Czas na czytanie: „Love on the Brain. Gdy miłość uderza do głowy” Ali Hazelwood

Ali Hazelwood ląduje na liście moich ulubionych autorek – chociaż fabuła jej drugiej książki nie jest może arcydziełem, totalnie kupuję jej poczucie humoru, bawiłam się przednio.

Główna bohaterka romantyczno-naukowej intrygi – Bee Königwasser (córka pół Niemca – pół Polaka i pół Włoszki – pół Amerykanki, szczęśliwa posiadaczka beztroskiej siostry bliźniaczki i doktor neurobiologii bez szczęścia w miłości) mogłaby być bratnią duszą Lou Clark z „Zanim się pojawiłeś” – promyk słońca wśród szarej codzienności, nie bojąca się wyzwań, pełna dystansu do siebie i świata i, jak to się mówi, całe życie „jadąca na przypale”, przyciągająca żenujące sytuacje niczym magnes. Ze skłonnością do omdleń w najmniej odpowiednich momentach. Jak ja kocham takie bohaterki. A jeśli są przy tym wybitnymi specjalistkami w swojej dziedzinie z niegroźnym bzikiem na punkcie Marii Skłodowskiej-Curie i kotów, tym lepiej.

Strasznie lubię, kiedy autorzy książek służących rozrywce przemycają w nich skrawki swoich specjalności. Ali Halezwood jest z wykształcenia profesorem neurobiologii i fabuła powieści jest bardzo mocno osadzona w świecie, który zna od podszewki, co jest mocno wyczuwalne podczas lektury. Nawet, kiedy czytamy romansidło z tendencyjnym wątkiem detektywistycznym i nadmiarem dramatyzmu.

Bo oczywiście jest to romans (i to z momentami – oznaczony jako 18+) – grumpy & sunshine, enemies to lovers, dawni znajomi ze studiów spotykają się po latach podczas pracy przy wspólnym projekcie i po pewnych perturbacjach okazuje się, że zupełnie inaczej odbierają swoje relacje sprzed lat. Tymczasem podczas pracy nad ich innowacyjnym i bardzo pilnym (konkurencja depcze po piętach) wynalazkiem dzieje się coś podejrzanego

Do tego mamy tu sporą dawkę sprzeciwu wobec niesprawiedliwego systemu oceniania kandydatów na studia doktoranckie i, co było bardzo wyraźne również w pierwszej książce Ali Hazelwood (z równie udaną główną bohaterką), problematykę kobiet walczących każdego dnia o równe i poważne traktowanie w zmaskulinizowanym świecie nauki. I na koniec jeszcze śliskie związki rozwoju nauki z polityką.

Jest więc w tej słodko-naiwnej beczce śmiechu i poważna problematyka i garść fachowej wiedzy z kompletnie dla mnie kosmicznej dziedziny. A na dodatek weganizm, karmniki dla kolibrów, nienawiść do biegania, twitterowe dramy, asystentki z piekła rodem i niewybredne, okołoodbytnicze żarty. Uśmiałam się jak fretka, czyta się wspaniale i równie dobrze się przy niej odpoczywa. Uwielbiam i polecam na odstresowanie po gorszym dniu albo do czytania na leżaku.

Ali Hazelwood, Love on the Brain. Gdy miłość uderza do głowy, Warszawa: Wydawnictwo You&YA, 2023, 416 s.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem You&YA.

Czas na czytanie: „Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie” Mackenzi Lee

„Poradnik dla dżentelmena…” to kwintesencja lekkiej, nie do końca poważnej książki, w której awanturnicza przygoda z elementami fantastycznymi (a wręcz magicznymi) odziana została w historyczną kapotkę XVIII-wiecznej podróży po Europie. A mimo to nie storni od dotykania poważniejszych tematów, jak choćby równość płci, odkrywanie tożsamości seksualnej, zmaganie się z nieuleczalną chorobą, rasizm, brak przekonania o własnej wartości czy przemocowe środowisko w jakim przyszło się wychowywać głównemu bohaterowi.

Jest tu wszystko to, co lubię – Grand Tour, wielka ucieczka przez najpiękniejsze miasta Europy, reprezentacja queer, piraci, alchemia, grzebanie w grobowcach, młodzieńczy bunt, czy girl power w postaci bohaterki z nosem schowanym w książkach. I owszem, to wszystko naraz – wstrząśnięte i wymieszane – to nieco zbyt dużo, by traktować tą książkę na serio. Ale też nie taki jest jej cel. To sympatyczna przygoda z poszukiwaniem skarbów, buntem wobec twardych społecznych konwenansów i magią pierwszej miłości w rolach głównych.

Troje bohaterów – lord Henry Montague wraz z najlepszym przyjacielem i młodszą siostrą -wyrywają się z domu by ostatni rok wolności przed podjęciem obowiązków wynikających z wejścia w dorosłe życie spędzić na Grand Tour – wielkiej wyprawie przez Europę w celu ukulturalnienia i „wyszumienia się” jednocześnie. A wszystko to pod okiem surowego opiekuna. Główny bohater nie jest jednak stworzony do podążania utartymi ścieżkami i swój Wielki Objazd szybko zmieni w Wielką Katastrofę

Osobiście wolałabym, żeby kostium historyczny, w jaki została odziana cała historia był potraktowany z nieco większą dokładnością, bo jest on raczej frywolny i niewolny od nieco absurdalnych błędów (m.in. akcja dzieje się w XVIII wieku i bohaterowie pod koniec swojej podróży trafiają na Santorini, gdzie widzą „bielutkie domy o kobaltowych dachach”, podczas gdy tradycja malowania cykladzkich domów na biało-niebiesko rozpoczęła się najprawdopodobniej od epidemii cholery w pierwszej połowie XX w.). Niemniej jednak autorka sama wspomina, że mimo fascynacji pewnymi zjawiskami historycznymi, powieść oddaje raczej jej romantyczne wyobrażenie o tamtych czasach i nie ma na celu oddania prawdy historycznej, a wręcz przyznaje się do przesuwania dat niektórych wydarzeń tak, by pasowały do obmyślonej fabuły. I super, że o tym pisze, bo tym samym wytrąca z ręki broń krytykom.

Na samym końcu książki znajdziemy kilka słów o głównych tematach poruszonych w książce i źródłach, z których korzystała Mackenzi Lee podczas kreowania świata przedstawionego, gdzie zainteresowani mogą sobie doczytać „jak było naprawdę”. Bardzo fajny pomysł, lubię to.

Fajna młodzieżówka, gdzie wątek przygodowy i romantyczny wzajemnie się dopełniają i żaden z nich nie dominuje nad tym drugim. Miło spędzony czas.

Mackenzi Lee, Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie, Białystok: Wydawnictwo Kobiece Young, 2021, 448 s.

Czas na czytanie: „Krew i popiół” Jennifer L. Armentrout

Jako, że musiałam wstrzymać się troszkę z tą lekturą i odłożyć ją na jakiś czas na kupkę wstydu (czyt. stos wstydu „do przeczytania już zaraz” na szafce nocnej, pod którego gruzami pewnego dnia czeka mnie tragiczny zgon) zdążyłam w tak zwanym międzyczasie trafić na kilka(naście) opinii o „Krwi i popiele”. I powiem Wam, że dawno nie spotkałam się z tak skrajnymi recenzjami na temat nowej książki – od absolutnych zachwytów aż po olbrzymie rozczarowanie. Ale w końcu przeczytałam sama i chyba już wiem o co chodzi.

„Krew i popiół” to romans. Oczywiście również fantastyka ale z bardzo dużym, jeśli nie dominującym wątkiem romantycznym, ze szczegółowo opisanymi scenami erotycznymi włącznie. I z taką świadomością trzeba podchodzić do lektury.

Warto jednak zwrócić uwagę na ta pozycję nie tylko ze względu na treści charakterystyczne dla nurtu Young Adult, jak pierwsze porywy serca, chęć doświadczania, droga ku osobistej emancypacji, zmaganie się z losem i narzuconym przeznaczeniem czy szukanie swojego miejsca w społeczeństwie. Wszystko to dzieje się bowiem w otoczeniu dworskich intryg, fanatycznej religijności, nadnaturalnej arystokracji i codziennych walk z krwiożerczymi potworami. Znajdziemy tu znany i lubiany (przynajmniej przeze mnie) motyw stworów żywiących się krwią swoich ofiar opowiedziany w zupełnie nowy sposób.

Nie da się ukryć, że sporo elementów fabuły jest mocno przewidywalnych – nie trudno się domyślić kto zginie, kto jest mordercą, a kto czarnym charakterem. Znalazło się jednak i miejsce na parę zaskoczeń, szczególnie jeśli chodzi o kreację świata przedstawionego. Wyszło więc całkiem satysfakcjonująco – dobry bilans między „ha, wiedziałam!”, a niespodziewanym.

Czytało się łatwo i przyjemnie – szybko i bez problemu zaczęłam się orientować w realiach nowego świata. Nietrudno było zapamiętać kto jest kim i dlaczego, bo i bohaterowie zostali sprawnie wykreowani na postaci „z krwi i kości” i historia, religia oraz polityka świata, a także sytuacja głównej bohaterki Poppy zostały sprawnie i „mimochodem” wyłożone czytelnikowi przy czym uniknięto nudniejszych, ciągnących się przestojów w akcji.

Podsumowując – wciągająca mieszanka YA i fantastyki, ze sporą dawką girl power, słabością do przystojniaków i wszechobecnych potworów. A jak to z potworami zwykle bywa, trudno ocenić które są złe, a które dobre.

Chętnie sięgnę po drugi tom, oby pojawił się jak najszybciej.

Jennifer L. Armentrout, Krew i popiół, Warszawa: Wydawnictwo You&YA, 2022, 512 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa You&YA.

Czas na czytanie: „Efekt pandy” Marta Kisiel

Z Tereską Trawną to jest w sumie tak, jak z pewnym specyficznym rodzajem przyjaciółki – bawicie się ze sobą świetnie ale spokojnie możecie nie się widzieć przez dłuższy okres czasu bez wielkiej tęsknoty i sercowych rozterek. A kiedy już spotkacie się ponownie i znów jest genialnie czas nie możecie dojść do tego, dlaczego właściwie nie widujecie się częściej. Więcej takich spotkań, poproszę!

Po wybitnie stresujących wydarzeniach związanych z joggingiem, morderstwem i dywanem Teresa daje się namówić na tydzień relaksu w luksusowym górskim ośrodku spa. W końcu odpoczynek to coś, co zdecydowanie jej się należy. Nawet, jeśli zaprasza ją na ten wypad nie kto inny, jak własna matka rodzona, niezbyt często widywana i posługująca się trzema językami jednocześnie. Nawet jeśli na babski relaksujący wypad ostatecznie wybierają się w zestawie matka, córka, babka, teściowa i pies (w końcu psica też równa babeczka!). Co może pójść nie tak?

Czy to klątwa, czy raczej paranoja, że zbrodnia depcze Trawnym po piętach? Czy mieszkający po sąsiedzku buc z włosami na żel to zwykły szowinistyczny bubek, czy może zbrodzień zdolny do morderstwa? Choć nie da się ukryć, że jak niewinna osoba się bynajmniej nie zachowuje i z pewnością knuje coś nielegalnego.

O tym, że trio Teresa-Mira-Zoja w tropieniu złoczyńców ma już i doświadczenie i sukcesy nie trzeba nikomu tłumaczyć. Czy jednak uda im się ukryć swoje podejrzenia przed nieświadomą niczego mamą Teresy – dystyngowaną starszą panią o jasno sprecyzowanych oczekiwaniach wobec świata?

Szykuje się kolejna świetna przygoda – pełna girl power, podejrzanych nocnych przechadzek po lesie, ekskluzywnych zabiegów, zapomnianych cmentarzy, międzypokoleniowych niesnasek i porozumień, głęboko skrywanych uraz z przeszłości, wpadek z laktozą w roli głównej, instynktu macierzyńskiego, ciosów prosto w szczękę, buzującego temperamentu Tereski i księgowania na żywo.

Tak samo dobra, jak pierwsza część (nie spodziewałam się, że to w ogóle możliwe!). Idealna lektura, jeśli przypadkiem planujecie wypad do górskiego resortu, choć i pod kocykiem z gorącą czekoladą zwieńczoną górką bitej śmietany też świetnie się sprawdzi.

Marta Kisiel, Efekt pandy, Warszawa: Wydawnictwo W.A.B., 2021, 352 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa W.A.B.

Bajki Majki: „Kocia Szajka i ucho różowego jelenia” Agata Romaniuk

Może zacznę od opinii mojej Majki, lat 5:

„Mamo, pierwsza część też mi się podobała, ale ta jest jeszcze bardziej super!”

I chyba wyczuła to od pierwszej chwili, bo kiedy tylko weszłam do jej pokoju z informacją, że przyszła nowa część „Kociej Szajki”, zaczęła skakać po łóżku z radości.

Podobnie, jak w przypadku pierwszej części czeka nas (i koty!) kryminalna zagadka do rozwiązania.

Tym razem w śledztwie od samego początku prym wiodą dziewczyny. Lola i Poziomka, podczas sesji kociej jogi w kawiarnianym ogródku zostają świadkami zbrodni – nieznany sprawca dopuścił się zamachu na uroczy i cieszący się powszechną sympatią symbol Cieszyna – różowego jelonka. Misternie zaplanowana zbrodnia, czy zwykłe chuligaństwo? Kto byłby zdolny do popełnienia takiego przestępstwa i jakie powody mogły nim kierować? I przede wszystkim – czy zagadka tego kalibru będzie wystarczająca, by przykuć uwagę osławionej Kociej Szajki, która przecież ostrzyła już sobie pazurki na zdecydowanie bardziej poważnych zagadkach?

„Powinnością kotów jest bronić rzeczy dobrych i pięknych!”

Kiedy do kocich detektywek dołącza aspirantka Walerka, powodzenie śledztwa wydaje się być przesądzone. Nie zabraknie jednak podążania tropem przestępcy, analizowania śladów i przesłuchiwania świadków. W końcu nawet najmniejszy, pozornie nic nie znaczący detal może się okazać kluczem do rozwiązania sprawy! Czeka nas również spływ kajakowy, frytowane szproty, czepek w krokodylki, różowe kocie pazurki, jednorożce, obalanie stereotypów płci, połączenia przez koci internet, salto mortale i spora dawka girl power. No i fantastyczne ilustracje oczywiście, to wciąż jedna z najbardziej efektownych pod względem wizualnym książek na majkowej półce! A kiedy doprawimy to wszystko sporą dawką poczucia humoru, wyjdzie książka, od której nie sposób się oderwać. Gdyby tylko moje gardło temu podołało, moja przedszkolaczka przymusiłaby mnie do przeczytania jej całej jednego wieczora, co samo w sobie może stanowić najlepszą rekomendację.

Tylko w następnej części zamawiamy trochę większą rolę dla naszej najulubieńszej bohaterki – Bronki od Cieślarów. Zaczynamy już nawet troszkę rozumieć cieszyńską gwarę!

Po raz kolejny polecamy kociarzom, fanom detektywistycznych zagadek i wielbicielom genialnych ilustracji. A poza tym to po prostu świetna przygoda!

Agata Romaniuk, Malwina Hajduk, Kocia Szajka i ucho różowego jelenia, Warszawa: Wydawnictwo Agora, 2021, 128 s.

Recenzja powstałą dzięki uprzejmości Wydawnictwa Agora.

Bajki Majki: „Kod Oracle” Marieke Nijkamp, Manuel Preitano

Pierwsza książka z serii „DC Powieść graficzna 13+”, jaką czytałam – „Catwoman” – była dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem i podstawiła poprzeczkę bardzo wysoko. Teraz już spodziewałam się treści wychowawczych i wzięcia na ruszt „trudnych tematów” do przepracowania z młodymi odbiorcami. Za to dla odmiany sama postać i historia Barbary Gordon były mi wcześniej nieznane.

Przybliżę więc dla tych, którzy charakteryzują się w tym temacie ignorancją podobną mojej: Barbara Gordon jest genialną hakerką o analitycznym umyśle i córką komisarza Gordona. Tego komisarza od Batmana. Pewnego dnia jej ciekawość sprawiła, że znalazła się w nieodpowiednim czasie w nieodpowiednim miejscu i została postrzelona podczas napadu, co skończyło się dla niej niepełnosprawnością. By nauczyła się żyć na wózku inwalidzkim, rodzina umieszcza ją w elitarnym ośrodku – Centrum Rehabilitacji Arhkam. A tam dzieją się naprawdę niepokojące rzeczy. A może to tylko efekt nadmiernie wybujałej wyobraźni pacjentów i ich problemów psychicznych, nieprzepracowanych traum i okropnych wspomnień?  Czy dociekliwość Barbary doprowadzi do kolejnej tragedii, czy może uda jej się rozwiązać zagadkę zaginionych podopiecznych?

„(…) gdybym się nie bała, toby znaczyło, że mi nie zależy. To strach sprawia, że dajemy z siebie wszystko, że przemy do przodu, że próbujemy zrozumieć to, czego nie rozumiemy”.

Tym razem temat przewodni wydaje się być oczywisty – niepełnosprawność i stawiane przez nią ograniczenia, mozolny proces godzenia się z nową sytuację i dalekie od oczekiwanych reakcje najbliższych. Znajdziemy tu jednak również sporo na temat nawiązywania przyjaźni, wyrzutów sumienia, zaufania drugiej osobie, zawierzenia intuicji, nie poddawania się i wątpliwych kwestii moralnych. W połączeniu z niepokojącą zagadką do rozwiązania i świetnymi, oddającymi nieco upiorny klimat ilustracjami wychodzi historia tak wciągająca, jak i edukacyjna. Powiedziałabym nawet, że w przeciwieństwie do historii Catwoman, tutaj mamy nawet mniej moralizowania, albo jest ono po prostu bardziej subtelne, bo ani trochę nie wybija się na pierwszy plan.

Za to jak najbardziej odczuwalna jest duża dawka girl power, nawet jeśli nie tak oczywista, jak to zwykle bywa w historiach o superbohaterach.

Marieke Nijkamp, Manuel Preitano, Kod Oracle, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 184 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Bajki Majki: „Catwoman: W blasku księżyca” Lauren Myracle, Isaac Goodhart

Dotychczas pokazywałam Wam powieści graficzne będące adaptacjami światowych dzieł literatury – „Zabić drozda”, „Folwark zwierzęcy”, czy „Rok 1984”. Tym razem czas na coś dla młodszego czytelnika – lekką historię luźno opartą na kultowych komiksach DC. Co ciekawe, „lekką”, nie znaczy mało „zaangażowaną społecznie”.

To opowieść o dorastaniu Seliny Kyle, szkolnej znajomości z Bruce’m Wayne’m i początkach jej przemiany w Catwoman – na razie dopiero bardzo subtelnie zarysowanej.


Kiepska sytuacja rodzinna, poczucie wyobcowania wśród rówieśników i niedopasowania do szkolnej rzeczywistości popychają bohaterkę do dramatycznej decyzji. Kiedy jej ojczym z czystej złośliwości krzywdzi przygarniętą przez Selinę kotkę, dziewczyna ucieka z domu i usiłuje odnaleźć się w życiu na ulicy. W trakcie swojej tułaczki trafia do grupy młodych wyrzutków i decyduje się wziąć udział w planowanym przez nich włamaniu do luksusowej rezydencji. Tymczasem po ulicach Gotham grasuje maniakalny morderczy pies z piekła rodem…

W historii poruszono całą masę trudnych tematów – od zaniedbania rodzicielskiego i przemocy domowej, przez życie na gigancie, samookaleczanie, kradzież, tolerancję dla osób o innej orientacji seksualnej czy w kiepskiej sytuacji materialnej, aż po poczucie odpowiedzialności za drugiego człowieka. W pewnym momencie miałam aż wrażenie, że Selina trochę za bardzo moralizuje, ale też nie jestem pewna, czy nastolatki, do których skierowana jest ta pozycja, będą odczuwać to w podobny sposób. W końcu z drugiej strony Selina jest tak bardzo cool – ładna, sprawna fizycznie, ćwicząca parkour, empatyczna, wygadana, nad wiek dojrzała i radząca sobie w każdej sytuacji. Po prostu świetna kumpela. A takiej łatwo wybaczyć nawet małe kazanie od czasu do czasu.

I jak z niecierpliwością oczekiwałam świetnej szaty graficznej, bo i książka wygląda obłędnie, tak cała ta warstwa dydaktyczno-moralizatorska była dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem.

Lauren Myracle, Isaac Goodhart, Catwoman: W blasku księżyca, Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2021, 192 s.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

Czas na czytanie: „Tamara Łempicka” Virginie Greiner, Daphné Collingnon

Mikołaj dobrze wiedział, co mi przynieść, nie sposób przejść obojętnie obok takiej pozycji, spójrzcie tylko na tą okładkę!

Komiks prezentuje drobny wycinek życia jednej z ikon dwudziestolecia międzywojennego, Tamary Łempickiej. Poznajemy artystkę, gdy ta zaczyna wspinać się na sam szczyt, kiedy zdobywa sławę i uznanie paryskiej socjety, a jej pierwsze małżeństwo zaczyna chylić się ku upadkowi – od momentu poznania śmietanki towarzyskiej aż do poznania jednej z jej głównych muz i namalowania jednego z najsłynniejszych dzieł, „Pięknej Rafaeli”.

Z jednej strony życie w luksusach i przyjemnościach artystycznej bohemy, bardzo sensualne, kipiące erotyzmem i napięciem, które Tamara przenosiła na płótno. Z drugiej to również walka  o dobrobyt, jaki gwarantują tylko liczne zlecenia od najznamienitszych klientów oraz niesłabnące zainteresowanie publiki, a także odważne stawianie czoła konwenansom, gdzie rola żony i matki niekoniecznie daje się pogodzić z pozycją wyzwolonej artystki, która robi co chce i nie musi nikogo pytać o zdanie. To wreszcie nieustanna pogoń za ideałem i początki emancypacji kobiet.

Bardzo klimatyczne ilustracje utrzymane w stonowanych kolorach, stylistyką nawiązują do wyrafinowanej i nieco szalonej epoki międzywojnia i samego stylu art déco. Oddają zarówno ducha szalonych czasów, jak i niepokorną duszę malarki. Można na nie patrzeć godzinami, zanim jeszcze zaczęłam czytać przejrzałam książkę przynajmniej trzy razy ciesząc się samą formą wydania i sycąc oczy ilustracjami, to czysta przyjemność.

Książkę kończy kilkustronicowe streszczenie biografii artystki autorstwa Dimitria Joannidèsa dające czytelnikowi szerszy kontekst zarówno życia Tamary, jak i samej epoki.

Przyznaję, że czuję lekki niedosyt. Z przyjemnością poznałabym w ten sposób zarówno wcześniejsze, jak i późniejsze losy artystki. Jednak ten maleńki fragment również ma swój urok – jest jak wykwintne czekoladki – tym bardziej się nimi delektujemy i rozpamiętujemy ich smak, im rzadziej mamy przyjemność się nimi raczyć. A ich celem nie jest przecież nasycenie, a jedynie rozbudzenie apetytu.  

Virginie Grenier, Daphné Collingnon, Tamara Łempicka, Warszawa: Wydawnictwo Marginesy 2019, 58 s.

Bajki Majki: Siła kobiet dla małych i dużych

Trafiłam wczoraj na bardzo przydatny poradnik jak rozmawiać z dzieckiem o protestach, które ogarnęły Polskę  i prawach kobiet. Jedną z rad było wspólne sięgnięcie po „literaturę tematu” i rzut oka na naszą biblioteczkę zainspirował mnie do stworzenia dla Was zestawienia książeczek dla dzieci i młodszej młodzieży o kobietach, które zmieniały świat i girl power. O większości z nich pisałam tu i ówdzie, myślę jednak, że dobrze będzie mieć je w jednym miejscu.

Najbardziej chyba znaną książką o dziewczynach, które zmieniały świat są „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” – 100 króciutkich i fantastycznie ilustrowanych biogramów 100 wyjątkowych kobiet. Znajdziemy tu królowe, modelki, kolarki, artystki, pisarki, działaczki, aktywistki, lekarki i pielęgniarki, naukowczynie… jest królowa, caryca i faraon, jest paleontolożka, pięściarka i tatuażystka. Jest nawet piratka! (a tymczasem Word radośnie podkreśla mi większość feminatywów. Ale „feminatywy” też podkreślił, więc wszystko się zgadza). Polskę dumnie reprezentują Irena Sendlerowa, Maria Skłodowska – Curie i Tamara Łempicka.  Po jednej stronie tekstu na tak imponujące biografie to skandalicznie mało i trzeba było mocno się ograniczać, przez co bywają aż za bardzo uproszczone ale zawarte w nich informacje są wystarczające, by mieć jaki taki ogląd i nadają się na początek poszukiwań. Spokojnie można też sięgnąć po nie z młodszym dzieckiem. Po raz pierwszy zaczęłyśmy czytać z Mają, kiedy przyszła z przedszkola rozczarowana, bo „chłopcy mówią, że dziewczynki nie mogą pilotować samolotów”. W tym momencie mamusia sięgnęła po książkę i zaczęłyśmy opowieść o Amelii Earhart. Opowieść chyba została przekazana dalej, bo chłopcy nie próbowali już swoich sztuczek ani przy zabawie w policjantów, ani w strażaków, ani nawet w dinozaury ;)

Elena Favilli, Francesca Cavallo, Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek, Katowice: Wydawnictwo Debit, 2017, 212 s.

Nie sposób pominąć „Kosmicznych dziewczyn”, to chyba moja ulubiona pozycja z babskimi biografiami, bo jednak fascynacji kosmosem nie sposób nie ulec. A tutaj doceniono wszystkie etapy jego podboju. I we wszystkich brały udział kobiety.

Poza sylwetkami badaczek, ta genialnie wydana książka zawiera zarówno historię kosmicznych podbojów (dzięki czemu żaden czytelnik nie będzie czuł się nieprzygotowany do zgłębiania zagadnienia), jak i osobistą historię fascynacji tym tematem samej autorki. Następnie wszystkie kosmiczne babeczki zostały podzielone na pięć etapów eksploracji kosmosu – przedpole podróży kosmicznych (od 1957), zaranie ery kosmicznej (1957-1972), stacje i promy kosmiczne (1972-2000), życie i działalność w kosmosie (2000-2017), oraz przyszłość podbojów kosmicznych (po 2017). Na końcu znalazło się nawet miejsce na „formularz” pozwalający zaplanować swoją własną misję – wraz z wyborem przyszłego zawodu i miejscem na zapisanie inspiracji.

Każdej z kosmicznych kobiet poświęcono osobny, dwustronicowy biogram (poza kilkoma połączonymi w grupy ze względu na charakter osiągnięć) składający się z imienia i nazwiska, zawodu, narodowości, roku urodzenia (i opcjonalnie śmierci), opisu dokonań, a także świetnej ilustracji z inspirującym cytatem. Dzięki tej encyklopedycznej formie łatwo odnaleźć to, czego akurat szukamy, a jednocześnie wciąż jest to niesamowicie wciągająca lektura. Wraz z badaczkami i pionierkami w swych dziedzinach mamy możliwość uczestniczenia w tak doniosłym przedsięwzięciu, jak podbój kosmosu. Kroczek za kroczkiem, cegiełka po cegiełce, dokonanie po dokonaniu, jako ludzkość wznosimy się coraz wyżej i wyżej. Każda rola jest ważna. I okazuje się, że zawzięte i pewne swych marzeń kobiety nie ustępują pola mężczyzną w naprawdę wielu dziedzinach.

Tym, co zadziwia (a przynajmniej zadziwiło mnie), jest świadomość jak wiele różnych osób parających się przeróżnymi zawodami połączyło wysiłki, by umożliwić nam poznawanie tajemnic wszechświata. Poza kosmonautkami i pilotkami mamy tu matematyczki, fizyczki, inżynierki, uczone, tłumaczkę, pilotkę balonu stratosferycznego, chemiczki, spadochroniarkę, pielęgniarkę i lekarki, psycholożkę i fizjolożkę, astrofizyczkę, astrobiolożkę, biochemiczkę, geolożki, polityczkę, prawniczki, programistkę, fizjolożkę i dietetyczkę, szwaczki, a nawet aktorkę, włókniarki i zegramistrzynie (i jednocześnie emerytki!) oraz żony astronautów. Przeczytamy tu o kierowniczkach misji, kosmicznych turystkach i tajkonautkach. I każda z tych funkcji była pełniona przez kobietę. Bo właściwie czemu nie?

W książce nie opisano żadnej Polki, więc do dzieła, dziewczyny! Jest błękitny ocean do zajęcia, miejsca w drugim tomie same się nie zapełnią! ;)

Libby Jackson, Kosmiczne dziewczyny. 50 historii niezwykłych kobiet, które przyczyniły się do podboju kosmosu, Białystok: Wydawnictwo Kobiece, 2017, 147 s.

„Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy” Anny Dziewit-Meller to książka, w której autorka niemalże dosłownie oddała głos bardziej lub mniej zapomnianym kobiecym postaciom historycznym. Mamy szansę poznać okrutną i budzącą postrach córkę Mieszka I, pierwszą kobietę trudniącą się chirurgią w Polsce, kobietę-króla, zuchwałą malarkę, kolekcjonerkę osobliwości, modernistyczne architektki, a nawet pierwowzór ukochanej Jamesa Bonda. Poetki, dziewczyny oddane zgłębianiu tajemnic otaczającego ich świata, wojowniczki o dostęp do wiedzy, bohaterki wojenne, artystki i himalaistki. Awanturnice, marzycielki i naprawdę równe babki.

To 17 miniaturowych biografii, bo których oprowadza nas… jedna z opisanych dziewczyn – Henryka Pustowójtówna. Ta przesympatyczna, bezpośrednia i bardzo nietypowa przewodniczka wprowadza świetny, prawdziwie koleżeński klimat. Przedstawia czytelniczce po kolei przeróżne inspirujące postacie – swoje koleżanki z kart historii – które jakoś dziwnym trafem bywają omijane w większości podręczników. Poza samym faktem przynależności do „płci pięknej” łączy je jeszcze coś – wychodzenie poza ścisłe ramy społecznego status quo. Heńka przybliża nam nie tylko same sylwetki dziejowych dziewuch, ale robi to wraz z całym entouragem – opowiada o czasach, w jakich żyły, o ich codzienności i normach, które je obowiązywały. W ten sposób mamy możliwość odwiedzić między innymi paryski uniwersytet, dwór królowej Jadwigi, zimną Skandynawię, krakowską bohemę i warszawskie getto. Poza samą opowieścią, po każdej z historii czeka na nas miniaturowy słowniczek rozwijający kilka pojęć związanych z czasami opisanej wcześniej dziewuchy – w ten sposób dowiemy się co bywało przechowywane w lamusach, kim były entuzjastki, na czym grał gęślarz, czym charakteryzuje się secesja, a czy modernizm, jak czuła się dziewczyna w dziewiętnastowiecznej sukni i dlaczego czamara była znacznie wygodniejsza i kiedy powstały pierwsze muzea.

Pewnie, każda z biografii zawiera jedynie cząstkowe informacje (na przykład w rozdziale o Marii Skłodowskiej-Curie nie ma ani słowa o promieniotwórczości, a przy nazwisku Zofii Stryjeńskiej nie pada tytuł żadnego z obrazów) i bardziej ma za zadanie zainteresować czytelniczkę i skłonić ją do dalszych poszukiwań, niż nadać się na szybką powtórkę przed sprawdzianem, ale wydaje mi się, że właśnie taki był jej cel – poczucie klimatu epoki i „wiatru zmian” na twarzy bez zanudzania dokładnymi datami i zmuszania do samodzielnej selekcji informacji.

Jeśli czegoś mi brakowało, to bibliografii, lub chociaż kilku podpowiedzi, gdzie szukać dalszych informacji o przedstawionych paniach. Podsycanie ciekawości to jedno, podobnie jak zachęcanie do prowadzenia własnych badań, jednak wykonanie własnej agendy bibliotecznej na tak mało opracowany temat jest dość trudnym zadaniem.

Zabawna, intrygująca i inspirująca lektura nie tylko dla dziewczyn (a już na pewno nie tylko dla małych!). Świetna językowo – bo mówić o trudnych sprawach prostymi słowami to prawdziwa sztuka, dopełniona zawadiackimi ilustracjami Joanny Rusinek i podzielona na niezbyt długie rozdziały gwarantuje sto procent przyjemności z lektury. Plus walor edukacyjny.

Ta wyjątkowa podróż przez historię (a może jest to już raczej HERstoria?) to niesamowita przygoda.

Anna Dziewit-Meller, Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy, Kraków: Wydawnictwo Znak Emotikon, 2017, 160 s.

Druga część babskiej opowieści Anny Dziewit-Meller – „Podróże w spódnicy” – jak sama nazwa wskazuje, poświęcona została podróżniczkom.

Tym razem naszą przewodniczką po babskim świecie została Nellie Bly – XIX-wieczna dziennikarka, która postanowiła pobić rekord verneowskiego Phileasa Fogga i okrążyła świat w… niecałe 73 dni!

Zgodnie z zawodem naszej bohaterki, cała książka została zbudowana tak, by imitować wydanie specjalne gazety. I to jest prawdziwy strzał w dziesiątkę, bo już sama forma nie pozwala czytelnikowi nudzić się ani przez chwileczkę. Raz bowiem czytamy list do redakcji, by kilka stron później zagłębić się w wywiadzie albo artykule na temat wyjątkowo niewygodnej kobiecej mody (równie problematycznej, co tnące moskity), z jaką przed laty zmagały się podróżniczki albo w relacji z pokazów lotniczych. Nie brakuje również innych prasowych szczegółów – reklam, horoskopy (wygląda na to, że czeka mnie poparzenie słoneczne. I w sumie coś w tym jest, bo w tym roku jeszcze nie sięgnęłam po krem z filtrem), czy prognozy pogody. A każdy artykuł, podobnie jak w przypadku pierwszego tomu, kończą ciekawostki i trudne słówka związane z tematem.

A i same opisywane kobiety i ich historie inspirują, budzą podziw, a momentami nawet przerażenie. Tym razem autorka odchodzi od pomysłu poświęcenia książki wyłącznie polskim kobietom, choć nasz kraj dumnie reprezentują podróżniczka Maria Czaplicka i żeglarka Krystyna Chojnowska-Liskiewicz. W pełni zasługują na miejsce w tak zaszczytnym i nieco zwariowanym babskim gronie. Bo tutaj narodowość, język, wiek, czy epoka historyczna nie grają roli. Wszystkie bohaterki łączy ciekawość świata i odwaga, by ten świat zdobywać. A zabiorą nas w niesamowite miejsca – od Dzikiego Zachodu na szczyty Himalajów, przez oceany i pod niebo, a nawet w kosmos. A dłuższe wyprawy, poza samym opisem, zwizualizowano również na mapie.

Anna Dziewit-Meller, Damy, dziewuchy, dziewczyny. Podróże w spódnicy, Kraków:Wydawnictwo Znak Emotikon, 2018, 160 s.

Nieco młodszym czytelniczkom zadedykowano książkę „Nadzwyczajnie wspaniałe kobiety, które tworzyły historię”. I w tym przypadku mamy do czynienia z biogramami trzynastu bardziej i mniej słynnych babeczek, które miały sporo do powiedzenia i nie wahały się działać. Tutaj jednak informacje są bardziej dostosowane do możliwości poznawczych młodego odbiorcy – skupiono się przede wszystkim na krótkich ciekawostkach, a wszystko to przedstawiono w fantastycznie graficzny sposób. Dzięki sympatycznym ilustracjom maluchom łatwiej identyfikować się z bohaterkami i wyobrazić sobie realia, w których przyszło im żyć. W ramach podsumowania działalność każdej z opisanych bohaterek została skrócona do łatwego do zapamiętania hasła, a książka zakończona jest słowniczkiem tłumaczącym pojawiające się w tekście trudne słówka.

Z tej serii pojawiły się również inne części „Nadzwyczajnie wspaniałe kobiety, które zmieniły świat” i „Nadzwyczajnie wspaniałe kobiety, które ratowały planetę”.

Kate Pankhurst, Nadzwyczajnie wspaniałe kobiety, które tworzyły historię, Warszawa: Grupa wydawnicza K. E. Liber, 2018, 32 s.

„Sufrażystki i sufrażetki” Davida Robertsa to encyklopedia babskiej walki o wolność, równość i siostrzeństwo.

Pierwszym, co rzuca się w oczy są świetne, pełne charakteru i momentami bardzo zabawne ilustracje, zajmujące niekiedy całe strony, jak i samo opracowanie graficzne książki zdecydowanie ociepla encyklopedyczny wizerunek książki. Bo tak, to jest kawał cegły zawierający kawał konkretnej i niełatwej wiedzy historycznej. A jednak czytając nie czuje się tego ani trochę!

Opracowanie zawiera historię dążenia brytyjskich kobiet do uzyskania praw wyborczych od 1832 roku aż do zwycięstwa. I to w sposób i przy użyciu języka przystępnego i zrozumiałego dla młodego odbiorcy.

Bardzo mi się podoba systematyczne „poukładanie treści”. Pomijając fakt chronologicznego przedstawienia istotnych wydarzeń, całość ma ręce i nogi. Książkę rozpoczyna obrazowe wytłumaczenie nie tylko kim są owe sufrażystki, ale również czym tak właściwie są te upragnione „prawa wyborcze”. A to nie jest przecież łatwe zagadnienie. Autor nie zapomniał również wprowadzić młodego czytelnika w realia świata sprzed niemalże dwustu lat, który, choć pozornie wcale nie tak odległy w czasie, w niektórych aspektach różni się wręcz niewyobrażalnie. Jest więc wprowadzenie, wytłumaczenie trudnych słówek, rys historyczny, a na koniec wisienka na torcie w postaci krótkich biogramów światowych działaczek w imię wolności kobiet. I szokujące kalendarium uzyskania przez kobiety praw wyborczych. Wiecie, że Szwajcaria dopuściła kobiety do urn dopiero w 1971 roku? To o 50 lat później, niż Azerbejdżan! A w Arabii Saudyjskiej kobiety uzyskały prawo wyborcze dopiero… pięć lat temu.

David Roberts, Sufrażystki i Sufrażetki. Walka o równość, Warszawa: Wydawnictwo Egmont ART., 2019, 128 s.

„Girl Power. Opowieści dla dziewczyn, które chcą zdobyć świat” Caroline Paul to o połączenie wspomnień pewnej kobiety, która od małego nie umiała usiedzieć na miejscu przez pięć minut, ze zbiorem inspiracji, poradnikiem i dziennikiem odkrywcy w jednym. Składa się z dziesięciu rozdziałów, a każdy z nich to jeden z szalonych wyczynów autorki.

Dzięki pierwszoosobowej narracji bardzo łatwo zżyć się z autorką będącą jednocześnie główną bohaterką książki. Szczególnie, że Caroline Paul (stażaczkę, paralotniarkę, nurka głębinowego, kajakarkę, i łowczynię przygód) trudno nie polubić – epatuje pozytywną energią, jest pełna entuzjazmu i zawsze skora do wcielania w życie szalonych pomysłów (jestem pewna, że napsuła swoim rodzicom nerwów co niemiara…). I co najważniejsze – jest autentyczna – nie robi z siebie bohaterki, nie zadziera nosa, nie ogranicza się do przechwałek, nie wręcz przeciwnie. Opowiada zarówno o swoich sukcesach, jak i porażkach, dzięki czemu pozwala czytelniczkom wyciągnąć lekcje ze swoich własnych błędów. Potrafi śmiać się z siebie i ma przesympatyczne poczucie humoru. Uczy przełamywać swój strach, ale i słuchać głosu rozsądku. Podkreśla wagę zachowywania zimnej krwi, wytrwałości i posiadania odpowiednich umiejętności. Ale przede wszystkim radzi cieszyć się życiem, przygodą i wyzwaniami. I nie bać się spełniać swoich marzeń.

Caroline Paul, Wendy Macnaughton, Girl power. Opowieści dla dziewczyn, które chcą zdobyć świat, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2018, 153 s.

Druga książka Caroline Paul „Masz moc! Poradnik zmieniania świata” to must have młodziutkich aktywistek. Dowiemy się z niego co można zrobić, kiedy czujemy niesprawiedliwość – od zmiany własnych nawyków, przez organizację bojkotu aż do wniesienia sprawy do sądu. Dowiemy się jak zostać wolontariuszem, napisać petycję, zorganizować protest, czy działać za pośrednictwem mediów społecznościowych. A wszystko to poparte przykładami innych młodych aktywistek z całego świata, każdego dnia walczących z przeciwnościami losu.

Wbrew pozorom nie jest to pozycja „awanturnicza” – została mądrze zbalansowana, a większość proponowanych rozwiązań to rozwiązania jak najbardziej pokojowe i dążące do dialogu. Bardzo dobra pozycja na te czasy i dla starszych i dla młodszych.

Caroline Paul, Lauren Tamaki, Masz moc! Poradnik zmieniania świata, Poznań: Wydawnictwo Papilon, 2019, 114 s.

I jeszcze na koniec, żeby nie było żadnych wątpliwości – „Ada, to wypada!”, czyli fantastyczny tytuł pełen dobrego przesłania prosto od współczesnych polskich superbabek. Bo wypada nam mieć swoje zdanie, zabierać głos, zadawać pytania, stawiać granice, dbać o siebie i robić to, co sprawia nam przyjemność!

„Katarzyna wie, że choć nie wszystko jej wypada, to udawanie, że nie widzi problemu, jest najgorszą z możliwych strategii. Lepiej powiedzieć wprost, na co nie dajemy przyzwolenia.”

Sylwia Stano, Zofia Karaszewska, Ada, to wypada!, Kraków: Wydawnictwo Znak Emotikon, 2018, 128 s.