Bajki Majki: 4 pomysły na drobne świąteczne upominki dla przedszkolaka

Czas oczekiwania na Boże Narodzenie jest wyjątkowy, szczególnie dla dzieci. Warto zatem dopilnować, by miały w grudniu w co rączki włożyć i mogły zarówno pomóc w świątecznych przygotowaniach, jak i miały się czym zająć dając rodzicom chwilę wytchnienia.

Wszystkie poniższe pozycje wybrałam z myślą o kalendarzu adwentowym dla Majki, za który powoli zaczynam się zabierać, jednak świetnie sprawdzą się również jako mikołajkowy upominek w przedszkolu, dodatek do większego prezentu albo po prostu miły drobiazg. Na przykład wtedy, gdy w okresie przedświątecznym wybieramy się na kawę do dzieciatych znajomych i nie chcemy przychodzić z pustymi rękami, ale z drugiej strony nie jesteśmy pewni, czy czekoladowy Mikołaj to aby na pewno bezpieczna opcja (szczególnie, że ostatnio trzeba szukać takichsłodyczy organicznych, bez cukru, bez laktozy, bez glutenu i bez sensu).

A koszty będą podobne, bo i ceny wybornych książeczek zbliżone są do ceny lepszej czekolady – od 5 do 15 zł.

„Świąteczne zabawy i malowanki” – czyli ciesząca oko alternatywa dla zeszytów z kolorowankami. Tym, co szczególnie mnie zachęciło, jest barwny wydruk – moja Bobasa nie jest jeszcze mistrzynią cierpliwości oddającą się kolorowaniu całym swoim przedszkolaczkowym serduchem i zauważyłam, że widok całkiem sporego konturu obrazka na białym tle po prostu ją zniechęca. Dużo większym powodzeniem cieszą się propozycje zadań, gdzie kolorowanie jest tylko jedną z aktywności. A tutaj zdecydowanie się dzieje – wnętrze książeczki jest kolorowe i pełne różnych aktywności – maluszek, poza kolorowaniem, spróbuje swoich sił w rysowaniu szlaczków (na przykład dekorując choinki ozdobnymi łańcuchami, ozdabiając pierniczki, czy świąteczne kartki), szukaniu brakujących szczegółów, rysowaniu po numerach (to jeszcze z maminą pomocą), a także sportretuje swój wymarzony prezent. Zadań nie ma dużo, bo 16 – po jednym na stronę, więc nie zdążą się znudzić, a na pewno skończą się przed Wigilią. Fajny pomysł zarówno na wspólne spędzenie czasu z dzieckiem, jak i na chwilę spokoju na wypicie kawy.

Świąteczne zabawy i malowanki, Kraków: Wydawnictwo Aksjomat, 2017, 16 s.

„Czupurek i zimowa przygoda” – książeczka z płytą CD, czyli zimowo-świąteczna czytanka trochę inaczej niż zwykle. Na sam początek cienka, uroczo ilustrowana książeczka z nieskomplikowanym opowiadaniem (dopasowanym do najmłodszego odbiorcy) o wróbelku Czupurku i jego pierwszych zimowych doświadczeniach – od zapierających dech widoków, przez marznące piórka, lepienie bałwana, śnieżną bitwę, aż po strojenie choinki i oczekiwanie na Mikołaja. Tekstu jest całkiem sporo, jednak zdecydowanie kolorowe, przesympatyczne ilustracje wiodą tu prym. Po pierwszym czytaniu z rodzicem spokojnie można sięgnąć po płytę z audiobookiem w muzycznej oprawie, którego maluszek może słuchać przeglądając strony książeczki, podczas zabawy albo podczas podróży samochodem.

Poza opowiadaniem, na płycie znajdują się również cztery piosenki – dwie zimowe i dwie świąteczno-mikołajowe oraz kołysanka.

Moja Maja zamówiła u Mikołaja cały zestaw muzycznych bajek na płytach, Czupurek będzie świetnym wprowadzeniem w temat.

Czupurek i zimowa przygoda, Kraków, Wydawnictwo Aksjomat 2015, 16 stron + płyta CD.

„Polskie kolędy dla dzieci” to druga książeczka z płytą, którą Majka znajdzie w kalendarzu adwentowym. Przyznaję, że słoń nadepnął mi na ucho i śpiewaczka ze mnie żadna, a przecież kolędy to coś, co każdy musi poznać – i duży i mały. Jako, że pod tym względem byłabym raczej kiepską nauczycielką, z przyjemnością sięgnę po pomoc wykonawców z płyty. Dołączona książeczka zawiera słowa wszystkich jedenastu nagranych kolęd (już nigdy nie będzie problemu z trzecią zwrotką!) wraz z zapisem nutowym, który za kilka lat z pewnością przyda się nam podczas pierwszych prób gry na instrumentach (i tym bardziej muzykalnym rodzinom też). A do tego wyjątkowo ujęły mnie ilustracje zdobiące zimę całą feerią barw. Do nauki, wspólnego śpiewania i wprowadzania świątecznej atmosfery. Moim zdaniem must have w każdym świątecznym domu.

Polskie kolędy dla dzieci, Kraków: Wydawnictwo Aksjomat, 2017, 24 s + płyta CD.

„Proste składanki dla dzieci. Szopka bożonarodzeniowa” – i na koniec zadanie manualne – zestaw pozwalający samodzielnie wykonać świąteczną dekorację bez konieczności posiadania żadnych dodatkowych materiałów plastycznych (czyli też praktycznie bez bałaganu). Nie wymaga ani użycia kleju, ani nożyczek – wszystkie elementy ze sztywnej, kolorowej tekturki należy delikatnie wypchnąć, pozaginać w odpowiednich miejscach i złożyć razem. Figurki mają zróżnicowany poziom trudności – wiadomo, że zwierzątka będą troszkę łatwiejsze niż postacie, czy sam budynek szopki ( a już najmniej pracy wymaga maleńki Jezusek), dlatego moim zdaniem z pomocą rodzica (jestem pewna, że Majotata będzie zachwycony tą zabawą) poradzi sobie nawet początkujący przedszkolak, choć sugerowany wiek odbiorcy to 7-12 lat. Każdy element jest w całości zadrukowany i dwustronny, z wyraźnie oznaczonymi miejscami na zagięcia, a instrukcja na okładkach rozwieje wszystkie wątpliwości. Budowanie bożonarodzeniowej szopki będzie idealnym pretekstem do opowieści o historii bożego narodzenia i poznania jej głównych postaci oraz sposobem na rodzinnie spędzony wieczór. A przy okazji sporym wkładem w dekorowanie domu przed Świętami.

Mój wybór padł akurat na szopkę, ale oferta tego rodzaju prostych, papierowych modeli do składania jest całkiem spora, można w ten sposób stworzyć naprawdę różnorodne dekoracje, na przykład na choinkę.

Proste składanki dla dzieci. Szopka bożonarodzeniowa, Kraków: Wydawnictwo Aksjomat, 2015, 8 s.

Jakie drobiazgi Wasze maluchy znajdą w kalendarzu adwentowym i w bucie/skarpecie na Mikołajki? Wciąż szukam inspiracji na 10 dni Majkowego kalendarza!

Wpis powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Aksjomat.

Bajki Majki: Książeczki z zadaniami i naklejkami dla dzieci 2+

Wakacje w pełni, czekają dłużące się podróże pociągiem lub samolotem, wypady do restauracji i kawiarni, albo po prostu deszczowy dzień w hotelu, a malucha trzeba czymś zająć, żeby nie robił rozróby. U nas w tym celu świetnie sprawdzają się różnorodne książeczki aktywizujące, które zawsze staram się mieć poupychane po torebkach, czy w samochodowym schowku tak „na wszelki wypadek”.

Najwygodniejsze, ale też najkrócej przykuwające uwagę są te z naklejkami. Ale jeśli w torebce znajdzie się też miejsce na kredki, to już wybór jest naprawdę ogromny. Zerknijcie na nasze wybory:

Malowanki wodne, czyli genialny pomysł na upał i nie tylko. Wymagają minimalnego przygotowania, bo wystarczy pędzelek i jakikolwiek pojemniczek z odrobiną wody i generują stosunkowo mały bałagan (a odkąd odkryłam specjalne „kubki-niekapki” do malowania to już w ogóle potencjalne straty zostały ograniczone do zera). Można znaleźć takie z ulubionymi bajkowymi bohaterami, albo tematyczne – piłkarskie, czy wielkanocne. Mają ładne kolory, nie brudzą i nie przebujają, bo zazwyczaj są jednostronne. A dzieci uwielbiają malowanie, nie mówiąc już o taplaniu się w wodzie.

Uwolnij kolory. Wielkanoc, Wydawnictwo Zielona Sowa.

Maluszkowy Świat od Wydawnictwa Zielona Sowa to bardzo proste kolorowanki z dwudziestoma naklejkami dla najmłodszych – idealne na początek przygody ze skupianiem się na zadaniach. Są bardzo ładnie wydane – jedna strona jest kolorowo zadrukowana i zawiera podstawowe informacje o danym zwierzątku/warzywku/pojeździe it., czasami z zagadką albo drobnym zadaniem manualnym, na drugiej natomiast czeka zadanie plastyczne – kolorowanie i naklejanie. Super, że przewidziano klika naklejek więcej, niż należy umieścić w książeczce i dziecko może je sobie wykorzystać w dowolny sposób. W serii jest sześć książeczek, każda podejmująca inny temat, jest więc w czym wybierać.

Maluszkowy Świat. Jedzenie. Kolorowanka z naklejkami, Wydawnictwo Zielona Sowa.
Maluszkowy Świat. Zwierzęta. Kolorowanka z naklejkami, Wydawnictwo Zielona Sowa.

Rymowanki naklejanki to tylko odrobinę wyższy stopień zaawansowania – książeczki są zbudowane bardzo podobnie do Maluszkowego Świata, z tą różnicą, że poza naklejkami i kolorowankami zajedziemy tu również rymowane wierszyko-zagadki, na które odpowiedzi trzeba poszukać właśnie wśród naklejek.

Rymowanki naklejanki. Zagadkowe pojazdy, Wydawnictwo Zielona Sowa.
Rymowanki naklejanki. Zagadkowe warzywa i owoce, Wydawnictwo Zielona Sowa.
Rymowanki naklejanki. Zagadkowe zwierzęta, Wydawnictwo Zielona Sowa.

Ćwiczenia z myszką Tini. Książeczka z naklejkami dla 2-latków – z ręką na sercu przyznaję, że sama w życiu bym tej książeczki nie kupiła, głównie ze względu na postać klauna, która jakoś mnie odrzuca w publikacjach dla dzieci. Książeczkę przyniosła Majce babcia i mieliśmy do czynienia z przypadkiem miłości od pierwszego wejrzenia. Moje dziecko nie chciało wstać od stoliczka, dopóki w ćwiczeniach nie skończyły się naklejki – to był pierwszy przypadek tak długiego skupienia się na zadaniach w całej naszej historii. W książeczce są tylko naklejki – większe i mniejsze – nie wymaga więc posiadania żadnych dodatkowych przyborów. Jest prosta, a mimo to bardzo kreatywna, poza zdolnościami manualnymi i motoryką małą uczy przede wszystkim kojarzenia faktów, utrwala kształty i kolory. Wymaga niewielkiej pomocy rodzica w zrozumieniu poleceń.

Ćwiczenia z myszką Tini. Książeczka z naklejkami dla 2-latków, Wydawnictwo Grafag.

Lilla Lou Edu! to seria ślicznych książeczek z zadaniami dla dwu i trzylatków. Dużym atutem i głównym środkiem przekazu są tutaj ilustracje zajmujące większą część książeczki, towarzyszą im proste zadania do rozwiązania przy pomocy naklejek – głównie doklejanie elementów uzupełnione co jakiś czas o wierszyk, czy proste informacje związane kształtami i kolorami. Książeczki dla trzylatków są odrobinę trudniejsze, wymagają nieco bardziej rozwiniętej umiejętności kojarzenia informacji oraz użycia kredek, mimo to moja 2,5 latka bardzo dobrze sobie z nimi radzi.

Lilla Lou 2+ Edu! Zwierzęta.
Lilla Lou 3+ Edu! Owoce.

Akademia mądrego dziecka. Kiedy słonko świeci to przede wszystkim kolorowanka, a naklejki pełnią w niej marginalną rolę i tak naprawdę można je wykorzystać w dowolny sposób.

Ilustracje ułożone zostały w przemyślanym, logicznym ciągu – mały odkrywca najpierw widzi jajka, potem ma do pokolorowania gniazdko, na kolejnym obrazku przedstawiono same skorupki jajek, z których wykluły się pisklęta do pokolorowania. Drugim pomysłem jest rozłożenie obrazka na czynniki pierwsze – najpierw dziecko przygląda się ilustracji, na której umieszczono wyrastającego z doniczki krokusa podlewanego wodą z konewki, a na kolejnych stronach pojawiają się po kolei kolorowanki z różnymi jej częściami – osobno doniczką i kwiatkiem. A jeszcze później kolejne elementy kojarzące się z tym obrazkiem – siedzące na kwiatku motylki, słonko i ślimak. Na sam koniec takiej sekwencji pojawia się ilustracja, na której coś nie pasuje – w gnieździe zamiast jajek siedzi ślimak, a z podlewanej obficie doniczki wyrasta siatka na motyle. Dzięki temu maluszek ma szansę na sprawdzenie i utrwalenie wiedzy, którą przed chwilką zdobył.

DSC_0781

Z jednej strony jest bardzo wygodna w podróży ze względu na utwardzaną tylną stronę, która pozwoli z powodzeniem rysować „na kolanie” z drugiej obrazki na górnej stronie czasami wymykają się małym rączką, mimo zagięcia książeczki.

Więcej o tej pozycji pisałam jakiś czas temu na Bajkowirze.

Marzena Dobrowolska, Akademia mądrego dziecka. Kiedy słonko świeci, Wydawnictwo Egmont.

Rozum mam, myślę sam! Zabawy edukacyjne 2-latka – podobnie jak powyższa, ta książka również ma usztywniany tekturką tył, jednak ze względu na umieszczanie zadań wyłącznie na jednej stronie i znacznie większy format jest zdecydowanie wygodniejsza (do wypełniania, ale nie do noszenia w torebce).

Zeszyt ćwiczeń od początku do końca został zaprojektowany z myślą o dziecku. Szczególnie widać to poleceniach, gdzie treść pisana uzupełniona została prostymi symbolami powalającymi maluszkowi czytać razem z rodzicem i lepiej rozumieć czekające go zadania.

32 karty edukacyjne zawierają proste zadania ćwiczące sprawność małych paluszków w operowaniu kredkami, znajomość kolorów, spostrzegawczość, pamięć i kojarzenie faktów oraz podstawy liczenia. Bardzo podoba mi się, że każda karta skłania do różnych aktywności – na każdym z obrazków trzeba coś narysować, coś wskazać, coś znaleźć i przykleić albo policzyć.

Proste ilustracje w żywych kolorach zachęcają do zabawy, duże kształty nie zniechęcają i pozwalają spokojnie trenować paluszki, a mnogość i różnorodność zadań nie pozwala się nudzić. Bobasa najchętniej zrobiłaby wszystkie zadania na raz.

Jest tu wszystko, czego tylko maluch może zapragnąć – plaża i piaskownica, maszyny budowlane, robaki, opadnięte liście i błotniste kałuże, owoce i warzywa, wiejskie i domowe zwierzątka oraz to, co dzieci lubią najbardziej – naklejki. Poza wymienionymi wyżej umiejętnościami, książeczka zapewnia dziecku również porządny trening samodyscypliny – moje dziecię najchętniej od razu powyklejałoby wszystkie w jedno miejsce. Tym miejscem jest jej koszulka, ewentualnie kaloryfer :D A tu można użyć jednej naklejki na kilka stron…

Więcej o tej pozycji pisałam jakiś czas temu na Bajkowirze.

Elżbieta Pietruczuk-Bogucka, 2-latek – Rozum mam – myślę sam!, Wydawnictwo Zielona Sowa.

Naklejanki z serii Obrazki dla najmłodszych były naszymi pierwszymi książeczkami z naklejkami (a przerobiliśmy już prawie całą serię!) i towarzyszą nam praktycznie odkąd Majka skończyła 1,5 roku. W zależności od tematu, a wybór jest ogromny!, mają różny stopień trudności. Niektóre z nich mają również „cień” przedmiotu pomagający w dopasowaniu naklejki, inne charakteryzuje dowolność ograniczona jedynie treścią polecenia. Do pokazania zostały mi akurat najtrudniejsze, bo za te się jeszcze nie zabraliśmy. Na początek polecam te o kolorach, zakupach i zwierzątkach wszelakich. A na Święta oczywiście świąteczne! To bardzo fajne zadanie do kalendarza adwentowego.

Nathalie Bélineau, Sylvie Michelet, Obrazki dla najmłodszych. Naklejanki. Dinozaury, Wydawnictwo Olesiejuk.
Nathalie Bélineau, Sylvie Michelet, Obrazki dla najmłodszych. Naklejanki. Cyfry, Wydawnictwo Olesiejuk.

Kolorowe naklejanie – książeczki z naklejkami z tej serii są trochę bardziej zaawansowane. Co prawda tutaj również są „cienie” naklejek pomagających w ich dopasowaniu, ale poza samym naklejaniem jest w niej sporo tekstu przekazującego maluszkowi sporo informacji, w przypadku naszych egzemplarzy są to wiadomości dotyczące opieki nad kotami i życia w gospodarstwie. Trochę do naklejania i trochę do czytania – świetne na wspólne deszczowe popołudnie.

Kolorowe naklejanie. Baw się i poznawaj. W gospodarstwie, Wydawnictwo Olesiejuk.
Kolorowe naklejanie. Baw się i poznawaj. Koty, Wydawnictwo Olesiejuk.

Bardzo podobne do powyższych są Naklejkowe historyjki – różnią się formatem (są nieco mniejsze) i stylem ilustracji, a zawarte w nich informacje są raczej szczątkowe i ograniczają się zazwyczaj do jednego zdania na stronę. Super, że poza naklejkami dedykowanymi na określone miejsca jest naprawdę dużo dodatkowych, którymi można ozdobić strony książeczki, siebie i wszystko wokół.

Agnes Besson, Naklejkowe historyjki, Morze, Wydawnictwo Olesiejuk.
Agnes Besson, Naklejkowe historyjki, Zwierzęta domowe, Wydawnictwo Olesiejuk.

Seria Gdzie pracuje… charakteryzuje się śliskimi stronami i, co za tym idzie, możliwością wielokrotnego naklejania i odklejania naklejek. Super sprawa dla fanów pojazdów wszelakich. A i zwierzątek jest w nich bez liku.

Gdzie pracuje… traktorek, Wydawnictwo Aksjomat.
Gdzie pracuje… wóz strażacki, Wydawnictwo Aksjomat.

Jupi! Uczę się i bawię to już nieco wyższa szkoła jazdy. Naklejek jest aż 300 i nie zawsze łatwo się połapać co gdzie nakleić. Za to poza naklejkami znajdziemy tu również zadania na spostrzegawczość i proste liczenie, a także, co chyba podoba mi się najbardziej, naklejkowe puzzle. A ilustracje są naprawdę cudowne.

Jupi! Uczę się i bawię. Ja i małe zwierzaki, Wydawnictwo Jupi!

Kolorowanki z ulubionymi postaciami z bajek. Tego jest na rynku od wyboru do koloru i jeszcze więcej – z naklejkami, kolorowymi konturami, z dołączonymi farbkami, czy wyrywanymi stronami. U nas ostatnio prym wiedzie Klinika dla pluszaków i Kubuś Puchatek, a frajda jest szczególnie wielka, kiedy zamiast kolorować kredkami wyciągamy farbki wodne – bałagan stosunkowo niewielki, a dają +100 do zaangażowania.

Kubuś i przyjaciele. Kolorowanka z naklejkami, Wydawnictwo Ameet.
Klinika dla pluszaków. Dosia i szpital. Kolorowanka z naklejkami, Wydawnictwo Ameet.
Kubuś i przyjaciele. Moja pierwsza kolorowanka, Wydawnictwo Ameet.

Dla wielkich fanów kolorowania, którzy potrafią skupić się na tym przez dłuższą chwilę (albo lubią malować na przykład stopami) i przy okazji nie mają psotnego kota, który zawzięcie psuje całą zabawę, polecam kolorowanki podłogowe. Bardzo fajną propozycję ma Fisher Price – kolorowanie i zgadywanie z naklejkami. Jak sama nazwa wskazuje kolorowanka jest rozszerzona o zadania i naklejanie. Jest ich kilka wersji, każda z innym bohaterem.

Fisher Price. Króliczek. Kolorowanie i zgadywanie z naklejkami, Wydawnictwo Olesiejuk.

Nie mija u nas również szał na Świnkę Peppę, dlatego też w tym zestawieniu nie mogło zabraknąć książeczek z tą bohaterką. Jest ich kilka serii i naprawdę dużo części, ale wszystkie charakteryzuje obecność naklejek i spore zróżnicowanie pod względem trudności zadań – znajdziemy w nich stosunkowo proste dopasowywanie szczegółów, szukanie różnic, czy przeciwieństw, ale również proste zadania z liczenia, wprowadzenie nauki zegara, a nawet przepisy kulinarne. Są bardzo rozwijające, poruszają mnóstwo tematów, bywają czasami trochę na wyrost i wymagają sporego zaangażowania rodzica, ale na pewno są warte uwagi. Ponadto jest to prasa, możemy więc polegać na regularności wydawania. Nietrudno też zdobyć starsze numery.

Peppa Pig. Chrum chrum. Ciasta i ciasteczka, czasopismo.
Peppa Pig. Zabawy z naklejkami. Wesołe przygody, czasopismo.

Podobną cykliczność dają nam dwa stosunkowo nowe czasopisma dla maluszków – Uszek i Moje Maluchy (to drugie oferuje nawet opcję prenumeraty z dostawą do domu). Obie są genialne nie tylko ze względu na fantastyczną grafikę i rozwijające zadania, ale przede wszystkim na obrazkowe polecenia, które po odrobinie ćwiczeń dziecko jest w stanie zrozumieć samo. I mam to przetestowane, bo po kilku dniach wspólnego rozwiązywania gazetki Majka ściągnęła ją sobie sama z szafki i rozwiązała samodzielnie kilka łatwiejszych zadań nie robiąc żadnych błędów jeszcze zanim ja zdążyłam podnieść się z łóżka. Magia!

Oczywiście część zadań wymaga nadzoru rodzica – dzięki Uszkowi moje dziecko po raz drugi w życiu używało nożyczek!

Moje Maluchy występują w dwóch formatach – my preferujemy ten naprawdę wielki, ale na wakacyjny wyjazd lepiej sprawdzi się mniejsze wydanie.

Moje Maluchy. Zwierzęta domowe, 2/2018.
Uszek, 3/2018.

Przedszkole Żyrafki to prawdziwa gratka dla rodziców, którzy nie chcą lub nie mogą posyłać dziecka do przedszkola lub chcą zająć czymś swojego przedszkolaka w czasie choroby lub wakacji. Konkretna teczka z trzema książeczkami ogólnorozwojowych zadań zapewni wspólne zajęcie na wiele godzin. Znajdziemy tu zabawy plastyczne, zabawy językowe i zgadywanki. I oczywiście całkiem sporo naklejek. Pomoc rodzica jest niezbędna, ale same zadania często wykraczają poza sztywne siedzenie przy stoliczku i wypełnianie książeczek. Teczka występuje w pięciu wersjach odpowiednich dla wieku dziecka.

Przedszkole Żyrafki. 2-latek, Wydawnictwo Olesiejuk.

Bajki Majki: Najpiękniejsze książeczki o zimie i świętach dla maluszka i nie tylko

Nareszcie przyszedł grudzień, z czystym sumieniem można zacząć podśpiewywać kolędy, piec pierniczki i stroić balustradę balkonu lampeczkami. Ale o co tak naprawdę chodzi w tym przedświątecznym szaleństwie? To jedno z tych dziecięcych pytań, na które nie jest łatwo udzielić zwięzłej odpowiedzi – a nic nie sprawdzi się lepiej jako pomoc przy snuciu opowieści o zimie, magii oczekiwania, narodzeniu Jezusa i świętym Mikołaju, jak odpowiednia lektura. A jeśli nie macie jeszcze pomysłu na mikołajkowe i podchoinkowe upominki, to z pewnością znajdziecie poniżej mnóstwo inspiracji.

„Boże Narodzenie. Obrazki dla maluchów” – świąteczna encyklopedia maluszka. Znajdziemy w niej tradycję odmierzania dni przy pomocy kalendarza adwentowego, kupowanie i strojenie choinki, dekorowanie domu, teksty kilku najpopularniejszych kolęd, kilka słów o narodzinach Jezusa i troszkę Świętym Mikołaju. Jest wspólne gotowanie i nakrywanie do stołu, ustawianie szopki pod choinką, wizyta najbliższych i otwieranie prezentów. Bardzo dużo skondensowanych informacji w jednym miejscu, ale wszystko przedstawiono za pomocą prostego języka i przejrzystych ilustracji. Dobrze sprawdzi się jako wstęp do świątecznej tematyki albo jej podsumowanie.

 

Émilie Beaumont, Boże Narodzenie. Obrazki dla maluchów, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 2007, 30 s.

Bajki Majki: „Malujemy palcami. Wesołe zwierzaki”

Podobno deszczową jesienią dzieci się nudzą. Całe szczęście, że wynaleziono całą masę kolorowanek, wycinanek, wyklejanek i malowanek, które uatrakcyjnią szare dni i pomogą kreatywnie spędzić czas z maluchem.

Przyznaję, że od dawna nie mogę już doczekać się momentu, kiedy moje dziecko podrośnie na tyle, by wykazać zainteresowanie całą masą fantastycznych zabaw plastycznych, które chciałabym z nim przeprowadzić. Dlatego już od maluszka mażemy kredkami, wyklejamy i malujemy – nawet jeśli małe rączki mojego bobasa nie są jeszcze na tyle sprawne, żeby robić to bez wysiłku, ani móżdżek na tyle skupiony, by starać się nie naklejać naklejek do góry nogami, albo jedna na drugą. Bo przecież liczy się dobra zabawa, a każda zabawa angażująca manualnie to świetny trening. Jednak jak wiadomo – wszystko z czasem się nudzi. Moja córa nie raz już malowała pędzelkiem i paciała się rękami w farbie, zarówno na czystych i kolorowych kartkach, jak i w kolorowankach. I choć farby uwielbia, nie jest to już tak samo zajmująca aktywność jak na początku i praktykujemy ją raczej raz w tygodniu, niż każdego dnia. A leje dzień za dniem. Zatem każde inspirujące urozmaicenie jest na wagę złota.

Jedną z malowanek, które bardzo doceniam za niebanalny pomysł jest książeczka „Malujemy palcami. Wesołe zwierzaki” od Wydawnictwa Wilga. Ta z pozoru klasyczna malowanka wymaga od dziecka wypełnienia pól odciskami palców. Obrazki są kompletne do połowy – mamy na przykład głowę, nóżki i ogon zwierzątka, a jego pusty brzuszek należy pokolorować stawiając stempelki umaczanymi w farbie opuszkami paluszków. W zrozumieniu zadania pomaga umieszczona na pierwszej stronie instrukcja, która podpowiada, że większe koła można robić kciukiem, a duże pola wystarczy wypełnić większą ilością odcisków. Do książeczki dołączono paletkę z sześcioma farbami w żywych kolorach. Super, że strony są na tyle grube, że farba nie przebija, nawet jeśli jest jej trochę zbyt dużo albo rozprowadzana jest ze zbyt dużym entuzjazmem.

Bardzo podoba mi się duża różnorodność przedstawionych tematów, bo choć z założenia jest to pozycja o zwierzętach, to każda strona zabiera maluszka w nowe miejsce. I w ten sposób odwiedzić można zarówno las, dżunglę, ogród, czy staw, jak i Biegun Północny Świętego Mikołaja, słoneczny Meksyk, laboratorium chemika, świat wróżek, zamieszkałe przez syreny morskie głębiny, czy cukiernię pełną apetycznych babeczek. Małe paluszki pomalują dobrze znane sylwetki kotków, myszek, sówek i ptaszków, a także wielkie dinozaury, ziejące ogniem smoki, dumne pawie i egipskie mumie. Prosta malowanka jest jednocześnie wyprawą w świat fantazji, dzięki której dziecko może wziąć udział w oblężeniu zamku, rockowym koncercie i rodeo na Dzikim Zachodzie.

Wydaje mi się, że trochę lepszym pomysłem byłoby wykorzystanie do tego zadania gęstych farb, które nie wymagają używania wody. Żeby uzyskać intensywny kolor należy bowiem umoczyć palec w wodzie i dość długo „masować” farbę aż do jej częściowego rozpuszczenia – a moja Majka nie ma ani umiaru w używaniu wody, ani dość cierpliwości w rozpuszczeniu farby (co nadrabia entuzjazmem), choć może to wynikać z jej wieku – przedszkolak zapewne poradziłby sobie lepiej.

Fajny pomysł, duże urozmaicenie tematów, porządne wykonanie i wiele godzin zabawy. Rozwija cierpliwość i dokładność, inspiruje do poznawania nowych rzeczy, wzbogaca słownictwo, angażuje różne zmysły (Bobasa zaangażowała nawet zmysł smaku, kiedy odwróciłam się dosłownie na sekundę!) i trenuje motorykę małą. Polecam na długie jesienne popołudnia, malujemy od kilku dni, a jeszcze wiele fascynujących przygód przed nami!

Uwaga! Książeczka jest przeznaczona dla dzieci powyżej trzeciego roku życia i wyłącznie pod nadzorem osoby dorosłej. Ja podsunęłam ją swojej o połowę młodszej córce, ale poświęciłam jej przy tym całą swoją uwagę.

Malujemy Palcami. Wesołe zwierzaki, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2017, 48 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości portalu sztukater.pl.

Bajki Majki: „Pajączek” Eric Carle

Jakiś czas temu pisałam o „Bardzo głodnej gąsienicy” – dzisiaj przyszła pora na drugą książeczkę Erica Carle, której bohaterem jest drobne stworzonko. I choć w tej kartonówce nie przewidziano miejsca na dziury, jest równie ciekawa i potrafi zająć dziecko na długie minuty .

Pewnego słonecznego dnia w gospodarstwie pojawia się nowy mieszkaniec – malutki Pajączek, którego wiatr wraz z babim latem przyniósł na płot zagrody. Nie tracąc czasu ucieszony Pajączek zabrał się za tkanie sieci. Tymczasem kolejne zwierzątka podchodzą do niego przez cały dzień zapraszając go do udziału w różnych praktykowanych przez siebie aktywnościach – od skubania trawki, przez polowanie na koty aż po błotną kąpiel. Pajączek jednak nie daje się skusić i pracowicie tka swoją pajęczynę. A wysiłek się opłaca, bo po skończonej pracy w jego sieć wpada mucha i wytrwały stawonóg idzie spać z pełnym brzuszkiem.

I chociaż główny bohater jest nieco aspołeczny i nie najlepiej radzi sobie z nawiązywaniem nowych znajomości, jego samozaparcie i pracowitość są godne podziwu.

Książeczka przede wszystkim uczy małych czytelników wytrwałości i pilnowania swoich obowiązków. Świetnie sprawdzi się również jako ćwiczenie utrwalające nazwy i dźwięki wydawane przez wiejskie zwierzątka oraz pomoże zapamiętać ich zwyczaje. Dodatkowym szczegółem, który przyciąga uwagę dziecka jest delikatne uwypuklenie pajęczej sieci i wykropkowanie ciałek muchy i pająka – dzięki temu książeczkę czyta się przy użyciu kilku zmysłów angażując jednocześnie wzrok, słuch i dotyk – to również świetny trening wrażliwości dla małych paluszków.

Całokartonowa książeczka została wydana w naprawdę wygodnym formacie (bardzo sobie z Maj cenimy te pozycje, które równie komfortowo czyta się wspólnie – u mamy na kolanach, co samodzielnie), a charakterystyczne dla autora, niebanalne „wycinankowe” ilustracje cieszą zmęczone wszechobecną pastelozą oczy.

Pajączki wcale nie są takie straszne, jakby się mogło wydawać! Ten osobnik okazuje się bardzo sympatyczny, a dzieci głaszczą go na wyścigi ;)

Eric Carle, Pajączek, Warszawa: Wydawnictwo Tatarak, 2014, 26 s.

Bajki Majki: „Trzy Kropki” Asia Olejarczyk, ilustracje Diana Karpowicz

Przygody trzech kropek to zdecydowanie najbardziej interaktywna książeczka, która dotychczas wpadła mi w ręce. Bo przecież książki dla dzieci nie muszą wcale służyć do czytania! Można je również oglądać, co praktykują przecież już zupełne maluszki, albo się nimi bawić! I to jest pierwsza świetna wiadomość – pozycja Asi Olejarczyk służy właśnie DO ZABAWY. A także stanowi wspaniały dowód na to, że książka potrafi być bardziej wciągająca niż niejedna gra.

Zależy wam, żeby dziecko grzecznie siedziało na kanapie (albo najlepiej przy swoim perfekcyjnie posprzątanym stoliku) i w ciszy, spokoju i skupieniu powoli przewracało kartki sycąc umysł tekstem, a oczy ilustracjami? W takim razie bardzo mi przykro, ale ta książeczka nie jest ani dla was ani dla waszych idealnie ułożonych dzieci. Jest to natomiast genialna propozycja dla małych urwisów! Bo „Trzy kropki” służy do kartkowania, potrząsania, zamykania, otwierania, przytulania, pocierania, pokazywania, łaskotania i obracania nią na wszystkie strony. Nakłania również do klaskania, liczenia, wytężania wzroku, tańczenia i przede wszystkim UŻYWANIA WYOBRAŹNI. Zapewniam, że dziecko na pewno nie będzie siedziało cicho podczas lektury. Ani, że będzie w ogóle siedziało, bo z istnieje spore prawdopodobieństwo, że będzie raczej biegało po domu w poszukiwaniu masy niezwykle potrzebnych przedmiotów – a to czapki, a to chusteczki do nosa… ale może zacznę od początku.

Na pierwszej stronie mały czytelnik poznaje trzech wesołych bohaterów – niebieskiego Kropka, czerwoną Kropkę i żółtego Kropusia – jednego z nich wybiera sobie na kompana do wspólnej zabawy. Kropeczka staje się przewodnikiem po książce i wraz z nią dziecko przeżywa przygody, rozwiązuje zagadki i wykonuje zadania skacząc po kartach książki jak po „chłopku” do gry w klasy.

Ta książeczka to przede wszystkim mnogość możliwości – można czytać ją praktycznie od dowolnej strony, z różnymi bohaterami i na wiele odmiennych sposobów wymyślając za każdym razem inną historię ułożoną z dostępnych wydarzeń. A i samych przygód jest mnóstwo – można zostać księżniczką, odwiedzić pełną drobiazgów graciarnię, wybrać się na bal, sprzątnąć zakurzone zakamarki rycerskiego zamku, wybrać się na jesienny spacer, położyć maluszka spać, albo… zaskoczyć kogoś pod prysznicem! Można też zrobić to wszystko na raz podczas jednej zabawy.

I ani się maluch nie obejrzy, a zupełnie niespodziewanie nauczy się i płynnie czytać i sprawnie operować liczbami. To po prostu tak zwany skutek uboczny świetnej zabawy. Ponadto książeczka rozwija spostrzegawczość, wyobraźnię, umiejętność myślenia przyczynowo skutkowego i kreatywne podejście do rozwiązywanych problemów.

Poza fantastycznym i naprawdę zajmującym pomysłem, książeczkę trzeba również pochwalić za świetne ilustracje – nieskomplikowane, a sympatyczne (czy można sobie wyobrazić prostszego bohatera niż kropka? A od zawsze przecież wiadomo, że kula to kształt idealny). W wesołych, ale nie jaskrawych kolorach, zaskakujące, zabawne, momentami naprawdę zakręcone i niestroniące od artystycznych „bazgrołów”.

Jeśli miałabym możliwość wprowadzenia jakiejś zmiany w „Trzech kropkach”, zaokrągliłabym rogi twardej oprawy. Książka jest w ciągłym ruchu – zamykana, otwierana obracana i machana w różnych kierunkach – ostrożności nigdy zbyt wiele.

Przyznaję, że moja półtoraroczna córka jest jeszcze trochę (trochę bardzo) za mała, by w pełni wykorzystać potencjał tej książeczki, ale i tak świetnie się bawimy podczas wspólnego czytania. A jak już w miarę ogarnie łączenie liter (wbrew pozorom w książce wcale nie ma dużo teksu, a duże, wyraźne litery dobrze sprawdzą się podczas pierwszych zmagań z czytaniem) i pozna cyferki to już w ogóle będzie czyste szaleństwo.

Asia Olejarczyk, Trzy kropki, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2017, 56 s.

Książeczkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości portalu sztukater.pl

Bajki Majki: „A co to?” Hector Dexet

„Dziurawe” książki to u mojego półtoraroczniaka podobny pewniak, co książeczki z okienkami. Wspominając sympatię, jaką jeszcze do niedawna cieszyła się u nas książeczka „Kto zjadł biedronkę?”, skusiłam się na kolejną pozycję tego samego autora.

Tym razem dziur jest znacznie więcej ;) Malutkich i całkiem sporych, okrągłych, kwadratowych, palczastych, kocich i o zupełnie niezidentyfikowanych, skomplikowanych kształtach.

To książka, która rozwija wyobraźnię przestrzenną i ciekawość świata, trenuje spostrzegawczość, zachęca do zadawania nawet najbardziej szalonych pytań i wciskania paluszków we wszelkie możliwe dziurki ;)

Podczas lektury mały molik książkowy dowie się między innymi jakie stworzonka wykluwają się z jajek, kto wygryza dziury w serze, gdzie chowa się biały królik i gdzie mieszkają nienarodzone jeszcze dzidziusie. Spora dawka humoru i niebanalność poruszanych tematów mają w sobie coś, co potrafi zaciekawić nawet dorosłego, przyznaję, że za pierwszym razem sama nie mogłam się oderwać. I tego właśnie oczekuję szukając książeczki interaktywnej – żeby czytanie jej było świetną, angażującą zabawą!

Kolejny jestem pozytywnie zaskoczona paletą żywych, intensywnych i kontrastowych kolorów, prostotą rysunków i sympatią, jaką potrafią wzbudzić zupełnie prozaiczni bohaterowie.  Książka jest dość gruba, a mimo to stosunkowo lekka, nadaje się do samodzielnego przenoszenia i oglądania (dzięki zaokrąglonym brzegom pozwalam na to bez stresu), ale również całkiem wygodnie czyta się ją wspólnie z bobasem na kolanach. Jedyny minus to dość cienkie (choć kartonowe) strony. W przypadku skomplikowanych okienek ta grubość niestety się u nas nie sprawdziła i moja niezwykle zaciekawiona wyciętymi paluszkami Destrukcja bardzo dokładnie je powyginała. Zalecam zatem nadzór osoby dorosłej dla bezpieczeństwa książki ;)

Bardzo fajna propozycja dla ciekawych świata maluchów.

Hector Dexet, A co to?, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2017, 36 s.

Środa z Bajkowirem: „Odkryj, gdzie…” Guido van Genechten

Mój zachwyt książeczkami Genechtena trwa!

Dziś na Bajkowirze pojawiła się recenzja drugiej części cyku – „Odkryj, gdzie…” skupia się wyłącznie na zwierzątkach. I to nie tylko tych domowych! Otwierając okienko, maluch dowie się między innymi gdzie miś polarny szuka jedzenia, gdzie ptaszek karmi pisklęta i gdzie tak właściwie jest głowa dżdżownicy.

Ponadto ta książeczka jest chyba jeszcze bardziej humorystyczna niż poprzednia część (wiem, że jestem już na to zdecydowanie za stara, ale zawsze mnie bawią siusiające pieski. Na szczęście dzieciaki też uwielbiają „takie kwiatki”). A Majka zaśmiewa się za każdym razem jak tylko w dziurce pojawia się główka robaczka :D

Warto zwrócić uwagę, że rozkładane strony/okienka tworzą iluzję ruchu wprowadzając małego mola książkowego w proste podstawy animacji poklatkowej.

Całą recenzję można przeczytać TUTAJ, serdecznie zapraszam!

Bajki Majki: „Odkryj, co…” Guido van Genechten

Nie będę owijać w bawełnę – ta seria jest genialna! „Odkryj…” to cykl trzech rozkładanych książeczek odpowiadających na niektóre z setek pytań, jakie potrafi wyrzucić z siebie maluch w przeciągu minuty.

„Odkryj, co…” to część, która skupia się na poszukiwaniu porównań i skojarzeń między przedmiotami, a częściami ciała przeróżnych zwierzątek. Siedem sytuacji to siedem przedmiotów, siedmioro milusińskich i siedem odpowiedzi, które choć w niewielkim stopniu mają szansę zaspokoić nienasyconą dziecięcą ciekawość. Otwierając okienko, maluch dowie się między innymi jakie zwierzątko wygląda jak muchomor, kto przypomina piłę i co wygląda jak banan. Ta lektura to świetny trening spostrzegawczości i kojarzenia faktów. Rozwija słownictwo, zwraca uwagę na pozornie nieistotne szczegóły, utrwala nazwy i zwyczaje zwierząt, pobudza ciekawość i wyobraźnię.

A rozkładane strony/okienka tworzą iluzję ruchu wprowadzając małego mola książkowego w proste podstawy animacji poklatkowej, a cała sytuacja wygląda zupełnie jak magiczna sztuczka – czary mary i zamiast sznurka widzimy kameleona z naprawdę długaśnym językiem.

Nieskomplikowane i przejrzyste a jednocześnie bardzo estetyczne i niepozbawione humoru (niektóre porównania są naprawdę zabawne i zaskakujące!) ilustracje podbiją serca zarówno dzieci, jak i rodziców. Użyte kolory są wesołe, kontrastowe i soczyste, a postacie przedstawione zostały bez zbędnej infantylizacji. Ilustracjom towarzyszy minimum tekstu sprowadzonego wyłącznie do pytania i odpowiedzi, co podkreśla oszczędną, pozbawioną zbędnych ozdobników formę książki.

Delikatnie usztywniane strony są „etapem przejściowym” między kartonówką, a klasyczną książką. Idealnie sprawdzą się u dziecka w wieku zbliżonym do dwóch lat, które rozumie już, że smakowanie literatury nie ma zbyt wiele wspólnego z jej jedzeniem, a szarpana książka ulega zniszczeniu. Okienka/rozkładanki nie są małymi elementami, dzięki czemu zdają się być nieco bardziej odporne na atak małych ciekawskich paluszków. A porządna, twarda okładka z zaokrąglonymi bezpiecznie brzegami naprostuje ewentualne zagniecenia powstałe podczas zbyt entuzjastycznej lektury.

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to małym zgrzytem są kropeczki biedronki – białe, zamiast czarne, jak natura przykazała. Jednak gdyby kurczowo trzymać się prawdy, porównanie z muchomorem nie miałoby racji bytu. Nie mogę się doczekać, aż moja córa wyłapie ten błąd – pochwalę ją za spostrzegawczość!

Oryginalny pomysł, sympatyczni bohaterowie, przemyślana forma, staranne wykonanie, a także humor i zaskoczenie malujące uśmiechy na bobasowych buźkach – właśnie to uwielbiam w pozycjach dla dzieci. Wszystkie części tej serii można kupować w ciemno, są strzałem w dziesiątkę.

Guido van Genechten, Odkryj, co…, Gdańsk: Wydawnictwo Adamada, 2016, 30 s.