Bajki Majki: Bajki dźwiękowe

Dzieci lubią grające zabawki, co do tego nie ma wątpliwości. Wychodząc naprzeciw tej sympatii ukazała się niedawno seria bajek dźwiękowych, gdzie słowo i obraz klasycznych i dobrze wszystkim znanych historii uzupełnione zostało przez 16 różnych odgłosów i melodii oznaczonych w tekście adekwatnym przyciskiem.

W pierwszym momencie zaskoczyły mnie nieco ukryte za twardą oprawą miękkie strony tych niewielkich książeczek. Okazuje się jednak, że to niezbędny element konstrukcyjny – przyciski dźwiękowe znajdują się na ostatniej, odpowiednio grubszej stronie kryjącej w sobie cały mechanizm. Na poszczególnych stronach oznaczono natomiast miejsca, w które należy przycisnąć, w związku z czym nacisk palca musi przejść przez wszystkie ze stron. I chociaż nie brzmi to najlepiej, sprawdza się zaskakująco dobrze, a nacisk nie musi być duży – dziecko bez problemu daje sobie radę samodzielnie. Nie ma też problemu z trafieniem w odpowiedni przycisk.

Same dźwięki są dobrej jakości, urozmaicone, nie drażniące ani mechaniczne, nie są też zbyt głośne, szczególnie, kiedy trzymamy książeczkę na kolanach albo na stole. Poza prostymi odgłosami znajdziemy również dłuższe melodie – szczególnie na początku i końcu opowieści. Dużym plusem jest również obecność wyłącznika oraz możliwość wymiany baterii.

Choć historie nie są długie, dźwięki bardzo fajnie je uzupełniają i dopełniają opowieść. A na ostatniej stronie, po zakończonej lekturze, możemy posłuchać ich jeszcze raz – zgodnie z czytaną opowieścią lub w dowolnej kolejności.

Bardzo podobają mi się ilustracje – chociaż każda z książeczek jest autorstwa innego ilustratora, każdy z nich oddał unikalny klimat powieści. Ilustracje wypełniają całe strony i są głównym medium przekazującym czytelnikowi treść bajki.

Podoba mi się więc sama koncepcja książeczek uzupełnionych dźwiękami oraz jej realizacja – od ilustracji, przez budowę aż po jakość odgłosów i melodii. Mam jednak zastrzeżenia co do samego tekstu, który jest tu zdecydowanie najsłabszym elementem.

Partie tekstu nie są długie – po kilka zdań na stronę. I chociaż po tego rodzaju adaptacji można oczywiście spodziewać się dużej skrótowości, mam wrażenie że nie wyszło najlepiej. Choćby „Księga dżungli” całkiem zatraciła swój sens sprowadzając całą historię do w żaden sposób niewytłumaczonego konfliktu miedzy tygrysem a Mowglim. Wygnany przez Shere Khana chłopiec przysięga mu zemstę, po czym zabija go nasyłając na niego stado bawołów i wraca jako zwycięzca odziany w jego skórę. Mimo, że podczas czytania powstrzymałam się od dodatkowych komentarzy, moja przedszkolaczka to właśnie Mowgliego odebrała jako czarny charakter, więc coś tu poszło ewidentnie nie tak.

Benjamin Chaud, Księga dżungli, Bajka dźwiękowa, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Podobnie w „Aladynie” bohater ratując porwaną księżniczkę truje nie tylko czarnoksiężnika, ale również jego papugę. W moim odczuciu przygotowując skrót historii – oczywiście raczej brutalnej, to w końcu klasyka – można skupić się na innych aspektach darując sobie szczegóły morderstwa. Szczególnie, że seria (choćby przez długość i poziom tekstu) skierowana jest do najmłodszych odbiorców. Z trzeciej strony pamiętam, że sama jako dziecko bardzo lubiłam makabryczne baśnie Braci Grimm. Ale jako mama czuję wewnętrzny sprzeciw, jestem więc rozdarta. Majce się podobają (dźwięki to +100 do atrakcyjności), więc nie zabieram.

Aurelie Guillerey, Aladyn. Bajka dźwiękowa, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Najbardziej podoba mi się „Kot w butach”, wydaje się być najwierniejszym odwzorowaniem baśni i jest najbardziej spójny. Majka natomiast najbardziej lubi „Aladyna”, przede wszystkim ze względu na melodie utrzymane w orientalnym klimacie.

Roland Garrigue, Kot w butach. Bajka dźwiękowa, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.