Bajki Majki: „Zielone piórko Zbigniewa. Skarpetki kontratakują!” Justyna Bednarek, Daniel de Latour

Pamiętacie detektywa Pinkertona – zieloną skarpetę, która rozwiązała zagadkę kociego złodzieja cukiernianego, a pod banderą Czarnej Frotte dzielnie stawiała czoło bandzie białych rękawiczek? (Jeśli jednak nie pamiętacie, to o wcześniejszych przygodach nieustraszonych Skarpetek przeczytacie TU i TU). Czy skarpetka o tak szerokich horyzontach długo zagrzeje miejsca jako szczęśliwy, ale uziemiony futerał na telefon Małej B? Dobrze myślicie, gdy tylko w najbliższej okolicy przydarzy się tajemnicze zaginięcie, skarpetka-detektyw rozpocznie błyskotliwe śledztwo! Przed nami kolejna niezwykła, tym razem kryminalna przygoda – pełna oszustw, zuchwałych kradzieży, przesłuchań i aresztowań, a nawet duchów. Niezapomniane wrażenia gwarantowane!

Nie myślcie jednak, że to monodramat na jedną skarpetkę, co to to nie! Podczas czytania poznamy między innymi Gniotkę, skarpetkę-kibica i skarpetkę-ornitologa, niezidentyfikowany beret latający, turbanopończoszkę i mnóstwo innych drobnych historii pobocznych. Jedna ciekawsza od drugiej.

Podobnie jak w przypadku morskiej przygody opisanej w książce „Banda Czarnej Frotte”, „Zielone piórko Zbigniewa” również jest powieścią pełnometrażową, w ośmiu rozdziałach opowiedzianą. Wymaga więc nieco więcej skupienia na tekście, niż pojedyncze opowiadania i krótsze rozdziały w poprzednich częściach, ale skoro to już czwarta księga, to i czytelnicy na pewno są już zaprawieni w boju. A sama seria rośnie wraz z dzieckiem.

Wszyscy fani Skarpetek znajdą tu to, co tak bardzo urzekło ich w tych zwariowanych opowiastkach – poczucie humoru, bardzo życiowe problemy, mądrości i sytuacje wplecione zgrabnie w fabułę, bezkompromisową szczerość i przygody nie z tej ziemi, o których nie śniło się filozofom w niebanalnej oprawie graficznej.

Uwielbiamy, polecamy, będziemy wracać nie raz i nie dwa.

Justyna Bednarek, Daniel de Latour, Zielone piórko Zbigniewa. Skarpetki kontratakują!, Warszawa: Wydawnictwo Poradnia K, 2020, 176 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Poradnia K.

Bajki Majki: Jeszcze więcej Skarpetek!

Po absolutnym sukcesie, jakim okazały się „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek”, czym prędzej sięgnęliśmy po kolejne części i po raz kolejny całą rodziną wsiąknęliśmy w skarpetkowy świat.

„Nowe przygody Skarpetek (jeszcze bardziej niesamowite)” to aż 13 kolejnych bohaterek i kolejnych niezwykłych wydarzeń. Na małych czytelników czeka między innymi wyprawa w kosmos (i do sklepu z zabawkami, a to równie fantastyczne miejsce!), do serowarni i kopalni, na teatralną scenę i… do pensjonatu pełnego strachów! Wraz ze Skarpetkami zostaniemy superbohaterami, strażakami, pomocnikami pisarki, a nawet pomocnikami Świętego Mikołaja. Pojawi się też pewna historia miłosna, która przełamie stereotyp Skarpet, jako spragnionych przygód samotników i indywidualistów.

Poza niekwestionowanie najsympatyczniejszymi skarpetkowymi bohaterami spotkamy również misia-ufoludka, garuki i ptakoryby, szalonego wynalazcę i jego robota do zmywania naczyń, a nawet wilka, który marzył o byciu żuczkiem!

Ale to nie wszystko! Tata Małej Be postanowił wreszcie ukrócić tajemnicze znikanie swojej ulubionej i tej mniej ulubionej garderoby i, uzbrojony w kit, gips oraz klej, decyduje się raz na zawsze zakleić dziurę pod pralką pozbawiając skarpetki drogi ucieczki. Czy to będzie koniec skarpetkowych wojaży?

 

Justyna Bednarek, Daniel de Latour, Nowe przygody Skarpetek (jeszcze bardziej niesamowite), Warszawa: Wydawnictwo Poradnia K, 2017, 168 s.

Po przeczytaniu pierwszego tomu przygód Skarpetek brakowało mi nieco przyjaźni wśród bohaterów, więzi między skarpetkami i pracy zespołowej. „Banda Czarnej Frotté” jest najlepszym dowodem dla stadną naturę Skarpet, które nie tylko tęsknią za swymi utraconymi parami, ale również świetnie odnajdują się w grupie. Tym razem mamy do czynienia z przełamaniem skarpetkowej konwencji – w przeciwieństwie do poprzednich zbiorów opowiadań, w tej książce czeka nas bowiem przygoda pełnometrażowa. W dwunastu pełnych emocji rozdziałach, na niemalże 170 stronach! A co to będzie za przygoda! Pełna piratów, olbrzymów, morskich bitew na hummus i zupę paprykową, podwodnych krain, mitologicznych herosów, egipskich bóstw, kiepskich poetów, podstępnych band białych rękawiczek i dobrego jedzenia. Poznamy etiopską księżniczkę, pająka amatora bananów i Królową Świata. Skarpetkową oczywiście! Będzie też sporo poezji, wzruszające spotkania po latach, odrobina romansu i spora dawka girl power!

Szalone, erudycyjne, nieprzewidywalne przygody, charakterni bohaterowie i mnóstwo poczucia humoru, a wszystko to w genialne oprawie graficznej. Pochłonęliśmy całą książkę w trzy dni, ale gdyby to od Majki zależało (a rodzice nie dostawaliby chrypki po czterech rozdziałach na raz), najchętniej przeczytalibyśmy ją za jednym razem. Bo już przedszkolak nie może się oderwać!

A kiedy i ta przygoda dobiegła końca, moje dziecię zapytało rozczarowanym głosem „Mamusiu, dlaczego nie ma więcej?”. I postanowiło w przyszłości zostać autorką, by wymyślać i spisywać kolejne skarpetkowe perypetie.

 

Justyna Bednarek, Daniel de Latour, Banda Czarnej Frotté. Skarpetki powracają!, Warszawa: Wydawnictwo Poradnia K, 2019, 168 s.

Uwaga! Skarpetki uzależniają! Wszystkie trzy tomy są u nas w codziennym użyciu i nie zapowiada się wcale, jakoby miały się znudzić…

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Poradnia K.

Bajki Majki: „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek (czterech prawych i sześciu lewych)” Justyna Bednarek, Daniel de Latour

Strasznie się cieszę, że Majka nareszcie dorosła do tej pozycji. Nasz egzemplarz skarpetek przywiozłam z Warszawskich Targów Książki dwa lata temu lat i mam w nim nawet dedykację autorów „Dla Majeczki na przyszłość”. Bo jak kupowałam tą książkę, moje dziecię miało ledwie dwa latka! Ale nie potrafiłam przejść obok niej obojętnie – w końcu dobre książki dla dzieci to nie wydatek, a inwestycja (a przynajmniej tak stale tłumaczę i sobie i mężowi). No i wreszcie się doczekałam – jak znalazł na kwarantannę. Pochłonęłyśmy wspólnie przygody wszystkich skarpet w trzy dni, a i tak któraś z nich wraca codziennie.

Zastanawialiście się kiedyś, gdzie podziewają się wszystkie te skarpetki, które wrzucacie do prania parami, a wraca tylko jedna, smutna i samotna? Ta książka obnaża całą skarpetkową prawdę – one po prostu dają nogę! Uciekają w siną dal i podbijają świat – każda na swój sposób.

Jak sam tytuł wskazuje – jest to zbiór dziesięciu nie za długich opowieści, a każda jest przygodą innej skarpetki. Poznamy skarpetkę, która zrobiła karierę w polityce i skarpetkę, która zrobiła karierę na wielkim ekranie. Ze skarpetką w marynarskie paski wyruszymy w rejs tam i z powrotem, a ze skarpetką w kolorowe paski poznamy nieprawdopodobnie bajkową historię pewnego bezdomnego. Inne skarpetki uratują małego kotka i mysią rodzinę, uszczelnią wronie gniazdo, sprawdzą się w roli detektywa, rozśmiesza dzieci w szpitalu a jedna z nich zostanie nawet… najprawdziwszą różą. Troszeczkę zabrakło mi pracy zespołowej i większej interakcji między poszczególnymi bohaterkami – bo i każda z nich wyrusza w świat samotnie. Czuję jednak, że jeszcze wszystko przed nami!

Mądre, zabawne i w istocie nieprawdopodobne przygody śmiałych i nieustraszonych skarpetek bez trudu podbiją serca i małych i dużych czytelników. A do tego są pięknie wydane i fantastycznie zilustrowane. Moja czterolatka oszalała na ich punkcie, jak dobrze, że są jeszcze dwie części!

Justyna Bednarek, Daniel de Latour, Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek (czterech prawych i sześciu lewych), Warszawa: Wydawnictwo Poradnia K, 2015, 160 s.

Bajki Majki: „Dusia i Psinek-Świnek. Pierwszy dzień w przedszkolu” Justyna Bednarek, Marta Kurczewska

Chociaż Majka do przedszkola dzielnie uczęszcza już od ponad roku, książeczki przedstawiające przedszkolną rzeczywistość wciąż cieszą się u nas sporym powodzeniem. Niedawno trafiliśmy na kolejną pozycję, która bardzo łatwo podbiła nasze serca.

W porównaniu do książeczek ułatwiających adaptację, które czytaliśmy wprowadzając Bobasę w tematykę uczęszczania do przedszkola, „Dusia i Psinek-Świnek” to już naprawdę długa i zaawansowana lektura.

Choć przecudnie zadziorne ilustracje (a może przedstawiają po prostu psotnych bohaterów?) odgrywają tu bardzo dużą rolę pięknie dopełniając historię, mamy tu jednak zdecydowanie więcej tekstu, niż w standardowej książeczce dla maluszka. Nie da się ukryć, że przeczytanie jej na dobranoc za jednym zamachem to całkiem spore wyzwanie – i dla rodzica i dla małego słuchacza. Ale trudno przecież o piękniejsze chwile, niż te spędzone na czytaniu dziecku. Szczególnie tak sympatycznej opowieści.

Magdalena Felicja, zwana w skrócie Dusią, ma pewne obawy i niepokoje związane z pierwszą wizytą w przedszkolu. By dodać córeczce otuchy, mama postanawia uszyć jej przytulankę, by na tą nową przygodę mogła wyruszyć z przyjacielem. Jednak na skutek nieokiełznanego ziewnięcia, zamiast wymarzonego psiaka w kratkę, dziewczynka dostaje… prosiaka. I to w spodenkach w kwiatki! Szybko okazuje się on jednak wymarzonym kompanem zabaw. Szczególnie, gdy na swej drodze napotyka ukochaną zabawkę dusinego kolego z grupy – lśniący, czerwony czajnik kryjący w sobie prawdziwą krainę czarów!

Nie mniej zdumiewające jest samo przedszkole, gdzie mama Dusi spotyka kolegę z dzieciństwa, dziewczynka z pięknym warkoczem boi się masła, cicha dziewczynka gryzie, a chłopaki łobuziaki nie potrafią wysiedzieć w miejscu nawet pięciu minut niezbędnych do przełknięcia śniadania. To miejsce, gdzie nie tylko można poznać różnorodność dziecięcych charakterów oraz cały wahlarz emocji i reakcji na stresujące sytuacje, ale również moc przyjaźni i magię działania w grupie. I oczywiście świetnej zabawy! W końcu razem można przemienić się w dzielnego smoka, który uratuje księżniczkę przed groźnym rycerzem! A czas do powrotu rodziców minie w oka mgnieniu i przedszkole okaże się nie być wcale ani trochę straszne.

Pluszowy przyjaciel Dusi podtrzymuje ją na duchu w trudnych chwilach, ale momentami historia toczy się dwutorowo – kiedy nasza bohaterka, oswoiwszy się trochę z rówieśnikami idzie bawić się na dwór, Psinek-Świnek zostaje odłożony do czajnika Tomka, gdzie przeżywa swoje własne, zupełnie nieprawdopodobne przygody.

Rozbrajająca, zabawna i bardzo prawdziwa. Dusia zdobyła moje uznanie czajnikiem, a Majki fioletowym smokiem o brzuchu pełnym przedszkolaków. Znany i potrzeby temat, nieszablonowe podejście, kropla baśniowej niesamowitości, spora dawka humoru i pozytywny skutek, bo po takie przygody każdy chętnie wybrałby się do przedszkola.

Z przyjemnością sięgniemy po kolejne przygody dziewczynki dwojga imion i jej przytulankowego przyjaciela z myślnikiem!

Justyna Bednarek, Marta Kurczewska, Dusia i Psinek-Świnek. Pierwszy dzień w przedszkolu, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2018, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.