Grajki Majki: Karty edukacyjne z pisakiem

Początki czytania i pisania wciąż są u nas tematem gorącym jak ciasteczka świeżo wyjęte z piekarnika – apetyczne i kuszące, a jednak potrafią nieźle sparzyć! Sinusoida chęci maluszka do nauki to się wznosi, to opada. Mamy za sobą już pierwsze sukcesy (od niedawna Majka potrafi się już oddzielnie podpisać!), pojawiły się też już pierwsze frustracje i zniechęcenia. Remedium na takie kryzysy okazuje się zwykle nowy sposób nauki. Jednym z przydatnych gadżetów, który świetnie sprawdził się nam podczas jednej z pierwszych jesiennych chorób, są karty zadań z pisakiem.

To nieskomplikowana, ale bardzo atrakcyjna alternatywa dla książeczek i gazetek z zadaniami do ćwiczenia rączki.

Każdy zestaw składa się z 24 sztywnych, śliskich, dwustronnych kart z zadaniami oraz suchościeralnego pisaka z „gumką”. Niewielki format i spora wytrzymałość kart sprawiają, że to bardzo fajnie sprawdzą się nie tylko w domu, ale również podczas podróży, czy wyjścia (do lekarza, czy restauracji) – wystarczy mieć pisak i choć kilka kart w torebce.

W zależności od wybranego tytułu – a te są trzy: „Szlaczki”, „Litery” i „Cyfry” – awers każdej karty jest wprowadzeniem – na przykład przedstawieniem danej cyfry, czy litery wraz z jej graficznym odpowiednikiem (dwoma skarpetkami przy dwójce lub ilustracją cebuli przy literce C), rewers zaś jest ćwiczeniem (rządkiem literek i cyferek do zapisania, wykropkowanym słowem lub prostym równaniem). W przypadku szlaczków na awersie mamy dwa rzędy wzoru do przećwiczenia, a z drugiej strony owe szlaczki występują jako element większego rysunku do uzupełnienia. A wraz z każdą kolejną kartą poziom trudności wzrasta.

Prosta forma i żywe kolory przyciągają uwagę dziecka, mnogość i różnorodność kart nie pozwala wkraść się nudzie, a możliwość wielokrotnego użytkowania to bardzo fajne rozwiązanie pod względem ekologii (któż z nas nie ma pełnego śmietnika uzupełnionych książeczek z zadaniami?).

Tero rodzaju ćwiczenia przygotowują dziecko do nauki pisania, ćwiczą sprawność małych rączek i cierpliwość małego człowieka. Szczególnie przydatna okazuje się być możliwość starcia błędu jednym ruchem chusteczki, co zapobiegło u nas niejednemu wybuchowi frustracji.

Chociaż sugerowany wiek użytkownika to 5+, moim zdaniem spokojnie można spróbować i z młodszym dzieckiem. Moja prawieczterolatka wymiata w szlaczki, a litery i cyfry budzą w niej zainteresowanie, którego za nic w świecie nie chciałabym przegapić. Jak na razie atrakcyjna forma zadań tylko podsyca tą fascynację. Oby ten stan trwał jak najdłużej!

Karty edukacyjne z pisakiem. Szlaczki; Litery; Cyfry
Firma: Wydawnictwo Aksjomat
Sugerowany wiek: 5+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Aksjomat.

Bajki Majki: Nauka liter i cyfr – książki i gadżety

Majka jest już przedszkolakiem pełną gębą i coraz poważniej podchodzimy do koncepcji poznawania liter i cyfr oraz nauki pisania, czytania i liczenia. Oczywiście wszystko bardzo stopniowo i poprzez zabawę, nastawiając się raczej na same przyjemności – ksiązeczki, gry i inne atrakcyjne pomoce naukowe, tak dalekie od wkuwanie literek i odpytywania z pamięci. Najchętniej w pięknej oprawie graficznej, bo powszechnie wiadomo, że dziecko musi mieć konkret – nie ma pojęcia ile jest 3-1, ale jeśli ma obiecane trzy bajeczki, a jedna już się skończyła, to doskonale wie, ile jeszcze zostało. Nieszczególnie znam się na tych wszystkich metodach nauczania maluchów, staram się więc po prostu oswoić Majkę z literkami i rozbudzić jej ciekawość. Okazuje się, że mnóstwo książek, układanek, czy książeczek z zadaniami pomaga mi w tym na co dzień. Z przyjemnością je więc wspólnie polecamy!

Książki:

„Od 1 do 10” Oli Cieślak to pierwsza książeczka o tej tematyce, która znalazła się w naszych zbiorach. Niewielka i całokartonowa trafiła w lepkie rączki Bobasy, kiedy ta miała zaledwie nieco ponad pół roku. I przeżyła w zaskakująco dobrym stanie, co samo w sobie świadczy o jakości wykonania. Nieco abstrakcyjne, „bazgrołkowate” ilustracje i krótkie, wpadające w ucho rymowanki ze zwierzątkami w roli głównej ślizgające się po granicy absurdu – idealnie wpasowały się w moje poczucie humoru. Podobno recenzje tej książeczki są bardzo różne, ale ja jestem bardzo na tak i polecam mocno!

Aleksandra Cieślak, Od 1 do 10, Warszawa: Wydawnictwo Dwie Siostry, 2014, 22 s.

Kolejnym naszym wyborem na książki oswajające z literami i cyframi zupełnego jeszcze maluszka, stały się całokartonowe, wielkoformatowe pozycje „Mój pierwszy alfabet. Słowniczek obrazkowy” i „Moje pierwsze liczby. Książeczka obrazkowa”. W pierwszej z nich każdą stronę zajmuje olbrzymia litera, a wogół niej umieszczono przedmioty i zwierzęta zaczynające się na daną literę. Drugą podzielono na rozkładówki – na jednej stronie umieszczono cyfrę wraz z jej wartością „w kropkach”, na drugiej zaś po cztery różne przykłady ilustracji odpowiadającej danej cyferce. Przy trójce są zatem trzy robaki, trzy lisy, trzy psy i trzy grzybki. Ostatnie strony zajmuje małe podsumowanie – cyfry od 1 do 10 wraz z ich odniesieniem w obrazkach i proste przykłady dodawania.

Książki okazały się naprawdę wytrzymałe, bo służą nam już dobre dwa lata i właściwie tego po nich nie widać. Są dość ciężkie, ale świetnie nadają się do oglądania na podłodze, a grube strony, wygodne do obracania, żywe kolory i uśmiechnięci, zwierzęcy bohaterowie zachęcają do samodzielnej lektury. A solidna, twarda oprawa i zaokrąglone rogi gwarantują bezpieczeństwo – i książki i malucha.

Beata Białogłowska-Piwko, Mój pierwszy alfabet. Słowniczek obrazkowy, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 2017, 26 s.

Anna Wiśniewska, Beata Białogłowska-Piwko, Moje pierwsze liczby. Książeczka obrazkowa, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 2017, 26 s.

W pierwszych próbach liczenia towarzyszyła nam pozycja Anity Bijsterbosch „Gdzie jest konik morski?”. Osią fabuły uroczej książeczki dla najmłodszych jest sytuacja, która mogła zdarzyć się tylko ojcu – konik morski zgubił jedno ze swoich dzieci. Rozpoczyna zatem szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą przetrząsając zakamarki morskich głębin i prosząc o pomoc każde napotkane stworzenie. Towarzysząc mu w poszukiwaniach zaginionego synka, mały czytelnik poznaje różnorodne morskie zwierzątka i utrwala liczenie do dziesięciu.

To nieskomplikowana, ale wciągająca historia za którą równie łatwo nadążyć, co się w nią zaangażować. Pomagają w tym przepiękne ilustracje, które przywodzą nieco na myśl perfekcyjnie wykonaną wycinankę-wyklejankę. Wspaniałe kolory – żywe, choć dalekie od podstawowej palety, duża szczegółowość przy jednoczesnym zachowaniu prostoty i przejrzystości ilustracji, budzący sympatię, uśmiechnięci bohaterowie. A do tego lekko usztywnione strony i okienka – oto klucz do sukcesu.

Bardzo lubię książeczki dla dzieci, w których bohaterem jest konik morski – nie oszukujmy się, tatusiowie wciąż są traktowani nieco „po macoszemu” jeśli chodzi o opiekę nad dziećmi, a przecież sprawdzają się w tym świetnie. Chyba, że akurat gubią jedną z pociech :D Jednak jak by nie patrzeć, z tatą nie można się nudzić! A książka Anity Bijsterbosch pełna jest tatusiów trzymających pieczę nad swoją dziatwą (podczas lektury zawsze czuję się  jak na placu zabaw w sobotni poranek), którzy wspólnie szukają zaginionego konika morskiego, jak na facetów przystało, bardzo skrupulatnie – za kamieniami, muszlami i wodorostami, a nawet za lampką ryby-żeglarza.

Podobnie jak w przypadku historii Pana Hilarego i jego okularów, zguba znajduje się tam, gdzie powinniśmy byli zacząć szukać ;)

Anita Bijsterbosch, Gdzie jest konik morski?, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2016, 28 s.

„Liczymy razem” Matsumasa Anno to wybitny przykład książki obrazkowej do nauki liczenia, przemyślana w każdym calu. Składa się z 13 plansz odpowiadających dwunastu miesiącom. Pierwsza z nich, przedstawiająca bliżej niezidentyfikowany zimowy krajobraz, jest zupełnie pusta – odpowiada cyfrze 0. Na kolejnej pojawiają się pierwsze obiekty – dom, narciarz, dziecko lepiące bałwana, słońce, chmura, samotne drzewo, czy ptak, a w miarce obok ilustracji umieszczony został pierwszy klocek. Na kolejnej stronie widzimy tą samą przestrzeń uzupełnioną o kolejne elementy – obok domu pojawia się kościół, którego zegar pokazuje drugą godzinę, przy choince rośnie druga, wcześniej wydeptana ścieżka zostaje utwardzona i rozchodzi się w dwie strony, dwaj kierowcy ciężarówek dyskutują na poboczu, dwoje dzieci goni dwa zajączki. A śnieg powoli topnieje. Na następną stronę zawędrowała już wiosna – troje dzieci niesie trzy kwiatki, trzy łodzie płyną rzeką, pojawia się również kolejny budynek i drzewa. W miarce po lewej stronie obrazka piętrzą się już trzy klocki.

W ten sposób maluchy mają możliwość nie tylko nauczyć się liczyć, ale przede wszystkim śledzić roczny cykl życia przyrody raz przyjrzeć się stopniowemu rozwojowi niewielkiego miasteczka. Zupełnie przypadkiem dziecko oswaja się również z zegarem i powoli (wraz z przyswajaniem cyfr) uczy się odczytywać z niego godziny. A wszystko to bez wykorzystania tekstu, bo jedynym środkiem przekazu są tutaj barwne plansze z delikatnymi akwarelowymi obrazkami.

Sam tekst pojawia się dopiero na ostatnich stronach i jest przeznaczony dla rodziców. Wytłumaczono w nim zastosowaną w książce regułę „jeden do jednego” i same początki liczenia, o czym rodzic może następnie opowiedzieć dziecku.

Matsumasa Anno, Liczymy razem, Toruń: Wydawnictwo Tako, 2019, 28 s.

„10 psotnych kotków” to książeczka-pamiątka jeszcze z mojego dzieciństwa, ale jej mechanizm jest ponadczasowy. Banda kociaków rozłazi się w zaskakująco szybkim tempie przy okazji ucząc dziecko odejmowania – jedno z kociąt zainteresuje motylek, i już z dziewięciu kotków mamy osiem. Kolejny pobiegnie za myszką, więc nagle kociaków mamy siedem… i tak dalej. Dopiero obietnica kolacji pomoże znów zebrać je wszystkie w jednym miejscu. To jedna z moich najukochańszych pozycji – zarówno ze względu na przepiękne ilustracje, wytrzymałą tekturę, która przetrwała już miłość trojga dzieci jak i sentyment. Z pewnością można jednak znaleźć obecnie niejeden tytuł oparty na tym samym schemacie.

Wolfgang Schleicher, 10 psotnych kotków, Zielona Góra: Wydawnictwo E. Jarmołkiewicz, 1997, 18 s.

Nieco inny pomysł przyświecał twórcom kartonowej wyszukiwanki „Peppa Pig. Poszukaj i znajdź”. Każdej planszy z pełnym szczegółów obrazkiem towarzyszy ściąga z wpisanymi przedmiotami, które należy odnaleźć i policzyć. Poza ćwiczeniem liczenia i oswajaniem się z cyframi, tego rodzaju zabawy to świetny trening spostrzegawczości, cierpliwości i skupiania się na zadaniu. A bohaterowie ulubionej bajki stanowią dodatkową zachętę i przykuwają uwagę malucha na dłużej.

Peppa Pig. Poszukaj i znajdź, Warszawa: Media Service Zawada sp. z.o.o, 14 s.

Natomiast wyjątkowo zaawansowanej matematyki dla przedszkolaków posmakować można w wyjątkowo zabawnej pozycji duetu Kes Gray & Jim Field (którego ilustracje pokochaliśmy już w książkach „Koala, który się trzymał” i „Mysz, która chciała być lwem”) „Ile mamy nóg?”. Pod niewinnym pretekstem zliczenia odnóży gości przybywających na przyjęcie – a goście są cokolwiek nietypowi!) nie tylko przekraczamy dziesiątki, ale i setki!

Kes Gray & Jim Field, Ile mamy nóg?, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 32 s.

Dla odmiany „Piąte przez dziewiąte” Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel i Wojciecha Widłaka pozwala odkryć ludzką twarz matematyki. To dziesięć króciutkich historii o dziesięciu cyfrach. A każda z nich ma swój własny charakter, problemy i przygody – zero ma znamiona depresji i kompleks mniejszości, jeden samotny wędrowiec w lesie to zwiastun kłopotów przygody, we dwoje raźniej, choć nie zawsze symetrycznie, trójka to cyfra iście bajkowa, z czwórką lepiej nie zadzierać, piąte też się czasem przydaje, szóstka czuje miętę do dwójki, siódemka nie zawsze jest cudem świata… i tak dalej.

Są wiewiórki, jamniki, chomiki, smoki, lwy, koty… cała menażeria. Są rycerze i bajkowe śluby, uczty, ośmiornice i żyli długo i szczęśliwie.

Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Wojciech Widłak, Piąte przez dziewiąte, Gdańsk: wydawnictwo Adamada 2018, 52 s.

Podobny pomysł narracyjnego podejścia – ale tym razem do literek – miała Katarzyna Marciniak, w książeczce „Alfabet wśród zwierząt”. W tym przypadku każdą literę kojarzymy ze zwierzęciem K klasycznie z kotem, L z lwem, a S ze stonogą. Każdemu zwierzęciu zaś poświęcono przezabawny, melodyjny, wpadający w ucho wierszyk otoczony bajecznymi ilustracjami. To jeden z tych przykładów aktywności, w której wiedza wchodzi do głowy w sposób zupełnie niezauważony.

Katarzyna Marciniak, Alfabet wśród zwierząt, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2016, 48 s.

Książeczki z zadaniami:

Teoria teorią, nie zapominajmy jednak o ćwiczeniach praktycznych! Bo przecież poznawanie liter i cyfr to nie tylko rozpoznawanie ich na obrazkach, ale również pierwsze próby pisania! Ćwiczenie rączki, szlaczki i koślawe, poprzedzone setkami prób i błędów, ale już najprawdziwsze literki łączone pomału w proste słowa. W tych ćwiczeniach niezastąpione będą książeczki z zadaniami – atrakcyjne dla dziecka, pożyteczne ze względu na swój potencjał edukacyjny i ze względu na niewielki format idealne do torebki – świetnie sprawdzą się w podróży, czy podczas oczekiwania na posiłek w restauracji. Wybór tego rodzaju zeszytów ćwiczeń jest ogromny, przetestowaliśmy ich już mnóstwo, a wydaje się, że to wciąż kropla w morzu. Oto najciekawsze propozycje:

„Zwierzaki alfabeciaki. Kolorowanki dla dzieci z wierszykami i naklejkami” Tomasza Parnasa to swego rodzaju etap przejściowy między książeczką do czytania, a aktywnością. Podobnie jak w „Alfabecie wśród zwierząt” każdej literce przyporządkowano zwierzątko, któremu poświęcono króciutki wierszyk. Wierszykowi towarzyszy kolorowanka, a na koniec należy dopasować naklejkę z literką i zwierzątkiem.

Zupełnym maluszkom bardzo polecam tytuł z naszej ulubionej serii książeczek z naklejkami – „Obrazki dla najmłodszych. Naklejanki” towarzyszą nam (pod nadzorem bardzo uważnego rodzica!) odkąd Bobasa skończyła rok. Naklejanie naklejek to w końcu jedno z pierwszych zadań ćwiczących sprawność manualną małych paluszków, jeszcze zanim sięgniemy po ołówki i kredki. Jeden z trudniejszych tytułów tej serii poświęcony jest cyfrom.

Do ćwiczenia nieco bardziej precyzyjnych ruchów rączką zachęca seria „Maluch poznaje…” wydawnictwa Aksjomat. Przetestowaliśmy „Litery” i „Cyfry” i są to chyba najulubieńsze książeczki z zadaniami Majki. Ze względu na śliską powierzchnię są wielokrotnego użytku – zarówno jeśli chodzi o zmazywalny pisak, którym się je wypełnia, jak i naklejki, które dają się kilkukrotnie odklejać – może nie w nieskończoność, ale spokojnie można poprawić, jeśli coś wyjdzie krzywo. Uwaga! Do tej serii nie dołączono pisaka, trzeba więc zaopatrzyć się w niego na własną rękę, albo wykorzystać taki z  innego zestawu.

Na przykład z książeczek „Literki. Piszę i zmazuję” i „Cyferki. Liczę i zmazuję”. Te tytułu skierowane są już do nieco bardziej zaawansowanych przedszkolaków, którzy, opatrzeni już nieco z literami i cyframi, składają je w pierwsze słowa i równania. Tutaj na dziecko czeka więcej pracy, książeczka wymaga więc nieco większej umiejętności skupienia, wciąż jednak próby wspierane są przez pomocnicze wykropkowania, a dzięki śliskiej powierzchni stron łatwo można zmazać i poprawić ewentualne błędy.

Bardzo ciekawą opcją są dwie serie wspierające przyswajanie literek i cyferek, które – poza nielicznymi kolorowankami – w ogóle nie wymagają użycia przyborów do pisania. Cała nauka oparta jest na tym, co dzieci lubią najbardziej – na naklejkach. To właśnie naklejki są niezbędne do wypełniania prostych działań matematycznych, rozwiązywania krzyżówek, czy uzupełniania słów. Seria „Kreatywny przedszkolak” z której testowaliśmy tytuły „Lubię literki” i „Lubię cyferki”, a także książeczki „Lubię zabawy z literkami” i „Lubię zabawy z cyferkami” skierowane są do starszych grup przedszkolnych, w których dzieci poznały już w miarę wszystkie znaki graficzne, a proponowane zadania pomagają im je utrwalić. To właśnie one najlepiej sprawdzą się w podróży i, ze względu na nieco wyższy poziom trudności, będą świetnym pomysłem na wspólne spędzenie czasu z dzieckiem.

Gry i zabawki:

Nie ma nic przyjemniejszego, niż nauka poprzez zabawę! Szczególnie, że a jeśli musimy coś wyszukać, dopasować, czy połączyć, od razu łatwiej to zapamiętać. Jednymi z naszych sprawdzonych „pomocy naukowych” są puzzle wydawnictwa Aksjomat „Cyferki. Książeczka z naklejkami i PUZZLE do pary” oraz „Literki. Książeczka z naklejkami i PUZZLE do pary”. Oba zestawy składają się z par puzzli – cyferki z 10, literki z 24 (puzzle z cyferkami są sporo większe, niż te z literkami) – do dopasowania. W przypadku cyferek na jednym elemencie mamy kolorową cyfrę, na drugim zaś odpowiednią liczbę przedmiotów, np. do trójki należy dopasować trzy kotki, do ósemki osiem pszczółek. W przypadku literek łączymy literkę z obrazkiem – A z arbuzem, K z kotkiem i tak dalej. Oba zestawy uzupełnia książeczka z naklejkami, w której należy uzupełnić liczbę zwierzątek naklejkami właśnie, by pasowała do cyferki obok i podjąć pierwsze próby pisania literek i cyferek. Dużym plusem jest „kieszonkowy” format zestawów – spokojnie można zabrać je ze sobą do babci na wakacje. Ze względu na niską cenę świetnie nadają się również na drobny upominek dla malucha.

Cyferki. Książeczka z naklejkami i PUZZLE do pary, Kraków: Aksjomat 2018.
Literki. Książeczka z naklejkami i PUZZLE do pary, Kraków: Aksjomat 2018.

Nieco większym i bardziej rozbudowanym zestawem edukacyjnym, z którego korzystamy, jest Carotina preschool „Alfabet. Słowa i liczby”. To tak naprawdę trzy gry w jednym – zestaw zawiera 9 plansz z akwariami pełnymi rybek do wypchnięcia i cyfrę odpowiadającą ich ilości (wraz z pasującym foliowym woreczkiem), zestaw kart ze zwierzątkami i literkami, od których zaczynają się ich nazwy oraz tablicę do dowolnego układania słów. Zasada zabawy jest bardzo prosta. Zwierzątka, literki i cyferki wypychamy z plansz i układamy na nowo – zgodnie ze wzorem lub zupełnie dowolnie. Na przykład rybki: wersja podstawowa polega na szukaniu rybkom miejsce w akwariach i dopasowywania do nich cyfry. Można jednak z powodzeniem wejść na wyższy stopień zaawansowania i z cyfr układać liczby dopasowując do nich większą ilość rybek, a za akwarium może nam posłużyć kocyk, dywanik, czy kartka papieru.

Podobnie z literkami – każda literka ma odpowiadające mu zwierzątko, które musimy odnaleźć, lub odwrotnie – do zwierzątka dopasować literkę. Ponadto każdy obrazek jest podpisany do pomocy. Jest jednak pewien haczyk – w sumie nie wiem, czy to wada, czy zaleta – wybrano te mniej znane zwierzęta (a przynajmniej takie, które my mniej znamy). Na przykład pokazuję Mai obrazek, Maja mówi „krówka”. A to cielak. Pokazuję owada, Maja mówi „pszczółka”. A to osa! Zamiast strusia jest emu, zamiast małpki goryl i tak dalej. Z jednej strony to trochę frustrująca trudność, bo odpowiedzi nie są intuicyjne, z drugiej strony rozwijają słownictwo, a to jest super.

Wykorzystując tablicę można również stawiać pierwsze kroki w układaniu własnych wyrazów z wypchniętych z plansz literek.

Niezbędnym chyba gadżetem malucha są literki do układania wyrazów – pamiętam, że moje babcia wycinała z gazety i uczyła mnie składać wyrazy niczym anonimy z filmów gangsterskich. Obecnie wybór jest obłędny, a literki i cyferki są wszędzie. Za bobasa Majka miała gumowe klocki z cyframi i adekwatną ilością zwierzątek, później drewnianą układankę ze swoim imieniem, a obecnie używamy literek – magnesów. Co prawda po raz pierwszy w życiu mam w domu zabudowaną lodówkę, ale z powodzeniem można je przyklejać na kaloryferze, tablicy suchościeralnej, czy po prostu układać wyrazy na podłodze. Mamy zestaw literek z Lidla i jestem bardzo zadowolona zarówno z ceny, jak i z wykonania. A do tego jest naprawdę ładny. Ma tylko jeden minus – brak polskich znaków.

Nasz zestaw cyferkowo-literkowych gadżetów zamyka tablica do rysowania. Przez jakiś czas korzystaliśmy z suchościeralnej i kredowej, ale szybko się zniszczyła. No dobra. Po prostu po tym, jak za trzecim razem przewróciła mi się na dziecko, zrobiłam jej eksmisję w trybie natychmiastowym. Znacznie lepiej sprawdziła nam się zabawka Carotina Preschool. Tablica Fluorescencyjna LED. Sama forma zabawki jest super – to całkiem spora przezroczysta tablica z plexi otoczona wygodną do trzymania, grubszą ramką. W zestawie są również trzy sucho ścieralne pisaki w bardzo ładnych, nasyconych kolorach (żółty, czerwony i niebieski) i zestaw kartek z trzydziestoma zadaniami o różnym stopniu trudności – od prostych szlaczków w stylu „zaprowadź zwierzątko do domku/mamusi”, przez rysunki po przerywanej linii aż po trening pisania literek. Ponadto, po skończonym rysowaniu tablicę można oprzeć na nóżkach i, po naciśnięciu przycisku, podświetlić na jeden z ośmiu sposobów, dzięki czemu linie również zdają się świecić. jest interesującą alternatywą dla książeczek z zadaniami. Wielkim atutem jest jej możliwość jej wielokrotnego użycia oraz łatwego poprawiania błędów.

Wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Aksjomat i z Wydawnictwem Wilga.

Bajki Majki: 4 pomysły na drobne świąteczne upominki dla przedszkolaka

Czas oczekiwania na Boże Narodzenie jest wyjątkowy, szczególnie dla dzieci. Warto zatem dopilnować, by miały w grudniu w co rączki włożyć i mogły zarówno pomóc w świątecznych przygotowaniach, jak i miały się czym zająć dając rodzicom chwilę wytchnienia.

Wszystkie poniższe pozycje wybrałam z myślą o kalendarzu adwentowym dla Majki, za który powoli zaczynam się zabierać, jednak świetnie sprawdzą się również jako mikołajkowy upominek w przedszkolu, dodatek do większego prezentu albo po prostu miły drobiazg. Na przykład wtedy, gdy w okresie przedświątecznym wybieramy się na kawę do dzieciatych znajomych i nie chcemy przychodzić z pustymi rękami, ale z drugiej strony nie jesteśmy pewni, czy czekoladowy Mikołaj to aby na pewno bezpieczna opcja (szczególnie, że ostatnio trzeba szukać takichsłodyczy organicznych, bez cukru, bez laktozy, bez glutenu i bez sensu).

A koszty będą podobne, bo i ceny wybornych książeczek zbliżone są do ceny lepszej czekolady – od 5 do 15 zł.

„Świąteczne zabawy i malowanki” – czyli ciesząca oko alternatywa dla zeszytów z kolorowankami. Tym, co szczególnie mnie zachęciło, jest barwny wydruk – moja Bobasa nie jest jeszcze mistrzynią cierpliwości oddającą się kolorowaniu całym swoim przedszkolaczkowym serduchem i zauważyłam, że widok całkiem sporego konturu obrazka na białym tle po prostu ją zniechęca. Dużo większym powodzeniem cieszą się propozycje zadań, gdzie kolorowanie jest tylko jedną z aktywności. A tutaj zdecydowanie się dzieje – wnętrze książeczki jest kolorowe i pełne różnych aktywności – maluszek, poza kolorowaniem, spróbuje swoich sił w rysowaniu szlaczków (na przykład dekorując choinki ozdobnymi łańcuchami, ozdabiając pierniczki, czy świąteczne kartki), szukaniu brakujących szczegółów, rysowaniu po numerach (to jeszcze z maminą pomocą), a także sportretuje swój wymarzony prezent. Zadań nie ma dużo, bo 16 – po jednym na stronę, więc nie zdążą się znudzić, a na pewno skończą się przed Wigilią. Fajny pomysł zarówno na wspólne spędzenie czasu z dzieckiem, jak i na chwilę spokoju na wypicie kawy.

Świąteczne zabawy i malowanki, Kraków: Wydawnictwo Aksjomat, 2017, 16 s.

„Czupurek i zimowa przygoda” – książeczka z płytą CD, czyli zimowo-świąteczna czytanka trochę inaczej niż zwykle. Na sam początek cienka, uroczo ilustrowana książeczka z nieskomplikowanym opowiadaniem (dopasowanym do najmłodszego odbiorcy) o wróbelku Czupurku i jego pierwszych zimowych doświadczeniach – od zapierających dech widoków, przez marznące piórka, lepienie bałwana, śnieżną bitwę, aż po strojenie choinki i oczekiwanie na Mikołaja. Tekstu jest całkiem sporo, jednak zdecydowanie kolorowe, przesympatyczne ilustracje wiodą tu prym. Po pierwszym czytaniu z rodzicem spokojnie można sięgnąć po płytę z audiobookiem w muzycznej oprawie, którego maluszek może słuchać przeglądając strony książeczki, podczas zabawy albo podczas podróży samochodem.

Poza opowiadaniem, na płycie znajdują się również cztery piosenki – dwie zimowe i dwie świąteczno-mikołajowe oraz kołysanka.

Moja Maja zamówiła u Mikołaja cały zestaw muzycznych bajek na płytach, Czupurek będzie świetnym wprowadzeniem w temat.

Czupurek i zimowa przygoda, Kraków, Wydawnictwo Aksjomat 2015, 16 stron + płyta CD.

„Polskie kolędy dla dzieci” to druga książeczka z płytą, którą Majka znajdzie w kalendarzu adwentowym. Przyznaję, że słoń nadepnął mi na ucho i śpiewaczka ze mnie żadna, a przecież kolędy to coś, co każdy musi poznać – i duży i mały. Jako, że pod tym względem byłabym raczej kiepską nauczycielką, z przyjemnością sięgnę po pomoc wykonawców z płyty. Dołączona książeczka zawiera słowa wszystkich jedenastu nagranych kolęd (już nigdy nie będzie problemu z trzecią zwrotką!) wraz z zapisem nutowym, który za kilka lat z pewnością przyda się nam podczas pierwszych prób gry na instrumentach (i tym bardziej muzykalnym rodzinom też). A do tego wyjątkowo ujęły mnie ilustracje zdobiące zimę całą feerią barw. Do nauki, wspólnego śpiewania i wprowadzania świątecznej atmosfery. Moim zdaniem must have w każdym świątecznym domu.

Polskie kolędy dla dzieci, Kraków: Wydawnictwo Aksjomat, 2017, 24 s + płyta CD.

„Proste składanki dla dzieci. Szopka bożonarodzeniowa” – i na koniec zadanie manualne – zestaw pozwalający samodzielnie wykonać świąteczną dekorację bez konieczności posiadania żadnych dodatkowych materiałów plastycznych (czyli też praktycznie bez bałaganu). Nie wymaga ani użycia kleju, ani nożyczek – wszystkie elementy ze sztywnej, kolorowej tekturki należy delikatnie wypchnąć, pozaginać w odpowiednich miejscach i złożyć razem. Figurki mają zróżnicowany poziom trudności – wiadomo, że zwierzątka będą troszkę łatwiejsze niż postacie, czy sam budynek szopki ( a już najmniej pracy wymaga maleńki Jezusek), dlatego moim zdaniem z pomocą rodzica (jestem pewna, że Majotata będzie zachwycony tą zabawą) poradzi sobie nawet początkujący przedszkolak, choć sugerowany wiek odbiorcy to 7-12 lat. Każdy element jest w całości zadrukowany i dwustronny, z wyraźnie oznaczonymi miejscami na zagięcia, a instrukcja na okładkach rozwieje wszystkie wątpliwości. Budowanie bożonarodzeniowej szopki będzie idealnym pretekstem do opowieści o historii bożego narodzenia i poznania jej głównych postaci oraz sposobem na rodzinnie spędzony wieczór. A przy okazji sporym wkładem w dekorowanie domu przed Świętami.

Mój wybór padł akurat na szopkę, ale oferta tego rodzaju prostych, papierowych modeli do składania jest całkiem spora, można w ten sposób stworzyć naprawdę różnorodne dekoracje, na przykład na choinkę.

Proste składanki dla dzieci. Szopka bożonarodzeniowa, Kraków: Wydawnictwo Aksjomat, 2015, 8 s.

Jakie drobiazgi Wasze maluchy znajdą w kalendarzu adwentowym i w bucie/skarpecie na Mikołajki? Wciąż szukam inspiracji na 10 dni Majkowego kalendarza!

Wpis powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Aksjomat.

Grajki Majki: Carotina Preschool . Tablica Fluorescencyjna LED

Tym razem chciałabym pokazać Wam zabawkę, której twórca miał świetny pomysł, ale chyba zabrakło cierpliwości na jego dopracowanie.

Sama forma zabawki jest super – to całkiem spora przezroczysta tablica z plexi otoczona wygodną do trzymania, grubszą ramką. W zestawie są również trzy sucho ścieralne pisaki w bardzo ładnych, nasyconych kolorach (żółty, czerwony i niebieski) i zestaw kartek z trzydziestoma zadaniami o różnym stopniu trudności – od prostych szlaczków w stylu „zaprowadź zwierzątko do domku/mamusi”, przez rysunki po przerywanej linii aż po trening pisania literek. Ponadto, po skończonym rysowaniu tablicę można oprzeć na nóżkach i, po naciśnięciu przycisku, podświetlić na jeden z ośmiu sposobów, dzięki czemu linie również zdają się świecić.

Flamastry bez najmniejszego problemu zmywają się z małych rączek odrobiną wody. Na całe szczęście jeszcze nie musiałam się dowiadywać, czy równie dobrze spierają się z kanapy. A sam rysunek łatwo wytrzeć mokrą ściereczką (my używamy ręcznika papierowego). Potem wymaga trochę polerowania na sucho, żeby nie było smug (a te są wyjątkowo widoczne na tym złośliwym podświetleniu!), ale samo czyszczenie nie sprawia trudności. Szkoda tylko, że w zestawie nie ma specjalnej gąbeczki/ściereczki, bo wycieranie rysunku to dla mojej córki dodatkowa frajda.

I do tego momentu wszystko jest super – bo zabawka jest zajmująca, ciekawa i edukacyjna. Ćwiczy sprawność małych rączek i do tego móżdżek przedszkolaka. Ale ma też kilka sporych minusów, przez które nie jestem do niej do końca przekonana.

Największym problemem jest sposób montowania karty z zadaniami. A właściwie jego brak – kartkę umieszcza się na tekturowej podkładce (będącej jednocześnie pudełeczkiem/teczką na pozostałe karty) i na to po prostu kładzie się tablicę. Wolałabym, żeby „plecy” tablicy były do niej w jakiś sposób doczepiane (na przykład na takie przesuwane chwytaki, jak w ramkach na zdjęcia) i najchętniej również plastikowe, bo w obecna wersja wymusza nie tylko pracę przy stoliku, ale również na stojąco, gdyż ze względu na grubość zabawki nie można wygodnie oprzeć nadgarstka o blat. A bardzo fajnie byłoby usiąść na kanapie i umieścić stabilną tablicę na kolankach.

Drugim dużym minusem jest podświetlenie – mamy do wyboru aż osiem opcji – trzy kolory i różne wersje migania – od jednostajnego, aż po padaczkogenne. W moim odczuciu to za dużo radości – wolałabym jednolite, ciepłe białe światło niż taką dyskotekę. Chociaż jako jedną z opcji do wyboru.

I na koniec same karty z zadaniami mogłyby być grubsze, chociaż na papierze technicznym, bo te ze zwykłego, miękkiego papieru bardzo szybko się zużywają w kontakcie z przedszkolakiem. Nawet, jeśli to kontakt przez szybkę.

Mimo tych zastrzeżeń zabawka jest interesującą alternatywą dla książeczek z zadaniami. Wielkim atutem jest jej możliwość jej wielokrotnego użycia oraz łatwego poprawiania błędów. Ciekawa forma przyciąga uwagę dziecka i zachęca do ćwiczeń.

Carotina preschool. Tablica fluorescencyjna LED
Firma: Lisciani
Sugerowany wiek: 3-6 lat.

Grę znajdziecie TUTAJ.

 

Bajki Majki: Książeczki z zadaniami i naklejkami dla dzieci 2+

Wakacje w pełni, czekają dłużące się podróże pociągiem lub samolotem, wypady do restauracji i kawiarni, albo po prostu deszczowy dzień w hotelu, a malucha trzeba czymś zająć, żeby nie robił rozróby. U nas w tym celu świetnie sprawdzają się różnorodne książeczki aktywizujące, które zawsze staram się mieć poupychane po torebkach, czy w samochodowym schowku tak „na wszelki wypadek”.

Najwygodniejsze, ale też najkrócej przykuwające uwagę są te z naklejkami. Ale jeśli w torebce znajdzie się też miejsce na kredki, to już wybór jest naprawdę ogromny. Zerknijcie na nasze wybory:

Malowanki wodne, czyli genialny pomysł na upał i nie tylko. Wymagają minimalnego przygotowania, bo wystarczy pędzelek i jakikolwiek pojemniczek z odrobiną wody i generują stosunkowo mały bałagan (a odkąd odkryłam specjalne „kubki-niekapki” do malowania to już w ogóle potencjalne straty zostały ograniczone do zera). Można znaleźć takie z ulubionymi bajkowymi bohaterami, albo tematyczne – piłkarskie, czy wielkanocne. Mają ładne kolory, nie brudzą i nie przebujają, bo zazwyczaj są jednostronne. A dzieci uwielbiają malowanie, nie mówiąc już o taplaniu się w wodzie.

Uwolnij kolory. Wielkanoc, Wydawnictwo Zielona Sowa.

Maluszkowy Świat od Wydawnictwa Zielona Sowa to bardzo proste kolorowanki z dwudziestoma naklejkami dla najmłodszych – idealne na początek przygody ze skupianiem się na zadaniach. Są bardzo ładnie wydane – jedna strona jest kolorowo zadrukowana i zawiera podstawowe informacje o danym zwierzątku/warzywku/pojeździe it., czasami z zagadką albo drobnym zadaniem manualnym, na drugiej natomiast czeka zadanie plastyczne – kolorowanie i naklejanie. Super, że przewidziano klika naklejek więcej, niż należy umieścić w książeczce i dziecko może je sobie wykorzystać w dowolny sposób. W serii jest sześć książeczek, każda podejmująca inny temat, jest więc w czym wybierać.

Maluszkowy Świat. Jedzenie. Kolorowanka z naklejkami, Wydawnictwo Zielona Sowa.
Maluszkowy Świat. Zwierzęta. Kolorowanka z naklejkami, Wydawnictwo Zielona Sowa.

Rymowanki naklejanki to tylko odrobinę wyższy stopień zaawansowania – książeczki są zbudowane bardzo podobnie do Maluszkowego Świata, z tą różnicą, że poza naklejkami i kolorowankami zajedziemy tu również rymowane wierszyko-zagadki, na które odpowiedzi trzeba poszukać właśnie wśród naklejek.

Rymowanki naklejanki. Zagadkowe pojazdy, Wydawnictwo Zielona Sowa.
Rymowanki naklejanki. Zagadkowe warzywa i owoce, Wydawnictwo Zielona Sowa.
Rymowanki naklejanki. Zagadkowe zwierzęta, Wydawnictwo Zielona Sowa.

Ćwiczenia z myszką Tini. Książeczka z naklejkami dla 2-latków – z ręką na sercu przyznaję, że sama w życiu bym tej książeczki nie kupiła, głównie ze względu na postać klauna, która jakoś mnie odrzuca w publikacjach dla dzieci. Książeczkę przyniosła Majce babcia i mieliśmy do czynienia z przypadkiem miłości od pierwszego wejrzenia. Moje dziecko nie chciało wstać od stoliczka, dopóki w ćwiczeniach nie skończyły się naklejki – to był pierwszy przypadek tak długiego skupienia się na zadaniach w całej naszej historii. W książeczce są tylko naklejki – większe i mniejsze – nie wymaga więc posiadania żadnych dodatkowych przyborów. Jest prosta, a mimo to bardzo kreatywna, poza zdolnościami manualnymi i motoryką małą uczy przede wszystkim kojarzenia faktów, utrwala kształty i kolory. Wymaga niewielkiej pomocy rodzica w zrozumieniu poleceń.

Ćwiczenia z myszką Tini. Książeczka z naklejkami dla 2-latków, Wydawnictwo Grafag.

Lilla Lou Edu! to seria ślicznych książeczek z zadaniami dla dwu i trzylatków. Dużym atutem i głównym środkiem przekazu są tutaj ilustracje zajmujące większą część książeczki, towarzyszą im proste zadania do rozwiązania przy pomocy naklejek – głównie doklejanie elementów uzupełnione co jakiś czas o wierszyk, czy proste informacje związane kształtami i kolorami. Książeczki dla trzylatków są odrobinę trudniejsze, wymagają nieco bardziej rozwiniętej umiejętności kojarzenia informacji oraz użycia kredek, mimo to moja 2,5 latka bardzo dobrze sobie z nimi radzi.

Lilla Lou 2+ Edu! Zwierzęta.
Lilla Lou 3+ Edu! Owoce.

Akademia mądrego dziecka. Kiedy słonko świeci to przede wszystkim kolorowanka, a naklejki pełnią w niej marginalną rolę i tak naprawdę można je wykorzystać w dowolny sposób.

Ilustracje ułożone zostały w przemyślanym, logicznym ciągu – mały odkrywca najpierw widzi jajka, potem ma do pokolorowania gniazdko, na kolejnym obrazku przedstawiono same skorupki jajek, z których wykluły się pisklęta do pokolorowania. Drugim pomysłem jest rozłożenie obrazka na czynniki pierwsze – najpierw dziecko przygląda się ilustracji, na której umieszczono wyrastającego z doniczki krokusa podlewanego wodą z konewki, a na kolejnych stronach pojawiają się po kolei kolorowanki z różnymi jej częściami – osobno doniczką i kwiatkiem. A jeszcze później kolejne elementy kojarzące się z tym obrazkiem – siedzące na kwiatku motylki, słonko i ślimak. Na sam koniec takiej sekwencji pojawia się ilustracja, na której coś nie pasuje – w gnieździe zamiast jajek siedzi ślimak, a z podlewanej obficie doniczki wyrasta siatka na motyle. Dzięki temu maluszek ma szansę na sprawdzenie i utrwalenie wiedzy, którą przed chwilką zdobył.

DSC_0781

Z jednej strony jest bardzo wygodna w podróży ze względu na utwardzaną tylną stronę, która pozwoli z powodzeniem rysować „na kolanie” z drugiej obrazki na górnej stronie czasami wymykają się małym rączką, mimo zagięcia książeczki.

Więcej o tej pozycji pisałam jakiś czas temu na Bajkowirze.

Marzena Dobrowolska, Akademia mądrego dziecka. Kiedy słonko świeci, Wydawnictwo Egmont.

Rozum mam, myślę sam! Zabawy edukacyjne 2-latka – podobnie jak powyższa, ta książka również ma usztywniany tekturką tył, jednak ze względu na umieszczanie zadań wyłącznie na jednej stronie i znacznie większy format jest zdecydowanie wygodniejsza (do wypełniania, ale nie do noszenia w torebce).

Zeszyt ćwiczeń od początku do końca został zaprojektowany z myślą o dziecku. Szczególnie widać to poleceniach, gdzie treść pisana uzupełniona została prostymi symbolami powalającymi maluszkowi czytać razem z rodzicem i lepiej rozumieć czekające go zadania.

32 karty edukacyjne zawierają proste zadania ćwiczące sprawność małych paluszków w operowaniu kredkami, znajomość kolorów, spostrzegawczość, pamięć i kojarzenie faktów oraz podstawy liczenia. Bardzo podoba mi się, że każda karta skłania do różnych aktywności – na każdym z obrazków trzeba coś narysować, coś wskazać, coś znaleźć i przykleić albo policzyć.

Proste ilustracje w żywych kolorach zachęcają do zabawy, duże kształty nie zniechęcają i pozwalają spokojnie trenować paluszki, a mnogość i różnorodność zadań nie pozwala się nudzić. Bobasa najchętniej zrobiłaby wszystkie zadania na raz.

Jest tu wszystko, czego tylko maluch może zapragnąć – plaża i piaskownica, maszyny budowlane, robaki, opadnięte liście i błotniste kałuże, owoce i warzywa, wiejskie i domowe zwierzątka oraz to, co dzieci lubią najbardziej – naklejki. Poza wymienionymi wyżej umiejętnościami, książeczka zapewnia dziecku również porządny trening samodyscypliny – moje dziecię najchętniej od razu powyklejałoby wszystkie w jedno miejsce. Tym miejscem jest jej koszulka, ewentualnie kaloryfer :D A tu można użyć jednej naklejki na kilka stron…

Więcej o tej pozycji pisałam jakiś czas temu na Bajkowirze.

Elżbieta Pietruczuk-Bogucka, 2-latek – Rozum mam – myślę sam!, Wydawnictwo Zielona Sowa.

Naklejanki z serii Obrazki dla najmłodszych były naszymi pierwszymi książeczkami z naklejkami (a przerobiliśmy już prawie całą serię!) i towarzyszą nam praktycznie odkąd Majka skończyła 1,5 roku. W zależności od tematu, a wybór jest ogromny!, mają różny stopień trudności. Niektóre z nich mają również „cień” przedmiotu pomagający w dopasowaniu naklejki, inne charakteryzuje dowolność ograniczona jedynie treścią polecenia. Do pokazania zostały mi akurat najtrudniejsze, bo za te się jeszcze nie zabraliśmy. Na początek polecam te o kolorach, zakupach i zwierzątkach wszelakich. A na Święta oczywiście świąteczne! To bardzo fajne zadanie do kalendarza adwentowego.

Nathalie Bélineau, Sylvie Michelet, Obrazki dla najmłodszych. Naklejanki. Dinozaury, Wydawnictwo Olesiejuk.
Nathalie Bélineau, Sylvie Michelet, Obrazki dla najmłodszych. Naklejanki. Cyfry, Wydawnictwo Olesiejuk.

Kolorowe naklejanie – książeczki z naklejkami z tej serii są trochę bardziej zaawansowane. Co prawda tutaj również są „cienie” naklejek pomagających w ich dopasowaniu, ale poza samym naklejaniem jest w niej sporo tekstu przekazującego maluszkowi sporo informacji, w przypadku naszych egzemplarzy są to wiadomości dotyczące opieki nad kotami i życia w gospodarstwie. Trochę do naklejania i trochę do czytania – świetne na wspólne deszczowe popołudnie.

Kolorowe naklejanie. Baw się i poznawaj. W gospodarstwie, Wydawnictwo Olesiejuk.
Kolorowe naklejanie. Baw się i poznawaj. Koty, Wydawnictwo Olesiejuk.

Bardzo podobne do powyższych są Naklejkowe historyjki – różnią się formatem (są nieco mniejsze) i stylem ilustracji, a zawarte w nich informacje są raczej szczątkowe i ograniczają się zazwyczaj do jednego zdania na stronę. Super, że poza naklejkami dedykowanymi na określone miejsca jest naprawdę dużo dodatkowych, którymi można ozdobić strony książeczki, siebie i wszystko wokół.

Agnes Besson, Naklejkowe historyjki, Morze, Wydawnictwo Olesiejuk.
Agnes Besson, Naklejkowe historyjki, Zwierzęta domowe, Wydawnictwo Olesiejuk.

Seria Gdzie pracuje… charakteryzuje się śliskimi stronami i, co za tym idzie, możliwością wielokrotnego naklejania i odklejania naklejek. Super sprawa dla fanów pojazdów wszelakich. A i zwierzątek jest w nich bez liku.

Gdzie pracuje… traktorek, Wydawnictwo Aksjomat.
Gdzie pracuje… wóz strażacki, Wydawnictwo Aksjomat.

Jupi! Uczę się i bawię to już nieco wyższa szkoła jazdy. Naklejek jest aż 300 i nie zawsze łatwo się połapać co gdzie nakleić. Za to poza naklejkami znajdziemy tu również zadania na spostrzegawczość i proste liczenie, a także, co chyba podoba mi się najbardziej, naklejkowe puzzle. A ilustracje są naprawdę cudowne.

Jupi! Uczę się i bawię. Ja i małe zwierzaki, Wydawnictwo Jupi!

Kolorowanki z ulubionymi postaciami z bajek. Tego jest na rynku od wyboru do koloru i jeszcze więcej – z naklejkami, kolorowymi konturami, z dołączonymi farbkami, czy wyrywanymi stronami. U nas ostatnio prym wiedzie Klinika dla pluszaków i Kubuś Puchatek, a frajda jest szczególnie wielka, kiedy zamiast kolorować kredkami wyciągamy farbki wodne – bałagan stosunkowo niewielki, a dają +100 do zaangażowania.

Kubuś i przyjaciele. Kolorowanka z naklejkami, Wydawnictwo Ameet.
Klinika dla pluszaków. Dosia i szpital. Kolorowanka z naklejkami, Wydawnictwo Ameet.
Kubuś i przyjaciele. Moja pierwsza kolorowanka, Wydawnictwo Ameet.

Dla wielkich fanów kolorowania, którzy potrafią skupić się na tym przez dłuższą chwilę (albo lubią malować na przykład stopami) i przy okazji nie mają psotnego kota, który zawzięcie psuje całą zabawę, polecam kolorowanki podłogowe. Bardzo fajną propozycję ma Fisher Price – kolorowanie i zgadywanie z naklejkami. Jak sama nazwa wskazuje kolorowanka jest rozszerzona o zadania i naklejanie. Jest ich kilka wersji, każda z innym bohaterem.

Fisher Price. Króliczek. Kolorowanie i zgadywanie z naklejkami, Wydawnictwo Olesiejuk.

Nie mija u nas również szał na Świnkę Peppę, dlatego też w tym zestawieniu nie mogło zabraknąć książeczek z tą bohaterką. Jest ich kilka serii i naprawdę dużo części, ale wszystkie charakteryzuje obecność naklejek i spore zróżnicowanie pod względem trudności zadań – znajdziemy w nich stosunkowo proste dopasowywanie szczegółów, szukanie różnic, czy przeciwieństw, ale również proste zadania z liczenia, wprowadzenie nauki zegara, a nawet przepisy kulinarne. Są bardzo rozwijające, poruszają mnóstwo tematów, bywają czasami trochę na wyrost i wymagają sporego zaangażowania rodzica, ale na pewno są warte uwagi. Ponadto jest to prasa, możemy więc polegać na regularności wydawania. Nietrudno też zdobyć starsze numery.

Peppa Pig. Chrum chrum. Ciasta i ciasteczka, czasopismo.
Peppa Pig. Zabawy z naklejkami. Wesołe przygody, czasopismo.

Podobną cykliczność dają nam dwa stosunkowo nowe czasopisma dla maluszków – Uszek i Moje Maluchy (to drugie oferuje nawet opcję prenumeraty z dostawą do domu). Obie są genialne nie tylko ze względu na fantastyczną grafikę i rozwijające zadania, ale przede wszystkim na obrazkowe polecenia, które po odrobinie ćwiczeń dziecko jest w stanie zrozumieć samo. I mam to przetestowane, bo po kilku dniach wspólnego rozwiązywania gazetki Majka ściągnęła ją sobie sama z szafki i rozwiązała samodzielnie kilka łatwiejszych zadań nie robiąc żadnych błędów jeszcze zanim ja zdążyłam podnieść się z łóżka. Magia!

Oczywiście część zadań wymaga nadzoru rodzica – dzięki Uszkowi moje dziecko po raz drugi w życiu używało nożyczek!

Moje Maluchy występują w dwóch formatach – my preferujemy ten naprawdę wielki, ale na wakacyjny wyjazd lepiej sprawdzi się mniejsze wydanie.

Moje Maluchy. Zwierzęta domowe, 2/2018.
Uszek, 3/2018.

Przedszkole Żyrafki to prawdziwa gratka dla rodziców, którzy nie chcą lub nie mogą posyłać dziecka do przedszkola lub chcą zająć czymś swojego przedszkolaka w czasie choroby lub wakacji. Konkretna teczka z trzema książeczkami ogólnorozwojowych zadań zapewni wspólne zajęcie na wiele godzin. Znajdziemy tu zabawy plastyczne, zabawy językowe i zgadywanki. I oczywiście całkiem sporo naklejek. Pomoc rodzica jest niezbędna, ale same zadania często wykraczają poza sztywne siedzenie przy stoliczku i wypełnianie książeczek. Teczka występuje w pięciu wersjach odpowiednich dla wieku dziecka.

Przedszkole Żyrafki. 2-latek, Wydawnictwo Olesiejuk.