Bajki Leona i Majki: „Akademia Mądrego Dziecka. Moje pierwsze zwierzęta”, „Akademia Mądrego Dziecka. Zadania przedszkolaka”

Tego rodzaju książeczki aktywizujące dla maluszków – po pierwszym czytaniu właściwie niewymagające pomocy rodzica, a absorbujące i przykuwające uwagę – są niezastąpioną pomocą, kiedy rodzic zapragnie raz na jakiś czas napić się ciepłej kawy. Nie mogę się już doczekać aż Leon do nich dorośnie i będę mogła wykorzystać ten fortel.

Chociaż obie pozycje skierowane są do dzieci w wieku 3-5 lat, moim zdaniem „Moje pierwsze zwierzęta” jest nieco łatwiejsza i spokojnie można ją zaproponować już 1,5-2 letniemu maluszkowi. Na kolejnych stronach ukazano 8 różnych habitatów wraz z zamieszkującymi je zwierzętami – gospodarstwo, ocean, sawannę, Arktykę, las, jezioro, las równikowy i dom człowieka. Każdemu środowisku poświęcono jedno zdanie opisu, uzupełniono o podpisy pod rysunkami zwierząt oraz zachętę do pokręcenia umieszczonymi na dole i na górze książeczki kołami. Dzięki tym ruchomym elementom w wyciętych w stronach okienkach przesuwają się wizerunki zwierząt, a zadaniem dziecka jest dopasować odpowiednie zwierzątko do miejsca jego występowania. Ostatnia strona zawiera dodatkowe ćwiczenia utrwalające zdobytą wiedzę – zarówno w formie pytań, jak i prostej wyszukiwanki.

„Moje pierwsze zadania przedszkolaka” jest nieco bardziej skomplikowana pod względem tematyki, jak i wymaga więcej sprawności małych paluszków –  to książeczka z okienkami i elementami o wysuwania. I przy okazji bardzo fajny tytuł do wykorzystania podczas przedszkolnej adaptacji – wciąż raczej łatwiutka, bardziej dla 2,5-3 latka, niż dla 5-latka ale o tematyce ściśle związanej z przedszkolem. Otwierając klapki i wysuwając ruchome elementy maluszek dowie się między innymi co znajduje się w plecaku, piórniku czy pudełku na drugie śniadanie czy jakie czynności czekają dzieci w przedszkolu. Znajdziemy tu co nieco o nazwach i mieszaniu kolorów, o kształtach, zjawiskach pogodowych czy o przeciwieństwach. Na koniec na małego czytelnika czekają podstawowe zadania matematyczne w zakresie 5 polegające na odnalezieniu i policzeniu elementów na obrazku oraz uzupełnieniu prostych działań. Podsumowując – standardowy zakres wiedzy maluszka przygotowującego się do rozpoczęcia edukacji w przedszkolu podany w ciekawej i atrakcyjnej formie książki interaktywnej.

Obie zostały wykonane z naprawdę grubej tektury – wraz z ruchomymi elementami, dzięki czemu mają szansę przetrwać spotkanie z nie do końca jeszcze wprawionymi paluszkami i być świetnym ćwiczeniem motoryki małej. Duży format, bezpiecznie zaokrąglone rogi i śliska, ślinoodporna powierzchnia to dodatkowe plusy.

Aimée Chapman, Natalia Boileau, Becky Down, Akademia Mądrego dziecka. Moje pierwsze zwierzęta, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 10 s.

Becky Down, Akademia Mądrego dziecka. Zadania przedszkolaka, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 10 s.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem HarperKids.

Bajki Majki: 5 pomysłowych książeczek dla maluszka

Maja ma już ponad 6 lat i od września wybiera się do pierwszej klasy, siłą rzeczy wypadłam więc z obiegu jeśli chodzi o książeczki dla najmłodszych. I chociaż mam w piwnicy przynajmniej jeden porządny karton sprawdzonych i kochanych bobasowych pozycji czekających na urządzenie pierwszej biblioteczki Leona, nie potrafię się powstrzymać przed zerkaniem na maluszkowe nowości. A przez te 5 lat na rynku pierwszych książeczek zadziało się naprawdę sporo!

Wybrałam 5 najciekawszych kartonowych tytułów z „efektem łał”, które poza wzruszającą treścią, czy pięknymi ilustracjami (czyli tym, czym wybierając książeczkę zwykle kierują się mamy), przyciągają uwagę zaskakującym rozwiązaniem albo pomysłem (które zwykle na dłużej skupiają uwagę dzieci) – czyli tytułów trochę do czytania i trochę do zabawy.

Książeczki dźwiękowe

Na początek książki, które wykorzystują znany mi już patent, ale w nowej – ulepszonej formie. Seria o Misiu Mikusiu to 4 urocze, nieskomplikowane historyjki uatrakcyjnione dźwiękowymi guziczkami. Wielkim plusem jest fakt, że w tym przypadku guziczków nie trzeba wciskać (a z tym mała Maja zawsze miała problem m.in. w serii „Poznaję dźwięki! – naciskała za lekko) – by usłyszeć muzyczkę wystarczy przyłożyć paluszek do odpowiedniego, charakterystycznego punktu na każdej stronie.

Na każdą opowieść składa się 5 rozkładówek (a zatem i 5 dźwiękowych guziczków). Sympatyczne ilustracje uzupełniają po 2-4 zdania tekstu i wyrazy dźwiękonaśladowcze. Często wykorzystywane są pytania do czytelnika dodatkowo angażujące maluszka w historię. W części „Mikuś i wizyta na wsi” dziecko ma szansę poznać zwierzęta hodowlane i odrobinkę wiejskiej rzeczywistości (zadania gospodarza, wszechobecne błotko) oraz przećwiczyć nazwy kolorów.

Camilla Reid, Nicola Slater, Mikuś i wizyta na wsi, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 10 s.

„Mikuś i duży czerwony nocnik” to część przybliżająca i oswajająca pożegnanie z pieluszką. Nie obejdzie się oczywiście bez drobnej wpadki, ale dzięki temu duży sukces z nocnikiem w roli głównej będzie jeszcze bardziej znaczący!

Camilla Reid, Nicola Slater, Mikuś i duży czerwony nocnik, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 10 s.

Książeczki są dość lekkie, kwadratowe, wygodne dla małych rączek. Z grubszej tekturki i bezpiecznie zaokrąglonymi rogami, sprawiają wrażenie wytrzymałych zarówno jeśli chodzi o upadki, jak i spotkania z ząbkami i śliną. Co ważne, można w nich zmieniać baterie (klapka zabezpieczona śrubką z tyłu książki) i najważniejsze dla rodzica – mają wyłącznik! Jak to zwykle bywa jeśli chodzi o zabawki dźwiękowe, muzyczka jest dla mnie osobiście nieco za głośna, choć z doświadczenia wiem, że ten problem dotyczy początków użytkowania i zazwyczaj po pewnym czasie dźwięki nieco cichną.

Z tej serii ukazały się również „Mikuś i dzień w przedszkolu” oraz „Mikuś i pluszowy króliczek”.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

Ruchome elementy

„Kocham cię, Mamo!” z „Akademii Mądrego Dziecka” na pierwszy rzut oka może wydawać się zwykłą książeczką z okienkami. Mnogość rozwiązań i pomysłów na ruchome elementy okazuje się jednak imponująca.

Już na okładce znajdziemy pokrętło pozwalające na zmianę koloru wyciętych serduszek. A wewnątrz czekają na małe paluszki pełzające robaczki, okienka w niestandardowych kształtach otwierane do dołu i w górę, elementy wymagające przesuwania i wysuwania oraz wypukłe, brokatowe szczegóły o interesującej fakturze.

W tej raczej ciężkiej książce z bardzo grubymi stronami znajdziemy 10 przeuroczych zwierzęcych mam z ich maluchami. Poza manualnymi elementami do poruszania, ilustracje na każdej stronie są uzupełnione wierszowanym zdaniem, w którym maluszek mówi co najbardziej lubi robić z mamą lub za co ją kocha – za ciche mruczenie, wspólne spanie bądź pływanie, zabawę, czy taplanie się w błotku. Dzięki grubej tekturze i zaokrąglonym rogom książka jest bezpieczna dla maluszka, ale ze względu na bardziej delikatne klapki i wysuwane fragmenty warto mieć małego czytelnika na oku.

Akademia Mądrego Dziecka, Mój świat, Kocham cię, mamo!, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 10 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Kids.

Pachnące książeczki

Pomysł na książki dla maluszków, z którym wcześniej się nie spotkałam i który nigdy nie przyszedłby mi do głowy, a mam przeczucie, że okaże się strzałem w 10 – książeczki z zapachami.

Pamiętacie katalogi z Avonu, gdzie trzeba potrzeć kartkę, by poczuć zapach perfum, którymi został nasycony papier? Tutaj wykorzystano to samo rozwiązanie w książeczkach o kolorach! Jak dla mnie to świetna koncepcja – synestezje są ekstra, a już bardzo niedługo trudno będzie znaleźć osobę, dla której czerwony kolor nie będzie bosko pachniał truskawkami (przynajmniej u nas, na Kaszubach).

„Mój dzień” to książeczka zbierająca na każdej rozkładówce przedmioty z otoczenia maluszka w danym kolorze – z lewej strony siedem przykładów w formie ilustracji, z prawej okienko, pod którym kryje się realne zdjęcie do pocierania i wąchania. W ten sposób autorzy zachęcają małego czytelnika do rozglądania się za kolorami – wspólnie szukamy zielonego koloru w ogrodzie, czerwonego w przedszkolu, żółtego w parku, brązowego w kuchni, czy białego w łazience. To też bardzo fajny pomysł na wyjście z lekturą poza cztery ściany domu.

Mój dzień. Moja pachnąca książeczka z kolorami. Akademia Mądrego Dziecka, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 10 s.

Do czytania w plenerze jeszcze bardziej zachęca cześć serii pod tytułem „Ogród”. Tutaj wszystkie zapachy poukrywane pod klapkami należą do roślin i większość przedmiotów możemy znaleźć na zewnątrz (owoce, zwierzęta) lub zabrać ze sobą na wycieczkę (plecak, jogurt, papier). Albo przynieść do domu z wycieczki, jak np. fioletowego siniaka.

Ogród. Moja pachnąca książeczka z kolorami. Akademia Mądrego Dziecka, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 10 s.

Niektóre zapachy są bardziej udane (moim faworytem jest pieczony kurczak), inne mniej (truskawki, czy czekolada pachną raczej sztucznie), ale wszystkie są rozpoznawalne – testowałam na mojej 6-latce, która po zobaczeniu zdjęcia pod klapką określiła roślinę jako bazylię, a po potarciu i powąchaniu poprawiła się, że to jednak mięta. Miejsca do pocierania są spore, a zapachy intensywne. Jestem ciekawa, czy długo się utrzymają zarówno nieużywane (muszą trochę poczekać na swój czas, bo Leon się jeszcze nie urodził), jak i później intensywnie pocierane i wąchane. Dam znać za jakiś czas.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Książki z dziurami

Czas na pomysł i autora, których zdążyłam już dobrze poznać i polubić podczas bobasowego okresu Mai, czyli książki z dziurami Hectora Dexeta. To nasze niekwestionowane hity – „Kto zjadł biedronkę?” była jedną z pierwszych najukochańszych pozycji Majeczki, a potem kontynuowaliśmy tą przygodę z takimi tytułami jak „Oto jest ogród”, „A co to?”, czy „Nasze ciało”. Jestem zachwycona, że po 5 latach wciąż pojawiają się nowe tytuły z tej serii. Pierwsze, co zrobiła moja córa po otwarciu paczki z książeczkami dla braciszka, było wpasowanie paluszków w dziurki – z tego się po prostu nie wyrasta!

Książki Dexeta poznacie po trzech bardzo charakterystycznych cechach – żywych, nasyconych kontrastowych kolorach, budowaniu świata z prostych, geometrycznych kształtów i obłych linii oraz wszędobylskich dziurach różnej wielkości i kształtu.

„Ja też” to zabawna książeczka skupiająca się na porównaniach między zwierzętami i… małymi dziećmi. Lubią psoty i zabawę niczym małe kotki, wszędzie chodzą z mamą, zupełnie jak kangurzątka, biorą prysznic jak słonie, załatwiają się w określone miejsca, mają włochatych tatusiów i czują się bezpiecznie dzięki opiece mamy. Każda strona wypełniona jest kolorową, kontrastową ilustracją, uzupełniona jednym zdaniem tekstu i wyposażona w przynajmniej jedną dziurkę, przez którą możemy dojrzeć fragment ilustracji z kolejnej strony. Dzięki temu skrzydło sowiej mamy przemienić się może w parasol, nosidło w kangurzą torbę, a oczko zwierzątka w oczko dziecka.

Hector Dexet, Ja też!, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2022, 36 s.

„Przytulamy się”, jak sama nazwa wskazuje, proponuje małym czytelnikom rozmaite formy przytualsków – pod kołdrą, po kłótni, na pocieszenie, dla dodania otuchy, na pożegnanie. Z tatą, czy z przyjaciółmi, bez użycia rąk, czy pod wodą, tulaski to zawsze dobry pomysł na poprawę humoru – wypróbujcie je wszystkie! Słodka, urocza i przekochana pozycja.

Hector Dexet, Przytulamy się, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2022, 36 s.

Jak wszystkie książki Hectora Dexeta, te również pobudzają wyobraźnię, rozwijają słownictwo i świetnie sprawdzają się podczas ćwiczenia małej motoryki – trudno się powstrzymać by zamiast przewracać strony w standardowy sposób, nie robić tego poprzez wkładanie paluszków w dziurki i ciągnięcie za krawędzie otworów.

Chociaż książki nie należą do najlżejszych, a tektura stron, choć sztywna, nie jest bardzo gruba, z doświadczenia wiem, że to książki nie do zdarcia. Nasze wielokrotnie zaczytane tytuły sprzed lat nie mają znaczących śladów zużycia, choć niejednokrotnie służyły nam również poza domem – podczas spacerów i wypadów na plac zabaw.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mamania.

Przekroje

I na koniec nieco inne podejście do dziur w książce. W serii „Jak to działa?” grube, tekturowe strony podziurawione zostały przekrojami, pozwalającymi zajrzeć do środka prezentowanego obiektu i poznać go… dogłębnie.

Pomysłowe, porządnie wykonane, o dużej wartości edukacyjnej. Po prostu fajne do czytania!

„Jak to działa? Traktor” to prawdziwa gratka dla każdego fana maszyn i pojazdów wszelakich. W książce wytłumaczono do czego służy ciągnik i z jakich elementów się składa – te zostały również podpisane na obrazkach i wyszczególnione na kolejnych przekrojach, jak np. silnik pod maską, która chroni go przed zabrudzeniami. Mały czytelnik pozna również rozmaite maszyny rolnicze, jakie można doczepić do ciągnika oraz dowie się między innymi dlaczego traktory mają rurę wydechową skierowaną w górę. A w tle będzie mógł wypatrzeć rozmaite wiejskie zwierzęta i poznać dźwięki, jakie wydają.

Jak to działa? Traktor, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 12 s.

W książeczce „Jak to działa? Dinozaur” naszym przewodnikiem będzie Profesor Myszka zajmujący się badaniami nad dinozaurami. Opowie maluchom co nieco o tyranozaurach – uch cechach fizycznych, zwyczajach i budowie ciała, co można śledzić na kolejnych przekrojach. Na każdej stronie pojawiają się również dinozaurowe ciekawostki, można więc wyciągnąć z tej niedługiej pozycji całkiem sporo wiedzy. No i wcisnąć paluszki między ostre zęby wielkiego jaszczura.

Jak to działa? Dinozaur, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 12 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

Znacie jeszcze jakieś inne pomysłowe książeczki dla najmłodszych? Podzielcie się tytułami!

Bajki Majki: „Traktor Stasia. Nauka liczenia z okienkami” Izabela Mikrut, Monika Filipina

Dzisiaj gratka dla maluszków – przedstawiam wam jedną z najzabawniejszych książeczek do nauki liczenia, jakie widziałam. Traktor (a to już pojazd atrakcyjny sam w sobie) prowadzony przez Stasia i jego młodszą siostrę przez całą książkę ciągnie przyczepy przeróżnego kształtu i koloru, posiadające mniej lub bardziej zdumiewających mieszkańców. Na dzień dobry wita nas jeden bóbr siedzący… na toalecie, w kolejnej przyczepie kryją się krowy dziergające szalik na drutach, zobaczymy też kaczki w kąpieli, kolarskie niedźwiedzie… A więcej nie zdradzę, żeby nie psuć niespodzianki!

Wszystkiemu towarzyszy krótki, rytmiczny wierszyk systematyzujący co widzimy na obrazkach, a pod klapkami kryją się wyrazy dźwiękonaśladowcze zachęcające do naśladowania odgłosów podróżujących przyczepkami zwierzątek. Ile zwierząt kryje się w każdej z przyczep, a ile jest w całej książce? Na każdej ilustracji schowała się też psotna żabka, czy małemu molikowi uda się odnaleźć je wszystkie?

Książka jest całkiem spora (nieco mniejsza niż A4), z grubej, ślino i ząbkoodpornej tektury o bezpiecznie zaokrąglonych rogach, dzięki czemu świetnie nadaje się również do samodzielnego „czytania”. Czynnikiem wyróżniającym ją spośród innych tytułów z okienkami, jakie dotychczas mieliśmy, jest wielkość klapek. Te są naprawdę duże – po jednej na stronie – i kryje się za nimi całkiem sporo tajemnic.

To świetne wsparcie nie tylko w nauce liczenia, ale również kolorów, nazw zwierząt i odgłosów, jakie te wydają. Przyda się również do ćwiczenia spostrzegawczości, skupienia uwagi i motoryki małej, w końcu okienka to zawsze fajne wyzwanie dla małych paluszków, a niedługi tekst nie pozwoli maluchowi się znudzić.

Bardzo dobra kandydatka na jedną z pierwszych książeczek na półeczce bobasa.

Izabela Mikrut, Monika Filipina, Traktor Stasia. Nauka liczenia z okienkami, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 12 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

W temacie nauki liczb i liczenia polecam również:
Liczyświnki”,
„Liczymy razem”,
„Cyferkową książkę”,
i zestawienie książek o literkach i cyferkach.

Bajki Majki: „Dlaczego nosimy maseczki?” Ilaria Capua

Minął już prawie rok, odkąd „koronawirus” zmienił naszą rzeczywistość, a maseczki, dezynfekcja i konieczność zachowania społecznego dystansu na stałe wpisały się w codzienność. Są maluszki, które właściwie nie pamiętają innego świata!

Maja prawie pięciolatka jest już całkiem dobrze ogarnięta w temacie, swego czasu pomógł nam tytuł dla sporo starszych dzieci „Wirus i inne drobne ustrojstwa” oraz „Zuzia w czasie pandemii”. Książeczka, którą chcę Wam dzisiaj pokazać jest skierowana do zdecydowanie młodszych odbiorców, którym wytłumaczenie tego rodzaju zjawiska jest chyba najtrudniejsze – od 2,5 do 4 lat.

„Dlaczego nosimy maseczki” to całokartonowa książeczka z okienkami uatrakcyjniającymi czytanie oswajająca covidową rzeczywistość.

To na pewno bardzo dobrze znana nam wszystkim sytuacja – kilkuletnia Kaja pyta mamę czym tak właściwie jest wirus, a mama gimnastykuje się, by jej to jakoś wyjaśnić. Kiedy dziewczynka zapada w sen, śni jej się sympatyczny (sic!) wirus, który opowiada jej o sobie – kim jest, w jaki sposób podróżuje i w jakich sytuacjach czuje się najlepiej (a co za tym idzie jak najłatwiej złapać takiego „pasażera na gapę”). Kiedy Kaja zaczyna rozumieć czym jest wirus i jakie szkody morze wyrządzić, postanawia nauczyć się go unikać.

„Nie możesz żyć z nami, bo będziemy chorować. Musimy się rozstać”

Tekstu jest całkiem sporo, ale jest on bardzo przystępny i tłumaczy dziecku sytuacje na łatwych do zwizualizowania przykładach – na przykład fakt, że wirus przenosi się na malutkich kropelkach kiedy kichamy (a także śpiewamy, czy mówimy), dlatego najlepiej zatrzymać je maseczką, a także zachować odpowiednią odległość od innych ludzi, bo kropelki nie mają skrzydełek i opadną w dół, jeśli będziemy stali odpowiednio daleko od siebie.

To pełna zrozumiałych dla maluszka informacji, atrakcyjna pod względem formy i kolorystyki książeczka, która uspokaja (wirusy istniały od zawsze), tłumaczy, przestrzega i uczy zasad minimalizujących ryzyko zachorowania, jak noszenie maseczek i rękawiczek, dezynfekcję, zachowanie bezpiecznego dystansu, unikanie imprez czy wyręczanie dziadków w robieniu zakupów. Moim osobistym faworytem jest różowy, tęczowy pojemnik na płyn do dezynfekcji – pogromca wirusów.

Aż żal, że nie miałam tej książki pół roku temu, moja rola „mamy tłumaczącej” byłaby zdecydowanie mniej stresująca, bo i ta książeczka jest bardzo dobrze napisana – niby prostymi słowami, a zawiera wszystkie niezbędne aspekty do zrozumienia sytuacji. Świetna pozycja nie tylko do domowej biblioteczki, ale również do wykorzystania podczas zajęć w przedszkolu czy żłobku.

Ilaria Capua, Dlaczego nosimy maseczki?, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2020, 18 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Bajki Majki: Książeczki o lesie na jesień

Dzisiaj pierwszy dzień jesieni, i jak za samą porą roku osobiście nie przepadam, tak nie mogę zaprzeczyć, że to jesienią właśnie las jest najpiękniejszy. Kolorowe liście fruną z drzew, a pod nogami łatwo wypatrzeć szyszki, kasztany, czy żołędzie i nieco trudniej jadalne grzyby, których podobno w tym roku jest mnóstwo. Oj tak, las jesienią pełen jest skarbów, szczególnie dla małego odkrywcy i przyznaję szczerze, że kusi nawet mnie (a zazwyczaj wolę raczej otwarte przestrzenie z mniejszą ilością przeróżnych żyjątek w poszyciu). Warto zatem wybrać się na leśny spacer – najlepiej z odpowiednią lekturą do przejrzenia w wózku albo wspólnego przeczytania na ławce! Przygotowałam zatem pięć ulubionych książeczek Majki z lasem w tle. Moja Bobasa ma obecnie 20 miesięcy, ale książeczki są odpowiednie dla dzieci w wieku od roku do około 3/4 lat.

„Zwierzęta w lesie” – jedna z uroczych maleńkich książeczek z serii „Rosnę i poznaję”. Niewielka całokartonowa pozycja wypełniona zdjęciami leśnych zwierząt (po jednym na stronę), opatrzonymi krótkimi opisami. Wielki plus za rzeczywisty wygląd zwierzątek, bo choć ilustracje bywają cudowne, to jednak chciałabym, żeby moje dziecko wiedziało jak wilk, czy dzik wyglądają naprawdę. Kieszonkowy format sprzyja zabieraniu na spacery – książeczka nie zajmuje wiele miejsca w maminej torebce (a wiadomo, że mamy i bez książek poupychanych tu i ówdzie spełniają funkcję wielbłąda) i nie są zbyt ciężkie, by włożyć je do dziecięcego plecaczka. A i cena jest bardzo przyjazna.

„Kto się kryje w lesie” – książeczka z okienkami, czyli to, co dzieciaczki lubią najbardziej. Więcej o tej trzytomowej serii pisałam przy okazji recenzji „Kto się kryje w ogrodzie”. To kilkustronicowe całokartonowe książki w miękkiej, bezpiecznie zaokrąglonej oprawie, których największą atrakcją są poukrywane za okienkami zwierzątka (i robale). Dodatkowym atutem są dziurki w okienkach, które pozwalają podejrzeć co nieco i spróbować odgadnąć kto kryje się w środku jeszcze przed otwarciem (ułatwiają również małym paluszkom samodzielne twieranie). Ilustracje, choć mocno stylizowane , są bardzo sympatyczne i nie sposób się do nich nie uśmiechnąć. To jedna z książeczek oszczędnych w tekst, bogatych w pomysł. No i są mrówki, ślimaki i dżdżownice, do których moja Bobasa ma ostatnio niesamowitą słabość. Zaciekawia i nakłania do samodzielności.

„Babo chce” – najmłodszy z przesympatycznego rodzeństwa, zamieszkującego książki Evy Susso, Babo ma nienasycony apetyt na przygody i poznawanie świata. Podczas, gdy rodzina spędza popołudnie na grze w krykieta w przydomowym ogródku, maluch wyciąga starszą siostrę na spacer po lesie, gdzie spotykają zwierzęta, którymi można się pozachwycać i zwierzęta, przed którymi lepiej zmykać. W pełnej wpadających w ucho dźwięków historii mały czytelnik dowie się jakie skarby i tajemnice kryje las i doceni czas spędzony wspólnie z rodziną. Więcej o tej serii pisałam TUTAJ.

„Las. Obrazki dla maluchów” Émilie Beaumont – książeczka (a raczej już książka patrząc po grubości), którą spokojnie można nazwać pierwszą encyklopedią malucha. Dowiemy się z niej jak wygląda las podczas różnych pór roku, jakie zwierzęta go zamieszkują i na jakie rośliny możemy trafić podczas spaceru. Pomoże odróżnić grzyby jadalne od trujących (choć i tak zawsze należy zapytać dorosłego!), przybliży zwyczaje mieszkańców lasu i nauczy rozróżniania gatunków drzew po ich liściach i owocach. To nieco bardziej wymagająca lektura od poprzednich, polecam podsunać ją raczej trzylatkowi, niż roczniakowi – choć nie ma w niej nadmiaru tekstu, przekazuje sporo informacji. Bardzo pomocna podczas ćwiczenia pamięci i spostrzegawczości.

„Rok w lesie” Emilia Dziubak – książka przepiękna. Przedstawia dwanaście odsłon lasu podczas dwunastu miesięcy w formie dużych (mniej więcej formatu A4), kartonowych plansz. Na pierwszej stronie poznajemy (a właściwie rodzic poznaje i szybko uczy się większości nazw, by wiedzieć co powiedzieć dziecku) przedstawione zwierzęta, każda kolejna natomiast jest osobnym dziełem sztuki, w którym owe zwierzątka zostały poukrywane. I to już wybór czytelnika, czy decyduje się na śledzenie rocznego cyklu życia jednego wybranego zwierzęcia (na przykład dzika lub pająka) i to za nim podąży przez całą książkę, czy może spróbuje swoich sił w odszukiwaniu każdego z bohaterów na każdym kolejnym obrazku. Poza wstępem z podstawowymi (choć wcale nie tak oczywistymi) informacjami o zwierzętach, książka zawiera wyłącznie ilustracje. I to właśnie za pomocą obrazu przekazuje wiedzę o zwyczajach danych zwierząt – w jakim środowisku żyją, kiedy (i czy w ogóle) zapadają w sen zimowy i kiedy się z niego budzą, w jaki sposób zdobywają pożywienie, łączą się w pary, czy jak długo opiekują się młodymi – cała ta wiedza przychodzi jakby przypadkiem podczas oglądania pięknych, pełnych szczegółów plansz. Ilustracjami tej autorki zachwycałam się już podczas opisywania książki „Koala nie pozwala”, i nie ukrywam, że jestem jej wierną fanką. A że ta pozycja skierowana jest już do nieco starszego dziecka, zdolnego skupić uwagę przez dłuższą chwilę przedszkolaka, nie mogę się już doczekać aż Maja do niej dorośnie i będziemy wyszukiwać kolejnych niespodzianek podczas wspólnej lektury. Na razie jeszcze mnogość elementów szybko ją nuży.

„Basia i wyprawa do lasu” Zofia Stanecka, Marianna Oklejak – Przygody Basi uwielbiamy odkąd ją tylko poznaliśmy – żadnej innej książeczki z tak dużą ilością tekstu Bobasa nie słucha tak wytrwale jak właśnie Basi. I może jej słuchać do znudzenia. Choć niektóre z poruszanych przez autorkę tematów są jeszcze zbyt trudne dla niespełna dwuletniej Majki, „Wyprawa do lasu” jest jedną z tych części, które przyjęły się u nas bardzo dobrze.
Tym razem zwariowana rodzinka wybiera się na weekend do lasu. I nie jest to bynajmniej zwykły spacer, jakie my dzielnie uskuteczniamy z wózkiem i placem zabaw w roli głównej, a poważna, doskonale zaplanowana wyprawa. Ze szukaniem grzybów, śledzeniem zwierzęcych tropów i noclegiem w leśniczówce. I choć nie wszystko idzie gładko, jak po maśle (maślaku?), tak jak zaplanował to sobie tata Basi, wrażeń nie brakuje. Przesympatyczne przegadujące się rodzeństwo potrafi nieźle rozbawić i małego i dużego czytelnika, a ich małe-wielkie przygody za każdym razem inspirują do cieszenia się magią codzienności i rodzinnego spędzania czasu (raczkujący po lesie Franek chrupiący kawałki kory jest moim faworytem).
Dowcipna, ciepła i pomysłowa lektura z jak zawsze fantastycznymi ilustracjami Marianny Oklejak. A że książeczka została wydana we współpracy z Lasami Państwowymi, zawiera też odpowiednią dla dzieci w tym wieku dawkę wiedzy o lesie i jego mieszkańcach. Wędruje z nami na jesienne spacery, kto wie, może za kilka lat wybierzemy się wspólnie na grzyby?

Rosnę i poznaję. Zwierzeta w lesie, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2015, 18 s.
Kto się kryje. W lesie, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2017, 10 s.
Eva Susso, Benjamin Chaud, Babo chce, Warszawa: Wydawnictwo Zakamarki, 2010, 28 s.
Émilie Beaumont, Las. Obrazki dla maluchów, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 1999, 30 s.
Emilia Dziubak, Rok w lesie, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2015, 28 s.
Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia i wyprawa do lasu, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2015, 24 s.

Środa z Bajkowirem: „Odkryj, gdzie…” Guido van Genechten

Mój zachwyt książeczkami Genechtena trwa!

Dziś na Bajkowirze pojawiła się recenzja drugiej części cyku – „Odkryj, gdzie…” skupia się wyłącznie na zwierzątkach. I to nie tylko tych domowych! Otwierając okienko, maluch dowie się między innymi gdzie miś polarny szuka jedzenia, gdzie ptaszek karmi pisklęta i gdzie tak właściwie jest głowa dżdżownicy.

Ponadto ta książeczka jest chyba jeszcze bardziej humorystyczna niż poprzednia część (wiem, że jestem już na to zdecydowanie za stara, ale zawsze mnie bawią siusiające pieski. Na szczęście dzieciaki też uwielbiają „takie kwiatki”). A Majka zaśmiewa się za każdym razem jak tylko w dziurce pojawia się główka robaczka :D

Warto zwrócić uwagę, że rozkładane strony/okienka tworzą iluzję ruchu wprowadzając małego mola książkowego w proste podstawy animacji poklatkowej.

Całą recenzję można przeczytać TUTAJ, serdecznie zapraszam!

Bajki Majki: „Odkryj, co…” Guido van Genechten

Nie będę owijać w bawełnę – ta seria jest genialna! „Odkryj…” to cykl trzech rozkładanych książeczek odpowiadających na niektóre z setek pytań, jakie potrafi wyrzucić z siebie maluch w przeciągu minuty.

„Odkryj, co…” to część, która skupia się na poszukiwaniu porównań i skojarzeń między przedmiotami, a częściami ciała przeróżnych zwierzątek. Siedem sytuacji to siedem przedmiotów, siedmioro milusińskich i siedem odpowiedzi, które choć w niewielkim stopniu mają szansę zaspokoić nienasyconą dziecięcą ciekawość. Otwierając okienko, maluch dowie się między innymi jakie zwierzątko wygląda jak muchomor, kto przypomina piłę i co wygląda jak banan. Ta lektura to świetny trening spostrzegawczości i kojarzenia faktów. Rozwija słownictwo, zwraca uwagę na pozornie nieistotne szczegóły, utrwala nazwy i zwyczaje zwierząt, pobudza ciekawość i wyobraźnię.

A rozkładane strony/okienka tworzą iluzję ruchu wprowadzając małego mola książkowego w proste podstawy animacji poklatkowej, a cała sytuacja wygląda zupełnie jak magiczna sztuczka – czary mary i zamiast sznurka widzimy kameleona z naprawdę długaśnym językiem.

Nieskomplikowane i przejrzyste a jednocześnie bardzo estetyczne i niepozbawione humoru (niektóre porównania są naprawdę zabawne i zaskakujące!) ilustracje podbiją serca zarówno dzieci, jak i rodziców. Użyte kolory są wesołe, kontrastowe i soczyste, a postacie przedstawione zostały bez zbędnej infantylizacji. Ilustracjom towarzyszy minimum tekstu sprowadzonego wyłącznie do pytania i odpowiedzi, co podkreśla oszczędną, pozbawioną zbędnych ozdobników formę książki.

Delikatnie usztywniane strony są „etapem przejściowym” między kartonówką, a klasyczną książką. Idealnie sprawdzą się u dziecka w wieku zbliżonym do dwóch lat, które rozumie już, że smakowanie literatury nie ma zbyt wiele wspólnego z jej jedzeniem, a szarpana książka ulega zniszczeniu. Okienka/rozkładanki nie są małymi elementami, dzięki czemu zdają się być nieco bardziej odporne na atak małych ciekawskich paluszków. A porządna, twarda okładka z zaokrąglonymi bezpiecznie brzegami naprostuje ewentualne zagniecenia powstałe podczas zbyt entuzjastycznej lektury.

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to małym zgrzytem są kropeczki biedronki – białe, zamiast czarne, jak natura przykazała. Jednak gdyby kurczowo trzymać się prawdy, porównanie z muchomorem nie miałoby racji bytu. Nie mogę się doczekać, aż moja córa wyłapie ten błąd – pochwalę ją za spostrzegawczość!

Oryginalny pomysł, sympatyczni bohaterowie, przemyślana forma, staranne wykonanie, a także humor i zaskoczenie malujące uśmiechy na bobasowych buźkach – właśnie to uwielbiam w pozycjach dla dzieci. Wszystkie części tej serii można kupować w ciemno, są strzałem w dziesiątkę.

Guido van Genechten, Odkryj, co…, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2016, 30 s.

Bajki Majki: Środa z Bajkowirem: „Gdzie jest konik morski?” Anita Bijsterbosch

Pogoda dziś prawdziwie plażowa, a na Bajkowirze można przeczytać recenzję fantastycznej pozycji w morskich klimatach. Idealnie sprawdzi się jako kompan wypadu nad wodę.

Osią fabuły tej uroczej książeczki dla najmłodszych jest sytuacja, która mogła zdarzyć się tylko ojcu – konik morski zgubił jedno ze swoich dzieci. Rozpoczyna zatem szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą przetrząsając zakamarki morskich głębin i prosząc o pomoc każde napotkane stworzenie. Towarzysząc mu w poszukiwaniach zaginionego synka, mały czytelnik poznaje różnorodne morskie zwierzątka i utrwala liczenie do dziesięciu.

Książka ma piękne ilustracje, przesympatycznych bohaterów (samych tatusiów opiekujących się swą dziatwą, cała akcja chyba dzieje się w weekend ;)), świetne kolory i genialne, różnokształtne okienka. Polecam całym sercem, nie mogę się już doczekać aż Maj do niej dorośnie!

Bajki Majki: „Kto się kryje. W ogrodzie” ilustracje Evgeniya Mironyuk

Już od zupełnego bobasa książeczki z okienkami robiły u nas furorę – Maja świetnie otwierała okienka w „Kochanym ZOO” jeszcze zanim nauczyła się samodzielnie siedzieć :D

Nie ukrywam, że sama również uwielbiam otwierać te wszystkie cudeńka i sprawdzać co się kryje pod spodem i pewnie dlatego wybierając drugą tego rodzaju lekturę podeszłam do tematu trochę zbyt ambitnie, co skończyło się na powyrywaniu części elementów z książeczki „Otwórz okienko. Kolory”, którą opisałam dokładniej w poście na Bajkowirze – tak rozbudowana lektura okazała się dla roczniaka po prostu zbyt ekscytująca, choć zabawa była przednia.

Poszukiwania idealnej książeczki z okienkami trwały do czasu, gdy niezwykle pomocna pani ze stoiska Wydawnictwa Zielona Sowa na Warszawskich Targach Książki (pozdrawiam!) podsunęła mi prawdziwe cudo. „Kto się kryje. W ogrodzie” to niewielka całokartonowa książeczka, której poręczny format pozwala dziecku na samodzielne nią dysponowanie (ostatnio Maj uwielbia wybierać sobie kilka pozycji, brać je pod pachę i zanosić na swój fotelik, gdzie ogląda jedną po drugiej) i ułatwia wspólną lekturę na kolanach u rodzica. Miękkie okładki i zaokrąglone rogi zapewniają bezpieczna zabawę, ale niestety są również bardzo kuszące dla wyżynających się ząbków.

Na każdej z pięciu podwójnych stron przedstawiono po dwa zwierzątka zamieszkujące dane miejsce – na podwórku spotkamy pieska i kotka, wśród traw i kwiatów motyle i ważki oraz biedronki i pszczółki, nad stawem żaby i ryby, a w ziemi odszukamy krety i myszki polne. Na każdej ze stron, poza okładkami, umieszczono po jednym okienku, za którymi ukryły się opisywane stworzonka. Dodatkowe dziurki w okienkach ułatwiają ich otwieranie i wzmagają ciekawość, a krótkie jednozdaniowe opisy nie pozwalają najmłodszym czytelnikom na nudę, dzięki czemu jest to pozycja idealnie dopasowana do wieku mojej piętnastomiesięcznej pociechy.

I mnie i Bobasę urzekły ilustracje – uśmiechnięte zwierzątka z dużymi oczami wzbudzają sympatię, a kolorowe szczegóły (idealne do pokazywania paluszkiem!) zaciekawiają i pomagają ćwiczyć spostrzegawczość. No i są po prostu śliczne.

Obie bardzo polecamy! Na pewno zakupimy też inne tytuły z tej serii (są jeszcze książeczki o lesie i o oceanie), szczególnie, że są w bardzo przyzwoitej cenie.

Kto się kryje. W ogrodzie, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2017, 10 s.