Bajki Majki: Pierwsze komiksy przedszkolaka

Robiłyśmy kiedyś z Mają podejście do całokartonowych komiksów dla zupełnych maluszków, ale zupełnie nie złapała tego bzika. Natomiast całkiem niedawno wykazała wzmożone zainteresowanie komiksami z serii „Pamiętników Wisienki”, które dla odmiany są dla niej jeszcze zbyt poważne, ponadto zupełnie nie umiałam czytać ich na głos. Zaczynałam nawet podejrzewać, że komiksy w ogóle nie nadają się do wspólnego czytania i trzeba podsunąć je dziecku dopiero, kiedy potrafi już samodzielnie składać litery i zdania. A tu proszę, wydawnictwo Egmont zaczęło wydawać aż cztery serie w kategorii „Mój pierwszy komiks” , po które można sięgnąć już z przedszkolakiem. I faktycznie czyta się je bez problemu! Co więcej są cudownie ilustrowane, sympatyczne, pełne ciepła i rodzinnych uczuć, opatrzone zabawną puentą lub skłaniające do przemyśleń. Prezentuję wam pierwsze tomy wszystkich nowych serii, na pewno każdy znajdzie coś dla siebie, bo i każda historia jest zupełnie inna – klimatyczna „W cieniu drzew”, wzruszający „Bartłomiej z Karmelkiem”, nostalgiczne „Opowieści z Bukowego lasu” i mądry „Pan Borsuk i Pani Lisica”.  

Chociaż wszystkie 4 serie są skierowane do czytelników od 5 roku życia, polecam zacząć od tych dwóch wydanych w nieco mniejszym formacie, zbliżonym do A5. Są niedługie, ze względu na format nieco wygodniejsze do wspólnego czytania i stanowią połączenie komiksu i książki obrazkowej, gdzie głównym środkiem przekazu wciąż są przede wszystkim ilustracje, a dialogi w dymkach pełnia jedynie funkcję uzupełniającą, pomagającym określić kontekst sytuacji.

 „W cieniu drzew. Jesień Pana Zrzędka” to zabawna historia zabierającego się za jesienne porządki, w końcu kiedy mieszka się w lesie, spadające liście potrafią dać się nieźle we znaki. Zamiatanie nie jest jednak takie łatwe, kiedy pod nogami plączą się zapracowani przed jesienią sąsiedzi – Pan Wiewiór zbierający żołędzie na zimę, Pan Jeż wyciągający sąsiada na ostatni dżdżownice przed zapadnięciem w sen zimowy, czy mały Myszek, któremu latawiec utknął na drzewie. I chociaż Pan Zrzędek nie należy do najweselszych osób na świecie, a każdą interakcję z innymi okrasza całą gamą zniechęconych westchnień, zawsze wyciąga do innych pomocną dłoń. A jak wiadomo okazane dobro w końcu do nas wraca i w chwili kryzysu sąsiedzi również przyjdą mu z pomocą.

DAV, W cieniu drzew. T. 1. Jesień Pana Zrzędka, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 32 s.

W tym samym niewielkim formacie ukazał się także pierwszy tom przygód dwóch osiołków „Bartłomiej i Karmelek. Najlepsze miejsce”. To przeurocza opowiastka o tacie i jego nieco znudzonym synku oraz ich wyprawie na ryby. Kiedy Karmelek wspomina z rozmarzeniem w jaki sposób jego koledzy spędzają wakacje, tata dwoi się i troi, by zapewnić synkowi równie emocjonujące atrakcje i robi wszystko, by zabrać go w tak samo wyjątkowe miejsca. W poszukiwaniu wrażeń i porywie ojcowskiej kreatywności lądują w końcu… na księżycu! Czy jednak tego naprawdę tego najbardziej wyjątkowego, jedynego w swoim rodzaju miejsca trzeba było szukać tak daleko?

Uroczo zakręcona, całkiem wzruszająca, z poczuciem humoru, olbrzymią dawką tatusiowej miłości i zaskakującą puentą.

Silvia Vecchini, Sualzo, Bartłomiej i Karmelek. T. 1. Najlepsze miejsce, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 32 s.

Nieco bardziej zaawansowanym, zarówno pod względem formatu (tym razem już A4), ilości tekstu, jak i podejmowanej tematyki, jest pierwszy tom komiksu „Pan Borsuk i Pani Lisica” pt. „Spotkanie”. Borsuki lubią mieć wszystko porządnie poukładane i cenią sobie swoje spokojne, przewidywalne życie. Jednak codzienność Borka i Szperaczka czekają poważne zmiany, kiedy ich tata decyduje się przygarnąć pod swój dach dwie niewiasty w opałach, którym myśliwi zniszczyli norkę. Nagle trzeba podzielić się łóżeczkami, pokojem i jedzeniem. Ale największy problem w tym, że Róża i jaj mama nie są ani trochę borsukami, to lisice! A wszyscy wiedzą, że borsuki i lisy mają zupełnie odmienne charaktery i to po prostu niemożliwe, by mogły się. Czy mimo uprzedzeń i początkowej niechęci uda im się stworzyć zgodną rodzinę? Dzieci nie są tego wcale takie pewne!

Pełna mądrości komiksowa opowiastka o różnicach i szukaniu płaszczyzny porozumienia, pierwszym zderzeniu z innością i tolerancji, niepełnych rodzinach i nawiązywaniu nowych relacji, aż wreszcie o braciach i siostrach, dziewczynach i chłopakach. A wszystko to za fasadą uroczych zwierzęcych pyszczków.

Brigitte Luciani, Eve Tharlet, Pan Borsuk I Pani Lisica. T. 1. Spotkanie, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 32 s.

* Jeśli lubicie borsuki, lisy i macie ochotę na lekcję tolerancji i otwartości na innych w ich wydaniu skierowaną do nieco starszych czytelników, koniecznie sięgnijcie też po „Tarmosię” podejmującą nieco podobną tematykę z borsuczym futerkiem w roli głównej.*

I jeszcze na sam koniec mały nostalgiczny powrót do dzieciństwa. Pamiętacie wieczorynkę o króliczej Rodzinie Rabatków? To serial animowany na podstawie książki, której niestety nigdy nie czytałam, ale z przyjemnością przypomnę sobie przygody królików wraz z córką za pośrednictwem komiksu. Pierwszy tom serii „Opowieści z Bukowego Lasu” jest o urodzinach Stokrotka – a dokładniej o przygotowaniach do nich. Bo i jest mnóstwo do zrobienia – trzeba przygotować zaproszenia i dostarczyć je gościom, zrobić zakupy i ugotować mnóstwo pyszności, stworzyć dekoracje, uroczyście udekorować stół i własnoręcznie stworzyć prezenty! Oczywiście wszystko w tajemnicy przed solenizantem, którego tymczasem czeka w ogrodzie całkiem sporo przeciwności, które skutecznie zajmują mu dzień – od rozbrykanego latawca aż po żółwia – pluszakożercę! Czy uda się zdążyć z niespodzianką przed powrotem solenizanta?

Loïc Louannigot, Opowieści z Bukowego Lasu. T. 1. Urodziny, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 32 s.

Wszystkie komiksy, choć różnią się formatem, zostały wydane w twardej, oprawie z gąbką w środku, a ich cechą charakterystyczną – mimo różnych autorów – są piękne ilustracje i poziom przekazu adekwatny do możliwości poznawczych małego czytelnika. Chociaż każda z wymienionych historii rozpoczyna swoją serię i będzie miała ciąg dalszy, bez problemu można traktować je również jako samodzielne historie.

To jak? Dacie się przekonać do komiksów?

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Bajki Majki: „Pozytywka. T. 2: Sekret Cypriana” Gijé, Carbone

O pierwszym tomie serii przeczytacie TUTAJ.

Ośmioletnia Nola nie może przestać myśleć o fantastycznym świecie ukrytym we wnętrzu pozytywki. Dzięki niemu może dowiedzieć się więcej o zmarłej mamie, w końcu jest teraz powierniczką jej tajemnicy i przejęła po niej obowiązek ochrony Pandorii. Dlatego też kiedy tylko nadchodzi okazja, ponownie przenosi się do tej zagadkowej krainy.

Tym razem trafia w sam środek tłumnej, festiwalowej uroczystości z okazji rocznicy panowania pandoriańskiego króla Hektoriana I. Na szczęście jej nowi przyjaciele wychodzą jej naprzeciw i pomagają trafić do bezpiecznego domu oraz znaleźć sposób na ukrycie się wśród miejscowych. Nola ma szansę poznać kolejną osobę, która przyjaźniła się z jej mamą – zielarza Antona, który oprowadzi ją po swojej pełnej dziwów szklarni i zaprosi na zbiory liści mandragory. Przy okazji wspólnie odkryją zuchwałą kradzież – jak się okazuje, to już kolejna z kolei stracona roślina.

Kto okrada Antona i dlaczego wybiera takie, a nie inne rośliny? Czy to wydarzenie ma coś wspólnego z królewską paradą? Czy po raz kolejny uda się zapobiec tragedii? Przekonajcie się sami!

Drugi tom bajecznie kolorowego komiksu dla młodszych czytelników trzyma w napięciu i pozwala dowiedzieć się nieco więcej o tym świecie. Przy okazji podejmuje ważne dla dziecka tematy, jak zastraszanie i wykorzystywanie młodszego dziecka, przez większych i silniejszych „starszaków” oraz pokazuje prawidłowy sposób zachowania się w takiej sytuacji – zawsze najlepiej opowiedzieć o tym rodzicom, by wspólnie znaleźć rozwiązanie. Kto wie, może przy okazji uda się  zniweczyć podły spisek i uratować życie króla?

Gijé, Carbone, Pozytywka. T.2: Sekret Cypriana, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 56 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Bajki Majki: „Pozytywka. Witamy w Pandorii” Gijé, Carbone

Odkąd jakiś czas temu kompletnie zakochałam się w Pamiętnikach Wisienki, zaczęłam z większym zaciekawieniem przyglądać się komiksom dla dzieci, chociaż moja Maja zdecydowanie musi do nich jeszcze dorosnąć.

„Witamy w Pandorii” to pierwszy tom bardzo obiecującej serii dla dzieci. Nola dostaje na urodziny pozytywkę – pamiątkę po zmarłej mamie. Gdy przekręca kluczyk, by posłuchać melodii, zauważa w kuli machającą do niej postać… W ten sposób, niczym Alicja, trafia do fantastycznej krainy ukrytej we wnętrzu pozytywki i wpada w sam środek intrygi. Mama nowo poznanej przyjaciółki, która ściągnęła ją do Pandorii, cierpi na nieokreśloną chorobę. Czy to możliwe, że ktoś ją otruł? Który z sąsiadów mógł to zrobić i dlaczego? Czy troje dzieci, z czego jedno z nich aż do tej chwili nie miało pojęcia o istnieniu tego świata, będzie w stanie pomóc chorej i odkryć truciciela?

W porównaniu z przygodami Wisienki mamy tu zdecydowanie mniej tekstu i krótszą oraz mniej skomplikowaną fabułę – jest to propozycja dla nieco młodszych dzieci. Nie brak tu jednak poważnych tematów, choć na razie dopiero wstępnie zarysowanych i umieszczonych w fantastycznym świecie pełnym niezwykłych stworzeń. Dominującym problemem jest tu ogrom tęsknoty po śmierci ukochanej mamy, pojawiają się również motywy choroby i zakazanej miłości („W Pandorii nie można kochać kogo się chce”) oraz bliżej nieokreślone niebezpieczeństwo czyhające na dziewczynkę.

Nie ukrywam, że do tego tytułu przyciągnęły mnie cudowne ilustracje – zarówno kolory, jak i kreska są bardzo w moim guście, każda strona to uczta dla oczu. Szczególnie, że nie brak tu różnych cudacznych bohaterów, wielogłowych, wielorękich i wyposażonych w mackowe brody. A towarzyszy im klimat tajemnicy i niesamowitości.

Pierwszy z komiksów to tak naprawdę dopiero wstęp do całej historii – czytelnik będzie miał szansę ledwie posmakować klimatu tego świata i rządzących nim praw oraz samej historii. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że sprawa truciciela znajdzie swoje rozwinięcie, a przygody Noli i jej nowo poznanych przyjaciół dopiero się rozkręcają. Jaką rolę w świecie wewnątrz pozytywki pełniła mama naszej bohaterki? Odpowiedzi na wszystkie te pytania mama nadzieję znaleźć w drugim tomie.

Gijé, Carbone, Pozytywka. T.1: Witamy w Pandorii, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 56 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Bajki Majki: „Kod Oracle” Marieke Nijkamp, Manuel Preitano

Pierwsza książka z serii „DC Powieść graficzna 13+”, jaką czytałam – „Catwoman” – była dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem i podstawiła poprzeczkę bardzo wysoko. Teraz już spodziewałam się treści wychowawczych i wzięcia na ruszt „trudnych tematów” do przepracowania z młodymi odbiorcami. Za to dla odmiany sama postać i historia Barbary Gordon były mi wcześniej nieznane.

Przybliżę więc dla tych, którzy charakteryzują się w tym temacie ignorancją podobną mojej: Barbara Gordon jest genialną hakerką o analitycznym umyśle i córką komisarza Gordona. Tego komisarza od Batmana. Pewnego dnia jej ciekawość sprawiła, że znalazła się w nieodpowiednim czasie w nieodpowiednim miejscu i została postrzelona podczas napadu, co skończyło się dla niej niepełnosprawnością. By nauczyła się żyć na wózku inwalidzkim, rodzina umieszcza ją w elitarnym ośrodku – Centrum Rehabilitacji Arhkam. A tam dzieją się naprawdę niepokojące rzeczy. A może to tylko efekt nadmiernie wybujałej wyobraźni pacjentów i ich problemów psychicznych, nieprzepracowanych traum i okropnych wspomnień?  Czy dociekliwość Barbary doprowadzi do kolejnej tragedii, czy może uda jej się rozwiązać zagadkę zaginionych podopiecznych?

„(…) gdybym się nie bała, toby znaczyło, że mi nie zależy. To strach sprawia, że dajemy z siebie wszystko, że przemy do przodu, że próbujemy zrozumieć to, czego nie rozumiemy”.

Tym razem temat przewodni wydaje się być oczywisty – niepełnosprawność i stawiane przez nią ograniczenia, mozolny proces godzenia się z nową sytuację i dalekie od oczekiwanych reakcje najbliższych. Znajdziemy tu jednak również sporo na temat nawiązywania przyjaźni, wyrzutów sumienia, zaufania drugiej osobie, zawierzenia intuicji, nie poddawania się i wątpliwych kwestii moralnych. W połączeniu z niepokojącą zagadką do rozwiązania i świetnymi, oddającymi nieco upiorny klimat ilustracjami wychodzi historia tak wciągająca, jak i edukacyjna. Powiedziałabym nawet, że w przeciwieństwie do historii Catwoman, tutaj mamy nawet mniej moralizowania, albo jest ono po prostu bardziej subtelne, bo ani trochę nie wybija się na pierwszy plan.

Za to jak najbardziej odczuwalna jest duża dawka girl power, nawet jeśli nie tak oczywista, jak to zwykle bywa w historiach o superbohaterach.

Marieke Nijkamp, Manuel Preitano, Kod Oracle, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 184 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Bajki Majki: „Jak to działa? Książki” Nikola Kucharska

Chociaż teoretycznie sugerowany wiek odbiorcy tej książki to 6-10 lat, to bez wątpienia prawdziwa gratka dla wszystkich moli książkowychniezależnie od wieku.

Ciekawska Klara chce w przyszłości zostać pisarką, redaktorką albo może bibliotekarką – najważniejsze, żeby mogła łączyć pracę z miłością do książek. Jej mądry dziadziuś Ignacy z przyjemnością wprowadzi ją w fascynujące aspekty historii i procesu powstawania książek.

Ta pełna fascynujących szczegółów książka obrazkowa to niezwykle udane połączenie encyklopedii z komiksem. Wraz z Klarą poznamy sposoby zapisywania informacji jeszcze sprzed wynalezienia książek – od nacinania kości i wiązania supełków na sznurkach aż po wypełnione hieroglifami papirusy – zajrzymy do średniowiecznego skryptorium, poznamy historię papieru i wynalezienia druku, a także pierwszych bibliotek. Przyjrzymy się jak działa wydawnictwo i kto w nim pracuje, dokładnie prześledzimy proces powstawania książki – od rękopisu aż po drukarnię i dowiemy się co nieco o najniezwyklejszych książkach na świecie – będą nawet te zmyślone!  

Dowiemy się kim był Gutenberg, czym zajmował się zecer i kim jest introligator, czym jest kipu, w jaki sposób kataloguje się książki, czym jest numer ISBN i co oznaczają wszystkie te tajemnicze cyferki. Poznamy rodzaje książek, dowiemy się czym jest cenzura i zrobimy przegląd wymarzonych zawodów dla bibliofili (nie, bookstagramer tam nie występuje, bloger książkowy też nie).

Każda strona to nowa podróż – pełna tajemniczych pojęć, trudnych słówek, ciekawostek i fantastycznych, bardzo szczegółowych ilustracji. Strasznie podoba mi się ten sposób przekazywania wiedzy, zdecydowanie nie mieszczę się w widełkach wiekowych, a czytałam z największą przyjemnością i kilku ciekawostkom udało się mnie zaskoczyć. Moja Majka jeszcze jest na nią trochę za mała i trudno jej się skupić na niektórych zagadnieniach, ale myślę, że za rok będzie idealna. Do tego czasu zdążę zapewne skompletować całą serię, bo to już czwarty tom „Jak to działa”. Szczególnie kusi mnie część poświęcona ciału człowieka.

Nikola Kucharska, Jak to działa? Książki, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Naukomiks. Koty – natura i wychowanie” Andy Hirsch

O tym, że koty rządzą na pewno nie trzeba nas przekonywać. Ale naukowych faktów i poszerzania wiedzy o tych futerkowych władcach świata nigdy zbyt wiele. Szczególnie podanej w tak atrakcyjny sposób.

Komiksy to bardzo pomysłowy sposób przekazywania informacji, bo przekazują je nie tylko za pomocą tekstu, ale i ilustracji, na które czytając siłą rzeczy zwracamy jeszcze większa wagę, niż w przypadku książki „z obrazkami” lub nawet ilustrowanej realnymi zdjęciami.

Naszym przewodnikiem po kocim świecie będzie Fasolka – kocia celebrytka, która dobrze zna zarówno ciepło i dostatek ciepłych kolan i pełnej miski, jak i ponurą rzeczywistość kociej bezdomności. Zabierze nas w podróż po, między innymi, historii traktowania kotów, budowie kociego ciała, zdumiewających umiejętnościach dzikich kotów oraz rasach i charakterach domowych mruczków.

Jeśli więc jesteście ciekawi jak ważne w życiu kota jest polowanie, do jak ekstremalnych temperatur przyzwyczajony jest kot pustynny, dlaczego ogony rysi nie grzeszą długością, które koty uwielbiają pływać, jak zbudowane są kocie oczy, w jaki sposób koty spadają na cztery łapy, jak genetyka wpływa na łaciatość kociaków, jak wyglądało udomawianie drapieżników, dlaczego persy są leniwe i czym jest ailurofobia, a czym papillae, koniecznie sięgnijcie po ten komiks.

Poza uroczą narratorką, masą ciekawostek i fajnym usystematyzowaniem wiedzy, na przyjemność lektury ogromy wpływ mają też świetne ilustracje – kolorowe, humorystyczne, o miękkiej kresce i wspaniale prezentujące podejmowane zagadnienia. Nie mam pojęcia jak to możliwe, że aż do tego tomu nie miałam pojęcia o istnieniu tej serii (dotychczas pojawiły się również „Rekiny” oraz „Roboty i drony”), widać potrzeba wabika w postaci słodkich kotków, by móc dostrzec jak fajnym nośnikiem wiedzy może być komiks.

Zdecydowanie polecam samodzielnym czytaczom (kompletnie nie potrafię czytać komiksów na głos), zarówno tym z sugerowanej grupy wiekowej, czyli 6-10 lat, jak i bardziej podrośniętym, a nawet dorosłym kociarzom. Sama czytałam z największą przyjemnością i sporo wyniosłam z lektury.

Andy Hirsch, Naukomiks. Koty – natura i wychowanie, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2021, 128 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Bajki Majki: „Pamiętniki Wisienki T. 1-4” Joris Chamblain, Aurélie Neyret

„Moim sposobem na opowiadanie historii jest obserwowanie ludzi, wyobrażanie sobie ich życia i ich sekretów. Każdy z nas skrywa w sobie jakąś tajemnicę, o której nie wspomina, a która jednak czyni nas tym, kim jesteśmy”.

Wisienka ma nieco ponad 10 lat, uwielbia czytać i najbardziej na świecie pragnie zostać pisarką. Inspirując się słowami swojej sąsiadki i mentorki – najprawdziwszej pisarki na świecie – stara się obserwować otaczający ją świat z uwagą i próbować się domyślić, jakie historie noszą w sobie wszyscy otaczający ją ludzie. Kiedy więc podczas zabawy z przyjaciółkami w ich sekretnym domku na drzewie dostrzegają wychodzącego z lasu, ubrudzonego od stóp do głów farbą Pana Tajemniczego, Wisienka postanawia rozpocząć śledztwo, by rozwikłać jego tajemnicę. Tylko odrobinę nie podoba mi się okłamywanie mamy podczas całej przygody.

Jakiś czas (i sporo frustrujących „ślepych zaułków” później) okaże się, że dociekliwość popłaca, a tajemnicą jest naprawdę porywająca historia byłego malarza, który postanowił nadać życie opuszczonemu i zapomnianemu miejscu tworząc Skamieniałe ZOO.

„Pamiętniki Wisienki” to skrzyżowanie komiksowej historii i pamiętnikiem ciekawskiej małolaty, pełnym zdjęć, rysunków i wycinków. Łącząca to wszystko w spójną i bardzo atrakcyjną wizualnie całość szata graficzna jest więc naprawdę imponująca.

„Mamusia zawsze mi mówiła, że słownictwo jest najlepszą bronią w życiu (…). Czytać znaczy odkrywać, podróżować, lecz również uczyć się pojmowania sensu słów, a zwłaszcza posługiwania się nimi”.

Poza przepiękną warstwą graficzną i pomysłową, ale również poruszającą swoją wrażliwością historią komiks zrobił na mnie także bardzo pozytywne wrażenie od strony językowej. Nie stroni się tu od „trudnych słówek”, które uwielbiłam jako dziecko i wciąż bardzo doceniam. Młody czytelnik znajdzie tu i „odhumanizowane” i „zażenowana” i wiele innych powodów, by zajrzeć do słownika. Mamy tu też do czynienia ze sporym zróżnicowaniem językowym – części pamiętnikowe Wisienki są pisane z dziecięcą szczerością, dowcipem, zaangażowaniem i prostotą, natomiast dłuższe partie tekstu, szczególnie wycinki prasowe charakteryzuje elegancja języka. A podobno komiksy nie są tak samo rozwijające, jak tradycyjne książki!

Joris Chamblain, Aurélie Neyret, Pamiętniki Wisienki T.1 Skamieniałe ZOO, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2020, 80 s.

Pierwszy tom „Pamiętników Wisienki” spodobał mi się ze względu na oryginalną historię, fajny pomysł na bohaterkę trochę ciekawską małą panią detektyw, a trochę aspirującą pisarkę. Wpadł też w oko mojej pięciolatce i chociaż jest jeszcze spoooro na wyrost, udało nam się przeczytać go razem (a ja naprawdę nie lubię czytać komiksów na głos!).

Za to druga część – „Księga Hektora” – zrobiła na mnie piorunujące wrażenie swoją dojrzałością. Jest naprawdę łał!

Kiedy przyjaciółki naszej bohaterki wyjeżdżają na cały lipiec na wakacje, Wisienka trochę się nudzi. Wspomina zabawy z dzieciństwa, dzięki czemu możemy dowiedzieć się o niej czegoś więcej, np. o tym jak poznała panią Dejardins i zaczęła wymyślać pierwsze historie. Pewnego dnia wyparuje jednak pewną nietypowo zachowującą się staruszkę i postanawia rozwiązać jej zagadkę. Smutną i jednocześnie wyjątkowo wzruszającą opowieść o miłości, milczeniu i wojennej traumie, więc wchodzą nam tu zdecydowanie bardziej poważne tematy, niż w pierwszej części.

Nowa sprawa pochłania Wisienkę tak bardzo, że kompletnie zaniedbuje relacje z innymi ludźmi – ponownie okłamuje mamę, ignoruje uczucia i starania najlepszych przyjaciółek, wykorzystuje ważne dla siebie osoby wyłącznie do prowadzenia śledztwa, a podczas zbierania informacji posuwa się do nieetycznych metod. Na szczęście jednak jej mentorka jest na miejscu i pomaga jej wrócić na właściwy kurs, a kolejny notes wisienkowego pamiętnika kończy się pozytywnie.

„(…) gdy ktoś ukrywa głęboko w sobie to, co odczuwa, w końcu sam staje się tego więźniem. Mów, nie wstydź się uczuć, wyrażaj swoje wątpliwości, lęki. Mów tym, których kochasz, co masz w sercu, będą ci za to głęboko wdzięczni”.

Joris Chamblain, Aurélie Neyret, Pamiętniki Wisienki T.2 Księga Hektora, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2020, 80 s.

To ilustracje przyciągnęły mnie do serii „Pamiętników Wisienki”, zachwycałam się nimi już w „Skamieniałym ZOO”. To chociaż myślałam, ze już lepiej być nie może, okazało się, że jednak to właśnie „Ostatni z pięciu skarbów” będzie moim ulubionym tomem pod względem wizualnym. Jest w nim mnóstwo zimowych, pełnych śniegu pejzaży, ciepłej atmosfery świąt Bożego Narodzenia i bardzo urozmaiconych stron w wisienkowym dzienniku. Na koniec, w ramach bonusu, będziemy mogli obejrzeć Wisienkę oczami dziewięciu bardzo utalentowanych artystów.

A i sama historia jest jednocześnie poruszająca i przynosząca nadzieję, a przy tym nie bez zahaczenia o trudne tematy. Dziewczyny zaprzyjaźniają się z Sandrą – pracującą w bibliotece introligatorką, która zaprasza je do swojej pracowni. Pomagając jej zrobić porządki w składziku detektywki odkrywają tajemniczą paczkę sprzed niemalże 20 lat. W ten sposób rozpoczyna się nowe śledztwo i jednocześnie trudna, bardzo emocjonalna wyprawa w przeszłość Sandry, która wciąż nie zdołała uporać się z traumą z wczesnego dzieciństwa. Czy życzliwość niewidzianych od dawna bliskich i starania nowych przyjaciółek okażą się remedium na problemy z pamięcią i przyniosą ukojenie? Czy trudna historia Sandry przypomni Wisience o jej prywatnych rodzinnych tragediach?

Między kartki pamiętnika zapląta się muzyka, przepisy kulinarne, rodzinne zdjęcia i zasuszone kwiaty. Będzie sporo o miłości między rodzicami i dziećmi, ogromne poczucie winy małego dziecka i radzenie sobie z traumatycznymi wspomnieniami i wizyty u psychiatry. Cudowanie, że tego rodzaju tematy tak swobodnie pojawiają się w tytułach dla dzieci. Szczególnie w Polsce mamy z tym spory problem. Zupełnie przecież niesłusznie.

W tej części po raz kolejny smutek będzie się mieszał z nadzieją, a przyjaźń zwycięży. Przyjaciółki dorastają i uczą się na własnych błędach, dzięki czemu ich śledztwo zostanie przeprowadzone ze zdecydowanie większą dawką taktu i empatii, a i przede wszystkim zostanie przeprowadzone wspólnie. Wraz z klimatem świąt ta część wniesie w serca czytelników spokój, harmonię i sporo nostalgii.

Uwielbiam.

Joris Chamblain, Aurélie Neyret, Pamiętniki Wisienki T.3 Ostatni z pięciu skarbów, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2020, 88 s.

Ten komiks nie przestaje mnie zaskakiwać. Jak to możliwe, że jest tak bardzo dobry? W sumie ani trochę się nie dziwię, że „Pamiętniki Wisienki” otrzymały nagrodę główną w konkursie Świat Przyjazny Dziecku organizowanym przez Komitet Ochrony Praw Dziecka, w pełni zasłużenie!

Za każdym kolejnym tomem nasza bohaterka dorasta – jej kolejny dziennik – „Bogini bez oblicza” – zaczyna się od 12 urodzin i wielkiej imprezki z tej okazji. Mama przygotowała dla niej wyjątkowy prezent – tydzień nad oceanem z rozwiązywaniem zagadek tajemniczej posiadłości w ramach atrakcji. Nadmorskie miasteczko, pełen dziwów dom – od ukrytych pracowni malarskich, przez teatr w podziemiach aż po kunstkamerę – wszystko teatralnie zaaranżowane, a jednak z wykorzystaniem historii niezwykłego domu. I przede wszystkim cudowny czas spędzony razem z mamą i przyjaciółkami.

Co jednak, jeśli okaże się, że rozwiązywana przez Wisienkę tajemnica to coś więcej, niż tylko atrakcja dla turystów, a dziewczynka została nieuczciwie wykorzystana do odkrycia zagadki przeszłości kogoś bardzo bliskiego? Kim jest tajemnicza Wenus z pociętego obrazu i dlaczego po raz kolejny zabawa w detektywa nadszarpnie nić porozumienia między Wisienką i jej mamą?

Autorki przygotowały kolejną piękną, wzruszającą i smutną historię miłosną (po raz kolejny w bardzo dojrzały sposób!) wplecioną w pełną wyzwań przygodę z zabawą w piratów, odkrywców i poszukiwaczy skarbów. I jak zawsze pod historią kryje się o wiele więcej, niż można by się spodziewać, a opowieść delikatnie i zapełnienie nienachalnie oswaja trudne tematy.

Jestem pod wielkim wrażeniem. Nie mam pojęcia gdzie je upchnę, ale te komiksy będą czekać jeszcze z pięć lat na moją Majkę. Są cudowne, musi je przeczytać. Już nie mogę się doczekać kolejnego tomu.

Joris Chamblain, Aurélie Neyret, Pamiętniki Wisienki T.4 Bogini bez twarzy, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 80 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Bajki Majki: „Catwoman: W blasku księżyca” Lauren Myracle, Isaac Goodhart

Dotychczas pokazywałam Wam powieści graficzne będące adaptacjami światowych dzieł literatury – „Zabić drozda”, „Folwark zwierzęcy”, czy „Rok 1984”. Tym razem czas na coś dla młodszego czytelnika – lekką historię luźno opartą na kultowych komiksach DC. Co ciekawe, „lekką”, nie znaczy mało „zaangażowaną społecznie”.

To opowieść o dorastaniu Seliny Kyle, szkolnej znajomości z Bruce’m Wayne’m i początkach jej przemiany w Catwoman – na razie dopiero bardzo subtelnie zarysowanej.


Kiepska sytuacja rodzinna, poczucie wyobcowania wśród rówieśników i niedopasowania do szkolnej rzeczywistości popychają bohaterkę do dramatycznej decyzji. Kiedy jej ojczym z czystej złośliwości krzywdzi przygarniętą przez Selinę kotkę, dziewczyna ucieka z domu i usiłuje odnaleźć się w życiu na ulicy. W trakcie swojej tułaczki trafia do grupy młodych wyrzutków i decyduje się wziąć udział w planowanym przez nich włamaniu do luksusowej rezydencji. Tymczasem po ulicach Gotham grasuje maniakalny morderczy pies z piekła rodem…

W historii poruszono całą masę trudnych tematów – od zaniedbania rodzicielskiego i przemocy domowej, przez życie na gigancie, samookaleczanie, kradzież, tolerancję dla osób o innej orientacji seksualnej czy w kiepskiej sytuacji materialnej, aż po poczucie odpowiedzialności za drugiego człowieka. W pewnym momencie miałam aż wrażenie, że Selina trochę za bardzo moralizuje, ale też nie jestem pewna, czy nastolatki, do których skierowana jest ta pozycja, będą odczuwać to w podobny sposób. W końcu z drugiej strony Selina jest tak bardzo cool – ładna, sprawna fizycznie, ćwicząca parkour, empatyczna, wygadana, nad wiek dojrzała i radząca sobie w każdej sytuacji. Po prostu świetna kumpela. A takiej łatwo wybaczyć nawet małe kazanie od czasu do czasu.

I jak z niecierpliwością oczekiwałam świetnej szaty graficznej, bo i książka wygląda obłędnie, tak cała ta warstwa dydaktyczno-moralizatorska była dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem.

Lauren Myracle, Isaac Goodhart, Catwoman: W blasku księżyca, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 192 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Czas na czytanie: „Tamara Łempicka” Virginie Greiner, Daphné Collingnon

Mikołaj dobrze wiedział, co mi przynieść, nie sposób przejść obojętnie obok takiej pozycji, spójrzcie tylko na tą okładkę!

Komiks prezentuje drobny wycinek życia jednej z ikon dwudziestolecia międzywojennego, Tamary Łempickiej. Poznajemy artystkę, gdy ta zaczyna wspinać się na sam szczyt, kiedy zdobywa sławę i uznanie paryskiej socjety, a jej pierwsze małżeństwo zaczyna chylić się ku upadkowi – od momentu poznania śmietanki towarzyskiej aż do poznania jednej z jej głównych muz i namalowania jednego z najsłynniejszych dzieł, „Pięknej Rafaeli”.

Z jednej strony życie w luksusach i przyjemnościach artystycznej bohemy, bardzo sensualne, kipiące erotyzmem i napięciem, które Tamara przenosiła na płótno. Z drugiej to również walka  o dobrobyt, jaki gwarantują tylko liczne zlecenia od najznamienitszych klientów oraz niesłabnące zainteresowanie publiki, a także odważne stawianie czoła konwenansom, gdzie rola żony i matki niekoniecznie daje się pogodzić z pozycją wyzwolonej artystki, która robi co chce i nie musi nikogo pytać o zdanie. To wreszcie nieustanna pogoń za ideałem i początki emancypacji kobiet.

Bardzo klimatyczne ilustracje utrzymane w stonowanych kolorach, stylistyką nawiązują do wyrafinowanej i nieco szalonej epoki międzywojnia i samego stylu art déco. Oddają zarówno ducha szalonych czasów, jak i niepokorną duszę malarki. Można na nie patrzeć godzinami, zanim jeszcze zaczęłam czytać przejrzałam książkę przynajmniej trzy razy ciesząc się samą formą wydania i sycąc oczy ilustracjami, to czysta przyjemność.

Książkę kończy kilkustronicowe streszczenie biografii artystki autorstwa Dimitria Joannidèsa dające czytelnikowi szerszy kontekst zarówno życia Tamary, jak i samej epoki.

Przyznaję, że czuję lekki niedosyt. Z przyjemnością poznałabym w ten sposób zarówno wcześniejsze, jak i późniejsze losy artystki. Jednak ten maleńki fragment również ma swój urok – jest jak wykwintne czekoladki – tym bardziej się nimi delektujemy i rozpamiętujemy ich smak, im rzadziej mamy przyjemność się nimi raczyć. A ich celem nie jest przecież nasycenie, a jedynie rozbudzenie apetytu.  

Virginie Grenier, Daphné Collingnon, Tamara Łempicka, Warszawa: Wydawnictwo Marginesy 2019, 58 s.