Bajki Majki: „Pozytywka. Witamy w Pandorii” Gijé, Carbone

Odkąd jakiś czas temu kompletnie zakochałam się w Pamiętnikach Wisienki, zaczęłam z większym zaciekawieniem przyglądać się komiksom dla dzieci, chociaż moja Maja zdecydowanie musi do nich jeszcze dorosnąć.

„Witamy w Pandorii” to pierwszy tom bardzo obiecującej serii dla dzieci. Nola dostaje na urodziny pozytywkę – pamiątkę po zmarłej mamie. Gdy przekręca kluczyk, by posłuchać melodii, zauważa w kuli machającą do niej postać… W ten sposób, niczym Alicja, trafia do fantastycznej krainy ukrytej we wnętrzu pozytywki i wpada w sam środek intrygi. Mama nowo poznanej przyjaciółki, która ściągnęła ją do Pandorii, cierpi na nieokreśloną chorobę. Czy to możliwe, że ktoś ją otruł? Który z sąsiadów mógł to zrobić i dlaczego? Czy troje dzieci, z czego jedno z nich aż do tej chwili nie miało pojęcia o istnieniu tego świata, będzie w stanie pomóc chorej i odkryć truciciela?

W porównaniu z przygodami Wisienki mamy tu zdecydowanie mniej tekstu i krótszą oraz mniej skomplikowaną fabułę – jest to propozycja dla nieco młodszych dzieci. Nie brak tu jednak poważnych tematów, choć na razie dopiero wstępnie zarysowanych i umieszczonych w fantastycznym świecie pełnym niezwykłych stworzeń. Dominującym problemem jest tu ogrom tęsknoty po śmierci ukochanej mamy, pojawiają się również motywy choroby i zakazanej miłości („W Pandorii nie można kochać kogo się chce”) oraz bliżej nieokreślone niebezpieczeństwo czyhające na dziewczynkę.

Nie ukrywam, że do tego tytułu przyciągnęły mnie cudowne ilustracje – zarówno kolory, jak i kreska są bardzo w moim guście, każda strona to uczta dla oczu. Szczególnie, że nie brak tu różnych cudacznych bohaterów, wielogłowych, wielorękich i wyposażonych w mackowe brody. A towarzyszy im klimat tajemnicy i niesamowitości.

Pierwszy z komiksów to tak naprawdę dopiero wstęp do całej historii – czytelnik będzie miał szansę ledwie posmakować klimatu tego świata i rządzących nim praw oraz samej historii. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że sprawa truciciela znajdzie swoje rozwinięcie, a przygody Noli i jej nowo poznanych przyjaciół dopiero się rozkręcają. Jaką rolę w świecie wewnątrz pozytywki pełniła mama naszej bohaterki? Odpowiedzi na wszystkie te pytania mama nadzieję znaleźć w drugim tomie.

Gijé, Carbone, Pozytywka. T.1: Witamy w Pandorii, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 56 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Bajki Majki: „Kod Oracle” Marieke Nijkamp, Manuel Preitano

Pierwsza książka z serii „DC Powieść graficzna 13+”, jaką czytałam – „Catwoman” – była dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem i podstawiła poprzeczkę bardzo wysoko. Teraz już spodziewałam się treści wychowawczych i wzięcia na ruszt „trudnych tematów” do przepracowania z młodymi odbiorcami. Za to dla odmiany sama postać i historia Barbary Gordon były mi wcześniej nieznane.

Przybliżę więc dla tych, którzy charakteryzują się w tym temacie ignorancją podobną mojej: Barbara Gordon jest genialną hakerką o analitycznym umyśle i córką komisarza Gordona. Tego komisarza od Batmana. Pewnego dnia jej ciekawość sprawiła, że znalazła się w nieodpowiednim czasie w nieodpowiednim miejscu i została postrzelona podczas napadu, co skończyło się dla niej niepełnosprawnością. By nauczyła się żyć na wózku inwalidzkim, rodzina umieszcza ją w elitarnym ośrodku – Centrum Rehabilitacji Arhkam. A tam dzieją się naprawdę niepokojące rzeczy. A może to tylko efekt nadmiernie wybujałej wyobraźni pacjentów i ich problemów psychicznych, nieprzepracowanych traum i okropnych wspomnień?  Czy dociekliwość Barbary doprowadzi do kolejnej tragedii, czy może uda jej się rozwiązać zagadkę zaginionych podopiecznych?

„(…) gdybym się nie bała, toby znaczyło, że mi nie zależy. To strach sprawia, że dajemy z siebie wszystko, że przemy do przodu, że próbujemy zrozumieć to, czego nie rozumiemy”.

Tym razem temat przewodni wydaje się być oczywisty – niepełnosprawność i stawiane przez nią ograniczenia, mozolny proces godzenia się z nową sytuację i dalekie od oczekiwanych reakcje najbliższych. Znajdziemy tu jednak również sporo na temat nawiązywania przyjaźni, wyrzutów sumienia, zaufania drugiej osobie, zawierzenia intuicji, nie poddawania się i wątpliwych kwestii moralnych. W połączeniu z niepokojącą zagadką do rozwiązania i świetnymi, oddającymi nieco upiorny klimat ilustracjami wychodzi historia tak wciągająca, jak i edukacyjna. Powiedziałabym nawet, że w przeciwieństwie do historii Catwoman, tutaj mamy nawet mniej moralizowania, albo jest ono po prostu bardziej subtelne, bo ani trochę nie wybija się na pierwszy plan.

Za to jak najbardziej odczuwalna jest duża dawka girl power, nawet jeśli nie tak oczywista, jak to zwykle bywa w historiach o superbohaterach.

Marieke Nijkamp, Manuel Preitano, Kod Oracle, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 184 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Bajki Majki: „Jak to działa? Książki” Nikola Kucharska

Chociaż teoretycznie sugerowany wiek odbiorcy tej książki to 6-10 lat, to bez wątpienia prawdziwa gratka dla wszystkich moli książkowychniezależnie od wieku.

Ciekawska Klara chce w przyszłości zostać pisarką, redaktorką albo może bibliotekarką – najważniejsze, żeby mogła łączyć pracę z miłością do książek. Jej mądry dziadziuś Ignacy z przyjemnością wprowadzi ją w fascynujące aspekty historii i procesu powstawania książek.

Ta pełna fascynujących szczegółów książka obrazkowa to niezwykle udane połączenie encyklopedii z komiksem. Wraz z Klarą poznamy sposoby zapisywania informacji jeszcze sprzed wynalezienia książek – od nacinania kości i wiązania supełków na sznurkach aż po wypełnione hieroglifami papirusy – zajrzymy do średniowiecznego skryptorium, poznamy historię papieru i wynalezienia druku, a także pierwszych bibliotek. Przyjrzymy się jak działa wydawnictwo i kto w nim pracuje, dokładnie prześledzimy proces powstawania książki – od rękopisu aż po drukarnię i dowiemy się co nieco o najniezwyklejszych książkach na świecie – będą nawet te zmyślone!  

Dowiemy się kim był Gutenberg, czym zajmował się zecer i kim jest introligator, czym jest kipu, w jaki sposób kataloguje się książki, czym jest numer ISBN i co oznaczają wszystkie te tajemnicze cyferki. Poznamy rodzaje książek, dowiemy się czym jest cenzura i zrobimy przegląd wymarzonych zawodów dla bibliofili (nie, bookstagramer tam nie występuje, bloger książkowy też nie).

Każda strona to nowa podróż – pełna tajemniczych pojęć, trudnych słówek, ciekawostek i fantastycznych, bardzo szczegółowych ilustracji. Strasznie podoba mi się ten sposób przekazywania wiedzy, zdecydowanie nie mieszczę się w widełkach wiekowych, a czytałam z największą przyjemnością i kilku ciekawostkom udało się mnie zaskoczyć. Moja Majka jeszcze jest na nią trochę za mała i trudno jej się skupić na niektórych zagadnieniach, ale myślę, że za rok będzie idealna. Do tego czasu zdążę zapewne skompletować całą serię, bo to już czwarty tom „Jak to działa”. Szczególnie kusi mnie część poświęcona ciału człowieka.

Nikola Kucharska, Jak to działa? Książki, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Naukomiks. Koty – natura i wychowanie” Andy Hirsch

O tym, że koty rządzą na pewno nie trzeba nas przekonywać. Ale naukowych faktów i poszerzania wiedzy o tych futerkowych władcach świata nigdy zbyt wiele. Szczególnie podanej w tak atrakcyjny sposób.

Komiksy to bardzo pomysłowy sposób przekazywania informacji, bo przekazują je nie tylko za pomocą tekstu, ale i ilustracji, na które czytając siłą rzeczy zwracamy jeszcze większa wagę, niż w przypadku książki „z obrazkami” lub nawet ilustrowanej realnymi zdjęciami.

Naszym przewodnikiem po kocim świecie będzie Fasolka – kocia celebrytka, która dobrze zna zarówno ciepło i dostatek ciepłych kolan i pełnej miski, jak i ponurą rzeczywistość kociej bezdomności. Zabierze nas w podróż po, między innymi, historii traktowania kotów, budowie kociego ciała, zdumiewających umiejętnościach dzikich kotów oraz rasach i charakterach domowych mruczków.

Jeśli więc jesteście ciekawi jak ważne w życiu kota jest polowanie, do jak ekstremalnych temperatur przyzwyczajony jest kot pustynny, dlaczego ogony rysi nie grzeszą długością, które koty uwielbiają pływać, jak zbudowane są kocie oczy, w jaki sposób koty spadają na cztery łapy, jak genetyka wpływa na łaciatość kociaków, jak wyglądało udomawianie drapieżników, dlaczego persy są leniwe i czym jest ailurofobia, a czym papillae, koniecznie sięgnijcie po ten komiks.

Poza uroczą narratorką, masą ciekawostek i fajnym usystematyzowaniem wiedzy, na przyjemność lektury ogromy wpływ mają też świetne ilustracje – kolorowe, humorystyczne, o miękkiej kresce i wspaniale prezentujące podejmowane zagadnienia. Nie mam pojęcia jak to możliwe, że aż do tego tomu nie miałam pojęcia o istnieniu tej serii (dotychczas pojawiły się również „Rekiny” oraz „Roboty i drony”), widać potrzeba wabika w postaci słodkich kotków, by móc dostrzec jak fajnym nośnikiem wiedzy może być komiks.

Zdecydowanie polecam samodzielnym czytaczom (kompletnie nie potrafię czytać komiksów na głos), zarówno tym z sugerowanej grupy wiekowej, czyli 6-10 lat, jak i bardziej podrośniętym, a nawet dorosłym kociarzom. Sama czytałam z największą przyjemnością i sporo wyniosłam z lektury.

Andy Hirsch, Naukomiks. Koty – natura i wychowanie, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 128 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Pamiętniki Wisienki T. 1-4” Joris Chamblain, Aurélie Neyret

„Moim sposobem na opowiadanie historii jest obserwowanie ludzi, wyobrażanie sobie ich życia i ich sekretów. Każdy z nas skrywa w sobie jakąś tajemnicę, o której nie wspomina, a która jednak czyni nas tym, kim jesteśmy”.

Wisienka ma nieco ponad 10 lat, uwielbia czytać i najbardziej na świecie pragnie zostać pisarką. Inspirując się słowami swojej sąsiadki i mentorki – najprawdziwszej pisarki na świecie – stara się obserwować otaczający ją świat z uwagą i próbować się domyślić, jakie historie noszą w sobie wszyscy otaczający ją ludzie. Kiedy więc podczas zabawy z przyjaciółkami w ich sekretnym domku na drzewie dostrzegają wychodzącego z lasu, ubrudzonego od stóp do głów farbą Pana Tajemniczego, Wisienka postanawia rozpocząć śledztwo, by rozwikłać jego tajemnicę. Tylko odrobinę nie podoba mi się okłamywanie mamy podczas całej przygody.

Jakiś czas (i sporo frustrujących „ślepych zaułków” później) okaże się, że dociekliwość popłaca, a tajemnicą jest naprawdę porywająca historia byłego malarza, który postanowił nadać życie opuszczonemu i zapomnianemu miejscu tworząc Skamieniałe ZOO.

„Pamiętniki Wisienki” to skrzyżowanie komiksowej historii i pamiętnikiem ciekawskiej małolaty, pełnym zdjęć, rysunków i wycinków. Łącząca to wszystko w spójną i bardzo atrakcyjną wizualnie całość szata graficzna jest więc naprawdę imponująca.

„Mamusia zawsze mi mówiła, że słownictwo jest najlepszą bronią w życiu (…). Czytać znaczy odkrywać, podróżować, lecz również uczyć się pojmowania sensu słów, a zwłaszcza posługiwania się nimi”.

Poza przepiękną warstwą graficzną i pomysłową, ale również poruszającą swoją wrażliwością historią komiks zrobił na mnie także bardzo pozytywne wrażenie od strony językowej. Nie stroni się tu od „trudnych słówek”, które uwielbiłam jako dziecko i wciąż bardzo doceniam. Młody czytelnik znajdzie tu i „odhumanizowane” i „zażenowana” i wiele innych powodów, by zajrzeć do słownika. Mamy tu też do czynienia ze sporym zróżnicowaniem językowym – części pamiętnikowe Wisienki są pisane z dziecięcą szczerością, dowcipem, zaangażowaniem i prostotą, natomiast dłuższe partie tekstu, szczególnie wycinki prasowe charakteryzuje elegancja języka. A podobno komiksy nie są tak samo rozwijające, jak tradycyjne książki!

Joris Chamblain, Aurélie Neyret, Pamiętniki Wisienki T.1 Skamieniałe ZOO, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2020, 80 s.

Pierwszy tom „Pamiętników Wisienki” spodobał mi się ze względu na oryginalną historię, fajny pomysł na bohaterkę trochę ciekawską małą panią detektyw, a trochę aspirującą pisarkę. Wpadł też w oko mojej pięciolatce i chociaż jest jeszcze spoooro na wyrost, udało nam się przeczytać go razem (a ja naprawdę nie lubię czytać komiksów na głos!).

Za to druga część – „Księga Hektora” – zrobiła na mnie piorunujące wrażenie swoją dojrzałością. Jest naprawdę łał!

Kiedy przyjaciółki naszej bohaterki wyjeżdżają na cały lipiec na wakacje, Wisienka trochę się nudzi. Wspomina zabawy z dzieciństwa, dzięki czemu możemy dowiedzieć się o niej czegoś więcej, np. o tym jak poznała panią Dejardins i zaczęła wymyślać pierwsze historie. Pewnego dnia wyparuje jednak pewną nietypowo zachowującą się staruszkę i postanawia rozwiązać jej zagadkę. Smutną i jednocześnie wyjątkowo wzruszającą opowieść o miłości, milczeniu i wojennej traumie, więc wchodzą nam tu zdecydowanie bardziej poważne tematy, niż w pierwszej części.

Nowa sprawa pochłania Wisienkę tak bardzo, że kompletnie zaniedbuje relacje z innymi ludźmi – ponownie okłamuje mamę, ignoruje uczucia i starania najlepszych przyjaciółek, wykorzystuje ważne dla siebie osoby wyłącznie do prowadzenia śledztwa, a podczas zbierania informacji posuwa się do nieetycznych metod. Na szczęście jednak jej mentorka jest na miejscu i pomaga jej wrócić na właściwy kurs, a kolejny notes wisienkowego pamiętnika kończy się pozytywnie.

„(…) gdy ktoś ukrywa głęboko w sobie to, co odczuwa, w końcu sam staje się tego więźniem. Mów, nie wstydź się uczuć, wyrażaj swoje wątpliwości, lęki. Mów tym, których kochasz, co masz w sercu, będą ci za to głęboko wdzięczni”.

Joris Chamblain, Aurélie Neyret, Pamiętniki Wisienki T.2 Księga Hektora, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2020, 80 s.

To ilustracje przyciągnęły mnie do serii „Pamiętników Wisienki”, zachwycałam się nimi już w „Skamieniałym ZOO”. To chociaż myślałam, ze już lepiej być nie może, okazało się, że jednak to właśnie „Ostatni z pięciu skarbów” będzie moim ulubionym tomem pod względem wizualnym. Jest w nim mnóstwo zimowych, pełnych śniegu pejzaży, ciepłej atmosfery świąt Bożego Narodzenia i bardzo urozmaiconych stron w wisienkowym dzienniku. Na koniec, w ramach bonusu, będziemy mogli obejrzeć Wisienkę oczami dziewięciu bardzo utalentowanych artystów.

A i sama historia jest jednocześnie poruszająca i przynosząca nadzieję, a przy tym nie bez zahaczenia o trudne tematy. Dziewczyny zaprzyjaźniają się z Sandrą – pracującą w bibliotece introligatorką, która zaprasza je do swojej pracowni. Pomagając jej zrobić porządki w składziku detektywki odkrywają tajemniczą paczkę sprzed niemalże 20 lat. W ten sposób rozpoczyna się nowe śledztwo i jednocześnie trudna, bardzo emocjonalna wyprawa w przeszłość Sandry, która wciąż nie zdołała uporać się z traumą z wczesnego dzieciństwa. Czy życzliwość niewidzianych od dawna bliskich i starania nowych przyjaciółek okażą się remedium na problemy z pamięcią i przyniosą ukojenie? Czy trudna historia Sandry przypomni Wisience o jej prywatnych rodzinnych tragediach?

Między kartki pamiętnika zapląta się muzyka, przepisy kulinarne, rodzinne zdjęcia i zasuszone kwiaty. Będzie sporo o miłości między rodzicami i dziećmi, ogromne poczucie winy małego dziecka i radzenie sobie z traumatycznymi wspomnieniami i wizyty u psychiatry. Cudowanie, że tego rodzaju tematy tak swobodnie pojawiają się w tytułach dla dzieci. Szczególnie w Polsce mamy z tym spory problem. Zupełnie przecież niesłusznie.

W tej części po raz kolejny smutek będzie się mieszał z nadzieją, a przyjaźń zwycięży. Przyjaciółki dorastają i uczą się na własnych błędach, dzięki czemu ich śledztwo zostanie przeprowadzone ze zdecydowanie większą dawką taktu i empatii, a i przede wszystkim zostanie przeprowadzone wspólnie. Wraz z klimatem świąt ta część wniesie w serca czytelników spokój, harmonię i sporo nostalgii.

Uwielbiam.

Joris Chamblain, Aurélie Neyret, Pamiętniki Wisienki T.3 Ostatni z pięciu skarbów, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2020, 88 s.

Ten komiks nie przestaje mnie zaskakiwać. Jak to możliwe, że jest tak bardzo dobry? W sumie ani trochę się nie dziwię, że „Pamiętniki Wisienki” otrzymały nagrodę główną w konkursie Świat Przyjazny Dziecku organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka, w pełni zasłużenie!

Za każdym kolejnym tomem nasza bohaterka dorasta – jej kolejny dziennik – „Bogini bez oblicza” – zaczyna się od 12 urodzin i wielkiej imprezki z tej okazji. Mama przygotowała dla niej wyjątkowy prezent – tydzień nad oceanem z rozwiązywaniem zagadek tajemniczej posiadłości w ramach atrakcji. Nadmorskie miasteczko, pełen dziwów dom – od ukrytych pracowni malarskich, przez teatr w podziemiach aż po kunstkamerę – wszystko teatralnie zaaranżowane, a jednak z wykorzystaniem historii niezwykłego domu. I przede wszystkim cudowny czas spędzony razem z mamą i przyjaciółkami.

Co jednak, jeśli okaże się, że rozwiązywana przez Wisienkę tajemnica to coś więcej, niż tylko atrakcja dla turystów, a dziewczynka została nieuczciwie wykorzystana do odkrycia zagadki przeszłości kogoś bardzo bliskiego? Kim jest tajemnicza Wenus z pociętego obrazu i dlaczego po raz kolejny zabawa w detektywa nadszarpnie nić porozumienia między Wisienką i jej mamą?

Autorki przygotowały kolejną piękną, wzruszającą i smutną historię miłosną (po raz kolejny w bardzo dojrzały sposób!) wplecioną w pełną wyzwań przygodę z zabawą w piratów, odkrywców i poszukiwaczy skarbów. I jak zawsze pod historią kryje się o wiele więcej, niż można by się spodziewać, a opowieść delikatnie i zapełnienie nienachalnie oswaja trudne tematy.

Jestem pod wielkim wrażeniem. Nie mam pojęcia gdzie je upchnę, ale te komiksy będą czekać jeszcze z pięć lat na moją Majkę. Są cudowne, musi je przeczytać. Już nie mogę się doczekać kolejnego tomu.

Joris Chamblain, Aurélie Neyret, Pamiętniki Wisienki T.4 Bogini bez twarzy, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 80 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Bajki Majki: „Catwoman: W blasku księżyca” Lauren Myracle, Isaac Goodhart

Dotychczas pokazywałam Wam powieści graficzne będące adaptacjami światowych dzieł literatury – „Zabić drozda”, „Folwark zwierzęcy”, czy „Rok 1984”. Tym razem czas na coś dla młodszego czytelnika – lekką historię luźno opartą na kultowych komiksach DC. Co ciekawe, „lekką”, nie znaczy mało „zaangażowaną społecznie”.

To opowieść o dorastaniu Seliny Kyle, szkolnej znajomości z Bruce’m Wayne’m i początkach jej przemiany w Catwoman – na razie dopiero bardzo subtelnie zarysowanej.


Kiepska sytuacja rodzinna, poczucie wyobcowania wśród rówieśników i niedopasowania do szkolnej rzeczywistości popychają bohaterkę do dramatycznej decyzji. Kiedy jej ojczym z czystej złośliwości krzywdzi przygarniętą przez Selinę kotkę, dziewczyna ucieka z domu i usiłuje odnaleźć się w życiu na ulicy. W trakcie swojej tułaczki trafia do grupy młodych wyrzutków i decyduje się wziąć udział w planowanym przez nich włamaniu do luksusowej rezydencji. Tymczasem po ulicach Gotham grasuje maniakalny morderczy pies z piekła rodem…

W historii poruszono całą masę trudnych tematów – od zaniedbania rodzicielskiego i przemocy domowej, przez życie na gigancie, samookaleczanie, kradzież, tolerancję dla osób o innej orientacji seksualnej czy w kiepskiej sytuacji materialnej, aż po poczucie odpowiedzialności za drugiego człowieka. W pewnym momencie miałam aż wrażenie, że Selina trochę za bardzo moralizuje, ale też nie jestem pewna, czy nastolatki, do których skierowana jest ta pozycja, będą odczuwać to w podobny sposób. W końcu z drugiej strony Selina jest tak bardzo cool – ładna, sprawna fizycznie, ćwicząca parkour, empatyczna, wygadana, nad wiek dojrzała i radząca sobie w każdej sytuacji. Po prostu świetna kumpela. A takiej łatwo wybaczyć nawet małe kazanie od czasu do czasu.

I jak z niecierpliwością oczekiwałam świetnej szaty graficznej, bo i książka wygląda obłędnie, tak cała ta warstwa dydaktyczno-moralizatorska była dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem.

Lauren Myracle, Isaac Goodhart, Catwoman: W blasku księżyca, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 192 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Czas na czytanie: „Tamara Łempicka” Virginie Greiner, Daphné Collingnon

Mikołaj dobrze wiedział, co mi przynieść, nie sposób przejść obojętnie obok takiej pozycji, spójrzcie tylko na tą okładkę!

Komiks prezentuje drobny wycinek życia jednej z ikon dwudziestolecia międzywojennego, Tamary Łempickiej. Poznajemy artystkę, gdy ta zaczyna wspinać się na sam szczyt, kiedy zdobywa sławę i uznanie paryskiej socjety, a jej pierwsze małżeństwo zaczyna chylić się ku upadkowi – od momentu poznania śmietanki towarzyskiej aż do poznania jednej z jej głównych muz i namalowania jednego z najsłynniejszych dzieł, „Pięknej Rafaeli”.

Z jednej strony życie w luksusach i przyjemnościach artystycznej bohemy, bardzo sensualne, kipiące erotyzmem i napięciem, które Tamara przenosiła na płótno. Z drugiej to również walka  o dobrobyt, jaki gwarantują tylko liczne zlecenia od najznamienitszych klientów oraz niesłabnące zainteresowanie publiki, a także odważne stawianie czoła konwenansom, gdzie rola żony i matki niekoniecznie daje się pogodzić z pozycją wyzwolonej artystki, która robi co chce i nie musi nikogo pytać o zdanie. To wreszcie nieustanna pogoń za ideałem i początki emancypacji kobiet.

Bardzo klimatyczne ilustracje utrzymane w stonowanych kolorach, stylistyką nawiązują do wyrafinowanej i nieco szalonej epoki międzywojnia i samego stylu art déco. Oddają zarówno ducha szalonych czasów, jak i niepokorną duszę malarki. Można na nie patrzeć godzinami, zanim jeszcze zaczęłam czytać przejrzałam książkę przynajmniej trzy razy ciesząc się samą formą wydania i sycąc oczy ilustracjami, to czysta przyjemność.

Książkę kończy kilkustronicowe streszczenie biografii artystki autorstwa Dimitria Joannidèsa dające czytelnikowi szerszy kontekst zarówno życia Tamary, jak i samej epoki.

Przyznaję, że czuję lekki niedosyt. Z przyjemnością poznałabym w ten sposób zarówno wcześniejsze, jak i późniejsze losy artystki. Jednak ten maleńki fragment również ma swój urok – jest jak wykwintne czekoladki – tym bardziej się nimi delektujemy i rozpamiętujemy ich smak, im rzadziej mamy przyjemność się nimi raczyć. A ich celem nie jest przecież nasycenie, a jedynie rozbudzenie apetytu.  

Virginie Grenier, Daphné Collingnon, Tamara Łempicka, Warszawa: Wydawnictwo Marginesy 2019, 58 s.

Grajki Majki: „Rycerze” – komiks paragrafowy

To mój pierwszy raz z grą paragrafową i zdaje się, że połknęłam bakcyla!

Czy jest ktoś, kto nie chciał nigdy zostać rycerzem? Teraz to możliwe! Możemy wcielić się w jednego z trzech ambitnych braci i spróbować swoich sił w rywalizacji o możliwość uczestnictwa w morderczym treningu o godność rycerską. Liczy się samozaparcie, uczciwość, spostrzegawczość, wytrzymałość i… instynkt samozachowawczy, bo każda nasza decyzja ma swoje konsekwencje. A konkurenci nie śpią!

W tego rodzaju komiksie czytelnik sam steruje fabułą. Podejmując decyzje wędrujemy po książce kierując się się do określonych pól oznaczonych cyframi zgodnymi z naszym wyborem (przy okazji to świetne ćwiczenie z poznawania cyfr dla młodszych odbiorców). W ten sposób każda rozgrywka jest inna i różnymi gracze mogą trafić w zupełnie różne miejsca i mierzyć się z różnymi wyzwaniami.

„Dziennik bohatera” to tak naprawdę wstęp do przygody mający na celu oswoić nas z mechaniką gry. By dostąpić zaszczytu szkolenia na rycerza musimy zdobyć jak najwięcej bransoletek odwagi wędrując po lasach i wertepach wokół szkoły. Dzięki określonych przymiotach naszego bohatera – sile, odwadze, charyzmie i zręczności – możemy w różny sposób reagować na napotkane sytuacje, na przykład stanąć do pojedynku, albo pertraktować. Warto jednak mierzyć siły na zamiary! Musimy zdobyć konia, broń i pieniądze, a unieść możemy tylko tyle, ile zmieścimy w plecaku, z którym wyruszamy po przygodę, zdążyć odszukać tyle bransoletek męstwa, ile zdołamy i przy tym nie zgubić się w lesie. A mamy na to tylko 5 dni i nocy!

„Dziennik bohatera” to jednak kaszka z mleczkiem. Prawdziwe wyzwania dopiero czekają! Wraz z kolejnymi częściami wzrasta poziom trudności – w „Wiadomości” udało nam się już dostać do szkoły rycerskiej i dzięki temu możemy wybrać jeden z dwóch trybów gry: szybki i uproszczony tryb giermka albo docelowy tryb rycerza, jeśli czujemy się na siłach. A to już nie przelewki! Musimy dostarczyć hrabiemu bardzo ważną wiadomość od króla. Na drodze czekają nas epickie pojedynki z potworami i łamiące główki zagadki, a ich wyniki zależą tak od sprawności umysłu, jak i od szczęścia, bo pojedynki kołem się toczą. Dosłownie. Również karta postaci jest znacznie bardziej skomplikowana, niż w pierwszej części, bo pojawiają się punkty życia i doświadczenia, które zmieniają się po każdym z pojedynków i zależą od broni, którą się posługujemy. Podczas wykonywania zadań natrafimy także na karty specjalne, za które zdobędziemy atrakcyjne bonusy.

Przygody i pojedynki to za mało? Na złaknionych skarbów czeka trzecia część „Rycerzy” – kolejna rycerska misja! „Ukryte miasto” to nie tylko wyprawa po przygody, ale i po atrakcyjne fanty – nasi bohaterowie, uzbrojeni w listę ukrytych skarbów, będą eksplorować legendarne miasto na tropikalnej wyspie. I tym razem czekają nas pojedynki, zagadki i niebezpieczeństwa, tylko w bardziej atrakcyjnej scenerii – mapy, krwiożercze kościotrupy, drogocenne świecidełka, zamknięte skrzynie… na pewno czujecie te klimaty. Dużym ułatwieniem jest fakt, że w przypadku tej przygody nie zmienia się już wzór karty postaci, koło pojedynków również zostaje – po prostu zamiast kart specjalnych z „Wiadomości”, mamy listę skarbów do odkrycia. Tym bardziej przyda się spostrzegawczość i hart ducha. Również w tej części możemy wybrać miedzy uproszczonym trybem giermka, a standardową rozgrywką rycerza.

Bardzo doceniam, że karty postaci i wszystkie te elementy, które powinno się wypełnić i wyciąć z książki można również pobrać ze strony internetowej wydawnictwa, dzięki czemu książki nie jest „jednorazowego użytku”.

Super rozrywka i dla młodszych i dla starszych graczy. Trochę komiks, trochę książka, trochę gra. Strasznie fajnie nie tylko poczuć się bohaterem czytanej historii za sprawą siły  wyobraźni, ale i mieć realny wpływ na jej przebieg!

Rycerze. Dziennik bohatera
Rycerze 2. Wiadomość
Rycerze 3. Ukryte miasto

Autorzy: Shuky, Waltch, Novy
Wydawnictwo Foxgames
Liczba graczy: 1
Sugerowany wiek: 8+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Foxgames.

Czas na czytanie: „Folwark Zwierzęcy” George Orwell, ODYR

To już druga adaptacja książki z klasycznego kanonu, którą czytam jako powieść graficzną i naprawdę mogłabym się do tego przyzwyczaić. Może nie jako wersję mającą zastąpić oryginalny tekst, ale jako powtórka po latach (albo na przykład przed egzaminem) sprawdzi się bardzo dobrze.

Pamiętam, że akurat „Folwark zwierzęcy” był jedną z tych lektur, które czytało się raczej chętnie – niedługa, pozbawiona ozdobników stylistycznych, zwięzła i na temat, przemawiająca do wyobraźni, mimo, że w podstawówce mało kto traktuje taką tematykę jako aktualny problem, a nie relikt przeszłości. Wydaje mi się, że „Folwark” nie jest książką, której atrakcyjność trzeba podnosić ale i tak adaptacja graficzna wyszła jej zdecydowanie na plus, ilustracje jeszcze bardziej dodają powieści klimatu.

Bo i sposób ilustrowania został idealnie dopasowany – Odyr przedstawił rzeczywistość folwarku bardzo w stylu traktorzystek i podawania cegły. I chociaż jako realizm socjalistyczny raczej nie odnalazłaby aprobaty, bardzo dobrze działa na wyobraźnię odbiorcy i jest bardzo dobrym dopełnieniem treści utworu. A i czyta się przyjemniej, a już na pewno bardziej sprawnie, bo tekst został oczywiście odpowiednio dopasowany do nowej formy przekazu. I co za tym idzie, skrócony, chociaż nie odczułam w związku z tym jakiegoś szczególnego braku.

Jeśli mam się doszukiwać minusów tego wydania, to jedynym jest różnica formatu, między „Folwarkiem zwierzęcym”, a wydaną na początku roku drugą powieścią graficzną – „Zabić drozda”. I chociaż obie książki, poza pomysłem na komiksową adaptację, nie łączy wiele, chętnie potraktowałabym je jako serię „klasyka graficznie” i ujednoliciła format wydania. Jakoś tak wtedy zawsze łatwiej znaleźć miejsce na półce.

George Orwell, ODYR, Folwark zwierzęcy, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, 2020, 176 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar.