Grajki Majki: Crazy Science. Fabryka potworów. Embriony

Już sama nazwa tej zabawki wzbudza we mnie niepokój – nie dość, że w opakowaniu mam znaleźć embrion, to jeszcze embrion potwora… Czy dodatkowa zachęta jest tu jeszcze potrzebna?

W niewielkim kartoniku znajdziemy kolorową kulę (jajo!) i odpowiadający jej kolorowi barwnik w płynie zamknięte w plastikowym słoiczku z podziałką oraz spis potworków.

Wszystko, co należy zrobić, to nalać wody do słoika (my wykorzystałyśmy nieco większą miseczkę, żeby było łatwiej w niej grzebać), odpakować kulkę z folii zabezpieczającej i wrzucić ją do wody. A potem można obserwować musujący spektakl nabierającej coraz intensywniejszego koloru wody, bąbelków i pianki, wśród których pojawi się jedna z 24 szkaradek. Moje dziecię uwielbia musujące kule i była trochę rozczarowana, że tym razem bawimy się nimi w słoiku, zamiast w wannie, ale dała się przekonać i do tego sposobu. Szczególnie, kiedy zaczęłyśmy robić eksperymenty z kolorami i do niebieskiej wody po pierwszym z potworków włożyłyśmy żółtą kulkę w celu uzyskania pięknie toksycznej zieleni (to musi być magia! :D ).

Po wyłowieniu potworka przyszedł czas na szukanie jego nazwy na ulotce. Każda z figurek ma zabawne, zakręcone imię, groźną moc i neutralizującą ją słabość. Każdej z nich poświęcono akapit opisu, do stworzenia którego inspiracją były realnie istniejące zwierzęta. Trafił nam się na przykład Mimetyczny Spryciarz – kuzyn pustynnego fenka, czy Uzbrojony Irokezik – potomek stegozaurów. Chociaż na pierwszy rzut oka opisy wydają się głupiutkie, dla nas stały się punktem wyjścia nie tylko do poszukiwań zwierzęcych pierwowzorów potwornych stworków, jak i do rozmowy o takich zjawiskach jak mimetyzm, czy daltonizm.

Teoretycznie wyklute potwory powinno przechowywać się w dołączonych słoiczkach – w „formalinie” z wody zabarwionej pigmentem. My jednak przechowujemy je na sucho – takie figurki służą nam czasami jako pionki do gry, albo w pracach plastycznych. Jak zrobi się cieplej, mam w planie zamrozić je w foremce do lodu z wykorzystaniem odrobiny barwnika albo farbki i wykorzystać do lodowego malowania w ogródku.

Fajna alternatywa dla czekoladowego jajka z niespodzianką, jeśli nie chcemy futrować dziecka olejem palmowym. Niestety, od słodycza jest też sporo droższa, podobnie, jak od ulubionych biedronkowych kulek do kąpieli Majki z dinozaurami i jednorożcami. Wielkim atutem jest natomiast oznaczenie każdej kulki i kartonika numerem – dzięki temu możemy uniknąć kupienia dwóch kulek z takim samym potworkiem i kompletowanie kolekcji będzie sporo łatwiejsze. A element niespodzianki i tak zostaje zachowany, bo nie wiemy, który ze stworków kryje się pod daną cyfrą, dopóki sami tego nie sprawdzimy!

Z niecierpliwością czekamy na jednorożcowo-księżniczkową wersję!

„Crazy science. Fabryka potworów. Embriony”
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3+.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Grajki Majki: Carotina, czyli nauka poprzez zabawę.

Na pewno znacie z autopsji taką sytuację, kiedy przychodzi co Was dawno nie widziana ciocia, albo znajomy rodziny, który wie, że macie na stanie malucha i chciałby sprawić mu jakąś drobną przyjemność, powiedzmy w granicy 20 zł, żeby nie przychodzić z pustymi rękami. Może sami jesteście czasami takim gościem i nie wiecie co by tu na wejściu dziecku sprezentować? Sytuacja wygląda podobnie w przypadku pomniejszych świąt, jak imieninki, Mikołajki, czy nadciągający Dzień Dziecka. Bardzo często wybór pada wtedy na słodycze (zazwyczaj średniej jakości, bo te wyglądają najbardziej atrakcyjnie. Dam głowę, że za moich czasów czekoladki Kidera miały lepszy skład!), na co rodzice coraz bardziej kręcą nosem, bo muszą potem dziecku cichaczem podjadać (przecież dzieci nie mogą jeść tak dużo słodyczy!), co kończy się nadprogramowymi kilogramami. Jeśli nie chcemy mieć grubych znajomych, zawsze dobrym pomysłem są bańki mydlane, naklejki, czy pomysłowe artykuły plastyczne. My bardzo chętnie przyjmujemy też puzzle, bo Majka ostatnio szczególnie ceni tą rozrywkę. A jeśli chcecie być bardziej pomysłowi, albo możecie podszepnąć swoim gościom pomysł na niewielki upominek, to przygotowałam dla Was listę gier i zestawów edukacyjnych Carotiny, które fanie sprawdzą się w roli atrakcyjnego drobiazgu dla dziecka nie będąc jednocześnie jakimś dużym, zobowiązującym prezentem.

„Piszę pierwsze słowa” to niewielki zestaw łączący dwie najbardziej chyba popularne propozycje wśród pierwszych gier maluszka – puzzle i loteryjkę – z nauką literek. Pierwszym zadaniem, które czeka na maluszka, jest ułożenie dziesięciu obrazków ze zwierzętami. Każdy z nich został podzielony na puzzle-paski, na których przedstawiono fragment ilustracji i jedną literkę. Puzzle mają różny poziom trudności – do wyboru są wyrazy trzy-, cztero- i sześcioliterowe, a poza znanymi zwierzętami, jak kot, czy pies, znajdziemy tu również bardziej „egzotycznych” delfina, czy murenę.

Tak ułożone puzzle staną się naszymi planszami do drugiej gry – loteryjki.  Kiedy gracze mają już przed sobą ułożone puzzle wraz z podpisem, naprzemiennie losują kartoniki z literkami. Jeśli wylosowana literka powtarza się z tymi na planszy gracza, może ją zatrzymać, jeśli nie, odkłada ją do pudełka. Wygrywa ten, kto jako pierwszy ułoży nazwę zwierzątka ze swojej planszy.

Proste i sprawdzone rozwiązania często są tymi skradającymi serca. Sympatyczna, edukacyjna i w cenie lepszej czekolady – dobry pomysł na drobny upominek. Dzięki niewielkiemu formatowi sprawdzi się również w podróży, czy podczas rodzinnego pikniku. Jedynym, czego mi zabrakło, jest woreczek do loteryjki – podczas losowania z pudełka moje dziecię strasznie podgląda!

Carotina. Piszę pierwsze słowa. Układanka i loteryjka „Czytam i piszę”
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat.
Grę możecie kupić TUTAJ.

Drugą bardzo trafioną propozycją dla maluchów o cenie i formacie przypominającym kartonik Ptasiego Mleczka, jest „Logika 3 w 1”. To 24 trzyelementowe puzzle, w których elementy dopasowuje się nie jako części większego obrazka, a na podstawie trzech różnych relacji logicznych.

Pierwszym z nich – oznaczonym kolorem niebieskim – jest konstrukcja ciągu przyczynowo skutkowego, czyli „przed i po”. Mamy tu do ułożenia w odpowiedniej kolejności na przykład trzy etapy palenia się świecy, albo proces wykluwania się pisklaka, gdzie na pierwszym elemencie mamy jajko, na drugim pękające jajko z wyłaniającym się dzióbkiem, a na trzecim pisklaka.

Druga zagadka –zielona – polega na dopasowywaniu narzędzi do przedstawicieli różnych zawodów, czyli „co jest czyje”. Na przykład do wędkarza należy dopasować wędkę i haczyk na ryby, do kucharza garnek i chochlę.

Trzecie zadanie – różowe – polega na grupowaniu zwierząt pod względem cech wizualnych, czyli „kogo to przypomina”. Należy połączyć ze sobą na przykład różne dzikie koty, owady, jaszczurki albo „rogate parzystokopytne”.

Pomysłowa układanka zmieniająca nieco nasze myślenie o puzzlach, jako o okładaniu podzielonego na części obrazka. Poza wspomnianej w tytule umiejętności logicznego kojarzenia faktów, ćwiczy również spostrzegawczość, zwracanie uwagi na szczegóły, skupienie i cierpliwość.

Carotina. Logika 3 w 1
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat.
Grę możecie kupić TUTAJ.

Mieliśmy już grę oswajającą z literkami i grę rozwijającą logiczne myślenie. Nadszedł czas na kolejne umiejętności – ćwiczenie pamięci i koncentracji. Nie da się ukryć, że z koncentracją i cierpliwością u maluchów raczej krucho, byłam za to zdumiona umiejętnością zapamiętywania, jaką zauważyłam u mojej przedszkolaczki – ta mała gadzina potrafi ograć mojego męża w memory, a i mnie czasami uda jej się wyprzedzić! I to bez „dawania forów”! Bardzo zależy mi na podtrzymaniu i rozwijaniu tej umiejętności, dlatego też chętnie sięgam po tego rodzaju tytuły, a i Majka lubi gry oparte na mechanizmach szukania i zapamiętywania.

„Ćwiczę pamięć” na pierwszy rzut oka przywodzi na myśl znaną grę „Bystre oczko”, jest bowiem oparta na tym samym schemacie. Zestaw składa się z 72 par kartoników z obrazkami podzielonymi na oznaczone kolorami kategorie  – zwierzęta, żywność, zawody, odzież, środki transportu i fantazja (my nazywamy je „bajkowymi) oraz planszy w kształcie kotka, na którego brzuszku przedstawiono 72 ilustracje odpowiadające tym na kartach. W pazurkach kotek trzyma spinner z ruchomą strzałką i kołem do losowania podzielonym na kolory odpowiadające kategoriom kart.

W takim przypadku pierwszym sposobem wykorzystania zestawu zawsze jest ulubiona gra mojego dziecka, czyli memory. Dopiero później możemy dowiadywać się co twórca gry miał na myśli. W tym przypadku gra pamięciowa jest urozmaicona o losowanie kategorii za pomocą spinnera, dzięki czemu w każdej rozgrywce wykorzystuje się tylko jedną talię kartoników jednocześnie, a nie wszystkich 72 za jednym zamachem, poza tym nie ma znaczących różnic podczas rozgrywki. I dobrze, bo kochamy tą grę taką, jaka jest!

Druga propozycja gry odbywa się z wykorzystaniem kociej planszy. W ty przypadku gracze naprzemiennie losują kartonik z obrazkiem, by jak najszybciej odnaleźć jego odpowiednik na planszy. Ten, kto znajdzie go jako pierwszy, zdobywa kartonik. Wygrywa osoba, która pierwsza zdobędzie 5 kartoników (albo 10, albo 15, jeśli chcemy, by gra była dłuższa). Oczywiście możemy też sami wymyślać kolejne warianty, na przykład losując kolor i starając się jak najszybciej odnaleźć i nazwać pięć przedmiotów z wylosowanej kategorii. Ogranicza nas tylko wyobraźnia.

Poza treningiem pamięci, spostrzegawczości i cierpliwości, to również dobra powtórka słownictwa i ćwiczenie refleksu. Kolejnymi atutami są atrakcyjna forma (kotki zawsze cieszą się u nas powodzeniem) i niewielka cena (zazwyczaj poniżej 20 zł).

Carotina. Ćwiczę pamięć
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat
Grę możecie kupić TUTAJ.

Jeśli natomiast szukamy nieco większego prezentu (okolice 50 zł), albo chcielibyśmy na przykład jednym upominkiem zająć na dłuższą chwilę rodzeństwo, warto zwrócić uwagę na zestawy łączące w sobie kilka z wymienionych powyżej gier i rozwijających różne kompetencje.

„Labolatorium 20 gier” to zestaw pomagający poznać alfabet, pierwsze słowa i liczby, ćwiczący pamięć i logikę oraz wprowadzający pierwsze słówka w języku angielskim. Tematem przewodnim są tutaj owady (chociaż Majka mówi raczej „robale”), dlatego też znajdziemy stonogę z alfabetem, której trzeba podoczepiać zagubione słówka, gąsienicę z cyframi, motylka, który pomoże powtórzyć kształty i kolory, połączenie motylkowych memorów z kwiatkową loteryjką, a także ślimaka do nauki angielskiego i biedronkę do odkrycia z marchewką Carotiną, czyli elektronicznym piórem, które wydaje charakterystyczne dźwięki przy wybraniu prawidłowej lub błędnej odpowiedzi. Wszystkie elementy są dwustronne, dzięki czemu można wykorzystać je na różny sposób – często kolejnym poziomem zabawy są właśnie quizy z elektronicznym piórem w kształcie marchewki.

Jedyny minus jest taki, że quizy – zarówno angielskie, jak i polskie – w zdecydowanej większości wymagają umiejętności czytania, przez co rodzice nie uciekną do swoich spraw. My zostawiamy quizy na koniec – najpierw Maja sama składa wszystkie plansze, dopasowuje literki, cyferki i obrazki, liczy kropki biedronki, a na koniec wspólnie rozwiązujemy zagadki Carotiny. Myślę, że bardzo fajnie może się to sprawdzić, kiedy zaangażujemy do zabawy nieco starsze, czytające już rodzeństwo.

Carotina. Laboratorium 20 gier
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat
Grę możecie kupić TUTAJ.

A jeśli to wciąż za mało wrażeń, jest jeszcze „50 gier” i to zdecydowany faworyt mojej córki. Podobnie, jak w przypadku powyższego zestawu, dwustronne gry i plansze rozwijają różne kompetencje – oswajają z literami i liczbami, uczą myślenia logicznego i ćwiczą pamięć. Są też zadania stanowiące powtórkę kolorów, kształtów i przeciwieństw.

Tym razem tematem przewodnim jest farma, i pod względem wizualnym ten zestaw podoba mi się najbardziej.

W opakowaniu znajdziemy między innymi memory (tym razem w formie kurczaczków), pawia z wielobarwnym ogonem, minipuzzle z wiejskimi zwierzątkami, kurkę-grę planszową, traktor wiozący całą menażerię, warzywne puzzle i wielką planszę pełną quizów z wykorzystaniem długopisu Carotiny. A instrukcja z propozycjami zabaw jest tak obszerna, że przypomina całkiem konkretną książeczkę!

Chociaż sugerowany wiek odbiorcy to 3+, moim zdaniem niektóre aktywności spokojnie można zaproponować i młodszemu dziecku – na przykład proste puzzle, czy grę w pamięć.

Carotina. 50 gier
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat
Grę możecie kupić TUTAJ.

Oczywiście seria z Carotiną to wiele więcej tytułów dla maluchów w różnym wieku. Jeśli wciąż czujecie niedosyt, przypominam o starszych recenzjach:
Carotina Baby. Mata wodna do rysowania
Carotina Preschool. Alfabet. Słowa i liczby
Carotina Preschool. Tablica fluorescencyjna LED
Carotina Preschool. Gry dla przedszkolaków. Język angielski

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Grajki Majki: Seria „Zabawa i edukacja”

Przez ostatni miesiąc, a szczególnie po świętach poddawaliśmy intensywnym testom nową serię gier i układanek edukacyjnych „Zabawa i edukacja”.

Koncepcja całej serii opiera się na rozwoju umiejętności życiowych malucha, tzw. „Life Skills”, poprzez zabawę. Według twórców gier, wspierają one całościowy rozwój dziecka, mając wpływ na takie obszary, jak świadomość samego siebie, empatię, zarządzanie stresem, skuteczną komunikację, rozwiązywanie problemów, kreatywność, skuteczne relacje, podejmowanie decyzji, myślenie krytyczne, czy zarządzanie emocjami. Moim zdaniem bujne drzewko „Life Skills”, zajmujące sporą część każdego pudełka, pełni przede wszystkim funkcje marketingowe – w końcu każda gra, czy układanka nie opierająca się wyłącznie na bezmyślnym rzucaniu kostką (choć i te mają swoje wartości edukacyjne!), szczególnie jeśli wymaga interakcji opiekuna, ma wpływ na rozwój owych umiejętności. Zazwyczaj jednak po prostu nie zdajemy sobie z tego sprawy, bo są to rzeczy, które dzieją się samoistnie, podczas zabawy właśnie. Fajnie jednak od czasu do czasu przypomnieć sobie, jak ważny mamy wpływ na rozwój naszego malucha, nawet podczas tak banalnych czynności, jak wspólne układanie puzzli, czy granie w loteryjkę.

Zabawa i edukacja. Puzzle dziecięce i flashcards – Zwierzęta to propozycja dla najmłodszych odkrywców. W pudełku znajduje się 6 zestawów sześcioelementowych(więc nie takich znowu najłatwiejszych) puzzli ze zwierzętami – lew, pingwin, niedźwiedź, żółw, kot i wiewiórka – na tle symbolicznego przedstawienia swojego środowiska „naturalnego”. Każdej układance towarzyszy karta z przedstawieniem danego zwierzątka i podpisem oraz trzema zadaniami lub ciekawostkami, które go dotyczą. Przy okazji układania dziecko ma więc szansę poznać nieco otaczający go świat – dowiedzieć się ile żyje żółw, zaryczeć jak lew, nauczyć się wierszyka, a nawet troszkę poskakać.

Dużym ułatwieniem jest rozróżnienie kolorystyczne rewersów układanek, dzięki czemu maluch może je sobie odpowiednio posegregować przed rozpoczęciem układania.

Puzzle dziecięce i flashcards – „Zwierzęta”
Seria: Zabawa i edukacja
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 2+ lat

Zabawa i edukacja. Puzzle moje pierwsze słowa – Miasto to puzzlowa propozycja dla nieco starszych odbiorców, przygotowująca malucha do nauki literek. 11 układanek o różnym poziomie trudności (od 3 do 6 elementów) podzielonych zostało na wąskie paski – po jednym, na każdą literkę. W ten sposób, wraz z ilustracją, dziecko układa wyraz. W tym przypadku nie mamy już do czynienia z rozróżnieniem rewersów puzzli, co dodatkowo podnosi poziom trudności. Wybrane wyrazy nie mają polskich liter, zapisane zostały wielkimi, drukowanymi literami.

Puzzle „Moje pierwsze słowa – Miasto”
Seria: Zabawa i edukacja
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat

Zabawa i edukacja. Montessori Maxi. „Moja farma”, czyli trochę puzzle, a trochę loteryjka. I przy okazji fantastyczny sposób wykorzystania pudełka w zabawie. Przy pomocy dwóch ścianek zmianie my kartonowe opakowanie puzzli w karton z dwoma dziurkami. Dziurkami idealnej wielkości, na małe ciekawskie rączki. Układanka natomiast składa się z dwóch rodzajów elementów – 9 dużych puzzli o klasycznym kształcie, z których dziecko najpierw układa farmę i 20 wyciętych w nich puzzli „kształtek” z mieszkańcami farmy. Najpierw należy ułożyć duże puzzle, a następnie „wymacać” z pudełka zwierzątko i odszukać jego miejsce na ułożonej wcześniej planszy.

Chociaż sugerowany wiek małego odbiorcy to 3-6 lat, to moim w moim odczuciu można pokazać je zdecydowanie młodszemu dziecku, Majka ma prawie cztery lata i mam wrażenie, że to ostatni dzwonek, bo układanie idzie jej błyskawicznie – nawet, kiedy ma za zadanie szukać na oślep określonego zwierzątka.

Nigdy nie interesowałam się za bardzo wychowaniem montessoriańskim, wobec czego nie czuję się wystarczająco kompetentna, by oceniać serię pod względem zgodności z tym wzorcem. Dlatego po prostu zostawię Was z informacją „z okładki”, mówiącą, że gra została opracowana na podstawie pedagogiki montessori. Jedynym, co nie do końca zgadza mi się z moim wyobrażeniem tej koncepcji, to „rysunkowe” ilustracje, zamiast realnych zdjęć, które to, jak mi się wydawało, są chętniej wykorzystywane przez zwolenników MM.

„Montessori Maxi. Moja Farma”
Seria: Zabawa i edukacja
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat

Zabawa i edukacja. Loteryjka „Mój pierwszy butik”

Tej gry najbardziej nie mogłam się doczekać – jest wymarzoną odpowiedzią na aktualne zainteresowania mojej córki, jakimi od niedawna stały się sukienki, lalki i strojenie się – dlatego też miałam wobec niej największe wymagania.

„Mój pierwszy butik” to loteryjka, czyli schemat gry jest nam bardzo dobrze znany i łatwy do zrozumienia nawet dla maluszka. W przypadku tego tytułu czynnikiem wyróżniającym jest forma – tutaj emocje rozpoczynają się na długo przez rozpoczęciem rozgrywki, bo samo przygotowanie to praktycznie osobna zabawa w budowanie sklepu z ubraniami, który trzeba samodzielnie złożyć. Ekskluzywny butik z ekspedientkami, witrynami i manekinami, które dziecko ostrożnie ustawia w witrynach, będzie później stanowił pudełko do losowania. Co prawda instrukcja podpowiada, by poszczególne elementy sklepiku posklejać ze sobą na stałe, jednak my cieszymy się składaniem i rozkładaniem na nowo za każdym razem. Tektura jest na tyle gruba, że jak na razie dzielnie wytrzymuje nasze zabiegi.

Kiedy sklep-pudełko jest już gotowy, wrzucamy do niego wszystkie elementy ubioru naszych modelek, a każdy z graczy otrzymuje jedną lub dwie (w przypadku dwóch graczy) plansze z dziewczynką, którą trzeba ubrać losując odpowiednie części wybranej przez nas stylizacji. Grę uatrakcyjnia spinner ze strzałką decydujący, czy losujemy jeden element ubioru, dwa, czy może tracimy kolejkę. Wygrywa ten, gracz, który jako pierwszy odnajdzie wszystkie części stylizacji i ubierze swoją modelkę.

Niestety nie obyło się bez niedociągnięć. Tym, czego szalenie nam brakowało i mocno utrudniało grę, są schematy stylizacji. Te co prawda pojawiają się w instrukcji i na rewersie pudełka, ale są niewielkie, niewyraźne i… zawierają błędy! Jedne buty, które można wylosować w ogóle nie pojawiają się na schematach (są żółte, na schemacie natomiast przedstawiono ciemnogranatowe/czarne), a bluzeczka w kropeczki z dużym serduszkiem na schemacie została serduszka pozbawiona).

Składający się z kilku elementów spinner jest dość uciążliwy w użytkowaniu – plastikowa część ze strzałką nie jest w żaden sposób przymocowana do tekturowego kółka z zadaniami, przez co do kręcenia trzeba używać obu rąk i nabrać w tym pewnej wprawy.

Osobiście nie przepadam również za angielskimi wtrąceniami gdzie tylko się da, bo w końcu Polacy nie gęsi… I jak do „life skills” już się przyzwyczaiłam i zaakceptowałam je jako swego rodzaju nazwę koncepcji, tak „outfity” mnie irytują, szczególnie, kiedy odbiorcą jest przedszkolak.

Niemniej jednak to bardzo pomysłowa i efektowna wersja gry, którą lubi chyba każde dziecko. Mam nadzieję, że te niewielkie błędy zostaną zredukowane w kolejnych nakładach.

Loteryjka „Mój pierwszy butik”
Seria: Zabawa i edukacja
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona… opakowaniami poszczególnych gier, które sprzedawane są w wytrzymałych kartonikach z grubszej tektury, które mają szansę przetrwać naprawdę sporo –  bez użycia foliowych woreczków a, poza Farmą, kartoniki nie zostały dodatkowo owinięte folią. Wszystkie poza Farmą mają również sznurkowe uchwyty ułatwiające maluchom przenoszenie gier.

Warto zwrócić uwagę na tą serię przede wszystkim ze względu na solidność wykonania, przemyślaną koncepcję i spory wybór tytułów. Adekwatna cena (35-50 zł) i potencjał edukacyjny czynią z nich ciekawy wybór na prezent dla przedszkolaka – a u nas sezon urodzinkowy w pełni.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości dystrybutora zabawek Dante.

Te, i inne tytuły z serii (jest nawet loteryjka, w której losuje się literki z zamku!) znajdziecie TUTAJ.

Grajki Majki: Zestaw do produkcji biżuterii „Frozen Love Bijoux”, Lisciani

Czy jest tu jakaś mama przedszkolaczki, której córka nie przechodzi etapu fascynacji „Krainą Lodu”? Majka była wielką fanką Elsy jeszcze zanim zdążyła obejrzeć bajkę i ta mania trawa już przynajmniej od roku. I przy tym wcale nie zanosi się, by miała się szybko skończyć, szczególnie w perspektywie nadchodzącej drugiej części filmu. Nie ma mocnych – gadżety, ubranka i zabawki z Frozen to u nas towar bardzo pożądany. Super, że wśród morza produktów na licencji tej niesamowicie popularnej księżniczki można znaleźć również produkty kreatywne.

W zestawie do wykonywania biżuterii znalazły się trzy pierścionki, trzy bransolety o różnym kształcie, wisiorki/charmsy (okrągłe i w kształcie serca), podwójny arkusz naklejek do ozdabiania, różowa gumka do nawlekania, woreczek koralików i pudełeczko w kształcie serca, czyli moim zdaniem całkiem sporo. Wszystkie półprodukty wykonane zostały z plastiku i utrzymane zostały w kolorystyce różu i turkusu.

Zabawa zajęła nam cały wieczór, a tak długie skupienie uwagi mojego dziecięcia w czasie choroby to całkiem spory wyczyn. No i jeszcze zostało nam trochę koralików w zapasie, musze tylko postarać się o więcej gumki.

Dużym plusem jest przejrzysta instrukcja – chociaż w kilku językach jednocześnie, o każdym elemencie biżuterii napisano po kilka zdań z pomysłami, dowiemy się więc między innymi jak dekorować pierścionki koralikami, robić wisiorki w kształcie łezki, czy ozdobne zawieszki. Instrukcja została ładnie zilustrowana, nie tylko zdjęciami podglądowymi, ale również postaciami z bajki. Ponadto postarano się o króciutką fabułę o balu w Arendelle i kreacji, która wymaga wyjątkowych dodatków.

Niestety, jestem trochę rozczarowana jakością. Do większych elementów nie mam zastrzeżeń, podobnie, jak do naklejek, które są ładnie wydrukowane i równo wycięte, a nawet można je kilkukrotnie odklejać i naklejać, kiedy coś nie wyjdzie. Ale za to trafiło nam się całkiem sporo niedopracowanych, brzydko wykończonych koralików. Co prawda poradziłam sobie z tym problemem przy pomocy podstawowego wyposażenia damskiej torebki, czyli cążków do paznokci, ale mimo to krawędzie nie są idealnie równe i Majka skarży się, że trochę drapią. Dlatego nie polecam noszenia koralikowej biżuterii bezpośrednio na odsłonięte ciało.

Mimo tego jednego zgrzytu zabawa okazała się wciągająca i pożyteczna, bo zarówno dopasowywanie naklejek, jak i nawlekanie koralików to dobre ćwiczenie dla małych paluszków. I przy okazji niezły trening koncentracji i cierpliwości. A do tego pole do popisu dla wyobraźni i kreatywności malucha. Chociaż sugerowany wiek użytkownika to 5+, moja prawieczterolatka poradziła sobie świetnie i praktycznie bez pomocy. Mama okazała się potrzebna właściwie tylko przy odmierzaniu długości gumki i wiązaniu supełków.

To też fajna lekcja na temat wykonywania zabawek samodzielnie – nawet jeśli z wykorzystaniem półproduktów. Bo po skończeniu procesu twórczego zabawa wcale się nie kończy, bo biżuteria jest w końcu do noszenia. Coś czuję że w poniedziałek stanie się obiektem zazdrości na pół przedszkola.

„Frozen Love Bijoux”
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 5+

Zestaw znajdziecie TUTAJ.

41934083_296243427841566_3088378774870294528_nUWAGA! Lalki Anna i Elsa nie wchodzą w skład zestawu, pełnią jedynie gościnnie rolę modelek na potrzeby zdjęć i asystentek podczas zabawy.

Grajki Majki: I’m a genius „EDUROBOT”

Kolejne marzenie z dzieciństwa odhaczone – w końcu kto by nie chciał mieć swojego robota?

DSC_1495

Zestaw składa się z dziewięciu wielkich, dwustronnych puzzli pozwalających ułożyć dwie tekturowe plansze – jedną z mapą świata i drugą ze zwierzętami; 32 dwustronne karty z instrukcjami programowania trasy robota (z jednej strony zwierzę, z drugiej miejsce na mapie), sześć przeszkód z plastikowymi podstawkami, instrukcję obsługi i robota oczywiście.

EDUROBOT to tak naprawdę ilustrowana encyklopedia dla dzieci podana w wyjątkowo oryginalnej formie (jako osoba, która w dzieciństwie uwielbiała encyklopedie, jestem zdecydowanie na tak!). Po ułożeniu jednej z dwóch plansz, ustawieniu robota w odpowiednim miejscu i włączeniu go, dostajemy prośbę o odszukanie karty z miejscem docelowym – punktem na mapie, lub zwierzęciem. Na karcie, poza nazwą i ilustracją umieszczono wskazówki do odpowiedniego zaprogramowania robota w formie strzałek do wciśnięcia. Po odpowiednim wpisaniu sekwencji robot wędruje po planszy zgodnie poruszając się zgodnie ze wskazówkami użytkownika, a po dotarciu na miejsce udziela informacji o danym miejscu lub zwierzęciu.

Opisując dany obiekt EDUROBOT skupia się na ciekawostkach – nie przynudza, a jego komunikat jest zwarty i konkretny, dostosowany do możliwości poznawczych kilkulatka. Podczas poruszania się oczy robota świecą się na niebiesko. Robot ma trzy tryby pracy – zależne od wybranej planszy i formy zabawy.

W pierwszym odruchu skrzywiłam się na dźwięk głosu EDUROBOTA – to taka chłopięca wersja IVONY. Ale całkiem szybko doszłam do wniosku, że kurczę, to przecież robot i musi mówić robotowym głosem syntezatora mowy. A w porównaniu do R2D2, czy BB8 i tak idzie mu naprawdę nieźle!

Trochę drażniło mnie, że po wydaniu polecenia robot za szybko wywiera na użytkownika presję. Dopiero zaczęliśmy rozglądać się za kartą z Tygrysem Bengalskim, którego sobie zażyczył, a już usłyszeliśmy „Nudzę się”, a chwilę później „Wyłączam się, do zobaczenia!”. Dla dziecka, które przecież dopiero uczy się czytać i z pewnością szuka odpowiednich kart z instrukcją znacznie wolniej, niż dorosły, takie popędzanie to nie tylko niepotrzebny stres, ale również czynnik zniechęcający.

Całe szczęście to jedyny minus, jakiego się dopatrzyliśmy.

Natomiast wielkim plusem jest bardzo dobrze skonstruowana, przejrzysta instrukcja obsługi zawierająca nie tylko niezbędne informacje, ale również wskazówki i rady pomagające zapoznać się z funkcjonowaniem zabawki. A wszystko to w dużym formacie, czytelną czcionką, bogato ilustrowane zdjęciami, w polskiej wersji językowej. Dzięki temu poradzi sobie z nią nie tylko rodzic, ale również nieszczególnie zorientowana w robotyce babcia, czy w miarę sprawnie czytające dziecko. Brawo!

Jak to zazwyczaj bywa w przypadku firmy Lisciani, opakowanie jest nieco przeskalowane w stosunku do zawartości, dzięki czemu świetnie nadaje się na reprezentacyjny prezent, ale nieszczególnie sprawdza się podczas przechowywania.  Niemiej jednak nie karton czyni zabawkę, a robot będzie się świetnie prezentował na półce wśród innych zabawek, niekoniecznie musi być schowany w wielkim pudle.

Bardzo fajny pomysł połączenia wiedzy encyklopedycznej z podstawami kodowania zaserwowane dziecku w oryginalny i niezwykle atrakcyjny sposób. Osobiście zabawka bardzo przypadła mi do gustu, bardzo lubię tego rodzaju świeże podejście do sprawdzonych koncepcji.

UWAGA! Zestaw nie zawiera baterii! Warto pomyśleć o trzech „paluszkach” podczas szykowania prezentu. Szczególnie, jeśli podarunek ma trafić do dziecka w dzień wolny od handlu, bo jednak objazd po okolicznych stacjach benzynowych to kiepski sposób na świętowanie.

I’m a genius.(Mały geniusz) EDUROBOT
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 5+.

Grę znajdziecie TUTAJ.

41934083_296243427841566_3088378774870294528_n