Bajki Majki: „Ty decydujesz! Trzy Małe świnki; Czerwony kapturek” Coralie Saudo, Jessica Das

O tym, że klasyczne, znane i lubiane baśnie można opowiadać wciąż na nowo, wszyscy doskonale wiemy. Ale o tym, że możemy to robić sami, czasami zdarza nam się zapominać.

Z książkami, w której wpływ na rozwój fabuły mają decyzje czytelnika mieliśmy już wcześniej do czynienia. Kiedy Maja była zupełnie mała próbowaliśmy tytułu „Trzy kropki” – ja byłam zachwycona, ale Młoda jeszcze nie potrafiła do końca docenić tej koncepcji. Tej zimy za to zachwyciła się „Mikołajkową przygodą” z serii „Czytam i decyduję”, którą czytałyśmy chyba na każdy możliwy sposób.

Dlatego też nie miałam wątpliwości, że tego rodzaju interaktywność w połączeniu z ulubionymi opowieściami (szczególnie „Trzy świnki” cieszą się u nas niesłabnącą sympatią właściwie od zawsze) okażą się strzałem w dziesiątkę dla mojej sześciolatki. I tak też się stało.

Otwierając książki z serii „Ty decydujesz” wcielamy się w głównego bohatera opowieści – w naszym przypadku w Czerwonego Kapturka lub w jedną z Trzech Świnek. Na każdej stronie, po kilku zdaniach wprowadzenia, czeka nas decyzja, która skieruje nasze kroki na jedną z wielu fabularnych dróg. Możemy więc, zgodnie z życzeniem Mamy Świnki opuścić rodzinny razem z braćmi, albo… schować się w kominku! Możemy zanieść koszyczek z ciasteczkami chorej babci albo… samej zjeść ciastka po drodze. A nawet podzielić się nimi z wilkiem. Każda decyzja ma swoje skutki i może doprowadzić nas do bardzo zaskakujących zdarzeń!

W przeciwieństwie do tytułów, które wcześniej przypomniałam, w tej serii nie musimy szukać numeru strony bo dokonaniu decyzji – w poruszaniu się po książce pomagają piktogramy przydzielone wybranym akcjom i opatrzone nimi kolorowe zakładki indeksujące z prawej strony książki. To bardzo praktyczne rozwiązanie, szczególnie dla młodszych czytelników. A i dodatkowo ćwiczenie na spostrzegawczość oraz drobne wyzwanie dla małych paluszków.

Wybierając rozmaite akcje, każdą książkę możemy przeczytać na 22 różne sposoby, które doprowadzą nas do jednego z 5 zakończeń. I tylko jedno z nich znamy z oryginalnej wersji baśni. Będziemy mieli szansę między innymi wrzucić wilka do stawu, przyłożyć babci-żartownisi koszykiem z ciastkami, złapać wilka na lasso, zostać królem Prosiaczkiem albo nie budować swojego własnego świnkowego domku i mieszkać z mamą do dorosłości. Czego byśmy nie wybrali – dobra zabawa gwarantowana. Na zdecydowanie więcej, niż jeden wieczór!

Niewiele tekstu, dużo decyzji, sporo zabawnych, zaskakujących i pobudzających wyobraźnię sytuacji na drodze. A wszystko to w otoczeniu prostych, wręcz schematycznych ilustracji w żywej gamie kolorystycznej, zamknięte bezpiecznie  w twardej oprawie.

Świetny pomysł dla starszaków, którzy dobrze znają baśnie i dla młodszych czytelników, którzy dopiero będą je poznawać. Ciekawe które z rozwiązań wyda im się najbardziej prawdopodobne.

To jeszcze nie do końca gra paragrafowa, ale z pewnością bardzo dobre przygotowanie do takich pozycji!

Coralie Saudo, Jessica Das, Ty decydujesz! Trzy Małe Świnki, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 32 s.

Coralie Saudo, Jessica Das, Ty decydujesz! Czerwony Kapturek, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Bajki Majki: Akademia Mądrego Dziecka. Pokochaj naturę. Przesuń i odkryj – „Pszczoła”, „Pająk”

Niewielkie, całokartonowe książeczki dla maluchów z nowej serii Akademii Mądrego Dziecka przyciągają uwagę przede wszystkim ruchomymi, obrotowymi elementami. Nie brak w nich jednak również sporej dawki ciekawostek i informacji o owadach, przedstawionych w sposób bardzo przystępny i możliwy do zapamiętania przez najmłodszych odbiorców oraz za pośrednictwem sympatycznych ilustracji w żywych kolorach.

Mały czytelnik dowie się między innymi jaką rolę pełnią bohaterowie książeczek w przyrodzie i jakie cechy je charakteryzują – m.in. po co pszczole paski, w jaki sposób zbierają pyłek, gdzie mieszkają, czym jest nektar i do czego służy żądło. Poznają też wybrane rodzaje pająków, do czego służy pajęczyna i w jaki sposób pomaga pająkom przemieszczać się na duże odległości.

Obrotowe elementy to świetny trening motoryki małej i wyzwanie dla małych paluszków, poprawiają koordynację ręka-oko. Wzmagają ciekawość, pozwalając odkryć ukryte pod nimi ciekawostki. Można między innymi zajrzeć do wnętrza ula, znaleźć robaczka zaplątanego w pajęczynę albo podyndać pająkiem na wietrze. Myślę, że mogą się również dobrze sprawdzić w procesie oswajania lęku przed owadami.

Ostatnie strony książeczek – jedyne bez ruchomego elementu – podpowiadają w jaki sposób możemy chronić danego owada i pomóc mu przetrwać, na przykład jakie rośliny sadzić, by były dla nich schronieniem czy nie niszczyć pajęczych sieci.

Książeczki są niewielkiego formatu, wygodnego dla małych rączek, z bezpiecznie zaokrąglonymi rogami (co jest dla mnie zawsze wieeeeelkim plusem), wykonane z grubej, w miarę ząbkooodpornej tektury i pokryte śliską, ślinoodporną powłoką. Co ważne, również ruchome elementy są dość grube i wydają się całkiem wytrzymałe . Przesuwa się je gładko i zrobi to bez problemu nawet maluszek nie do końca jeszcze wprawionymi paluszkami, chociaż oczywiście istnieje ryzyko oderwania robala od książeczki. Dlatego też zapewne książeczka jest skierowana dla dzieci powyżej 3go roku życia, wcześniej  niezbędny będzie nadzór rodzica.

Bardzo fajni kandydaci do pierwszej biblioteczki malucha.

Z tej serii pojawiły się jeszcze „Biedronka” i „”Motyl”.

Teresa Bellon, Akademia Mądrego Dziecka. Pokochaj naturę. Przesuń i odkryj. Pszczoła, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 12 s.
Teresa Bellon, Akademia Mądrego Dziecka. Pokochaj naturę. Przesuń i odkryj. Pająk, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 12 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Bajki Majki: 5 pomysłowych książeczek dla maluszka

Maja ma już ponad 6 lat i od września wybiera się do pierwszej klasy, siłą rzeczy wypadłam więc z obiegu jeśli chodzi o książeczki dla najmłodszych. I chociaż mam w piwnicy przynajmniej jeden porządny karton sprawdzonych i kochanych bobasowych pozycji czekających na urządzenie pierwszej biblioteczki Leona, nie potrafię się powstrzymać przed zerkaniem na maluszkowe nowości. A przez te 5 lat na rynku pierwszych książeczek zadziało się naprawdę sporo!

Wybrałam 5 najciekawszych kartonowych tytułów z „efektem łał”, które poza wzruszającą treścią, czy pięknymi ilustracjami (czyli tym, czym wybierając książeczkę zwykle kierują się mamy), przyciągają uwagę zaskakującym rozwiązaniem albo pomysłem (które zwykle na dłużej skupiają uwagę dzieci) – czyli tytułów trochę do czytania i trochę do zabawy.

Książeczki dźwiękowe

Na początek książki, które wykorzystują znany mi już patent, ale w nowej – ulepszonej formie. Seria o Misiu Mikusiu to 4 urocze, nieskomplikowane historyjki uatrakcyjnione dźwiękowymi guziczkami. Wielkim plusem jest fakt, że w tym przypadku guziczków nie trzeba wciskać (a z tym mała Maja zawsze miała problem m.in. w serii „Poznaję dźwięki! – naciskała za lekko) – by usłyszeć muzyczkę wystarczy przyłożyć paluszek do odpowiedniego, charakterystycznego punktu na każdej stronie.

Na każdą opowieść składa się 5 rozkładówek (a zatem i 5 dźwiękowych guziczków). Sympatyczne ilustracje uzupełniają po 2-4 zdania tekstu i wyrazy dźwiękonaśladowcze. Często wykorzystywane są pytania do czytelnika dodatkowo angażujące maluszka w historię. W części „Mikuś i wizyta na wsi” dziecko ma szansę poznać zwierzęta hodowlane i odrobinkę wiejskiej rzeczywistości (zadania gospodarza, wszechobecne błotko) oraz przećwiczyć nazwy kolorów.

Camilla Reid, Nicola Slater, Mikuś i wizyta na wsi, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 10 s.

„Mikuś i duży czerwony nocnik” to część przybliżająca i oswajająca pożegnanie z pieluszką. Nie obejdzie się oczywiście bez drobnej wpadki, ale dzięki temu duży sukces z nocnikiem w roli głównej będzie jeszcze bardziej znaczący!

Camilla Reid, Nicola Slater, Mikuś i duży czerwony nocnik, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 10 s.

Książeczki są dość lekkie, kwadratowe, wygodne dla małych rączek. Z grubszej tekturki i bezpiecznie zaokrąglonymi rogami, sprawiają wrażenie wytrzymałych zarówno jeśli chodzi o upadki, jak i spotkania z ząbkami i śliną. Co ważne, można w nich zmieniać baterie (klapka zabezpieczona śrubką z tyłu książki) i najważniejsze dla rodzica – mają wyłącznik! Jak to zwykle bywa jeśli chodzi o zabawki dźwiękowe, muzyczka jest dla mnie osobiście nieco za głośna, choć z doświadczenia wiem, że ten problem dotyczy początków użytkowania i zazwyczaj po pewnym czasie dźwięki nieco cichną.

Z tej serii ukazały się również „Mikuś i dzień w przedszkolu” oraz „Mikuś i pluszowy króliczek”.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

Ruchome elementy

„Kocham cię, Mamo!” z „Akademii Mądrego Dziecka” na pierwszy rzut oka może wydawać się zwykłą książeczką z okienkami. Mnogość rozwiązań i pomysłów na ruchome elementy okazuje się jednak imponująca.

Już na okładce znajdziemy pokrętło pozwalające na zmianę koloru wyciętych serduszek. A wewnątrz czekają na małe paluszki pełzające robaczki, okienka w niestandardowych kształtach otwierane do dołu i w górę, elementy wymagające przesuwania i wysuwania oraz wypukłe, brokatowe szczegóły o interesującej fakturze.

W tej raczej ciężkiej książce z bardzo grubymi stronami znajdziemy 10 przeuroczych zwierzęcych mam z ich maluchami. Poza manualnymi elementami do poruszania, ilustracje na każdej stronie są uzupełnione wierszowanym zdaniem, w którym maluszek mówi co najbardziej lubi robić z mamą lub za co ją kocha – za ciche mruczenie, wspólne spanie bądź pływanie, zabawę, czy taplanie się w błotku. Dzięki grubej tekturze i zaokrąglonym rogom książka jest bezpieczna dla maluszka, ale ze względu na bardziej delikatne klapki i wysuwane fragmenty warto mieć małego czytelnika na oku.

Akademia Mądrego Dziecka, Mój świat, Kocham cię, mamo!, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 10 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harper Kids.

Pachnące książeczki

Pomysł na książki dla maluszków, z którym wcześniej się nie spotkałam i który nigdy nie przyszedłby mi do głowy, a mam przeczucie, że okaże się strzałem w 10 – książeczki z zapachami.

Pamiętacie katalogi z Avonu, gdzie trzeba potrzeć kartkę, by poczuć zapach perfum, którymi został nasycony papier? Tutaj wykorzystano to samo rozwiązanie w książeczkach o kolorach! Jak dla mnie to świetna koncepcja – synestezje są ekstra, a już bardzo niedługo trudno będzie znaleźć osobę, dla której czerwony kolor nie będzie bosko pachniał truskawkami (przynajmniej u nas, na Kaszubach).

„Mój dzień” to książeczka zbierająca na każdej rozkładówce przedmioty z otoczenia maluszka w danym kolorze – z lewej strony siedem przykładów w formie ilustracji, z prawej okienko, pod którym kryje się realne zdjęcie do pocierania i wąchania. W ten sposób autorzy zachęcają małego czytelnika do rozglądania się za kolorami – wspólnie szukamy zielonego koloru w ogrodzie, czerwonego w przedszkolu, żółtego w parku, brązowego w kuchni, czy białego w łazience. To też bardzo fajny pomysł na wyjście z lekturą poza cztery ściany domu.

Mój dzień. Moja pachnąca książeczka z kolorami. Akademia Mądrego Dziecka, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 10 s.

Do czytania w plenerze jeszcze bardziej zachęca cześć serii pod tytułem „Ogród”. Tutaj wszystkie zapachy poukrywane pod klapkami należą do roślin i większość przedmiotów możemy znaleźć na zewnątrz (owoce, zwierzęta) lub zabrać ze sobą na wycieczkę (plecak, jogurt, papier). Albo przynieść do domu z wycieczki, jak np. fioletowego siniaka.

Ogród. Moja pachnąca książeczka z kolorami. Akademia Mądrego Dziecka, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2022, 10 s.

Niektóre zapachy są bardziej udane (moim faworytem jest pieczony kurczak), inne mniej (truskawki, czy czekolada pachną raczej sztucznie), ale wszystkie są rozpoznawalne – testowałam na mojej 6-latce, która po zobaczeniu zdjęcia pod klapką określiła roślinę jako bazylię, a po potarciu i powąchaniu poprawiła się, że to jednak mięta. Miejsca do pocierania są spore, a zapachy intensywne. Jestem ciekawa, czy długo się utrzymają zarówno nieużywane (muszą trochę poczekać na swój czas, bo Leon się jeszcze nie urodził), jak i później intensywnie pocierane i wąchane. Dam znać za jakiś czas.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Książki z dziurami

Czas na pomysł i autora, których zdążyłam już dobrze poznać i polubić podczas bobasowego okresu Mai, czyli książki z dziurami Hectora Dexeta. To nasze niekwestionowane hity – „Kto zjadł biedronkę?” była jedną z pierwszych najukochańszych pozycji Majeczki, a potem kontynuowaliśmy tą przygodę z takimi tytułami jak „Oto jest ogród”, „A co to?”, czy „Nasze ciało”. Jestem zachwycona, że po 5 latach wciąż pojawiają się nowe tytuły z tej serii. Pierwsze, co zrobiła moja córa po otwarciu paczki z książeczkami dla braciszka, było wpasowanie paluszków w dziurki – z tego się po prostu nie wyrasta!

Książki Dexeta poznacie po trzech bardzo charakterystycznych cechach – żywych, nasyconych kontrastowych kolorach, budowaniu świata z prostych, geometrycznych kształtów i obłych linii oraz wszędobylskich dziurach różnej wielkości i kształtu.

„Ja też” to zabawna książeczka skupiająca się na porównaniach między zwierzętami i… małymi dziećmi. Lubią psoty i zabawę niczym małe kotki, wszędzie chodzą z mamą, zupełnie jak kangurzątka, biorą prysznic jak słonie, załatwiają się w określone miejsca, mają włochatych tatusiów i czują się bezpiecznie dzięki opiece mamy. Każda strona wypełniona jest kolorową, kontrastową ilustracją, uzupełniona jednym zdaniem tekstu i wyposażona w przynajmniej jedną dziurkę, przez którą możemy dojrzeć fragment ilustracji z kolejnej strony. Dzięki temu skrzydło sowiej mamy przemienić się może w parasol, nosidło w kangurzą torbę, a oczko zwierzątka w oczko dziecka.

Hector Dexet, Ja też!, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2022, 36 s.

„Przytulamy się”, jak sama nazwa wskazuje, proponuje małym czytelnikom rozmaite formy przytualsków – pod kołdrą, po kłótni, na pocieszenie, dla dodania otuchy, na pożegnanie. Z tatą, czy z przyjaciółmi, bez użycia rąk, czy pod wodą, tulaski to zawsze dobry pomysł na poprawę humoru – wypróbujcie je wszystkie! Słodka, urocza i przekochana pozycja.

Hector Dexet, Przytulamy się, Warszawa: Wydawnictwo Mamania, 2022, 36 s.

Jak wszystkie książki Hectora Dexeta, te również pobudzają wyobraźnię, rozwijają słownictwo i świetnie sprawdzają się podczas ćwiczenia małej motoryki – trudno się powstrzymać by zamiast przewracać strony w standardowy sposób, nie robić tego poprzez wkładanie paluszków w dziurki i ciągnięcie za krawędzie otworów.

Chociaż książki nie należą do najlżejszych, a tektura stron, choć sztywna, nie jest bardzo gruba, z doświadczenia wiem, że to książki nie do zdarcia. Nasze wielokrotnie zaczytane tytuły sprzed lat nie mają znaczących śladów zużycia, choć niejednokrotnie służyły nam również poza domem – podczas spacerów i wypadów na plac zabaw.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mamania.

Przekroje

I na koniec nieco inne podejście do dziur w książce. W serii „Jak to działa?” grube, tekturowe strony podziurawione zostały przekrojami, pozwalającymi zajrzeć do środka prezentowanego obiektu i poznać go… dogłębnie.

Pomysłowe, porządnie wykonane, o dużej wartości edukacyjnej. Po prostu fajne do czytania!

„Jak to działa? Traktor” to prawdziwa gratka dla każdego fana maszyn i pojazdów wszelakich. W książce wytłumaczono do czego służy ciągnik i z jakich elementów się składa – te zostały również podpisane na obrazkach i wyszczególnione na kolejnych przekrojach, jak np. silnik pod maską, która chroni go przed zabrudzeniami. Mały czytelnik pozna również rozmaite maszyny rolnicze, jakie można doczepić do ciągnika oraz dowie się między innymi dlaczego traktory mają rurę wydechową skierowaną w górę. A w tle będzie mógł wypatrzeć rozmaite wiejskie zwierzęta i poznać dźwięki, jakie wydają.

Jak to działa? Traktor, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 12 s.

W książeczce „Jak to działa? Dinozaur” naszym przewodnikiem będzie Profesor Myszka zajmujący się badaniami nad dinozaurami. Opowie maluchom co nieco o tyranozaurach – uch cechach fizycznych, zwyczajach i budowie ciała, co można śledzić na kolejnych przekrojach. Na każdej stronie pojawiają się również dinozaurowe ciekawostki, można więc wyciągnąć z tej niedługiej pozycji całkiem sporo wiedzy. No i wcisnąć paluszki między ostre zęby wielkiego jaszczura.

Jak to działa? Dinozaur, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2022, 12 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wilga.

Znacie jeszcze jakieś inne pomysłowe książeczki dla najmłodszych? Podzielcie się tytułami!

Bajki Majki: Bajki dźwiękowe

Dzieci lubią grające zabawki, co do tego nie ma wątpliwości. Wychodząc naprzeciw tej sympatii ukazała się niedawno seria bajek dźwiękowych, gdzie słowo i obraz klasycznych i dobrze wszystkim znanych historii uzupełnione zostało przez 16 różnych odgłosów i melodii oznaczonych w tekście adekwatnym przyciskiem.

W pierwszym momencie zaskoczyły mnie nieco ukryte za twardą oprawą miękkie strony tych niewielkich książeczek. Okazuje się jednak, że to niezbędny element konstrukcyjny – przyciski dźwiękowe znajdują się na ostatniej, odpowiednio grubszej stronie kryjącej w sobie cały mechanizm. Na poszczególnych stronach oznaczono natomiast miejsca, w które należy przycisnąć, w związku z czym nacisk palca musi przejść przez wszystkie ze stron. I chociaż nie brzmi to najlepiej, sprawdza się zaskakująco dobrze, a nacisk nie musi być duży – dziecko bez problemu daje sobie radę samodzielnie. Nie ma też problemu z trafieniem w odpowiedni przycisk.

Same dźwięki są dobrej jakości, urozmaicone, nie drażniące ani mechaniczne, nie są też zbyt głośne, szczególnie, kiedy trzymamy książeczkę na kolanach albo na stole. Poza prostymi odgłosami znajdziemy również dłuższe melodie – szczególnie na początku i końcu opowieści. Dużym plusem jest również obecność wyłącznika oraz możliwość wymiany baterii.

Choć historie nie są długie, dźwięki bardzo fajnie je uzupełniają i dopełniają opowieść. A na ostatniej stronie, po zakończonej lekturze, możemy posłuchać ich jeszcze raz – zgodnie z czytaną opowieścią lub w dowolnej kolejności.

Bardzo podobają mi się ilustracje – chociaż każda z książeczek jest autorstwa innego ilustratora, każdy z nich oddał unikalny klimat powieści. Ilustracje wypełniają całe strony i są głównym medium przekazującym czytelnikowi treść bajki.

Podoba mi się więc sama koncepcja książeczek uzupełnionych dźwiękami oraz jej realizacja – od ilustracji, przez budowę aż po jakość odgłosów i melodii. Mam jednak zastrzeżenia co do samego tekstu, który jest tu zdecydowanie najsłabszym elementem.

Partie tekstu nie są długie – po kilka zdań na stronę. I chociaż po tego rodzaju adaptacji można oczywiście spodziewać się dużej skrótowości, mam wrażenie że nie wyszło najlepiej. Choćby „Księga dżungli” całkiem zatraciła swój sens sprowadzając całą historię do w żaden sposób niewytłumaczonego konfliktu miedzy tygrysem a Mowglim. Wygnany przez Shere Khana chłopiec przysięga mu zemstę, po czym zabija go nasyłając na niego stado bawołów i wraca jako zwycięzca odziany w jego skórę. Mimo, że podczas czytania powstrzymałam się od dodatkowych komentarzy, moja przedszkolaczka to właśnie Mowgliego odebrała jako czarny charakter, więc coś tu poszło ewidentnie nie tak.

Benjamin Chaud, Księga dżungli, Bajka dźwiękowa, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Podobnie w „Aladynie” bohater ratując porwaną księżniczkę truje nie tylko czarnoksiężnika, ale również jego papugę. W moim odczuciu przygotowując skrót historii – oczywiście raczej brutalnej, to w końcu klasyka – można skupić się na innych aspektach darując sobie szczegóły morderstwa. Szczególnie, że seria (choćby przez długość i poziom tekstu) skierowana jest do najmłodszych odbiorców. Z trzeciej strony pamiętam, że sama jako dziecko bardzo lubiłam makabryczne baśnie Braci Grimm. Ale jako mama czuję wewnętrzny sprzeciw, jestem więc rozdarta. Majce się podobają (dźwięki to +100 do atrakcyjności), więc nie zabieram.

Aurelie Guillerey, Aladyn. Bajka dźwiękowa, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Najbardziej podoba mi się „Kot w butach”, wydaje się być najwierniejszym odwzorowaniem baśni i jest najbardziej spójny. Majka natomiast najbardziej lubi „Aladyna”, przede wszystkim ze względu na melodie utrzymane w orientalnym klimacie.

Roland Garrigue, Kot w butach. Bajka dźwiękowa, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Bajki Majki: „Basia i granice” Zofia Stanecka, Marianna Oklejak

Jako pierwsze i naczelne fanki serii o Basi nie pomijamy żadnej basiowej nowości, a każda jest czytana często i bardzo intensywnie. Wspólnie z Basią przepracowaliśmy niejedną trudną dla przedszkolaka sytuację, dawno jednak nie byłam aż tak zachwycona treścią i podjętym tematem, jak teraz.

Najnowsza część przygód Basi jest o granicach, ale nie o fizycznych granicach państw i kryzysie migracyjnym, jak się początkowo spodziewałam po samym tytule (chociaż taka też bardzo bardzo by się przydała!), a o granicach osobistych, o prywatnej strefie komfortu i jej naruszeniach.

Nie ma chyba bardziej nerwowej części dnia, niż poranek, kiedy trzeba wyszykować do przedszkola troje dzieci i jeszcze na koniec siebie do pracy. Pewnego wyjątkowo pechowego ranka mama Basi jest na granicy wytrzymałości i grozi wybuchem. Po takich porannych atrakcjach Basia również nie ma dobrego dnia w przedszkolu – nie ma ochoty bawić się z innymi dziećmi ani być zaczepianą, najchętniej schowałaby się pod stolikiem w poszukiwaniu chwili samotności. A kiedy koledzy bawią się w łazience, woli zaryzykować zawstydzającą wpadkę, niż skorzystać z toalety w towarzystwie innych przedszkolaków.

Co za szczęście, że jest Pani Marta, która pomaga Basi uporać się z kłębiącymi się w niej trudnymi emocjami i organizuje dzieciom zajęcia o granicach. Obrazowo tłumaczy swoim przedszkolakom – i przy okazji basiowym czytelnikom – że ich ciała są ich własne i niczyje inne i to oni wiedzą, jak blisko chcą, by inni do nich podchodzili, czy chcą być dotykani albo przytulani. O tym czym są osobiste granice i prywatna przestrzeń oraz że należy szanować granice innych ludzi. O tym, że każdy ma prawo nie być łaskotany, jeśli nie ma na to ochoty, nie być całowany albo nie musieć siusiać, kiedy w łazience ktoś jest. O tym, że każdy ma prawo powiedzieć „nie”, jeśli jakieś zachowanie go rani albo powoduje dyskomfort.

Super ważna sprawa przedstawiona, jak to już u Basi bywa, w prosty, sympatyczny i zrozumiały dla malucha sposób. W towarzystwie świetnych ilustracji Marianny Oklejak oczywiście!

Jak dla mnie lektura obowiązkowa. Świetnie, ze powstała, powinna być w każdym przedszkolu.

Zofia Stancecka, Marianna Oklejak, Basia i granice, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem HarperKids.

Bajki Majki: „Ja i moje mikroby” Philip Bunting

Temat wirusów nigdy chyba nie był tak bardzo na topie, jak podczas dwóch ostatnich lat. Po wybuchu pandemii powstało całkiem sporo książek dla najmłodszych, będących nieocenioną pomocą w przybliżeniu im tego trudnego zagadnienia. Mam jednak wrażenie, że jego popularność nie zaniknie po ustąpieniu pandemii, bo to jednak temat tak ważny, jak fascynujący. Zarówno koronny argument podczas nauki malucha dbania o higienę, upominania przy braniu do buzi brudnych rąk i zabawek, jak i niewątpliwie intrygujący świat tego, czego nie widać gołym okiem, a co ma tak duży wpływ na nasze życie.

O drobnoustrojach przeczytacie również w książkach:
„Dlaczego nosimy maseczki”
„Wirus w koronie, bakteria w kapsule”
Wirus i inne drobne ustrojstwa”.

„Ja i moje mikroby” to propozycja dla przedszkolaków i dzieci wczesnoszkolnych – zawierająca naprawdę sporą dawkę wiedzy (nie bojąc się na przykład łacińskich nazw, czy nieco trudniejszych pojęć) podaną w skumulowanej i bardzo przystępnej formie. Czegoś takiego właśnie mi brakowało!

Dowiemy się z niej między innymi czym tak właściwie są mikroby, gdzie możemy je znaleźć, poznamy kilka najważniejszych gatunków (nie tylko wirusy, bakterie i grzyby, ale również pierwotniaki, archeony, czy priony) wraz z ich przedstawicielami i chorobami, za jakie odpowiadają. Dowiemy się również o pozytywnym wpływie grzybów i bakterii na nasze zdrowie i życie codzienne. Przejdziemy przez zakichany szlak przeziębienia, dowiemy się z czego składa się nasz system odpornościowy i w jaki sposób go wspierać oraz poznamy zasady zdrowego stylu życia. A wszystko to ze sporą dawką poczucia humoru i w obrazkach, bo to one w dużej mierze odpowiadają za łatwą przyswajalność tekstu.

Kto jest odpowiedzialny za puszczanie bąków, kto za smrodliwe stópki, a kto za nauczanie online? O czym pamięta nasza odporność i z czego składają się puchate „dywany” na zapomnianych kanapkach? Komu powinniśmy dziękować, a kogo się wystrzegać? Zdumiewające tajemnice mikrobów czekają na odkrycie!

Philip Bunting, Ja i moje mikroby, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 32 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Bajki Majki: „Van Dog” Gosia Herba, Mikołaj Pasiński

Są taki książki, którym poświęcasz rzut oka i już wiesz, że musisz mieć, bo to będzie WMN – Wielka Miłość Nieskończona. Już na sam tytuł spadły mi kapcie (mimo, że jestem zdeklarowaną kociarą, mam nadzieję, że ta zdrada zostanie mi wybaczona!) a jak jeszcze dodamy do niego jedną z moich najulubieńszych ilustratorek, to wiadomo, że musi być sztos, nie ma innej opcji.

Kochałam, więc zanim jeszcze otworzyłam, a jak już otworzyłam, to pokochałam jeszcze bardziej.

„Van Dog” to obłędnie kolorowy i pełen szczegółów, cudownie zwariowany picturebook o sztuce, tworzeniu i postrzeganiu świata.

Artysta wybiera się w plener. Kiedy od samego rana w skupieniu oddaje się malowaniu, łąka wokół niego zaczyna budzić się do życia i… wchodzić z nim w interakcje. Na początku powoli i przewidywalnie – uważne oko będzie miało szansę zauważyć coraz więcej robaczków, ptaszków, jaszczurek i chmurkowych baranków. Ale im dalej w las, tym bardziej goście będą odbiegać w kierunku surrealizmu. Pojawią się rozbrykane dzieciaki, rycerze kosmiczne mrówki, olbrzymia gadzina pytająca o drogę do Tokio (wraz z alpinistką wspinającą się zawzięcie po jej ogonie), pająk wielbiciel koloru niebieskiego, kosmici, wędkarze, wampiry, budka z lodami, kometa, przelotne opady deszczu i domorosły krytyk sztuki. A to tylko wybrane zagadnienia! Oczywiście cała ta hałastra wydaje z siebie olbrzymie ilości wyrazów dźwiękonaśladowczych, pytań natury egzystencjalnej i wyznań miłości w kierunku lodów. Czyste szaleństwo. Czy można sobie wyobrazić lepsze warunki dla tworzenia sztuki? Bynajmniej! Dlatego też powstanie prawdziwe arcydzieło!

Fantastyczna zarówno pod względem humorystycznym, jak i wizualnym, fani Gosi Herby znajdą tu niejednego z jej robaczków, pajączków i krwiopijców, a fani wielkiej światowej sztuki z pewnością będą zachwyceni żabią wersją Cecylii Gallerani, świńskim Courbetem i jamniczkowym Młodzieńcem.

To też genialna wyszukiwanka, bo dzieje się tak dużo, że czasami nadążyć za losami jednego z bohaterów nie jest wcale łatwo. A i ci zmieniają się jak w kalejdoskopie.

Na samym końcu zaś na młodych czytelników czeka plakat, na którym będą mogli stworzyć swoje własne, mniej lub bardziej realistyczne dzieło.

Gosia Herba, Mikołaj Pasiński, Van Dog, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 48 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

Grajki Majki: Podkładki pod talerz z zadaniami „Podano do stołu. Muminki; My Little Pony”

Odliczam już dni do momentu, kiedy rodzinny spacer będzie można urozmaicić regeneracją sił w restauracji. Szalenie tęsknię za rybką nad morzem, pizzą, kawą i ciachem, frytkami… jasne, wszystko to mogę mieć na wynos, ale posadzenie dupki przy restauracyjnym stoliku niezaprzeczalnie ma swój urok. A wątpliwą częścią tego uroku niewątpliwie są głodne, marudzące latorośle. „Maaaaamo, kiedy będzie moja margerita?!” co 5 sekund i tak dalej. Zawsze staram się mieć na takie okazje komplecik mini kredek i kolorowankę, książeczkę z naklejkami albo chociaż kawałek kartki (zapraszam do klubu matek-wielbłądów taszczących 30 kg torebki w tą i z powrotem), ale tym razem chciałabym polecić wam superową nowość.

Całkiem niedawno wydawnictwo HarperKids wypuściło książeczki z zadanymi w formie podkładek pod talerz z bohaterami ulubionych bajek. Jest Bing, Masza i Niedźwiedź, Kot-o-ciaki, My Little Pony i Muminki. Ja wybrałam dla Majki dwa ostatnie tytuły.

Książeczki są poziome i w dużym formacie – nieco większym niż A4. Każda z nich składa się z 24 łatwych do wyrwania, jednostronnych kart z grubszego papieru (takiego, który nie rozpuści się kiedy postawimy na nim wilgotną szklankę z zimnym napojem albo dotkną go tłuste od frytek paluszki). A każda z kart to jedno zadanie. Jest poszukiwanie różnic, labirynty, zadania na logikę i spostrzegawczość. Raz trzeba coś dorysować albo pokolorować, innym razem połączyć punkty czy pogrupować.

Chociaż obie książeczki są skierowane do tej samej grupy wiekowej (3-6 lat), a ich poziom trudności jest w miarę zbliżony, mam wrażenie, że zadania z kucykami są jednak odrobinę łatwiejsze – najwięcej jest wśród nich łączenia, dorysowywania i wypatrywania szczegółów. W „Muminkach” natomiast dominują spore i całkiem szczegółowe kolorowanki, pojawiają się również szlaczki oraz zadania z liczeniem. Ogólnie jednak zadania nie są szczególnie czasochłonne ani wymagające, warto więc mieć w zanadrzu chociaż trzy karty, jeśli planujemy czekać na obiad w obleganej knajpce w szczycie sezonu. Są za to różnorodne, dzięki czemu nie grozi nam nuda.

Na odwrocie każdej karty znajduje się wesoły deseń, możemy więc po wykonaniu zadania możemy ją odwrócić i zyskać podkładkę np. w kwiatki. I pewność, że wykonane właśnie dzieło sztuki nie ucierpi podczas jedzenia i cała zabawa nie skończy się rozpaczą. A jeśli oczekiwanie będzie się nadmiernie wydłużać, kwiatki też można pokolorować!

Książeczki nie są szczególnie drogie (na stronie wydawcy można je kupić w cenie od 10,49 do 14,99) i sporym plusem jest możliwość łatwego podzielenia ich na większą liczbę dzieci, dzięki czemu nie musimy taszczyć osobnej książki dla każdego dziecka.

Warto mieć przy sobie taki gadżet zarówno kiedy jesteśmy rodzicem i planujemy całodzienny wypad z obiadem w restauracji, jak i kiedy mamy restaurację i cenimy sobie zadowolenie najmłodszych gości. I tych starszych, siedzących przy stolikach wokół również. Każdy w końcu ceni chwilę ciszy i spokoju przy kawce i obiedzie. A przy tym i obrus ma szansę pozostać względnie czysty!

Muminki. Podano do stołu. Podkładki pod talerz z zadaniami”
„My Little Pony. Podano do stołu. Podkładki pod talerz z zadaniami

Wydawnictwo: HarperKids
Sugerowany wiek: 3-6 lat

Recenzja powstała dzięki uprzejmości wydawnictwa HarperKids.

Bajki Majki: Seria o Basi – garść nowości

Maja miała jakieś półtora roku, kiedy trafiliśmy na pierwszą książkę o przygodach Basi – co ciekawe wcale nie z cyklu dla maluszków, a pełnowymiarową, długaśną historię – dobrze pamiętam, że to była „Basia i basen”. To była miłość od pierwszego wejrzenia i prawdziwy chrzest bojowy dla mnie jako mamy – nigdy wcześniej nie czytałam na głos tak obszernego tekstu! A mój maluszek wysłuchał całości w skupieniu i z zainteresowaniem, bo czym oznajmił z powagą „jeszcze raz!”. Tak zaczęła się nasza basioprzygoda, która obecnie zajmuje niemal całą półkę na majkowym regale. I nic dziwnego, bo wkręciliśmy się całą rodziną.

Seria przygód Basi liczy już ponad 35 tomów i wciąż pojawiają się nowe. Razem z tą nie najgrzeczniejszą, ale przy tym przekochaną bohaterką dzieci mogą oswoić trudne sytuacje i poznać mnóstwo ciekawych zagadnień – od alergii, wizyty u dentysty, w szpitalu czy w przedszkolu, przez pieniądze, ekologię, jedzenie słodyczy i alergię, aż po bałagan, pracującą mamę i rozmaite wakacyjne wyjazdy. Tym razem przyszedł czas na rowerową wyprawę pt. „Basia i rower”!

W przeciwieństwie do mojego dziecięcia, Basia potrafi już jeździć na dwóch kółkach (mam nadzieję, ze to podziała na Majkę motywująco! Szczególnie, że autorka uwzględniła małą retrospekcję z pełnej upadków basiowej nauki), może więc w pełni uczestniczyć w rodzinnym wyjeździe do domku w lesie pełnego rowerowych wycieczek. Ale czy Basia aby na pewno jest dość duża, by dojechać rowerem dookoła świata? Po drodze będą czekać wyścigi, spotkanie z rowerowymi piratami i zdziwionymi krowami (i ich plackami), a wszelkie wysiłki zostaną zwieńczone piknikiem nad rzeką. Z kijankami!

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia i rower, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Co jakiś czas pojawiają się „Wielkie księgi przygód Basi” będące zbiorczymi wydaniami basiowych przygód. My jednak preferujemy książeczki wydawane pojedynczo – w twardych oprawach i z większymi ilustracjami i te kolekcjonujemy. „Basia i rower” z pewnością zostaną z nami na dłużej!

Poza „Wielkimi księgami przygód” mamy też „Wielkie księgi” – osobną podserię, gdzie obszerne książki nie składają się z wydanych wcześniej opowiadań, a znajdziemy w nich krótsze teksty poświęcone określonej tematyce – np. przedszkolu czy trudnym słówkom. „Basia. Wielka księga o uczuciach” jest najnowszą z nich.

Życie Basi wypełnione jest uczuciami – jedne z nich uskrzydlają, inne wpędzają w kiepski humorek. Jest ich jednak taka mnogość i rozmaitość, że nie jest łatwo połapać się we własnych emocjach, a co dopiero odgadnąć co czują inni. „Wielka księga o uczuciach” spieszy z pomocą! To rozbudowane kompendium uczuć wszelakich pokazanych z różnych perspektyw. Każda z emocji otrzymała swoją rozkładówkę (przynajmniej jedną!), gdzie wśród licznych ilustracji znalazło się miejsce na wypowiedzi różnych członków rodziny Basi opowiadających o tym w jakich momentach i co czują oraz co ich wprawia w określony nastrój. Opowie nam co nieco i najbliższa rodzina Basi, jej przyjaciele, dziadkowie, a nawet Misiek Zdzisiek i Małpka!

Bardzo podoba mi się, że książka pasuje do aktualnej rzeczywistości – między innymi pojawia się w niej niejednokrotnie koronawirus (np. przy okazji omawiania strachu), a Antek ma oceny w „librusie”, nie w dzienniku, jak za naszych czasów, kiedy to rodzice poznawali oceny dwa razy w roku na wywiadówkach.

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia. Wielka księga o uczuciach, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 144 s.

Do nieco starszych przedszkolaków (o czym, poza poruszaną tematyką, mogą świadczyć również niezaokrąglone rogi oprawy) jest skierowana podseria „Basia i przyjaciele”. Głównymi bohaterami opowiadań jest zawsze jedno z najbliższych przyjaciół Basi, a ona sama jest w nich wspomniana raczej marginalnie. Tym razem głos oddano, jak już wskazuje sam tytuł „Basia i przyjaciele. Marcel” – zwierzolubnemu koledze Basi z przedszkola.

Marcel kocha wszystkie zwierzęta – od ślimaczków i robaczków, które karmi roślinkami doniczkowymi z przedszkolnej sali, aż po stworzenia pierzaste, futrzarste i czworonożne, które całkiem często znosi do domu. Na szczęście za cichym przyzwoleniem rodziców i równie dobrych sercach i braku alergii wszelakich. To naprawdę wesoły dom – pełen kociego mruczenia, skrzeczenia papugi, psiego poszczekiwania i głosów dzieci. Pewnego dnia mama Marcela przynosi do domu pieska w bardzo złym stanie – kto mógłby chcieć otruć psa?

To nie tylko wzruszająca opowieść o szanowaniu życia każdego, nawet najmniejszego stworzonka, ale również o empatii i bezinteresownej pomocy. Pojawia się w niej również motyw śmierci zwierzątka, i choć pochowane przez Marcela i jego ciocię stworzenie to tylko znaleziona polna myszka, to może być bardzo pomocna podczas rozmów o odejściu ukochanego domowego pupila.

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia i przyjaciele. Marcel, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 24 s.

Na serię o Basi i Franku, skierowaną do najmłodszych dzieci, trafiłyśmy stosunkowo późno i w formie zbiorczej „Wielkich ksiąg Basi i Franka” – dlatego też zainteresowanie mojej córki nie trwało szczególnie długo, choć i do tych opowiadań mamy sporo sentymentu. To krótkie, bardzo proste historyjki skupione wokół tematów bliskich maluszkom – poznawaniu kolorów, zwierzakom, zasypianiu, jedzeniu czy korzystaniu z nocnika.

Strasznie się cieszę, że pojawił się dodruk tych książeczek w formie kartonowej – dotychczas widziałyśmy je jedynie w bibliotekach. To niewielkie, leciutkie kartonówki z bezpiecznie zaokrąglonymi rogami, śliskie i błyszczące, ząbko- i ślinoodporne. Najnowsze z nich to „Basia, Franek i zwierzaki” oraz „Basia, Franek i kolory”.

Basia towarzyszy młodszemu braciszkowi w poznawaniu świata – bo wiadomo, że świat starszej siostry jest najciekawszy na świecie! Basia wprowadza Frankowi naukę kolorów – i pomaga się przebrać, kiedy braciszek, chcąc wyglądać jak ona, farbuje pomidorem swoją białą bluzeczkę w czerwone paski – oraz nazw i zwyczajów zwierząt – bawiąc się z nim w kotki, wygłupiając z Kretem, czy opiekując Kajetanem. Pełne kolorów ilustracje wypełniają całe strony, a krótki, często bardzo zabawny tekst dopełnia historie.

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia, Franek i kolory, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 14 s.
Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia, Franek i zwierzaki, Warszawa: Wydawnictwo HarperKids, 2021, 14 s.

Prawdziwą gratką dla fanów Basi może być niewielka gra „Basia w ZOO”. Zaskoczył mnie jej format – w porównaniu basiową z grą „Łap kolory” wydaną kilka lat temu, ten tytuł jest naprawdę kieszonkowy. Co ma również swoje plusy, bo idealnie pasuje do dziecięcego plecaczka pakowanego na nocowankę u babci.

W pudełeczku znajdziemy kafelki z wizerunkami zwierząt – po trzy kafelki z danym zwierzątkiem w różnych kolorach, żetony postaci oraz instrukcję z krótkim opowiadankiem wprowadzającym graczy w fabułę gry. Wraz z rodziną Basi wybieramy się do ZOO zrobić zdjęcia zwierzętom. W tym celu będziemy odkrywać kolejne kafelki, będące naszymi zdjęciami i zbierać je. Można za jednym razem odsłonić tak dużo kafelków, ile się tylko chce, trzeba jednak uważać, by nie odkryć jednocześnie dwóch kafelków z tym samym zwierzakiem albo trzech tego samego koloru, bo w ten sposób skusimy i nie będziemy mogli zebrać odkrytych zdjęć. Jest to zatem trochę odwrotność memorów (pary zakazane!) ćwicząca zarówno pamięć, jak i umiar. I co najlepsze, występują w niej foczki – ukochane zwierzątko mojej Majki!

Basia w ZOO. Gra planszowa
Autor: Tom Delmé, David Furnal
Ilustracje: Marianna Oklejak
Wydawnictwo HarperKids
Liczba graczy: 1-4
Sugerowany wiek: 4+

Znacie Basię? Która z jej przygód jest waszą ulubioną?

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.