Bajki Majki: „Mały atlas kotów (i kociaków) Ewy i Pawła Pawlaków”

To już czwarty tom z serii przyrodniczych kartonowych atlasów dla maluszków spod rąk Ewy i Pawła Pawlaków. Kilka lat temu mieliśmy ich „Mały atlas ptaków”, wiedziałam więc czego mniej więcej się spodziewać, ale tym razem poziom uroczości przekroczył wszelkie granice.

Nie jest to jednak atlas w typowym tego słowa znaczeniu – nie znajdziecie tu podstawowych informacji o przedstawianych rasach, nie poznacie ich typowych cech charakterów, masy (chyba, że w przypadku maine coona) czy średniej długości życia. Przeczytacie natomiast najciekawsze z ciekawostek zręcznie wplecione w pełne rodzinnego ciepła, bardzo osobiste anegdotki z życia z kotami.

I to nie tylko rasowymi! Bo wśród norweskich leśnych, devon rexów, ragdolli i syjamnów na stronach atlasu spotkamy również plejadę wspaniałych dachowców (czyli zazwyczaj kotów europejskich krótkowłosych) – burego, rudego, rudo-białego a nawet szylkretowego, czy popielatego w prążki. Zabrakło nam tylko persa, cóż za niedopatrzenie! Gdyby miała kiedyś powstać druga część, Figiel poleca się w roli modela!

Każda rozkładówka poświęcona jest innej rasie kota – jedną stronę wypełnia jego materiałowy portret, na drugiej znajdziemy ciekawostkową treść, rzeczywiste zdjęcie jednego z bohaterów książki i poświęconą mu anegdotkę oraz przedstawienia kotów tej rasy w innych technikach. Poza omówieniem ras znajdziemy również dwie dodatkowe plansze poświęcone kociej mowie ciała oraz mniej znanym dzikim krewnym kotów domowych, gdzie poznamy między innymi manula, karakala czy margaja.

Tym, co wyróżnia ta pozycję na rynku książeczek z kociakami w roli głównej, poza gawędziarską formą treści, jest eklektyzm z jakim autorzy podeszli do kwestii ilustracji. Znajdziemy tu bowiem zarówno realne zdjęcia kotów prosto z domowych archiwów ich właścicieli, delikatne i dostojne akwarelowe portrety, pocieszne i przesympatyczne wyszywanki z barwnych kawałków tkanin, dziecięce rysunki, a nawet przestrzenne formy ulepione z masy papierowej. A wszystko to zestawione razem jest absolutnie przepiękne.

Wyjątkowa i inspirująca do podejmowania własnych prób artystycznych książeczka ciekawostkami, przede wszystkim do oglądania i zachwycania się. Bo i różnice między rasami poznaje się przede wszystkim poprzez samodzielną obserwację.

A wszystko to w dziecioodpornym wydaniu – książeczka jest z wytrzymałego, choć nie najgrubszego kartonu, z bezpiecznie zaokrąglonymi rogami, spokojnie można czytać już z maluszkiem i zostawić mu do samodzielnego przeglądania na dywanie.

Ewa Kozyra-Pawlak, Paweł Pawlak, Mały atlas kotów (i kociaków) Ewy i Pawła Pawlaków, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 40 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Kocie opowiastki” Magdalena Szczepańska

„Kocie opowiastki” to super sympatyczna historia pewnego miotu kociaków urodzonych w szafie, opowiedziana z perspektywy jednego z nich – czarnego jak węgielek Batmana z białym krawacikiem.

Batman pokazuje małym czytelnikom świat z puntu widzenia kociątka (czyli usytuowanego dość nisko) – opowiada o swojej rodzinie, pierwszych krokach i ulubionych zabawach. Dla takiego maleństwa wielką przygodą jest utknięcie na schodach, pierwsze wyjście do ogródka albo do łazienki (kto by pomyślał jak niebezpiecznie może być w łazience!). Groźne przygody potrafią skończyć się nie tylko strachem, ale również chorobami i nieść moralizujące przesłanie nie tylko dla kotków, ale i dla dzieci. Towarzyszymy Batmanowi od chwili narodzin aż do momentu adopcji.

To przeurocza opowieść o dorastaniu i poznawaniu świata, a także o tym, że najmniejsze i najbardziej błahe rzeczy mogą być dla kogoś najważniejsze na świecie. Wszystko to w otoczeniu słodziutkich ilustracji Kasi Nowowiejskiej, które znajdziemy niemalże na każdej stronie, jest więc na czym zawiesić oko. A takim kocim pyszczkom trudno się oprzeć!

Historia Batmana i jego rodzeństwa została podzielona na super króciutkie rozdziały – po jednej, czasem dwie strony tworzące właśnie wspomniane w tytule opowiastki. Dzięki temu książka fantastycznie nadaje się do czytania z zupełnym maluchem mającym jeszcze problemy z cierpliwością i wysiedzeniem dłuższej chwili przy książeczce, będzie też świetną pomocą osładzającą czekanie – na przykład w kolejce do lekarza albo na posiłek w restauracji. Moja nieco już podrośnięta czytelniczka nie akceptuje mniejszej liczby opowiastek niż 7 za jednym razem, nim pozwoli zakończyć rytuał wieczornego czytania.

Magdalena Szczepańska, Kasia Nowowiejska, Kocie opowiastki, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2020, 40 s.

Jeśli nie chcecie jeszcze opuszczać świata kociaków, albo zdążyliście się stęsknić, bo minęło już sporo czasu odkąd o nich czytaliście, koniecznie sięgnijcie po drugi tom opowiastek! Tym razem narratorem jest Gucio, który tydzień po adopcji wrócił do domu – nie mogli się dogadać z nową właścicielką w sprawie siusiania na dywan. Ponownie mieszka więc wraz mamą i Pelą w domu Pan Magdy i Pana Tomka. I oczywiście nie stroni od przygód! Będą harce z siostrą, babcine perypetie na wsi, skakanie po juce i rododendronie, wieści od rodzeństwa z nowych domów, przygotowania do Bożego Narodzenia – ubieranie choinki to w końcu dla kociaka atrakcja nie z tej ziemi! Prawie tak wielka, jak znajdowanie prezentów pod tą choinką! Będą też rodzinne wycieczki do ogródka i zostawanie w domu bez opiekunów.

Tym razem opowiastki są odrobinę dłuższe, ale nie za bardzo – po dwie, czasem trzy strony. Są też równie pocieszne i urocze, jak w pierwszym tomie.

To taka słodycz, którą dzieci mogą przyjmować w dowolnych dawkach – nie grozi próchnicą! Polecamy nie tylko kociarzom.

Magdalena Szczepańska, Kasia Nowowiejska, Kocie opowiastki. Gucio o cała reszta, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2020, 42 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

Bajki Majki: „Naukomiks. Koty – natura i wychowanie” Andy Hirsch

O tym, że koty rządzą na pewno nie trzeba nas przekonywać. Ale naukowych faktów i poszerzania wiedzy o tych futerkowych władcach świata nigdy zbyt wiele. Szczególnie podanej w tak atrakcyjny sposób.

Komiksy to bardzo pomysłowy sposób przekazywania informacji, bo przekazują je nie tylko za pomocą tekstu, ale i ilustracji, na które czytając siłą rzeczy zwracamy jeszcze większa wagę, niż w przypadku książki „z obrazkami” lub nawet ilustrowanej realnymi zdjęciami.

Naszym przewodnikiem po kocim świecie będzie Fasolka – kocia celebrytka, która dobrze zna zarówno ciepło i dostatek ciepłych kolan i pełnej miski, jak i ponurą rzeczywistość kociej bezdomności. Zabierze nas w podróż po, między innymi, historii traktowania kotów, budowie kociego ciała, zdumiewających umiejętnościach dzikich kotów oraz rasach i charakterach domowych mruczków.

Jeśli więc jesteście ciekawi jak ważne w życiu kota jest polowanie, do jak ekstremalnych temperatur przyzwyczajony jest kot pustynny, dlaczego ogony rysi nie grzeszą długością, które koty uwielbiają pływać, jak zbudowane są kocie oczy, w jaki sposób koty spadają na cztery łapy, jak genetyka wpływa na łaciatość kociaków, jak wyglądało udomawianie drapieżników, dlaczego persy są leniwe i czym jest ailurofobia, a czym papillae, koniecznie sięgnijcie po ten komiks.

Poza uroczą narratorką, masą ciekawostek i fajnym usystematyzowaniem wiedzy, na przyjemność lektury ogromy wpływ mają też świetne ilustracje – kolorowe, humorystyczne, o miękkiej kresce i wspaniale prezentujące podejmowane zagadnienia. Nie mam pojęcia jak to możliwe, że aż do tego tomu nie miałam pojęcia o istnieniu tej serii (dotychczas pojawiły się również „Rekiny” oraz „Roboty i drony”), widać potrzeba wabika w postaci słodkich kotków, by móc dostrzec jak fajnym nośnikiem wiedzy może być komiks.

Zdecydowanie polecam samodzielnym czytaczom (kompletnie nie potrafię czytać komiksów na głos), zarówno tym z sugerowanej grupy wiekowej, czyli 6-10 lat, jak i bardziej podrośniętym, a nawet dorosłym kociarzom. Sama czytałam z największą przyjemnością i sporo wyniosłam z lektury.

Andy Hirsch, Naukomiks. Koty – natura i wychowanie, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 128 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Kocia Szajka i zagadka zniknięcia śledzi” Agata Romaniuk, Malwina Hajduk

Kocie pozycje to u nas lektury całkowicie obowiązkowe. A jeśli to przy okazji są tak wydane, to po prostu nie sposób im się oprzeć!

Na małych czytelników czeka historia prawdziwie detektywistyczna – w wyniku bardzo poważnej zbrodni włamania wraz z kradzieżą ośmiu skrzynek śledzi przygotowanych na bankiet w cieszyńskim ratuszu do prowadzenia śledztwa zaangażowano wyjątkowych detektywów.

Ku ubolewaniu Komandosa, byłego członka kocich oddziałów specjalnych, pozostali przedstawiciele Kociej Szajki nie mają predyspozycji do przestępczego życia – ich charaktery po prostu nie pozwalają im stać się łotrzykami. Po fiasku starannie zaplanowanej akcji kocia banda decyduje się przejść w tryb szajki dyskusyjnej deliberującej nad filmami kryminalnymi i opowiadającej złodziejskie dowcipy. Kiedy jednak bezradny wobec śledziowej zbrodni komisarz Ludwik Psota wraz z wielkostopą młodszą aspirantką Walerią Koczy zwracają się z prośbą o pomoc do znajomego byłego kociego komandosa, Komandos od pierwszej chwili wie, że to idealna sprawa dla jego wąsatej szajki.

I mimo wprost czających się na drodze trudności, śledztwo idzie im znakomicie!

Bo i jest to najprawdziwsze śledztwo – z przeprowadzaniem oględzin miejsca zbrodni, przesłuchiwaniem podejrzanych, sprawdzaniem alibi i sporządzaniem portretów pamięciowych. Koty są świetne w korzystaniu z kociego internetu, prowadzą Kocigramy, przesiadują w kawiarniach i barach, jadają prawdziwe smakołyki (nie gardzą nawet pianą z czeskiego piwa!) i wyglądają bardzo groźnie w ciemnych okularach z denek od butelek z sokiem. Charakterne i łobuzowate, nie sposób ich nie polubić!

Napisana ze swadą, poczuciem humoru i sporym udziałem gwary cieszyńskiej książka detektywistyczna nadaje się zarówno do samodzielnego czytania dla starszaka, jak i do rodzinnego czytania z młodszym dzieckiem – razem z moją pięciolatką nieźle się wkręciłyśmy! Cała historia została podzielona na osiem rozdziałów, dzięki czemu można czytać przez cały tydzień przed snem (dwa ostatnie z pewnością przeczytacie od razu, emocje nie pozwolą Wam przerwać tuż przed odkryciem winnego!), jeśli mamy do czynienia z mniej wprawionym czytelnikiem albo pochłonąć całość za jednym zamachem.

Teks jest całkiem spory, z dużą interlinią (co jest bardzo ważne dla początkujących czytaczy i dziadków, którzy akurat nie wzięli okularów wybierając się w odwiedziny do wnuczki) i wkomponowany w fenomenalną szatę graficzną. Ta książka jest po prostu świetna pod względem wizualnym. Pełna ilustracji wypełniających całe strony, w cudownych (i modnych) odcieniach granatu, z fantastycznymi wyobrażeniami bohaterów. I z mapą Cieszyna, na której zaznaczono najważniejsze miejsca akcji.

Jak cudownie, że to dopiero pierwsza część serii! Nie możemy już doczekać się kolejnych przygód Kociej Szajki!

Agata Romaniuk, Malwina Hajduk, Kocia Szajka i zagadka zniknięcia śledzi, Warszawa: Wydawnictwo Agora, 2021, 128 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Agora.

Grajki Majki: „Eksplodujące kotki”

Dzisiaj zdecydowanie tytuł z cyklu „Grajki Matki”.

Eksplodujące kotki” to taka sympatyczna wersja rosyjskiej ruletki, tylko zamiast pistoletu są w niej karty, a zamiast kul kotki. Bardzo przyjazne kotki, które wysadzą Cię w powietrze.

Gra polega na tym, żeby przetrwać jak najdłużej. I można w tym celu robić co tylko się da, by utrzymać się na powierzchni, albo próbować wsadzić na minę innych graczy, by poszli na dno szybciej od Ciebie.

W talii są 4 eksplodujące kotki. Każdy z graczy w swojej kolejce losuje kartę z wierzchu talii. Jeśli wyciągnie eksplodującego kotka, przegrywa. Ale żeby nie było nudno, każdy ma też w ręku karty, których zagranie (dopuszczalne przed dobraniem karty ze stosu) może nieco zmienić los i uchronić go przed okrutną śmiercią. Przy pomocy odpowiednich kart można rozbroić wybuchającego kotka, podejrzeć co kryje się na szczycie stosu, wykpić się z dobrania karty korzystając z karty ataku lub pominięcia, można też podebrać karty przeciwnikowi albo pokrzyżować mu szyki kartą negującą jego rozpaczliwe działania albo potasować talię.

Świetnie, że działanie każdej karty jest opisane bezpośrednio na niej, w związku z czym instrukcja mogła zostać skrócona do minimum. A jak nie za dobrze nam idzie w czytanie, to i tak można ją obejrzeć w formie filmu. A wszystko i tak sprowadza się do „Zagraj albo spasuj, a potem dobierz”.

Niewątpliwym plusem jest fakt, że nawet kiedy akurat padło na Ciebie i spektakularnie wybuchasz, jest to na tyle satysfakcjonujące, że nie sposób czuć goryczy porażki. Nie udało mi się wygrać ani jednej rozgrywki, a i tak bawiłam się przednio. No i rozgrywka jest na tyle dynamiczna, że nawet osoba, która odpadła pierwsza nie wynudzi się za bardzo czekając na kolejne rozdanie.

A jeśli chodzi o humor i estetykę ilustracji? Hmmm… niektóre z memów na kartach faktycznie są zabawne ale większość jest dość kontrowersyjna, jako że uskutecznia się tu humor raczej kloaczny. Znajdzie się sporo włosów na plecach i brodzie, enchilada z mięsem jednorożca, królikoraptory, Kartoflokot Włochaty, kozi mag, niepokojące wiewiórki, dużo krabów, pierdzenie i rzyganie tęczą. Ale będą też słodkie Tacokoty, Kotowoce Arbuzowate i kototerapia.

To zdecydowanie nie jest gra familijna, chyba że ktoś ma już rodzinę raczej wyrośniętą. Albo bardzo wyluzowaną. W moim odczuciu to typowa imprezówka, a im więcej osób, tym ciekawiej. Warto zaopatrzyć się do niej w jakiś alkohol (chyba, że faktycznie macie 12 lat, jak napisano na opakowaniu, to wtedy nie), bo chociaż sama grałam na trzeźwo, to w pewnym momencie brakowało mi tego rodzaju wsparcia.

Jestem szczęśliwą posiadaczką wersji gry 12+, wolę się nawet nie zastanawiać co się wyprawia w edycji dla dorosłych, bo jest i taka 18+.

Eksplodujące kotki. Gra karciana dla ludzi, którzy kochają koty i wybuchy i lasery i czasem kozy.
Autor: Asmodee Group
Wydawnictwo: Rebel
Liczba graczy: 2-5
Sugerowany wiek: 12+

Bajki Majki: „Catwoman: W blasku księżyca” Lauren Myracle, Isaac Goodhart

Dotychczas pokazywałam Wam powieści graficzne będące adaptacjami światowych dzieł literatury – „Zabić drozda”, „Folwark zwierzęcy”, czy „Rok 1984”. Tym razem czas na coś dla młodszego czytelnika – lekką historię luźno opartą na kultowych komiksach DC. Co ciekawe, „lekką”, nie znaczy mało „zaangażowaną społecznie”.

To opowieść o dorastaniu Seliny Kyle, szkolnej znajomości z Bruce’m Wayne’m i początkach jej przemiany w Catwoman – na razie dopiero bardzo subtelnie zarysowanej.


Kiepska sytuacja rodzinna, poczucie wyobcowania wśród rówieśników i niedopasowania do szkolnej rzeczywistości popychają bohaterkę do dramatycznej decyzji. Kiedy jej ojczym z czystej złośliwości krzywdzi przygarniętą przez Selinę kotkę, dziewczyna ucieka z domu i usiłuje odnaleźć się w życiu na ulicy. W trakcie swojej tułaczki trafia do grupy młodych wyrzutków i decyduje się wziąć udział w planowanym przez nich włamaniu do luksusowej rezydencji. Tymczasem po ulicach Gotham grasuje maniakalny morderczy pies z piekła rodem…

W historii poruszono całą masę trudnych tematów – od zaniedbania rodzicielskiego i przemocy domowej, przez życie na gigancie, samookaleczanie, kradzież, tolerancję dla osób o innej orientacji seksualnej czy w kiepskiej sytuacji materialnej, aż po poczucie odpowiedzialności za drugiego człowieka. W pewnym momencie miałam aż wrażenie, że Selina trochę za bardzo moralizuje, ale też nie jestem pewna, czy nastolatki, do których skierowana jest ta pozycja, będą odczuwać to w podobny sposób. W końcu z drugiej strony Selina jest tak bardzo cool – ładna, sprawna fizycznie, ćwicząca parkour, empatyczna, wygadana, nad wiek dojrzała i radząca sobie w każdej sytuacji. Po prostu świetna kumpela. A takiej łatwo wybaczyć nawet małe kazanie od czasu do czasu.

I jak z niecierpliwością oczekiwałam świetnej szaty graficznej, bo i książka wygląda obłędnie, tak cała ta warstwa dydaktyczno-moralizatorska była dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem.

Lauren Myracle, Isaac Goodhart, Catwoman: W blasku księżyca, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 192 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Grajki Majki: „Najlepsza gra o kotach. Pudełko łakoci”

Uwaga! „Najlepsza gra o kotach. Pudełko łakoci” jest dodatkiem do „Najlepszej gry o kotach”. Podstawowa wersja jest niezbędna do gry dodatkiem.

Jeszcze więcej kotów (w tym zupełnie nowe szare koty), nowe gadżety (szczotka, laser i papierowa torba na zakupy), nowe przysmaki (łakocie – pozwalające nakarmić kota z dowolnymi wymaganiami żywieniowymi, ale obniżające wartość jego karty i dezaktywujące jej zdolności oraz kurczak z tuńczykiem) i oczywiście nowe kocie wymagania i zdolności. No i najważniejsze – karty pudełek, w których możemy umieszczać określone koty i w ten sposób mnożyć ich wartość. Liczenie punktów to teraz konkretna matematyka!

Dodatek otwiera przed nami zupełnie nowe możliwości – nie tylko zwiększa maksymalną liczbę graczy do 6 osób, ale również wprowadza wariant jednoosobowy dzięki specjalnej talii kart. I opcję współpracy między graczami!

Poza nowymi kartami w dodatku znajdziemy również żetony-łapki wspólnych celów, dzięki którym będziemy mogli współpracować graczami siedzącymi obok nas i zdobyć dodatkowe punkty. I to jest moim zdaniem super sprawa, bo elementy współpracy w grze opartej na rywalizacji to dla mnie coś zupełnie nowego.

Drugim świetnym rozwiązaniem jest wprowadzenie wariantu jednoosobowego. Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy nigdy nie wiesz, czy przypadkiem nie trafi Ci się izolacja i nie zostaniesz rozdzielony nie tylko z rodziną, ale nawet ze swoim osobistym kotem. W tym celu pojawiła się postać Futrzastego gracza, kierującego się kilkoma szczególnymi zasadami, i zastępującego przeciwnika. To właśnie ten element gry jest najbardziej skomplikowanym novum dodatku, ale po kilku próbach bez problemu można ogarnąć również ten typ rozgrywki. Poza tym rozszerzenie gry o zawartość dodatku nie sprawi fanom „Najlepszej gry o kotach” najmniejszego kłopotu, a fajnie odświeży i urozmaici rozgrywkę.

Karty dodatku zostały oznaczone serduszkowymi kwiatuszkami w lewym dolnym rogu, dzięki czemu łatwo je oddzielić od kart z wersji podstawowej.

Fajna sprawa z tym dodatkiem – zasady gry zostają właściwie takie same, a otrzymujemy cały wachlarz nowych możliwości. A żeby się nie pogubić, na ostatniej stronie instrukcji przygotowano ściągę ze skrótem zasad.

Najlepsza gra o kotach. Pudełko łakoci
Autor: Josh Wood
Ilustracje: Marco Morte
Wydawnictwo Foxgames
Liczba graczy: 1-6
Sugerowany wiek: 8+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Foxgames.

Okołoksiążkowy miszmasz: Karton od Filemona

Zdążyłam już zapomnieć jak bardzo lubię pudełka–niespodzianki, dopóki nie trafiłam na Karton od Filemona. Nie musiałam się długo zastanawiać, po prostu musiałam mieć to pudło. To znaczy moje koty musiały je mieć!

Filemon jest głównym muzem kociej fotografki Moniki Małek (zwanej też Zaklinaczką Kotów) i swoim imieniem, pyszczkiem i kłaczkami sygnuje sklep internetowy „U Filemona”, w którym można znaleźć mnóstwo fantastycznych kocich książek, puzzli i gadżetów ze świetnymi zdjęciami super kotów (między innymi mojego Figla).

Karton od Filemona (to już druga edycja) jest pudłem, pełnym kocich rzeczy dla kotów i kocich matek, którego zawartość do samego końca zostaje tajemnicą. Jedynym gadżetem, o którym było wiadomo, że znajdzie się w kartonie były kalendarze – można było wybrać karton z kalendarzem książkowym (jak ja) lub ściennym. Po pewnym czasie uchylono kolejny rąbek tajemnicy i zdradzono, że drugim przedmiotem w kartonie będzie dekoracyjna puszka.

Kartony były wysyłane tak, by można było odpakować je na Mikołajki. Niektórzy odbiorcy jednak zostawili sobie tą przyjemność do Gwiazdki albo podarowali prezenty bliskim i włożyli pudła pod choinkę, więc przegląd środka zostawiłam na bezpieczny termin w połowie stycznia. Mam nadzieję, że teraz już nikomu nic nie zespoileruję.

Nie był to to mój pierwszy zakup w filemoniwym sklepie, więc już dobrze wiem jak pięknie (i ekologicznie, bez grama plastiku!) Monika wraz z kocimi pomocnikami pakują swoje paczki. Tym razem jednak przeszli samych siebie, bo każda rzecz w kartonie miała swoje miejsce, określoną funkcję i dołączoną notatkę od Filemona. Mimo, że oczywiście postawiłam sobie karton do góry nogami i otworzyłam od spodu, to i tak była najładniej zapakowany karton, jaki widziałam.

A co znalazłam w środku?

– wspomniany już koltendarz, czyli koci kalendarz od Moniki mam już drugi rok i nie wiem, czy jeszcze kiedyś będę chciała inny. Pełen kocich zdjęć i świąt (znajdziecie w nim także zdjęcie Jego Mechatość Figla, szukajcie w okolicach Dnia Kota Garfielda), z twardą okładką, dużą ilością miejsca na notatki i na papierze, na którym żaden rodzaj pisadła się nie rozlewa ani nie rozmazuje. Jeśli chcielibyście się jeszcze na taki skusić, to do wyczerpania zapasów jest w super promocyjnej cenie 20 zł – szukajcie w sklepie „U Filemona”;

puszka na skarby ze zdjęciem Blani (drugiej osobistej kociej muzy Moniki) szykującej wypieki okazała się bardzo pojemna –  super, że mieszczą się w niej zarówno pierniczki, jak i kredki, czy długopisy;

– instagramowe konto Moniki słynie z kartonowych scenek, często z udziałem kartonowych kotów. Jeden z nich również znalazł swoje miejsce w kartonie – Pusia, czyli arcycierpliwy kot z odzysku, do towarzystwa, zabawy i pozowania;

bon zniżkowy na kotosesję– Figiel i Vincent mają już jedną na koncie i polecam z całego serca. To więcej niż prawdopodobne, że skusimy się i na kolejną, kiedy tylko Monika będzie akurat w pobliżu;

– polaroidowe zdjęcie Filemona Twórcy Kartonu i narratora tej opowieści, które zawsze można mieć przy sobie;

– tajemniczy kwestionariusz matrymonialny dla kota do tajemniczej akcji walentynkowej. Czyżby miłość kryła się tuż obok, w przepastnych czeluściach internetów?;

luksusowe zabawki dla kota: rzemyki, czerwone kropki w wersji „możliwe do złapania”, kulki z folii i suche kasztany, czyli to, co koty lubią najbardziej;

woreczek podejrzanego zioła. Szczerze wierzę, że to kocimiętka, w każdym razie Vincent pogardził, a Figiel oszalał i zaczął robić naprawdę dziwne rzeczy. Ale było widać, ze dobrze się bawi!;

– zdrowe smakołyki „Juicy Bites” – jedne z niewielu, które nie zaszkodziły Figlowi na jego chory brzuszek. Za to właśnie uwielbiam takie kartony, można wypróbować nowe rzeczy i odkryć prawdziwe skarby;

sensoryczna mata węchowa hand made – moje koty interesowały się nią krótko, ale posłałyśmy dalej w ramach świątecznego prezentu zaprzyjaźnionej kociej rodzinie i tam podobno był szał;

– kocia kartka świąteczna;

– spory plakat (A3?) z kotami. A właściwie kocimi języczkami – do zakrycia wydrapanej przez kitki dziury w tapecie;

– koci magnes, żeby było co zrzucać z lodówki;

ekologiczna torba na kotki wielorazowego użytku;

– kocie lusterko kieszonkowe, by codziennie móc podziwiać swoją urodę;

nasionka trawy dla kotów wraz z instrukcją siania;

słoik pełen genialnych pomysłów na spędzanie czasu do losowania. Oczywiście z kotami w roli głównej;

– kocie kłaczki;

– no i oczywiście to, co najcenniejsze, czyli wszystkie papiery i kartony! Z kartonu głównego, papierów, w który owinięte były rzeczy, sznureczków i sensorycznej maty powstał koci park rozrywki, który wypełniał moją sypialnię przez jakiś tydzień i przez cały ten czas aktywnie zabawiał moje futra.

Dawno nie trafiło w moje ręce coś takiego – wykonanego ręcznie, z dużą starannością i dbałością o każdy szczegół i z taką ilością włożonego serca, a przy tym tak pomysłowego. I z dużym zacięciem ekologicznym, będącym zachętą i inspiracją do wykorzystywania rzeczy ponownie.

Karton kosztował około 100 zł (cena samego kalendarza to 50 zł), więc moim zdaniem, jak za taką ilość autorskich gadżetów i zaangażowania twórców jest to naprawdę bardzo atrakcyjna cena. Szczególnie, że wszystkie rzeczy są niepowtarzalne i dostępne wyłącznie w sklepie Moniki i Filemona (no, może poza kasztanami i kotozabawkami będącymi drugim życiem przedmiotu).

Karton od Filemona
Monika Małek
cena – ok 100 zł

Grajki Majki: Koty. Smart Bingo

Czy może być coś łatwiejszego niż gra w bingo? Oczywiście! Gra w bingo z kolorami i słodkimi kotkami. Minimum zasad, urocza szata graficzna i staranne, wytrzymałe wykonanie to zalety, dzięki którym ta nieskomplikowana gra może umilić wieczór całej rodzinie kociarzy – wraz z jej najmłodszymi członkami.

Gra ma dwa warianty, łatwiutki dla początkujących i wymagający odrobinę więcej spostrzegawczości – zarówno na kole do losowania ze strzałką, jak i na dwóch stronach plansz mamy do wyboru kolory kłębuszków lub rysunki kotów. W zależności od wybranego wariantu zaznaczamy przy pomocy żetonów z łapkami, każdy na swojej planszy, wylosowany obiekt – kotka lub kłębuszek. Celem jest zaznaczenie 4 pól w rzędzie przy pomocy paska zwycięstwa.

Łatwiejszy wariant, z kłębkami wełny, jest całkowicie losowy – po wylosowaniu koloru każdy z graczy zaznacza na swojej planszy oba kłębki danego koloru. W wariancie z kotkami dochodzi element prostej strategii – po wylosowaniu kociego pyszczka można zaznaczyć tylko jeden (z dwóch) obrazek odpowiadający temu kotu, a podjęty wybór może mieć bezpośredni wpływ na zwycięstwo lub przegraną. Jest też możliwość gry jednoosobowej – może któremuś z rodziców uda się w tym czasie wypić ciepłą kawę? ;)

Wszystkie element wykonano z grubej tekturki, dzięki czemu są odporne na wyzwania stawiane im przez małych graczy – zarówno tych biorących jeszcze czasem niektóre rzeczy do ust, jak i do tych polujących pazurkami na kręcącą się strzałkę.

Bardzo sympatycznie zilustrowana, w żywych, ale nie rażących kolorach rozwija spostrzegawczość, umiejętność skupienia się na szczegółach, kojarzenie faktów, refleks, nazwy kolorów i sprawność manualną. I oczywiście umiejętność radzenia sobie z przegraną, z czym ostatnio moja mała prymuska ma pewien problem.

Gra jest propozycją dla dzieci od 3go roku życia, ale moim zdaniem spokojnie można po nią sięgnąć nieco wcześniej, szczególnie jeśli chodzi o wariant z kolorowymi kłębuszkami. Świetnie sprawdzi się w roli pierwszej gry maluszka.

Smart bingo. Koty
Redakcja: Izabela Gołaszewska
Ilustracje: Kinga Spiczko
Wydawnictwo Kapitan Nauka
Liczba graczy: 1-4
Czas rozgrywki: 10-20’
Sugerowany wiek: 3-7

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kapitan Nauka.

Grę możecie kupić TUTAJ.