europę w celu ukulturalnienia i „wyszumienia się” jednocześnie. A wszystko to pod okiem surowego opiekuna. Główny bohater nie jest jednak stworzony do podążania utartymi ścieżkami i swój Wielki Objazd szybko zmieni w Wielką Katastrofę

Osobiście wolałabym, żeby kostium historyczny, w jaki została odziana cała historia był potraktowany z nieco większą dokładnością, bo jest on raczej frywolny i niewolny od nieco absurdalnych błędów (m.in. akcja dzieje się w XVIII wieku i bohaterowie pod koniec swojej podróży trafiają na Santorini, gdzie widzą „bielutkie domy o kobaltowych dachach”, podczas gdy tradycja malowania cykladzkich domów na biało-niebiesko rozpoczęła się najprawdopodobniej od epidemii cholery w pierwszej połowie XX w.). Niemniej jednak autorka sama wspomina, że mimo fascynacji pewnymi zjawiskami historycznymi, powieść oddaje raczej jej romantyczne wyobrażenie o tamtych czasach i nie ma na celu oddania prawdy historycznej, a wręcz przyznaje się do przesuwania dat niektórych wydarzeń tak, by pasowały do obmyślonej fabuły. I super, że o tym pisze, bo tym samym wytrąca z ręki broń krytykom.

Na samym końcu książki znajdziemy kilka słów o głównych tematach poruszonych w książce i źródłach, z których korzystała Mackenzi Lee podczas kreowania świata przedstawionego, gdzie zainteresowani mogą sobie doczytać „jak było naprawdę”. Bardzo fajny pomysł, lubię to.

Fajna młodzieżówka, gdzie wątek przygodowy i romantyczny wzajemnie się dopełniają i żaden z nich nie dominuje nad tym drugim. Miło spędzony czas.

Mackenzi Lee, Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie, Białystok: Wydawnictwo Kobiece Young, 2021, 448 s.

Czas na czytanie: „A jak to się wyda” Sophie Gonzales, Cale Dietrich

„(…) wszyscy ludzie chcieliby, aby świat widział ich takimi, jakimi są naprawdę. To nie prawda jest problemem, lecz fakt, że nie zawsze bezpiecznie ją wyjawić”.

Po pierwszych stronach spodziewałam się, że to będzie jedna z tych bezbarwnych książek, przy których miło spędzić czas, ale tydzień później już się o nich nie pamięta. Nie do końca jednak trafiłam, bo choć to lekka młodzieżówka, to ma w sobie parę cech chwytających za serducho.

Okazuje się bowiem, że w słodkiej historii o chłopakach z boysbandu można zawrzeć całkiem sporo fajnych rzeczy – poza kwestią odkrywania własnej tożsamości – bo i jest to oczywiście przede wszystkim przeuroczy romans między członkami zespołu – bohaterowie bardzo dużą wagę przywiązują do uczuć drugiej osoby i to jest bardzo super. Ale oczywiście poza smakiem pierwszej poważnej miłości mamy też i masę problemów – jest tu sporo o destrukcyjnej maszynce branży rozrywkowej – narzucającej ograniczenia, traktującej swoje gwiazdy w absolutnie przedmiotowy sposób, sterującej każdym elementem kariery młodych i niedoświadczonych jeszcze piosenkarzy i – przede wszystkim, bo to główny temat – zmuszającej do udawania kogoś, kim się nie jest i do ukrywania swoich preferencji seksualnych.

 Będą więc próby dostosowania się do sytuacji, przestawienie i naginanie granic aż wreszcie próby wydostania się z patowej sytuacji i beznadziejna walka z gigantem. A poza walką o możliwość wyrażania siebie czeka i druga, wcale nie łatwiejsza – z własnym konformizmem.

„(…) wolność do bycia sobą, pokazywania światu najprawdziwszego „ja”, kiedy tylko chcemy, to najważniejsza wolność, jaka istnieje”.

Nie brak tu również emocji związanych z przygodą życia – to w końcu życie gwiazd popu i olbrzymia trasa koncertowa; prawdziwej przyjaźni, która wybojów się nie boi i skomplikowanych relacji rodzinnych. Bo jak toksyczny związek z wydawcą muzycznym może wydawać się czymś z zupełnie innej bajki, tak toksyczne relacje z rodzicami są czymś znacznie bardziej przyziemnym.

Fanfikowa fantazja na temat życia celebrytów (któż nie doszukuje się związków między piosenkarzami?) poszerzona o całkiem dojrzałe podejście do pierwszego związku, ponurą refleksję na temat rodzicielstwa i walkę o prawo do kreowania własnego wizerunku. Nie jest to książka, która zmienia życie i kształtuje pokolenia, ale daleko jej do pustego czytadełka. Jeśli lubicie takie klimaty, to jak najbardziej warto.

Sophie Gonzales, Cale Dietrich, A jak to się wyda, Warszawa: Wydawnictwo You&YA, 2022, 384 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem You&YA.

Czas na czytanie: „Loveless” Alice Oseman

Na miłości Georgia zna się jak nikt – wielka fanka teatru, musicali i komedii romantycznych, zapalona czytelniczka, która „żyła setkami żyć i przeżyła setki miłosnych historii” wraz z każdą przeczytaną książką, ma za sobą setki nieprzespanych nocy zarwanych przy fanfikach wszelakich, byle z romansem w te. I oczywiście, jak większość nastolatek, sama marzy o przeżyciu wielkiej miłości – o wspólnocie dusz, motylach w brzuchu, sercu przyspieszającym rytm na widok ukochanej osoby, trzymaniu się za ręce i nieprzytomnych pocałunkach pod gwiazdami. Dlaczego więc, kiedy ma okazję wiedzę teoretyczną przekuć w praktykę, zamiast dreszczyku ekscytacji czuje wyłącznie ogarniającą ją grozę?

Jak to możliwe, że kończąc szkołę nigdy nie była zakochana i nigdy się nawet nie całowała?

Ale od czego są studia! Trudno o lepsze środowisko do miłosnych eksperymentów. W końcu miłość, romans i zakochanie otaczają nas ze wszystkich stron – od filmów i książek, przez pary oblegające parkowe ławki (i wszystkie inne powierzchnie), aż po reklamy płatków śniadaniowych, a na kampusie nietrudno zdobyć zainteresowanie innej osoby. Co może być w tym trudnego?

Kiedy jednak wszystkie próby kończą się fiaskiem, przyjdzie jej zmierzyć się z rozważaniami na temat seksualności – i nie tylko pod tym najbardziej powszechnym i nieco już oswojonym względem jak homo- i heteroseksualność, ale również z bardziej egzotycznymi pojęciami aromantyczności i aseksualności (nawet komputer podkreśla mi te wyrazy jako nieznane…). A także nad różnymi ich wariacjami.

„Kiedyś z pewnością słyszałam o aseksualności. Widziałam jakiś ludzi rozmawiających o tym online, a niektórzy z nich mieli tę informację w bio na Twitterze lub Tumblrze. (…) Ale prawie nigdy nie słyszałam, by ludzie używali tego terminu w prawdziwym życiu, a nawet w telewizji czy filmach”.

Czy każdy z nas w końcu znajdzie kogoś dla siebie? I czy szczęście bez romantycznej miłości jest w ogóle możliwe?

„Loveless” to z jednej strony bardzo przyjemna, momentami nawet nieco naiwna młodzieżówka z nieco teatralnie przedstawionym życiem braci studenckiej z lekko „amerykańskim”, musicalowym sznytem. Z drugiej zaś podnosząca na duchu historia o sile przyjaźni, akceptacji i samoakceptacji, poznawaniu siebie, potrzebie przynależności i o miłości, która wcale nie musi łączyć się z pożądaniem czy fizyczną bliskością.

„Podaruj swoim przyjaźniom magię, jaką podarowałabyś romansowi. Bo są równie ważne. W zasadzie dla nas są dużo ważniejsze”.

To wreszcie jedno z niewielu przedstawień aromantyczności i aseksualności w literaturze młodzieżowej – pozwalające w przyjemny i angażujący sposób zapoznać się ze stosunkowo mało znanymi i tak rzadko reprezentowanymi w popkulturze wariantami tożsamości psychoseksualnej. To mój ulubiony sposób zdobywania wiedzy na tego rodzaju tematy – to wspaniałe, że teraz jest na wyciągnięcie ręki każdego nastolatka.

Warto poświęcić jej chwilę.

Alice Oseman, Loveless, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 448 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.

Czas na czytanie: „The Gravity of Us” Phil Stamper

Nieskomplikowana, super sympatyczna, lekka książka o marzeniach, nieidealnych rodzinach i amerykańskim śnie.

Uroczy nastoletni romans Cala i Leona to zdrowa relacja stroniąca od wielkich dramatów, choć niepozbawiona wzlotów i upadków. Fascynacja pierwszych zauroczeń, poznawanie siebie, odkrywanie, że ludzie są różni i mają różnie, w odmienny sposób reagują na nowe sytuacje, a mimo to nie wymagają „naprawy”, a ich los nie leży w naszych rękach.

Bardzo naturalne (z polskiego punktu widzenia wręcz utopijne) potraktowanie homoseksualizmu i fantastyczna dawka wsparcia ze strony rodziny i otoczenia.

A wszystko to osadzone w nieco abstrakcyjnych okolicznościach reality show związanego z misją wysłania ekipy astronautów na Marsa. Nie zabrakło więc nutki nostalgii za erą podboju kosmosu, marzeń o dotknięciu gwiazd i przede wszystkim sztuczności medialnego szumu i pogoni za płytką sensacją. Na co młodzi bohaterowie oczywiście nie mają zamiaru się godzić.

Poza nastoletnim buntem przeciwko bezwzględnej korporacji grającej na uczuciach widzów i bohaterskim postanowieniem ratowania misji NASA przy pomocy social mediów znajdą się również bardziej przyziemne problemy, jak mierzenie się z depresją, radzenie sobie ze stresującymi sytuacjami i nagłymi zmianami skrupulatnie snutych życiowych planów.

„Ludzie nie są popsuci, a zadaniem specjalisty nie jest ich naprawa. Istnieją jednak osoby, które potrafią uczynić świat trochę lepszym, a ludzi ciut szczęśliwszymi”.

Książka, która właściwie czyta się sama, przyjemny relaks na dwa wieczory, świetnie sprawdzi się również do wakacyjnego plecaka – na podróż albo do poczytywania „nad basenem”. Momentami naiwna, momentami nieco moralizatorska ale przede wszystkim dająca czystą przyjemność z lektury. Comfort book ku pokrzepieniu serc na stresujące czasy. Skierowana przede wszystkim do nastolatków, ale ja sama również bawiłam się bardzo dobrze.

Phil Stamper, The Gravity of Us, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2022, 344 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.

Czas na czytanie: Trylogia „Someone” Laura Kneidl

Trylogia „Someone” to trzy bardzo przyjemne i sympatyczne samodzielne powieści w nurcie young adult poświęcone różnym bohaterom z jednego kręgu przyjaciół. Każda para mierzy się z innymi problemami i wyzwaniami dotykającymi młodych ludzi stojących u progu dorosłości – między innymi z brakiem tolerancji, podejmowaniem własnych wyborów i mierzeniem się z ich konsekwencjami czy wyrobieniem sobie tolerancji na szkodliwe opinie innych, czasem nawet najbliższych. Oczywiście wątki romantyczne pełnią w nich bardzo istotne role.

Uwaga! Jak zwykle każda recenzja kolejnego tomu może zawierać spoilery do treści poprzednich. Recenzje są umieszczone zgodnie z kolejnością czytania. Jeśli wiec nie czytaliście tomu pierwszego, uważajcie na recenzję drugiego itp.

„Someone new” to książka o odmienności i różnych na nią reakcjach oraz o akceptacji – zarówno innych ludzi, jak i własnych potrzeb oraz pragnień.

Wychowana pod kloszem osiemnastoletnia Micah jest konformistką i dla szczęścia swojej rodziny jest gotowa znieść naprawdę wiele – znienawidzone studia prawnicze wraz z wizją przejęcia po rodzicach kancelarii adwokackiej, nadęte przyjęcia pełne zarozumiałych gości z „wyższych sfer”, czy rezygnację z marzeń o studiowaniu sztuk pięknych. Szybko okaże się jednak, że rodzice nie są skłonni do podobnych ustępstw i kiedy coś nie pasuje do ich obrazka idealnej rodziny, nie zawahają się ani chwili, by usunąć problem. Nawet jeśli wiąże się to z wyrzuceniem z domu własnego dziecka. Kiedy Adrian – brat bliźniak bohaterki zostaje wykreślony z rodziny z powodu homoseksualizmu, Micah nie ma już ochoty mieszkać dłużej z rodzicami.

Pierwszy krok w kierunku samodzielnego życia nie jest łatwy – to nie tylko konieczność obsługi pralki, czy złożenia sobie mebli, ale również nauka podążania własną drogą i powoli odkrywana świadomość, że próbując zadowolić wszystkich wokół nie sposób osiągnąć szczęścia. Tymczasem problemy uprzedzeniami i wyrywanie się ze szponów toksycznych relacji dotyczy nie tylko tej jednej rodziny. Co wcale nie znaczy, że rozczarowanie boli mniej.

Autorka zostawia czytelnikowi tak dużo wskazówek, że sam plot twist nie jest tak naprawdę wielkim zaskoczeniem i jednego z głównych, jeśli nie najważniejszej tematów tej powieści domyśliłam się jakoś w 2/3 książki. Niemniej jednak sam pomysł „podania” problemu – postawienia czytelnika nie w miejscu osoby, której dotyczy on bezpośrednio, a bohatera poznającego go niejako z zewnątrz, okazał się strzałem w dziesiątkę.

To jednocześnie lekkie, nieco naiwne, czasami głupiutkie czytadło i całkiem mądra książka o wsparciu i odrzuceniu oraz o odkrywaniu siebie. Znajdziemy tu sporo o poszukiwaniu własnej drogi, dbaniu o swój komfort psychiczny, wydostawaniu się ze szkodliwych związków i odróżnianiu naszych marzeń od wizji innych ludzi.

Laura Kneidl, Someone New, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2020, 480 s.

 „Someone else” jest historią Cassie i Auriego – sąsiadów Micah z pierwszej części trylogii. Choć pozornie wszystko ich dzieli – wysoki, dobrze zbudowany czarnoskóry chłopak i delikatna, bardzo blada rudowłosa dziewczyna, on dusza towarzystwa, ona z lekką fobią społeczną, pełen energii sportowiec i domatorka ceniąca sobie długie spanko i całe dnie spędzone na kanapie przed ulubionym serialem. Połączyło ich współdzielone mieszkanie oraz miłość do książek i filmów. Auri chętnie „dał się zarazić” pasją współlokatorki do cosplay’u i LARP i szybko stworzyli świetnie zgrany duet najlepszych przyjaciół, w którym wszyscy widzą parę idealną. Czy jednak warto ryzykować tak fantastyczną przyjaźń dla porywów serca i hormonów? Szczególnie, że otwarty i szczery przy Cassie Auri, poza bezpieczną przystanią ich mieszkania zdaje się być innym człowiekiem, poświęcając się budowaniu wizerunku sportowca-twardziela i gwiazdy futbolu.

 Ta część jest poświęcona przede wszystkim dojrzewaniu do bycia sobą i nie przejmowania się opinią innych oraz odwadze, jakiej wymaga taka postawa. Podobnie, jak w pierwszym tomie, pojawi się wątek dyskryminacji, choć tym razem z nieco innych powodów – głównie związanych z kolorem skóry i odmiennymi zainteresowaniami podszytą stereotypową wizją „męskiego mężczyzny”. Pojawi się również wątek życia z chorobą, bo główna bohaterka cierpi na cukrzycę. No i oczywiście jest to super słodki romans, bo to naprawdę urocza para jest!

Laura Kneidl, Someone Else, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2020, 392 s.

Trzecia i ostatnia część serii – „Someone to stay” – choć równie przyjemna w lekturze, przemówiła do mnie chyba najmniej. Pewnie dlatego, że z wiecznie przepracowanymi i superambitnymi bohaterami – pracoholikami zdecydowanie trudniej było mi się utożsamić, niż z przyklejoną do kanapy i książki Cassie ;)

Aliza ma jasno wyznaczony cel – chce zmienić świat. Jako wnuczka pakistańskiej emigrantki dobrze wie jak wiele niesprawiedliwości i przeciwności losu czeka na kobiety próbujące ułożyć sobie nowe życie w USA. By mieć realny wpływ na zmianę szkodliwych przepisów decyduje się na studiowanie prawa, by w przyszłości móc współpracować z jedną z fundacji wspierających kobiety w podobnych sytuacjach. Okazuje się jednak, że bardzo wymagające studia nie sprawiają jej tyle radości, co na początku, a do tego bardzo trudno pogodzić naukę z działalnością na bardzo poczytnym blogu i w social mediach oraz z ostatnimi szlifami wydawanej właśnie książki kucharskiej. Czy jednak rozsądna droga z prawem w roli głównej jest jedyną możliwością dotarcia do upragnionego celu?

Przygnieciona obowiązkami Aliza nie ma zbyt wiele czasu na przyjemności, pielęgnowanie przyjaźni, a już na pewno nie na randkowanie. To w sumie całkiem pasuje równie zaganianemu Lucienowi, który równie ambitne studia łączy z opieką nad nastoletnią siostrą, dla której dobra musiał poświęcić swoje marzenia. Czy związek między osobami mającymi tak wiele ważniejszych priorytetów ma szansę nie tylko przetrwać, ale w ogóle powstać?

Tym razem głównym tematem książki jest ciężar ambicji, umiejętność odpuszczania sobie, szukania różnych dróg do osiągnięcia celu, mądrego ustalania priorytetów, zaufaniu drugiemu człowiekowi i zwracaniu się o pomoc, kiedy brakuje już sił.

Laura Kneidl, Someone to stay, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2021, 400 s.

~ Książki przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2021 ~

Czas na czytanie: „Felix ever after” Kacen Callender

Bardzo cenię i po prostu strasznie lubię sięgać po młodzieżówki „społecznie zaangażowane”, czyli takie, które poza opowiedzeniem danej historii pełnią rolę dydaktyczną podejmując temat ważny i trudny dla młodego czytelnika – tym razem są to transpłciowość i niebinarność – po czym przedstawiają go w sposób daleki od wykładu, czy moralizacji.

I „Felix ever after” robi to świetnie. Sama, choć zawsze wydawało mi się, ze jestem raczej świadoma, niż nie, podczas lektury co chwila chwytałam za telefon by sprawdzić jakieś pojęcie lub o czymś doczytać. A jednocześnie całkowicie wciągnęłam się w historię o sztuce, tożsamości, odrzuceniu, podejmowaniu niesamowicie trudnych życiowych decyzji, o porównywaniu się z innymi, o odkrywaniu samego siebie, o przemocy, która nie zawsze musi być fizyczną, o życiu w świecie dalekim od tolerancji, o byciu ważnym, wartościowym i wystarczającym, o tęsknocie za miłością i jednoczesnym strachu przed nią, aż wreszcie – o odwadze próbowania mimo wizji niepowodzenia. Oraz w szkolne love story oczywiście!

„(…) za bardzo się boję na serio zacząć – boję się spróbować i zaliczyć porażkę.”

To książka która na pewno w pewien sposób otwiera oczy – nie tylko na różnorodność ludzi i opcji, której nie jesteśmy świadomi, dopóki nie zaczyna dotykać nas bezpośrednio, ale również na dylematy i poszukiwania tak charakterystyczne dla wieku nastoletniego. I chociaż bohaterowie, jak na licealistów, wydawali mi się momentami nieco zbyt dojrzali, zbyt świadomi, zbyt mądrze i zrozumiale wyrażający swoje myśli, z ich wątpliwości i emocji przebija się prawda, a pytania, jakie sobie zadają chyba nikomu nie będą obce. A na pewno nie są obce mi – osobie białej, raczej hetero i cispłciowej. Nie bez znaczenia jest tu z pewnością fakt, iż jest to książka napisana przez osobę niebinarną, znającą wszystkie te rozważania i dylematy z autopsji.

Poza niewątpliwie imponującą dyskusją o tożsamości płciowej, potrzebie korzystania z etykietek, przynależenia do wspólnoty, dopasowania, akceptacji drugiego człowieka i nie zawsze zdrowej miłości, zaimponowała mi również całkiem fajnym wykładem na temat granic sztuki i tego, co wolno artyście.  

Nie sposób też nie wspomnieć, że jest to książka absolutnie przeurocza. Bohaterowie i ich relacje są cudowni i do serca przytul, nie można ich nie polubić i im nie kibicować. Znajdziemy tu fantastyczną przyjaźń, nie zawsze łatwe relacje z rodzicami, słodkie pierwsze kroki w zakochaniu i kilka niezaprzeczalnych prawd o pierwszej miłości. I tych kolejnych też.

Przyjemna. Sympatyczna. Ważna. Prawdziwa. I nie wiem, jak to możliwe, ale ciężka i cudownie lekka jednocześnie.

Polecam nie tylko zagubionym i nie tylko nastolatkom.

Kacen Callender, Felix ever after. Na zawsze Felix, Poznań: Wydawnictwo We Need YA, 2021, 360 s.

Czas na czytanie: „Angst with happy ending” Weronika Łodyga

Weronika Łodyga właśnie awansowała do grona moich ulubionych autorek. Serio, „Hurt/Comfort” bardzo mi się podobała, ale „Angst with happy ending” ją przerosła. I jak ta pierwsza była komedią romantyczną w lekki sposób poruszającą cięższe tematy, tak druga jest po prostu naprawdę ważna. Szalenie wartościowa. Bardzo prawdziwa. Obowiązkowa.

Rany, jak z wiekiem coraz mniej we mnie przywiązania do narodowości, tak tym razem jestem naprawdę dumna, że taki tytuł został napisany w Polsce.

Może jeszcze nie wszystko tu u nas stracone? Proszę, chowajmy młodzieży takimi książkami!

„Nigdy nie myślałam, że to się tak rozwinie, że ktoś faktycznie zrobi mu krzywdę. To było tylko takie durne gadanie. Głupie żarty. Nie chciałam, żeby stało mu się cokolwiek złego. No i przecież sama niczego złego nie zrobiłam, nie? Po prostu tam byłam. Z boku. Nie mieszałam się. Niczego nie powiedziałam, miałam czyste ręce”.

Aleks od dawna uważa, że jest martwy w środku. Po dość destrukcyjnym młodzieńczym buncie cięte riposty i całe swoje zdanie na temat otaczającego o świata trzyma głęboko w sobie w bezpiecznym garniturku konformisty o olewczym stosunku do rzeczywistości. I choć głęboko pogardza zachowaniem swoich kolegów – prześladowców słabszych, nigdy nie powiedział słowa sprzeciwu. To by przecież wymagało wysiłku, a on sam pragnie przecież tylko świętego spokoju. Nawet się nie spodziewa, jak bardzo pewna internetowa znajomość zmieni jego postrzeganie świata.

To książka przede wszystkim o reakcji na cudzą krzywdę. A raczej o jej braku. O myśleniu „to nie moja sprawa”, „przecież ja tak nie robię”, „nie ma po co się wtrącać”. O konsekwencjach obojętności i o zdumiewającej zmianie perspektywy, kiedy tylko zachowanie, które dotychczas mijaliśmy bez słowa sprzeciwu zaczyna dotykać naszych bliskich.

Ale to tylko jeden z poruszonych tu problemów. Znajdziemy w niej również takie tematy, jak ciężar życia w patologicznej rodzinie, słabo rozwinięta inteligencja emocjonalna, strach przed porażką, skomplikowane relacje rodzinne, depresję, poczucie niedopasowania do reszty społeczeństwa, brak tolerancji, przemoc, zdradzone zaufanie, ciężar wyrzutów sumienia i poczucie, że jest się niewystarczającym oraz aseksualnego bohatera.

„Złe rzeczy się zdarzają. Przeważnie dlatego, że się jest idiotą albo podejmie się złą decyzję. Jeśli zamkniesz się w pokoju, zawiniesz w koc i już nigdy spod niego nie wyjdziesz, to ten błąd zawsze będzie najważniejszą rzeczą, jaką zrobiłeś. Ale jeśli zaczniesz żyć dalej, to prędzej czy później to się okaże tylko jedną z miliona decyzji. Akurat przypadkiem gównianą. Bywa”.

I jednocześnie po raz kolejny autorce udało się stworzyć książkę, przy której nie sposób się nie uśmiechać. Pełną poczucia humoru, ociekającego egzaltacją życia wewnętrznego nastolatków i wyrazistych, fenomenalnych bohaterów, co już wcześniej tak bardzo podobało mi się w „Hurt/Comfort” (spotkamy tu również bohaterów poprzedniej książki, choć występują oni raczej marginalnie, a akcja powieści dzieje się przed wydarzeniami z H/C). Ich odczucia wciąż jeszcze są mi bliskie, chociaż z przykrością zauważam, że nieco już wypadłam z obiegu. Nie tylko nie miałam pocięcia czym jest „furry”, ale nie znałam też wcześniej takiego określenia, jak „catfishing” (choć samo pojęcie nie jest mi obce, za moich czasów nie miało jednak takiego fancy określenia, a raczej wizualizowane było niepokojącym plakatem z hasłem „Cześć, jestem Wojtek i też mam 12 lat”). Czuję, że starość jednak nadchodzi!

„(…) jakby rozczarowywał bliskich samym faktem, że nie jest szczęśliwy. Jakby każde „jestem smutny” w ich uszach zmieniało się w „nie jesteście wystarczający” i „wasze uczucia nic dla mnie nie znaczą”. Miał ochotę krzyczeć i płakać, i obiecywać, ze to nieprawda, że jedno z drugim nie ma nic wspólnego, że docenia wszystko co ma, co dostaje, i czasem po prostu… po prostu coś jest nie tak”.

To prawda, że książka trochę moralizuje, a przez wewnętrzne monologi bohaterów może sprawiać wrażenie przegadanej. Ale z drugiej strony wszystko to, co się tam pojawia jest tak bardzo dobre, tak bardzo „w punkt”, że nie mogę się powstrzymać od wypisywania cytatów. A że przy tym sposób przekazu jest dostosowany cierpliwości czytelnika i wpisuje się w jednak wciąż lekki styl young adult, moim zdaniem wyszedł kawał naprawdę dobrej książki. Jak to możliwe, że upchnięto tak dużo treści w tak atrakcyjny sposób na niecałych 300 stronach!

„Zawsze uważał, że cały ten bój o to, by ludzie zwracali się do innych w odpowiedni sposób i zaliczali do właściwych grup, jest niepotrzebnym zamieszaniem i robieniem problemu z niczego, ale teraz wizja bycia częścią czegoś większego wydawała się kusząca i niosła ze sobą pewną ulgę. Jakby nagle, przez samo nadanie sobie odpowiedniej nazwy, automatycznie przestał być z tym wszystkim taki… samotny”.

To powinna być lektura!

Weronika Łodyga, Angst with happy ending, Białystok: Wydawnictwo Kobiece Young, 292 s.

Czas na czytanie: „Wezwij sokoła” Maggie Stiefvater

Macie takich autorów, po których sięgacie w ciemno? Maggie Stiefvater jest jednym z moich pewniaków. I chociaż jej książki nie zajmują może miejsc w Top10 moich ulubionych, to tworzone przez nią światy mają w sobie coś hipnotyzującego i zawsze potrafią zaskoczyć.

Kruczy Cykl („Król Kruków”, „Złodzieje snów”, „Wiedźma z lustra”, „Przebudzenie króla”) wspominam z nostalgią, więc na jego kontynuację, tym razem poświęconą przede wszystkim Ronanowi zaświeciły mi się oczy.

Ktoś zabija Śniących. Bezwzględnie i bez litości. I to nie jeden jakiś pojedynczy szaleniec, a zorganizowana grupa z ponadnaturalnym wsparciem. Co gorsza, z przekonaniem, że robi dobrze, a ich misja ma dla świata najwyższą wagę. Jej członkowie pozostawiają więc swoim ofiarom ultimatum – przestajesz śnić, albo umierasz. Szkoda tylko, że Śniący, który powstrzymuje się od śnienia umiera. Umiera również kiedy oddali się za bardzo od źródła swojej mocy.

Wraz ze śmiercią Śniącego wszystkie wyśnione przez niego stworzenia zapadają w nieprzerwany, wieczny sen – niczym Śpiące Królewny. To smutne, kiedy dotyczy krów, czy wyśnionego kota. Co jednak czuć, gdy taki los czeka wyśnioną osobę? Osobę, którą zdążyłeś pokochać? Czy sny mają prawo żyć własnym życiem, czy już na zawsze powinny być zależne od swoich stwórców? Czy czyhający na życie Śniących Moderatorzy faktycznie walczą o przetrwanie świata?

Nie było mi się łatwo wkręcić w tą opowieść, ale też byłam tego świadoma już do niej siadając – poprzednie przygody Kruczych Chłopców czytałam dobre cztery lata temu (to były moje początki przelewania wrażeń po lekturze w „recenzje”, są takie nieporadne! Ale jest w nich coś uroczego), jestem więc baaaardzo nie na bieżąco, a oniryzm i przenikanie się różnych rzeczywistości nigdy nie były moimi ulubionymi konwencjami w literaturze.

Tym bardziej, że poza samym Ronanem i jego braćmi oraz incydentalnie pojawiającym się Adamem, pozostali bohaterowie znani z pierwszej serii, w pierwszej części „Śniącego” nie występują. Natomiast sporą rolę otrzymuje Declan, pojawia się również sporo nowych bohaterów pretendujących do miana „głównych”. Płynności w śledzeniu historii nie ułatwia zmieniająca się narracja, pozwala ona jednak obserwować wydarzenia i motywy działania z różnych perspektyw.

Został za to utrzymany klimat niesamowitości – gdzieś na granicy cudowności i grozy, jest i po raz kolejny zdumiewający koktajl charakterów, bo i autorka wciąż fantastycznie buduje swoje postacie. Jest też całkiem dużo na temat amerykańskiej sztuki nowoczesnej, można więc fajnie poszerzyć horyzonty, googlowałam z przyjemnością.

Poza tym, jeśli na jednej szali postawi się wszystkie „przeciwności”, a na drugiej Ronana, Ronan zawsze wygrywa, nie ma innej opcji. Ten bohater w pełni zasługiwał na swoją własną trylogię, liczę, że w kolejnych częściach poznamy go jeszcze bardziej. I że będzie zdecydowanie więcej Adama.

A przede wszystkim liczę na to, że druga część pojawi się już wkrótce. Mam nadzieje, że po „klątwie pierwszego tomu’, w drugi już wczuję się już od pierwszej strony.

Maggie Stiefvater, Wezwij sokoła, Warszawa: Wydawnictwo Uroboros, 2021, 510 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Uroboros.

Czas na czytanie: „PAN. Tom 3. Ukryte insygnia króla elfów”, Sandra Regnier

Na pewno znacie to uczucie, kiedy kończycie przygodę z jakąś serią i przez jakiś czas nie możecie znaleźć dla siebie miejsca. Szczególnie, kiedy Wasz ulubiony bohater ginie. Nie raz już miałam większego lub mniejszego książkowego kaca, ale nigdy nie sądziłam, że złapię go po sympatycznej i humorystycznej młodzieżówce. A tu okazuje się, ze mimo lekkości lektury i tak będę musiała odczekać kilka dni, zanim wybiorę się na podbój kolejnego książkowego świata. Strasznie mi żal, że już się skończyło.

Bo też to jedna z fajniejszych serii dla „młodszej młodzieży”. Pełna magii, elfów, smoków (a jak tak kocham smoki!) i starożytnych przepowiedni. I mimo tej całej baśniowości i ciężaru przeznaczenia tryskająca humorem, najeżona nawiązaniami do popkultury, z pełną dystansu do siebie bohaterką „z krwi i kości”, którą naprawdę da się lubić. Bardzo podobał mi się motyw podróży w czasie (a przecież zazwyczaj za tym nie przepadam!) w celu „poprawiania historii” i poszukiwania zaginionych insygniów nie tylko w przestrzeni fizycznej, ale również na przestrzeni dziejów. Tym razem odwiedzimy las Sherwood, dwór Eleonory Akwitańskiej i Czechy czasów Krwawej Hrabiny z Krummau.

Jak zwykle ostatnie tomy są najbardziej rozwlekłe, tak pod względem ilości stron „Ukryte insygnia króla elfów” są „najszczuplejszą” z części. I przy tym chyba najbogatszą w treść, bo też wreszcie wszystkie tajemnice zostają rozwiązane, a intrygi obnażone. Okaże się wreszcie kim tak naprawdę jest Felicity i dlaczego to akurat jej przeznaczono los wybranki. Dowiemy się ile naprawdę jest insygniów, do kogo należały i jaką mają moc. Spotkamy więcej smoków i mnóstwo innych mniej lub bardziej przyjaźnie nastawionych stworzeń. Zazwyczaj jednak mniej.

Przed bohaterką nie lada zadanie – odnalezienie insygniów okaże się tym mniejszym z problemów, kiedy stanie przed decyzją co z nimi uczynić. Opowiedzenie się po którejkolwiek ze stron przedwiecznego konfliktu przyczyni się do zagłady tej drugiej. Zarówno wśród smoków, jak i elfów są jej przyjaciele, szpiedzy i wrogowie, a nadciągająca wojna jest nieunikniona.

Znajdziemy tu tak naprawdę wszystko, czego można oczekiwać od dobrej młodzieżówki – jest humor, szkolny romans, przystojni młodzieńcy, wojna, trudne wybory, magia i wielka przygoda. A do tego autorka przemyca nieco wiedzy historycznej i całkiem sporo brytyjskiego folkloru. Super sprawa, polecam z całego serca. Za kilka lat na pewno podsunę córce!

Recenzje poprzednich części możecie przeczytać TU i TU.

Sandra Regnier, PAN. Tom 3. Ukryte insygnia króla elfów, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2019, 360 s.

~ Książkę przeczytałam w ramach wyzwania WyPożyczone 2020 ~