Czas na czytanie: „Siła złego na jednego” Ksenia Basztowa, Wiktoria Iwanowa

Już na samym wstępie muszę zaznaczyć, że znając już ten świat – jego absurdy, groteski i pokręcone charaktery bohaterów, drugi tom czyta się zdecydowanie łatwiej. Po prostu nie trzeba już zastanawiać się o co w tym wszystkim chodzi, całą energię poświęcając na cieszenie się tą niebanalną lekturą.

Drużyna ulega rozpadowi – większość Jasnych musi jechać do Dąbrowy, zdać władcy relację z podstępnej zdrady Wlariela. Świta Dirana kurczy się znacznie, ale chyba jedna elfka, jeden zmienny i jedna mroczna wystarczą, by doprowadzić nowego Władcę do szkoły? Oczywiście nudno nie będzie, bo, choć zmniejszona, wyprawa nie traci ani odrobiny ze swojej pechowej aury. Sytuacje, które w pierwszym tomie skutkowały sprzedaniem w niewolę, tym razem kończą się nieplanowanymi małżeństwami (a może to bez różnicy?). Di odkrywa w sobie pierwiastek, jakiego odkryć nigdy się nie spodziewał, a do tego przyrzeka uwolnić duszę swojego miecza od wiecznej niedoli. Ponadto spotyka kuzyna, który ewidentnie jest jego jasną bratnią duszą i mają szansę zostać bff. Cesarzowa Ciemności kontratakuje, ojcowie czuwają, a podstępny imperator Dobroziemi knuje kolejną intrygę.

Podobnie, jak w przypadku pierwszej części, fabuła wypełniona jest nie mającymi większego znaczenia zdarzeniami – ot tak, żeby podróż się nie dłużyła warto porobić poboczne questy dla rozprostowania skrzydeł, wyczerpania mocy i efektownego omdlenia. Jestem strasznie ciekawa, czy wszystkie te niepozorne zdarzenia prowadzą do jakiejś wielkiej puenty w ostatnim tomie, czy to po prostu przygody wzbogacające doświadczenie młodego bohatera.

Pojawią się akcenty, których dotychczas mogło czytelnikom zabraknąć – blond książęta jeżdżący na jednorożcach, zaginione boskie korony, karawany przez przeklęte pustkowia, olbrzymie robale, wyklęci rycerze przedwiecznych zakonów i porzucone demoniczne dzieci.

Czy najmłodszemu synowi Ciemnego Władcy uda się wreszcie dotrzeć do szkoły? Czy zawiązane przyjaźnie przetrwają? Czy uda się zapobiec wojnie? Czy Jaśni i Ciemni mogą się przyjaźnić? Nie niszcząc przy tym świata?

Ksenia Basztowa, Wiktoria Iwanowa, Siła złego na jednego, Słupsk: Wydawnictwo Papierowy Księżyc, 2019, 346 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papierowy Księżyc.

Czas na czytanie: „Ciężko być najmłodszym” Ksenia Basztowa, Wiktoria Iwanowa

Pierwsza książka w 2020 roku okazała się być wypasionym okazem Dziobaka*, czy można sobie wymarzyć lepszą wróżbę?

Nie wiem, czy da się być przygotowanym na tą serię – ja nie byłam, ale podejrzewam, że po prostu nie jestem „w temacie”, bo to moja pierwsza… no właśnie… parodia? Komedia fantastyczna? Chyba jednak to drugie.

Jasna drużyna zniewolona przez Ciemnego Władcę zostaje uwolniona z okowów przez jego najmłodszego syna, który pragnie poczuć zew wolności i wydostać się spod skrzydeł nadopiekuńczej rodziny. Tak też zaczyna się epicka wyprawa ze zrabowanym niecnie artefaktem w kierunku Zagubionej Świątyni, przez magiczne portale, statki przemytników, zapomniane kopalnie pełne kultystów i inne radosne przygodny. Mroczny książę szybko orientuje się jednak, że drużyna, którą tak niefrasobliwie ocalił należy raczej do tych pechowych. Bardzo pechowych. A on tylko chciał dostać się do szkoły!

Przez pierwsze 100 stron czytało mi się bardzo specyficznie – nie było mi łatwo przywyknąć do konwencji, która wydawała mi się bardziej infantylna, niż zabawna. Ale kiedy już nieco się z nią oswoiłam, rozejrzałam po świecie, zapamiętałam kto jest kim i jakie panują tu zasady, zaczęłam się coraz lepiej bawić. A emocji nie brakuje, bo ta specyficzna wyprawa to prawdziwy lep na kłopoty.

Jest dziwnie, nietypowo, ale fajnie. Sporo przyjaźni, dorastania, potrzeby sprawdzenia się w samodzielnym życiu i patrzenia ponad stereotypami. I są smoki!

Ksenia Basztowa, Wiktoria Iwanowa, Ciężko być najmłodszym, Słupsk: Wydawnictwo Papierowy Księżyc, 2017, 406 s.

Książka wyczytana z Regału Wstydu.

*Dziobaki Roku to niekończące się zestawienie najniezwyklejszych pozycji, na jakie trafiłam. Nietypowych, niestandardowych, wymykających się jakiejkolwiek klasyfikacji. Unikatowych. Dziwnych, ale mających mnóstwo uroku. Zaiste dumny to tytuł.

Czas na czytanie: „Dogonić miłość” Anna Sakowicz

Pierwszy punkt planu zrealizowany – dzidzia w drodze (co prawda całkowicie rujnuje on wszystkie starania prowadzące do punktu drugiego, jakim było schudnięcie, ale przecież trzeba mieć w życiu zdrowe priorytety!). Okazuje się jednak, że to dopiero sam szczyt góry lodowej, a ciążowe hormony wcale przecież nie pomagają w podejmowaniu rozsądnych życiowych decyzji. I nawet jeśli z trzech oddanych adoratorów zrobi się dwóch, to wcale niczego nie ułatwi. Szczególnie, gdy na horyzoncie pojawi się silna konkurencja

DSC_0074.jpg

Chociaż przygody Agaty wciąż kipią humorem, a obie szalone siostry Żółtaszki zachowały swoją skłonność do przyciągania komicznych sytuacji, mam wrażenie, że ta część jest znacznie poważniejsza. Jedynie zarysowane w „Postawić na szczęście” problemy związane z utrudnieniami, z jakimi na co dzień mierzą się osoby niepełnosprawne – zarówno jeśli chodzi o te pozornie błahe i łatwe do rozwiązania kłopoty związane z dostosowaniem miejsc publicznych do osób z ograniczeniami ruchu, czy problemy ze znalezieniem pracy, jak i te zdrowotne i emocjonalne, jak możliwość donoszenia ciąży, czy trudności z zaangażowaniem się w związek – zyskują tutaj swoje rozwinięcie. I tym razem lekka i przyjemna lektura, którą z przyjemnością można pochłonąć w dwa wieczory skłania do refleksji i sprawia, że człowiek uważniej rozgląda się wokół siebie i zaczyna zauważać problem. A to już pierwszy krok do zmian.

Słodko-gorzka komedia romantyczna z cukierkowym zakończeniem. Bo właśnie na taki hollywoodzki happy end Agata z Polą zasługują – nie do końca idealny, wykazujący znamiona absurdu i przez to właśnie tak sympatyczny.

A po drodze nie sposób się nudzić – poza miłosnymi zawirowaniami znajdziemy tu bowiem złowrogi cień prześladowania przez mężczyznę-niedźwiedzia, zagrożoną ciążę, młodziutkiego maltańczyka z bardzo wrażliwym pęcherzem, zazdrosne żony, zazdrosne nieżony, nadopiekuńczych rodziców, wandalki na wózkach inwalidzkich i złowrogie oliwki.

Jest zabawnie, jest poważnie, jest mądrze, jest słodko. Jest super!

Anna Sakowicz, Dogonić miłość, Warszawa: Wydawnictwo Edipresse, 2019, 352 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości wydawnictwa Edipresse.

Czas na czytanie: PRZEDPREMIEROWO „Zbrodnia i Karaś” Aleksandra Rumin

Spójrzcie na nagłówek mojego bloga. A potem trochę niżej, na wizerunek kota na okładce, a potem jeszcze raz na nagłówek. To musi być rodzina, chociaż mój Figiel do niczego się nie przyznaje! Tej pogardy wobec świata wymalowanej na kocim pyszczku nie da się podrobić.

Już dla samej okładki musiałam mieć tą książkę na moim uginającym się i łkającym cicho z bólu dźwigania tylu tomiszcz regale! A i czytało się całkiem dobrze.

To pełna absurdów i nawiązań do obecnej (i świeżo przekwitniętej) śmietanki celebryckiej satyra społeczno-uczelniana z trupem w tle.

Mamy tu uczelnię z piekła rodem, jej głodujących absolwentów wybierających ścieżkę kariery menela (albo inne gorzej płatne), patologiczną wręcz kadrę profesorską, kota gardzącego ludźmi, przynajmniej dwie wyjątkowe szuje, ducha w toalecie i tajemnicze morderstwo.

Całą intrygę poznajemy z aż 11 (!) odmiennych perspektyw, według których te same zdarzenia momentami różnią się tak bardzo, jak i sami bohaterowie. Zdecydowanie nie można się nudzić. To elegia dla elastyczności podstawowego instynktu przetrwania absolwentów kierunków humanistycznych i wredny chichot zawrotnej gry losu. A do tego sytuacje tak kosmiczne, że musiały się gdzieś kiedyś zdarzyć (gdzieś, czyli u nas), bo nikt nie byłby w stanie wymyślić czegoś takiego

Nie jest to porywająca książka, którą czyta się jednym tchem. Wręcz przeciwnie – dzięki dużej ilości krótkich, kilkustronicowych rozdziałów jest wyjątkowo dobrze „odkładalna”, co czyni z niej wymarzonego towarzysza komunikacji miejskiej i innych podróży małych i dużych.

Nie wiem, czy tej historii uda się przetrwać próbę czasu – jest tak naszpikowana zawoalowanymi prztykami ściśle powiązanymi ze współczesną sytuacją polityczno-brukowcową, że za kilka lat może być już nieczytelna. Skojarzenia przestaną być tak oczywiste i istniej ryzyko, że cały urok książki może się po prostu wypalić. W końcu gwiazdeczki od fitnessów i zdrowych produktów żywnościowych zwiększające swoją popularność dzięki urodzeniu dziecka, królowe kryminału oraz piramidy finansowe o dwukruszcowych nazwach nie zostaną w pamięci gawiedzi na wieki wieków (amen!). Dlatego też czytajcie szybko, nie ma czasu do stracenia! Bo jednak szkoda byłoby to przegapić.

Aleksandra Rumin, Zbrodnia i Karaś, Kraków: Wydawnictwo Initium, 2019, 300 s.
(premiera 15.03.2019)

Czas na czytanie: „Postawić na szczęście” Anna Sakowicz

Od dawna już miałam ochotę spróbować prozy Anny Sakowicz, ale dopiero historia Agaty zagościła na moim stosie do przeczytania. A ta skusiła mnie tak już przecież oklepanym porównaniem do Bridget Jones.

A porównanie to jest wyjątkowo trafne (co wbrew pozorom nie jest wcale takie oczywiste, jakby się mogło wydawać). Agata jest dziennikarką marzącą o stabilizacji, jaką daje praca na etacie i blogerką z fantastycznym pomysłem na siebie – ima się najbardziej niedocenianych prac i spisuje swoje wrażenia z bycia babcia klozetową, petsitterką, czy szkolną woźną. Wielkimi krokami zbliża się do czterdziestki, ma zakręconą rodzinę (w tym bardzo pozytywnego tatę), kilkanaście kilo nadwagi, mnóstwo dystansu do siebie i kilku adoratorów krążących po jej okrąglutkiej orbicie. Ma też świetną relację z siostrą i to właśnie z nią zakłada się, że zrealizuje „plan trzyletni” – rok na schudnięcie, rok na wyjście za mąż i rok na urodzenie dziecka. Jak życie pokaże, niekoniecznie w tej kolejności…

Tak, ta książka jest przewidywalna, zarówno jej przebieg, jak i zakończenie chyba nikogo nie jest w stanie zaskoczyć. Ale moim zdaniem o to właśnie w tym wszystkim chodzi – to przyjemna, zabawna lektura powielająca znany i sprawdzony schemat. Nie każda książka musi przecież zaskakiwać.

Nie wiem, czy to dlatego, że najłatwiej czytać o problemach, które nigdy nie będą nas dotyczyć, czy większy wpływ miał na to niezobowiązujący temat, czy lekki styl autorki, ale ta książka okazała się być wyjątkowo relaksująca. Z przyjemnością zaległam z nią w fotelu po świątecznym obżarstwie i chętnie sięgnę po kolejny tom.

Szczególnie, że znajdziemy tu całkiem plastyczne landszafciki: malownicze leśniczówki, tajemnicze nagrobki i arbotetum. Aż do teraz nie wiedziałam, że coś takiego w ogóle istnieje. A tu okazuje się, że to opisane jest całkiem niedaleko mojego miejsca zamieszkania.

To nie jest wybitna książka, która zostanie w moim sercu na zawsze, ale sympatyczna rozrywka na kilka wieczorów. Lekka, podszyta humorem historia nie wymagająca gimnastyki umysłowej. Świetnie sprawdzi się jako książka do pociągu, czy samolotu, albo jako towarzyszka leniwego wolnego popołudnia. Nieszczególnie poważna, chociaż zahacza o całkiem poważne problemy. Nie ocenia, nie moralizuje, ani nie zmusza do głębszych refleksji, ale ma w sobie jakąś taką pozytywną energię, dzięki której odkładamy ją z uśmiechem.

P.S. Nie wiem dlaczego, ale pani na okładce ma nos wymazany w Photoshopie, co mnie trochę niepokoi. Może to jakaś krewna Voldemorta?

Anna Sakowicz, Postawić na szczęście, Warszawa: Wydawnictwo Edipresse, 2018, 350 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości wydawnictwa Edipresse.

Książka na weekend: „Psiakość!” Alejandro Palomas

Jeśli ktokolwiek ma wątpliwości, co do wyboru tej książki jako idealnej na wakacyjny weekend, powiem tylko, że jej autor ma na imię Alejandro. Normalnie jak w piosence Lady Gagi. Czy istnieje coś w bardziej letnim klimacie niż Alejandro? (nigdy nie twierdziłam, że moje kryteria w podejmowaniu czytelniczych decyzji nie są dziwne). A przy okazji to całkiem mądra komedia. Z przesłaniem i ku pokrzepieniu serc.

„Uświadomiłem sobie, że kiedy pies staje się nasz, przestaje być jedynie psem. Zmienia się wtedy w imię, w oczy, w reakcje, w ciągłą obecność i wspólną biografię…”

Rodzina Fera jest naprawdę zakręcona – głównie za sprawą jego matki, którą tak samo mocno pragnie się przytulić, co podduszać, chociaż i jego siostry mają w tym swój udział. Rodzina generująca całą masę komicznych sytuacji, w której psy są pełnoprawnymi (a nawet uprzywilejowanymi) członkami rodziny. Jednak mimo tego całego komizmu, absurdalnych dialogów i obciachowych pomyłek jest to wzruszająca historia o radzeniu sobie z utratą ukochanych. Bo zbyt wielu członków tej rodziny odeszło zbyt wcześnie – czy to z wyboru, czy na skutek nieszczęścia. A każde porzucenie pozostawia wyrwę w sercu najbliższych – nie ważne, czy odchodzi babcia, partner, czy czworonożny przyjaciel. A kiedy miłość i przywiązanie zaczynają kojarzyć się przede wszystkim z bólem, nie ma nic trudniejszego niż pokochanie na nowo.

„(…) bo opłakiwać psa, to opłakiwać to, co mu dajemy z siebie, z nim odchodzi życie, o którym nikomu nie mówiliśmy, chwile, których nikt nie widział. Odchodzi strażnik sekretów i wraz z nim odchodzą także same sekrety, kufer, łamigłówka, którą w nim skrywamy, a także klucz, tracimy kawałek życia”.

Cała historia toczy się jednej nocy – od przerażającego, pełnego beznadziejności oczekiwania na wieści, przez bezsenną noc aż po wyjątkowo stresujący poranek. A wszystko to przetykane wspomnieniami – tragicznymi i komicznymi, smutnymi i pełnymi rodzinnego ciepła.

„(…) bo czasem widzimy jedynie to, czego nam brakuje, a nie to, co nam towarzyszy”.

Są pełne oddania psie spojrzenia, fantastyczna relacja wnuka z babcią, zakręcone starsze panie, seksowny australijski weterynarz, przydługie zdania, obite kolana, perfekcyjna Lady Ścierka, kryzysy małżeńskie i poszukiwanie idealnego chłopaka dla syna. A także masa pięknych cytatów.

No i churros, już dla samych churrosów maczanych w czekoladzie warto skusić się na tą lekturę. #odkrycielata

Podnosząca na duchu opowieść o miłości, starości i samotności, o odwadze, wsparciu najbliższych i długiej, wyboistej drodze ku wzajemnemu zaufaniu. Taki plasterek na serducho.  I prawdę mówiąc kompletnie nie zauważyłam, że to drugi tom.

Jako zdeklarowana kociara serdecznie polecam.

Alejandro Palomas, Psiakość!, Warszawa: Wydawnictwo W.A.B, 2018, 384 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa W.A.B.