Grajki Majki: „Monsters Hide&Seek” SmartGames

Dzieci mają czasami zainteresowania, które mogą nas zaskoczyć – moja Majka na przykład wykazuje słabość do gier z… potworami. I to od małego, bo zaczęło się od „Potwornych porządków” i „Potworów do szafy”, potem przyszedł czas na „Komnatę strachu”, którą kiedyś Wam pokazywałam i „Zakodowany zamek”. Dlatego też nowy tytuł od SmartGames poświęcony ukrywaniu i znajdowaniu potworów od razu przykuł moją uwagę. I to był dobry wybór, bo Maja przyjęła go ze sporym entuzjazmem.

Układanka logiczna składa się z podzielonej na cztery kwadratowe pola planszy wypełnionej potworkami o rozmaitych kształtach i kolorach oraz czterech elementów z wyposażeniem pokoju, gdzie każdy jest wycięty w inny kształt, przez co przypominają nieco puzzle. Celem gracza jest ułożenie puzzli na planszy w taki sposób, by pozakrywać wszystkie potworki, poza wyszczególnionymi w wybranym przez nas zadaniu. I chociaż na każdym polu planszy można umieścić tylko jeden z elementów, mamy pełną dowolność w obracaniu nimi na wszystkie strony, no i nigdy nie wiadomo który akurat będzie pasował do danego kwadratu, trzeba więc się sporo nagłówkować i próbować różnych opcji aż do skutku.

Książeczka z zadaniami zawiera aż 60 różnych wyzwań – jak zwykle podzielonych na cztery poziomy trudności, od startera po mastera, z odpowiedziami na samym końcu. Może się zdarzyć tak, że  będziemy musieli zostawić tylko dwa potworki, a czasami zostanie odkrytych aż siedem z nich. Czasem będziemy musieli znaleźć cztery takie same, a innym razem cztery kompletnie różne. Jedno jest pewne – nudno nie będzie, a kiedy będziemy już pewni ułożenia każdego z potworków na planszy, kolejne zadanie na pewno nas zaskoczy.

Kiedy już zrozumie się mechanizm działania, układanka jest bardzo przyjemna i nie nadmiernie frustrująca dla dziecka – moja przedszkolaczka dość płynnie przechodzi przez pierwszy poziom trudności.

Ponadto to fantastyczna propozycja na podróż – plansza jest jednocześnie pokrywką niewielkiego, płaskiego pudełka, w którym idealnie mieszczą się cztery elementy układanki i książeczka z zadaniami. Całą grę można więc zapakować w zgrabny i lekki kwadrat, który z łatwością zmieści się w maminej torebce albo wycieczkowym plecaczku przedszkolaka. No i wystarczy pilnować przed zgubieniem tylko czterech puzzli.

Bardzo polecamy na wakacje i nie tylko.

Monsters Hide&Seek
Autor: Raf Peeters
Ilość elementów: 5
Sugerowany wiek: 6+
Liczba graczy: 1
Poziomy trudności: 4
Wydawnictwo: SmartGames

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa IUVI Games.

Grajki Majki: „Apple Twist” SmartGames

„(…)W koszyczku jabłuszko, w jabłuszku robaczek,
A na tym robaczku zielony kubraczek.”

czyli bardzo apetyczna łamigłówka dla przedszkolaków.

Na grę składają się tylko cztery elementy: ruchoma plansza w kształcie jabłuszka i trzy kolorowe robale – mama, tata (dłuższe) i dziecko (krótsze), jak to je Maja określiła.

Na samym początku należy ustawić planszę zgodnie z wybranym zadaniem. Jabłko składa się z 5 dwustronnych elementów, które można obracać niezależnie od siebie. Jedna strona została oznaczona literkami od A do E, druga cyframi od 1 do 5. Dzięki czemu możemy układać różne plansze, np. 12C4E. Układ planszy ma wpływ na liczbę i układ okrągłych wgłębień w jabłku, w które będziemy wpasowywać robaczki.

Bo ułożeniu planszy należy umieścić na niej wszystkie robale składające się z kolejno z 5 i 6 kuleczek. Każdy robaczek ma 2 ruchome przeguby, dzięki którym może przyjmować różne kształty, dając układającemu ogrom możliwości i kombinacji. A każdy z nich zgina się odrobinę inaczej. Robaczki muszą siedzieć dokładnie w dziurkach i nie mogą wystawać, dopuszcza się jednak, by w niektórych zadaniach pozostały wolne dziurki.

Do każdego z zadań, poza kodem ułożenia planszy, przygotowano podpowiedzi. Na najprostszym poziomie jest to oznaczenie położenia główek robaczków określonego koloru i dokładne położenie jednego z nich. Im trudniejszy poziom, tym mniej jasne podpowiedzi – czasami oznaczono tylko położenie głów, bez podania kolorów, a w najtrudniejszych zadaniach pojawia się tylko jedna główka, lub nie ma jej wcale.

Gra ma wyjątkowo atrakcyjną formę. Poza samym główkowaniem i szukaniem prawidłowego rozwiązania, wielką frajdę daje wyginanie robaczków na różne sposoby, a nawet już samo przygotowanie planszy.

Oczywiście jak zwykle mamy do wyboru 4 poziomy trudnościstarter, junior, ekspert i master, a na końcu czekają odpowiedzi.

Łamigłówka jest przeznaczona dla jednego gracza powyżej 5 roku życia. I moim zdaniem wiek został określony bardzo dobrze, bo moja pięciolatka całkiem sprawnie radzi sobie ze starterem, a kolejne poziomy stanowią dla niej coraz to większe wyzwanie. I nie tylko dla niej, bo jak zwykle sama muszę się chwilę pogłowić nad trudniejszymi zadaniami.

Bardzo fajna pomoc edukacyjna przy ćwiczeniu nie tylko wyobraźni przestrzennej, logiki, cierpliwości i planowania, ale również motoryki małej, bo wygimnastykowane gąsienice to świetna sprawa dla małych paluszków. I tych nieco większych również.

Apple Twist
Autor: Raf Peeters
Ilość elementów: 4
Sugerowany wiek: 5+
Liczba graczy: 1
Poziomy trudności: 4
Wydawnictwo: SmartGames

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa IUVI Games.

Grajki Majki: „Diamond Quest” SmartGames

Tym razem to post raczej z cyklu „Grajki Matki”, bo łamigłówka, którą chciałabym Wam dziś pokazać jest od 10 lat. I to minimum, bo ja mam prawie trzy razy tyle i muszę przyznać, że w miarę swobodnie czuję się tylko na poziomach starter i junior (i to wcale nie w przypadku wszystkich zadań!), a potem zaczynają się schody.

Gra jest przepiękna, szczególnie dla takiej sroki, jak ja. Składa się z zamykanego pudełka z 13 wgłębieniami oraz 13 przezroczystych diamentów w czterech kolorach i trzech kształtach. Diamenty niebieskie, zielone, pomarańczowe i żółte są w komplecie po trzy – w kształtach zbliżonych do koła, kwadratu i trójkąta. Czerwony diament jest natomiast jeden jedyny i najważniejszy. Bo i cała zabawa w tym, by, kierując się wskazówkami z zadań, umieścić go na właściwym miejscu.

W każdym z zadań znajdziemy wskazówki zdradzające ułożenie części elementów na planszy (lub określające miejsca, w jakich określone diamenty nie mogą się znajdować) – czasem elementy pokazane są dokładnie, innym razem zdefiniowano jedynie kolor albo kształt elementu. Czasem też pokazana jest cała plansza, a czasem jedynie jej mniejszy lub większy fragment. Na każde zadanie może przypadać jedna, lub więcej podpowiedzi – zdarza się, że otrzymujemy nawet 6 wskazówek, które trzeba do siebie dopasować by rozwiązać zagadkę.  

Podobnie jak w innych tytułach tej serii, mamy do wyboru cztery poziomy trudnościstarter, junior, expert i master. A jeśli już naprawdę jesteśmy pewni, że nie uda nam się znaleźć rozwiązania, albo chcemy się upewnić, czy ułożyliśmy dobrze, to na końcu każdego działu znajdują się odpowiedzi.

To zdecydowanie nasza najbardziej skomplikowana z układanek SmartGames. I, co za tym idzie, chyba najbardziej satysfakcjonująca, kiedy już uda się rozwikłać łamigłówkę. Nieźle potrafi wymęczyć mózgownicę, nawet w przypadku dorosłego. Albo przynajmniej takiego niezbyt wprawionego w grach logicznych, bo do takich zdecydowanie przynależę (chociaż niedługo może się to zmienić!). Mino to zaskakująco mało towarzyszy mi przy niej frustracji – może po prostu nie potrafię się złościć przekładając diamenty.

Nie dajcie się zwieść wielkości kartonu – sama gra jest całkiem zgrabna i kompaktowa, diamenty wraz z książeczką z zadaniami i instrukcją zamykają się w pudełku z planszą układanki. Wystarczy drobne zabezpieczenie w postaci gumki recepturki i spokojnie można wrzucić grę do torebki albo plecaka. Dobrze sprawdzi się wiec w roli gry podróżnej.

Diamond Quest
Autor: Alain Brobecker & STUDIO SMART
Ilość elementów: 13
Sugerowany wiek: 10+
Liczba graczy: 1
Poziomy trudności: 4
Wydawnictwo: SmartGames

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa IUVI Games.

Grajki Majki: „Plus minus. Nauka liczenia” oraz „SY-LA-BY. Nauka czytania”

„Kluczem do zwycięstwa jest szybkie liczenie”

No dobra, nie oszukujmy się – szybkie liczenie nigdy nie było moją mocną stroną… ale podobno człowiek uczy się całe życie! I na całe szczęście gra obejmuje wyłącznie dodawanie i odejmowanie, bo rozłożyć się na tabliczce mnożenia przez swoim własnym dzieckiem to byłaby trochę siara. Zwłaszcza, że za kilka lat będę musiała ją przekonywać, że znajomość tabliczki mnożenie jest nie tylko niezbędnie potrzeba do przeżycia, jak i do uzyskania promocji do kolejnej klasy.

Dobrze, że ten etap jeszcze daleko przede mną. Dodawanie i odejmowanie to bardziej mój poziom. Szczególnie w zakresie 10.

W pudełku znajdziemy aż 110 kart w trzech rodzajach – zielone karty dodawania (z pomarańczowym paskiem) i odejmowania (z fioletowym paskiem) oraz nieco wyróżniające się wyglądem, bo niebieskie karty celów (z różowym paskiem). Karty dodawania i odejmowania składają się z dwóch wartości – umieszczonego w centralnej części karty wyniku oraz fragmenty równania w rogu.

Gra ma trzy warianty różniące się poziomem zaawansowania gracza – na rozgrzewkę, standardowy i dla wymiataczy.

W najłatwiejszym wariancie nie korzystamy z kart celów. Jeden z graczy (np. rodzic) wykłada karty działań i podaje cyfrę, a pozostali gracze muszą jak najszybciej wskazać kartę, na której znajduje się reszta działania.

W standardowej rozgrywce układamy karty działań w kwadrat. Następnie gracz losuje cel z talii kart celów i musi wyszukać jak najwięcej kart, spełniających wylosowany warunek (np. zbiera wszystkie karty, których wynik daje liczbę parzystą, jest mniejszy niż 5, jest identyczny, albo w inny sposób określony wylosowanym celem).

Najtrudniejsza wersja również nie wymaga użycia kart celów – z potasowanych kart działań każdy z graczy dostaje po 6 i w ramach kolejnych akcji w kolejce układa określony kilkoma zasadami ciąg w taki sposób, by na koniec gry zebrać jak najwięcej kart.

Dzięki prostym zasadom uczestnikom zostaje sporo energii na główkowanie podczas gry. Element rywalizacji zmusza do szybkiego myślenia i, choć bywa frustrująco, jest to zdecydowanie ciekawsza i bardziej motywująca opcja, niż rozwiązywanie kolejnych rzędów przykładów z zeszytu ćwiczeń. Można dopasować poziom trudności zarówno do początkujących w liczeniu, jak i do wprawionych matematyków wymagających zaledwie małej powtórki ;)

Plus minus. Nauka liczenia
Autor: Marcin Dudek
Ilustracje: Joanna Kłos
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Liczba graczy: 2-4
Sugerowany wiek: 7+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Z tej samej serii mamy również, analogicznie, grę do nauki czytania.

Kto nie miał tego w szkole? Kto nie męczył się dukając sylabę za sylabą na głos przed snem? To był mój koszmar i strasznie się cieszę, że coraz częściej w nauce wykorzystuje się zabawę. W zeszłym tygodniu pokazywałam Wam grę w sylabizowanie z Felusiem i Guciem dla początkujących maluszków – spokojniejszą, ilustrowaną i ze zdecydowanie bardziej wytrzymałych materiałów. Ta propozycja skierowana jest do starszych dzieci i została oparta na rywalizacji, jest więc zdecydowanie bardziej dynamiczna i wymaga od uczestników posiadania już pewnych podstawowych umiejętności w zakresie sylabizowania.

„Odczytywanie całego słowa, jest jak budowanie domu z klocków. Łatwiej i szybciej buduje się dom z kilku dużych bloków, niż z wielu malutkich cegiełek”.

Ten zestaw również składa się ze 110 kart – 55 kart sylab i 55 kart spółgłosek. Można je wykorzystać do czterech różnych wariantów gry. Super fajnie, że litery na kartach są zarówno pisane (w centrum karty), jak i drukowane (na rogach).

W pierwszej propozycji wszystko polega na tym, żeby układać słowa z dwóch sylab (a w trudniejszej wersji również z użyciem spółgłosek). Im więcej kombinacji w jednej turze, tym lepiej, byle jak najszybciej wykorzystać (i tym samym pozbyć się ich) wszystkie karty z ręki.

Druga propozycja rozgrywki jest kooperacyjna, więc prawdopodobnie nie skończy się rodzinną awanturą. Wszyscy uczestnicy mają przed sobą te same karty i w określonym czasie muszą wspólnie ułożyć z nich jak najwięcej wyrazów.

Trzecia to sylabowa wariacja na temat gry w makao, a czwarta polega na jak najszybszym podaniu słowa zawierającego sylabę widniejącą na karcie, w celu jej zdobycia. Tym razem wygrywa te, kto zbierze najwięcej kart.

Ale tak naprawdę zasady gry nie muszą nas ograniczać. Spokojnie możemy wymyślać własne, albo po prostu ćwiczyć układanie wyrazów. Jak najdłuższych, jak najśmieszniejszych, byle zawsze poprawnych!

SY-LA-BY. Nauka czytania
Autor: Agnieszka Łubkowska, Michał Szewczyk
Ilustracje: Joanna Kłos
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Liczba graczy: 2-5
Sugerowany wiek: 7+

P.S. Mój mąż zgłasza pewne zastrzeżenie do tej serii, obiecałam przekazać: „Dlaczego wszyscy mają nos jak Pucio, skoro nikt tu nie jest Puciem?”.

Grajki Majki: „Feluś i Gucio grają w sylaby. Gra edukacyjna”

Fenomenalna sprawa, idealna na aktualny etap rozwoju mojej przedszkolaczki. Już w pierwszej rozgrywce mogłam usłyszeć, jak moje dziecię czyta! I rozumie sens przeczytanego słowa! Duma x3000!

Ale od początku.

Gra edukacyjna „Feluś i Gucio grają w sylaby” to zestaw 108 kafelków z obrazkami i sylabami oraz 4 plansze do układania na nich wyrazów z płytek z sylabami. Tematycznie i wizualnie nawiązująca do popularnej serii kartonówek dla najmłodszych z Felusiem i Guciem w roli głównej (Recenzje książeczek o Felusiu i Guciu znajdziecie TU i TU ).

Jest rekomendowana dla dzieci od 5 roku życia i rewelacyjnie ułatwia składanie liter w sylaby i samych sylab w słowa. Czyli to, z czym maluchy mają na pewnym etapie sporo problemów – rozpoznają wszystkie litery, ale nie potrafią połączyć ich w wyraz.

Na samym początku trochę się zdemotywowałam, bo jako najbardziej genialna matka pod słońcem, nie oświeciłam mojego dziecka co do istnienia liter małych, czyli pisanych. Nauczyłam Majkę tylko wielkich, drukowanych! A tutaj cała gra oparta jest o litery pisane, więc szykowałam się do zaserwowania mojemu dziecku sporej zmiany światopoglądowej jak na operację wojenną. Na szczęście moja chłonna gąbeczka przyjęła ta rewelację bez większych sprzeciwów i bardzo szybko zaczęła kojarzyć małe litery z dużymi. Ufff….

W pudełku znajdziemy 4 dwustronne plansze, gdzie jedna strona służy do układania słów dwusylabowych a druga trójsylabowych. My na razie gramy na tym łatwiejszym poziomie – Maja wybiera sobie trzy obrazki układa je na stronie z podpisami, a następnie szuka odpowiednich kafelków z sylabami. Tak ułożone słowo najpierw literuje, później czyta sylabami, aż wreszcie łączy w całe słowa! I to naprawdę działa, sama doszła do tego, że „ten dziwny kot z obrazka” to puma, a „różowy cukierek” to guma. Serce rośnie!

Bardziej zaawansowani gracze mogą obrócić płytki z obrazkami na stronę bez napisów i próbować układać słowa z pamięci. Można też wybrać stronę planszy ze słowami trójsylabowymi, gdzie jedna z sylab została już podpowiedziana. Można w ten sposób ćwiczyć czytanie samodzielnie, albo grać w maksymalnie 4 osoby (bo i tyle mamy plansz).

Do zestawu opracowano 7 propozycji zabaw na różnym poziomie trudności – gdzie składa się słowa dwu lub trzysylabowe, z podpowiedzą w formie podpisu lub bez, wybierając sylaby z mniejszej lub większej liczby kafelków, i tak dalej i tak dalej.

Wszystkie elementy zostały wykonane z naprawdę grubej tektury i wydają się być całkiem wytrzymałe. Wszystkie rogi są bezpiecznie zaokrąglone, a to dla mnie zawsze duży plus. Szata graficzna jest pastelowo-urocza, bardzo w moim typie, a obrazki na ilustracjach są łatwo rozpoznawalne.

I jeszcze na koniec wisienka na torcie – w całym tym wielkim zestawie wykorzystano dwa maleńkie kawałki plastikowego przylepca do złączenia pudełka. A poza tym nie było w nim grama plastiku – nawet opakowania. Da się? Da się!

Świetne narzędzie do nauki czytania przez zabawę. Myślę, że taka pomoc edukacyjna równie dobrze sprawdzi się też w przedszkolu. Bardzo polecam!

Feluś i Gucio grają w sylaby. Gra edukacyjna
Ilustracje: Marianna Schoett
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Liczba graczy: 1-4
Sugerowany wiek: 5+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Grajki Majki: „Najlepsza gra o kotach. Pudełko łakoci”

Uwaga! „Najlepsza gra o kotach. Pudełko łakoci” jest dodatkiem do „Najlepszej gry o kotach”. Podstawowa wersja jest niezbędna do gry dodatkiem.

Jeszcze więcej kotów (w tym zupełnie nowe szare koty), nowe gadżety (szczotka, laser i papierowa torba na zakupy), nowe przysmaki (łakocie – pozwalające nakarmić kota z dowolnymi wymaganiami żywieniowymi, ale obniżające wartość jego karty i dezaktywujące jej zdolności oraz kurczak z tuńczykiem) i oczywiście nowe kocie wymagania i zdolności. No i najważniejsze – karty pudełek, w których możemy umieszczać określone koty i w ten sposób mnożyć ich wartość. Liczenie punktów to teraz konkretna matematyka!

Dodatek otwiera przed nami zupełnie nowe możliwości – nie tylko zwiększa maksymalną liczbę graczy do 6 osób, ale również wprowadza wariant jednoosobowy dzięki specjalnej talii kart. I opcję współpracy między graczami!

Poza nowymi kartami w dodatku znajdziemy również żetony-łapki wspólnych celów, dzięki którym będziemy mogli współpracować graczami siedzącymi obok nas i zdobyć dodatkowe punkty. I to jest moim zdaniem super sprawa, bo elementy współpracy w grze opartej na rywalizacji to dla mnie coś zupełnie nowego.

Drugim świetnym rozwiązaniem jest wprowadzenie wariantu jednoosobowego. Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy nigdy nie wiesz, czy przypadkiem nie trafi Ci się izolacja i nie zostaniesz rozdzielony nie tylko z rodziną, ale nawet ze swoim osobistym kotem. W tym celu pojawiła się postać Futrzastego gracza, kierującego się kilkoma szczególnymi zasadami, i zastępującego przeciwnika. To właśnie ten element gry jest najbardziej skomplikowanym novum dodatku, ale po kilku próbach bez problemu można ogarnąć również ten typ rozgrywki. Poza tym rozszerzenie gry o zawartość dodatku nie sprawi fanom „Najlepszej gry o kotach” najmniejszego kłopotu, a fajnie odświeży i urozmaici rozgrywkę.

Karty dodatku zostały oznaczone serduszkowymi kwiatuszkami w lewym dolnym rogu, dzięki czemu łatwo je oddzielić od kart z wersji podstawowej.

Fajna sprawa z tym dodatkiem – zasady gry zostają właściwie takie same, a otrzymujemy cały wachlarz nowych możliwości. A żeby się nie pogubić, na ostatniej stronie instrukcji przygotowano ściągę ze skrótem zasad.

Najlepsza gra o kotach. Pudełko łakoci
Autor: Josh Wood
Ilustracje: Marco Morte
Wydawnictwo Foxgames
Liczba graczy: 1-6
Sugerowany wiek: 8+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Foxgames.

Grajki Majki: Koty. Smart Bingo

Czy może być coś łatwiejszego niż gra w bingo? Oczywiście! Gra w bingo z kolorami i słodkimi kotkami. Minimum zasad, urocza szata graficzna i staranne, wytrzymałe wykonanie to zalety, dzięki którym ta nieskomplikowana gra może umilić wieczór całej rodzinie kociarzy – wraz z jej najmłodszymi członkami.

Gra ma dwa warianty, łatwiutki dla początkujących i wymagający odrobinę więcej spostrzegawczości – zarówno na kole do losowania ze strzałką, jak i na dwóch stronach plansz mamy do wyboru kolory kłębuszków lub rysunki kotów. W zależności od wybranego wariantu zaznaczamy przy pomocy żetonów z łapkami, każdy na swojej planszy, wylosowany obiekt – kotka lub kłębuszek. Celem jest zaznaczenie 4 pól w rzędzie przy pomocy paska zwycięstwa.

Łatwiejszy wariant, z kłębkami wełny, jest całkowicie losowy – po wylosowaniu koloru każdy z graczy zaznacza na swojej planszy oba kłębki danego koloru. W wariancie z kotkami dochodzi element prostej strategii – po wylosowaniu kociego pyszczka można zaznaczyć tylko jeden (z dwóch) obrazek odpowiadający temu kotu, a podjęty wybór może mieć bezpośredni wpływ na zwycięstwo lub przegraną. Jest też możliwość gry jednoosobowej – może któremuś z rodziców uda się w tym czasie wypić ciepłą kawę? ;)

Wszystkie element wykonano z grubej tekturki, dzięki czemu są odporne na wyzwania stawiane im przez małych graczy – zarówno tych biorących jeszcze czasem niektóre rzeczy do ust, jak i do tych polujących pazurkami na kręcącą się strzałkę.

Bardzo sympatycznie zilustrowana, w żywych, ale nie rażących kolorach rozwija spostrzegawczość, umiejętność skupienia się na szczegółach, kojarzenie faktów, refleks, nazwy kolorów i sprawność manualną. I oczywiście umiejętność radzenia sobie z przegraną, z czym ostatnio moja mała prymuska ma pewien problem.

Gra jest propozycją dla dzieci od 3go roku życia, ale moim zdaniem spokojnie można po nią sięgnąć nieco wcześniej, szczególnie jeśli chodzi o wariant z kolorowymi kłębuszkami. Świetnie sprawdzi się w roli pierwszej gry maluszka.

Smart bingo. Koty
Redakcja: Izabela Gołaszewska
Ilustracje: Kinga Spiczko
Wydawnictwo Kapitan Nauka
Liczba graczy: 1-4
Czas rozgrywki: 10-20’
Sugerowany wiek: 3-7

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kapitan Nauka.

Grę możecie kupić TUTAJ.

Grajki Majki: „Z kwiatka na kwiatek”

„Z kwiatka na kwiatek” to urocza familijna gra kafelkowa, która wniesie w jesień nieco kolorów. Do wyboru mamy dwa poziomy trudności – same kafelki, lub – jeśli jesteśmy już na nieco bardziej zaawansowanym poziomie – go gry możemy włączyć tez karty akcji.

Podczas rozgrywki wcielamy się w działkowców. Każdy z graczy otrzymuje kapelusz i altankę ogrodową w tym samym kolorze (jest różowy do wyboru! W grach tak rzadko można być „różowym”!) i podczas wypadów na targ w każdej kolejce wybiera ze straganów kwiaty na swoje rabatki. Celem gry jest stworzeni jak największych rabatek z kwiatów o tym samym kolorze (ile kwiatków, tyle punktów) i przyciągnięcie na nie jak największej liczby motyli (są mnożnikiem punktów, a punkty zbieramy tylko z tych rabatek, które swoją obecnością zaszczycił choć jeden motyl).

W każdym ruchu gracz wybiera kwiaty i motyla z dostępnych na straganie, sadzi je na swojej działce i, jeśli może, sadza na nich zdobytego motylka – a wszystko to zgodnie z określonymi wytycznymi. Jeśli motyl nie pasje kolorystycznie do żadnej z rabatek, można posadzić go na swoim kapeluszu, a za uzbierane tam motylki można kupować specjalne bukiety kwiatów (w wersji podstawowej), lub karty akcji urozmaicające grę i nieźle mieszające w punktacji (w wersji rozszerzonej z kartami).

Jest sielsko, kolorowo i bardzo pozytywnie, to chyba jedna z najsympatyczniejszych gier w naszej kolekcji. I nawet mimo elementu rywalizacji, nie ma tu ani odrobiny miejsca na negatywne emocje, czysty relaks. W końcu od tego są działki!

Gra jest sugerowana dla odbiorców powyżej 10 lat i faktycznie ten wiek wydaje się być najbardziej optymalny, bo rozgrywka wymaga od użytkownika opracowania pewnej strategii i odrobiny kombinatorstwa, a do liczenia punktacji potrzebna jest umiejętność prostego mnożenia. Spokojnie można jednak włączać do gry i młodsze dzieci, bo nieskomplikowane zasady, całkiem łatwa go ogarnięcia mechanika gry i skupienie uwagi na kolorach jest bardzo przyjazne również dla malucha. Jeśli więc nie będziemy przykładać zbyt dużej wagi do punktacji, a w zamian położymy naciska na stworzenie jak najbardziej okazałych rabatek i prawidłowym rozmieszczeniu motylków, już 6-cio latek spokojnie da sobie radę z podstawowym wariantem gry (tym bez kart).

Dlatego też bardzo polecam na przykład dla rodzeństwa, kiedy szukamy tytułu, który zaangażuje dzieci w różnym wieku. A i jako dorośli całkiem przyjemnie spędziliśmy przy niej czas. To świetny tytuł dla całej rodziny.

Z kwiatka na kwiatek
Autorzy: Ekaterina Gorn, Igor Sklyuev
Ilustracje: Ekaterina Gorn
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Liczba graczy: 2-4
Sugerowany wiek: 10+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Grajki Majki: „Historia Polski. Gra edukacyjna” Hubert Bobrowski, Zuzanna Wollny

„Historia Polski” to gra edukacyjna łącząca w sobie kilka koncepcji – mechaniką gry przypomina klasyczne „Grzybobranie” – poruszamy się po planszy zgodnie z liczbą oczek wyrzuconą na kostce i mamy szansę stanąć na jednym z trzech kolorów pól. Pomarańczowe pola są neutralne, czerwone i niebieskie wiążą się z sięgnięciem po kartę. Karty czerwone zawierają po trzy pytania związane z historią Polski wraz z trzema wariantami odpowiedzi. Wśród kart niebieskich mogą trafić się dwa rodzaje: z fragmentami ilustracji, które trzeba jak najszybciej wyszukać na planszy lub z zadaniem, przypominające nieco karty „Szansy” z „Monopolu” – może się na przykład zdarzyć, że zagada nas handlarka przyprawami na targu, przez co stracimy kolejkę, albo wygramy bitwę, dzięki czemu możemy przesunąć się o trzy pola do przodu.

Zarówno plansza, jak i niebieskie karty otrzymały fantastyczną szatę graficzną – ilustracje są bardzo w moim guście i mają zaskakująco wysoki poziom szczegółowości. Planszę ozdobiono 11 ilustracjami przedstawiającymi różne fragmenty dziejów naszego kraju – od średniowiecznego grodu, przez szlachecki dworek, wiek pary i elektryczności aż do Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Podobnie pytania dotyczą przeróżnych etapów historii i dotyczą zarówno pojęć, osób, wydarzeń, jak i dat.

Jeśli miałabym coś zmienić, to przydałoby się większe zróżnicowanie poziomu pytań – na każdej z kart zrobiłabym pytania na trzech poziomach trudności – żeby nieco starsi też mieli przed sobą drobne wyzwanie, bo pytania są raczej łatwe, niektóre nawet na krawędzi komizmu (już samo układanie ich musiało być świetną zabawą!). Nagroda za odpowiedź mogłaby być adekwatna do poziomu pytania (na przykład jedno pole do przodu za pytanie łatwe, dwa za średnie, trzy za trudne). I w gratisie byłby element ryzyka!

Zgrabne połączenie gry planszowej opartej na losowości rzutu kostką, quizu historycznego i wyszukiwanki ćwiczącej refleks, pamięć i spostrzegawczość. A przy tym bardzo przyjemny sposób przyswajania wiedzy dzięki ciekawostkom i elementowi rywalizacji. Bo zawsze najlepsza nauka, to ta przez zabawę!

Historia Polski
Autor: Hubert Bobrowski
Ilustracje: Zuzanna Wollny
Wydawnictwo Kapitan Nauka
Liczba graczy: 2-5
Czas rozgrywki: 20-40’
Sugerowany wiek: 7+

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kapitan Nauka.

Grę możecie kupić TUTAJ.