Grajki Majki: 3 gry kooperacyjne dla najmłodszych

Nie oszukujmy się – maluchy, przynajmniej na początku swojej przygody z grami planszowymi, nieszczególnie radzą sobie z przegrywaniem. Warto więc od czasu do czasu sięgnąć po grę, w której uczestnicy, zamiast ze sobą rywalizować, pracują na wspólny sukces. Albo wspólną porażkę.

Najmłodszym gorąco polecam pokazywaną już wcześniej Little Cooperation od Djeco, której celem jest przeprowadzenie zwierzątek przez lodowy most, zanim ten się „rozpuści”. Jest to gra losowa, gdzie rodzaj ruchu gracza (wprowadzenia zwierzątka na most, zejście z mostu do igloo lub topnienie jednej z podstaw mostu) zależy od rzutu kostką. Poza banalnie prostymi zasadami, z którymi spokojnie poradzi sobie i dwulatek, niewątpliwą zaletą jest różnorodność faktur wykorzystanych materiałów w postaci połączenia elementów gumowych, tekturowych i plastikowych.

To najłatwiejsza z przedstawionych gier, tu też rozgrywka trwa najkrócej.

Little Cooperation
Firma: Djeco
Sugerowany wiek: 2,5-5 lat

Nieco trudniejsza propozycja to „Kotek Psotek” wydawnictwa Egmont – podobnie jak w przypadku Little Cooperation, polega na bezpiecznym doprowadzeniu zwierzątek (myszki, wiewiórki i ptaszka) do ich domków, tym razem jednak naszym przeciwnikiem nie jest topniejący most, a goniący nas kotek. Fakt, czy i jak szybko ruszymy się którymś z mniejszych stworzonek, czy psotnym kotkiem zależy od koloru i liczby wyrzuconych na kostkach oczek. Kiedy kot doścignie któreś z małych zwierzątek, to (jak to dyplomatycznie zostało określone w instrukcji) zostaje zdjęte z planszy. Wciąż mamy jednak szansę uciec pozostałymi pionkami, a kilka smakołyków w zanadrzu pozwala nieco kocura spowolnić. Sporym utrudnieniem jest konieczność uciekania trzema pionkami jednocześnie, a to wymaga już pewnego rodzaju strategii! Moja Majka ma też mały problem ze zrozumieniem koncepcji skrótów i zapamiętaniem które pionki mogą się nimi przemieszczać. I może to nieszczególnie gra dla tak ortodoksyjnych kociarzy, jak nasza rodzina, podejrzewam bowiem, że w głębi ducha każdy z nas kibicuje kotu.

Wielki plus za świetnie opracowaną instrukcję, niebanalny kształt planszy i drewniane pionki. Również cena jest bardzo przyjazna.

Kotek Psotek
Wydawnictwo Egmont
Sugerowany wiek: 3+

Za to najbardziej już zaawansowanym małym graczom polecamy nowość od Wydawnictwa Nasza Księgarnia – „Liska Urwiska”, czyli grę detektywistyczną!

Każdy z graczy wciela się w jedną z czterech kurek-detektywów (symbolizowanych przez kolorowe pionki – czapki detektywa), które wspólnie mają za zadanie rozwiązać zagadkę tajemniczej kradzieży chleba. Zbierają wskazówki i eliminują kolejnych podejrzanych, ale muszą się spieszyć, bo winowajca ucieka!

Mechanizm gry oparty jest o rzuty trzema kośćmi, na których należy wylosować te same symbole – łapki lub „oczka”. Wylosowanie trzech symboli oka pozwala na odkrycie dwóch kart podejrzanych, a liczba wyrzuconych łapek oznacza liczbę ruchów, które dany gracz może wykonać na planszy, na której poukrywane są poszlaki. Jeśli jednak nie uda się wyrzucić trzech takich samych symboli, uczestnik traci kolejkę i zamiast tego musi przesunąć figurkę lisa o trzy pola do przodu. Kiedy symbolizujący winowajcę lis przejdzie przez całą planszę i zdoła zbiec do norki, gra kończy się klęską.

Zebrane poszlaki gracze umieszczają w dekoderze wskazówek, dzięki któremu mogą się dowiedzieć, czy winowajca nosi określony element ubioru – i dzięki temu eliminować podejrzanych. A to świetne ćwiczenie na spostrzegawczość i kojarzenie faktów.

Lisek Urwisek
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Sugerowany wiek: 5+

Każda propozycja to świetna zabawa, która potrafi wkręcić całą rodzinę! Którą z nich wybierzecie?

Grajki Majki: Djeco „Little observation”

To jedna z pierwszych gier, jakie mieliśmy. Sprawiłam ją Majce jakoś w okolicach 2,5 roku życia, ale moim zdaniem spokojnie da sobie radę i w miarę ogarnięty dwulatek. Może nie za pierwszym razem, a raczej metodą prób i błędów, ale właśnie po to jest ta gra – żeby uczyć poprzez zabawę.

A mianowicie uczyć kolorów.

Zasady są banalnie proste. Trzeba rzucić dwiema kostkami i wśród dziewięciu gumowych motylków odszukać takiego, który kolorystycznie będzie odpowiadał kombinacji kolorów wyrzuconych na kostce. W nagrodę można wybrać sobie żeton z motylkiem. Wygrywa ten z graczy, który uzbiera więcej żetonów.

Nieskomplikowana i pomysłowa. Poza powtórką z kolorów trenuje również spostrzegawczość i koncentrację, a kolorowe motylki mogą posłużyć również do innych, wymyślonych zabaw.

Początkowo dezorientowało nas trochę, że na żetonach nie umieszczono odpowiedników wszystkich opcji kolorystycznych gumowych motylków – myślałam, że kolorów trzeba szukać dwukrotnie, raz wśród motylków gumowych, a potem wśród żetonów-nagród i nieco zniechęcało mnie to niedopatrzenie. Jakiś czas później domyśliłam się (po wyrzucaniu niebiesko-żółtego motylka przez całą grę), że gdyby nagrody przypisane do danego koloru po prostu w pewnym momencie się skończyły, liczenie punktów byłoby niesprawiedliwe. Dlatego zapewne kolorystyka szukanego motylka nie musi mieć związku z motylkiem na żetonie.

Jeśli miałabym szukać jakiegoś minusa, to niestety, po pół roku intensywnego używania, farba z motylich skrzydeł gumowych motylków zaczyna się nieco ścierać. Nie na tyle, żeby było to problemem, ale jednak nie wygląda to estetycznie. Z pozostałymi grami tej firmy nie mamy podobnego problemu.

Dobry i sprawdzony kandydat na pierwszą grę maluszka.

Little Observation
Firma: Djeco
Sugerowany wiek: 2,5-5 lat

Grajki Majki: Playtive Junior, układanka „ludzkie ciało”

Jakiś czas temu, w trakcie mycia rąk, Majka zapytała mnie co to jest ta fioletowa kreska, którą mam na nadgarstku. Słysząc moje kulawe tłumaczenia przedstawiające żyły jako sieć małych rurek pod skórą, w których płynie krew każdy by się uśmiał. Szczególnie, że jestem jedną z tych wrażliwych ciepłych kluch, którym robi się słabo na sam dźwięk słowa „żyła”.

Kilka miesięcy później, przy okazji choroby i prześwietlenia, Maj zapytała mnie co to są płuca i co to właściwie znaczy, że są „w środku”.

Nic więc dziwnego, że Mikołaj rychło przyniósł mojemu ciekawemu flaczków dziecku układankę, w której można rozebrać dziewczynkę… no cóż – aż do kości. I przy okazji podejrzeć mniej więcej, co też człowiek ma w środku.

Pięć warstw drewnianych puzzli daje możliwość ułożenia tej samej dziewczynki w następujących odsłonach – ubranej, rozebranej, mięśni, żył i narządów wewnętrznych aż do podstawki z układem kostnym. Wraz z coraz niższą warstwą elementy układanki stopniowo się zmniejszają, więc pomyłki i hybrydy rodem z laboratorium doktora Frankensteina raczej nie wchodzą w grę.

Niepokojąco fascynująca, porządnie wykonana i rozwijająca układanka okazała się strzałem w dziesiątkę, bo Maja chciała „układać dziewczynkę” niemalże non stop przez przynajmniej dwa miesiące, zanim obsesja związana z pierwszą miłością nieco osłabła. Od dawna wiem, że moja mała fanka Doktor Dosi, dawania kotu zastrzyków, lekarstw i owijania go bandażem (Figiel potrafi już dać sobie zajrzeć do pyszczka przy pomocy zabawkowej latarki i drewnianej szpatułki, serio! Aczkolwiek szpatułka nosi ślady lekkiego mściwego pogryzienia) ma zadatki na lekarza, ale nie spodziewałam się aż tak entuzjastycznego przyjęcia.

Dobra jakościowo, edukacyjna zabawka, która pomoże choć w niewielkim stopniu zaspokoić niezaspokojoną ciekawość dziecka i oswoi się bardziej ze swoim ciałem. A przy okazji, jak to układanka, wspomoże rozwój manualny małych paluszków, zręczność i umiejętność logicznego myślenia.

Jakieś minusy? Główki dwóch pierwszych poziomów układanki nie różnią się niczym, poza wielkością, co nieco Majkę frustrowało. Głowa ubranej dziewczynki mogłaby się różnić od rozebranej jakimś szczegółem – ot, choćby czapką. I wtedy byłoby już idealnie!

Nie ma co się łudzić – rodzic wciąż ma mnóstwo do tłumaczenia. Nie wiem nawet, czy nie więcej, niż na początku. Ale teraz przynajmniej może się wspomóc układanką!

Jeśli traficie kiedyś na nią w Lidlu, nie ma co się wahać. Aha, są dwie wersje – dziewczynka i chłopiec.

Układanka ludzkie ciało
Firma: Playtive Junior (Lidl)
Sugerowany wiek: 2+

Grajki Majki: Playtive Junior, układanka „Piramida zwierząt”

Pierwsza gra dla maluszków, którą przyniosłam do domu, w założeniu wcale nie miała spełniać swojej roli. Przyniosłam ją z Lidla jak Majka miała jakiś rok, może 18 miesięcy i chciałam dla niej po prostu w miarę duże, drewniane zwierzątka do zabawy, niekoniecznie 30 zł za sztukę. Dlatego też skonfiskowałam kostkę i kaczuszki (wtedy jeszcze zbyt małe) i dałam Bobasie resztę zwierzątek z zestawu do ślinienia, stukania, ustawiania oraz wyciągania i ponownego wkładania do kartonowej tuby.

Zestaw „Stacking” Toy Drum składa się z 18 sztuk zwierzątek sześciu rodzajów (po trzy sztuki) – kaczki, lwy, krokodyle, słonie, owce i świnki oraz kostki z kolorowymi oczkami. Wszystkie elementy wykonane są z malowanego drewna, każdy rodzaj zwierzątka jest innego koloru, odpowiadającego oczkom na kostce. Cała ta menażeria opakowana została w tubę z grubej tektury ze sznurkowym uchwytem.

Zasady są bardzo proste i intuicyjne – gracze rzucają kostką i w zależności od wyrzuconego koloru muszą ustawić zwierzątko. Stawiane jedno na drugim zwierzątka tworzą piramidę aż do jej upadku. W okolicach drugich urodzin zaczęliśmy grać z Majką w uproszczoną wersję – zamiast budować w górę ustawialiśmy figurki jedną za drugą tworząc karawanę. Nie wymagało to jeszcze aż takich zdolności motorycznych, a i tak sprawdziło się świetnie jako trening małych rączek (zarówno w ustawianiu zwierząt, jak i w rzucaniu kostką), nieoceniona pomoc w nauce kolorów i nazw zwierzątek. I oczywiście świetna zabawa, bo to jednak pierwsza gra, w którą mogliśmy zaangażować się całą rodziną, bo tak naprawdę nie ma tu limitu graczy.

Obecnie gramy już w klasyczną wersję (chyba, bo instrukcja gdzieś się zapodziała) i po praktycznie dwóch latach wciąż jeszcze nam się nie znudziło. Nie sposób nie wspomnieć tu o jakości wykonania, bo wszystkie elementy przetrwały zarówno ząbkowanie roczniaka, jak i kolejne upadki wież praktycznie bez szwanku. Gdzieniegdzie widać przetarcia na rogach, ale na pierwszy rzut oka wciąż prezentuje się bardzo dobrze. I wciąż gwarantuje dobrą zabawę.

Jeśli kiedyś przypadkowo traficie na nią w Lidlu, nie zastanawiajcie się zbyt długo. Za taką cenę naprawdę warto!

Układanka „Piramida zwierząt” („Stacking” Toy Drum)
Firma:
Playtive Junior (Lidl)
Sugerowany wiek: 3-6 lat

Grajki Majki: Djeco „Little action”

Kiedy od drugich urodzin minęło już nieco czasu i Majka zrobiła się już całkiem ogarnięta, zaczęłam rozglądać się za pierwszymi grami. No wiecie, na rynku jest mnóstwo fantastycznych propozycji i sama nie mogłam się już doczekać, mimo, że większość z tych gier przeznaczonych jest dla maluszków powyżej trzeciego roku życia i sporo z nich polega na rzucaniu kostką, a nie do końca na tym mi zależało. Bobasa miała wtedy etap demona energetycznego (w sumie ma go do dziś…) i w turlanie kostki wkładała zdecydowanie zbyt wiele entuzjazmu.

Bądźmy szczerzy – nie jest łatwo znaleźć grę dla dziecka, które roznosi energia i zamiast siedzieć i choć przez chwilę skupić się na planszy woli robić dziesięć innych rzeczy. Najczęściej jednocześnie.

„Little action” to właśnie propozycja dla takich wiercipupek – przede wszystkim najciekawszą dla dziecka rzeczą w pudełku są gumowe zwierzątka. Całkiem ładne, lekkie i miękkie, wobec czego nawet rzucone z całej siły przez pokój nie narobią szczególnie wielu szkód. A rzucanie jest jak najbardziej dozwolone! Jeśli tylko wylosujemy właśnie takie wyzwanie.

Gra składa się z sześciu gumowych dzikich zwierzątek, dwudziestu kart z wyzwaniami różnego typu oraz dwunastu medali ze zwierzątkami. Każdy z graczy losuje kartę i musi, wykorzystując do tego zwierzątka, wykonać jedno z pięciu rodzajów zadań: utrzymać jedno ze zwierzątek na głowie przez 30 sekund, wrzucić określone zwierzątko do pudełka, strącić jedno zwierzątko drugim, podrzucać je w górę i złapać (to jest chyba najtrudniejsze dla maluszka!), podawać sobie z rąk do rąk albo ustawić jedno na drugim. Zadania na kartach zostały przedstawione w sposób rysunkowy, dzięki czemu dziecko samo poradzi sobie z odczytaniem, ale wymaga to chwili skupienia. Potem zostaje już tylko ćwiczenie motoryki, koordynacji ruchowej, refleksu i cierpliwości. A na wytrwałych czekają medale!

Świetna zabawa dla całej rodziny – wbrew pozorom zadania nie są wcale tak banalnie proste, jakby się to mogło wydawać, nie tylko dla maluszka. Utrzymanie zwierzątka na głowie to mój osobisty koszmar :D

Karty i medale wykonane zostały z naprawdę grubej tektury, dzięki czemu niestraszne im ani zagniecenia, ani nadmiar śliny.

Gra jest stosunkowo droga, ale ze względu na pomysł, wytrzymałość i jakość wykonania zdecydowanie warta swojej ceny. Była jedną z naszych pierwszych nabytków i gramy już dobre pół roku, a nie widać jakichkolwiek śladów zużycia.

Little Action
Firma: Djeco
Sugerowany wiek: 2,5-5 lat

Grajki Majki: Janod „Strzeż się kreta”

Kolejna gratka dla wielbicieli drewnianych zabawek. Co prawda jest odrobinę mniej eco od Beehives, ale jedyny minusik, który mogę przyznać na tym polu należy się za zaklejenie pudełka plastikową taśmą klejącą. Co akurat w przypadku tego rodzaju kartonika jest czynnością całkiem uzasadnioną.

Gra składa się z drewnianej planszy z otworami podzielonej na grządki w które pionowo wkładamy przestrzenne elementy z warzywami – 4 fioletowe rzepy, 4 czerwone pomidory, 4 pomarańczowe marchewki i 4 żółte dynie oraz 4 krety w kolorowych okularach przyczajone na kopczykach po bokach planszy. Każdy z graczy otrzymuje swoją małą grządkę. Celem gry jest jak najszybsze zgromadzenie na swoim kawałku poletka wszystkie cztery rodzaje warzyw, co można osiągnąć poprzez wyrzucenie odpowiedniego koloru na sześciennej kostce. Ale uwaga! Dwie ścianki kostki zajmują wizerunki kreta. A kiedy kret dostanie się na grządkę uczestnika, zbiory nie są możliwe aż do momentu ponownego wyrzucenia kreta na kostce.

Wielkimi atutami są atrakcyjna forma i staranne wykonanie gry. Każdy element gładko wchodzi w odpowiednie otwory, nasycone barwy farb nie ścierają się nawet podczas długotrwałego memłania w dziecięcych łapkach, a na drewnie próżno szukać jakiejkolwiek nierówności. Chociaż rozgrywka pozornie wydaje się bardzo prosta, faktycznie zajmuje około 20 minut, jak podają na opakowaniu. Niby łatwizna, a jak ciekawie podana! Kiedy przychodzi do zbierania plonów, nawet największa wiercipupa nie ma problemu ze skupieniem się na chwilę. A poza koncentracją, podstawami rywalizacji i powtórzeniem kolorów pomaga poćwiczyć również sprawność manualną małych rączek.

Ponadto należy się tłuściutki plus za polską instrukcję – chociaż brakuje naszej wersji językowej w dodawanych do gry książeczkach, firma postarała się o tłumaczenie na dodatkowej karteczce. Jestem bardzo mile zaskoczona twardą tekturką i opracowaniem graficznym tak samo ładnym, jak to dla Francuzów, Anglików, czy Niemców. Widać, że każdy szczegół został wykonany z należytą starannością, nawet pozornie niewiele znaczący.

Wyjątkowo emocjonująca gra wciągnie i trzylatka i dorosłego. Nawet sobie nie wyobrażacie jakie te cholerne krety są frustrujące!

Strzeż się kreta!
Firma: Janod
Sugerowany wiek: 3-6 lat

Grajki Majki: „Ptaki Polskie. Memory” Krystyna Jędrzejewska-Szmek, Michał Kryciński

Najmniej skomplikowana gra świata – memory, występująca też czasami pod polską nazwą „gra w pamięć”, albo „gra w pary”. To po prostu dowolna parzysta liczba karteczek albo kartoników, z jednej strony zadrukowana obrazkiem, z drugiej zaś pusta. Każdy obrazek występuje podwójnie, a celem gry jest odnalezienie jak największej liczby par wśród kartoników odwróconych obrazkiem do dołu. Te proste zasady jest w stanie zrozumieć już nawet dwulatek, dlatego też memory to jedna z pierwszych gier dziecka.

A mimo to dotychczas nie mieliśmy gry będącej stricte „grą w pamięć”. Dlaczego? Do tej zabawy wykorzystywałyśmy z Majką kartoniki z gry „Basia i kolory”, jest ona również jednym z wariantów wykorzystania zestawu „Carotina. Gry dla przedszkolaków”, który również posiadamy. Dlatego też nigdy nawet nie rozglądałam się za dodatkowym pudełkiem memorów właśnie.

A potem zobaczyłam te i wiedziałam, że musimy je mieć. Szczęśliwie udało mi się wygrać nasz egzemplarz w konkursie organizowanym na fantastycznej GRUPIE dla fanów planszówek dla maluszków, (bardzo polecam, jeśli macie zbyt ciężkie portfele, bo stamtąd nie można wyjść bez mnóstwa inspiracji i koszyka pełnego po brzegi) ale gra jest w regularnej sprzedaży i w stosunkowo atrakcyjnej cenie.

Dlaczego akurat te musiały znaleźć się wśród naszej kolekcji? Ze względu na ptaszki. 48 kartoników z obrazkami, z których składa się gra, zdobią bowiem 24 zdjęcia ptaków wyselekcjonowane przez pracowników Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego. A że na odwrociu pudełka każdy z gatunków został podpisany, to gra nie tylko trenuje pamięć, spostrzegawczość, koncentrację i umiejętność skupiania uwagi przez dłuższą chwilę, ale również uczy nazw polskiego ptactwa. Zimą to zawsze topowy temat, więc niejednokrotnie okaże się również kołem ratunkowym rodzica postawionego wobec pytania „Mamo, a co to za ptaszek?”. Sprawdzone, polecam.

Zdjęcia są dobrej jakości i mimo niewielkiej powierzchni kartonika, są wyjątkowo czytelne. I po prostu ładne. Jedyna trudność w tym, że niektóre z gatunków zostały przedstawione w locie, przez co nie zawsze łatwo porównać je z tym na trawniku przed domem. Również samo wykonanie gry zasługuje na pochwałę – kartoniki są grube i nie rozwarstwiają się, a ilustracje matowe, dzięki czemu nie odbija się od nich światło. Wytrzymają sporo międlenia w małych rączkach.

Jak na mój gust pudełko mogłoby być nieco mniejsze (małe pudełko = więcej miejsca na półce), ale to już raczej fanaberia.

Bardzo polecam wszystkim małym odkrywcom ciekawym podniebnego świata ptaków. Ze względu na realne zdjęcia, to świetny prezent również dla dzieci wychowywanych w duchu Montessori.

Ptaki Polski. Memory. Kolorowa Edukacja
Autorzy: Krystyna Jędrzejewska-Szmek, Michał Kryciński
Firma: RM

Sugerowany wiek: 3+.

Grajki Majki: Djeco „Little Cooperation”

Little Cooperation to pierwsze z majkowych podchoinkowych znalezisk. Mamy i lubimy dwie inne gry z serii gier dla maluszków od Djeco, dlatego Mikołaj wiedział, że to będzie pewniak. I tak było, bo Bobasa namówiła ciocię na trzy rundki jeszcze siedząc pod choinką.

Co ciekawe, to jedna z propozycji rozchwytywanych przez rodziców, których pociechy nie do końca jeszcze radzą sobie z ideą rywalizacji. Jak sama nazwa wskazuje, ta gra polega na współpracy, nie ma tu więc zwycięzców i przegranych, a wspólny sukces. Lub wspólna.

To gra w prawdziwie zimowym klimacie, rozgrywa się bowiem w arktycznym krajobrazie – zestaw zawiera trzy niewielkie tekturowe plansze: startu, mety (z igloo) i lodowej kładki; sześć drewnianych klocków w kształcie kostek lodu, będących podstawą mostu, cztery gumowe zwierzątka (pingwina, zająca, niedźwiadka i polarnego liska); kostkę z piktogramami i instrukcję.

Cała zabawa polega na bezpiecznym przeprowadzeniu zwierzątek przez lodowy most z planszy startu na planszę z igloo. Mamy trzy możliwości ruchu uzależnione od wyrzuconego na kostce obrazka: wejście na mostek, zejście z mostka do igloo i konieczność zabrania jednej z podstaw mostu, gdy trafimy na obrazek z kostkami lodu. Wszyscy gracze dokładają starań, by ich działania przyczyniły się do bezpiecznego przejścia przez most zanim wszystkie sześć lodowych podstaw zniknie.

Gra jest bardzo starannie wykonana i wytrzymała. Dużym plusem jest różnorodność faktur i wykorzystanych materiałów (tektura, drewno, plastik), nieskomplikowane zasady gry oraz idea pracy w grupie.

Sporym niedociągnięciem jest brak polskiej wersji instrukcji. Djeco nie umieszcza języka polskiego w książeczce z instrukcjami, w poprzednich grach jednak dystrybutor zadbał o karteczkę albo naklejkę na pudełko z tłumaczeniem. Tym razem tego zabrakło. My bez problemu radzimy sobie z wersją angielska i francuską, jednak babcia miała z tym mały problem. Na szczęście gra jest w dużej mierze intuicyjna i nie wymaga rozbudowanych zasad.

To kolejna już świetna „pierwsza gra malucha” od Djeco. Chociaż cena jest stosunkowo wysoka (taki prezent wymaga u nas już większej okazji), to jakość wykonania i pomysł są tego warte. Jestem pewna, że posłuży nam kilka ładnych lat, szczególnie, że inne gry z tej serii nie mają jeszcze śladów użytkowania, a są intensywnie eksploatowane od ponad pół roku. Ponadto urocze gumowe zwierzątka są obiektem wielkiej miłości i nadają się również do zabawy niezwiązanej z zasadami gry. Ogranicza nas tylko wyobraźnia.

Bardzo polecamy!

Little Cooperation
Firma: Djeco
Sugerowany wiek: 2,5-5 lat

Grajki Majki: Plan Toys „Beehives”

Tą grę kupiłam już jakiś czas temu, skuszona „pszczółkową” tematyką i wrzuciłam do szuflady czekając aż pojawi się jakaś prezentowa okazja. W ten właśnie sposób pszczółki zostały podrzucone przez Mikołaja do majeczkowych bucików i od 6 grudnia zrzuciły z podium niemalże wszystkie nasze dotychczas ulubione gry i układanki.

Nie ma co ukrywać – sama jestem nimi totalnie zachwycona. Gra jest pięknie wykonana i genialna w swojej prostocie. Zestaw zawiera sześć domków, czyli sześciokątnych komórek plastra miodu, sześć uroczych pszczółek w kolorach odpowiadających domkom, dużą pęstetę (nigdy wcześniej nie musiałam pisać tego słowa!) i instrukcję obsługi. Cała zabawa polega na ułożeniu domków zgodnie ze schematem i umieszczeniu w nich pszczółek za pomocą szczypczyków.

To, że moja niemalże trzyletnia córka sama ogarnęła cudownie przejrzystą i intuicyjną rysunkową instrukcję mile mnie zaskoczyło, ale nie zszokowało. Za to byłam zdumiona tym, jak szybko Majka nauczyła się operować pęsetą. A przy tym od samego początku wystarcza jej skupienia, by przy przenoszeniu pszczół bzyczeć bardzo przekonująco.

Ponadto zaczęła układać historyjki – że pszczółki lecą po nektar, a potem wracają do domków spać i następnego dnia znowu muszą wylecieć, bo cały miodek zjadły im słonie (namiętnie oglądamy Kubusia Puchatka). A jeśli któraś z pszczół przez przypadek wpadnie jej do nieodpowiedniego domku, układa między nimi dialogi przepraszając za najście.

Nie uświadczycie tu ani skraweczka plastiku – wszystkie elementy układanki są z malowanego drewna a skrzydełka owadów z filcu. Nawet woreczek do przechowywania pszczółek jest papierowy. Kartonik nie był też dodatkowo owinięty folią. Takie małe szczegóły, a robią ogromną różnicę.

Nieskomplikowana, bardzo starannie wykonana i dopasowana do potrzeb małego odbiorcy. Świetny trening sprawności manualnej, motoryki małej, skupienia uwagi, spostrzegawczości, myślenia abstrakcyjnego i powtórka z nazw kolorów.

Absolutna rewelacja. I pomyśleć, że trafiłam na nią zupełnie przez przypadek!

Beehives (4125)
Firma: Plan Toys
Sugerowany wiek: 3+