Okołoksiążkowy miszmasz: Co znalazłam w lutowym pudełku magicznym od Sowiej Poczty

Skoro moje emocje po otwarciu fantastycznego niespodziankowego pudła już trochę opadły, pokażę Wam zawartość drugiego pudełka, na które skusiłam się w lutym – boxa magicznego od Sowiej Poczty.

Co znalazłam w pudełku:

Maskotka Harry Potter od fesswybitnie – podobnie jak fantastyczny John z fantastycznego boxa, Harry umościł się wygodnie w fioletoworóżowym sianku. Przyznam szczerze, że jeśli chodzi o uniwersum Pottera, to wolę bardziej gadżety bardziej realistyczne, niż zabawne. Hogwart kojarzy mi się z dość snobistycznym i ekskluzywnym miejscem dla wybranych, dlatego kojarzy mi się raczej z eleganckimi przedmiotami. Ale dla tego uroczego pluszaka mogę zrobić wyjątek. Bo właśnie to słowo najlepiej oddaje charakter produktów z fabryki fesswybitnie – uroczy. Uroczy Harry z Magicznego Boxa ma około 20 cm i jest obficie wypchany mięciutkim wypełnieniem. Z jednej strony wykonany został z czerwonego materiału z nadrukiem postaci, z drugiej ma czerwoną dresówkę. W sam raz do przytulania.

„Harry Potter. Podróż przez historię magii” – ta, jeszcze gorąca nowość premierę miała 15 lutego. I w tym przypadku jestem bardzo wdzięczna załodze Sowiej Poczty za sneak peak informujący jakiej książki można się spodziewać w zamówionym pudełku, bo inaczej z pewnością sprawiłabym sobie dubla. Książka jest magiczna od pierwszej, do ostatniej strony – pasuje do tego boxa idealnie!

Przypinka z miniaturowym Uroczym Harrym od fesswybitnie – ja akurat jestem #teammagnesnalodówkę i faktycznie wolałabym ten wzór na magnesie albo lusterku (choć i jednego i drugiego mam całe stosy). Ale i przypinka się nie zmarnuje, nie ma strachu!

Karty go gry w metalowej puszce od Dystrykt Zero – strzał w dziesiątkę, właśnie takie gadżety uwielbiam! Są po prostu piękne, świetnej jakości, subtelnie ozdobione herbami hogwardzkich domów i ich symbolami, zamknięte w eleganckiej puszce. Nie mogę się na nie napatrzeć, to moje najulubieńsze znalezisko w tym boxie! Zaraz po książce.

Magiczna zakładka od Molom – jest po prostu czadowa. Z Harrym – wybrańcem w wersji kociej, z pełnym tęsknoty oczekiwaniem na list z Hogwartu wyrażonym na rewersie. Ładna, zabawna i z kotem. Idealna zakładka każdego potteromaniaka.

Jak zawsze nie mogło zabraknąć odręcznego listu z wyszczególnioną zawartością paczki, który za każdym razem cieszy mnie tak samo i firmowej naklejki z sówką, która stała się wizytówką Sowiej Poczty. Na każdym kroku widać, że sowie boxy robią ludzie z pasją.

Podobnie jak dbałość o prezencję samego opakowania – dobrze dopasowany karton i różowe sianko, które za każdym razem robi mi dzień i uszczęśliwia mojego kota, dbają o stan zachowania produktów podczas podróży. A znaczek z sówką i wypełniona ręcznym pismem adresówka to wisienki na torcie. Dwie wisienki na jednym torciku, czy można być bardziej rozpieszczanym?

Moja dusza potterfana została w pełni usatysfakcjonowana. Zamawiam gadżetów, jak te przepiękne karty w przyszłości! A na razie bez najmniejszych wyrzutów sumienia, z prawdziwą przyjemnoscią wystawiam magicznemu boxowi Wybitny!

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Sowiej Poczty.

 

Bajki Majki: „Raz, DWA, trzy – słyszymy” Joanna Bartosik

Serię RAZ – DWA – TRZY od wydawnictwa Widnokrąg odkryłam stosunkowo niedawno. Maja była już za duża na pierwszy tom poświęcony zmysłowi wzroku – kontrastowe obrazki coraz mniej ją interesowały. Dlatego zdecydowałam zacząć od drugiego kroku (szczególnie, że ta lektura dedykowana jest dzieciom w wieku 1+) i tym oto sposobem zaczęłyśmy przygodę z tą serią od środka.

W przeciwieństwie do „… patrzymy”, gdzie ilustracje zostały oparte na kontraście czterech barw – czerni, bieli, czerwieni i żółcienia, w drugim tomie mamy już do czynienia z całą paletą intensywnych barw. Obrazki są płaskie, wyraźne, o niewielkiej szczegółowości, wciąż mocno kontrastowe. I co najważniejsze – przezabawne! Maja jest fanką psa jadącego na rowerze (tandemie – w końcu ma cztery łapy!), ja uwielbiam nieszczęsną panią w gipsie – w przeciwieństwie do złamanej nogi, ta zdrowa wygina się swobodnie jakby była z gumy, może to stąd to całe biadolenie? :D

Ilustracje wzbogacone zostały o wyrazy dźwiękonaśladowcze – w końcu to właśnie rozwój słuchu jest głównym celem tej pozycji. Wprowadza małego czytelnika arcyciekawy świat onomatopei – dzięcioły robią stuk puk, nurek robi bul bul, a koło gospodyń wiejskich, sprawnie dziergające na spółę długaśny szalik, robi gadu gadu gadu.

Stukanie, pukanie, ojojojanie, turkotanie i paplanie na stałe wpisało się w nasz książeczkowy rytułał i za nic nie chce się znudzić ;)
Wygodny format dopasowany do małych rączek zachęca do samodzielności, a twarde tekturowe kartki i zaokrąglone rogi chronią przed zbyt szybkim zużyciem.

I chociaż jak na razie testowałyśmy tylko jedną część „trylogii”, to z czystym sumieniem polecam całą serię – pierwsza z książeczek polecana jest już dla kilkumiesięcznych bobasów, pozbawiona tekstu skupia się wyłącznie na trenowaniu zmysłu wzroku. Na trzecią już ostrze sobie zęby (niech no tylko Maj zacznie trochę więcej mówić!), trzeci tom wprowadza maluchy w świat tych najtrudniejszych słów, czyli zwrotów grzecznościowych, których zapamiętanie ułatwią zabawne rymowanki.

Świetne ilustratorstwo wzbogacone dużą dawką humoru – majstersztyk!

Joanna Bartosik, Raz, DWA, trzy – słyszymy, Piaseczno: Wydawnictwo Widnokrąg, 2016, 20 s.

Czas na czytanie: „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” oraz „Quidditch przez wieki” – porównanie z pierwszym wydaniem.

Sowi kurier przyniósł mi dziś pod drzwi, tak wyczekiwane przez polskich fanów, wznowione wydanie dodatków do Harrego Pottera: „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, „Quidditch przez wieki” i „Baśnie Barda Beedle’a”. Chociaż, będąc szczęśliwą posiadaczką dwóch z nich, nie wyczekiwałam tej premiery tak niecierpliwie jak inni potteromaniacy, to jednak z Harrego nie wyrosnę nigdy i otwieranie paczki było dla mnie prawdziwym powrotem do dzieciństwa.

Na samym wstępie chciałabym bardzo podziękować wydawnictwu Media Rodzina za nowe wydanie – to naprawdę super, że ulegliście jękom i marudzeniom fanów. Super też, że po raz kolejny cały dochód ze sprzedaży zostaje przekazany organizacjom charytatywnym Comic Relief i Lumos. I chociaż nie wiem, czy skoro książeczki zostały napisane przez Rowling właśnie po to, by wspomóc dzieci i najuboższych, w ogóle możliwe byłoby wydanie komercyjne, ale to nie ma znaczenia. Nowe wydanie – nowe zakupy, więcej wsparcia. A pomoc zawsze jest en vogue. Zatem wielkie dzięki, jesteście najlepsi.

Różnice obu wydań są widoczne na pierwszy rzut oka. Przede wszystkim różnią się formatem – pierwsze wydanie to bardziej broszurki, niż książki (no, może książeczki). W miękkiej oprawie, niewielkie i cienkie, liczyły po około 50 stron. Nowe wydanie prezentuje się znacznie bardziej imponująco – wielkości standardowej książki (zbliżonej do A5) i w twardej oprawie. Co ciekawe, kolory oprawy zostały zamienione – wcześniej „Quidditch…” miał zieloną okładkę, a „Fantastyczne zwierzęta…” czerwoną, obecnie jest odwrotnie. Dzięki większej czcionce, lepszemu papierowi i dużej ilości ilustracji książki liczą obecnie około 150 stron.

DSC_090721

Jeśli chodzi o różnice w treści, to z „Fantastycznych zwierząt…” zniknęła przedmowa Albusa Dumbledore’a zastąpiona przedmową Newta Skamandera jako autora podręcznika. Ich treść jest zbliżona i dotyczy przekazywania funduszy na rzecz wymienionych wcześniej organizacji charytatywnych. Notka „O autorze” została przeniesiona z początku książki na jej koniec. Na końcu umieszczono również informacje o organizacjach Lumos i Comic Relief.
Wielkim plusem są fantastyczne ilustracje fantastycznych zwierząt – dekoracyjne inicjały i duże ryciny to coś, czego tej książce brakowało, w pierwszym wydaniu przedstawienia zwierząt były malutkie i pojawiały się sporadycznie. Zniknęły natomiast notatki i „bazgroły” Harrego i Rona obecne w broszurce.

DSC_0933
Ilustracje są wspaniałe. No i wszyscy kochają Niuchacze <3

Zmiany między okładkami „Quidditcha…” są mniej zauważalne – podobnie jak w „Fantastycznych zwierzętach…” informacje o autorze podręcznika zostały przeniesione na koniec, gdzie dodano również ustępy o organizacjach. Książka zyskała kilka nowych ilustracji, a te obecne w pierwszym wydaniu powiększono. Dodano ozdobne strony tytułowe rozdziałów i dekoracyjne rysuneczki otaczające numery stron.

DSC_0923
Nowe ryciny genialnie oddają klimat „Quidditcha przez wieki”.
DSC_0922
Urocze detale <3

Za wyższą jakością wydania idą również różnice w cenie – wydane w 2001 roku książeczki kosztowały 10 zł (9 sykli i 7 knutów ;)), cena okładkowa nowych wydań to 25 złotych. Jednak większe dochody, to większe wsparcie udzielone organizacjom charytatywnym i w tym przypadku z przyjemnością wydałam i więcej złotówek i sykli (choć kurs czarodziejskiej waluty na dzień dzisiejszy nie został podany).

W moim porównaniu pomijam „Baśnie Barda Beedle’a”, ponieważ mimo że czytałam je w dzieciństwie, to jednak nigdy nie miałam własnego egzemplarza. Aż do dziś! Pamiętam jednak, że pierwsze wydanie „Baśni…” znacznie różniło się od podręczników – było większe i w twardej, błękitnej oprawie. Obecnie wszystkie trzy dodatki są spójne wizualnie.

Absolutny must have każdego potteromaniaka! <3

DSC_0917J. K. Rowling, Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, Poznań: Media Rodzina, 2017, 152 s.
J. K. Rowling, Quidditch przez wieki, Poznań: Media Rodzina, 2017, 144 s.
J. K. Rowling, Baśnie Barda Beedle’a, Poznań: Media Rodzina, 2017, 144 s