Bajki Majki: Seria „Pucio” Marta Galewska-Kustro, Joanna Kłos

Nareszcie dojrzałam do tego, by wziąć na warsztat chyba najbardziej lubianą i rozpoznawalną serię wspomagającą rozwój mowy. A dojrzewałam do tego naprawdę długo, bo książki pani Galewskiej-Kustro pojawiają się w naszym domu niemalże na bieżąco, zaraz po wydaniu.

Pierwszą część przygód Pucia dostaliśmy w prezencie tuż przed pierwszymi urodzinami Majki. Początkowo mieliśmy trochę problemów logicznych z imieniem głównego bohatera, bo najczęściej używanym przez nas pieszczotliwym określeniem Bobasy było właśnie Pucia (no wiecie, za niemowlaczka miała takie puciaste policzki, że nic, tylko robić „puci, puci puci” :D), ale w końcu udało nam się to rozgraniczyć i szybko stała się jedną z najczęściej czytanych książek na majkowej półce. Do tego stopnia, że zarówno mi, jak i mężowi zbrzydła kompletnie. A potem pojawiły się kolejne części i z każdą następna było bardzo podobnie.

Wbrew pozorom książki z tej serii mają całkiem sporo tekstu, dobrze sprawdzą się jako jedna z pierwszych książek do dłuższego czytania. Już jeden „Pucio” wystarczy, by spełnić minimum dwudziestominutowego czytania dziecku.

Wszystkie części zostały wykonane z grubej tektury, a ich format zbliżony jest do A4, przez co są stosunkowo ciężkie i osobiście nieszczególnie lubię trzymać je w jednej ręce, kiedy czytam z córką na kolanach, bo to po prostu mało wygodne. Pucia czytamy więc najczęściej na dywanie.

Pomijając jeszcze przez chwilę walory edukacyjne, jestem wielką fanką ilustracji Joanny Kłos. Wypełniają one całe strony książek, spychając tekst do roli dopełnienia (z powodzeniem można też w ogóle nie czytać tekstu, skupiając się na wspólnym opisywaniu przedstawionych sytuacji wraz z dzieckiem – to świetne ćwiczenie na kreatywność i skupienie uwagi), ale odkąd mój mąż zauważył „Jakie oni mają dziwne nosy!” widzę głównie nosy bohaterów. Niemniej jednak wizualnie wciąż bardzo mi się podoba, to świetnie zaprojektowane książeczki!

A jednym z ich największych atutów, jest zwiększający się poziom, dzięki czemu seria rośnie wraz z dzieckiem:

„Pucio uczy się mówić. Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych” – jak już wskazuje nam sam tytuł, pierwsza część serii skierowana jest do najmłodszych odbiorców (my czytaliśmy od mniej więcej 10go miesiąca życia) i jest po brzegi wypełniona onomatopejami. Fabuła ujęta jest w króciutkie zdania uzupełnione wyrazami dźwiękonaśladowczymi. A te, poza pojawianiem się w tekście, zapisane zostały również na ilustracjach, w dymkach i wyszczególnione na dolnym marginesie. Pod względem tematyki książka porusza sceny najczęściej znane maluszkowi z codzienności – wspólne posiłki, spacery po mieście i parku, spędzanie wolnego czasu, czy wycieczka do dziadków na wieś. Jest hałaśliwie, rodzinnie i wesoło. A ostatnie strony poświęcono na powtórkę – piktogramy z podpisami zachęcają do wspólnego powtarzania poznanych dźwięków.

Marta Galewska-Kustro, Joanna Kłos, Pucio uczy się mówić. Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2016, 40 s.

„Pucio mówi pierwsze słowa” – ta część skierowana została już do nieco starszych czytelników i z pewnością ucieszy każdego przedszkolaka. Jako, że pojawia się w niej temat uczęszczania do przedszkola, fajnie sprawdzi się jako książeczka ułatwiająca adaptację. Ponadto znajdziemy tu też urodziny głównego bohatera, rodzinne wyjście na basen, zakupy z mamą i codzienne rytuały, bo spędzamy z Puciem calutki dzień – od pobudki, aż po zaśnięcie. Ta część nastawiona jest na poznawanie słów – nazw obiektów i czynności i tym razem to one, wraz z obrazkami, zostały wyszczególnione na marginesach i w „powtórce” z tyłu książki. Poza samymi nazwami przedmiotów i czynności maluch pozna również przymiotniki pomagające w ich opisywaniu, na zasadzie przeciwieństw (jak na przykład mały i duży, brudny i czysty, wesoły i smutny) oraz przedimki pomagające określić ich położenie (np. w, na, pod).

Marta Galewska-Kustro, Joanna Kłos, Pucio mówi pierwsze słowa, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2017, 40 s.

„Pucio i ćwiczenia z mówienia, czyli nowe słowa i zdania”. Na początku miałam wrażenie, że ta część się u nas nie przyjmie i szał na Pucia już przeminął. Kiedy do nas trafiła, Majka mówiła już całkiem ładnie i miała spore słownictwo, dlatego już podczas pierwszego czytania sama z marszu opisała mi wszystko to, co działo się na ilustracjach jeszcze zanim zdążyłam przeczytać jej tekst. I chociaż dłuższe już nieco zdania są bardziej zaawansowane pod względem używanych określeń (na przykład jest aż sześć różnych określeń miejsca), dość szybko się Bobasie znudziła. A potem przyszła zima i zaczął się jej renesans stając się najulubieńszą lekturą świata. Bo fabuła dotyczy właśnie zimowego wyjazdu w góry. Jest budowanie karmnika dla ptaków, dokarmianie leśnych zwierząt, oczekiwanie na śnieg, zimowe szaleństwo, narty, sanki, łyżwy, bałwany i co tylko można sobie wymarzyć. Z korkiem na Zakopiance i wizytą na urazówce włącznie.

Marta Galewska-Kustro, Joanna Kłos, Pucio i ćwiczenia z mówienia, czyli nowe słowa i zdania, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2018, 40 s.

„Pucio na wakacjach. Ćwiczenia wymowy dla przedszkolaków” to ostatnia i chyba moja ulubiona część przygód tej zakręconej rodzinki. Nie tylko dlatego, że dzieje się latem (i to częściowo nad morzem!), ale przede wszystkim dlatego, że od samego początku jest dla mojej Mai największym wyzwaniem. Tym razem puciorodzina wsiada do wypożyczonego przez ciocię kampera i rusza podbijać Kaszuby. Przeczytamy tu o rozbijaniu namiotu, kąpielach w jeziorze, wycieczkach rowerowych, leśnych piknikach, skakaniu przez morskie fale, wizycie w skansenie, jedzeniu ryby z frytkami, czy wspinaczce na latarnię morską. A wszystko to opisane zostało już naprawdę złożonymi zdaniami w dłuższych partiach tekstu. Tym razem rysunki sytuacyjne na marginesach podpisane zostały z oznaczeniem głosek, których wymowę należy ćwiczyć. Marginesy zostały podzielone na trzy części – adekwatnie do wieku czytelnika – mamy więc osobne wyrazy dla trzy-, cztero- i pięciolatków. Ponadto poza standardową powtórką pojawiły się również pomysły na gimnastykę buzi, czyli robienie minek trenujących aparat mowy. Super sprawa.

Marta Galewska-Kustro, Joanna Kłos, Pucio na wakacjach. Ćwiczenia wymowy dla przedszkolaków, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2018, 40 s.

Mimo tego, że każda z kolejnych części bez najmniejszego problemu zdobywa serce mojego dziecka, chętnie wracamy również do poprzednich książeczek z przygodami Pucia. Nikt w końcu nie powiedział, że przedszkolak nie może mieć frajdy z muuuczenia jak krówka i tykania jak zegarek, prawda?

Polecamy z całego serducha, ale uwaga! Ta seria wciąga. I niedługo całkiem wam zbrzydnie. Na szczęście kolejne części pojawiają się całkiem często – akurat, kiedy rodzic nie może już patrzeć na poprzednią ;)

Mieliście już przyjemność poznać Pucia, Misię i Bobo?

Bajki Majki: „Wielkanocny kurczaczek”, „Wielkanoc zajączka” i „Wielkanocny baranek” Urszuli Kozłowskiej, czyli pierwsze wielkanocne lektury Bobasy

Wybór wielkanocnych lektur dla roczniaka nie był wcale taki prosty. Szukałam czegoś, co (wyjątkowo) nie będzie za trudne i nie zniechęci tak małego dziecka. Jak w przypadku Bożego Narodzenia starałam się jeszcze coś tłumaczyć, bo to w końcu radość z narodzin, tak biblijna koncepcja zmartwychwstania zdecydowanie Bobasę przerasta. Z drugiej strony szukałam książeczek, które wprowadzą wiosenno-wielkanocny klimat i przybliżą odrobinę najpopularniejsze zwyczaje, jeszcze bez obciążenia symboliką.

I w ten sposób trafiłam na wierszyki Urszuli Kozłowskiej w kartonowych książeczkach. Jako pierwszego kupiłam „Wielkanocnego kurczaczka” z Wydawnictwa Olesiejuk z ilustracjami Ilony Brydak, który skusił mnie brokatowymi elementami na okładce (a przede wszystkim tą cudną brokatową pszczółką). I faktycznie ten element przyciągnął również moją małą sroczkę, bo sporo czasu minęło, zanim udało nam się ją wspólnie otworzyć – okładka okazała się być super ciekawa. W tekście co prawda nie było nic o wielkanocnych zwyczajach, a wierszyk opowiada o poszukiwaniu zaginionego kurczaczka, jednak wiejskie zwierzątka do pokazywania paluszkiem wszystko nam zrekompensowały. Szczególnie, że był kurczaczek i cukrowy baranek, więc zaczęłyśmy powoli wdrażać się w świąteczne klimaty. Ilustracje są urocze, i chociaż ja miałam chwilę zwątpienia przy Mamie Kurze ze skrzydłami niczym macki ośmiornicy (w sumie każdej mamie by sie takie przydały), to Majce bardzo się podobają. A i znalazły się na jednej z nich świąteczne baby i makowce, więc nasz apetyt został zaostrzony.

Kolejne dwie książeczki z wierszykami pani Kozłowskiej, „Wielkanoc zajączka” i „Wielkanocnego baranka” upolowałyśmy w Pepco. Te dla odmiany są z wydawnictwa Wilga, a autorką ilustracji jest Arleta Strzeszewska. I chociaż ilustracje z tego wydania podobają mi się mniej (szczególnie w zajączku są nieco psychodeliczne) to wierszyki poruszają zwyczaje i tradycje związane ze Świętami Wielkiej Nocy. „Wielkanoc zajączka” dotyczy głównie chowania słodyczy dla dzieci, którego my nie praktykujemy (choć może zaczniemy, kiedy Maja trochę podrośnie), wspomniany jest jednak również zwyczaj święcenia pokarmów i oblewania się wodą w Wielkanocny Poniedziałek.
„Wielkanocny Baranek” to sympatyczny przegląd przez kojarzone z wiosną zwierzątka – Baranek Franek poznaje kaczuszkę, kurczaczka, zajączka i po psotach na zastawionym świątecznie stole wskakuje wraz z nimi do koszyczka.

To wydanie jest nieco skromniejsze, mniejsze i o cieńszych (choć wciąż kartonowych) kartkach. Książeczki są też niestety mniej wytrzymałe, bo kawałek baranka już został odgryziony (dla porównania na kurczaczku widać tylko odciśnięte ślady zębów :D). Ale jako, że są to nabytki za mneij niż 5zł, jestem w stanie pogodzić się z faktem, że to pozycje „na jeden sezon”, które wkrótce polegną w starciu z moją małą Destrukcją.

Wszystkie trzy książeczki (jest jeszcze czwarta „Wielkanocne pisanki”, na którą niestety nie udało nam się trafić) są sympatyczną pomocą podczas pierwszych prób tłumaczenia dziecku czym właściwie jest Wielkanoc. My podczas czytania zaczynamy od kurczaczka i baranka, gdzie poznajemy i zbieramy razem wiosenne zwierzątka i pakujemy je wraz z pokarmami do koszyczka, a kończymy książeczką o zajączku, gdzie w sobotę dzieci zanoszą koszyczek do kościoła na święcenie, w niedzielę szukają łakoci i w poniedziałek oblewają się wodą. Dla czternastomiesięcznego dziecka taki wstęp do świątecznych tradycji i zwyczajów całkowicie wystarczy.

Oczywiście Wielkanoc to czas zajączków i króliczków, więc wykorzystujemy ją również jako pretekst do częstego czytania naszej ukochanej uszatej pozycji – „Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham”, bo to przecież książka na każdą okazję.

Urszula Kozłowska, Wielkanocny kurczaczek, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 2017, 12 s.

Urszula Kozłowska, Wielkanoc zajączka, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2015, 10 s.

Urszula Kozłowska, Wielkanocny baranek, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2015, 10 s.